Who, me?
: ndz mar 15, 2026 2:53 am
Poczuł nutę rozbawienia, słysząc jak wydaje twarde polecenia chłopakowi, który trochę za bardzo rumakował. Nie byli blisko. Gość był okay, pili kilka razy po zmianie, ale umówmy się, nie byli przyjaciółmi, któremu miałby opowiadać o swoich podbojach. Albo głupich wyskokach. Albo fundamentalnie idiotycznych momentach, w których szybki seks z ex-przyjaciółką wydawał się zatrząsnąć posadami jego osobowości. Powinien się właściwie cieszyć, że jego mózg przestał działać gdzieś pomiędzy jej, a jego własnym "zamknij się". Okay. Pokazał środkowy palec kelnerowi, kiedy tamten puścił mu oczko, zaraz potem wywrócił oczami do Vity, na moment zapominając, że w teorii też nie była jego przyjaciółką. Wszystko było zbyt skomplikowane. Znali się w przeszłości. Niewinny chłopaczek którego znała przestał istnieć dawno temu. Ich dorosłe ciała wydawały się jednak być ze sobą za bardzo komfortowe.
- Okay. - tylko tyle plus kiwnięcie głową, kiedy zabrał się za kończenie tej imprezy za barem. Odmówił też po drodze zaproszenia na clubbing, rzuconego przez jednego z kucharzy, życząc im tylko, żeby bawili się dobrze. Starał się nie myśleć o tym, gdzie poniesie go spacer z Vitą i.. Generalnie nie nastawiać na więcej. I tak już dostał wiele.
Zbiegł w dół schodków, jego nos uderzył zapach seksu, wywołując grymas. Nie było jak tego pomieszczenia przewietrzyć, więc liczył tylko, że Cath nie przyjdzie robić inwentarza w środku tygodnia... Czy był środek tygodnia? Kiedy właściwie robiło się inwentarz...? Naprawdę nie chciał, żeby urwała mu głowę, wymieniając wszystkie, nawet najdrobniejsze wykroczenia, które popełnił tym aktem, a przez które ich interes mógłby być zamknięty. Na pewno jakieś były. Jeśli ten biznes kiedyś upadnie, to na sto procent będzie to wina Alexisa. Yep. Złapał swoje okulary, stwierdził, że ogarnie wszystko następnego dnia, jak powiedział Holloway, wbiegł znów na górę, by zaraz udać się do szatni i zabrać swoje rzeczy. Pozbył się firmowego polo, na prosty, biały podkoszulek zarzucił kurtkę, złapał swój plecak, sprawdził dwa razy czy czegoś nie zapomniał. Mózgu. Mózgu na pewno zapomniał, ale to już dawno temu i za cholerę nie wiedział gdzie go zostawił. Złapał głębszy oddech, zanim wyszedł, by dołączyć do Vity.
- Prowadź. - nie miał pojęcia gdzie teraz mieszkała. Wsadził dłonie do kieszeni kurtki, wyciągając z niej paczkę papierosów, wsunął jednego do ust. Nie palił podczas zmiany, wiedząc, że gdyby wyszedł z knajpy "na chwilę" to mógłby tego dnia już nie wrócić. Przesunął dłoń z paczką w jej stronę, zerkając na nią pytająco, nie wiedząc, czy miała jeszcze swoje, czy może chciała się poczęstować.
vita holloway
- Okay. - tylko tyle plus kiwnięcie głową, kiedy zabrał się za kończenie tej imprezy za barem. Odmówił też po drodze zaproszenia na clubbing, rzuconego przez jednego z kucharzy, życząc im tylko, żeby bawili się dobrze. Starał się nie myśleć o tym, gdzie poniesie go spacer z Vitą i.. Generalnie nie nastawiać na więcej. I tak już dostał wiele.
Zbiegł w dół schodków, jego nos uderzył zapach seksu, wywołując grymas. Nie było jak tego pomieszczenia przewietrzyć, więc liczył tylko, że Cath nie przyjdzie robić inwentarza w środku tygodnia... Czy był środek tygodnia? Kiedy właściwie robiło się inwentarz...? Naprawdę nie chciał, żeby urwała mu głowę, wymieniając wszystkie, nawet najdrobniejsze wykroczenia, które popełnił tym aktem, a przez które ich interes mógłby być zamknięty. Na pewno jakieś były. Jeśli ten biznes kiedyś upadnie, to na sto procent będzie to wina Alexisa. Yep. Złapał swoje okulary, stwierdził, że ogarnie wszystko następnego dnia, jak powiedział Holloway, wbiegł znów na górę, by zaraz udać się do szatni i zabrać swoje rzeczy. Pozbył się firmowego polo, na prosty, biały podkoszulek zarzucił kurtkę, złapał swój plecak, sprawdził dwa razy czy czegoś nie zapomniał. Mózgu. Mózgu na pewno zapomniał, ale to już dawno temu i za cholerę nie wiedział gdzie go zostawił. Złapał głębszy oddech, zanim wyszedł, by dołączyć do Vity.
- Prowadź. - nie miał pojęcia gdzie teraz mieszkała. Wsadził dłonie do kieszeni kurtki, wyciągając z niej paczkę papierosów, wsunął jednego do ust. Nie palił podczas zmiany, wiedząc, że gdyby wyszedł z knajpy "na chwilę" to mógłby tego dnia już nie wrócić. Przesunął dłoń z paczką w jej stronę, zerkając na nią pytająco, nie wiedząc, czy miała jeszcze swoje, czy może chciała się poczęstować.
vita holloway