34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

032.
William brought the paranoia.
Madox brought the trouble.


Czy decyzja o ich wyjeździe do Vegas była podyktowana jedną pijacką rozmową? Oczywiście, że tak. Ale dodatkowym pretekstem przemawiającym za, było to, że William miał płacić za wszystko. No to jak Madox miał mu odmówić?
No nie mógł.
Na drugi dzień siedzieli już w samolocie wpierdalając po kilka Xanaxów, które przepisała mu Rosario, żeby podróż jakoś szybko im minęła.
Minęła wykurwiście szybko...

- Ja pierdole Willy, wyżarło mi mózg, nie wiem co się w ogóle działo i czemu nas rozsadzili... Po trzecim mnie odcięło, a nie ma pół opakowania, rozumiesz to? - szli po lotnisku, Madox to miał takie dziury w pamięci, że nie ogarniał nic. Jak wsiedli do samolotu, zamówili po drinku, wzięli po pierwszej tabletce, ale nie klepało, zmuliło ich tylko, wiec dołożyli po drugiej. A potem trzeciej. I go odcięło.
Kojarzył tylko jak gada ze stewardessą, pod kiblami, bo poszedł się odlać, i ona go pyta na jakim miejscu siedzi, a on się tylko cały ślini. A potem jeszcze miał taki przebłysk, jak William coś do niego krzyczy i biegnie między siedzeniami, ale się potyka i już leży, a on się śmieje. Śmiał się chyba tak długo i intensywnie, że aż go brzuch bolał, chociaż jak podwinął koszulkę z napisem łobuz kocha najbardziej, to miał na nim dużego siniaka, ale nie kojarzył zupełnie skąd. Nie wiedział skąd ma też jakiś numer zapisany na ręce i kapelusz kowbojski. Ale wyglądał w nim zajebiście, więc na to akurat nie narzekał.
- Nie wiem czy to był kurwa dobry pomysł, żeby jeść Xanax i go przepijać drinami, ale już chuj - stwierdził, no bo dotarli, a to najważniejsze. Byli w Vegas, czyli no... nie było źle. Inna sprawa, że pasażerowie, którzy z nimi lecieli patrzyli na nich krzywo przy wysiadaniu. Ale jakieś dwie laski się nawet uśmiechały i im pomachały. Madox nie odmachał, bo w ogóle ich nie kojarzył. Wcale.
Ruszyli do taksówki i podali adres hotelu, w którym byli zameldowani.
- Don Juan Palace, zajebiste miejsce. Wszystko tam macie chłopaki, hotel, kasynko, klub z panienkami, kaplica... - zaczął im wymieniać wystrzelony kierowca, a że Madox siedział z przodu, to aż obejrzał się przez ramię, no bo nie spodziewał się, że Willi im taką świetną miejscówkę ogarnie.
- No i zajebiście, dzięki bebé - bo William to był jak takie dziecko... we mgle i w ogóle. Dlatego Madox musiał tutaj przejść do rzeczy.
- A wiesz gdzie kupimy jakieś prochy? - zagaduje taksówkarza, bo po nim to tak widać, jak na tych obrazkach widać po mnie.
- A co chcecie? - zapytał gościu od razu, a Madox się obejrzał na Patelka. Co oni chcą? A tamten to pewnie powie, że wszystko.
- Coś szybkiego - musiało być, bo jak inaczej. A resztę to już niech wybiera William. Bo Noriega to jednak nie był AŻ taki ćpun.

William N. Patel
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
34 y/o
Mark your calendar for Canada Day
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Po powrocie z wakacji miałem w sumie wrócić do pracy, ale dowiedziałem się, że Madox również jest już na miejscu i poszedłem go odwiedzić z flaszką rumu, który zresztą przywiozłem ze sobą z Kanarów. On miał meksykański koks i od słowa do słowa tak jakoś wyszło, że na drugi dzień byliśmy już w samolocie do Vegas. Noriega coś tam kręcił nosem na początku, że dopiero co wrócił i nie może, ale jak powiedziałem, że płacę za wszystko to od razu mu się oczy zaświeciły i zmienił zdanie. Dobrze, że miał psychiatrę na miejscu to mi się nawet udało przedłużyć zwolnienie i dostać dodatkową receptę na Xanax. Ciekawe, że Rosario chętniej wypisywała prochy niż papiery, ale dla mnie to nawet lepiej. W każdym razie teraz patrzę na Madoxa i wzruszam ramionami - Nie mam pojęcia - mówię, chociaż ja doskonale pamiętam dlaczego nas rozsadzili. Generalnie nie za bardzo lubię latać, więc doładowanie się lekami było dla mnie jedyną opcją - pierwsza tabletka nie poklepała za bardzo, druga trochę więc mówię do Madoxa, że jeszcze po jednej, a on, że nie no poczekajmy, więc ja na to, że jako twój adwokat radzę ci wziąć od razu dwie i przepić drinkiem, a że ten tekst zawsze działał to podziałał i tym razem. Tylko po kolejnych kilku minutach, które mnie się dłużyły w nieskończoność, Noriega poszedł się odlać, a ja dostałem dosłownie paranoi, że silnik się pali i zaraz wszyscy umrzemy. Chciałem otwierać drzwi, ale dwóch wysokich stewardów mnie od nich odciągnęło, potem jeszcze próbowałem prosić Madoxa o pomoc, tylko się potknąłem w drodze do niego i znowu musieli mnie usadzić na miejsce, tylko nie moje. Resztę lotu spędziłem pomiędzy tymi dwoma stewardami, którzy nie pozwolili mi nawet wstać do kibla, ale nie miałem wyboru. To znaczy miałem - albo to albo pasy - Dobra, nie marudź, dolecieliśmy? Dolecieliśmy, to na chuj drążyć temat - ucinam i wsiadam do taksówki, na tył, ale i tak się wychylam do przodu żeby móc gadać z kierowcą, który od razu zaczyna nam wymieniać co nas czeka jak już dojedziemy do hotelu. Wiadomo, że ogarnąłem najlepszy jaki udało mi się znaleźć, bo skoro ja płaciłem i zapraszałem to trzeba było pokazać klasę, co nie? Szczerzę się do Madoxa, a jak ten od razu przechodzi do rzeczy to wbijam spojrzenie w kierowcę - Wszystko - mówię od razu, Madox to jednak mnie zna na wylot, ale przecież nie przyjechaliśmy tu żeby być trzeźwym, ja liczyłem na podróż po całej galaktyce rozweselaczy i przymulaczy - No, no, koniecznie i coś na zwałe i zioło - facet mówi, że ma afgański hasz i chociaż mam trochę dość haszu po wakacjach bo tam przyjmowałem głównie to, to i tak kiwam głową - Może być, ale zioło też koniecznie i MDMA albo jakieś inne ekstazy - myślę, czy jakieś kwasy, ale tym razem chyba nie mam ochoty na psychodelę, chociaż ostatnio było wręcz wybornie - A chcecie popersa? - pyta kierowca i patrzy na nas dwuznacznie, ale ja od razu przytakuję, że pewnie, nie wąchałem tego chyba ze sto lat. Podjeżdżamy pod hotel i się z nim umawiamy tak, że pójdziemy się zameldować, a on nam dowiezie jak ogarnie wszystko co tam chcieliśmy. Mówię żeby szukał Patela, mam nadzieję, że nas nie wychuja, ale jak tak zacząłem wymieniać, że chcemy to i tamto to dosłownie widziałem jak mu się dolary w oczach pojawiają, szykował mu się całkiem dobry zarobek, tylko frajer by nie skorzystał. Wbijamy do hotelu i jakaś panna nas prowadzi do pokoju, a jak wchodzimy do środka to się okazuje, że mamy tylko jedno łóżko, bo to pokój dla par. Ale czego się spodziewać, skoro ogarniałem to wszystko na rauszu i tak cud, że nie wylądowaliśmy w jakiejś melinie tylko takim eleganckim miejscu. Zresztą nikt tu chyba nie zamierzał spać, w końcu przyjechaliśmy tylko na weekend. Dostaliśmy także butelkę szampana na powitanie więc otwieram go z hukiem i od razu polewam do dwóch kieliszków, do pełna, nie będziemy się rozdrabniać przecież - To co? Toaścik? Żebyśmy się tak skurwili w ten weekend, żeby nam starczyło na najbliższe pół roku - stukamy się szkłem i ja to walę na raz.

Madox A. Noriega
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Postanowił już nie drążyć tematu, dolecieli, a Madox to nawet się wyspał gdzieś między tym ślinieniem, a lądowaniem, bo go tak ścięło. Chociaż pod znakiem zapytania stał jeszcze ten numer zapisany na jego ręce i kowbojski kapelusz, no ale na razie postanowił tego nie rozkminiać. Zwłaszcza, że już pakowali się do taksówki i kołowali prochy. A William oczywiście chciał wszystko. Madoxowi to by pewnie wystarczył koks i jakieś zioło i on by już był usatysfakcjonowany, doprawił by wszystko drinkami lejącymi się bez końca i udany weekend. Wreszcie zasłużone wakacje. Chociaż podejrzewał, że tutaj też nie odpocznie, zwłaszcza jak William zaczął robić zamówienie na narkotyki. Od taksówkarza, którego poznali dwie minuty temu.
- A możesz załatwić jakieś dwa speedy? Koks i nie wiem... amfe może? I dawaj też dwa różne zioła, żeby było różnorodnie - ćpuńska odyseja początek - czas zacząć.
Na popersa Madox tylko pokręcił głową, ale William już go chciał, wiec co on miał do gadania? Zwłaszcza, że to Patel płacił za ich pałac i za ćpanie i za wszystko. Cudownie.
Chociaż za taryfę zapłacił odruchowo Noriega i jeszcze dał gościowi dobry napiwek. A on im powiedział, że dowiezie prochy ekspresem, no i świetnie. Na razie wszystko zapowiadało się - wybornie.
Szampan, którego polał im William też był zresztą wyborny, darmowy to wiadomo.
- Żeby tobie na tydzień starczyło stary, to będzie dobrze, jakbym cię nie znał to bym uwierzył, kiedy wróciłeś z Kanarów? - no z tydzień temu pewnie, albo nawet nie. A już zaczynał kolejny melanż. Chociaż Madox wcale nie był lepszy, chociaż jego Meksyk to nie był zupełnie taki wakacyjny... Bo on tam miał prawdziwy meksyk.
Stuknęli się kieliszkami, a potem wypili na hejnał, jakby się umówili. Ale oni po prostu tak chlali, studnia bez dna.
- Dzwoń po jakiś rum, albo weź może wódkę, i rum, i limonki - polecił Williamowi, a sam co? No oczywiście, że się rzucił na to wielkie łóżko, bo te łóżka w hotelach to był jakieś magiczne, a tu się okazało, że... dostali wodne, bo ono całe się zatelepało - kurwa wziąłeś nam wodne łóżko? - aż się musiał przekręcić, żeby spojrzeć na Williama, a to łóżko pod nim tylko chlup chlup chlup. Ale było nawet wygodne - ej albo weź też colę, jedną - Madox pomyślał o przepojce? No niemożliwe.

William N. Patel
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
34 y/o
Mark your calendar for Canada Day
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Madox to miał łeb jednak, jak tak wyskoczył, żeby chłop nam ogarnął dwa rodzaje stymulantów i dwa rodzaje zioła to ja kiwam tylko głową z uznaniem, bo to był świetny pomysł, sam bym tego lepiej nie wykminił. A potem już się gościmy w hotelu i popijamy szampana bo po pierwszym kieliszku od razu polewam nam drugi - A nie wiem, z tydzień temu? - bo jak nie musiałem pracować to mi te wszystkie dni się zlewały w jeden dosłownie, a to że dzisiaj jest piątek wiedziałem tylko dlatego, że tak mieliśmy napisane na bilecie lotniczym - Ale tam nie było takiego ordynarnego chlania - nie wiem czy mu już opowiadałem ale pewnie tak, chociaż nasze rozmowy wyglądały czasem jak gadka dziadów z altzhaimerem, coś sobie mówimy a na drugi dzień i tak nikt nic nie pamięta - Dobra - zgadzam się i dzwonię na recepcję żeby złożyć zamówienie - rum, wódka i dużo limonek, lód no i ta jedna cola, o którą prosił Noriega. Patrzę jak się słania na tym wodnym łóżku - No na to wychodzi - wzruszam ramionami, bo w sumie to nie do końca pamiętam co ja tam pozaznaczalem w formularzu, ale pewnie same fajne rzeczy, czasem na bani byłem naprawdę bardzo kreatywny, wcale bym się nie zdziwił gdyby nam zaraz do pokoju wjechał tort po brzegi wypchany striptizerkami. Usadzam się w wielkim fotelu i popijam szampana, w międzyczasie zagadując do Madoxa - A jak było w tym Meksyku? Dobrze się bawiłeś? - pytam, bo pewnie też mi już co nieco zdążył opowiedzieć, ale ni chuja nie pamiętałem co. Zanim zdążę dopić kieliszek to już słyszę pukanie do drzwi, więc otwieram i wpuszczam do środka chłopaka z obsługi, który nam zaczyna rozkładać na blacie te wszystkie alkohole. Na koniec dostaje ode mnie drobny napiwek, bo ja ogólnie każdemu dawałem ekstra premie. Młodzik wychodzi, a ja się z kolei biorę za montowanie drinków, chociaż gówno się na tym znam, szczyt moich umiejętności to jest śrubokręt, czyli to co z Madoxem lubiliśmy najbardziej. Polewam nam rumu i dodaje kilka kostek lodu oraz odrobinę coli, tylko chyba dla zabarwienia. Taki jestem miły, że mu podaje ten napój bogów do łóżka, żeby nawet nie musiał wstawać.

Madox A. Noriega
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- No to tydzień wytrzymałeś stary - rzucił rozciągając się na łóżku, aż mu ten kapelusz spadł, ale bardzo śmiesznie leżało się na tym wodnym, galaretowatym wyrku. No jakiś prochach to by pewnie była faza - to co tam robiliście? W ogóle odkąd ty się zadajesz z tą Charlottą, nie mówiłeś, że to jaka psychopatka - Madox podparł się na łokciach i zaraz sobie znowu zakłada ten kowbojski kapelusz, bo to nie taki chamski kapelusz jak z bazaru, tylko widać, że w nim chodził prawdziwy kowboj, nawet ma wbite jakieś indiańskie piórko, bo Noriega już go obejrzał ze wszystkich stron.
-Ej Will, a skąd ja mam ten kapelusz? - zapytał, bo może William wiedział coś więcej niż on? Ale nie spodziewał się nie wiadomo czego. Chyba nawet takiego ćpuna jak William Patel by odcięło po tylu Xanach wymieszanych z alkoholem.
Madox słuchał jak William składał to zamówienie, całkiem dobre, chociaż o jednej coli musiał mu przypomnieć i tak. Wiadomo, że oni czasem to rum mieszali z wódką, ale to jak już wjechał trzeci, czy czwarty drink. Na początku to jednak Madox lubił udawać, że ma być kulturalnie. Udawać, bo nigdy nie było z Patelkiem kulturalnie.
Madox znowu się przekręcił na tym łóżku i wylał na siebie pół szampana, więc zaraz się podniósł, żeby go dopić. No niby fajnie na tym łóżku, ale ciężko równowagę złapać, a on przecież jeszcze był trzeźwy. Chociaż zaraz walili już po trzecim kieliszku, a przynajmniej Madox, bo Will jak na dobrego gospodarza przystało, to skakał koło tego boja i mu pokazywał, jak ma od linijki równiutko poukładać te alkohole. Madox wywrócił oczami, no ale znał Williama i te jego zboczenia. Chociaż i tak później wszystko będzie rozpierdolone i nikt się tym nie będzie przejmował. Wyjął sobie telefon i zaczął w nim grzebać, nawet miał napisać do Pilar, że dolecieli, ale Patel go pytał o Meksyk, więc Madox walnął gdzieś ten swój telefon, pewnie go później będzie szukał, no ale cóż, zawsze tak było.
- Chujowo, okazało się, że moja stara to jakaś narkotykowa baronessa i chciała nas odjebać, rozumiesz to? - chłopak z obsługi, aż się na niego obejrzał, a Madox kiwa ręką - fabułę filmu mu opowiadam, jego stara to narkotykowa baronessa, czaisz to? - William już wypycha chłopaka za drzwi, a Madox teraz to się podczołgał na tym wielkim łożu, żeby się oprzeć o wezgłowie i usiąść na nim jak kowboj, oczywiście, że w kapeluszu. Też było średnio wygodnie.
- Dawaj limonkę do tego - oczywiście musiał przypomnieć Willowi, kiedy robił drinki, bo on bez limonki nie pije, zwłaszcza, że to sam alkohol. No ale mu dodał, taki był dobry Patelek, a potem jeszcze mu podał. A jak Madox po niego sięgał, to się prawie wyjebał z tego łóżka.
- Jak się najebiemy, to nie będzie się dało tu siedzieć - stwierdził i już zeskoczył, tak, żeby drinka nie wyjebać i żeby mu kapelusz nie spadł, co było w sumie wyzwaniem, bo to łóżko wciąż się telepało. Usiadł sobie na takim fotelu jak William na przeciwko kumpla i zarzucił nonszalancko nogę na nogę.
- W tym Meksyku to był kurwa Meksyk, jestem bardziej styrany niż przed wyjazdem - dodał w końcu i walnął tak z pół tego ohydnego drinka na raz.

William N. Patel
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
34 y/o
Mark your calendar for Canada Day
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- No to co się robi na wakacjach, jeździliśmy na wycieczki, chodziliśmy na imprezki, pływaliśmy w oceanie. Mieli tam zajebisty marokański hasz, nieźle czesało w beret - kiwam głową - Kurwa to jest trochę skomplikowane, musiałbym ci to chyba na jakimś wykresie rozrysować, ale ja nie wiem czy my się zadajemy ze sobą, bo jeszcze miesiąc temu to bym ją chętnie ze schodów zepchnął, a ona mnie to by pewnie dobiła jakbym dostał zawału na klatce schodowej - tak mu mówię i im dłużej nad tym myślę, tym bardziej dochodzę do wniosku, że nawet mnie jest to ciężko ogarnąć - Wiesz co kurwa, ja ci to jednak rozrysuję, bo już się sam zgubiłem, może mi to rozjaśni sytuację - grzebię w szufladach w poszukiwaniu jakiegoś papieru i długopisu i znajduję stare formularze i nawet mazak, a potem zaczynam rozrysowywać wykres, robię długą linię przez środek i zaznaczam pierwszy punkt trochę poniżej -No to załóżmy, że jeszcze przed nowym rokiem byliśmy gdzieś tutaj , trochę poniżej, bo się przypierdalała do mnie czasem, że głośno albo chuj wie co, ale wiesz jak to jest, olewam - wzruszam ramionami, po czym rysuję kreskę idącą wysoko w górę - Spędziliśmy razem Sylwestra i było naprawdę zajebiście, bo ja w sumie do tej pory myślałem, że ona ma kija w dupie po samo gardło, a tu zonk, się okazało, że potrafi mi dotrzymać kroku - co nie było wcale takie proste, Madox zresztą doskonale wiedział, że jak odepnę wrotki to po całości - Potem po tym sylwestrze, to w sumie trochę się unikaliśmy szczerze mówiąc, aż do 13 lutego - pamiętam dokładnie bo to było tuż przed walentynkami, rysuję linie, która opada trochę w dół, ale bardzo delikatnie bo przez prawie półtora miesiąca właściwie nie mieliśmy ze sobą do czynienia - No i trochę się wtedy pokłóciliśmy, ale potem dogadaliśmy i tak - więc rysuję krótki spadek i mały wzrost - Potem byliśmy na obiedzie u moich rodziców i w sumie było całkiem miło szczerze mówiąc, ale jak wracaliśmy to mieliśmy mały wypadek i rozjebałem jej auto, no ale kto normalny mi daje prowadzić sportowe auto? Poza tym to tam był łoś i jakbym nie skręcił w rów to byśmy wpadli w tego łosia - tłumaczę mu, a na wykresie stawiam kolejną małą kreskę w górę i potem to już się zaczyna wielki spadek, ale najpierw dosyć powolny -No a później wyszła ta jazda z rozwodem jej rodziców - wzdycham, tutaj to już dół wyjebał poza skalę, ale oszczędzam mu szczegółów bo mi się nie chce tłumaczyć tego wszystkie, w razie wątpliwości zawsze może dopytać - No ale pomogłem jej na tych Kanarach i fajnie było - więc załóżmy, że mogę uznać, że pojawił się kolejny wzrost, ale sam wykres kończę rysując jakąś fale i spirale i wielki znak zapytania, bo w gruncie rzeczy wcale mi to nie rozjaśniło sytuacji, szczególnie, że to co było na La Palma, zostaje na La Palma - Rozumiesz coś z tego? - patrzę na Madoxa, unosząc wysoko obie brwi - Boże czemu baby muszą być takie skomplikowane? Z facetem byłoby dużo prościej - na przykład taki Madox jaki to był prosty chłop, my gdybyśmy się pokłócili to dam se rękę obciąć, że co najwyżej byśmy sobie dali po mordach i wrócili do przyjaźni, a prędzej po prostu poszli na imprezę i puścili w niepamięć wszystkie niesnaski - Co? Jaki kapelusz? - pytam, chociaż to strasznie głupie pytanie, za to przez chwilę myślę czy powinienem mu powiedzieć, ale w sumie - No przecież Dolly Parton ci go dała - tak ją nazwałem bo miała sztuczne cycki i była tak samo stara. Generalnie to jak ja już byłem uwięziony między dwoma stewardami, ale się czasem obracałem na Madoxa w poszukiwaniu ratunku, to on się właśnie wtedy obściskiwał z Dolly Parton, albo to raczej ona jego obłapiała, chociaż ja nie oceniam, hulaj dusza piekła nie ma. Ten numer na ręce pewnie też jest do niej. Potem oczywiście instruuje chłopaka z obsługi, żeby flaszki układał od największej do najmniejszej, a że jednocześnie się zgrywają kolorystycznie, to moje pedantyczne serce się cieszy i jak mi Noriega wyskakuje ze swoimi rewelacjami, to aż oglądam się na niego łącznie zresztą z bojem hotelowym - Co? - przez chwilę myślę, że on sobie jaja robi, ale w sumie czego innego można się spodziewać po rodzinie Madoxa? Gówniarz wychodzi, a ja wbijam spojrzenie w kumpla - No stary, gena nie wydłubiesz, nie? Ale powiedz coś więcej, bo zaciekawiłeś - zapowiadała się długa i najprawdopodobniej bardzo pogmatwana historia. Może Madox też mi to powinien rozrysować? Dodaje mu limonkę do szklanki, sobie w sumie też, bo faktycznie lepsze jest wtedy i pociągam srogiego łyka - No to co tam się takiego działo, że tak cię to przetyrało? Opowiadaj, zamieniam się w słuch - kiwam głową. Obydwoje siedzimy, drinki gotowe, butelki w zasięgu ręki, żeby móc sobie dolać, prochy pewnie też zaraz będą, więc byłem gotów na słuchowisko, a znając Noriege to pewnie przez te kilka dni wydarzyło się u niego więcej niż w całym moim życiu.

Madox A. Noriega
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Madox od razu sobie pomyślał, że szkoda, że oni takich rzeczy nie robią z Pilar na wakacjach... No ale nie to, że on jakoś specjalnie narzekał. Po prostu ich wyjazdy zawsze były kurewsko intensywne, dużo się działo. Ale u nich dużo się działo nawet w Toronto. Takie życie psa i informatora.
- Ja... - westchnął ciężko Noriega, bo jakieś wykresy, to mu się bardzo nudziarsko kojarzyło, aż się odchylił do tyłu na fotelu - no dobra - zgodził się jednak i zaraz siada ładnie opierając łokcie na kolanach, przygląda się temu wykresowi ze zmarszczonymi brwiami, jeszcze kapelusz poprawił i go słucha, raz tylko podniósł spojrzenie na Williama, jak nawijał o tym sylwestrze, bo jak ktoś poszedł z nim w tango, to musiał być jednak też zdrowo pierdolnięty. Potem dopiero na tych rodziców się wyprostował i aż podniósł kapelusz, żeby spojrzeć na Willa.
- Co ty kurwa do rodziców ją zaprosiłeś? I co mami na nią powiedziała? - bo Madox to znał rodziców Williama, kiedyś go często zabierał na niedzielne obiadki tłumacząc, że jest biednym imigrantem. No w zasadzie to Madox się z nimi polubił, a potem nawet czasem sam wpadał bez Williama, jak mami zrobiła jakieś ciasteczka, czy placek.
- No ktoś chory na łeb dalby ci prowadzić - Madox to nawet jakby był napierdolony jak biszkopt, to by mu nie dał. O rozwodzie jej rodziców to mu się nie chciało słuchać, bo to pewnie jakieś nudy. Za to na te Kanary to znowu spojrzał na Willa.
- A jak jej pomogłeś i jak było fajnie? - ważne pytania to są. Więc zapytał, a potem pokiwał głową na te spirale i znak zapytania.
- Czyli nie wiesz co czujesz i chuj - stwierdził i wyrwał Patelkowi mazaka - bo zobacz u mnie wygląda to tak - pierdolnął kilka szlaczków, zawijasków, ale na końcu narysował serce - i już wiadomo o co chodzi, bo ja kocham Pilar, ale... - urwał, bo William powiedział, że z facetami byłoby dużo prościej - no w sumie - stwierdził i sobie walnął znowu tego drinka na raz, a potem to już dolał tylko rumu samego i wrzucił limonkę, bo już można się nie bawić z colą. Jak mu William powiedział, że dostał kapelusz od Dolly Parton, to Madox zrobił takie wielkie oczy.
- Co ty kurwa? Serio? - aż przesunął dłonią po tym kapeluszu - a zaśpiewała mi Jolene? - no oczywiste jest, że Madox to czasem był naiwny jak dziecko i uwierzył Williamowi od razu - nigdy go nie zdejmę - już znowu sobie ten kapelusz poprawił i napił się drinka, a limonkę z niego zostawił sobie na języku i żuje ją, jak jakiś kowboj. Oni się tam bawią w tetrisa z tymi butelkami, a Madox znowu ogląda kapelusz, mógł poprosić Dolly, żeby mu się na nim podpisała, jakby nie był taki naćpany.
Kiedy William już usiadł i kazał mu opowiadać, to Madox odchylił do tyłu głowę, bo to mogło trwać dziesięć godzin, osiem tysięcy znaków, jak on by mu streszczał tylko kawałek tego wyjazdu, streszczał przypominam, więc mu musiał opowiedzieć w jakimś hiper skrócie.
- No... pojechałem tam identyfikować ciało mojej matki, że ją niby zabili, a okazało się, że żyje i właściwie to nie siedzi w narkotykach, tylko w handlu bronią, bo jej chłop robi interesy z tym Frankim Ferrari, co mu podrzucaliśmy trupa, czaisz to? - aż znowu przechylił szklankę i znowu dolał, a potem wstał z fotela, założył kapelusz i przeszedł się po pokoju - no i mam siostrę, co ma siedem lat i musieliśmy jej, tej mojej matce i siostrze, pomóc uciec od tego mafioza, z Pilar. Pilar jest zajebista, ale... - znowu przerwał, bo zadzwonił telefon hotelowy, a że Madox stał obok to zaraz podniósł słuchawkę. Jakiś głos go zapytał o pana Williama Patela.
- Tak, to ja - powiedział, a powieka mu nawet nie drgnęła - dobrze, to niech zaczeka w Strip Klubie, będę tam za dziesięć minut - odłożył słuchawkę i spojrzał na Williama - dobra zbieraj dupę bebe, prochy będą czekać w klubie ze striptizem - jeszcze walnęli po szklance przed wyjściem, to już byli zdrowo szturchnięci, a Madox poprawił kapelusz. Ale telefon to zostawił gdzieś na łóżku, chociaż przez chwilę to chciał napisać znowu coś do Pilar, ale potem sobie pomyślał, że może by się wkurwiła, że oni idą z Williamem na striptiz, ale z drugiej strony, to przecież w klubie też miał tancerki i czasem oglądał pokazy, żeby stwierdzić, czy są w porządku.
Weszli do windy, a pod lustrzaną ścianą stały już jakieś dwie ładne laski, blondynka i brunetka, Madox to się nawet skłonił im kapeluszem, kiedy wszedł i puścił do tej czarnulki oczko, kiedy się uśmiechnęła. Ale zaraz oparł się o ścianę i opowiada Williamowi dalej.
- Ale nie przyjęła moich oświadczyn na plaży - aż się skrzywił, co prawda nie wspomniał o osranych gaciach, przez psa osranych, nie to, że ktoś tam miał incydent fekalny jakiś. Już miał coś jeszcze mówić, może to jak Pilar mu uargumentowała tą swoją odmowę, ale wtrąciła się brunetka.
- Ja bym przyjęła... - blondynka obok niej zachichotała, a Madox spojrzał na nie na moment.
- Dzięki - rzucił tylko, ale później zaczął coś nawijać Willy, tylko, że zaraz się im do rozmowy wtrąciła ta blondynka, bo już przysunęły się do nich bliżej te dziewczyny.
- A gdzie idziecie? - zapytała i spojrzenie wbiła w Williama, ale tym razem odezwał się Madox.
- Do Strip Clubu, a wy? - zapytał odruchowo.
- Do kasyna - odpowiedziała brunetka i się patrzy na Madoxa wielkimi, błyszczącymi oczami.
- No fajnie, my do Strip Klubu - powtórzył Madox, a jak winda stanęła na dole, to ruszyli sobie do tego klubu ze striptizem. Chociaż panny z windy popatrzyły za nimi z zawodem, no ale oni przecież szli po prochy. Nawet jakby tam była Dolly Parton to by nie zmienili planów. Dopiero przed wejściem do klubu, Madox złapała Williama za koszulę i pociągnął na bok.
- Ej stary rozmienisz mi stówę? Nie będę tam rzucał stówkami - stwierdził i grzebie w swoim portfelu, a tam same stóweczki. Nówki sztuki, jak prosto z drukarni.

William N. Patel
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
34 y/o
Mark your calendar for Canada Day
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- Oszalałeś? - rzucam jak się mnie pyta czy ja ją do rodziców zaprosiłem - Moja mama ją zaprosiła, ona ma teraz straszne parcie żeby mnie z kimś zeswatać, wszystkie jej koleżanki są już babciami, czaisz? - no a widziała na tym bankiecie, że się świetnie dogadujemy i chyba stwierdziła, że trzeba kuć żelazo póki gorące - No właśnie obydwoje w sumie bardzo ją polubili - to, że mama już ją miała za swoją synową właściwie niespecjalnie mnie dziwiło, bo ona kochała prawie wszystkich, ale sympatia Franklina to była dla mnie jakaś zagadka nie do rozwiązania. Noriege też lubili obydwoje o dziwo, Anabelle przez bite pół roku dawała mu słoiki z obiadem, żeby ten mój kolega imigrant miał co jeść, a ojciec? Chyba po prostu miał go za takiego śmiesznego, niegroźnego człowieka, który potrafił dosłownie rozbawić go do łez - Bardzo i bardzo - odpowiadam trochę tajemniczo, bo jakbym się miał wdawać w szczegóły to by mi pewnie zeszło z pół godziny, po czym wzdycham przeciągle. Madox chyba trafił w sedno - No chyba tak - przyznaję mu rację, ale szybko macham ręką - A zresztą chuj w to - no bo nie przyjechałem tutaj żeby rozkminiać takie rzeczy, tylko żeby się bawić. Nawet nie wiem kiedy pękła pierwsza flaszka, ale trochę mi już zaszumiało w głowie, bo po pierwszym drinku przestaliśmy się bawić w polewanie coca coli. Patrzę jak to wygląda na wykresie u Madoxa i kiwam głową. Mnie osobiście to trochę przeszkadzało, że oni się tak spikneli bo nie mogłem zdzierżyć tej laski, ale przecież nie będę mu prawił morałów skoro widziałem, że jest szczęśliwy. Kiwam tylko głową i nawet nie komentuję, bo i żaden pozytywny komentarz nie przychodzi mi na myśl. Boże, Noriega był czasem taki naiwny, na przykład teraz jak mi wierzy w te brednie o Dolly Parton, ja dosłownie nie mam serca mu uświadomić że to była jakaś raszpla stara więc znowu przeciągle wzdycham - Nie, to ty jej zaśpiewałeś tak pięknie, że ci go dała - wkręcam go dalej bo ja se dam rękę uciąć, że Madox teraz będzie każdemu opowiadał tą historię, chociaż się wcale nie wydarzyła, ale niech się cieszy w sumie. Słucham historii, którą mi opowiada i z każdym kolejnym słowem robię coraz większe oczy, bo dla mnie to już serio zaczyna brzmieć jak fabuła filmu - Pierdolisz chyba - rzucam wbijając w niego uważne spojrzenie - I pomogliście? - ja już się wkręciłem po całości w ten wątek, więc jak nam przerywa telefon to przeklinam głośno. Po hiszpańsku, bo się nauczyłem na wyspach. Czekam aż Madox się rozmówi i normalnie to bym pewnie powiedział, że to może poczekać, ale prochy właściwie nie mogły czekać - No dobra to chodźmy - zgadzam się i wstaję z fotela. Walimy jeszcze po szklanie i na rusztowanie, jak to się mówi. Wchodzimy do windy i ja z miejsca mierze obie te dziewczyny wzrokiem, a nawet im puszczam perliste oczko i czarujący uśmiech. Już mam jakąś gadkę zaczynać, ale Madox dzieli się ze mną kolejnymi rewelacjami, więc wytrzeszczem na niego gały - Co?! A na chuj ty się jej oświadczałeś, przepraszam bardzo? Do reszty cię pojebało? Całe, kurwa, szczęście że nie przyjęła - Noriega pewnie wiedział jakie ja mam podejście do ślubów nawet jak się kogoś kocha to co to właściwie zmienia? Bez sensu było się wiązać, potem tylko problem przy rozwodzie. Jeszcze ma to sens jak biedak wychodzi za bogacza, bo wtedy zawsze można coś ugrać przy potencjalnym rozstaniu, o ile oczywiście nie było intercyzy, a tak? Nie czaje. Patrzę na tą dupę, jak się nam wtrąca w rozmowę i wywracam oczami, a jej koleżanka blondyna wykonuje dokładnie ten sam gest co ja - Dokładnie, śluby są dla frajerów, ja preferuję ons - stwierdza i patrzy na mnie, bo chyba mamy podobne zdanie. Potem w chuj lubieżnie oblizuje usta i się pyta gdzie idziemy, a Madox, że na striptiz , a one, że do kasyna, a on, że my na striptiz - Ale do kasyna też później przyjdziemy, może się jeszcze przetniemy - no bo racja, prochy nie mogły czekać. Zerkam jeszcze przez ramię na te dupeczki i mówię do kumpla - Ta blondyna fajna, nie? - ale zamiast mi odpowiedzieć to mnie ciągnie gdzieś na bok i się pyta czy mu siano rozmienię - Pojebało cię? A co ty im chcesz po dychu dawać? Wykwalifikowana pracownica erotyczna będzie ci kręcić tyłkiem przed twarzą, a ty jej co? Może jej jeszcze monety powciskaj, ale z ciebie Żyd jebany, masz kurwa i nie rób wiochy - odliczam mu pięć stówek i daje w łapę, bo tancerkom też się przecież należało. W tym czasie podbija do nas jakiś gostek i się pyta - Przepraszam, czy dobrze słyszałem, że rozmawiacie o żydach? - patrzę na niego dziwnie - Co? Nie, kurwa, mówię, że mój kumpel to Żyd jebany ale nie z wyznania tylko ze skąpstwa, on chce tancerkom dychy wciskać - skarżę się, a chłop zerka na Madoxa zaskoczony - Co ty pierwszy raz w Vegas? Tu się nie schodzi poniżej pięciu dych, chyba że w jakiejś melinie gdzie tańczą heroinistki - nawija dalej, a ja mu przerywam - A gdzie tańczą heroinistki? - w tym momencie facet patrzy na mnie z niesmakiem i oddala się w bliżej nieokreślonym kierunku - Dobra, chodźmy po te prochy - macham ręką na Madoxa i wbijamy do klubu. Dziewczyny kręcą się na rurach aż miło, wokół feeria kolorowych świateł i głośna muzyka. Rozglądam się dookoła i szukam wzrokiem tego kierowcy, z którym się umawialiśmy. Widzę go przy barze, więc ciągnę za sobą Madoxa, żebyśmy się nie zgubili czasem. Podbijamy do typa , a on nam mówi, że mamy iść za nim na prywatny pokaz, więc idziemy do jakiegoś pokoju z boku sali, gdzie zamykają za nami drzwi. Tutaj ma się odbyć transakcja i może nawet będziemy mogli przyćpać. Oby, bo już mnie nosiło żeby coś przywalić.

Madox A. Noriega
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Madox to już nie za bardzo wiedział czego się po Williamie spodziewać, stąd to pytanie, chociaż rzeczywiście chyba tego, że by jakąś laskę zaprosił do rodziców, to się nie spodziewał, jak on tylko jego zapraszał, a to Noriega się bardziej wkręcił, bo kiedyś słyszał jak Bella (tak mówił do mamy Wialliama, bo mu pozwalała), opowiadała co zrobiła na obiad, a Madoxowi aż w brzuchu zaburczało i musiał się tam wbić. A potem wbijał co tydzień przez pół roku. Później trochę mniej, bo musiał dużo więcej chodzić na siłownię. Teraz wybierał się raz w miesiącu.
Miał nawet wypytywać o te Kanary jakoś bardziej, ale kiedy William powiedział to chuj w to, to on też machnął ręką. W zasadzie to co go to obchodziło, co ten William robi sobie na wakacjach z panienkami. No nic. I tak Patel to je zmieniał częściej niż gacie pewnie. Bo co on się nie obejrzał, to już była jakaś nowa. Jak ta Camila, czy Claudia, czy jak jej tam...
Kiedy William mu powiedział, że śpiewał Dolly Parton, to Madox uniósł jedną brew. Mógł to zrobić? Oczywiście, że mógł to zrobić, taki naćpany jak był.
- Co ty gadasz? - jeszcze się zapytał, ale wiadomo, że w to uwierzył, bo on był naiwny - ale zajebiście - i znowu sobie poprawił kapelusz. Na pewno będzie teraz każdemu opowiadał tą historię, że zaśpiewał Dolly Parton Jolene i ona mu dała kapelusz. Bo to zajebista historia.
Na kolejne słowa Williama pokręcił głową.
- Nie no kurwa mówię ci, no oczywiście, że pomogliśmy - jeszcze mu zdążył powiedzieć zanim odebrał. Ale później to już nawet do tego nie wracali. I dobrze, bo by musiał Williamowi to tłumaczyć znowu, a mu się nie chciało. Kiedy William przeklął po hiszpańsku, to Madox uniósł jedną brew. A zaraz jak odłożył telefon, to się na niego spojrzał.
- Wiesz co powiedziałeś stary? Gówno gacie, z dziwnym akcentem do tego... brzmi jakbyś się zesrał... Mówisz tak, mierda, me cago, powtórz - oczywiście, że Madox go nauczył gówno, zesrałem się, jeszcze powtórzyli to obaj po trzy razy, żeby Patelek sobie utrwalił. A później to już poszli do windy.
Madox powiedział Williamowi o tych zaręczynach, a ten oczywiście, po co, jak Pilar, aż mu miał powiedzieć, że może by oni się jednak zeszli, a on sobie na przykład pójdzie z tą brunetką, co przyjęłaby od niego pierścionek, ale wtedy zaczęła się im wpierdalać w zdanie ta blondynka ze swoimi teoriami. Teraz to Madox strzelił oczami, ale brunetka też, a później odchylił do tyłu głowę i walnął nią w ścianę, tak, że mu ten kapelusz spadł. Podniósł go szybko i jeszcze zanim wyszli, to pokazał tej czarnowłosej.
- Dostałem go od Dolly Parton - chyba była pod wrażeniem, ale William już wychodził z windy, a Madox za nim. Obejrzał się przez ramię na dziewczyny, zaraz po Williamie, oczywiście, że wciąż tam stały i się na nich patrzyły.
- Nie, blondyna nie, brunetka spoko - tak jakby William dla siebie szukał panienki, bo Madox to przecież nie szukał. A zresztą on już szukał kasy w portfelu.
- A kasyno? Ja to chce kurwa wydać w kasynie, a nie na dupy kręcące się na rurze, mam je w robocie i tam im płacę - oczywiście, że Madox na tym żydził, ale jak William mu dał te pięć stówek, to wyciągnął łapę po jeszcze - dawaj jeszcze dwie, a jak mi braknie? Jak nie wydam to ci oddam - powiedział mu poważnie, no ale lepiej nosić niż się prosić, czy jakoś tak. Przecież nie będzie się tam Williama w klubie prosił o więcej forsy, bo chce jakiejś lasce w gacie włożyć, bo jakby ona na to patrzyła? Podchodzi do nich jakiś gostek i pyta o tych żydów, a Madox zaraz mruży oczy.
- A co kurwa? Żyd jesteś? - musiał zapytać, ale facet zaraz mówi, że nie schodzi się poniżej pięciu dyszek, to Madox znowu patrzy na te stówki - a masz rozmienić po pięćdziesiąt? - zapytał, ale William też zapytał wtedy o te heroinistki i gościu sobie poszedł. Madox tylko wzruszył ramionami, jakiś dziwny.
Weszli do tego klubu, a Madox od razu stanął przy wejściu i się gapi jak jakaś laska szpagaty robi na tej rurze, ale właściwie to on się na gapi na nią, tylko na rurę, bo jakoś tak dziwnie były przymocowane, aż zadarł głowę do góry, żeby to obczaić, bo może on sobie też tak przymocuje w Emptiness?
Ale w końcu William go pociągnął do baru, a Madox od razu siada na stołku.
- Rum z limonką, dwa... Trzy razy - zamówił im też, żeby nie było, ale się okazało, że mają iść na prywatny pokaz. Ale mogą przecież z drinkiem nie?
Poszli, a tam loża taka, jak u niego te VIPowskie, tylko, że w pokoju, ale kanapy, stoliczek, no i jakiś podest z rurą. Całkiem elegancko.
Elegancko też wyglądała dziewczyna, która zaraz wyszła i zaczęła się wić na rurze.
- To co walimy? - zapytał Noriega zanim jeszcze Willy zapłacił, więc taryfiarz zaraz się obruszył.
- A kasa? - zapytał i wali tego drinka, którego mu postawili.
- On płaci, ja tu tylko jestem jego osobą towarzyszącą - wskazał na Wiliama i wyciągnął się na kanapie. A kierowca wbił spojrzenie w Patela.
- Może te popersy to chcecie dwa? Żebyście mieli z chłopakiem po jednym? - zapytał go, ale Madox to w ogóle nie słyszał, bo akurat laska na rurze zrobiła jakieś pięć obrotów, a potem szpagat, no czegoś takiego to on nie widział jeszcze, nawet u siebie w klubie, więc musiał wstać i jej włożyć stówkę w majtki, a ona się przysuwa do niego, a Madox się odsuwa. Bo on to przecież jest wierny jak pies. Ale zaraz sobie stanął koło Willa i go klepie po ramieniu.
- Na płać za te prochy bebe - pośpieszył go tak ładnie, ale on już od jakiegoś czasu tak do niego ładnie mówi, jak do dziecka jakiegoś. A nie, że do swojego bebe.

William N. Patel
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
34 y/o
Mark your calendar for Canada Day
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Nie wierzę, że się na to godzę, ale z ciężkim westchnieniem daję mu jeszcze dwie stówki. Nawet nie komentuję tego, że mi odda jak nie wyda, bo wiem, że wcale nie, my sobie zawsze tak mówiliśmy oddam ci jak coś, a potem nikt już nigdy o tym nie wspomina. Przyzwyczaiłem się szczerze mówiąc, poza tym co ja mu w sumie będę żydził, w końcu to ja zapraszałem i obiecywałem, że spełnię każdą zachciankę byle leciał ze mną. Słowo się rzekło i trzeba go było dotrzymać. Szturcham Noriege w bok, żeby wiochy nie robił i niech już nie próbuje rozmieniać hajsu, tylko się cieszy, że mu finansuje striptiz, a potem to już wchodzimy do klubu i idziemy najpierw po drinki, a później do prywatnego pokoju. Od razu usadzam dupsko na kanapie i popijam sobie drinka przez chwilę przyglądając się dziewczynie, która wije się na tej rurze jak jakaś kobra, taka jest gibka i elastyczna, wręcz hipnotyzująca. Z transu wyrywa mnie dopiero wymiana zdań pomiędzy Madoxem i tym taksiarzem, więc zerkam na niego i kiwam głową - No może być, dobra ubijamy interes, pokaż nam swoje towary - pospieszam go, kiedy Noriega pospiesza mnie, aż facet w końcu daje nam zamówienie - popersy, dwie torby prochu, kolorowe piguły, zioło i hasz. Z worka z tabletkami uśmiechają się do nas pomarańczowe mordy Donalda Trumpa - Na te Trumpy to uważajcie lepiej, w chuj mocne są, weźcie po pół na początek - zaleca, a ja zbywam go krótkim tak, tak i machnięciem ręką. Odliczam mu gotówkę i wciskam w łapę, mówi coś, że interesy z nami to przyjemność, a ja że vice versa i znika zanim się zdążę obejrzeć. Dosłownie jakby go tu nigdy nie było - To co? - w sumie głupie pytanie, widzę, że Noriega tylko czeka aż posypie, ale wpierw mu daję pigułę i sam od razu łykam jedną, całą, w końcu nie byliśmy jakimiś amatorami, tylko doświadczonymi koneserami substancji psychoaktywnych. Popijam drinkiem, bo od razu czuję na języku ten ohydny, chemiczny posmak - Fu, ale ohyda - tyle, że to nie ma smakować tylko kopać - Zrób nam jakieś krechy - zanim ekstazy zacznie działać to się trzeba wprawić czymś innym. Podaję Madoxowi torbę z białym, a sam znowu wbijam spojrzenie w dziewczynę - Kochanie, a możesz zawołać jakaś koleżankę? Nas jest dwóch, to wy też powinnyście być dwie - zwracam się do niej, a ona kiwa głową i na krótki moment znika gdzieś za zasłoną, by już za chwilę ponownie raczyć nas występem - Można dotykać, czy tylko patrzeć? - pytam, kiedy wije się przed nami na podeście - Można dotykać, jeśli pozwolę - rzuca kokieteryjnie i wypina się w naszą stronę, więc wsadzam jej stówkę za gumkę od stringów - A pozwalasz? - pytam. Na podeście pojawia się druga dziewczyna, która zaczyna odprawiać jakieś wygibasy na rurze i jako, że ja sobie gawędzę z tamtą, to ona wbija nachalne spojrzenie w Madoxa - Pozwolę jak się podzielicie - moja panna macha głową w kierunku prochów , a ja parskam cicho - Dobra, podzielimy się, a koleżanka też? - unoszę spojrzenie na tą drugą, kiwa głową, no to wszystko jasne, Noriega miał do zrobienia cztery krechy zamiast dwóch, ale chuj, narkotyków nigdy nikomu nie żałowałem, chociaż może powinienem? To nie brzmiało zbyt zdrowo.

Madox A. Noriega
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”