Go, shawty, it's your birthday
: pn sty 19, 2026 12:52 pm
Praca nie zając, nie ucieknie. W każdym razie! Fakt, że to Teddy wyznaczyła granicę, dodatkowo motywował ją, by zmusić ją do przekroczenia jej. Przyznała jej przecież wprost, że uważa ten pomysł za słaby, ale nie jest w stanie się nie zgodzić. Nie zmusi przecież jej do kontaktów seksualnych, to akurat był karalne, a April nie jest (aż tak) pierdolnięta. Bardzo chciałaby, żeby decyzja po prostu została wycofana, a jej przewinienia z początku roku zostały wymazane. Byłoby wygodniej, gdyby czyny nie miały konsekwencji. Zdawała sobie sprawę, że porywała się na wyjątkowo trudną batalię, bo przecież miała do czynienia z babskiem upartym czasem jak osioł. Ale co, ona nie da rady?! No pewnie nie da, ale próbować i tak będzie.
Darling strasznie ją wkurwiała. Znęcała się nad nią psychicznie za te wszystkie razy, w których April chełpiła się zwycięstwami w grach planszowych i wideo, do udziału w których wcześniej musiała ją nieco przymusić. Była do przesady niewzruszona – przynajmniej w ocenie Finch. Najprościej byłoby, gdyby po prostu rozpłynęła się pod wpływem jej słów, ale zadowoliłaby się z jakiekolwiek reakcji. Wyłapywała jednak tylko ciosy w odwecie, jakby prowadziły sparing treningowy w ringu. To sugerowałoby, że strażaczka była tutaj senseiem z większym doświadczeniem i sprawniejszą techniką. To przecież nie mogła być prawda. Kusiło ją, żeby trzasnąć pięścią w stół, ale to byłaby przesada. Nie mogła pokazać, że aż tak ruszała ją ta skuteczna obrona.
— Mhm. — Zgodziła się z jej decyzją niezbyt skomplikowanym pomrukiem. Przeniosła wzrok na jej piersi – decyzja była oczywista. April była w prawdzie #teamcycki, ale nie miała tutaj pola do popisu. Darling przyszła na to osobliwe pole walki już bez stanika. Czy to działało tak samo, jak w tym powiedzeniu o przychodzeniu na strzelaninę z nożem? Tylko czemu miała wrażenie, że w tym wypadku, to ona była uzbrojona w kozik, a przyjaciółka miała do dyspozycji cały arsenał? Arsenał nieskrywany dziś pod biustonoszem.
Wzruszyła ramionami, odrywając od niej na moment wzrok. Odpowiedź znów malowała się na bardzo łatwą, ale honor nie pozwolił jej tak po prostu się odezwać. Odsunęła krzesło od stolika i wstała z miejsca bez słowa. Puściła jej oczko, odwróciła się i ruszyła między gośćmi prosto w stronę... baru. A czego niby innego spodziewała się Teddy? Przy ladzie uregulowała dotychczasowy rachunek i zamówiła im po jeszcze jednym drinku. Tym razem bez podwójnej czy potrójnej porcji alkoholu, musiały się przecież nieco ograniczyć. Miała cichą nadzieję, że załatwienie tej sprawy przy barze sprawi, że trafi im się wreszcie inna kelnerka. Wskazała stolik, do którego powinny zostać podane drinki i znów zaczęła zgrabnie lawirować między stolikami kierując się do... No oczywiście, że do toalety.
Chwila oddechu chyba dobrze jej zrobiła. Potrzebowała momentu w odosobnionym miejscu, do którego dobiegała przytłumiona muzyka i rozmowy. Szkoda, że nie znała żadnych ćwiczeń oddechowych, na pewno pomogłoby jej się uziemić. Trudno. Musiała działać z tym, co miała. Obawiała się, że to ostatnia bitwa, na którą ma psychikę. Ostateczne starcie.
Szła w stronę stolika z uśmiechem na ustach. Tancerka na scenie właśnie próbowała ujarzmić wyjątkowo nieporęczny, zadziwiająco kolorowy wąż pożarniczy. Finch przypomniała sobie, że to z powodu reklamy tego występu, chciała tu zabrać Teddy. Strażaczka na scenie chyba nie miała dużego doświadczenia w płonących budynkach, ale na pewno rozpalała myśli niejednego z gości. Niestety nie należała do nich April. Usiadła z powrotem przy stoliku, zakładając nogę na nogę. Na pierwszy rzut oka nie sposób było stwierdzić, czy cokolwiek się w tej łazience zmieniło.
— Przepraszam. Co mówiłaś? — Zsunęła wargi w dziubek, udając, że poważnie się nad tym zastanawia. Rozkmina trwała jednak bardzo krótko.
— Nie pamiętam. — Wzruszyła ramionami, porzucając pytanie Darling gdzieś w niebycie we własnej głowie. To akurat było bardzo w jej stylu, mogło nawet nie być totalną podpuchą. Oczywiście tym razem doskonale wiedziała, czego dotyczyła rozmowa. Niestety, bo to tylko kolejny czynnik przybliżający ją do porażki. Palce powędrowały do włosów, poprawiając je w geście, który był zbyt leniwy, żeby wyglądać na celowy, i zbyt zmysłowy, żeby wyglądać na przypadkowy. Cóż, teraz już wszystko, co robiła, balansowało gdzieś pomiędzy.
— Proszę, Teddy czy pieprz mnie? — Nie skróciła dystansu między nimi przy stoliku, ale zdecydowanie skróciła komunikaty. Siedziała na swoim miejscu zupełnie rozluźniona, z ręką uniesioną do szyi. Paznokieć przesuwał się powoli wzdłuż linii tętnicy, kreśląc niewidzialny szlak. Druga dłoń spoczywała na oparciu krzesła. Nie odrywała wzroku od jej oczu. Patrzyła tak, jakby samym spojrzeniem chciałaby przykuć ją do krzesła i sprawić, że zapomni, jak się oddycha.
teddy darling
Darling strasznie ją wkurwiała. Znęcała się nad nią psychicznie za te wszystkie razy, w których April chełpiła się zwycięstwami w grach planszowych i wideo, do udziału w których wcześniej musiała ją nieco przymusić. Była do przesady niewzruszona – przynajmniej w ocenie Finch. Najprościej byłoby, gdyby po prostu rozpłynęła się pod wpływem jej słów, ale zadowoliłaby się z jakiekolwiek reakcji. Wyłapywała jednak tylko ciosy w odwecie, jakby prowadziły sparing treningowy w ringu. To sugerowałoby, że strażaczka była tutaj senseiem z większym doświadczeniem i sprawniejszą techniką. To przecież nie mogła być prawda. Kusiło ją, żeby trzasnąć pięścią w stół, ale to byłaby przesada. Nie mogła pokazać, że aż tak ruszała ją ta skuteczna obrona.
— Mhm. — Zgodziła się z jej decyzją niezbyt skomplikowanym pomrukiem. Przeniosła wzrok na jej piersi – decyzja była oczywista. April była w prawdzie #teamcycki, ale nie miała tutaj pola do popisu. Darling przyszła na to osobliwe pole walki już bez stanika. Czy to działało tak samo, jak w tym powiedzeniu o przychodzeniu na strzelaninę z nożem? Tylko czemu miała wrażenie, że w tym wypadku, to ona była uzbrojona w kozik, a przyjaciółka miała do dyspozycji cały arsenał? Arsenał nieskrywany dziś pod biustonoszem.
Wzruszyła ramionami, odrywając od niej na moment wzrok. Odpowiedź znów malowała się na bardzo łatwą, ale honor nie pozwolił jej tak po prostu się odezwać. Odsunęła krzesło od stolika i wstała z miejsca bez słowa. Puściła jej oczko, odwróciła się i ruszyła między gośćmi prosto w stronę... baru. A czego niby innego spodziewała się Teddy? Przy ladzie uregulowała dotychczasowy rachunek i zamówiła im po jeszcze jednym drinku. Tym razem bez podwójnej czy potrójnej porcji alkoholu, musiały się przecież nieco ograniczyć. Miała cichą nadzieję, że załatwienie tej sprawy przy barze sprawi, że trafi im się wreszcie inna kelnerka. Wskazała stolik, do którego powinny zostać podane drinki i znów zaczęła zgrabnie lawirować między stolikami kierując się do... No oczywiście, że do toalety.
Chwila oddechu chyba dobrze jej zrobiła. Potrzebowała momentu w odosobnionym miejscu, do którego dobiegała przytłumiona muzyka i rozmowy. Szkoda, że nie znała żadnych ćwiczeń oddechowych, na pewno pomogłoby jej się uziemić. Trudno. Musiała działać z tym, co miała. Obawiała się, że to ostatnia bitwa, na którą ma psychikę. Ostateczne starcie.
Szła w stronę stolika z uśmiechem na ustach. Tancerka na scenie właśnie próbowała ujarzmić wyjątkowo nieporęczny, zadziwiająco kolorowy wąż pożarniczy. Finch przypomniała sobie, że to z powodu reklamy tego występu, chciała tu zabrać Teddy. Strażaczka na scenie chyba nie miała dużego doświadczenia w płonących budynkach, ale na pewno rozpalała myśli niejednego z gości. Niestety nie należała do nich April. Usiadła z powrotem przy stoliku, zakładając nogę na nogę. Na pierwszy rzut oka nie sposób było stwierdzić, czy cokolwiek się w tej łazience zmieniło.
— Przepraszam. Co mówiłaś? — Zsunęła wargi w dziubek, udając, że poważnie się nad tym zastanawia. Rozkmina trwała jednak bardzo krótko.
— Nie pamiętam. — Wzruszyła ramionami, porzucając pytanie Darling gdzieś w niebycie we własnej głowie. To akurat było bardzo w jej stylu, mogło nawet nie być totalną podpuchą. Oczywiście tym razem doskonale wiedziała, czego dotyczyła rozmowa. Niestety, bo to tylko kolejny czynnik przybliżający ją do porażki. Palce powędrowały do włosów, poprawiając je w geście, który był zbyt leniwy, żeby wyglądać na celowy, i zbyt zmysłowy, żeby wyglądać na przypadkowy. Cóż, teraz już wszystko, co robiła, balansowało gdzieś pomiędzy.
— Proszę, Teddy czy pieprz mnie? — Nie skróciła dystansu między nimi przy stoliku, ale zdecydowanie skróciła komunikaty. Siedziała na swoim miejscu zupełnie rozluźniona, z ręką uniesioną do szyi. Paznokieć przesuwał się powoli wzdłuż linii tętnicy, kreśląc niewidzialny szlak. Druga dłoń spoczywała na oparciu krzesła. Nie odrywała wzroku od jej oczu. Patrzyła tak, jakby samym spojrzeniem chciałaby przykuć ją do krzesła i sprawić, że zapomni, jak się oddycha.
teddy darling