Zdziwiło go, że nie chciała kontynuować tematu odwyku, ponieważ myślał, że ma mu coś jeszcze do powiedzenia, a zamiast tego milczała. Dopiero gdy zobaczył spojrzenie Sher, miał wrażenie, że jest nim właśnie zabijany. Nawet jakiś taki dreszcz go zaczął przechodzić, choć czy przez to planował odpuścić picie? Otóż nie. Picie pozwalało mu zapomnieć o tym, co się działo. O tym, co go bolało i pomagało mu czuć się lepiej - a przynajmniej takie miał wrażenie. Nie pamiętał, kiedy dokładnie wypił o ten jeden kieliszek za dużo, ale nie miał zamiaru ot tak przestawać. Jeszcze wiedział, gdzie mieszka, gdzie pracuje i… że ma parę bliskich osób - chociaż czasami miał wrażenie, jakby obserwował wszystko z boku, a życie tak po prostu sobie płynęło; jakby wsiadł na rzucony na wodę materac i sobie tak zwyczajnie dryfował. Chociaż przy Sher nie miał takiego poczucia. Przy niej czuł się jakoś tak… l e p i e j. Była jego
bezpieczną przystanią, do której chciał przybijać, choć nie był do końca pewien, czy może, bo przecież byli
tylko przyjaciółmi.
Tylko? czy może
aż?
Poza tym, miał wrażenie, że o Winifield potrafił jakoś tak… częściej myśleć, niż o innych przyjaciółkach. W dodatku bardzo lubił, gdy do niego dzwoniła, nawet jeśli nie rozmawiali o niczym konkretnym, a np. o pogodzie albo on marudził, bo w pracy znowu był kocioł i wszystko było na ASAP. Nienawidził tego słowa i dostawał gorączki, gdy, dostając zlecenie, słyszał, że ma je wykonać ASAP, choć właśnie był w trakcie wykonywania czego innego - a nagle miał pootwierane miliony tasków i wszystko rozgrzebane, przez co musiał albo kończyć w domu, albo zostawać po godzinach. W sumie może niedługo wziąłby jakiś urlop, by złapać trochę oddechu?
Na twarzy Stonesa pojawiło się coś w rodzaju smutku wymieszanego ze współczuciem - nawet zatrzymał na chwilę mizianie jej po plecach, bo po prostu… nie spodziewał się, że sytuacja była aż tak poważna.
- Ja… naprawdę bardzo mi przykro, Sher. Mam nadzieję, że pokona to, co go dopadło. - powiedział i nie czekając na cokolwiek, po prostu ją przytulił - wstał na chwilę z miejsca, by być naprzeciwko przyjaciółki i dać jej to, na co jego zdaniem zasługiwała. Jeśli chciała płakać, śmiało. Nie zamierzał ani jej powstrzymywać. Mimo iż w swojej rodzinie nie miał nikogo z poważną chorobą, to mógł sobie jedynie wyobrażać, co Winifield czuła.
Dowiedzieć się o tym, że wkrótce być może pożegnasz kogoś bliskiego…
Jasne, jego ojciec był w jakimś sensie chory, ale Eric wiedział, że gdzieś tam sobie był i pewnie wkrótce wróci do domu. Odbędą
miłą rozmowę, a potem jeden z nich pójdzie spać, a drugi będzie chciał o odbytej konwersacji zapomnieć. Eric nie wierzył już w to, że cokolwiek sprawi, że jego ojciec się zmieni. Żył pracą, delegacjami i wynikami.
Praktycznie każdy powrót ze szkoły Erica był równoznaczny z pytaniem
jak Twoje wyniki, synu? Jeżeli były zadowalające, Eric mógł liczyć na uśmiech ojca, a w innym przypadku podniesiony ton i to właśnie tego drugiego doświadczał o wiele częściej. Choć się starał, to zawsze było ZA MAŁO. Zawsze byli LEPSI. I zawsze pan Stones nie mógł zrozumieć, dlaczego jego syn się nie starał lub starał się, ale nie wystarczająco - a on naprawdę robił, co mógł, a po jakimś czasie zrozumiał, że to jego ojciec miał zbyt wysokie oczekiwania. Rozumiał troskę, lecz nie rozumiał tej przesady. Całkowicie jej nie rozumiał.
Zaraz jednak przestał myśleć o ojcu, tylko wysłuchał powodów, dla których Sher wróciła do Toronto. Poczuł jakieś takie przyjemne ciepło, kiedy usłyszał trzeci powód. Kiedy usłyszał, że tęskniła… za nim.
Za mną… powtórzył w myślach, a kąciki ust same się uniosły. Poczuł się tak, jakby właśnie wygrał jakąś nagrodę, lub trafił rzutką w sam środek tarczy w dartach.
- Ja tam się bardzo cieszę, że wróciłaś do mni... znaczy do nas. Jakos tak lepiej jest gdy tu jesteś i wiesz co? Też za Tobą tęskniłem. - powiedział ciszej, jakby chciał, by tylko ona wiedziała o tej ostatniej informacji. Nieco speszony, uciekła spojrzeniem gdzieś w bok, a potem wziął łyka drinka.
On nie słuchał, gdy wypowiedziała jego imię, ponieważ był całkowicie skoncentrowany na tym, by przynieść jej ubrania, w których mogłaby spać - znaczy, no… zawsze mogła w samej bieliźnie, lecz ten pomysł wolał zostawić wewnątrz swojej głowy. Nie przyjmował żadnej odmowy, bo nie chciał potem się martwić - choć zapewne i tak będzie, gdy Sher wróci do siebie. Ale nim wróci, mieli jeszcze trochę wspólnego czasu. Gdy wracał, zaczął się zastanawiać, jak właściwie będą spać… rozum mu podpowiadał, by poszedł na kanapę, a serce… by zadać proste pytanie. Przełknął ślinę, próbując podjąć jakąś decyzję.
Uśmiechnął się widząc reakcję Sher na otrzymaną koszulkę. Miał też kilka innych z motywem Gwiezdnych Wojen (gaci i skarpetek też), więc łatwo można było zgadnąć, jakie uniwersum było jego ulubionym. I doceniał Sher za to, że nie kazała mu iść przynieść czegoś innego.
No ale potem temat zszedł na kolejne poważne tory i Eric naprawdę był wkurwiony, że Sher doświadczała czegoś takiego. Aż zacisnął pięści w tej irytacji oraz złości. Jednakże słysząc prośbę, jaka została do niego wystosowana, Eric zamrugał kilka razy, jakby nie był pewien, czy dobrze usłyszał. Jasne, już wcześniej przytulił Sher, lecz to była naturalna reakcja, by dodać otuchy, a teraz… zapewne także jej potrzebowała, dlatego bez większego zastanowienia zrobił te dwa kroki do przodu, by objąć Winifield. Objął ją mocno, ale nie aż tak - nie chciał jej przecież udusić. Do tego zaczął gładzić ją po głowie oraz wdychać perfumy, którymi pachniała. Szczerze? Mógł trwać w tym objęciu naprawdę długo.
- A tak w ogóle… tak sobie myślałem… chcesz spać razem, czy mam się ewakuować na kanapę? - spytał podczas przytulenia, bo nie, jeszcze się nie zamierzał odsuwać. Jeszcze się tą chwilą nie nasycił.
Shereen Winfield