Strona 3 z 3

He wasn’t a project. He was a warning.

: pt maja 01, 2026 12:54 am
autor: Shereen Winfield
Miłość rządziła się własnymi prawami. Potrafiła uskrzydlić, uszczęśliwić i zastąpić negatywne wspomnienia tymi pozytywnymi, albo doszczętnie wyniszczyć i doprowadzić do upadku. Cierpienie i miłość często szły ze sobą w parze, definiując związki i nadając im barwę. Shereen zawsze imponowały długotrwałe małżeństwa. Osoby, patrzące na siebie z tą samą fascynacją mimo upływu lat, po prostu ją rozczulały. Gdyby wciąż była dziewczynką sprzed dwunastu lat, marzyłaby o pięknym ślubie i słonecznikach porozstawianych na weselnych stołach. Jako nastolatka prowadziła własną księgę ślubną i zapisywała tam swoje romantyczne mrzonki. Zazdrościła swojej siostrze udanego małżeństwa i jako utopistka chciała tego samego dla siebie. Relacji opartej na czułości, szczerości i stabilności — później zrozumiała, że tego typu związki nie były każdemu pisane. Marząc o stabilności, pomijała jeden istotny szczegół; mianowicie taki, że nie lubiła się nudzić. Traktowała życie jak przygodę, bo była uczona perfekcji. Zrozumiała, że związki nie muszą być perfekcyjne. Idealną relacją dla Shereen byłaby taka, która potrafiłaby wstrząsnąć jej życiem i zaburzyć idealny świat bez doprowadzania go do całkowitej ruiny. Oliver zburzył jej świat, zostawiając po sobie gruzowisko, które teraz próbowała naprawiać — bynajmniej nie szło jej to najlepiej. Małżeństwo rodziców również nie było idealne. Podobnie jak małżeństwo rodziców Erica. Zarówno w jednym, jak i drugim przypadku jedna osoba odchodziła, zostawiając drugą z odpowiedzialnością, jaką była opieka nad rodziną. W przypadku Erica osobą spajającą rodzinę była matka — w przypadku Shereen, opiekunka. Obserwując swoich bliskich, nachodziły ją różne myśli; zaczęła się zastanawiać, po co tak naprawdę się zakochiwać. Czy cierpienie z powodu odejścia drugiej osoby było warte całego zachodu? Dziwnym zbiegiem okoliczności wszyscy szukają prawdziwej miłości, choć wiedzą, że trudno ją znaleźć. Nieważne jak długo się szuka, czasem może nie pojawić się wcale i następnym razem zranić bardziej. To uczucie było zgubne, izolujące — a jednak ludzie masochistycznie go pragnęli.

Dlaczego?


Dla spełnienia egoistycznych zachcianek i znalezienia sposobu na pozbycie się lęku przed samotnością.
Może dla tych kilku chwil szczęścia i wymienianych spojrzeń.
Może dla tego uczucia, które przeszyło ją na wylot, gdy zobaczyła uśmiech Erica.
Może dla usłyszenia dźwięku własnego śmiechu, gdy czuło się rozbawienie.
Może dla pokręcenia z dezaprobatą głową, gdy ciemnowłosy podjął się kolejnej próby.

— No co ty, przestań. Zaraz to się będę bała, że rozbiję tam głowę — a przecież nie chodziło o to, żeby wchodząc pod prysznic, zastanawiała się nad własną śmiercią. Udało mu się wywołać uśmiech na jej twarzy — nie zmieniało to jednak faktu, że mycie pleców przestało być modne. Zastanowiła się przez chwilę, zsuwając spojrzenie z twarzy Erica i zawieszając je na wysokości jednej ze ścian. Przyłożyła palec do ust, próbując dobrać odpowiednio słowa, by znaleźć alternatywę. Wszystko, co wpadało jej do głowy, brzmiało t r a g i c z n ie, dlatego przez te kilka chwil milczała. — I tak muszę z tobą pójść, żeby podać ci ręcznik. Sama możesz nie sięgnąć — zniżyła nieco głos do konspiracyjnego szeptu, patrząc na niego wyczekująco. Była ciekawa, co sądził o tym tekście. Wydawało jej się całkiem sensualne i nie wzbudzało podejrzeń. Podtekst był ukryty i nie brzmiał tak bezczelnie. — Fantazje mam różne, po prostu ci o nich nie mówiłam. A domowe przetwory zawsze smakują lepiej.
Oczywiście nie zamierzała wybijać mu z głowy kolejnego pomysłu — jeśli chciał porozmawiać z Madoxem, nie mogła mu tego zabronić. Kierowała się głównie troską i obawą o Erica, wszak byłoby jej serdecznie przykro, gdyby przez nią i jej nierozwiązane sprawy, ściągnął na siebie niepotrzebną uwagę. Przyjaciel dziewczyny najczęściej był postrzegany jako główna konkurencja. Wiedziała, że Callaghan nie przepadał za Erikiem właśnie z tegoż powodu. I całkowicie to r o z u m i a ł a. Również byłaby zazdrosna o przyjaciółkę chłopaka. Czułaby się gorsza i mniej ważna; i nie miałoby to nic wspólnego z brakiem zaufania. Po prostu z przyjaciółmi tematów było jakby więcej, i nie było aż tylu granic do przekroczenia. W przypadku Shereen i Erica sporo zamieszania wprowadzał pocałunek sprzed jej wyjazdu. Patrzyła na niego inaczej niż wcześniej, choć robiła to nieświadomie. Czuła się naprawdę tragicznie, gdy w losowym momencie potrafiła wrócić myślami do tamtego wieczoru. I równie beznadziejnie, gdy pisząc z nim, dramatycznie docierało do niej, że za nim tęskni. Teraz gdy miała go obok siebie — albo raczej pod sobą — chciała się nim nacieszyć i egoistycznie zrekompensować sobie te trzy lata rozłąki.
Czy broniła Olivera? Może trochę próbowała wybielić jego zachowanie, choć wiedziała, że było karygodne. Ze zmieszaniem i niepewnością pokręciła głową — w zaprzeczeniu, lecz krótkotrwałe wahanie mogło oznaczać, że nie była do tego przekonana. Chciała wierzyć w tę jego dobrą stronę, bo na pewno jakąś miał. Nie zakochała się w nim bez powodu. Miał cechy, które po prostu uznała za atrakcyjne. Czy była pewna, że by jej nie skrzywdził? W to również próbowała wierzyć. Rozumiała siłę emocji. Przychodziły jak huragan i niszczyły wszystko na swojej drodze, gdy były wystarczająco silne. Słysząc pytania Erica, zdała sobie sprawę, że tak naprawdę nie była niczego pewna. Naprawdę ją to drażniło, nie lubiła niepewności. Gdyby dłonie Winfield spoczywały na materiale bluzki, właśnie zacisnęłaby mocno na niej palce — trzymając je na karku Erica, nie mogła sobie na to pozwolić. Nie chciała sprawić mu bólu z tak błahego powodu, jakim była frustracja; która powoli przemijała. Opuszki palców Erica sunące po jej plecach naprawdę ją rozpraszały i wywoływały przyjemne mrowienie. Podobnie jak to jedno mocniejsze drapnięcie.
Z n a ł a go, owszem — dlatego słysząc jego ściszony ton, mogła tylko wsłuchać się w brzmienie jego głosu i przytaknąć. Czasem ta upartość była denerwująca, ale była jedną z cech, którą w nim uwielbiała i której nienawidziła zarazem. Obydwoje byli uparci i nie zawsze się ze sobą zgadzali, ale te nieporozumienia były częścią ich przyjaźni. Wiedziała, że mu na niej zależy, lecz usłyszenie tych słów sprawiło, że poczuła dziwną lekkość i łaskotanie wewnątrz ciała; zupełnie jakby stado zamieszkujących w nim motyli, nagle zerwało się do lotu. To było przyjemne uczucie i onieśmielające.
— Mi na Tobie też... Dlatego chcę, żebyś został — i chyba w tym momencie pierwszy raz naprawdę się zarumieniła. Wcześniej, gdy wypowiadała w jego kierunku te słowa, miały jakieś lżejsze brzmienie. Teraz niosły za sobą większe znaczenie.

Dręczył ją, owszem — dręczył ją tym dotykiem, który sprawiał, że temperatura jej ciała znacznie wzrastała.
Dręczył ją tym, że gdy poruszyła się na jego kolanach, poczuła pod sobą asymetrie jego ciała, przypominającą jej o tym, że w trakcie trwania w takiej bliskości, stawała się bardzo wrażliwa.
Dręczył ją tym, że gdy czuła jego oddech na swoich wargach, pragnęła go pocałować i sprawdzić, czy całowałby ją z tą samą namiętnością, co przed jej wyjazdem.

Czując jego dłonie tuż przy linii spodni, mimowolnie wciągnęła brzuch, jakby w ten sposób miała mu pomóc w szybszym uporaniu się z rozpięciem ich. Nie spuszczała oczu z jego twarzy, starając się wyczytać malujące się na niej emocje. Wiedziała, że jej oczy połyskiwały cichą prośbą o przesunięcie kolejnej granicy. Takiej, której do tej pory nie przekroczyli. W każdej chwili mogła przerwać. Problem polegał na tym, że nie chciała tego robić. Wolała podjąć się dalszej gry. Pytanie, które wyrwało się spomiędzy jego warg — i jego głos; niższy niż wcześniej — wypowiedziane szeptem... Doprowadził ją do wrzenia. Chciała, by jego ton przez kolejne kilka minut rozbrzmiewał w jej myślach, jak najprzyjemniejsza melodia. Eric... Gdzie się podział ten czarujący chłopak, którego onieśmielał zwykły buziak w policzek? Odniosła wrażenie, że zastąpił go ktoś inny — zamiast swojego uroczego przyjaciela, miała przed sobą mężczyznę, za którym mogłaby pójść do piekła.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


I’ll become your obsession

He wasn’t a project. He was a warning.

: pt maja 01, 2026 3:46 pm
autor: Eric Stones
There's another side that you don't know, you don't know
I can't wait to get you all alone, all alone
Once I'm in there, ain't no letting go, letting go
Watch me turn your mind into my home


Dla Erica miłość była trochę niczym puzzle - raz kawałki do siebie pasowały idealnie, a raz mogłoby się wydawać, że powinny pasować, a jednak było inaczej. Do tych pierwszych zaliczał te pary, których związek tworzył harmonię w oparciu o zaufanie, szczerość i zrozumienie. On sam długo uważał, że nie odnajdzie swojego drugiego kawałka puzzli i, biorąc pod uwagę przeszłe doświadczenia - wyjazd Sher, której tak naprawdę poza pocałunkiem nie potrafił wyznać, co czuje, bo podświadomie bał się, że ona nie czuła tego samego, zghostowanie przez kogoś, do kogo wydawało mu się, że zaczynał coś czuć (i myślał, że vice wersa) - zaczął uważać, iż był tym niepasującym elementem. Że to on był problemem, dlatego może lepiej było odpuścić sobie tę całą zabawę i skupić się na uzależnieniupracy, rozwoju, podróżach - bo przecież nadal posiadał bilet lotniczy do Miami, a na swojej liście miejsc, które chciał odwiedzić, nadal nie wykreślił kilku pozycji w tym. m.in. Francji oraz Hiszpanii. Jasne, flirtował sobie z jedną z barmanek w Emptiness, szukał kogoś podczas wizyt w klubach, ale jakoś żadna nie przykuła jakoś szczególnie jego uwagi. Nie zostawała nigdy na dłużej. Mimo wszystko zaczynało mu brakować

kogoś, kto patrzył na niego tak... jak patrzyła na niego Sher.
Kogoś, kto potrafił go słuchać, tak jak Sher.
Kogoś, kto mimo dzielących kilometrów wrócił (i nie pozwolił relacji utonąć), tak jak Sher...

Chociaż on też ją kilka razy odwiedził w Ottawie i starał się dzwonić regularnie. Mimo wszystko w środku miał obawę, że podczas jednej z rozmów, usłyszy oznajmienie o chęci pozostania w Ottawie. 452 km - tyle dzieliło Toronto od Ottawy, co dawało 4 godziny i 22 minuty podróży autem, a pociągiem koło 4 godzin i 8 minut. Niby 4 godziny to nie 7 czy 8 ale wciąż... nie mogli zrobić spontanicznego wyjścia, chyba, że jedno przyjechało do drugiego i zostawało na noc. Ogólnie jednak łatwiej było, gdy była tuż obok, jakby na wyciągnięcie ręki.
Stones, słysząc, że jego wcześniejsze słowa mogły wzbudzić w Sher niepokój zamiast poczucia bezpieczeństwa pod prysznicem, nie ryzykował wymyślania kolejnych tekstów.
- Nie pozwoliłbym na to… - powiedział, choć doskonale wiedział, że nie był ani żadnym Edwardem, ani żadnym superbohaterem i nie miał takiego SUPER refleksu, a czasami wystarczyła sekunda i mogło dojść do tragedii. Mimo wszystko nie chciał, by Sher doświadczyła czegoś, przez co musiałby ją zawozić do szpitala i to u niego w mieszkaniu - byłoby mu strasznie głupio i prawdopodobnie chciałby zapaść się pod ziemię.
Widząc uśmiech na twarzy Sher, poczuł satysfakcję, bo gdyby się nie uśmiechnęła, uznałby to za porażkę w wymyślaniu tekstów na podryw.
Uważnie przyglądał się Winifield, gdy ta wymyślała alternatywę dla pójścia pod prysznic w celu umycia pleców
- Dobre. Podoba mi się. Serio. - powiedział zgodnie z prawdą, machając palcem wskazującym, naprawdę uważając zwrot Sher za godny zapamiętania - i kto wie, może któregoś razu go wykorzysta?
Zrobił wielkie oczy, gdy usłyszał o posiadanych przez Sher różnych fantazjach i automatycznie zaczął zastanawiać się, jakie one były... i z KIM w roli głównej.
- No w sumie... ja też chyba nigdy nie pytałem. A gdybym zapytał, powiedziałabyś mi jakąś jedną? - spytał, zaciekawiony, unosząc brew.
- Jest tam kimchi zrobione przez moją mamę, kiszona rzodkiew i coś jeszcze, ale już nie pamiętam, co. - nie zapamiętywał wszystkiego, co dostawał w słoikach, bo zwyczajnie nie uważał tego za coś ważnego. Wystarczyło przecież zejść i sprawdzić.
- Jak będziesz miała ochotę, to na śniadanie przyniosę kimchi. - bo tak czy inaczej należało je zjeść, a - zdaniem Erica - nikt nie robił lepszego kimchi poza jego mamą i babcią, a próbował naprawdę wielu w przeróżnych restauracjach.
Erica ucieszyło, że Sher nie kazała mu trzymać buzi na kłódkę, tylko mógł swobodnie porozmawiać z Madoxem o Olivierze. Naprawdę ciekawiło go, co usłyszy od Madoxa i czy... Olivier mówił mu cokolwiek o swoich planach. Stones nie chciał wierzyć, że Noriega był w to zamieszany i odsuwał od siebie tę myśl, najbardziej jak tylko mógł Bo po co mieliby ze sobą współpracować? Ciężko było mu połączyć kropki, ale to też może dlatego, że nie znał zbyt dobrze byłego chłopaka Sher. Albo znał jedną z wersji, którą prezentował przed przyjacielem Sher. Tak wiele pytań, a tak mało odpowiedzi... Z drugiej strony, dopiero co dostał jakiekolwiek informacje, więc byłoby zbyt pięknie, gdyby ot tak wszystko wiedział. Nie był policjantem ani żadnym detektywem, choć czasami tak się czuł, gdy ktoś prosił go o namierzenie telefonu lub drugiej osoby. Niesamowite, że jeden nadajnik mógł pomóc rozwiązać lub zniszczyć tyle spraw… Bo przecież w telefonie zazwyczaj znajdowało się wiele… zdjęć, filmików, numerów…
Widział to zaprzeczenie i to mu wystarczyło, bo nie spodobałoby mu się, gdyby na zadane wcześniej pytania, odpowiedziała twierdząco - choć trochę był zawiedziony i nieco zawiedziony, bo miał wrażenie, jakby dostrzegł nutę niepewności w wyrazie twarzy Sher. Chciał jednak wierzyć, że mu się tylko przewidziało, bo najważniejsze, a zarazem kluczowe tutaj było ZAPRZECZENIE. Dlatego uniósł lekko kąciki ust, a jego ciało na bardzo krótką chwilę się rozluźniło.
Zaraz jednak zastygł, bo usłyszał coś, czego ABSOLUTNIE się N I E spodziewał. Popatrzył z ogromną czułością na Sher, jakby chciał mieć pewność, że jego umysł nie prowadził go na manowce, nie miał omamów słuchowych, ani nie śnił. Czy.. ona.. właśnie... Nie dokończył własnej myśli, ponieważ te usłyszane przed chwilą słowa wypełniły zarówno jego ciało, jak i umysł. Miał wrażenie, jakby Sher przykryła go ciepłym kocykiem, spod którego nie chciał wychodzić, a pod którym chciał leżeć... razem z N I Ą. Tylko tyle i AŻ tyle.... Przeniósł swoją rękę z uda, na lewy policzek Sher - specjalnie, bo po lewej stronie ciała, wewnątrz płuc, znajdowało się serce - i zaczął go gładzić kciukiem. Czuł pod dłonią przyjemne ciepło.
- Nie masz pojęcia, Sher, ile to dla mnie znaczy… ile Ty dla mnie znaczyłaś i ile znaczysz. - powiedział tym samym tonem co wcześniej, nie przestając gładzić policzka dziewczyny. Przygryzł wewnętrzną stronę policzka, bo miał wrażenie, jakby właśnie odkrywał swoje karty. Chociaż, po raz pierwszy odsłonił je trzy lata temu i po tym rozgrywka została wstrzymana. Czy możliwe było, że podczas dzisiejszego spotkania, zostanie ona dokończona? Poza tym całe jego ciało domagało się Sher. Chciał jej smakować, próbować, słyszeć... I nawet jego narządy dawały jasne sygnały.
Ogarnęła go kolejna fala satysfakcji i przyjemnego ciepła, gdy poczuł, jak Sher wciąga brzuch, gdy jego palec spoczywał na guziku od rozporka.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


you drive me crazy🔥

He wasn’t a project. He was a warning.

: ndz maja 03, 2026 1:23 am
autor: Shereen Winfield
Spędziła w jego towarzystwie siedemnaście lat, ponad sześć tysięcy dni poświęciła znajomości z Erikiem. W wieku siedmiu lat widziała w nim tylko nowego kolegę, tego nowego dzieciaka w szkole, z którym nie chodziła nawet do jednej klasy. Widywali się częściej na szkolnym korytarzu i placu zabawy. Eric był powiewem świeżości dla siedmiolatki przyzwyczajonej do dzieci o podobnym kolorze skóry i wyglądzie. I wiedziała, że traktowano go różnie. Dla niektórych był chłopcem wziętym z kosmosu — dla niej kimś ciekawym. Pierwszy raz zagadała do niego na placu zabaw. W domku tuż przy zjeżdżalni, jeśli pamięć jej nie zawodziła. Zadała to jedno — z perspektywy czasu głupie — pytanie, czy przyjechał z Chin. Obruszył się, podkreślając, że nie jest chińczykiem. Winfield była bezpośrednim dzieckiem, jasno komunikującym swoje potrzeby i takim, które nie do końca myślało, czy nie sprawi nikomu przykrości swoimi słowami. Dowiedziała, że przyjechał z Litwy, poznała jego imię — i okazało się, że nawet go polubiła. Lubiła bawić się z tym chłopcem, choć była denerwująca. Zwłaszcza wtedy, gdy ustalała zasady zabawy, a on się z nimi nie zgadzał, bo chciał wprowadzać swoje. Mierzyła go wtedy nieprzyjemnym spojrzeniem i się obrażała — ale mimo bycia obrażoną i tak chciała, żeby się z nią bawił. Przywykła do jego towarzystwo. Ich relacja z biegiem lat ewoluowała. Udało im się stworzyć silną, przyjacielską więź i nie chcieli jej niszczyć. Dorastali razem. Znali swoje sekrety i Shereen przez jedenaście lat nie sądziła, że mogła mu się podobać. Być może była zbyt pochłonięta sobą i światem własnych uczuć, by tego nie dostrzec — a może Eric dobrze maskował swoje uczucia. Ten pocałunek ją szczerze zaskoczył. A jeszcze bardziej zaskoczyło ją to, że go odwzajemniła. Nie zastanawiała się nad tym, czy powinna to zrobić; jej usta mimowolnie odnalazły te jego, jakby były mu przeznaczone. W Ottawie nie miała zbyt wiele czasu na roztrząsanie tej sprawy. Nie zapomniała, lecz rozmowy z Erikiem przychodziły jej tak naturalnie, jakby między nimi nic się nie wydarzyło. Może miała świadomość, że wbrew pozorom nie było w tym nic złego. Podobało jej się, to było coś nowego, innego... I zniknęło. Pocałunek wsiąknął w powietrze, jakby był częścią codziennego życia Shereen. Ale nie był jej obojętny. Tamtego wieczora dotarło do niej, że pierwszy raz spojrzała na niego jak na kogoś, kogo mogła obdarzyć szczerym uczuciem. Dostrzegła w nim tę iskrę i czuła się tak, jakby doświadczyła nagłego olśnienia.
Wyrzuty sumienia, rozczarowanie swoim zachowaniem i obawa, że nie będzie chciał z nią rozmawiać, docierała do niej powoli. Potrzebowała kilku dni, chwili ciszy i odcięcia od nauki, zafascynowania Ottawą i świadomości, że zaczynała nowy rozdział. Wierzyła, że wyjeżdżając, domknęła wszystkie stare historie, ale to, co przeżyła z Erikiem, nawiedzało ją nocami, gdy próbowała spać. Obezwładniały ją dziwne uczucia, gdy po przebudzeniu docierało do niej, że Stones zajął specjalne miejsce w jej myślach i choć nie chciała widzieć w nim obiektu niewłaściwych fantazji, to właśnie tym się stał. Przez pewien czas chciała je spełnić — lecz te z każdym dniem rozłąki, coraz bardziej blakły. Miała wystarczająco dużo czasu, by wyciągnąć pewne wnioski. Mianowicie takie, że psucie tylu lat przyjaźni dla fizycznej zachcianki, było głupie i nieodpowiedzialne. Rozmawiała z nim, choć pierwsze rozmowy stanowiły dla niej problem. Stones boleśnie przypominał jej o Toronto i o tym, co straciła, gdy postanowiła wyjechać na studia. Zazdrościła tym, którzy zostali z nim w Toronto i dręczył ją niepokój, gdy jej serce otulała trudna do okiełznania zazdrość. Nie potrafiła uporać się z tym że ktoś inny mógł zająć jej miejsce.

Przecież byli najlepszymi przyjaciółmi.


Poczuła się zobowiązana do wyjaśnienia mu, że żartowała z tym prysznicem — uznała, że mógł odebrać jej słowa zbyt personalnie. Eric miał skłonności do zamartwiania się o nieodpowiednie rzeczy. Pomógłby jej, co było oczywiste i wiedziała, że zrobiłby wszystko, by nie dopuścić do niebezpiecznej sytuacji. Zachowanie Erica wciąż było dla Shereen zagadką. Z jednej strony miała przed sobą kogoś troszczącego się o dobro swoich bliskich. Z drugiej, po tak długim czasie znajomości, dostrzegała w nim kogoś cholernie nieodpowiedzialnego. Pomysły Erica nie zawsze były dobre. Wprawiały ją w stan osłupienia i sprawiały, że stukała się palcem w czoło, oddając w ten sposób hołd dla głupoty Azjaty. Zgodziła się na zjedzenie kimchi na śniadanie; mogli zjeść cokolwiek — ale tylko z przetworów zrobionych przez jego mamę.
— Nie powiedziałabym ci o żadnej — bo wolałabym ci ją pokazać. Opowiadanie mu o swoich fantazjach, gdy znajdywali się tak blisko siebie, wydawało jej się niewłaściwe. Zawstydzające.

Powiedz mu, czego chcesz. I tak już grzeszysz, bo w ogóle chcesz.

Rozpieszczał ją czułymi gestami i sprawiał, że czuła się przez niego zauważona — schlebiało jej to bardziej, niż powinno. Eric znaczył dla niej dużo. Był jedyną stałą w życiu Shereen. Nie zamierzał jej zostawiać, podobnie jak ona jego. W reakcji na dotyk na policzku przymknęła powieki, ocierając się o wewnętrzną stronę jego dłoni, jakby miało jej to pomóc w zapamiętaniu tego ciepłego gestu. Wydawało jej się, że wiedziała, ile dla niego znaczy. Nie musiał mówić tego na głos. Okazywał to poprzez gesty; zarówno przez dotyk, jak i sposób, w jaki na nią patrzył. Zachowanie Erica nie było trudne do zrozumienia. Czytała jego zachowanie, rozpoznawała emocje, które mu towarzyszyły — w jej sercu także szalała burza, ciało natomiast zastygało w oczekiwaniu na kolejny ruch.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


kiss me or bite me

He wasn’t a project. He was a warning.

: ndz maja 03, 2026 5:37 pm
autor: Eric Stones
If I lose myself tonight
It'll be by your side
I lose myself tonight...

Doskonale pamiętał moment, kiedy dowiedział się o przeprowadzce; pamiętał, jak wsiadał do samolotu, trzymając swój ulubiony samochodzik Hot Wheels, który dostał na piąte urodziny, którym jeździł po tym, co akurat mijał na lotnisku. Pamiętał, że siedział obok taty, a z lewej strony miał okno, przez które patrzył, dopóki nie zasnął. Może właśnie start samolotu w pewnym stopniu spowodował, że bardzo polubił, gdy wbijało go w fotel - dlatego z wielką chęcią chodził na gokarty, a potem jeździł na wydarzenia, gdzie można było usiąść za kierownicą sportowych aut typu Ferrari, Porsche, Lamborghini (któreś z tych ogólnie zamierza kiedyś kupić), a w międzyczasie, polubił też wyśigi Formuły 1 i zastanawiał się, co musiałby zrobić, aby zostać kierowcą bolidu, lecz ostatecznie tylko na rozmyślaniu się skończyło. Znaczy jasne, czytał o procedurach, lecz widząc, ile pieniędzy musiałby wyłożyć... to załamał ręce (a przy okazji się).
Tak czy inaczej, pamiętał, jak wszedł do nowego domu, a rodzice zaprowadzili go do JEGO pokoju. Był trochę większy niż ten, który miał podczas mieszkania na Litwie, ale nie pozostało mu nic innego, jak po prostu, próbować się zaaklimatyzować. Oczywiście wkrótce na ścianach zaczynały wisieć plakaty, które wraz z wiekiem Erica zmieniały się - najpierw wisiały postacie z kreskówek, potem ulubieni piłkarze wraz z drużynami, a po nich nastąpiła era aut. Shereen poznał na tym pierwszym etapie i pamiętał bardzo dobrze, gdy do niego podeszła, by zadać to jedno pytanie, które go zirytowało, lecz mimo wszystko nie patrzyła na niego tak, jak patrzyły pozostałe dzieciaki. Nie wszyscy, rzecz jasna, ale no… czasami odnosił wrażenie, jakby był zwierzęciem w zoo lub przybyszem z innej planety, a przecież też miał buzię, ręce, nogi, oddychał, czuł, myślał. Był C Z Ł O W I E K I E M. Więc tak, to Shereen była tą, która jako pierwsza zrobiła krok, a potem już po prostu płynęli statkiem razem, przybijając do różnych portów i przeżywając przygody. Mimo (czasami trudnego) charakteru Winifield, Eric naprawdę ją polubił i choć potrafił się zdenerwować, to jednak zawsze wracał. Bawili się, odwiedzali, śmiali, a na jednym z drzew wyryli swoje inicjały, chcąc pozostawić ślad swojej przyjaźni. Skąd Eric miał wiedzieć, że pewnej nocy nie będzie mógł spać, bo będzie rozmyślał o Sher, co spowoduje, że zobaczy ją w swoim śnie? Jasne, śniła mu się wcześniej, tylko ten sen był jakby żywszy, mocniejszy, intensywniejszy.... przez co obudził się zlany potem i wstyd mu było powiedzieć samej Winifield (pewnie po dziś dzień jej tego nie wyznał). Jasne, śnił o innych dziewczynach, lecz nie tak jak tamtej nocy o Sher. To był dla niego moment, kiedy próbował zrozumieć, o co chodzi. Dlaczego to uczucie przyszło tak nagle? Dojrzewał? Tylko co jeśli to zepsuje naszą relację, którą budowaliśmy od dawna?[/i] pytał siebie, siedząc przed miską z płatkami i mlekiem.
Jakiś czas później dowedział się, że nie będzie studiowała w Toronto razem z nim. Poczuł, jakby jakaś gula stanęła mu w gardle, bo to oznaczało, iż każde z nich będzie chodziło oddzielnie na imprezy studenckie, ona pozna nowych ludzi Może nawet kogoś lepszego ode mnie. Czuł się tak, jakby był ze szkła i ktoś rzucił w niego piłką, powodując roztraskanie na milion drobnych kawałków - no ale wiedział jedno: nie zatrzyma jej.

Co byłby z niego za przyjaciel?

Dlatego też dzień przed wyjazdem, postanowił postawić wszystko na jedną kartę, bo miał wrażenie, że się dusi, że albo teraz, albo nigdy i dlatego ją pocałował. Jakże był wielce zaskoczony, gdy niespodziewanie Sher odwzajemniła ten pocałunek. Miał wrażenie, że czas na chwilę się zatrzymał, a serce, gdyby mogło, wyskoczyłoby mu z piersi.
No ale potem dał ciała, ponieważ nie potrafił porozmawiać o tym, co między nimi zaszło. Planował i to niejednokrotnie, że podczas rozmowy telefonicznej wyłoży kawę na ławę, ale ostatecznie polegał. Za każdym razem. To jakby ciągle robił jakiegoś questa w grze komputerowej i go nie przechodził, bo na ekranie pojawiało się jedno wielkie FAIL.
Któregoś razu postanowił ją odwiedzić. Miał akurat nieco spokojniejszy czas, więc w piątek wieczorem wsiadł do pociągu i pojechał do Ottawy. Planował z nią szczerze porozmawiać przy śniadaniu - specjalnie nawet wstał wcześniej - lecz usłyszawszy, że z kimś się spotyka, plan legł w gruzach; mógł zgnieść wyimaginowaną kartkę z rozpisanym planem i wyrzucić do kosza. I tak o to rozmowa, która powinna mieć miejsce, nigdy nie nastąpiła. Oczywiście gratulował przyjaciółce i życzył jej jak NAJLEPIEJ.
Dlatego Eric uznał, że skoro ona kogoś miała, to on też miał zielone światło na związek. Z kimś tam kręcił - bo jednak na imprezach studenckich sporo się potrafiło dziać - lecz o żadnej dziewczynie nie potrafił myśleć jak o Shereen Winifield.

Swojej najlepszej przyjaciółce.


Nie kontynuował już rozmowy o prysznicu, a na śniadanie miał w planach ugotować ryż i przynieść to, co miał w piwnicy, zrobionego przez jego mamę, bo przecież tak czy inaczej trzeba to było zjeść. Najwyżej zawsze jeszcze zostawał im instant ramen, którego u Eryka NIGDY nie brakowało. Stones uważał, że ten kto wpadł na pomysł i wymyślił instant rameny (i ogólnie zupki), powinien otrzymać jakąś specjalną nagrodę, bo niejednokrotnie potrafiły życie uratować. Albo przynajmniej zaspokoić głód.
Westchnął czując lekki zawód, bo miał nadzieję, usłyszeć o chociaż jednej, ale z drugiej strony, gdyby ona go zapytała, to tak naprawdę odpowiedziałby IDENTYCZNIE. Mimo wszystko miał nadzieję, że... przy choćby jednej będzie mógł postawić zielony znaczek.

Patrzył na nią z ogromną czułością, gdy ocierała się o umiejscowioną na jej policzku dłoń. Naprawdę cieszyło go, że postanowiłą tego dnia do niego wpaść z misją. Cóż, nie przypuszczał, że pociąg skręci na inny tor, gdy już poszukiwany jegomość zostanie namierzony. Ale czy mu to przeszkadzało?
Absolutnie.
Sam do końca nie mógł w to uwierzyć i miał tylko jedną jedyną nadzieję.
Oby to NIE był sen.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


you belong to me