Strona 3 z 5

las vegas parano, baby

: ndz mar 01, 2026 9:51 am
autor: Madox A. Noriega
Biorąc pod uwagę fakt, że wszyscy są piękni, a ślub został zawarty legalnie, bla, bla, bla, bla... to mogą już iść.
Szkoda tylko, że na substancjach nielegalnych, wymieszanych w różnych proporcjach, a było ich co najmniej trzy, ale do końca nie wiadomo, bo jak weszła kolejna kreska, to może to już nie był koks. Inaczej trochę uklepał. Na dobrą sprawę też nie wiadomo czemu Trump ma taki toksyczny kolor...
- Tylko weźcie sobie Shreka, jest najlepszy - oczywiście, że Madox musiał powiedzieć tej parce, która stała po nich w kolejce. Tylko, że nie przemyślał sprawy, bo ona chce Elvisa, a on chce Shreka i rozpętał tym pierwszą kłótnię przedmałżeńską nawet jeszcze. Zdarza się, więc Madox machnął ręką i ciągnie Willa na bok, żeby im dali przestrzeń, sobie zresztą też.
- To dawaj najpierw kreskę - Madox już chciał dorzucić, ćpun jeden, chociaż piguły wciąż trzymają, a on chyba z osiem razy przestąpił z nogi na nogę zanim poszli dalej - a możemy na maszynki? Ale nie mam pieniędzy... - ale teraz to chyba ma, bo przecież jak jest mężem Williama, to był bogaty? Przegrzebał kieszenie, ale on ma tam same prochy, bo tak, telefon w pokoju, portfel też, a siedem stów od męża już wydał na prywatną obstawę z tancerek, które za nimi łaziły.
- A gdzie mój kapelusz od Dolly Parton?! - Madox trochę spanikował, ale się ogląda i ma go ta brunetka, no i dobrze. Tak się zaaferował kapeluszem, że nawet nie zwrócił uwagi na to, że William wszystkim pokazuje faki, tylko myślał, że on się nim chwali tak bardzo.
Tylko później się pojawia ten wielki chłop i zaczyna się drzeć na... jak się okazało, ich tancerki.
- Ej no grzeczniej trochę... - zaczął Madox, tylko potem gość rusza na Willa, no to teraz, to już się trzeba bić. Ale przecież Noriega, który dostał po tym ślubie mocy Spidermana, to się mógł bić. Zresztą on zawsze mógł. A jeszcze o swojego męża to już w ogóle. Tylko, że tamte dziewczyny już szarpią faceta za fraki, no i w sumie lepiej niż jakby go miał wyszarpać Madox, bo po pierwsze mógłby mu zrobić krzywdę, a po drugie to on wciąż był empatycznie wypierdolony, więc byłoby mu smutno, jakby się bił. Poklepał za to Patelka po główce, pac pac.
- Dobra Will… może jednak... oddajmy już te tancerki innym ludziom? Są piękne, zdolne i mądre, i wspaniale się z nimi bawi, ale sądzę, że ktoś też chciałby zobaczyć jak tańczą - i oparł mu rękę na ramieniu, a potem spogląda z boku na dziewczyny. Ale ona piszczą, że nie chcą. A John mówi, że za dwie stówki mogą się z nimi pobujać jeszcze godzinę. To Las Vegas to tylko pieniądze i pieniądze wszędzie, aż Madox rozłożył ręce.
- Ja wiem, że teraz jestem bogaty dzięki mojemu mężowi, ale w kieszeni mam tylko jeden żeton - no i wyjął ten żeton i im pokazuje, znalazł go jak wyszli z kaplicy na podłodze, to sobie wziął. Jakimś cudem oni się znaleźli przy ruletce i Madox tym swoim jednym żetonem...
- Dobra, obstawiam 13 - a wszyscy co, jak to, bo się okazało, że to jakiś mocny żeton. No i stoi przy tym stole z ruletką, dwóch ćpunów, wielki jak Dąb Bartek John i dwie tancerki. A koło się kręci... Kręci... I kręci.

William N. Patel

las vegas parano, baby

: ndz mar 01, 2026 11:10 am
autor: William N. Patel-Noriega
- Jebniemy już w kasynie - mówię do Madoxa, chociaż kusiło żeby się rozsypać na jakimś blacie gdzieś po drodze, bo pod każdą ścianą tutaj stała jakaś komoda albo szafka chyba właśnie po to żeby było z czego wciągać - Możemy no, ja jeszcze coś mam - chociaż tak naprawdę to nie wiem ile, trochę już poszło w klubie, potem na ślub, potem musiałem dopłacić za Shreka i już straciłem rachubę, dobrze że jeszcze w walizce coś zostawiłem na wszelki wypadek, bo mogłem się spodziewać, że jak pójdziemy, z Noriegą w tango to wydamy więcej niż zakładałem, chociaż prawdę mówiąc zakładałem, że rozjebiemy tu całą górę siana. Jak się bawić to się bawić, drzwi wyjebać nowe wstawić, czy jakoś tak. Patrzę na Madoxa jak mówi o tych tancerzach i już w ogóle nie zwracam uwagi na to, że oni się tam jeszcze szarpią. Smutno mi się robi, ale mąż chyba ma rację, niech inni też się trochę poopalają w blasku ich zajebistości - Ale ja chciałem, żeby one z nami wróciły do Kanady, moglibyśmy zamieszkać u mnie w czwórkę no i jeszcze z Peach, tęsknię za Peach - mówię i robię smutną minę, bo teraz tęskniłem za Peach, za Ricardo i nawet za Charlotte. Jeszcze one mówią, że nie chcą iść, a ochroniarz, że za dwie stówki mogą zostać, więc wciskam ręce w kieszenie i wywlekam je na drugą stronę, a tam tylko popers i pięć dych, co mi rozmienili przy dopłacie za Shreka. John gada, że nie ma pieniędzy, nie ma laseczek i już mają odchodzić, ale wtedy Madox wyciąga ten żeton i obstawia, a my wszyscy się zatrzymujemy i patrzymy jak koło się kręci, kręci, kręci i kręci aż zatrzymuję na... 13 - Hahaha! Wygraliśmy! Jesteśmy bogaci! - nie to żebym ja nie był już wcześniej, ale teraz jeszcze bardziej, zresztą to nasze pierwsze wspólne pieniądze. Obejmuję Madoxa i przez chwilę skaczemy w kółko z radości, aż krupier nas pyta czy gramy dalej - Nie, chcemy dostać taki wielki czek, a potem wypłacić gotówkę, a potem kupić nowe żetony i przejebać połowę na maszynkach - kiwam głową. Nie wiem czy to jest możliwe w ogóle, taka kolej rzeczy, ale krupier kiwa głową i mówi, że spoko może być. Mija chwila i faktycznie nam przynoszą taki wielki czek i łapiemy go z Madoxem z jednej strony, a ktoś łapie z drugiej i nam wyrywa - Ej, co robisz to nasz czek! - marszczę brwi, patrząc na dziewczynę, która się nagle zmaterializowała przy nas, a ona na to - Wcale nie, on powinien być mój, to był mój żeton, idę za wami, jebane ćpuny, od tej pieprzonej kaplicy i próbuje go odzyskać, ale ktoś tu chyba przesadził z pizganiem - rzuca wkurzona. W sumie mogło tak być. Przeciąga czek w swoją stronę, a ja znowu w naszą - Ale to on postawił na trzynastkę, zresztą to jest na nasz miesiąc miodowy, odwal się - no bo jestem porobiony, ale mnie wkurzyła teraz ta typiara i nie zamierzam się z nią dzielić. Wolę się podzielić z tancerkami i nawet z ich ochroniarzem, chociaż cała trójka znika gdzieś, nie wiem nawet kiedy, pewnie wtedy jak tamta idiotka zaczyna robić awanturę.

Madox A. Noriega

las vegas parano, baby

: ndz mar 01, 2026 11:50 am
autor: Madox A. Noriega
Na tą propozycję mieszkania we czwórkę z tancerkami, to Madox uniósł obie brwi, bo z jednej strony była zajebista, on tyle czasu mieszkał sam, a teraz to ciągle z kimś i to w sumie było świetne, jak wracał do domu a tam była...
- A ja za Pilar… Ciekawe co robi - odchylił do tyłu głowę i się nad tym zastanowił, ale tylko chwilę, bo zaraz klepnął Williama w ramię - napiszę im smsa - tylko, że nie miał telefonu, więc nie napisał.
Zresztą już stoją przy stole do ruletki, a Madox trzyma jedną ręką kciuki, a drugą Williama, kiedy koło się tak kręci i kręci. Ale przecież Noriega to był dziecko szczęścia, on miał tego swojego głupiego farta, i kulka już przeskakuje na 14, a nagle cyk myk i wraca na 13! Tak musiało być.
Wszyscy się cieszą, a oni razem z nimi, skaczą sobie dookoła. Madox to już chciał powiedzieć, że gra dalej i by pewnie wtedy wszystko przejebał, bo z nim to tak było, że w jednej sekundzie miał farta, a w drugiej już pecha, ale na SZCZĘŚCIE William mówi, że nie grają. Po to właśnie mu był mąż, żeby czasem mu tak rozsądnie powiedzieć.
- No co ty, a jak byśmy wygrali znowu? - jeszcze się trochę buntował, ale zaraz oni mówią o tym wielkim czeku i Madox już kiwa głową, że tak, chcą go.
I zaraz już trzymają ten wielki czek, bo się okazało, że oni wygrali... MILION, a co. Jak się bawić, to się bawić. Teraz są milionerami, co prawda na dwóch to półmilionerami. A zaraz się okazuje, że już nawet nie pół, bo jakaś babka im ten czek szarpie.
- Zostaw naszą forsę! - już się szarpią z tym czekiem we troje, ale tamta wcale nie puszcza, tylko czerwone paznokcie mocniej zaciska na kartonie. A jeszcze do tego nawija, że to jej żeton. No jak jej? Jak to bożek Losu i Kasyna im go zesłał, jako prezent ślubny.
- Pojebało cię, to był mój żeton - Madox niby był teraz przepełniony empatią, ale jednak też go denerwowała.
- No przecież wołałam i machała do was, że to mój żeton! - warknęła i ciągnie znowu czek. Mogło tak być. Ale to jednak Madox wybrał 13, więc on zaraz kiwa głową, kiedy William to powiedział.
- Tak, to ja wybrałem trzynastkę, a ty co byś niby wybrała? - już się do niej przysunął i teraz on trzyma na środku ten czek.
- Trzynastkę! - krzyknęła, ale wtedy przychodzi jakiś gość z aparatem i im robi fotki, we trójkę. A potem jeszcze właściciel kasyna im gratuluje i daje jakieś plakietki na szyję do sekcji VIP. I wtedy Madox się kapnął, że nie ma kapelusza.
- Ja pierdole! Gdzie mój kapelusz Dolly Parton? - aż puścił ten czek i się rozgląda za kapeluszem, ale tancerek już nie ma. Dziewczyna chciała wykorzystać okazję i szarpnęła za czek, William też za niego szarpnął, i co?
I stał się taki cud, że czek złapał Madox, a tamta wariatka poleciała z Willem na podłogę, nie wiem jak, ale wszechświat w tym momencie rządził się swoimi prawami.

William N. Patel-Noriega

las vegas parano, baby

: pn mar 02, 2026 5:16 pm
autor: William N. Patel-Noriega
- No to pogramy jeszcze później - zapewniam Madoxa, energicznie kiwają głową. Noc była jeszcze młoda, chociaż szczerze mówiąc nie miałem pojęcia która jest godzina i ile czasu już łazimy po tym hotelu. Ale miałem ochotę przywalić kolejną dawkę białych węży, więc chyba Trumpy wreszcie zaczęły trochę puszczać, chociaż czasem bywało tak, że myślisz, że już po, a wtedy klepie cię jakby na nowo, taki wykres w górę i w dół jak ten co przedstawiał moje relacje z Kovalski. Milion to była kupa kasy, nawet dzielona na pół i ja już sobie zaczynam wyobrażać, że w takim razie powinniśmy prosto z Vegas ruszyć z Madoxem na jakieś Bahamy albo inne Hawaje, w ramach miesiąca miodowego. Nawet bym się zgodził, żeby wziąć Pilar o ile oczywiście ja też mógłbym kogoś zabrać. Tylko te fantazje przerywa mi jakaś wariatka, która się zaczyna z nami szarpać. No nie doczekanie żeby cokolwiek dostała, skoro ja w myślach już to siano wydawałem na kolejne przyjemności. Wchodzimy w słowne przepychanki, a ona wrzeszczy, że też by wybrała trzynaście, na co ja - Tak? Na pewno! Udowodnij! Podaj szybko jakąś liczbę! - a ona niemal od razu powtarza trzynaście! i ja zerkam na Madoxa jakby to faktycznie był jakoś dowód na jej prawdomówność. Już otwieram usta, żeby się skonsultować z mężem co robimy, ale przerywa nam jakiś facet z aparatem, a potem sam właściciel kasyna, który nam ściska po kolei wszystkie ręce, mnie to chyba nawet ze dwa razy, bo się trochę pojebał i zaprasza do sekcji VIP. W sumie jestem ciekaw co tam może być w tej całej sekcji VIP i nawet sobie myślę, że to będzie na pewno świetne miejsce żeby się wzmocnić kolejną kreską, ale wtedy Noriega, a właściwie to już Noriega-Patel zaczyna o tym swoim kapeluszu, a tamta babka ciągnie za czek, ja nie daję za wygraną, ciągnąc mocniej w swoją stronę i zanim się zdążę obejrzeć to już obydwoje leżymy na ziemi - ja na dole i ona na mnie, a Madox zostaje z wygraną w ręku - Szybko! Biegnij do sali dla VIPów! - krzyczę do męża, żeby brał nogi za pas i spieprzał z naszą nagrodą, ale chyba nie powinienem ujawniać potencjalnej kryjówki? Szczególnie, że ona też dostała tę plakietkę i była w sumie takim samym VIPem jak i my- A ty mnie przestań obmacywać, ja mam męża - próbuję ją od siebie odepchnąć, a ona dosłownie w jakimś szale i amoku zaczyna mnie okładać pięściami wszędzie gdzie tylko trafi - Ała! Ale nie w twarz! - zasłaniam się i wołam jeszcze ratunku! i pomocy! Normalnie to bym jej oddał, bo nie posiadanie penisa między nogami nie daje jej prawa żeby mnie tak okładać, ale się trochę boję, że bym ją dosłownie znokautował jednym ciosem, a ja mimo wszystko nie chcę jej zrobić krzywdy. Wokół zbiera się już tłum innych ludzi i krzyczą walka! a gdzieś pomiędzy tymi krzykami słyszę, że ktoś zbiera zakłady kto wygra. Pieprzeni hazardziści.

Madox A. Noriega-Patel

las vegas parano, baby

: pn mar 02, 2026 6:39 pm
autor: Madox A. Noriega
No i zajebiście, Madox chciał pograć jeszcze później, więc pokiwał głową na te słowa Williama, oni w ogóle tak obaj kiwają intensywnie tymi głowami, jak te pieski, które jeździły kiedyś na tylnej szybie samochodów. A jak tak kiwali to jakieś mieli takie wspólne fluidy, bo Madox też sobie myślał o wakacjach, tylko, że on by jednak chciał na nie zabrać Pilar. Właściwie to jak ten Trump zaczął trochę schodzić, to on się zaczął zastanawiać, czy Pilar go przypadkiem nie zajebie i nie upozoruje jego śmierci na przykład. I to nie chodziło o ten milion, który wygrali, tylko bardziej chyba o to, że on chciał, żeby ona została jego żoną. Ale naprawdę chciał.
Ale dzisiaj też chciał, żeby William został. A najbardziej to chciał, żeby ta babka, co im ten czek szarpała, to się jednak od nich odwaliła. Ale ona wciąż krzyczy to trzynaście i trzynaście. Już mieli to obgadać z Patelkiem, bo Madox widział, jak on na niego patrzy, ale wtedy zaczęli im robić zdjęcia, no i trzeba było zapozować. Nagle się wszyscy przestają dochodzić i sobie ładnie pozują we troje z tym czekiem.
- Dobra, dobra, dobra... - zaczął Madox i chciał powiedzieć, że mogą jej odpalić jakiś JEDEN procent, ale wtedy zauważył brak swojego kapelusz, który dostał od Dolly Parton, a ten kapelusz to był dopiero bezcenny.
Tylko, że później wszystko dzieje się jakoś szybko i ten czek ląduje w jego rękach, a William ląduje z wariatką na ziemi. No i Madox naprawdę miał biec do sali VIP, tak jak mu William kazał, no ale kiedy on tak krzyczał ratunku, pomocy, to nie miał serca go zostawić. Nawet jako nie męża by go nie zostawił, a co dopiero jako męża. Rozejrzał się komu może dać ten czek, no i w końcu go wcisnął w ręce właścicielowi kasyna.
- Weź to potrzymaj stary - rzucił, a potem to już się pochylił do tej laski, która leżała na Williamie i chwycił ja w pasie, żeby ją odciągnąć. Ale ona się wierzga jak jakaś szalona, jak jakaś dzika, aż się Madox z nią zatoczył, a ona co? A ona kopnęła ten czek, którzy trzymał właściciel kasyna, a czek poleciał do góry, aż pod sam sufit, i tak się kręci i kręci jak ta ruletka. A oni oboje, bo i Madox, i ta wariatka, na niego patrzą, jak on tak leci, szybuje, a potem spada na dół i chlup... do fontanny!
- Nie!!! - krzyczą oboje i się oboje wyrwali do tej fontanny, Madox szarpie za rękę wariatkę, a ona go za koszulę, a potem on ją za włosy, a ona się odwinęła i kopnęła go w kolano. A on ją złapał znowu za rękę, a ona się szarpnęła i znowu tym szarpaniem, to oni teraz wylądowali oboje w tej fontannie. Ale jeszcze Noriega zdążył się wyprostować i złapał ten czek i wystawia go do góry nad wodę... A ta wariatka co? Chwyciła go za bety i go podtapia w tej wątpliwie czystej wodzie. To on ją też chwycił gdzieś za ciuchy i tak ją chwycił, że w jego ręce została jej krótka, cekinowa bluzka.
- Ja pier... - nie dokończył, bo ona już na nim siedzi i go topi. Może by go utopiła, ale w końcu ktoś ją ściągnął.

William N. Patel-Noriega

las vegas parano, baby

: wt mar 03, 2026 7:01 pm
autor: William N. Patel-Noriega
Otwieram oczy jak czuję, że przestaje mnie okładać bez ładu i składu i widzę, że mój bohater Madox ją ode mnie odciąga. Dziewczyna wciąż się wierzga jak szalona, tak bardzo, że kopie nasz czek, zaś on wystrzeliwuje w powietrze i leeeci wysoko ponad sufitem prosto do fontanny. Wszystko się dzieje jakby w zwolnionym tempie - szaleńczy bieg Noriegi i tej typiarki, to jak ludzie się odsuwają i to jak w końcu obydwoje lądują we wodzie. Ja zbieram się czym prędzej, chociaż trochę się czuję obolały po tym upadku i kilku mocnych ciosach z zaciśniętych pięści. Ruszam w kierunku fontanny, żeby odebrać karton, chociaż był raczej wątpliwej jakości bo przez tę krótką chwilę zdążył porządnie nasiąknąć i napisy się całkowicie rozmazały, więc już nie wiadomo ile my dokładnie wygraliśmy, ale wtedy Madox ją jakoś tak chwyta, że jej ściąga bluzkę, a wszyscy dookoła krzyczą OOOO! Bo oto przestaje świecić cekinami, a świeci gołymi cyckami. Ktoś koło mnie robi zdjęcia, a ktoś inny wyciąga dziewczynę z fontanny. Chyba tutejszy ochroniarz - Weźcie ją do więzienia, próbowała nas zabić i okraść, wiesz co za to grozi? Ja wiem, bo jestem prawnikiem - tylko nikt mi nie wierzy w tym momencie bo wystarczy na mnie spojrzeć - wyglądam raczej jak oskarżony niż adwokat. Rzuca jeszcze kilka przekleństw w moją stronę, ale chłop ją trzyma tak mocno, że nie ma bata żeby zdołała mu się wyrwać. To jest nasza szansa, więc pomagam Madoxowi wyjść z tej fontanny, ale czek się zrobił już taki rozmięknięty, że możemy się nim co najwyżej owinąć, nie wiem czy ktoś nam to w ogóle sfinalizuje, ale może się uda? - Żyjesz? - pytam się swojego męża i ciągnę go za sobą w kierunku sali dla VIPów - Co to była za wariatka? Schowajmy się gdzieś bo strasznie mi to siadło na bani, chyba łapię paranoje - informuję go, bo mnie się dosłownie wydaje, że się od niej nie uwolnimy, dopóki nie dopnie swego, a w tym morderczym spojrzeniu widziałem, że chciała nie tylko nas okraść. Może uda się ukryć gdzieś w tłumie? Skręcamy do części dla tutejszej śmietanki towarzyskiej. Na wejściu stoi dwóch rosłych mężczyzn, więc machamy im swoimi kartami przed twarzą - Dzień dobry - witam się, a oni patrzą na nas podejrzliwie bo teraz to dopiero musimy wyglądać tragicznie - Madox aż ociekający wodą, a ja z krwią pod nosem, bo mi takiego mocnego strzała sprzedała w pewnym momencie, że poszła farba, ale skoro mieliśmy wejściówki to oni chyba nie mieli wyboru i musieli nas wpuścić. Przekraczamy próg kolejnego przybytku rozkoszy wszelakich. Rozglądam się dookoła - ludzi jest zdecydowanie mniej, a gra toczy się o zdecydowanie większe stawki. Gdzieś między gośćmi chodzą kelnerki ze złotymi tacami i kolorowymi drinkami, jedna podchodzi do nas i od razu pyta czy chcemy się coś napić, więc kiwam głową, że tak, a ona nam podaje jakieś kolorowe napoje z palemkami - Dzięki - uśmiecham się. Odbieram drina i skręcam gdzieś w bok, do takiej loży z grubymi zasłonami, po czym zaciągam je i padam na kanapę przy stoliku - Jezu, zmęczyłem się, chodź przywalimy więcej - mówię, bo chyba wreszcie mamy trochę spokoju. Upijam łyka drinka, nawet dobre.

Madox A. Noriega-Patel

las vegas parano, baby

: wt mar 03, 2026 9:29 pm
autor: Madox A. Noriega
Kiedy ta bluzka została mu w rękach, to Madox najpierw też zrobił...
-Ooo... - ale zaraz bardziej takie - cooo? - bo nie spodziewał się, że ona będzie naga pod tą bluzką, ale przede wszystkim to się nie spodziewał, że on tak łatwo ją z niej zerwie, przecież nie szarpnął jej jakoś mocno, ale biorąc pod uwagę fakt, ile ciuchów Pilar on tak rozerwał, no to może to jednak nim coś było nie tak?
Na szczęście ochroniarz już z niego ściągnął tą półnagą babkę, a William krzyczy, że powinni ją wsadzić do więzienia, miał rację, więc Madox zanim jeszcze się wygrzebał z fontanny, to dołożył swoje.
- I jeszcze się publicznie obnaża - chuj, że to on jej tą bluzkę ściągnął, nikt tego nie widział, bo on zaraz ją rzucił w jakąś palmę i trafił na sam czubek, gdzie zawisła. Kiedy Patelek się ruszył i mu pomógł, to Noriega wreszcie wylazł z tej wody, chociaż cały był mokry, aż kapie.
- Ja pierdole, a gdzie czek? - oczywiście Madox się zainteresował forsą, ale jak William mu go dał, to można było go zarzucić co najwyżej na plecy jak jakąś pelerynę, co Madox zaraz zrobił. A później klepie Williama po główce pac pac.
- Spokojnie bebe, jaka paranoja? Przecież jest zajebiście - złapał go za policzki i przykłada czoło do jego czoła, bo kiedy Patel łapie paranoje to jest straszny, Madox już to widział i wolał jednak do tego nie doprowadzić. Teraz to są obaj mokrzy, potargani i poszarpani, a William ma pod nosem krew, nawet Noriega chciał mu ją zetrzeć, ale jeszcze gorzej rozmazał. No i tak pięknie kroczą do tej loży VIP, Madox nawet się nie witał, tylko zaraz pokazuje plakietkę, którą miał na szyi.
- Jesteśmy milionerami - tylko tyle powiedział, a ochroniarze odpięli linkę i ich wpuścili.
W loży VIP było... magicznie, bo tam laski tańczyły nie na rurach, a na szarfach zawieszonych pod sufitem. Pod stopami rozciągały się jakieś mięciutkie dywany, a kelnerki nosiły złote tace z drinkami tańcząc przy tym. Było świetnie.
- A możesz zrobić szpagat? - Madox już pytał kelnerki popijając swojego drinka z palemką, a ona nawet już miała robić, ale wtedy William go pociągnął za jakąś kotarę. Noriega od razu usiadł na kanapę, i sobie pije tego drinka jakby nigdy nic. Dopiero kiedy Patel powiedział, żeby przywalili więcej, to się zaczął macać po kieszeniach i wyciąga prochy na stół, a tam... Wszystko jest mokre.
- Kurwa... - aż mu się płakać chciało, bo ziółko zamoczone, proch zamoczony, Trumpy pływają w woreczku i tylko do jakiejś jednej samarki woda się nie dostała - a co to jest? - tylko, że tam nic już nie jest podpisane. Madox sięgnął po zioło - wysuszymy go? - pokazuję Williamowi, bo to może jeszcze tak, ale proch? Wylał wodę też z tych piguł. Mordy Trumpa teraz to dopiero są jakieś pogięte. Spojrzał na Williama, bo nie dość, że wariatka chciała ich okraść, zabić, to jeszcze cały towar im zmarnowała. No pięknie.
Madox się wkurwił. Koniec przyjemniaczka. Aż musiał zapić twym swoim drinkiem. Wychylił go do dna.

William N. Patel-Noriega

las vegas parano, baby

: czw mar 05, 2026 9:15 pm
autor: William N. Patel-Noriega
- Dokładnie! - mówię bardzo głośno, kiedy Madox wspomina o tym obnażaniu się - To już podpada pod dopuszczanie się nieobyczajnych czynów w miejscu publicznym, a za to grozi co najmniej grzywna - ten to ma łeb. Ja, chociaż wciąż porobiony, dalej myślę prawniczo, szkoda, że zabrakło mi takiej ogłady jak podpisywaliśmy urzędowe pisma zatwierdzające nasze małżeństwo. Teraz to kilka osób patrzy na mnie takim wzrokiem, jakby wreszcie mi uwierzyli, że naprawdę mogę być kimś więcej niż naćpanym typem. Madox zabiera nasz czek i powoli oddalamy się w kierunku sekcji dla VIPów, a po drodze on mnie klepie po głowie, wyciera pod nosem (krew czy zaschnięte resztki koksu?) oraz łapie za twarz. Oddycham głęboko i przez chwilę patrzę mu w oczy. Boże, jakiego ja mam cudownego męża, niczego nie żałuję - Dzięki już mi lepiej - a zrobiło się jeszcze lepiej jak dotarliśmy do celu. Po przekroczeniu progu poczułem się tak, jakbyśmy trafili do jakiegoś zupełnie innego świata, te panny pod sufitami, dywany, wygimnastykowane kelnerki, wszystko wyglądało bajecznie. Aż się rozglądam dookoła i wstrzymuje na moment powietrze. Szczerze to bym popatrzył jak tamta dziewczyna robi szpagat, ale chyba musiałem się na chwilę odciąć od świata zewnętrznego i kiedy obydwoje opadamy na skórzaną kanapę to znowu wzdycham ciężko. Czekam na doładowanie, bo ja już chyba zaczynam zwałować, a wtedy Madox wyciąga na blat kompletnie przemoczone prochy i w pierwszej chwili nie wiem czy bardziej chce mi się płakać czy jednak krzyczeć - Ja pierdole - teraz to bym tamtą zdzire chyba sam udusił gołymi rękami, bo hajs przeżyję, podbite oko i nos przeżyję, ale zmarnowanych narkotyków nie przeżyję, szczególnie, że i na nie poszło w opór kwitu. Lepiej żeby się nam więcej nie napatoczyła, bo nie ręczę za siebie - Dobra, posyp, okaże się - chyba nie mieliśmy innego wyboru? Może to był koks, może amfetamina a może jakiś inny kryształ, jedno było pewne - na pewno jakoś poklepie. Oglądam inne samarki - zioło wysypuję na blat, może uda się coś odzyskać? Hasz chyba aż tak nie ucierpiał, od początku był dosyć wilgotny. Przyglądam się też innym dragom - kompletnie przemoczony, zbity, biały proszek i to co zostało nam z piguł - Dobra mam pomysł, trochę szalony, ale chuj - mówię tak, jakbyśmy właśnie przeżywali najnormalniejszy piątek w życiu i coś dziwnego dopiero miało się wydarzyć. Podsuwam sobie drinka, po czym wrzucam do niego kilka na wpół rozpuszczonych, powykrzywianych głów pomarańczowego cesarza i trochę tego zamokniętego prochu tworząc prawdziwy koktajl Mołotowa z dodatkiem alkoholu i wody z fontanny. Huśtam szklanka, żeby to zamieszać i przelewam pół do pustego naczynia Madoxa - No to nasze zdrowie - stukam w szkło i wypijam do dna. Jak mnie pojebie to przynajmniej w Vegas, obym się tylko nie obudził gdzieś na pustyni pięćdziesiąt kilometrów dalej.

Madox A. Noriega-Patel

las vegas parano, baby

: pt mar 06, 2026 7:04 pm
autor: Madox A. Noriega
Dobra, posyp, okaże się.
Wystarczyło jedno zdanie Willa, żeby Madox posypał na ten zgrabny stolik przed nimi dwa grube szczury, wyrównał je zdezelowaną kartą kredytową, to były wielkie... Białe. Węże. Z osiem razy większe niż te poprzednie, ale kto by się tym przejmował?
Oni się nie przejmowali, zwłaszcza, że William już zaraz dodał do tego wszystkiego... swój szalony pomysł.
Madox uważał, że był w chuj szalony, jakiś popierdolony, ale czy cokolwiek powiedział? Oczywiście, że nie. Zajrzał tylko do tej swojej szklanki, wyglądało to paskudnie, jakby... buzowało, gięło się, a na powierzchni tego eliksiru w pewnym momencie pojawiła się chyba nawet czacha, umrą od tego. Albo przeżyją największą fazę w swoim życiu.
- Salud! - rzucił Noriega i też przechylił swój kieliszek. Zanim jeszcze dobrze im się to wczytało, to wciągnęli bezpośrednio ze stolika ten biały proch, który im się ostał. Z nosami całymi w przypale, wyszli z tej loży. Madox pamiętał jeszcze jak oglądali tancerki, a potem jak ta kelnerka zrobiła szpagat, a potem go... odcięło.

Obudzili się na pustyni, pięćdziesiąt kilometrów od kasyna. Madox wstał pierwszy, a kiedy William otworzył oczy, to mógł zobaczyć... W pierwszej chwili to pewnie sufit tipi, w którym się znajdowali, upstrzony jakimiś indiańskimi wzorkami, wysoki. W drugiej może te trzy nagie laski, które leżały na nim, jedne opierała mu się na klacie, druga na brzuchu, a trzecia... na swojej koleżance. A w trzeciej goły tyłek Noriegi, całkiem zgrabny swoją drogą, bo Madox sobie stał właśnie tak, jak go pan bóg stworzył, w wejściu tego namiotu i palił blanta. Pełna czilerka.
Dopiero kiedy William się ruszył, to Noriega podszedł bliżej, oparł palec na ustach, żeby był cicho i nie pobudził dziewczyn. Machnął na Williama ręką i przez chwilę obserwował go jak nieudolnie wyłaził spod tych lasek.
- Qué es? - mruknęła jedna i spojrzała na Willa.
- Genial, vamos a fumar - odpowiedział jej Madox, a kiedy w końcu Will się zebrał i wyleźli z tego namiotu, to Noriega pociągnął swojego męża na bok. Ściągnął jeszcze dwa machy z tego blanta, a potem oddał go Williamowi.
- Ja jebie stary, co się odjebało... - zaczął i oparł ramię na ramieniu Williama, a to, że byli nadzy było trochę... Madoxa to w sumie nie krępowało. Bo on zaraz zaczął opowiadać Williamowi co się odjebało.
- Budzę się, a tam kurwa te laski, sobie siedzą i jarają na takich dużych poduszkach, no i myślałem, że braliśmy udział w jakiejś popierdolonej orgii - William też mógł tak pomyśleć - no ale się okazało, że trafiliśmy do jakiejś hipisowskiej, naturystycznej wioski i tutaj wszyscy chodzą... nago - i teraz jak William się rozejrzał, to tak, wszędzie dookoła gołe pośladki, nie tylko pośladki zresztą. Ale wszyscy nago - no i te laski mi powiedziały, że wiedzą, że jesteśmy po ślubie, że to takie słodkie, bla, bla, bla... Kurwa, czy ty czaisz jakim ślubie? - aż złapał Williama za kark i spojrzał mu głęboko w oczy - bo ja myślałem, że mi się to śniło, ten Shrek... Ale... mam też, torbę pełną pieniędzy, całą jebaną torbę - Madox pamiętał wszystko jak przez mgłę, a do tego miał dziury w pamięci, bo za nic nie mógł sobie przypomnieć jak oni tu w ogóle trafili. ZA NIC.

William N. Patel-Noriega

las vegas parano, baby

: sob mar 07, 2026 1:00 pm
autor: William N. Patel-Noriega
Jezu. Łeb mi dosłownie pęka, jakby mi ktoś przywalił przynajmniej sto razy. W pierwszej chwili boję się otworzyć oczy, próbuję wrócić myślami do wczorajszej nocy, ale ostatnie co pamiętam to jak łykamy piguły w klubie ze striptizem. Potem jeszcze kilka przebłysków - zielona twarz Shreka, kręcąca się ruletka, głośne krzyki i pełno nagich piersi, tancerki na szarfach a potem to już nic, dosłownie wielka, czarna dziura. Powoli rozchylam powieki, jednak zamiast sufitu pokoju widzę pstrokaty materiał tipi. Gdzie ja kurwa jestem? Jak się tu znalazłem? Rzucam okiem naokoło - leżą na mnie trzy nagie dziewczyny, w sumie fajnie. Potem dostrzegam zgrabny tyłek Madoxa i wzdycham z ulgą, w duchu dziękując wszystkim kolumbijskim świętościom, że się nie rozdzieliliśmy. Próbuję wstać i rozchylam usta żeby coś powiedzieć, ale Noriega mi pokazuje, że mam być cicho, żeby nie obudzić tych dziewczyn. To jestem, chociaż jedna i tak się budzi, kiedy próbuję się spod nich wydostać. Zerkam to na nią to na Madoxa i kiedy wreszcie udaje mi się ustawić do pionu, to czuję, że boli mnie dosłownie wszystko. Wychodzimy z namiotu, słońce wypala mi oczy, więc unoszę rękę do czoła, żeby je trochę osłonić. Drugą odbieram blanta, od razu umieszczając go między wargami. Oby to pomogło, bo w tym momencie sam nie wiem co doskwiera mi bardziej - kac, zwała czy werszmeltz. Zerkam w górę, słońce jest już wysoko na niebie więc musi być koło południa, ale szybko wracam spojrzeniem do Madoxa, bo zaczyna mi opowiadać co się odjebało. Fakt, że obydwoje byliśmy kompletnie goli niespecjalnie mi przeszkadza. Fakt, że mogliśmy brać udział w jakiejś popierdolonej orgii też nie. Rozglądam się wokół kiedy Noriega mi mówi gdzie jesteśmy i faktycznie, wszyscy nadzy - Jeśli to komuna to spoko, byle nie sekta - sekty były niebezpieczne, pewnie już by nas stąd nie puścili. Ściągam jeszcze jednego bucha i oddaje mu skręta, a jak mi mówi o jakimś ślubie to patrzę na niego z wysoko uniesionymi brwiami. Mam podbite oko i świeżego siniaka na nosie - Jakim ślubie? - coś mi tam niby dzwoni, ale nie wiem w którym kościele - Może byliśmy na jakimś ślubie, Jezu, żebyśmy tylko nie ślubowali przynależności do sekty - mówię ściszonym głosem, żeby nikt mnie nie słyszał, ale kiedy Madox wspomina o tym Shreku to mam wrażenie, że mieliśmy ten sam sen. I był ostro popierdolony - Czekaj, Shrek? Coś mi to mówi - mrużę oczy i wytężam mózg, chociaż to niełatwe, szczególnie po kolejnym buchu z blanta. Moje móżdżenie przerywa kolejna rewelacja - Co? Poczekaj - teraz to ja go łapię za ramię i znowu przykładam jointa to warg, żeby w ciszy ściągnąć jeszcze jedną chmurę, wypuszczam dym z ust i ponownie wymieniamy się blantem - Wygraliśmy w kasynie, tak, pamiętam to, mieliśmy taki wielki czek i karty dla VIPów - kiwam energicznie głową, że mi się przypomina, ale to by chyba było na tyle - Kurwa, a jak my się tutaj znaleźliśmy, jak daleko jesteśmy od Vegas? - pytam, drapię się jedną ręką po pośladku bo coś mnie swędzi. Nic dziwnego skoro miałem tam świeżutki, wciąż jeszcze zaczerwieniony tatuaż - oczy, jedno na jednym półdupku, drugie na drugim - Strasznie mnie suszy - wypiłbym teraz nawet wodę z kałuży, byle zwilżyć czymś przełyk.

Madox A. Noriega-Patel