Strona 3 z 7

the new year don't feel so new

: pt sty 09, 2026 12:10 am
autor: teddy darling
To miał być żart. Przecież przez całe lata dogryzały sobie nawzajem, bez ukrytej złośliwości. Niewinne zaczepki i słowne przepychanki, które kończyły się śmiechem, a nie obrażonym milczeniem. Dlaczego więc teraz miałoby się cokolwiek zmienić? Teddy od zawsze robił sobie drobne prześmiewki z tego, że April zakochiwała się szybko, a jej wielkie uczucia miały tendencję do wygasania szybciej niż powiadomienia na jej telefonie. Miesiąc i po sprawie. Nigdy jej to nie ruszało. Zwykle przewracała oczami, parskała śmiechem i dorzucała coś równie głupiego w odpowiedzi. Tylko że tym razem nie była już tego taka pewna. Przewinęła w myślach własną wypowiedź, analizując każdy szczegół. Ton, którym się posłużyła i to krótkie prychnięcie, które miało wszystko rozbroić i zamknąć temat. To wszystko brzmiało przecież lekko. Swobodnie. Prawie jak zawsze. No właśnie, prawie. Czy naprawdę było w nim tylko rozbawienie? A może jednak przemyciła coś więcej. Jakąś irytację i uszczypliwość? A może zazdrość, do której nawet sama nie chciała się przed sobą przyznać? Na samą myśl od razu zrobiło jej się totalnie nieswojo.
Na szczęście gromkie oklaski sprowadziły ją na ziemię, chociaż w pierwszej chwili nie miała pojęcia o co chodzi. Rozejrzała się dookoła, dostrzegając rozochoconą grupkę ludzi w różnym wieku. Starsze małżeństwo, para gejów i nastolatki, którzy wsiedli do wagonika przed nimi — wszyscy wiwatowali i Teddy poczuła się trochę jak w taniej komedii romantycznej. Albo we flash mobie. Jeszcze brakowałoby tego, żeby znienacka zaczęli tańczyć.
Naturalnie Finch musiała podłapać ich reakcję i od razu zaczęła brnąć w wyimaginowane oświadczyny, które natychmiast przyjęła, co wywołało jeszcze większą euforię. Niestety słowa o obecnej żonie nie zostały już przyjęte z takim entuzjazmem. Niektórzy wydali z siebie jęk zawodu, a starszy mężczyzna z długą, siwą brodą, pokręcił głową z nieukrywaną dezaprobatą.
A później April rzuciła się na nią, a Darling nieumyślnie wypuściła jej telefon prosto w śnieg. Odwzajemniła pocałunek i wstając, chwyciła rękę przyjaciółki. Wyimaginowana ciąża wzbudziła ogromną radość, więc Teddy poklepała się niezgrabnie po brzuchu, wypinając się do przodu, co akurat w grubej, narciarskiej kurtce wyszło dość wiarygodnie.
Głupia jesteś, wiesz? — wymamrotała, szczerząc się do zgromadzonych tak bardzo, że aż rozbolała ją szczęka. — A teraz, w ramach mojej wielkiej miłości, przyjmij oto ten swój telefon. Trochę się zmoczył, ale chyba nic mu nie będzie? — zapytała niepewnie, bo śnieg nasypał się do wszystkich możliwych otworów. Ale to nie była jej wina! To April rzuciła się na nią jak jakaś nienormalna.
Jeszcze przez chwilę machały i potakiwały do ludzi, którzy cieszyli się ich niewyobrażalnym szczęściem, puszczając w niepamięć wieści o tym, że jedna z nich wciąż była żonata, bo w ich odczuciu tamto małżeństwo w ogóle nie miało znaczenia, a w rzeczywistości po prostu nie istniało.
Już nigdy nie pokażę się w Mont-Tremblant. Nigdy — zastrzegła i pociągnęła przyjaciółkę w kierunku stacji, żeby mogły zjechać w dół, zanim ludzie osobiście zaczną gratulować im zaręczyn i ciąży. — Mam nadzieję, że wybrałaś już jakieś sensowne imię dla naszego dziecka — znów poklepała się po brzuchu, w którym aż zaburczało głośno. To oznaczało tylko tyle, że musiały wrócić do pensjonatu, wskoczyć w jakieś odjechane łaszki i udać się do restauracji, żeby zjeść coś pysznego i wypić kilka wymyślnych drinków. — Tylko błagam, zaoszczędźmy mu traumy i nie nazywajmy go na cześć twojego ojca — westchnęła błagalnie, przepuszczając przyjaciółkę przodem, a mężczyzna, który obsługiwał kolejkę i który chyba bardzo nie chciał tutaj być, zatrzasnął za nimi drzwi z głośnym hukiem.

April Finch

the new year don't feel so new

: pt sty 09, 2026 2:32 pm
autor: April Finch
Wierzyła, że zafundowały wszystkim poprawę tego mroźnego dnia. Wysłuchiwanie takich bzdur musi podnosić na duchu. Kto by się nie ucieszył, widząc, że są takie, u których jest najwyraźniej dużo gorzej? Oświadczyny były urocze, ale cała reszta szczegółów musiała wywołać w nich co najmniej konsternację. Kibicowali miłości, bo tylko skończone zwyrole byłyby przeciwko, ale żeby chcieć powtórki? No bez przesady. Żałowała nieco, że nie dopowiedziała, kto właściwie jest ojcem. Miała przecież tyle możliwości! W głowie już bił się jej potencjalny były partner z jakimś losowym gościem z banku spermy. Nie chciał jednak latać za przechodniami i ich nagabywać, bez przesady. Zrezygnowali ze słuchania, to ich strata. Doświadczyliby porządnych emocji w tym smutnym czasie przerwy od nowych odcinków seriali.
— Nic mu nie jest. Rozumiem, że nie zdążyłaś mi zrobić tych zdjęć na okładkę Vouge'a? Trudno, odłożymy sesję na później. — Przejęła telefon i przeczyściła go nieco, przyglądając mu się niepewnie. Niby zapewniali, że wytrzymałby nawet kąpiel w wannie, ale to jednak śnieg. Sprawiał wrażenie działającego, reagował na klikanie, świecił się i w ogóle. To musiało na teraz wystarczyć. Schowała go z powrotem do kieszeni, nie chcąc biedaka przemęczać. Niech dojdzie do siebie w świętym spokoju, potem go posprawdza na wszystkie sposoby.
— Nie przyjdziesz na nasz ślub? Toronto i ja będziemy bardzo zawiedzeni. — Westchnęła smutno, rzucając pierwsze dziwaczne imię, jakie wpadło jej do głowy. Skoro Kim i Kanye mają Chicago, to czemu one nie mogły przytulać małego Toronto? Albo małej – to chyba żadna różnica przy takim doborze. Czy to gorsze niż nazywanie dziecka na cześć któregokolwiek z państwa Finchów? Chyba nie. Fantazję do imion zdecydowanie odziedziczyła właśnie po nich. Zresztą! Typiara z imieniem oznaczającym jakiś miesiąc nie miała prawa czepiać się nikogo innego.
Usiadła na ławce w wagoniku, nie czując już potrzeby przyklejania się do szyby. Napatrzyła się przecież na najlepszą wersję widoku z samego szczytu. Na szczęście przeszklenie było i tak na tyle duże, że nawet na siedząco można było się napawać i zachwycać.
— Ale ten brak pierścionka, to faktycznie trochę wstyd. Też bym się na twoim miejscu nie pokazywała, jakbym odwaliła taką wiochę. — Spojrzała na własne dłonie, jakby spodziewała się, że biżuteria jednak się tam zmaterializuje. Nic z tego. Ciągle miała na sobie rękawiczki, co mogło być dodatkową przeszkodą. To i skąpstwo Teddy! Na kilka sekund w głowie pojawił się jej obraz potencjalnego ślubu. One dwie wśród pięknych kwiatów, całkowicie zatopione w bezgranicznej i wiecznej miłości. Nie rozszerzała jednak tej wizji, nie próbowała układać całego planu na wesele. Zdrowiej było wrócić do białej, mroźnej rzeczywistości.

teddy darling

the new year don't feel so new

: pt sty 09, 2026 3:18 pm
autor: teddy darling
Podejrzewała, że telefon April przetrwa absolutnie wszystko. W końcu przy jej uzależnieniu od elektroniki nie mogła pozwolić sobie na byle jakie badziewie. To musiał być pancerny sprzęt, odporny na upadki, mróz, ogień i inne katastrofy, więc nie mógł tak po prostu rozpieprzyć się od niewinnego wpadnięcia w zaspę. Sama myśl o tym była trochę absurdalna. W gruncie rzeczy nawet odrobinę smutna, bo oznaczałaby, że April musiałaby na dłużej zostać odcięta od swojego cyfrowego tlenu.
Wprawdzie Teddy udało się cyknąć jedną czy dwie fotki, ale przez nieoczekiwane zaręczyny pewnie zasłoniła palcem obiektyw i to byłoby na tyle z dokumentowania Finch na tle pięknego widoku. No nic, najwyżej doklei się w Photoshopie. Na pewno potrafiła robić takie rzeczy!
Toronto Mapleleaf Darling-Finch na pewno nie może doczekać się rodzeństwa — znów poklepała się po brzuchu. — Poczekajmy, aż będą trochę starsi, żeby mogli sypać kwiaty na naszym ślubie — pokiwała głową w przekonaniu, że to świetny pomysł. Poza tym jak Teddy miałaby wystąpić w białej sukni z takim bebzonem? Wtedy żadne zdjęcie nie odzwierciedli piękna tej chwili!
Kamień z serca, że Toronto nie zostanie żadnym Paulem. Przynajmniej literą wpasuje się w imiona ze strony Teddy, czy Trevor i Theressa będą wniebowzięci. Swoją drogą, imię April miałoby znacznie więcej sensu, gdyby urodziła się w kwietniu. Ale może chodziło o to, że poczęli ją w styczniu? Cholera, to by wiele wyjaśniało!
Obiecuję poprawę! — powiedziała takim tonem, jakby rzeczywiści w przyszłości szykowała niezapomniane zaręczyny z prawdziwym pierścionkiem. Żadne dziadostwo wygrane w automacie z kulkami czy krążek z cebulowych chipsów, o nie! Tylko szmaragdy i diamenty, jak to mawiał słynny, polski poeta Solaris. — Tak podejrzewałam, że lubisz dużo i drogo — pokręciła głową, nawiązując do statusu majątkowego Finchów. — Poczekaj. Mam rozumieć, że nie wystarcza ci moja bezwarunkowa, wieczna miłość? — westchnęła z udawanym rozczarowaniem. — Myślisz, że z mojej skromnej pensji strażackiej stać mnie na twoje widzimisię? — kontynuowała, kiedy wagonik dobił do dolnej stacji.
Wyskoczyła na zewnątrz, czekając aż April do nie dołączy. Teraz wystarczyło już wrócić do pensjonatu tą samą drogą, która przyszły. I chyba miały całkiem niezły czas, bo turyści masowo zaczęli gromadzić się przy kolejce, więc uniknęły największych tłumów.
Wskoczysz dziś w szpilki i balową kieckę? — zagaiła, kiedy tak maszerowały wydeptaną ścieżką. Sama Teddy raczej nie nosiła sukienek. Nie dlatego, że ich nie miała, bo w szafie wisiało ich kilka, kupionych impulsywnie albo na wszelki wypadek, ale nigdy nie czuła się w nich swobodnie. Zawsze miała wrażenie, że materiał układa się nie tak, jak powinien, a szerokie, umięśnione ramiona, wypracowane latami wysiłku, nie prezentowały się najlepiej w odsłoniętych kreacjach.

April Finch

the new year don't feel so new

: pt sty 09, 2026 9:39 pm
autor: April Finch
— Ale obrączki przyniesie nam niedźwiedź, okej? — Żart stary jak świat! A raczej stary jak How I Met Your Mother, z którego go znała. To na pewno byłoby wspaniale. Gdyby tylko znalazł się taki słodki ring bear, który towarzyszyłby im w tym magicznym dniu, byłaby podwójnie zachwycona. Oczywiście musiałaby też nieco pomarudzić i popsuć żart, upewniając się, że to wszystko byłoby załatwione w etyczny sposób bez szkody dla misiaka, ale pewnie i takie rzeczy są na świecie. Jak się ma pieniądze to dało się załatwić wszystko. April nie miała jeszcze takiego rzędu sum. Nawet jej rodzice nie mieli. Ale skoro było jeszcze trochę czasu do ślubu, to może i kasa się znajdzie. Lepiej nie zakładać, że państwo Finch jakoś pomogą. Dobrze spodziewać się po nich wszystkiego, co najgorsze, a potem ewentualnie się milo zaskoczyć.
— Nie wystarcza — oświadczyła z grobową miną. Oczywiście nie była to prawda. Była gotowa zignorować każdą biżuterię i pójść do ślubu w pidżamie niczym Kurt Cobain, byle tylko podążać za miłością. Rzeczy materialne były ostatnie na jej liście potrzeb.
— Jeżeli to prawdziwa miłość, to znajdziesz sposób, by mnie uszczęśliwić — wyjaśniła dobrotliwym tonem. W tej słodyczy kryło się jednak ostrzeżenie, że jeżeli to się nie uda, to będzie bardzo zawiedziona i Teddy ma generalnie przejebane. Typowe wredne babsko. Podobno tacy ludzie faktycznie byli na świecie. Nie miała z nimi za wiele do czynienia, kojarzyła takie postaci co najwyżej ze srebrnego ekranu. Czasem wręcz trudno było jej uwierzyć, że ten cynizm i materializm jest w niektórych aż tak silny. Potem jednak docierała do niej jakaś opowieść o znajomej znajomego i czar miłości do ludzkości pryskał. Ale tylko na moment, potem znowu uwielbiała ten gatunek.
Wyszła z wagonika, kierując się na tę samą ścieżkę, którą tu dotarły. Cieszyła się, że udało im się szybko uwinąć i ominąć tłum. A dzień przecież wciąż był młody! Chociaż akurat dzisiaj to było oszustwo, bo kończył się wyjątkowo późno. Fakt, że podniosła się z łóżka dość późno, niczego nie psuł. W zwykły dzień mogłaby mieć nawet wyrzuty sumienia, że zmarnowała czas na spanie, zamiast korzystać z atrakcji, ale dzisiaj nie musiała się tym przejmować.
— Nie nazwałabym jej balową kiecką, jest na to za krótka. Ale obiecuję, że będę wyglądać wspaniale. — Sukienki rzadko były jej pierwszym wyborem. W spodniach czuła się nieco pewniej. Lubiła się jednak raz na jakiś czas porządnie odwalić. Czy to zwiewna sukienka na powitanie wiosny, czy seksowna kiecka na imprezę – repertuar miała dość szeroki. Nigdy nie miała jednak na sobie balowej sukni i nawet nie przyszłoby jej do głowy, by taką przymierzyć, a co dopiero kupić. To było zbyt daleko od jej osobowości, czułaby się jak przebrana. Przyspieszyła nieco, by wyprzedzić Teddy i zaczęła iść tyłem tuż przed nią.
— Ty mnie pewnie sukienką nie zaskoczysz, co? Nawet nie pamiętam, kiedy cię ostatnio w jakiejś widziałam. Musisz znaleźć jakąś specjalnie dla mnie. Wystroisz się, zabiorę cię na perfekcyjną randkę i będę się zachwycać cały wieczór. — Obróciła się z powrotem, głównie po to, by się znowu za moment nie wywalić. Dodatkowo coś szarpnęło ją za żołądek w ramach ostrzeżenia, że słowo randka może być odebrane zbyt poważnie i zobowiązująco, a nie chciała przecież stresować czy odstraszyć przyjaciółki.
— Teraz się trochę martwię, że może będzie widać spod niej siniaki. Jak będę wyglądać jak ofiara przemocy domowej, to pójdę w piżamie. I w szpilkach. — Nietrudno było się domyślić, że nie żartowała i była gotowa to zrobić, jeśli będzie niezadowolona z tego, co zobaczy w lustrze.

teddy darling

the new year don't feel so new

: pt sty 09, 2026 10:14 pm
autor: teddy darling
Krowa — poprawiła ją natychmiast. Nie mogły tak zapomnieć o Królowej Theodorze Apreddy LXIX, która była ważną częścią ich życia. No co? Skoro Barney i Robin mieli niedźwiedzia, im obrączki mogła przynieść jałówka. Poza tym nie mogła ominąć ją takie wydarzenie!
Miała pewność, że pomimo wychowania we wszechobecnym dobrobycie, April wcale nie była łasa na pieniądze i drogą biżuterię. Nigdy nie dała jej powodów, żeby myśleć inaczej. Z Teddy było podobnie, bo chociaż była jedynaczką i jej rodzicom powodziło się całkiem nieźle (a przynajmniej do momentu aż ktoś nie podpalił warsztatu Trevora Darlinga), nie wyrosła na skąpą materialistkę. Jasne, fajnie było móc kupić sobie to, na co miało się ochotę albo ruszyć w podróż dookoła świata, ale jeszcze nie zapomniała, że liczy się coś więcej, niż żeby się w tabelkach zgadzało.
Chcesz mi powiedzieć, że jeszcze cię nie uszczęśliwiam? To trochę smutne — oznajmiła z lekkim rozczarowaniem w głosie, ale co miała poradzić. Może po wieczornym orgazmie Finch zmieni zdanie. Dobroć Teddy nie miała limitów, o ile ktoś chętnie i dobrowolnie rozkładał przed nią nogi.
Spojrzała z rozbawieniem na przyjaciółkę, która szła tyłem. Oczami wyobraźni widziała, jak potyka się o własne nogi albo wpada w jakąś nierówność, lądując tyłkiem na śniegu. Nie życzyła jej źle, April z pewnością miała po dziurki w nosie niespodziewanych wywrotek, ale wizja upadku wydała jej się przekomiczna. Co z tego, że wczoraj na stoku wcale nie było jej do śmiechu.
Hej, zawsze wyglądasz wspaniale! — wymierzyła w nią palce, aby umocnić stwierdzenie. Nie kłamała. Finch mogłaby paradować w worku na śmieci, a i tak przykułaby uwagę wszystkich obecnych. Pewnie dlatego, że miałaby na sobie foliową kieckę, ale jej urok osobisty też miał sporo do powiedzenia. — Tak? — zainteresowała się, kiedy tylko usłyszała o randce. — I gdzie mnie zabierzesz? Do kina? A może do luksusowej restauracji, pełnej sztućców, z których połowy nie mam pojęcia, do czego właściwie służą? — zaśmiała się, doganiając przyjaciółkę. Nie traktowała tej propozycji poważnie, ale jeśli faktycznie wyjdą gdzieś na totalnie udawaną randkę, Teddy zrobi dla April specjalny wyjątek i założy sukienkę. — Daj spokój, nawet nie wzięłam na ten wyjazd kiecki — machnęła niedbale ręką, co potwierdzało, że tym razem niczym jej nie zaskoczy. A na pewno nie umięśnioną łydką. — Ale mam ładną, zieloną marynarkę, więc chyba nie narobię ci wstydu — zapewniła skinieniem głowy. Przynajmniej będzie wyglądać poważnie i elegancko.
Zacisnęła usta w wąską linię, zastanawiając się nad siniakami przyjaciółki. Na pewno znajdą na to jakiś sposób! Od czego istniały podkłady i pudry? Zakryją to jakoś, a całą resztę zrobią rajstopy. Bo chyba Finch zamierzała jakieś założyć? Na litość boską, był środek zimy! Chyba lepiej byłoby, gdyby jednak poszła w tej pidżamie. Przynajmniej nie złapie zapalenia nerek, a przypadkowe osoby nie zaczną rozbierać jej wzrokiem, kiedy odsłoni za dużo ciała.
Zjedzmy coś, a potem skręcisz nam blanta — zaproponowała wesoło, gdy zbliżały się do pensjonatu. Mogły zjeść jak ludzie w restauracji, a po jedzeniu wyczilować w pokoju, zanim faktycznie wyjdą do ludzi. Na ich korzyść wciąż działał fakt, że nikt ich tutaj nie znał, więc nie musiały przejmować się siniakami czy kreacjami na sylwestrową noc. Kogo to właściwie obchodziło? Jutro wieczorem wymeldują się i tyle je widziano.

April Finch

the new year don't feel so new

: sob sty 10, 2026 12:44 pm
autor: April Finch
Rozszerzyły się jej źrenice, usta rozchyliły w niemym szoku. Jak mogła sama o tym nie pomyśleć? Tak bardzo skupiła się na byciu zabawną, że kompletnie pomięła w tym całym planowaniu wesela ich pierwsze dziecko. Toronto musi poczekać na swoją kolej, pierworodni są jednak najważniejsi. Uśmiechnęła się szeroko, wdzięczna za tę uwagę. Jak już brać ślub to z kimś, kto cię doskonale zna i rozumie.
— Za to właśnie cię kocham i dlatego za ciebie wyjdę. — Z tą miłością to akurat szczera prawda. Może nie kochała jej w sposób, który sugerował ożenek, ale miłość była szczera, głęboka i niezachwiana. Obecność krowy na weselu to coś, czego do tej pory nie przewidziała i aż jej było za to wstyd. Nawet przed adopcją Theodory raczej nie zakładała, że zaprosi na imprezę takie zwierzaki. A to podstawowy błąd. Należało im się wszystko, co najlepsze. Były dodatkowym argumentem, by zorganizować wesele na świeżym powietrzu, o jakim zawsze marzyła.
— Najpierw przydałoby się zażyć nieco kultury, ale tak, żeby móc w trakcie rozmawiać. Kino odpada. Może jakieś muzeum? A potem jakiś bar z muzyką na żywo. Coś z klasą, ale niezbyt napuszonego. — Pójście w miejsce, w którym żadna z nich nie czułaby się komfortowo, po prostru odpadało. Uwielbiała chodzić na randki, w końcu miłostki były budulcem jej istnienia. Wiedziała, jak to zorganizować, by świetnie się bawić, a przy okazji wykorzystać właściwie okazję. Darling w sukience zdecydowanie była okazją wartą pielęgnowania. Skandalicznie drogie drinki i możliwość bujania się w rytm sensualnej muzyki przemawiały do serca Finch dużo bardziej niż zatłoczony, huczący klub. W takie miejsce to przecież można iść w każdej chwili.
— Na pewno będziesz wyglądać wspaniale. — Marynarka brzmiała bardzo dobrze. Pidżama też byłaby w porządku, ale jednak cieszyła się, że wyjątkowy dzień będą mogły celebrować wyjątkowymi strojami. A przynajmniej takimi, w których nie widywały się na co dzień.
— Coraz bardziej zachęcasz mnie do poszukiwania tu jakiegoś jubilera. — Jedzenie i narkotyki brzmiały jak perfekcyjny plan na popołudnie. Spojrzała na nią z dumą, doceniając kolejność w tym planie. Dzisiaj zdecydowanie lepiej było się najeść przed zapaleniem, żeby nie czuć potem aż takiego głodu. Wiadomo, że wszystko byłoby podwójnie pyszne, ale jeśli miały się wkręcić w imprezowy klimat, to z ciężkimi żołądkami raczej byłoby im trudno. Teddy coraz śmielej malowała się jako żona idealna.
Skierowały się do pokoju, żeby pozbyć się licznych warstw, jakie wcześniej skrupulatnie zakładały. Nie musiały się w żaden sposób szykować na zejście do restauracji, dzięki czemu proces ogarniania się poszedł sprawnie. Spacer na świeżym powietrzu wzmaga apetyt, a zapachy unoszące się na dolnych piętrach kusiły coraz mocniej. Na miejscu było coraz więcej gości, ale udało im się znaleźć dla siebie miejsce.
— Chociaż wiesz co, powinnam się porządnie przygotować psychicznie na tę randkę. Może i jestem puszczalska, ale przynajmniej wiem, co robię. Szybko, twoje trzy największe czerwone flagi. — Wycelowała w nią nożem, chcąc dodać całej scenie dramaturgii. Może gdyby miała w ręce tasak, wyglądałoby to ciekawiej, ale ten smutny nożyk do krojenia warzywnych kotletów raczej nie robił na nikim wrażenia. No trudno! Podkreśliła wyraźnie swoją rozwiązłość, na którą przyjaciółka dziś tak chętnie zwracała uwagę, trochę dla droczenia się. Nie wstydziła się tego, bo nie było przecież czego. Była wyraźnie zaciekawiona odpowiedzią, którą miała dostać. Trudno było jej wyobrazić sobie, jak na Teddy patrzą osoby, które dopiero poznawała. Jak wyglądają jej pierwsze randki, jak rozmawia z kobietami na Tinderze? Powinna jej częściej grzebać w telefonie.

teddy darling

the new year don't feel so new

: sob sty 10, 2026 1:51 pm
autor: teddy darling
Kto jak kto, ale Teddy znała April na wylot. Potrafiła wyłapać każdą lukę w jej opowieści i bezbłędnie ją uzupełnić, nawet wtedy, gdy sama zainteresowana zdawała się o czymś zupełnie zapomnieć. Najwyraźniej zapunktowała jeszcze bardziej, wspominając o krowie, która wypadła April z pamięci. Ale od czego miała swoją Darling? Przede wszystkim od łatania właśnie takich dziur. Aż chciałoby się powiedzieć, że marihuana wyżerała przyjaciółce szare komórki, gdyby nie ten drobny, acz istotny fakt, że trawka wcale ich nie zabijała.
Wystarczyło jednak na chwilę puścić wodze wyobraźni. Rustykalny ślub w plenerze — drewniana altana opleciona dzikimi kwiatami, zapach siana unoszący się w powietrzu, a w tle przechadzające się zwierzęta. Nie tylko krowy, ale i konie. Może też jakaś zbyt ciekawska krowa, która ciągnęłaby gości za rękawy lnianych koszul?
Ostatnia randka, na jakiej byłam to skok na bungee — oznajmiła, bo chociaż Darling była zupełnie nierandkowa, to czasami zdarzały jej się takie wyjścia. Z reguły nie umawiała się na randki, bo nie miała na nie czasu. — Muzeum będzie miłą odmianą od zwisania głową w dół. Ale ja wybieram bar z muzyką na żywo — zastrzegła natychmiast. Teddy można sporo zarzucić, ale na pewno nie to, że miała kiepski gust muzyczny.
Szczerze mówiąc, wątpiła, że w Mont-Tremblant znalazłyby jakiegoś jubilera. Miasteczko było nastawione na turystów, więc co najwyżej mogłaby zaopatrzyć się w pierścionek na jakimś straganie, a takie krążki pewnie wykonane były z jakiegoś beznadziejnego materiału. Jeszcze Finch dostałaby uczulenia i trzeba byłoby amputować jej palec. I tyle byłoby z romantycznych zaręczyn.
Błyskawicznie zrzuciły z siebie ciepłe ubrania i zbiegły na dół, zajmując ostatni wolny stolik przy nieszczelnym oknie. Nieważne, przynajmniej mogły usiąść i zjeść wszystko, na co miały tylko ochotę.
Skąd pomysł, że w ogóle jakieś mam? — Teddy teatralnie przycisnęła dłoń do serca. — April, to obrzydliwe, że tak o mnie myślisz — pokręciła głową z udawaną urazą. Nabiła klopsika na widelec i wzruszyła ramionami. — Brak czasu, syndrom ratownika i ciche kłótnie — wyliczyła pierwsze, co przyszło jej do głowy. Na pewno było tego więcej. Na przykład chorobliwe uzależnienie od adrenaliny, problem z długoterminowym planowaniem i przekładanie potrzeb innych ponad własne. — To nie jest nic, czego byś o mnie nie wiedziała. Widziały gały co brały. A ty to co? — spojrzała na przyjaciółkę spod przymrużonych powiek z pewną dozą podejrzliwości. — Pewnie wymachujesz samymi zielonymi? — właściwie nigdy nie zastanawiała się nad sygnałami ostrzegawczymi Finch. Nie czuła takiej potrzebny. Jako lojalna przyjaciółka, akceptowała jej sposób bycia i nie dostrzegała niepokojących znaków. Może właśnie dlatego, że zbyt dobrze i zbyt długo się znały. Nie przeszkadzał jej nawet to, że April była puszczalska. Chyba. Przynajmniej do tej pory tak było.

April Finch

the new year don't feel so new

: ndz sty 11, 2026 1:45 pm
autor: April Finch
Spojrzała na nią nieco niepewnie, jakby spodziewała się, że zaraz zasugeruje, że zamiast muzeum mogą zacząć od skoku ze spadochronem. Nie była pierwszą chętną do takich zabaw. Niepotrzebnie się przed takimi akcjami sama nakręcała, dodając sobie stresu. Jeśli ktoś ją próbował namówić do igrania z adrenaliną, zazwyczaj ostatecznie się zgadzała i raczej potem nie żałowała. Ale jakoś tak bezpieczniej czułaby się jednak wśród sztuki niż w powietrzu.
— Niech ci będzie. Ale jak nie będą stroić, to wychodzimy i potańczymy w domu. — Wspaniale się uzupełniały. April była gotowa wiele znieść dla miłości i doprowadzić się do mnóstwa dziwactw, o czym przecież przyjaciółka doskonale wiedziała. Próba miłego spędzania czasu przy fałszujących grajkach to była jednak przesada. Proste wykształcenie muzyczne, któe miała, jednak nieco ją pod tym względem skrzywiło. Pewnie gdyby nigdy nikt nie szkolił jej uszu, to takie sprawy, by jej nie bolały. Lekcje, na które rodzice wysyłali ją w dzieciństwie, dały jej w życiu tyle samo szczęścia co i krzywd. Kochała muzykę i nienawidziła każdego, kto robił jej krzywdę.
Podobno zima była po to, by marznąć. Może niekoniecznie w restauracjach, ale przecież były na górskiej wyciecze. Musiały się jakoś hartować. Bluzy były niezłą ochroną. Gorąca herbata miała być ostatecznym ratunkiem. Odłożyła sztućce i objęła ciepły kubek dłońmi, chcąc je w ten sposób nieco rozgrzać. Przyglądała się Teddy z politowaniem, gdy ta udawała urażoną pytaniem o czerwone flagi. Niech się pobawi, a potem przejdzie do rzeczy. Nie zebraliśmy się tu przecież dla zabawy, to bardzo poważna dyskusja!
— To karanie ciszą byłoby problematyczne. Albo doprowadziłabyś mnie tym do ciężkiej depresji albo wyjątkowo spektakularnego załamania nerwowego. — Zamyśliła się na moment nad tym, co było bardziej prawdopodobne. Oczywiście nie trawiła ciszy. Wolała się kłócić głośno, natychmiast i z całą mocą, a potem bardzo szybko godzić. Z drugiej strony, bardzo łatwo było nią w relacjach manipulować i wciąż za często przekładała czyjąś wygodę ponad swój pokój ducha. Teddy bez problemu mogłaby się nad nią znęcać, zmuszając ją do ciszy i tłumienia w sobie emocji, co bardzo szybko zgasiłoby w niej te radosne iskierki bycia... April. Z drugiej strony, jeśli nie dałaby się stłamsić, ale jedyną odpowiedzią na jej krzyki byłaby cisza – totalnie by jej odwaliło. Szybko wylądowałaby w kaftanie, zgarnięta z ulicy po tym, jak próbowałaby gołymi rękami rozebrać ściany kamienicy Teddy, twierdząc, że w ten sposób burzy mur, który przed nią postawiła.
— Nie byłam z tobą w związku a ze wszystkich relacji znam tylko twoją perspektywę. Cholera wie, jaka jesteś naprawdę — wyjaśniła, skąd w ogóle to pytanie. W miłości przecież nie mogła być identyczna jak w przyjaźni, to byłoby bez sensu. Było jeszcze kilka drobnych obszarów, z których się nie znały.
Zaśmiała się głośno, słysząc o zielonych flagach. Reakcja była na tyle gwałtowna, że aż zwróciła uwagę kilku gości, czym się oczywiście w ogóle nie przejęła.
— Żartujesz sobie? Przecież wiesz, że jestem pierdolnięta. — I wyraźnie tym wszystkim ubawiona. Nigdy nie zaznała na własnej skórze szaleństwa, jakie wchodziło w zakochaną April, ale musiała znosić to z perspektywy doradczej i zbierającej potem jej pokruszone serce do kupy.
— A jak się już nieco uspokoję, to nie jest wcale lepiej. Bywam zazdrosna w obrzydliwy sposób, zagłuszam problemy seksem, jestem toksycznie pozytywna, nie mam społecznych filtrów... — zawiesiła głos, czując, że nieco się zapędziła. Nie była przecież jakąś chodzącą tragedią, miała masę dobrych cech i szczerze w to wierzyła. Łatwo jednak popadała ze skrajności w skrajność, co pewnie mogłaby dopisać do listy, ale postanowiła sobie darować.
— Ale jestem śliczna, dobrze całuję i wszyscy rodzice mnie uwielbiają — dodała, chcąc zakończyć to w jakiś weselszy sposób. Ach ten toksyczny optymizm. Spuściła wzrok na talerze, zamykając się wreszcie i skupiając się na piciu herbaty, by nie kusiło jej dalsze odzywanie się chociaż przez moment,

teddy darling

the new year don't feel so new

: ndz sty 11, 2026 2:18 pm
autor: teddy darling
Nawet nie zamierzała namawiać April na szalone rzeczy. Przynajmniej nie na takie, które podnosiły poziom adrenaliny do tego stopnia, że w głowie pojawiała się myśl, że to może być ostatnia chwila życia. Skoki na bungee, ze spadochronem, loty paralotnią nad przepaściami, wspinaczka bez zabezpieczeń, nurkowanie w głębinach czy jazda motocyklem z prędkością światła. A wszystko to razem wzięte było stanowczo poza strefą komfortu Finch.
Teddy natomiast była jej zupełnym przeciwieństwem. Adrenalina płynęła w jej żyłach niczym uzależnienie, a im większe ryzyko, tym szerszy uśmiech na jej twarzy. Kochała ten moment zawieszenia między strachem a euforią. Dlatego Darling wiedziała, że takie przygody mogła i chyba powinna przeżywać z kimś innym.
Nienawidzę się kłócić, dlatego uciekam — mruknęła, poprawiając sobie sznurki przy bluzie z kapturem. — Jeśli liczysz na trzaskanie drzwiami i rzucanie talerzami, to musisz znaleźć sobie jakąś pojebaną furiatkę — żeby dodać dramatyzmu swojej wypowiedzi, zacisnęła mocniej dyndające przy szyi sznurki i pociągnęła je w taki sposób, jakby chciała się na nich powiesić.
Wychodziła z założenia, że wszystko da się wyjaśnić spokojną rozmową. Może nie miała za sobą wielu poważnych związków, ale kiedy już się w coś angażowała, robiła to świadomie i z pełnym przekonaniem. Wierzyła, że kompromis nie jest słabością, a oznaką dojrzałości. Świadomie unikała krzyków i głośnego obrażania się, bo przecież słowa rzucone w gniewie potrafiły zostawić ślady trwalsze niż sama głupia sprzeczka.
Jakby się nad tym bardziej zastanowić, to faktycznie niewiele o mnie wiesz — parsknęła pod nosem, dłubiąc widelcem w pieczonym ziemniaku. — Nawet nie ma o czym mówić, bo tych relacji to było tyle, co kot na płakał — dodała, trochę zażenowana faktem, że w żadnej z nich nie udało jej się naprawdę zagrzać miejsca. Każda kończyła się szybciej, niż zdążyła uwierzyć, że mogłoby z tego wyniknąć coś więcej.
Darling absolutnie nie była bez winy, a strażacki mundur równie skutecznie przyciągał kobiety, co je odstraszał. Dla jednych był symbolem odwagi i stabilności, dla innych zapowiedzią nieustannego mijania się i chronicznego zmęczenia. Nie każda chciała dzielić codzienność z kimś, kto częściej gasił cudze pożary, niż dbał o własne sprawy.
To jest ten moment, w którym mówię, że nie jesteś pojebana, prawda? — posłała przyjaciółce rozbawione spojrzenie. — Dopóki seks jest dobry i nie kończy się szramami na ciele, chyba nie ma nic złego w zagłuszaniu nim problemów. To ciągle lepsze od trzaskania drzwiami — wzruszyła ramionami, sięgając po swój kubek z herbatą. — A zazdrość to naprawdę nie jest twój kolor, April. Z całą resztą, to nawet jakbym chciała, nie mogę się nie zgodzić. Moi rodzice mają pierdolca na twoim punkcie, niewątpliwie jesteś śliczna i całujesz też całkiem nieźle. Takie wiesz, sześć na dziesięć. Ale tylko dlatego, że już trochę zapomniałam i musisz mi przypomnieć — rzuciła zaczepnie. No cóż, u Teddy to z pamięcią trochę jak u złotej rybki — dobra, ale krótka. Potrzebowała regularnych przypomnień, aby coś nie umknęło jej na dłużej.

April Finch

the new year don't feel so new

: ndz sty 11, 2026 3:14 pm
autor: April Finch
Próbowała wyobrazić sobie Teddy w stanie skrajnej wściekłości. Wrzaski, rzucanie przedmiotami, emocje niemieszczące się w jednym ciele... to było całkiem dużo. Nie była taka i pewnie nigdy nie będzie. Może to ta dojrzałość, którą zawsze górowała nad April? Na pewno ten miesiąc różnicy robił robotę i sprawiał, że była przykładem zdrowych relacji. Chociaż czy unikanie kłótni faktycznie było aż takie zdrowe? W świecie Finch niekoniecznie.
— Odpuszczę sobie chwilowo furiatki. Naprawdę nigdy nie miałaś ochoty podpal... rozszarpać świata pazurami z miłości? — Przekrzywiła nieco głowę, szukając w jej duszy tego wariactwa, którego dla April było niemalże naturalne. Igranie z ogniem pewnie kłóciło się z jej powołaniem, ale żeby tak całkowicie unikać skrajności? Trudno było jej sobie wyobrazić, że naprawdę istnieli ludzie, którzy nie poddawali się tak łatwo emocjom, a serce nie odbierało im całkowicie rozumu. Myślała, że tacy stoiccy potrafią być tylko jej rodzice, ale oni przecież pochodzili z jakiegoś innego wymiaru.
Machnęła ręką, nie przejmując się wyliczaniem byłych związków Darling. Licytowanie się w tej kwestii było absolutnie bez sensu, szczególnie zestawiając je dwie. Fakt, że April miała ich za sobą całkiem sporo w ogóle nie sprawiał, że były lepszej jakości niż te nieliczne, zgromadzone przez Teddy. Gdyby się nad tym głębiej zastanowić, to pewnie niosły za sobą tyle samo albo nawet mniej.
— Wiele mogę ci wybaczyć, ale na pewno nie okłamywanie mnie. — Wywróciła oczami, nie chcąc nawet słuchać zapewnień, że nie jest pierdolnięta. Obie doskonale wiedziały, jak wygląda sytuacja i próba ugłaskania jej byłaby jakimś kretynizmem. To miała być przecież szczera rozmowa, a nie smutne głaskanie się po główkach. Słuchała z uwagą dalszych wyjaśnień. Oparła (bardzo niekulturalnie) łokcie na stoliku, podbródek na splecionych razem palcach obu dłoni.
— Jednak masz do mnie zbyt miękkie serce. To urocze. — Uśmiechnęła się rozczulona tym przekolorowywaniem rzeczywistości. Wierzyła, że naprawdę tak myślała, ale jednocześnie podejrzewała, że zmieniłaby zdanie, gdyby zasmakowała tych wszystkich wad na własnej skórze. Nawet najlepszy seks nie był w stanie zagłuszyć niektórych problemów, a brak możliwości porządnego wykłócenia się o te wszystkie mityczny suki wokół niech pewnie doprowadziłby w końcu do tragedii.
— Ale mogłabyś powiedzieć po prostu, że masz cholerną ochotę się do mnie dobrać, a nie wymyślać takie bzdury. — Wzruszyła ramionami, znów celowo mówiąc nieco zbyt głośno. Niby wychowana w dobrej rodzinie, a w miejscu publicznym nie umiała się zachować. Tragedia. Jak gdyby nigdy nic wróciła do czyszczenia swojego talerza, na którym na szczęście były już tylko resztki. Tym gadaniem zachęciła sama siebie i nie chciała przeciągać tej chwili w nieskończoność, nie mogąc się doczekać, aż będą znowu same.
— No chodź — wyciągnęła do niej rękę po zdecydowanie krótszej chwili niż planowała. Chciała jeszcze chwilę posiedzieć, dopić herbatę, dać ciału odpocząć po obiedzie – jak cywilizowany człowiek. To wszystko mogło się przecież wydarzyć poza restauracją. Podniosła się z miejsca, chcąc pociągnąć przyjaciółkę za sobą z powrotem do pokoju.

teddy darling