Strona 3 z 3

Go, shawty, it's your birthday

: pn sty 19, 2026 12:52 pm
autor: April Finch
Praca nie zając, nie ucieknie. W każdym razie! Fakt, że to Teddy wyznaczyła granicę, dodatkowo motywował ją, by zmusić ją do przekroczenia jej. Przyznała jej przecież wprost, że uważa ten pomysł za słaby, ale nie jest w stanie się nie zgodzić. Nie zmusi przecież jej do kontaktów seksualnych, to akurat był karalne, a April nie jest (aż tak) pierdolnięta. Bardzo chciałaby, żeby decyzja po prostu została wycofana, a jej przewinienia z początku roku zostały wymazane. Byłoby wygodniej, gdyby czyny nie miały konsekwencji. Zdawała sobie sprawę, że porywała się na wyjątkowo trudną batalię, bo przecież miała do czynienia z babskiem upartym czasem jak osioł. Ale co, ona nie da rady?! No pewnie nie da, ale próbować i tak będzie.
Darling strasznie ją wkurwiała. Znęcała się nad nią psychicznie za te wszystkie razy, w których April chełpiła się zwycięstwami w grach planszowych i wideo, do udziału w których wcześniej musiała ją nieco przymusić. Była do przesady niewzruszona – przynajmniej w ocenie Finch. Najprościej byłoby, gdyby po prostu rozpłynęła się pod wpływem jej słów, ale zadowoliłaby się z jakiekolwiek reakcji. Wyłapywała jednak tylko ciosy w odwecie, jakby prowadziły sparing treningowy w ringu. To sugerowałoby, że strażaczka była tutaj senseiem z większym doświadczeniem i sprawniejszą techniką. To przecież nie mogła być prawda. Kusiło ją, żeby trzasnąć pięścią w stół, ale to byłaby przesada. Nie mogła pokazać, że aż tak ruszała ją ta skuteczna obrona.
— Mhm. — Zgodziła się z jej decyzją niezbyt skomplikowanym pomrukiem. Przeniosła wzrok na jej piersi – decyzja była oczywista. April była w prawdzie #teamcycki, ale nie miała tutaj pola do popisu. Darling przyszła na to osobliwe pole walki już bez stanika. Czy to działało tak samo, jak w tym powiedzeniu o przychodzeniu na strzelaninę z nożem? Tylko czemu miała wrażenie, że w tym wypadku, to ona była uzbrojona w kozik, a przyjaciółka miała do dyspozycji cały arsenał? Arsenał nieskrywany dziś pod biustonoszem.
Wzruszyła ramionami, odrywając od niej na moment wzrok. Odpowiedź znów malowała się na bardzo łatwą, ale honor nie pozwolił jej tak po prostu się odezwać. Odsunęła krzesło od stolika i wstała z miejsca bez słowa. Puściła jej oczko, odwróciła się i ruszyła między gośćmi prosto w stronę... baru. A czego niby innego spodziewała się Teddy? Przy ladzie uregulowała dotychczasowy rachunek i zamówiła im po jeszcze jednym drinku. Tym razem bez podwójnej czy potrójnej porcji alkoholu, musiały się przecież nieco ograniczyć. Miała cichą nadzieję, że załatwienie tej sprawy przy barze sprawi, że trafi im się wreszcie inna kelnerka. Wskazała stolik, do którego powinny zostać podane drinki i znów zaczęła zgrabnie lawirować między stolikami kierując się do... No oczywiście, że do toalety.
Chwila oddechu chyba dobrze jej zrobiła. Potrzebowała momentu w odosobnionym miejscu, do którego dobiegała przytłumiona muzyka i rozmowy. Szkoda, że nie znała żadnych ćwiczeń oddechowych, na pewno pomogłoby jej się uziemić. Trudno. Musiała działać z tym, co miała. Obawiała się, że to ostatnia bitwa, na którą ma psychikę. Ostateczne starcie.
Szła w stronę stolika z uśmiechem na ustach. Tancerka na scenie właśnie próbowała ujarzmić wyjątkowo nieporęczny, zadziwiająco kolorowy wąż pożarniczy. Finch przypomniała sobie, że to z powodu reklamy tego występu, chciała tu zabrać Teddy. Strażaczka na scenie chyba nie miała dużego doświadczenia w płonących budynkach, ale na pewno rozpalała myśli niejednego z gości. Niestety nie należała do nich April. Usiadła z powrotem przy stoliku, zakładając nogę na nogę. Na pierwszy rzut oka nie sposób było stwierdzić, czy cokolwiek się w tej łazience zmieniło.
— Przepraszam. Co mówiłaś? — Zsunęła wargi w dziubek, udając, że poważnie się nad tym zastanawia. Rozkmina trwała jednak bardzo krótko.
— Nie pamiętam. — Wzruszyła ramionami, porzucając pytanie Darling gdzieś w niebycie we własnej głowie. To akurat było bardzo w jej stylu, mogło nawet nie być totalną podpuchą. Oczywiście tym razem doskonale wiedziała, czego dotyczyła rozmowa. Niestety, bo to tylko kolejny czynnik przybliżający ją do porażki. Palce powędrowały do włosów, poprawiając je w geście, który był zbyt leniwy, żeby wyglądać na celowy, i zbyt zmysłowy, żeby wyglądać na przypadkowy. Cóż, teraz już wszystko, co robiła, balansowało gdzieś pomiędzy.
Proszę, Teddy czy pieprz mnie? — Nie skróciła dystansu między nimi przy stoliku, ale zdecydowanie skróciła komunikaty. Siedziała na swoim miejscu zupełnie rozluźniona, z ręką uniesioną do szyi. Paznokieć przesuwał się powoli wzdłuż linii tętnicy, kreśląc niewidzialny szlak. Druga dłoń spoczywała na oparciu krzesła. Nie odrywała wzroku od jej oczu. Patrzyła tak, jakby samym spojrzeniem chciałaby przykuć ją do krzesła i sprawić, że zapomni, jak się oddycha.

teddy darling

Go, shawty, it's your birthday

: pn sty 19, 2026 2:16 pm
autor: teddy darling
To zdecydowanie było właśnie to — słodki, długo wyczekiwany odwet za wszystkie przegrane, które musiała przełknąć przez lata wspólnych rozgrywek. Zwłaszcza tych planszówek z instrukcjami dłuższymi niż dwie strony, których zasad Teddy nie potrafiła ogarnąć. April radziła sobie z nimi może i świetnie, więc musiała tłumaczyć jej wszystko jak krowie na rowie, bardzo łopatologicznie i na chłopski rozum. A potem, oczywiście, że reszta wyjdzie w rozgrywce. I co? I nigdy nie wychodziła! Każde takie kłamstewko Finch lądowało w coraz cięższej księdze rachunków, a Darling miała idealny moment, żeby się odegrać. Gdyby to faktycznie dotyczyło planszówek.
Niewiele brakowało, żeby otworzyła szeroko usta, kiedy przyjaciółka po prostu podniosła się od stolika i skierowała do baru. Zamiast tego Teddy tylko wypchała policzek językiem i pokręciła głową z rozbawieniem, śledząc jej każdy krok aż do łazienki. A kiedy zniknęła za drzwiami, opadła na krzesło, wypuszczając głośno powietrze. Docisnęła dłonie do rozgrzanych policzków, bezskutecznie próbując przywrócić sobie przytomność umysłu. Musiała ochłonąć. I musiała wytrzeźwieć. Natychmiast, najlepiej w ciągu następnych trzydziestu sekund. Nie była pijana, ale po alkoholu język stawał się rozwiązły jak sama Darling. Nie mogła przecież odsłaniać się przed przyjaciółką ze słabych punktów! Na trzeźwo o wiele łatwiej było jej odpierać kontrataki. Cholera, powinna w końcu wziąć się w garść. Przypomnieć sobie jasno i wyraźnie, po której stronie kończy się zabawa, a zaczynają problemy. Ustawić granice jak płotek z ostrzegawczymi chorągiewkami. Nawet jeśli uśmiech przyjaciółki wracającej z toalety skutecznie je rozmywał i sprawiał, że nogi miękły wbrew rozsądkowi.
Zlustrowała ją wzrokiem od stóp do głów, chcąc sprawdzić, czy coś się zmieniło. Chciała sprawdzić, czy coś się zmieniło. Fryzura? Mina? Błysk w oku? Czy w ogóle coś... Zniknęło? Nie miała jednak rentgena w oczach. A szkoda. Mogłaby skrócić ten koszmar zastanawiania się i kompletnego rozklejania w środku.
Co mówiła? Czy w ogóle coś mówiła? Nieważne. Nie da się w to wciągnąć! I nie, wcale nie myślała bezustannie o tym, czy faktycznie zdjęła majtki. Nie pokaże, że ją to obeszło.
Teddy wzruszyła więc ramionami z nonszalancką obojętnością, której daleko było do szczerości. Dobrze wiedziała, że kiedyś przez nią zwariuje.
Kolejne pytanie wywołało szybsze bicie serca. Darling mogłaby przysiąc, że załomotało w jej piersi tak mocno, że mogłoby połamać żebra. Zagryzła mocno policzek od środka. Nie, kurwa, nie da niczego po sobie poznać. I jak musi już coś wybrać, to najlepiej pierdol się, April.
Proszę, Teddy — zadecydowała, ale musiała jej oddać, że to było trudne. Oczywiście oddać tylko po cichu, przecież nie będzie jej wychwalać i łechtać ego!
Przywarła do oparcia krzesła, rozluźniając ramiona. Osunęła się nieco niżej i uniosła ręce za kark; top podwinął się, odsłaniając do połowy biust. Nie tylko Finch wiedziała, jak grać w tę grę.
Głowa między twoimi nogami— wyciągnęła pod stolikiem stopę i rozszerzyła nią uda przyjaciółki. — Czyli wolisz umościć się na twarzy? — poruszyła zachęcająco językiem i zwilżyła nim usta.
Kelnerka, która podeszła do stolika, okazała się… Kelnerem. Brew Darling drgnęła minimalnie, kiedy zerkała na Finch. Świetne zagranie. Absolutnie genialne. Takie wcale nie wzbudzające podejrzeń. Sięgnęła po drinka i uniosła go w geście toastu, jednocześnie puszczając do przyjaciółki oczko. Ciekawe, czy też była taka mokra.

April Finch

Go, shawty, it's your birthday

: pn sty 19, 2026 4:05 pm
autor: April Finch
Starała się wyczytać jak najwięcej z jej mowy ciała. Tak dobrze się przecież znały, powinna wyczuwać bez problemu, w jakim obecnie była stanie. Za dużo rzeczy jednak zadymiało jej ocenę. Przede wszystkim nie myślała trzeźwo. Dużą rolę w tym odegrał Jagger, ale nawet, gdyby nie tknęła nawet grama alkoholu, miałaby bardzo duże problemy ze skupieniem się na czymkolwiek, co nie jest palącą chęcią dobrania się do Teddy. Gdzieś z tyłu głowy wciąż czaił się wewnętrzny sabotażysta, który sugerował jej, że kompletnie nie potrafi odczytywać zachowań przyjaciółki i na pewno każdy jej wniosek jest błędny – nawet te, do których jeszcze nie doszła. Byłoby prościej, gdyby otrzymała bardziej wyrazistą podpowiedź. Chociaż jedną! No dobrze, musiałoby to być coś, co zdzieliłoby ją w twarz, bo każdą dotychczasową podpowiedź zbyła jako niewystarczającą. Reakcja na powrót z toalety nie była przecież dostateczna. Te radosne trąbki, które słyszała, to nie serce Teddy, tylko wciąż obecna w lokalu orkiestra. Mało.
— Podoba mi się, jak to wymawiasz. — To było wyjście ze schematu najbardziej intensywnego meczu tenisa, jaki w życiu widziała. Nie odbiła piłki od razu, skupiła się na zagraniu przyjaciółki. Poświęciła uwagę jej odpowiedzi. Oceniła ją – na szczęście pozytywnie. Utkwiła spojrzenie w jej ustach, spomiędzy których wypłynęły te słowa. Zatrzymała dłoń w połowie szyi. Zastygła w bezruchu, wpatrując się w jej wargi z zachłannością. Zawsze wydawało jej się, że Call me by your name jest nieco cheesy, ale teraz byłaby w stanie zrozumieć tych gości. Przynajmniej w tym jednym aspekcie. Pod nieruchomymi palcami czuła przyspieszony puls. Dałaby głowę, że ten trans trwał godzinami. Z hipnozy przebudziła ją sama Teddy, która poruszyła się nagle na krześle. To przecież nie mogło trwać dłużej niż kilka sekund.
Jej spojrzenie zsunęło się niżej, od razu kierując się na biust Darling. Na tym widoku nie mogła się jednak skupić zbyt długo. Zalała ją fala gorąca, a uda rozszerzyły się jak na zawołanie. Dopiero wtedy złapała z nią kontakt wzrokowy.
— Mówiłam, że lubię byś zaskakiwana nowościami. W ogóle mnie nie słuchasz — zarzuciła zaczepnie. Z podanych przez nią sytuacji miały przecież za sobą tylko jedną. W jej myślach rozbłysła wizja, przypominająca jej bardzo dokładnie tę pierwszą. W uszach zadudnił jej własny jęk, który chciał wyrwać się ze wspomnienia i rozbrzmieć w pomieszczeniu. Z ryzyka kompletnej utraty rezonu uratował ją na szczęście kelner. Uśmiechnęła się do niego szeroko, szczerze wdzięczna, że zmaterializował się akurat w tym momencie. To krótkie rozproszenie zdecydowanie pomogło. Zaliczyła kontakt z bazą, przypomniała sobie, że nadal znajduje się na Ziemi a nie orbicie imienia Theodory Darling. Chłodna od lodu szklanka była miłym kontrastem dla rozpalonej skóry. Objęła szkło niemal z czułością i dołączyła do toastu.
— Wolisz, żebym próbowała być cicho i obserwować moją porażkę czy żebym nie hamowała się od początku? — Przełknęła chłodnego drinka, starając się skupić na jego smaku. Potrzebowała czegokolwiek, byle tylko rozproszyć gdzieś myśli. Przygryzła dolną wargę, uśmiechając się niemal triumfalnie. Wyglądało na to, że miała jakiś plan. Prawdopodobnie, kurwa, sprytny.

teddy darling

Go, shawty, it's your birthday

: pn sty 19, 2026 4:52 pm
autor: teddy darling
Starała się nie dawać zbyt wiele po sobie poznać. Zachowywała powagę, nie uciekała wzrokiem i nawet nie krzyżowała rąk na piersiach, żeby przypadkiem nie przyjąć zbyt oczywistej, zamkniętej pozycji, bo przecież wtedy od razu byłoby widać, że udaje. Oddychała równo, jakby to była najmniej znacząca rozmowa jej życia, choć każda komórka ciała krzyczała coś zupełnie przeciwnego. Serce dudniło jej tak mocno, że słyszała własny puls w uszach i miała wrażenie, że zaraz wszyscy też to usłyszą, łącznie z tancerkami, orkiestrą i tym nowy kelner, który przyniósł im drinki. W myślach powtarzała sobie wszystkie zasady, które kiedyś przeczytała w poradnikach — o wyprostowanych plecach, neutralnym wyrazie twarzy, o patrzeniu rozmówcy prosto w oczy z pozornie naturalną pewnością siebie. I gdyby ktoś wtedy się jej przyjrzał, naprawdę mógłby uwierzyć, że wcielonym spokojem. Że nic nie jest w stanie wytrącić jej z równowagi.
Nic, poza April Finch.
Bo pod tą starannie dopasowaną maską kontrolowanej obojętności aż wszystko w niej wrzało. Emocje, które pożerały ją od środka, były tak intensywne i gorące, że mogłaby nimi roztapiać lód. Mimo to Teddy szła w zaparte i udawała, że nic się nie dzieje. Ale przy April udawać zawsze było najtrudniej. Jednym spojrzeniem potrafiła rozsupłać każdy węzeł i rozbić cały misterny pancerz, którym Darling tak niestrudzenie się oblepiała.
Nie powiedziałam, że słucham — odparła z obojętnością. Gówno prawda. Słuchała i cały czas wracała do jej poprzednich słów, próbując rozłożyć je na czynniki pierwsze. Jutro pewnie też do nich przysiądzie.
Wizja porażki przyjaciółki była kusząca. Przecież tego właśnie chciała, prawda? Unicestwić ją spojrzeniami i prowokacjami, jednocześnie nie przekraczając wyznaczonej granicy. Teddy już była w ogródku, już witała się z gąską. Kolejne pytanie jednak zbiło ją z tropu. Wyczuwała w tym podstęp. Mimo to pragnęła zobaczyć, co będzie dalej. I chciała się dowiedzieć, co zrodziło się w tej ślicznej główce.
Wolałabym, żebyś się nie hamowała — odparła, wyzywająco unosząc brwi. No dalej, Finch. Pokaż, co tam masz w zanadrzu. — Ani od początku, ani nigdy — dodała, sięgając po swoją szklankę. Dopiero teraz zorientowała się, jak bardzo zaschło jej w gardle.
Upiła kilka łyków whisky i spojrzała na do połowy pustą szklankę. To głupie. April od razu mogła zamówić coś na zapas. Znowu trzeba będzie fatygować kelnera, który nawet nie był kelnerką od numeru na serwetce, którą Teddy skitrała do kieszeni spodni.
Wolisz, żeby zatańczyła dla ciebie tutaj czy dopiero w domu? — wskazała podbródkiem na scenę, gdzie strażaczka w dziwny sposób oplotła się wężem pożarniczym. Strasznie dziwnie go trzymała, Darling jeszcze nie widziała takiej metody. Może powinna pokazać tancerce i obecnym gościom, jak to robić? Była pewna, że jeśli zagadałby z organizatorem występów, dostałaby swoje pięć minut. A jeszcze jakby dodała, że przyjaciółka ma dziś urodziny to już w ogóle. Może nawet udałoby się wyżebrać darmowe drinki? Co z tego, że było je stać, skoro za darmo to najuczciwsza cena świata?
Teddy zabrała nogę, całkowicie zrywając kontakt. Dotyk zniknął w jednej chwili, jakby nigdy go nie było. Co za dużo, to niezdrowo. Uśmiechnęła się niewinnie, choć w głębi spojrzenia migotał niepokorny ogień. Jak długo April wytrzyma bez tej drobnej, niby przypadkowej bliskości. Czy już za moment zatęskni za ciepłem, które jeszcze przed chwilą dzieliły? A może w ogóle nawet nie zauważy jego braku i Darling zostanie z myślą, że przeliczyła własne możliwości gry?

April Finch

Go, shawty, it's your birthday

: pn sty 19, 2026 5:47 pm
autor: April Finch
Zgromiła ją wzrokiem, znów niepotrzebnie dając się ponieść irytacji. Nie mogła jej przecież nie słuchać. Nie po to używała takich słów, żeby były puszczane mimo uszu. W normalnej sytuacji też by się na to wściekała, ale czułaby się trochę mniej usprawiedliwiona. W końcu sama była mistrzynią rozpraszania się i odlatywania gdzieś myślami, za co dostała w życiu po głowie więcej razy niż byłaby w stanie policzyć. Ale teraz? Teraz przecież była skupiona tylko na Teddy. I bardzo się starała, by ona również skoncentrowała swoją uwagę w jednym miejscu. Załatwiła nawet drinki bez udziału tej koszmarnej kelnerki, żeby nie musiała się nią dodatkowo rozpraszać. Zniknęła w łazience, wkładając jej do głowy lepszą zagadkę niż Agacie Christie kiedykolwiek przyszła do głowy. Wpatrywała się w nią jak obrazek i wychodziła ze skóry, by tylko sprawiać wrażenie najbardziej samoświadomej i kuszącej kobiety, jaka się urodziła. I dostawała taką odpowiedź? Nawet, jeśli nie była szczera – nie podobała jej się.
Coś wewnątrz szarpnęło ją za żołądek i nakazało poważnie zastanowić się nad jej odpowiedzią. Nie była pewna, jak daleko powinna posunąć to nigdy. To wciąż była tylko gra, ale przecież obie starały się najbardziej w świecie, by oszukiwać i brać drugą pod włos. Czy Teddy też właśnie to robiła? Udzieliła takiej odpowiedzi, jakiej się po niej spodziewała. Gdyby nie to jedno, proste dookreślenie. Czuła, jak płonął jej kark, jakby ktoś je właśnie obserwował. Całkiem możliwe, że to rozsądek i sumienie, które stały za plecami April i załamywały nad nią ręce. Nie wierzyły, że ich landlordka miała jakiekolwiek szansę wyjść z tej sytuacji z twarzą. Pewnie nie rozumiały, po co Finch się nadal oszukuje, że ma w tej sytuacji jakąkolwiek kontrolę. Założyła znów nogę na nogę, zaciskając mocno uda, jakby to miało jej teraz w czymkolwiek pomóc. Mogła o tym pomyśleć, zanim zniknęła w toalecie. Mogła pomyśleć, zanim zaczęła opisywać, w jaki sposób próbowałaby ją poderwać. To od tamtego momentu skrzętnie ustawiane domino zaczęło się sypać? A może straciła kontrolę chwilę wcześniej, gdy Teddy, dotknęła jej nogi pod stołem? A, no właśnie! To wszystko było jej wina. Finch znowu dała się omamić jak durna nastolatka. Została kompletnie oczarowana i porwana już przy tym subtelnym zetknięciu ich łydek, niby całkiem przypadkowym. Gorzej, jeśli faktycznie było przypadkowe. Wtedy dała się wpuścić w maliny i znów pobiegła jak w tym za czymś, co było tylko ułudą. Ta myśl wyprowadziła ją na manowce całkowicie nowej kurwicy, o której wcześniej nawet nie śniła. Zacisnęła palce na szklance, starając się wyrzucić z głowy obrazy zarówno sprzed godziny, jak i w końcówki zeszłego roku. Przez nią miała wrażenie, że znów przebija się jak naćpana od jednej klatki filmowej do następnej, nie mając pojęcia, kiedy się może czegoś złapać i wyhamować. Problemem przede wszystkim był fakt, że wcale nie chciała hamować.
Kurwa mać. W międzyczasie padło jakieś pytanie. Tym razem naprawdę nie miała pojęcia jakie. Podniecenie już do reszty zżerało jej mózg. Zamknęła na moment oczy, dopiła ostatnie łyki drinka. Tym razem alkohol zniknął ze szklanki diabelnie szybko. Poczuła ucisk w podbrzuszu, który zmuszał ją, by przeskoczyła ten nieszczęsny stolik i rzuciła się na nią już w tym momencie. Ale przecież miały umowę. Kurwa mać. Cały misterny plan w pizdu. Już nawet nie pamiętała, jaki miał być kolejny krok. Jej dłoń powędrowała z powrotem do szyi, palce zatrzymały się tam, gdzie pulsowała krew. Przesunęła nimi powoli w dół, kierując się ku obojczykom, patrząc na Teddy. Zaraz ją do reszty popierdoli, to pewne. Nachyliła się nad blatem, po raz któryś tego wieczora starając się być jak najbliżej Darling, bez przekraczania jakiejś mistycznej granicy. Znów na kilka uderzeń serca zatrzymała wzrok na jej wargach, by ostatecznie znowu spojrzeć jej w oczy.
Proszę, Teddy.Ukruszony wcześniej schemat został przełamany z głośnym trzaśnięciem. Poczuła, że emocje lekko zarażały jej głosem, ale miała nadzieję, że przyjaciółka jakimś cudem tego nie wyłapała. Komunikat był bardzo prosty, a odpowiedzią mogło być tylko jej mieszkanie. Innej opcji nie przyjmowała do wiadomości. Jej oddech stał się płytszy, a serce błagało o możliwość wyskoczenia poza żebra.

teddy darling

Go, shawty, it's your birthday

: pn sty 19, 2026 6:50 pm
autor: teddy darling
Miała ją w garści. Finch utraciła kontrolę, zanim zdążyła zapanować nad sytuacją. Teddy od początku aż zacierała ręce na tę chwilę. Zwycięstwo miało mieć słodki smak, ale smakowało whisky, a nie upragnioną satysfakcją. O co one właściwie toczyły ten bój? Zapomniała. Jej wzrok mimowolnie opadł na wargi, które znała aż za dobrze. Czuła, jak napięcie zbiera się w podbrzuszu i jak reszta ciała reaguje szybciej niż rozsądek. Kurwa, pomyślała. Dokładnie to samo zobaczyła w jej oczach.
Gdy April nachyliła się bliżej, Teddy odruchowo cofnęła się w krześle, ale tylko na tyle, żeby nie było to tak oczywiste. Nie chciała uciekać. Bała się raczej tego, że jeśli pozwoli sobie na jeszcze jeden ruch, już się nie zatrzyma. Przełknęła głośno ślinę i po raz kolejny zaklęła w myślach, zirytowana własną słabością. Przecież miały umowę. Jasną. Konkretną. No właśnie — miały.
Tylko że tego wieczoru granice znów zaczynały się zacierać. Ta gruba, oczojebna kreska, którą Darling rysowała z taką pewnością, bledła teraz z każdym spojrzeniem przyjaciółki. Teddy czuła, jak grunt usuwa jej się spod nóg. Jak coś, co miało być kontrolą, wymyka się jej z rąk. I nagle nie była już niczego pewna. To nie było zwycięstwo. Nawet przez moment To była sromotna porażka. Taka, po której nie da się udawać, że nic się nie stało.
Głowa Teddy pulsowała, jakby ktoś uderzał w nią młotem pneumatycznym. Zrobiło jej się nieznośnie duszno. Miała ochotę zerwać z siebie nie tylko ubranie, ale całą skórę. Wszystko, co ją ograniczało i co przypominało, że powinna się powstrzymać. A najbardziej przerażające było to, że coraz mniej miała na to ochotę.
Zabieram cię stąd — oznajmiła krótko. Gwałtownie odsunęła krzesło, akurat w momencie, kiedy ucichła muzyka, więc niektórzy goście spojrzeli w jej stronę. Zgarnęła swoją kurtkę z oparcia i wyciągnęła z kieszeni telefon, żeby zamówić taksówkę. Zanim wyciągnęła rękę do April, jeszcze dopiła swoją whisky. Miała wrażenie, że jeśli dłużej zostanie w tym lokalu, gdzie na scenie tancerki znów zaczynały wywijać kolorowymi pióropuszami, to za chwilę się udusi.
Poczekaj sekundę — puściła jej rękę i podbiegła do sceny. Jedna z kobiet nachyliła się i po krótkiej wymianie zdań, podała Teddy dwa kolorowe boa — jedno różowe, a drugie zielone. Tak, teraz wszystko się zgadzały, mogły stąd iść. — Tylko nie wyobrażaj sobie za dużo — zaznaczyła, zawieszając różowe piórka na szyi Finch. — Zabieram cię stąd oznacza tylko i wyłącznie, że cię stąd zabieram — wow, ale to było mądre! Chyba żaden z ulubionych wieszczy April nie wymyśliłby tego lepiej.
Nie musiały długo czekać na mrozie, taksówka podjechała prawie natychmiast. I dobrze, bo pewnie w tych wdziankach nabawiłyby się zapalenia płuc. A które mieszkanie wybrały, to już sobie wybierz, hehe.
koniec
April Finch