the new year don't feel so new
: pt sty 09, 2026 12:10 am
To miał być żart. Przecież przez całe lata dogryzały sobie nawzajem, bez ukrytej złośliwości. Niewinne zaczepki i słowne przepychanki, które kończyły się śmiechem, a nie obrażonym milczeniem. Dlaczego więc teraz miałoby się cokolwiek zmienić? Teddy od zawsze robił sobie drobne prześmiewki z tego, że April zakochiwała się szybko, a jej wielkie uczucia miały tendencję do wygasania szybciej niż powiadomienia na jej telefonie. Miesiąc i po sprawie. Nigdy jej to nie ruszało. Zwykle przewracała oczami, parskała śmiechem i dorzucała coś równie głupiego w odpowiedzi. Tylko że tym razem nie była już tego taka pewna. Przewinęła w myślach własną wypowiedź, analizując każdy szczegół. Ton, którym się posłużyła i to krótkie prychnięcie, które miało wszystko rozbroić i zamknąć temat. To wszystko brzmiało przecież lekko. Swobodnie. Prawie jak zawsze. No właśnie, prawie. Czy naprawdę było w nim tylko rozbawienie? A może jednak przemyciła coś więcej. Jakąś irytację i uszczypliwość? A może zazdrość, do której nawet sama nie chciała się przed sobą przyznać? Na samą myśl od razu zrobiło jej się totalnie nieswojo.
Na szczęście gromkie oklaski sprowadziły ją na ziemię, chociaż w pierwszej chwili nie miała pojęcia o co chodzi. Rozejrzała się dookoła, dostrzegając rozochoconą grupkę ludzi w różnym wieku. Starsze małżeństwo, para gejów i nastolatki, którzy wsiedli do wagonika przed nimi — wszyscy wiwatowali i Teddy poczuła się trochę jak w taniej komedii romantycznej. Albo we flash mobie. Jeszcze brakowałoby tego, żeby znienacka zaczęli tańczyć.
Naturalnie Finch musiała podłapać ich reakcję i od razu zaczęła brnąć w wyimaginowane oświadczyny, które natychmiast przyjęła, co wywołało jeszcze większą euforię. Niestety słowa o obecnej żonie nie zostały już przyjęte z takim entuzjazmem. Niektórzy wydali z siebie jęk zawodu, a starszy mężczyzna z długą, siwą brodą, pokręcił głową z nieukrywaną dezaprobatą.
A później April rzuciła się na nią, a Darling nieumyślnie wypuściła jej telefon prosto w śnieg. Odwzajemniła pocałunek i wstając, chwyciła rękę przyjaciółki. Wyimaginowana ciąża wzbudziła ogromną radość, więc Teddy poklepała się niezgrabnie po brzuchu, wypinając się do przodu, co akurat w grubej, narciarskiej kurtce wyszło dość wiarygodnie.
— Głupia jesteś, wiesz? — wymamrotała, szczerząc się do zgromadzonych tak bardzo, że aż rozbolała ją szczęka. — A teraz, w ramach mojej wielkiej miłości, przyjmij oto ten swój telefon. Trochę się zmoczył, ale chyba nic mu nie będzie? — zapytała niepewnie, bo śnieg nasypał się do wszystkich możliwych otworów. Ale to nie była jej wina! To April rzuciła się na nią jak jakaś nienormalna.
Jeszcze przez chwilę machały i potakiwały do ludzi, którzy cieszyli się ich niewyobrażalnym szczęściem, puszczając w niepamięć wieści o tym, że jedna z nich wciąż była żonata, bo w ich odczuciu tamto małżeństwo w ogóle nie miało znaczenia, a w rzeczywistości po prostu nie istniało.
— Już nigdy nie pokażę się w Mont-Tremblant. Nigdy — zastrzegła i pociągnęła przyjaciółkę w kierunku stacji, żeby mogły zjechać w dół, zanim ludzie osobiście zaczną gratulować im zaręczyn i ciąży. — Mam nadzieję, że wybrałaś już jakieś sensowne imię dla naszego dziecka — znów poklepała się po brzuchu, w którym aż zaburczało głośno. To oznaczało tylko tyle, że musiały wrócić do pensjonatu, wskoczyć w jakieś odjechane łaszki i udać się do restauracji, żeby zjeść coś pysznego i wypić kilka wymyślnych drinków. — Tylko błagam, zaoszczędźmy mu traumy i nie nazywajmy go na cześć twojego ojca — westchnęła błagalnie, przepuszczając przyjaciółkę przodem, a mężczyzna, który obsługiwał kolejkę i który chyba bardzo nie chciał tutaj być, zatrzasnął za nimi drzwi z głośnym hukiem.
April Finch
Na szczęście gromkie oklaski sprowadziły ją na ziemię, chociaż w pierwszej chwili nie miała pojęcia o co chodzi. Rozejrzała się dookoła, dostrzegając rozochoconą grupkę ludzi w różnym wieku. Starsze małżeństwo, para gejów i nastolatki, którzy wsiedli do wagonika przed nimi — wszyscy wiwatowali i Teddy poczuła się trochę jak w taniej komedii romantycznej. Albo we flash mobie. Jeszcze brakowałoby tego, żeby znienacka zaczęli tańczyć.
Naturalnie Finch musiała podłapać ich reakcję i od razu zaczęła brnąć w wyimaginowane oświadczyny, które natychmiast przyjęła, co wywołało jeszcze większą euforię. Niestety słowa o obecnej żonie nie zostały już przyjęte z takim entuzjazmem. Niektórzy wydali z siebie jęk zawodu, a starszy mężczyzna z długą, siwą brodą, pokręcił głową z nieukrywaną dezaprobatą.
A później April rzuciła się na nią, a Darling nieumyślnie wypuściła jej telefon prosto w śnieg. Odwzajemniła pocałunek i wstając, chwyciła rękę przyjaciółki. Wyimaginowana ciąża wzbudziła ogromną radość, więc Teddy poklepała się niezgrabnie po brzuchu, wypinając się do przodu, co akurat w grubej, narciarskiej kurtce wyszło dość wiarygodnie.
— Głupia jesteś, wiesz? — wymamrotała, szczerząc się do zgromadzonych tak bardzo, że aż rozbolała ją szczęka. — A teraz, w ramach mojej wielkiej miłości, przyjmij oto ten swój telefon. Trochę się zmoczył, ale chyba nic mu nie będzie? — zapytała niepewnie, bo śnieg nasypał się do wszystkich możliwych otworów. Ale to nie była jej wina! To April rzuciła się na nią jak jakaś nienormalna.
Jeszcze przez chwilę machały i potakiwały do ludzi, którzy cieszyli się ich niewyobrażalnym szczęściem, puszczając w niepamięć wieści o tym, że jedna z nich wciąż była żonata, bo w ich odczuciu tamto małżeństwo w ogóle nie miało znaczenia, a w rzeczywistości po prostu nie istniało.
— Już nigdy nie pokażę się w Mont-Tremblant. Nigdy — zastrzegła i pociągnęła przyjaciółkę w kierunku stacji, żeby mogły zjechać w dół, zanim ludzie osobiście zaczną gratulować im zaręczyn i ciąży. — Mam nadzieję, że wybrałaś już jakieś sensowne imię dla naszego dziecka — znów poklepała się po brzuchu, w którym aż zaburczało głośno. To oznaczało tylko tyle, że musiały wrócić do pensjonatu, wskoczyć w jakieś odjechane łaszki i udać się do restauracji, żeby zjeść coś pysznego i wypić kilka wymyślnych drinków. — Tylko błagam, zaoszczędźmy mu traumy i nie nazywajmy go na cześć twojego ojca — westchnęła błagalnie, przepuszczając przyjaciółkę przodem, a mężczyzna, który obsługiwał kolejkę i który chyba bardzo nie chciał tutaj być, zatrzasnął za nimi drzwi z głośnym hukiem.
April Finch