las vegas parano, baby
: ndz mar 01, 2026 9:51 am
Biorąc pod uwagę fakt, że wszyscy są piękni, a ślub został zawarty legalnie, bla, bla, bla, bla... to mogą już iść.
Szkoda tylko, że na substancjach nielegalnych, wymieszanych w różnych proporcjach, a było ich co najmniej trzy, ale do końca nie wiadomo, bo jak weszła kolejna kreska, to może to już nie był koks. Inaczej trochę uklepał. Na dobrą sprawę też nie wiadomo czemu Trump ma taki toksyczny kolor...
- Tylko weźcie sobie Shreka, jest najlepszy - oczywiście, że Madox musiał powiedzieć tej parce, która stała po nich w kolejce. Tylko, że nie przemyślał sprawy, bo ona chce Elvisa, a on chce Shreka i rozpętał tym pierwszą kłótnię przedmałżeńską nawet jeszcze. Zdarza się, więc Madox machnął ręką i ciągnie Willa na bok, żeby im dali przestrzeń, sobie zresztą też.
- To dawaj najpierw kreskę - Madox już chciał dorzucić, ćpun jeden, chociaż piguły wciąż trzymają, a on chyba z osiem razy przestąpił z nogi na nogę zanim poszli dalej - a możemy na maszynki? Ale nie mam pieniędzy... - ale teraz to chyba ma, bo przecież jak jest mężem Williama, to był bogaty? Przegrzebał kieszenie, ale on ma tam same prochy, bo tak, telefon w pokoju, portfel też, a siedem stów od męża już wydał na prywatną obstawę z tancerek, które za nimi łaziły.
- A gdzie mój kapelusz od Dolly Parton?! - Madox trochę spanikował, ale się ogląda i ma go ta brunetka, no i dobrze. Tak się zaaferował kapeluszem, że nawet nie zwrócił uwagi na to, że William wszystkim pokazuje faki, tylko myślał, że on się nim chwali tak bardzo.
Tylko później się pojawia ten wielki chłop i zaczyna się drzeć na... jak się okazało, ich tancerki.
- Ej no grzeczniej trochę... - zaczął Madox, tylko potem gość rusza na Willa, no to teraz, to już się trzeba bić. Ale przecież Noriega, który dostał po tym ślubie mocy Spidermana, to się mógł bić. Zresztą on zawsze mógł. A jeszcze o swojego męża to już w ogóle. Tylko, że tamte dziewczyny już szarpią faceta za fraki, no i w sumie lepiej niż jakby go miał wyszarpać Madox, bo po pierwsze mógłby mu zrobić krzywdę, a po drugie to on wciąż był empatycznie wypierdolony, więc byłoby mu smutno, jakby się bił. Poklepał za to Patelka po główce, pac pac.
- Dobra Will… może jednak... oddajmy już te tancerki innym ludziom? Są piękne, zdolne i mądre, i wspaniale się z nimi bawi, ale sądzę, że ktoś też chciałby zobaczyć jak tańczą - i oparł mu rękę na ramieniu, a potem spogląda z boku na dziewczyny. Ale ona piszczą, że nie chcą. A John mówi, że za dwie stówki mogą się z nimi pobujać jeszcze godzinę. To Las Vegas to tylko pieniądze i pieniądze wszędzie, aż Madox rozłożył ręce.
- Ja wiem, że teraz jestem bogaty dzięki mojemu mężowi, ale w kieszeni mam tylko jeden żeton - no i wyjął ten żeton i im pokazuje, znalazł go jak wyszli z kaplicy na podłodze, to sobie wziął. Jakimś cudem oni się znaleźli przy ruletce i Madox tym swoim jednym żetonem...
- Dobra, obstawiam 13 - a wszyscy co, jak to, bo się okazało, że to jakiś mocny żeton. No i stoi przy tym stole z ruletką, dwóch ćpunów, wielki jak Dąb Bartek John i dwie tancerki. A koło się kręci... Kręci... I kręci.
William N. Patel
Szkoda tylko, że na substancjach nielegalnych, wymieszanych w różnych proporcjach, a było ich co najmniej trzy, ale do końca nie wiadomo, bo jak weszła kolejna kreska, to może to już nie był koks. Inaczej trochę uklepał. Na dobrą sprawę też nie wiadomo czemu Trump ma taki toksyczny kolor...
- Tylko weźcie sobie Shreka, jest najlepszy - oczywiście, że Madox musiał powiedzieć tej parce, która stała po nich w kolejce. Tylko, że nie przemyślał sprawy, bo ona chce Elvisa, a on chce Shreka i rozpętał tym pierwszą kłótnię przedmałżeńską nawet jeszcze. Zdarza się, więc Madox machnął ręką i ciągnie Willa na bok, żeby im dali przestrzeń, sobie zresztą też.
- To dawaj najpierw kreskę - Madox już chciał dorzucić, ćpun jeden, chociaż piguły wciąż trzymają, a on chyba z osiem razy przestąpił z nogi na nogę zanim poszli dalej - a możemy na maszynki? Ale nie mam pieniędzy... - ale teraz to chyba ma, bo przecież jak jest mężem Williama, to był bogaty? Przegrzebał kieszenie, ale on ma tam same prochy, bo tak, telefon w pokoju, portfel też, a siedem stów od męża już wydał na prywatną obstawę z tancerek, które za nimi łaziły.
- A gdzie mój kapelusz od Dolly Parton?! - Madox trochę spanikował, ale się ogląda i ma go ta brunetka, no i dobrze. Tak się zaaferował kapeluszem, że nawet nie zwrócił uwagi na to, że William wszystkim pokazuje faki, tylko myślał, że on się nim chwali tak bardzo.
Tylko później się pojawia ten wielki chłop i zaczyna się drzeć na... jak się okazało, ich tancerki.
- Ej no grzeczniej trochę... - zaczął Madox, tylko potem gość rusza na Willa, no to teraz, to już się trzeba bić. Ale przecież Noriega, który dostał po tym ślubie mocy Spidermana, to się mógł bić. Zresztą on zawsze mógł. A jeszcze o swojego męża to już w ogóle. Tylko, że tamte dziewczyny już szarpią faceta za fraki, no i w sumie lepiej niż jakby go miał wyszarpać Madox, bo po pierwsze mógłby mu zrobić krzywdę, a po drugie to on wciąż był empatycznie wypierdolony, więc byłoby mu smutno, jakby się bił. Poklepał za to Patelka po główce, pac pac.
- Dobra Will… może jednak... oddajmy już te tancerki innym ludziom? Są piękne, zdolne i mądre, i wspaniale się z nimi bawi, ale sądzę, że ktoś też chciałby zobaczyć jak tańczą - i oparł mu rękę na ramieniu, a potem spogląda z boku na dziewczyny. Ale ona piszczą, że nie chcą. A John mówi, że za dwie stówki mogą się z nimi pobujać jeszcze godzinę. To Las Vegas to tylko pieniądze i pieniądze wszędzie, aż Madox rozłożył ręce.
- Ja wiem, że teraz jestem bogaty dzięki mojemu mężowi, ale w kieszeni mam tylko jeden żeton - no i wyjął ten żeton i im pokazuje, znalazł go jak wyszli z kaplicy na podłodze, to sobie wziął. Jakimś cudem oni się znaleźli przy ruletce i Madox tym swoim jednym żetonem...
- Dobra, obstawiam 13 - a wszyscy co, jak to, bo się okazało, że to jakiś mocny żeton. No i stoi przy tym stole z ruletką, dwóch ćpunów, wielki jak Dąb Bartek John i dwie tancerki. A koło się kręci... Kręci... I kręci.
William N. Patel