30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

031.
Zanim ruszyły w pościg za taksówką, która faktycznie jechała w kierunku Downtown, miała ogromną ochotę zwyzywać April, kiedy ta wylazła z samochodu tylko po to, żeby wgramolić jej się na kolana. Ale gdy tak się w nią wtuliła, to ta złość (zresztą bardzo uzasadniona!) momentalnie rozpłynęła się w powietrzu jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Mogłaby ją trzymać w ramionach do końca świata. Mogłaby, ale jednak nie mogła, bo na zewnątrz rozpętała się szalona zamieć.
Śnieg wirował w powietrzu, tworząc białą mgłę, przez którą ledwo można było dostrzec drogę. W trakcie powrotu Teddy musiała kilkukrotnie zatrzymywać samochód, żeby przeczekać nagłe, porywiste podmuchy wiatru, ale burza nie słabła ani na moment. Po pewnym czasie zrezygnowała i stwierdziła, że lepiej jechać powoli i ostrożnie, bo w takim tempie nigdy nigdzie nie dotrą.
W centrum, jak zwykle, miała problem ze znalezieniem wolnego miejsca parkingowego. Garaż podziemny był już zajęty, bo jej motocykl stał tam od listopada (ale nie tego z kalendarza) i z utęsknieniem wyczekiwał wiosny. Po rundzie wzdłuż ulicy udało jej się znaleźć lukę pomiędzy dwoma innymi osobówkami. Trochę ciasno, ale jakoś się wcisnęła. Pewnie tym sposobem zablokowała im wyjazd, ale to była ostatnia rzecz, jaką zamierzała się przejmować. Byle tylko nie obili jej Toyoty!
Zostawmy te rzeczy — oznajmiła, mając na myśli lustro i pufę. Kalendarz i ośmiornica też się do niczego nie przydadzą. No chyba, że April się uprze i Teddy nie będzie miała zbyt wiele do gadania. — Jeszcze nie zdecydowałyśmy, co która z nas bierze. Weźmy tylko... Och, kurwa, momencik — stęknęła i nachyliła się do tyłu, wyciągnęła spod mebli płaszcze. — Nie wygłupiaj się, tylko załóż. Nie, to nie jest blisko — uprzedziła, zanim przyjaciółka zdążyła otworzyć usta.
Do klatki miały kilkaset metrów, a już wystarczająco często chodziły dzisiaj roznegliżowane. Chciałoby się powiedzieć, że zwłaszcza Finch, ale to Darling paradowała po salonie tatuażu w samej bieliźnie. Nie w tym rzecz! Szkoda, żeby ten cudowny dzień zakończyły z zawalonymi zatokami. Teddy owinęła się szalikiem i zarzuciła na ramiona długi płaszcz. Poczekała aż przyjaciółka zrobi to samo i obie wysiadły na zewnątrz. Nie no, ta pogoda to był jakiś kiepski żart. Na szczęście zdołały bez większych przeszkód (chociaż Darling dwa razy zobaczyła zaświaty, kiedy poślizgnęła się na oblodzonym chodniku) dotrzeć do mieszkania.
Chryste, ale zimno! — jęknęła, gdy ściągała buty. Stopy były jej za to bardzo wdzięczne, bo przez pół dnia dzielnie znosiły jej widzimisię z łażeniem na obcasach. — Chcesz herbatę? Po co w ogóle pytam i tak zrobię — machnęła ręką, odwieszając płaszcz na wieszak. — Weź sobie jakieś moje rzeczy na przebranie z szafy na antresoli. I przynieść coś dla mnie — poprosiła, bo razem z płaszczem i butami, ściągnęła też sukienkę. Już nawyglądała się dzisiaj zajebiście, teraz mogła wskoczyć w domowe pielesze.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
Prepare for the cold
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Do you wanna be more than friends?
And see through my eyes
Picturing us in your bedroom
And you between my thighs
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#19
Po przystanku, który zaliczyły za jej namową, starała się zachowywać bardzo grzecznie. Widziała, że trasa jest wyjątkowo niewdzięczna. Nie chciała niepotrzebnie rozpraszać Teddy i narażać ich na jakiś wypadek. Była wdzięczna, że przyjaciółka brała na swoje barki prowadzenie, a nieprzeszkadzanie jej miało być formą odwdzięczenia się. Nadal oczywiście nuciła pod nosem każdą kolejną piosenkę, ale taniec ograniczyła do machania rękami nie dalej niż na odległość przedramienia. Jak T-Rex z krótkimi łapkami, przykleiła łokcie do torsu i bujała się w tym muzyki. Udało im się przeżyć drogę, auto nie ucierpiało, misja zakończyła się spektakularnym sukcesem.
Miała ochotę protestować w kwestii mebli i płaszcza, ale tylko z wrodzonej przekory. Przecież dużo mądrzejszym było to, co proponowała Darling. Tachanie ze sobą lustra między zaspami pewnie skończyłoby się jakąś tragedią. Albo chociaż siedmioma latami nieszczęścia. I tak miały wystarczająco trudno przez obcasy, nie powinny sobie dokładać. Ostatecznie wszystko poszło po myśli strażaczki. Opatuliła się płaszczem, nie nurkowała ani po meble, ani po kalendarz, po prostu mknęła do jej mieszkania, chcąc się w nim zamknąć jak najszybciej. Dobrze, że naprawdę było blisko. Teddy nieco dramatyzowała. Ha, jak raz to nie April! Ciepło czterech ścian, które je otuliło, gdy tylko zamknęły za sobą drzwi, było naprawdę kojące. Odetchnęła z ulgą, zdejmując płaszcz i buty.
— Zrób, zrób. Najlepiej od razu cały dzbanek. — Skierowała się od razu do góry, podekscytowana wizją buszowania w rzeczach Darling. Lubiła grzebać w nieswoich szafach, oczywiście tylko za czyimś pozwoleniem. Raczej nie było szans, by znalazła coś, co przebije ich dzisiejsze stroje, ale kto wie? Może Teddy, podobnie jak ona, nakupowała kilogramy nowych ciuchów i czymś ją zaskoczy? Cóż, na górze nie zauważyła żadnych nowych pudeł z logami sklepów. Musiała zadowolić się przeglądaniem tych strojów, które już kojarzyła. Rozebrała się ostrożnie, by nie naruszyć foli zasłaniającej tatuaż. Wybrała dla siebie jakąś koszulkę, która pewnie nawet na Teddy byłaby dość luźna i po prostu przeciągnęła ją przez głowę. Wedle lekcji Vanty, nie było aż tak zimno, by nie wyglądać choć odrobinkę zdzirowato, prawda? Zgarnęła resztę ubrań, koc i wróciła na dół.
Położyła na oparciu kanapy bluzkę, dresy i skarpetki dla przyjaciółki. Kusiło ją, by wybrać coś durnego, ale wolała, żeby przede wszystkim się ogrzała. Sama położyła się na miękkich poduchach i przeciągnęła leniwie jak kot, wyginając przy tym plecy. Dopiero teraz poczuła, że zszedł z niej nadmiar energii. Nie była jeszcze zmęczona, ale poczuła się dziwacznie zwyczajna i spokojna. Aż szkoda, że nie mogła się nakręcić żadną używką. No, chyba że Teddy.
— Pojebane, że to się udało, nie? Że Vanta akurat miała wolne i że w ogóle wpadło nam to do głowy — mruknęła, opadając powoli z powrotem na kanapę. Gdyby tylko wierzyła w jakieś durnoty pokroju prowadzenia przez gwiazdy, to pewnie już rozstawiałaby w głowie tarota.
— Teraz już się nigdy nie wykpisz, że jesteś moja — zauważyła, celując w nią palcem. To chyba nie był odpowiedni zaimek.
— Moją... — poprawiła się od razu, choć to zdanie nadal nie brzmiało jak zamknięte. — ...Teddy — dokończyła miękko. No to się popisała, jak słowo daję. Czymś była na pewno. Ale czym konkretnie? Kurwa mać.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kiedy przyjaciółka buszowała na antresoli, Teddy zaparzyła im cały dzbanek herbaty. Do wrzątku powciskała plasterki cytryny i dodała solidną łyżkę miodu, chociaż doskonale wiedziała, że nie powinna, bo wysoka temperatura zabijała jego zdrowotne właściwości. Ale kto by się przejmował takimi głupotami? Musiały porządnie się rozgrzać i spróbować zrobić coś, co uchroni je przed porannym drapaniem w gardle i nieuniknionym katarem. Jeśli miała w coś wierzyć, to właśnie w ten cudowny napar.
Uśmiechnęła się na widok April, która zbiegła po schodach z tą swoją nieposkromioną energią, ubrana w jedną z jej koszulek. Musiała przyznać — trochę niechętnie, ale jednak — że April wyglądała w niej zdecydowanie lepiej niż ona sama. Na Darling t-shirt był wyraźnie za duży, ale Finch sięgał do połowy ud niczym prowizoryczna sukienka. To na pewno było jakieś kosmiczne zadośćuczynienie za fakt, że dziś nie założyła kiecki!
Strasznie pojebane — zaśmiała się, wyciągając z szafki duże, zielone kubki. Jedyne, które były z jednego kompletu. Może April miała rację, że kubków jednak nigdy nie za wiele i że w ich domu powinno być ich zdecydowanie więcej? Teddy pokręciła głową. Jakiego znowu domu? To była tylko zabawa. — Ale tak musiało być! Pewnie gdybyś napisała do niej jutro, to nie miałaby czasu. Albo w ogóle coś by się wypierdoliło. Dostałabym wezwanie i musiała jechać do pracy, a wtedy nie zrobiłyśmy sobie takich zajebistych tatuaży. To znaczy, może zrobiłyśmy kiedy indziej, ale to już nie byłoby takim pięknym zwieńczeniem dnia — powiedziała, bo naprawdę tak uważała. Pewnie w końcu udałoby im się zrobić wspólne dziary. A może nie? Może wcale by o tym nie pomyślały? Znały się tyle lat i jakoś do tej pory nie wpadły na ten pomysł.
Teraz już się nigdy nie wykpisz, że jesteś moja.
Darling aż wypadła łyżeczka z dłoni. Odbiła się z brzękiem od płytek, więc zanurkowała, żeby ją podnieść. Wyłoniła się zza wyspy i odrzuciła sztuciec na blat, po czym sięgnęła po dzbanek i kubki, żeby przenieść wszystko na kanapę. Nieprawda, że serce momentalnie podeszło jej do gardła.
Przyjaciółka jednak szybko się zreflektowała i poprawiła, na co Teddy parsknęła pod nosem. Odłożyła rzeczy na stolik i sięgnęła po ubrania, które leżały na oparciu. W ciszy założyła dresy i przeciągnęła koszulkę przez głowę. Jeszcze skarpetki. Czy za długo milczała? Powinna coś powiedzieć?
Przecież zawsze byłam twoją Teddy — zauważyła, jakby mówiła coś oczywistego. Bo dla niej to było totalnie oczywiste! Obeszła kanapę i usiadła na jej drugim końcu. Nie. Źle. Zbyt daleko. Zmarszczyła brwi, po czym bez wahania przysunęła się bliżej, zmuszając April do wyprostowania się. Teraz stykały się ramionami. — I nigdy nie próbowała się z tego wykpić! Miałabym się wstydzić i nie przyznawać się do ciebie? — dodała, kręcąc głową z udawanym niedowierzaniem.
Nachyliła się po dzbanek i skupiła się na rozlewaniu herbaty do kubków. Zanim jednak podała jeden przyjaciółce i sięgnęła po swój, przystawiła swoje przedramię do jej.
Teraz jesteśmy połączone ze sobą już na zawsze. To jak pakt krwi — stwierdziła, nie zdając sobie sprawy z tego, jak to głupio brzmi. Jasne, Teddy i co jeszcze? Może zaczniecie sobie pleść bransoletki przyjaźni?

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
Prepare for the cold
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Do you wanna be more than friends?
And see through my eyes
Picturing us in your bedroom
And you between my thighs
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dzień faktycznie ułożył się zadziwiająco perfekcyjnie. Teraz pozostało im tylko czekać, aż coś wybuchnie. I to dosłownie. Budynek obok wyleci w powietrze i Teddy dostanie wezwanie, by się tym zająć. Samodzielnie, od razu, nawet w dresach. I pewnie w trakcie coś spadłoby jej na łeb i tyle by z niej było. Musi być jakaś równowaga w przyrodzie. Jak jest za miło, to aż się prosi, by pojawiły się też powody do smutku. Może im się uda i jedynym minusem będzie fakt, że będą spały w jakichś absurdalnych pozycjach i obudzą się z bólem ramion?
Pewnie gdyby nie wiedziała, jaką sierotą obrzyganą na co dzień potrafi być Teddy, to nawet przejęłaby się tym głośnym upuszczeniem łyżeczki. Ale tak? Mogła uznać, że udało jej się zakamuflować kolejny lapsus językowy. Chociaż z drugiej strony, może wstając przyjaciółka powinna przywalić łbem o ten blat, żeby w pełni pokazać swoje możliwości? Była na jakiejś czujce, skoro wyszła z tego cało. I w ogóle była jakaś strasznie dziwaczna. Finch przyglądała się temu procesowi ubierania, któremu towarzyszyła niezręczna cisza. Czyli jednak jej pomyłka została zauważona? Czy sobie coś wmawia? Coś musi być na rzeczy, skoro usiadła tak daleko. Niby po chwili się przysunęła, ale to z kolei było aż za bardzo... spoufalające się. Tak, jakby chciała za wszelką cenę udowodnić, że wszystko jest w porządku. April przyglądała się jej z politowaniem, gdy rozlewała herbatę do kubków. Kątem oka zerknęła na własny tatuaż. Ciągle był w tym samym miejscu, ciągle wyglądał tak samo. Czyli wizyta w salonie to nie było jakieś jej delulu. Nie odleciała w IKEI myślami w świat wyobraźni, cała ta akcja z Vantą nie była jakąś dziwaczną fantazją. To może teraz znalazła się w jakimś nietypowym świecie imaginacji? Wyciągniętym prosto z koszmarów – warto dodać.
— Mhm, totalnie — mruknęła niespecjalnie przekonana. Właściwie mogłaby strażaczce pogratulować. Sama pewnie nie wymyśliłaby tekstu, który w podobny sposób mógłby zepsuć nastrój albo być antyromantycznym. Niby taka była kreatywna, a jak przychodziło co do czego, to Darling zawsze z nią wygrywała. Naprawdę powinna zostawić te sikawki w cholerę. Nie chciała zostawiać tego wyznania w próżni. Za bardzo jej na nim zależało, żeby zaakceptować je w tej formie i udawać, że jej to odpowiada. Odstawiła kubek ze zdecydowanie zbyt gorącą herbatą z powrotem na stolik. Odsunęła się od niej, wytwarzając między ich ramionami ziejącą chłodem pustkę. Zakleiła ją skutecznie, kładąc głowę na jej kolanach. Przyglądała się jej z dołu, jeszcze raz mieląc w głowie to, co usłyszała. No dobrze, mogłaby się pogodzić z niezręcznością tego stwierdzenia, jeśli nie miałaby wątpliwości, że jest szczere. Obróciła się na bok i wtuliła twarz w brzuch przyjaciółki. Pół dnia musiała powstrzymywać się od bliskości, teraz nie planowała się ograniczać. Tym razem to ona zagwarantowała im przeciągającą się w nieskończoność ciszę. Nawet nie pomyślała w międzyczasie o włączeniu muzyki, więc cisza nie była udawana.
— Naprawdę zostaniesz ze mną na zawsze? — wymamrotała pytanie wprost w materiał jej koszulki. Do zalet tego dnia należało dorzucić fakt, że April mówiła nieco mniej, a dodatkowo część tej gadki była wyjątkowo przyciszona. To się nie wydarzało za często.
— Obiecaj, że się postarasz — dodała od razu. Obiecywanie, że tak będzie, było bez sensu. Taki kontrakt miał za wiele luk, był zbyt ogólny. Wystarczyłaby jedna nieudana akcja w jej pracy w najbliższych tygodniach, żeby na zawsze rozpłynęło się jak kamfora. Chciała po prostu poznać jej intencję. To nie tak, że nigdy jeszcze nie powiedziały sobie, że będą się przyjaźnić do grobowej deski. To było oczywistością od lat. Potrzebowała usłyszeć, że... cholera ją wie. To nie były przysięgi ze ślubnego kobierca, ale suchy pakt krwi również był nie do przyjęcia. Chciała usłyszeć coś, co ją uspokoi, ale nie była w stanie zaprezentować gotowego scenariusza odpowiedzi. Biedna Teddy.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie chciała, żeby zabrzmiało to tak dziwacznie. W jej głowie wszystko układało się o wiele naturalniej. Wspomniała o pakcie krwi, zupełnie jak w My Girl, więc kolejnym krokiem powinno być coś oczywistego, jak małe nacięcie na palcu i może nawet splunięcie w dłonie, przypieczętowane sztamą i śmiechem. Tak robiło się w filmach, a raz wypowiedziane słowa obowiązywały na zawsze. Ale zaraz przypomniała sobie, że My Girl to okropnie smutny film i że Thomas J umiera, a to na zawsze, które jeszcze chwilę temu brzmiało jak obietnica, nagle wydało się strasznie kruche.
To wszystko jednak nie zmieniało faktu, że pragnęła pozostać dla April jako jej Teddy. Kurczowo trzymała się tej myśli, jakby była czymś stałym w wielkim świecie pełnym niepewności. Miała nadzieję, że akurat ta jedna rzecz pozostanie niezmienna przez wiele długich lat. Niezależnie od tego, jak bardzo zmienią się one same, ich życie czy okoliczności. Nie wiedziała jeszcze, jaką dokładnie formę przybierze ta relacja, ale wierzyła, że łącząca je więź znajdzie sposób, żeby przetrwać. Nawet jeśli z czasem miała stać się cichsza, bardziej dojrzała, mniej oczywista, wciąż chciała być dla April kimś bliskim, do kogo zawsze można wrócić.
Obie stały się na wieczór wyjątkowe milczące. O ile dla Darling było to całkiem normalne, to do Finch zupełnie niepodobne. Ale ten dzień przyniósł im wiele wrażeń, na pewno były zmęczone i może trochę skołowane, że coś działo się między nimi, ale same nie wiedziały dokładnie co. Teddy wolała nie wracać do tych rozmyślań. Za każdym razem, jak tak robiła, kończyło się to katastrofą w postaci sprzeczki. Po prostu pozwoliła przyjaciółce ułożyć głowę na swoich kolanach i kiedy ta wtulała twarz jej brzuch, nawinęła sobie kosmyk jasnych włosów na palec, jak to miała w zwyczaju. Przedłużona cisza nie była drażniąca, ale chyba zaczęła udzielać się nawet Darling, która zabębniła palcami o swoje kolano.
Słysząc mamrotanie, uniosła wysoko brwi i pochyliła głowę, spoglądając na jej profil. Uśmiechnęła się pod nosem i pogłaskała April czule po policzku.
Oczywiście, że tak — powiedziała z niepodważalną pewnością w głosie. — Jestem twoją najlepszą przyjaciółką i nigdzie się nie wybieram — zaznaczyła, tak na wszelki wypadek, gdyby Finch zamierzała ją spławić w którymś momencie swojego życia. — Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz. Musisz użerać się ze mną jeszcze przez co najmniej 720 miesięcy — dodała, chociaż nigdy nie wierzyła w to, że dożyje spokojnej starości, a przeżycie dziewięćdziesiątki to już w ogóle jakiś niewyobrażalny kosmos.
April doskonale zdawała sobie sprawę z niepewności związanej z przyszłością, skoro potrzebowała zapewnień, a nie obietnic. Wystarczy tylko pomyśleć, co by się stało, gdyby Teddy obiecała i tej obietnicy nie dotrzymała, umierając podczas jutrzejszej akcji. Finch byłaby wściekła!
Przysięgam, że się postaram — pokiwała głową, chcąc umocnić wypowiedziane słowa. — Ale ty też musisz się postarać, żeby jakoś ze mną wytrzymać, okej? Nawet jak czasami będzie mnie mniej — nachyliła się, żeby złożyć pocałunek na jej czole. A potem jeszcze na włosach i policzku. — Chyba nie myślisz, że mogłabym tak zniknąć z dnia na dzień? — zapytała, jakby sama próbowała zagłuszyć własne wątpliwości.
Odrzuciła na bok wszystkie przypadkowe zdarzenia, nagłe zwroty akcji i ryzyko zawodowe. Nie wszystko dało się przecież przewidzieć. Nie na wszystko miało się wpływ, bo los bywał kapryśny. A jednak, jeśli spojrzeć na to całkiem trzeźwo, Darling nie była zupełnie bezsilna. Były decyzje, które należały wyłącznie do niej. Mogła wybrać spokój zamiast adrenaliny. Tyle że łatwiej było o tym myśleć niż naprawdę coś zmienić.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
Prepare for the cold
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Do you wanna be more than friends?
And see through my eyes
Picturing us in your bedroom
And you between my thighs
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bardzo starała się nie rozmyślać i nie poświęcać dzisiaj zbyt wiele uwagi swoim kretyńskim pomysłom. Szło jej naprawę nieźle. Jak na jej standardy, to właściwie wybitnie. Oczywiście, że zdążyła popaść w kilka drobnych szaleństw, ale pozbycie się ich w pełni było właściwie niemożliwe. Poza tym, większość z nich była pozytywna. Myśli skupione na potencjalnym porzuceniu i pokruszeniu serca naprawdę wzięły sobie urlop. Taki w jej stylu! Niby nie były obecne w pracy, ale jednak czasem odpowiadały na dostarczane im wiadomości, a potem znów ciskały komunikacją w kąt, odsuwając się w czeluści umysłu na kolejne godziny. Im było później, im bardziej była zmęczona, tym trudniej było utrzymać to wszystko w ryzach. Teraz panowała nad tym głównie radość, jaką sprawiła jej dzisiaj Teddy. Euforyczne stany świeciły się w jej bani z taką intensywnością, że te smutne po prostu nikły. Waliły kolorowymi neonami na tyle mocno, że nawet nazwanie jej przyjaciółką nie wzbudziło większych podejrzeń. Przecież nią była, wszystko się zgadzało! Może i od niedawna trochę ją to określenie drażniło, ale była już zbyt dojrzała, by się wściekać na coś takiego. Od lat przecież nie wkurza jej, że jest niska, od lat nie przejmuje się tym, jak bardzo musi się nastarać, by wyprostować sobie włosy. Przyjmuje te rzeczy z dobrodziejstwem inwentarza. Zawsze przecież może założyć szpilki i kupić perukę. Na najlepszą przyjaciółkę też znajdzie jakiś sposób.
— Wiem, że tak nie znikniesz, ale lubię słuchać, jak o tym mówisz. — Obróciła się, kładąc się z powrotem na plecy. Poczuła, jak rozluźniają jej się mięśnie ramion. Nawet nie zauważyła, w którym momencie je spięła, co było dziwaczne, bo zrobiła to wyjątkowo mocno. Ocknęła się, bo przestała czuć palący ból i to jej ciału wydało się nietypowe. Durne ciało.
— Musisz to mówić dużo częściej. — Podniosła rękę i przejechała palcami po jej policzku i dolnej wardze. Uśmiechnęła się w końcu pod wpływem znajomego odczucia. W ogóle nie brała teraz pod uwagę losowych okropieństw. Wiadomo, że Darling była na nie bardziej narażona, ale w większości to jednak nie były jej wybory. Czasami z siłą wyższą nie dało się wygrać i przecież Finch dobrze o tym wiedziała. Te lęki nie miały niczego wspólnego z jej śmiercią.
— Naprawdę doskonale się dzisiaj bawiłam, wiesz? Nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio zaliczyłam aż tak udaną... — zawahała się na sekundkę. No dawaj, April, wymyśl odpowiednie słowa — ... interakcję społeczną... i przygodę. — Wow. Okej. No trudno. Zmarszczyła brwi, nie mogąc uwierzyć, co właśnie wypuściła z mordy. Desperacka próba ucieczki od nazywania tego spotkania po imieniu szła jej wyjątkowo źle. Teddy powinna wziąć się za pracę kreatywną, a April za łopatowanie. Nic więcej jej nie czeka.
— Nikt tak doskonale nie odpowiada na wszystkie moje durne zachcianki. Mogłabym dodać, że jesteś najsłodsza na świecie, ale akurat to już chyba dzisiaj mówiłam, nie? — Odwrócenie uwagi od własnej porażki komplementami to była bardzo dobra strategia. Taką miała nadzieję. Dla dopełnienia tego fortelu uśmiechnęła się jeszcze uroczo.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mogła zapewniać ją o tym bez końca, jeśli tylko było trzeba. O tym, że nie rozpłynie się nagle w powietrzu, pociągnięta własnym kaprysem, jakby wszystko, co je do tej pory łączyło, było jedynie chwilową zachcianką. Gdyby naprawdę miała odejść w taki sposób, zrobiłaby to dawno temu. Piętnaście lat wcześniej. Albo dziesięć. Albo w zeszłym roku. Ale to tak nie działało. April jednak potrzebowała słyszeć to częściej, niż Teddy się spodziewała. Jakby sama obecność nie wystarczała i dalej obawiała się, że pewnego dnia obudzi się i Teddy po prostu już nie będzie.
Jak dużo częściej? — zainteresowała się, mrużąc oczy. — Codziennie? Czy wystarczy raz w tygodniu? Ty zdajesz sobie sprawę, że normalnie na takie coś wykupuje się comiesięczną subskrypcję? — uśmiechnęła się, kiedy przyjaciółka obróciła się na plecy. Odgarnęła jej kosmyk włosów z czoła i przejechała kciukiem po policzku.
To był naprawdę dobry dzień i Darling jeszcze przez długi czas będzie wspominać tę... Interakcję społeczną. Przygoda była nieziemska, ale wciąż nie była randką. Och, no dobrze. Wprawdzie Teddy poczuła się w środku strasznie głupio, a żołądek zawiązał jej się na ciasny supeł, ale chyba za dużo sobie po prostu wyobrażała. To nie powinno być takie istotne, prawda? Najważniejsze, że tak wspaniale się bawiły! Były w muzeum, a przecież Darling nie chodzi po muzeach, potem zjadły w fast foodzie, kupiły pierwsze meble do swojego wyimaginowanego, którego i tak nigdy nie będą miały, a całość przypieczętowały wspólnym tatuażem. Tak właśnie bawią się przyjaciele! Tylko dlaczego czuła się jak skończona kretynka?
Bardzo starała się, żeby nie dać niczego po sobie poznać, dlatego uśmiechnęła się błyskawicznie i pokiwała energicznie głową. Z trochę przesadnym entuzjazmem, jak na nią, ale w końcu miały zajebiste tatuaże, powinny się radować!
Tak, było rewelacyjnie! Powinnyśmy robić spontaniczne rzeczy regularnie — powiedziała, bo przecież słowo randka teraz nawet nie przeszłoby jej przez gardło, choćby miała się tutaj udusić. — Poczekaj, nie przypominam, żebyś mówiła mi dzisiaj najsłodsza — dodała z udawaną powagę. Oczywiście, że April to mówiła, ale czemu miałaby nie napomknąć o tym jeszcze raz czy dwa? — Naprawdę nie musisz się ograniczać, na komplementy nie jest nałożony żaden limit. Co, jeśli mam pamięć złotej rybki? — westchnęła ciężko, ale oczy jej się śmiały. Teddy naprawdę wolała teraz mówić, żeby nie myśleć o tamtej interakcji społecznej, którą pomartwi się później i po cichu rozłoży sobie na części pierwsze. Ale to później, nie będzie w tym momencie psuć sobie na siłę humoru!
Wcale nie jest łatwo sprostać twoim durnym zachciankom. To znaczy, dla mnie to prościzna, ale ktoś inny będzie miał z tobą przejebane. Dalej zastanawiam się, po co właściwie wzięłaś tamtą pluszową ośmiornicę. Ile ty masz lat? Pięć? — złapała jej nos między palec wskazujący i środkowy, jakby chciała go ukraść. bo właśnie tak zachowują się dojrzałe trzydziestolatki.
Nie, to ani trochę nie było podejrzane, że Darling odpaliła się nagle i zaczęła tyle gadać. Ze skrajności w skrajność, bo albo milczała, albo paplała jak potłuczona. Powinna w końcu usiąść i popracować nad wyśrodkowaniem własnych emocji. Mogło to wynikać z przyzwyczajeń praktykowanych już w dzieciństwie albo odbijającej się na niej postawie rodziców, ale nie wyniosła z domu rodzinnego żadnych traum. Najwyraźniej była spaczona sama w sobie i państwu Darling trafił się wadliwy egzemplarz.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
Prepare for the cold
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Do you wanna be more than friends?
And see through my eyes
Picturing us in your bedroom
And you between my thighs
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słodkich słów, zapewnień i wyznań mogłaby słuchać bez końca. Najprościej pewnie byłoby ponagrywać jej to wszystko na głosówki i pozwalać odtwarzać, kiedy tylko będzie miała ochotę. Na pewno ułatwiłoby to życie wszystkim dookoła, również jej. Pewnie w końcu by się znudziła, bo ile można słuchać dokładnie tego samego wypowiedzianego dokładnie w ten sam sposób? Na dłuższy czas byłby jednak święty spokój.
— Raz w tygodniu wystarczy. A twoją zapłatą jest przebywanie w moim wspaniałym towarzystwie. To jest warte więcej niż każdy hajs, jaki przelew Netfliksowi, prawda? — Uniosła brew, obserwując ją podejrzliwie. A niech tylko spróbuje zaprzeczyć! Subskrypcje wciąż drożały, nikt już nie był w stanie się w nich połapać, a na pewno nie April. Nieważne jednak, ile za to wszystko płaciła, na bank była warta więcej. Przecież jest bezcenna.
Cieszyła się, że Darling znowu zaczęła okazywać entuzjazm. Może nieco przesadzony, ale lepsze to niż nic. W studiu sprawiała wrażenie nieco przygaszonej. A przecież tam też się dobrze bawiły! Może to taki chwilowy zjazd energii w ciągu dnia? Obie dobiły się jeszcze scrollowaniem telefonów, zamiast zdrzemnąć się w trakcie oczekiwania na dziarkę tej drugiej czy coś. Tak, to na pewno przez to. Wahania nastroju nie mogły mieć nic wspólnego z obecnością Vanty. Humor April przecież się od tamtej interakcji społecznej jeszcze bardziej poprawił.
W głowie zaczęła już robić selekcję wśród cech, które najbardziej w Teddy uwielbiała. Chciała zacząć wymieniać od tych ze środka listy i piąć się w górę, by poczuła, że dawka komplementów na dziś została porządnie zaspokojona. Problem w tym, że chwilę później przyjaciółka śmiała się jej czepić. Podniosła się oburzona z jej kolan.
— Po pierwsze, maskotki są dla wszystkich, nie mają żadnych ograniczeń wiekowych. Po drugie, ośmiornice mają niebieską krew i trzy serca wypełnione energią i miłością do wszechświata, więc są trochę jak ja. — Wycelowała w nią palcem, marszcząc groźnie brwi. Takiej potwarzy nie zostawiłaby przecież bez komentarza. Jeszcze tego brakowało, żeby ktoś jej zarzucał niedojrzałość.
— Po trzecie, oddawaj mój nos. — Otworzyła dłoń, podsuwając ją w stronę strażaczki. Nie ma takiego zabierania, to był jej nos i może ona wcale nie miała ochoty się dzisiaj nim dzielić? Okej, miała przecież (metaforycznie?) trzy wielkie serca, więc nie mogłaby odmówić jej nosa. Machnęła ręką ze zrezygnowaniem. Wytrzyma jakoś bez nosa. Przysunęła się z powrotem, ale szybko pojęła, że siedzenie obok było kiepskim pomysłem. Dziś zbyt dobrze czuła się bezpośrednio na Darling. Ponownie usadowiła się na jej kolanach, opierając łydki na kanapie po obu stronach jej bioder. Ujęła delikatnie jej twarz w dłonie i przesunęła kciukami po jej policzkach w czułym, pieszczotliwym geście.
— A po czwarte, jesteś zdecydowanie najsłodsza — zaczęła dużo spokojniejszym tonem, bo przecież teraz mówiła już całkiem na poważnie. Przesuwała wzrokiem po jej włosach, nosie, ustach i podbródku, starając się wybrać ulubiony fragment jej twarzy, ale okazało się to niemożliwe. Skupiła się po prostu na oczach.
— Jesteś najlepszą osobą, jaką znam. Masz dużo większe i cieplejsze serce, nawet od tych potrójnych. Nigdy chyba nie przestaniesz zaskakiwać mnie tym, jaka potrafisz być ujmująca i czuła. —Splotła dłonie na jej karku i przymknęła na moment oczy. Z niemożliwym do zmazania uśmiechem całowała jej policzki.
— Cholernie imponuje mi twoja odwaga. Nie ogarniam, jakim cudem potrafisz zrobić właściwie wszystko. Gotujesz, wkładasz lustra do samochodów, jeździsz na nartach, wiesz, czytać mapę, umiesz migać, skręcić szafkę, nawet grać na gitarze. — Parsknęła cicho, bo akurat w tej ostatniej kwestii czekała ją jeszcze jakaś droga, zanim osiągnie mistrzostwo. Ale była na dobrej drodze! Szczerze wierzyła, że gdyby tylko przyjaciółka przyłożyła się do nauki, to szybko by ją nadgoniła i mogłyby sobie razem wieczorami jamować.
— No i jesteś tak przy tym wszystkim tak, kurwa, zabawna. Nikt inny nie potrafi mnie rozśmieszyć tak szybko i tak bardzo jak ty. — Zacisnęła palce na lamówce jej koszulki. Nie było chyba nic ważniejszego od umiejętności rozbawiana jej. April oszalałaby przy kimś, kto nie lubił się śmiać i nie nadążał za jej poczuciem humoru. Błyskawicznie i spektakularnie zapadłaby się w sobie, gdyby nie miała obok kogoś, dzięki komu ciągle ma ochotę się uśmiechać i śmiać.
— Dlatego chcę żebyś to ty spełniała moje durne zachcianki, nie ktoś inny — dodała szeptem, przyciągając ją bliżej zdecydowanym szarpnięciem. Złączyła ich wargi w długim, głębokim pocałunku, równie słodkim i czułym jak te wszystkie komplementy.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Stać ją było zdecydowanie na więcej niż nagrywanie nadprogramowych głosówek z komplementami na zapas, które April mogłaby odtwarzać w kółko, aż stracą świeżość. Teddy mogła przecież każdego dnia mówić jej coś miłego. A jeśli już nie na żywo, to przynajmniej codziennie wysyłać nowe nagranie, jedno jedyne, stworzone specjalnie na ten dzień, zamiast powtarzalnych słów zakonserwowanych na później.
Uśmiechnęła się pod nosem. To była absolutna prawda. Towarzystwo przyjaciółki było jednocześnie bezcenne i najdroższe ze wszystkich dóbr, jakie posiadała. Darling nie zamieniłaby go na nic innego, nawet na obietnice łatwego życia i bogactw. Nawet gdyby oferowano jej miliony monet, bez wahania wybrałaby biedę, byle tylko móc dalej mieć Finch u swojego boku. To głupie, ale romantyczne, a ona skrywała w sobie niepoprawny romantyzm, którym może nie szastała na lewo i prawo, ale zaskakiwała nim w najmniej oczekiwanych momentach.
Ale była też małym złośliwcem i, o boże, jak strasznie korciło ją, żeby rzucić jakąś uszczypliwością, kiedy April porównała się do ośmiornicy z trzema sercami. Aż paliło ją na języku, żeby zauważyć, że to pewnie dlatego potrafiła obdarzać swoją miłością wszystkie kobiety na świecie w Toronto. Ostatecznie jednak zagryzła policzek od środka. Wytrzymały już tak długo bez sprzeczki, że szkoda było psuć tę równowagę jednym, choć trafnym, komentarzem.
I mam przez to rozumieć, że zawalisz całe nasze mieszkanie maskotkami? — cmoknęła, udając, że to jej przeszkadza. Ale co ona mogła? Pewnie i tak zgodziłaby się na wszystko. Nie dlatego, że była taką cipą, ale dla świętego spokoju. I właśnie dlatego, żeby sprawić Finch przyjemność.
Ale potem przyjaciółka bezceremonialnie wlazła jej na kolana i zaczęła mówić takie rzeczy, że Teddy te kolana zwyczajnie miękną. Zupełnie jakby ktoś wyjął z nich całą stanowczość i zostawił samą watę. To nic, że April bez nosa wyglądała jak Voldemort, w tej chwili nie miało to absolutnie żadnego znaczenia! Była ciepła, bliska i uśmiechnięta, a jej obecność skutecznie wymazywała wszelkie niedoskonałości świata.
Darling uśmiechała się na każdy komplement i na każdego buziaka, przyjmując je z rozczulającą szczerością, czując, jak serce topnieje jej w piersi niczym lód wystawiony na słońce. Miała wrażenie, że jeśli to potrwa choć chwilę dłużej, przestanie czuć ciężar własnego ciała. Gdyby tylko było to możliwe, zaczęłaby unosić się kilkanaście centymetrów nad chodnikiem, zupełnie nie przejmując się grawitacją ani spojrzeniami przechodniów.
Wszystko w niej zdawało się nagle zgadzać. Faktycznie potrafiła robić wiele rzeczy, z których na co dzień nawet nie zdawała sobie sprawy. Była odważniejsza, czulsza i silniejsza, niż sama o sobie myślała. Tylko z tym graniem na gitarze trochę się zagalopowała. No dobrze, może nawet bardzo. Ale teraz Teddy postanowiła obrać to za punkt honoru. Nauczy się grać. Choćby miała odciski na palcach i rozstrojoną gitarę przez pół roku, byle tylko jej słowa nie mijały się z prawdą.
Hej, bo zaraz obrosnę w piórka i stąd odfrunę — zaśmiała się cicho, patrząc jej prosto w oczy. Cholera, jak ona uwielbiała te oczy. Potrafiły rozbroić ją jednym spojrzeniem. — A może to ty masz tak kiepskie poczucie humoru, że śmiejesz się z moich głupich żartów? — zapytała, unosząc jedną brew w prowokacyjnym geście.
Na resztę nie zdążyła odpowiedzieć. Przyjaciółka pochyliła się nagle i pocałowała ją z taką namiętnością, że Teddy zakręciło się w głowie. Serce przyspieszyło jej gwałtownie, a myśli rozpierzchły się jak spłoszone ptaki. Dobrze, że siedziała, bo w innym straciłaby równowagę i upadła. A przecież już wystarczało, że traciła głowę dla April. Odruchowo objęła ją mocno w pasie, jakby bała się, że jeśli puści choć na chwilę, ta chwila pryśnie bezpowrotnie.
Spełniam twoje zachcianki odkąd tylko pamiętam — wyszeptała między kolejnymi muśnięciami ust. — Nie widzisz tego? — mruknęła prosto w jej rozchylone wargi. — Nawet dzisiaj, na tej randce... — urwała, łapiąc się na tym, co właśnie palnęła. — No wiesz, na tej... Jak ty to nazwałaś? Ach tak, interakcji społecznej. Nawet dzisiaj je spełniałam. Owinęłaś sobie mnie wokół palca, a ja nawet jakoś szczególnie się przed tym nie bronię — parsknęła zduszonym śmiechem i tym razem to ona ją pocałowała. Jej palce wślizgnęły się w jasne włosy April, przyciągając ją bliżej. I jeszcze bliżej. Przez chwilę Teddy nie potrafiła już powiedzieć, gdzie kończy się ona sama, a gdzie zaczyna April. I, szczerze mówiąc, wcale nie była pewna, czy chce to wiedzieć.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
Prepare for the cold
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Do you wanna be more than friends?
And see through my eyes
Picturing us in your bedroom
And you between my thighs
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wybierając ośmiornicę w ogóle nie spodziewała się, że mogłaby wzbudzić w kimkolwiek negatywne odczucia. Była przecież uroczą maskotką. Spędziłaby z nimi czas w trakcie przeprowadzki do wspólnego domu, a potem mogłaby skończyć jako zabawka dla psa, który by do nich dołączył. Na pewno by mu się spodobała, w końcu miała takie fajne macki do szarpania! Macki świetnie spełniłyby się też jako kolejny zapalnik do kłótni. Nie dość, że serce April było pojemne jak przedwojenna wanna, to jeszcze była w stanie opleść nimi każdą nieuciekającą zbyt szybko dziewczynę w mieście i jego okolicach. Była przecież wyjątkowo puszczalskim zwierzakiem bez żadnych wymagań. A przynajmniej tak pewnie myślała o niej Teddy. Albo tak myślałaby April, że myśli Teddy, jak znowu wytknęłaby jej te nieszczęsne baby. Na szczęście tego nie zrobiła, a maskotka pozostała maskotką. Jedną z niewielu, jakie będą miały, nie potrzebowała ich aż tak dużo!
Mogłaby tak wymieniać do białego rana. Ceniła w niej całą masę rzeczy. Najmniejsze drobiazgi były w stanie ją rozczulić i podsycić uwielbienie, jakim ją darzyła. Nawet jak głupkowato wykręcała się z komplementów, podśmiechując się z Finch, zamiast po prostu je przyjąć, nie potrafiła spojrzeć na nią nawet krztynę gorzej. To nie tak, że nie dostrzegała jej wad. O nich też miałaby wiele do powiedzenia. Ale to były drobiazgi, które tylko dopełniały obraz jej osobowości. Każdy z tych niuansów była w stanie przetrzymać, a bez nich na pewno nie byłaby oczarowana nią tak bardzo. Trzymała mocno za jej koszulkę, jakby faktycznie groził jej jakikolwiek upadek. Była łamagą, ale nie aż taką. Potykała się na prostej drodze regularnie, ale nie spadała z kanap. Z drugiej strony, od smaku ust Teddy mogło zakręcić jej się w głowie tak bardzo, że nigdzie nie byłaby bezpieczna.
Wyłapała słowo randka, zanim jeszcze na dobre rozbrzmiało w mieszkaniu. Miała ochotę zarówno z niej natychmiast zejść, jak i bez pamięci się w nią wtopić. Skupienie się na dalszych słowach było dla niej cholernie trudne, ale warto było się postarać. Poczuła jak włoski na karku stają jej dęba i przestanie mieć jakiekolwiek pojęcie, jak się oddycha. Kolejny pocałunek odebrał jej jakiekolwiek możliwości, by się ogarnąć. Całowała ją przez kolejne sekundy, minuty, godziny i dni. Albo tylko przez chwilę nie dłuższą niż uderzenie serca? Cholera wie, czas przestał poruszać się w ustalonym przed wiekami tempie.
— Czyli to jednak była randka? — Musiała dopytać. Oszalałaby, jeśli zostawiłyby to wszystko niedoprecyzowane, a jej rozpędzony umysł wykończyłby ją jeszcze tej nocy. Zarozkminiałaby się a śmierć, poranek by po prostu nie nadszedł.
— Teddy, zaprosiłaś mnie na randkę? — dopytała raz jeszcze, ujmując jej twarz w dłonie i kierując prosto na siebie. Chciała słyszeć potwierdzenie jak najwyraźniej, chciała patrzeć jej w oczy, gdy będzie to powtarzać i chciała wyczytać z niej wieloakapitową recenzję ich interakcji społecznej.
— Zaprosisz mnie na następną? — To również kluczowe pytanie. Miała za sobą dziesiątki pierwszych ranek (jak każda puszczalska zdzira), ale przecież nie wszystkie przeradzały się w następną. Wielokrotnie ją porzucano, olewano albo friendzonowano. To ostatnie pewnie przyszłoby Darling z największą łatwością. Jeszcze kilka dni temu zamartwiła się, że tak właśnie będzie i to jeszcze zanim poszły na oficjalną randkę.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
ODPOWIEDZ

Wróć do „#6”