nothing ever rivals you
: pt lut 06, 2026 5:43 pm
Mogłaby się zapierać i udawać niedostępną. Pewnie, że tak. Tylko… Czy to w ogóle miało jeszcze sens? Jak długo dało się oszukiwać April, a przede wszystkim samą siebie, że tego wszystkiego nie czuła? Nie potrafiła tego jeszcze nazwać, brakowało jej słów i definicji, ale jedno było pewne — nie mogła zepchnąć tego wyłącznie do sfery seksu. To było coś więcej i wymykało się prostym kategoriom. Może mówiła dokładnie to, co przyjaciółka chciała usłyszeć. Może nawet trochę się do tego dopasowywała. Ale jak miała mówić inaczej, skoro to była prawda? Czy naprawdę miała dalej brnąć w to wieczne droczenie się, wyłącznie po to, żeby Finch nie znudziła się nią zbyt szybko? Teddy nie miała już na to ani ochoty, ani siły. Podchody męczyły ją tak samo, a może nawet bardziej. I to już od dłuższego czasu. W końcu sama powtarzała, że nie wie, na czym stoją ani dokąd to wszystko je zaprowadzi.
— Ta kobieta? Może i tak — odparła, wzruszając ramionami, chociaż wcale nie miała pewności, czy faktycznie spodobałaby jej się wspomniana mommy. Tylko raz umawiała się z kimś sporo starszym od siebie i wcale nie było tak fajnie. Tamta to dopiero potrafiła kontrolować i wymagać cudów na kiju. A najlepiej, żeby Teddy rzuciła wszystko i była na każde jej zawołanie. W dodatku były zbyt poważna, nawet w łóżku. A później to już w ogóle zrobiło się nadzwyczaj poważnie i trzeba było spierdalać.
Podparła się na łokciu, aby móc lepiej przyjrzeć się twarzy April. Przez chwilę nic nie mówiła, po prostu gapiła się na nią, procesując w głowie jej słowa. Nie potrafiła odgadnąć, czy mówiła poważnie, czy było to jednak podszyte jakimś żartem.
— Znowu? — powtórzyła za nią, unosząc brwi w geście, w którym było tyle samo zaskoczenia co niedowierzania. — A kiedy właściwie kazałam ci czekać? To ty przecież chciałaś, żebym spróbowała się tym wszystkim nie przejmować — dodała ciszej, nawiązując do tamtej nocy po urodzinach przyjaciółki, gdy po durnej sprzeczce leżały obok siebie w łóżku, udając, że sen przyjdzie sam. — Bycie razem to cały pakiet ograniczeń. Nawet nie wiem, czy byś tego chciała. I czy jesteś na to gotowa — i czy ja jestem gotowa, dopowiedziała w myślach, nie pozwalając, żeby te wątpliwości wydostały się na powierzchnię.
Randkowanie nie niosło ze sobą zobowiązań. Było wygodne właśnie dlatego, że niczego nie wymagało. Ani deklaracji, ani wyłączności, ani odpowiedzialności za cudze oczekiwania. Żadna z nich nie miała prawa żądać więcej, niż druga była skłonna dać. Umawianie się wciąż nie oznaczało związku, bo było zawieszone gdzieś pomiędzy bliskością a ucieczką. Dopóki nie padną konkretne słowa, wszystko pozostawało niepewne i boleśnie otwarte na interpretacje.
— Jesteś strasznie wygodna — mruknęła w jej szyję i to nie dlatego, że właśnie przerzuciła sobie nogę przez jej biodro. — Oczekujesz wielkich rzeczy, a sama jakoś nie jesteś skora, żeby zapytać, czy chciałabym z tobą być. Ja wiem, że zazwyczaj to funkcjonowało trochę inaczej i laski zabijały się o twoją atencję, ale ty i ja — w tym miejscu Teddy przycisnęła sobie palce do mostka, po czym przyłożyła go do ramienia April. — To co innego — przypomniała, bo przecież przyjaciółka nie musiała jej niczego udowadniać. Znały się wystarczająco długo, żeby wiedzieć, jak Finch działała na kobiety. A ona wiedziała, jak działa na nie Darling.
April Finch
— Ta kobieta? Może i tak — odparła, wzruszając ramionami, chociaż wcale nie miała pewności, czy faktycznie spodobałaby jej się wspomniana mommy. Tylko raz umawiała się z kimś sporo starszym od siebie i wcale nie było tak fajnie. Tamta to dopiero potrafiła kontrolować i wymagać cudów na kiju. A najlepiej, żeby Teddy rzuciła wszystko i była na każde jej zawołanie. W dodatku były zbyt poważna, nawet w łóżku. A później to już w ogóle zrobiło się nadzwyczaj poważnie i trzeba było spierdalać.
Podparła się na łokciu, aby móc lepiej przyjrzeć się twarzy April. Przez chwilę nic nie mówiła, po prostu gapiła się na nią, procesując w głowie jej słowa. Nie potrafiła odgadnąć, czy mówiła poważnie, czy było to jednak podszyte jakimś żartem.
— Znowu? — powtórzyła za nią, unosząc brwi w geście, w którym było tyle samo zaskoczenia co niedowierzania. — A kiedy właściwie kazałam ci czekać? To ty przecież chciałaś, żebym spróbowała się tym wszystkim nie przejmować — dodała ciszej, nawiązując do tamtej nocy po urodzinach przyjaciółki, gdy po durnej sprzeczce leżały obok siebie w łóżku, udając, że sen przyjdzie sam. — Bycie razem to cały pakiet ograniczeń. Nawet nie wiem, czy byś tego chciała. I czy jesteś na to gotowa — i czy ja jestem gotowa, dopowiedziała w myślach, nie pozwalając, żeby te wątpliwości wydostały się na powierzchnię.
Randkowanie nie niosło ze sobą zobowiązań. Było wygodne właśnie dlatego, że niczego nie wymagało. Ani deklaracji, ani wyłączności, ani odpowiedzialności za cudze oczekiwania. Żadna z nich nie miała prawa żądać więcej, niż druga była skłonna dać. Umawianie się wciąż nie oznaczało związku, bo było zawieszone gdzieś pomiędzy bliskością a ucieczką. Dopóki nie padną konkretne słowa, wszystko pozostawało niepewne i boleśnie otwarte na interpretacje.
— Jesteś strasznie wygodna — mruknęła w jej szyję i to nie dlatego, że właśnie przerzuciła sobie nogę przez jej biodro. — Oczekujesz wielkich rzeczy, a sama jakoś nie jesteś skora, żeby zapytać, czy chciałabym z tobą być. Ja wiem, że zazwyczaj to funkcjonowało trochę inaczej i laski zabijały się o twoją atencję, ale ty i ja — w tym miejscu Teddy przycisnęła sobie palce do mostka, po czym przyłożyła go do ramienia April. — To co innego — przypomniała, bo przecież przyjaciółka nie musiała jej niczego udowadniać. Znały się wystarczająco długo, żeby wiedzieć, jak Finch działała na kobiety. A ona wiedziała, jak działa na nie Darling.
April Finch