003. Ricardo Ty draniu!
: wt lut 03, 2026 11:48 pm
Ona też nie wiedziała jak to jest, że taka dziewczyna się z takim Ricardo związała, no ale serce nie sługa! Zresztą on też czasem wyglądał całkiem hot, jak na przykład stał do niej tyłem, albo jak zmrużyła oczy, albo jak on napinał mięśnie. No czasami mu się zdarzało i wtedy Rosita wzdychała, że też ma takiego gorącego, latynoskiego mężczyznę. Ale czasem to wzdychała, że mogła trafić lepiej.
No ale już nie mogła tak wybrzydzać, bo przynajmniej Richi to miał uczciwy zawód, no i uznała, że kiedyś będzie dobrym ojcem, bo będzie jej dzieciom mógł gotować kaszki na mleku i robić jakieś deserki. Chociaż tyle.
Spojrzał na niego, kiedy on na nią zaczął tak ryczeć po angielsku, bo to tak chłodno od razu brzmiało, nie gorąco jak po hiszpańsku, tylko od razu aż ją wzdrygnęło. A może ją wzdrygnęło, że on jej znowu robi wyrzuty? I znowu się nie cieszy wcale, że ona pół świata dla niego pokonała, w szpilkach od Louboutina i tej seksi sukience Prady.
Westchnęła ciężko i kręci głową.
- Och Ricardo tak naprawdę to nie jest mamusia, tylko piasek z naszego ogródka, żebyś się poczuł trochę jak w domu i zatęsknił - pisnęła i już mu zdradziła ten sekret, bo chyba rzeczywiście dzielenie prochów mamusi na pół to by było świętokradztwo! Najświętsza Panienka by się na nią pogniewała.
- Moje pieski na pół?! - znowu zapiszczała i aż usta zatyka dłońmi, bo co on jej tutaj w ogóle insynuuje, przecież jej pieski to były jej małe dzieciątka kochane - Ricardo jak ty tak mówisz o naszych kochanych dzieciątkach, to ja chyba nie chcę mieć z tobą prawdziwych dzieci, bo jeszcze też byś mówił, żeby je przepoławiać na pół, samą głowę im odcinać - teraz to ona dramatyzuje i zakłada rękę na rękę. Jej pieski kochane na pół, aż prychnęła.
Ale zaraz sobie myśli, że jak ona sobie tych dzieci nie zrobi niedługo, to już będzie w końcu za stara.
- Twoja mamusia nigdy nie doczeka się wnuków z takim podejściem - aż twarz w dłoniach schowała, bo jak to tak? On jej wiecznie te dzieci z głowy wybija. A przecież każda portorykańska rodzina, to ma dużo dzieci, Rosario też chciała mieć chociaż troje... I jak ona się ma z tym wyrobić przed czterdziestką? Jak on jej wiecznie to odkłada.
Aż sobie pomyślała, że mogła w tej Kanadzie wtedy sobie dziecko zrobić i mu wciskać kit, że to jego! Mogłaby... ale też go nigdy nie zdradzała, bo jednak najświętsza Panienka nad nią czuwała, niby była wyzwolona i jogę ćwiczyła z nagimi joginami, co jej rozciąganie robili w samych majtkach, jak trenerzy Ani Lewandowskiej, ale żeby się z kimś przespać to nie. Ona wtedy po prostu dużo psychotropów łykała, stąd zawsze miała taki wyśmienity humorek.
- Jakie występy? - chciała się coś dowiedzieć, a on znowu się na nią boczy, więc w końcu oparła się o ladę ciężko wzdychając. Jej życie to było trudne. Z jednej strony piękne, bo ona się tak spełniała zawodowo, miała willę i miała męża, ale z drugiej... Brakowało jej do szczęścia dzieci, no i Ricardo to się czasem zachowywał, jakby jej wcale nie kochał. Jakby ją nienawidził na przykład, że ona się nad nim wytrząsa, ale jak się nie wytrząsać, kiedy on jest taki?
- Bo mi powiedziałeś, że idziesz po mleko proteinowe do moich szejków! Myślałam, że ty po nie pojechałeś do miasta... - bo ta ich willa przepiękna to była pod miastem na wsi - zresztą to ciebie zawsze boli brzuch, jak mamy iść na wycieczkę w góry - ona to też odwraca kota ogonem, bo przecież nie przyzna mu nigdy racji - ja myślę, że ty masz syndrom Piotrusia pana i ten ślub cię wystraszył, powinniśmy nad tym popracować. Jakieś tabletki ci wypisze - i znowu zaczyna mu robić psychoanalizę. A później to już usiadła sobie na wysokim krześle przy ladzie i zakłada nogę na nogę.
- Nie cieszysz się wcale, że przyjechałam... - znowu wzdycha i znowu usteczka nadyma, bo normalny jakiś facet to by się ucieszył, przecież jeszcze mu czekoladę przywiozła, a Richie to nic, tylko cały czas wyrzuty jej robi - tak jakbyś tutaj w Kanadzie coś przede mną ukrywał - oparła łokcie na blacie i główkę układa na nadgarstkach i patrzy na niego podejrzliwie.
Ricardo Martinez
No ale już nie mogła tak wybrzydzać, bo przynajmniej Richi to miał uczciwy zawód, no i uznała, że kiedyś będzie dobrym ojcem, bo będzie jej dzieciom mógł gotować kaszki na mleku i robić jakieś deserki. Chociaż tyle.
Spojrzał na niego, kiedy on na nią zaczął tak ryczeć po angielsku, bo to tak chłodno od razu brzmiało, nie gorąco jak po hiszpańsku, tylko od razu aż ją wzdrygnęło. A może ją wzdrygnęło, że on jej znowu robi wyrzuty? I znowu się nie cieszy wcale, że ona pół świata dla niego pokonała, w szpilkach od Louboutina i tej seksi sukience Prady.
Westchnęła ciężko i kręci głową.
- Och Ricardo tak naprawdę to nie jest mamusia, tylko piasek z naszego ogródka, żebyś się poczuł trochę jak w domu i zatęsknił - pisnęła i już mu zdradziła ten sekret, bo chyba rzeczywiście dzielenie prochów mamusi na pół to by było świętokradztwo! Najświętsza Panienka by się na nią pogniewała.
- Moje pieski na pół?! - znowu zapiszczała i aż usta zatyka dłońmi, bo co on jej tutaj w ogóle insynuuje, przecież jej pieski to były jej małe dzieciątka kochane - Ricardo jak ty tak mówisz o naszych kochanych dzieciątkach, to ja chyba nie chcę mieć z tobą prawdziwych dzieci, bo jeszcze też byś mówił, żeby je przepoławiać na pół, samą głowę im odcinać - teraz to ona dramatyzuje i zakłada rękę na rękę. Jej pieski kochane na pół, aż prychnęła.
Ale zaraz sobie myśli, że jak ona sobie tych dzieci nie zrobi niedługo, to już będzie w końcu za stara.
- Twoja mamusia nigdy nie doczeka się wnuków z takim podejściem - aż twarz w dłoniach schowała, bo jak to tak? On jej wiecznie te dzieci z głowy wybija. A przecież każda portorykańska rodzina, to ma dużo dzieci, Rosario też chciała mieć chociaż troje... I jak ona się ma z tym wyrobić przed czterdziestką? Jak on jej wiecznie to odkłada.
Aż sobie pomyślała, że mogła w tej Kanadzie wtedy sobie dziecko zrobić i mu wciskać kit, że to jego! Mogłaby... ale też go nigdy nie zdradzała, bo jednak najświętsza Panienka nad nią czuwała, niby była wyzwolona i jogę ćwiczyła z nagimi joginami, co jej rozciąganie robili w samych majtkach, jak trenerzy Ani Lewandowskiej, ale żeby się z kimś przespać to nie. Ona wtedy po prostu dużo psychotropów łykała, stąd zawsze miała taki wyśmienity humorek.
- Jakie występy? - chciała się coś dowiedzieć, a on znowu się na nią boczy, więc w końcu oparła się o ladę ciężko wzdychając. Jej życie to było trudne. Z jednej strony piękne, bo ona się tak spełniała zawodowo, miała willę i miała męża, ale z drugiej... Brakowało jej do szczęścia dzieci, no i Ricardo to się czasem zachowywał, jakby jej wcale nie kochał. Jakby ją nienawidził na przykład, że ona się nad nim wytrząsa, ale jak się nie wytrząsać, kiedy on jest taki?
- Bo mi powiedziałeś, że idziesz po mleko proteinowe do moich szejków! Myślałam, że ty po nie pojechałeś do miasta... - bo ta ich willa przepiękna to była pod miastem na wsi - zresztą to ciebie zawsze boli brzuch, jak mamy iść na wycieczkę w góry - ona to też odwraca kota ogonem, bo przecież nie przyzna mu nigdy racji - ja myślę, że ty masz syndrom Piotrusia pana i ten ślub cię wystraszył, powinniśmy nad tym popracować. Jakieś tabletki ci wypisze - i znowu zaczyna mu robić psychoanalizę. A później to już usiadła sobie na wysokim krześle przy ladzie i zakłada nogę na nogę.
- Nie cieszysz się wcale, że przyjechałam... - znowu wzdycha i znowu usteczka nadyma, bo normalny jakiś facet to by się ucieszył, przecież jeszcze mu czekoladę przywiozła, a Richie to nic, tylko cały czas wyrzuty jej robi - tak jakbyś tutaj w Kanadzie coś przede mną ukrywał - oparła łokcie na blacie i główkę układa na nadgarstkach i patrzy na niego podejrzliwie.
Ricardo Martinez