Strona 3 z 3

stay a little longer

: ndz kwie 26, 2026 9:24 pm
autor: Galen L. Wyatt
Słuchał jej i kiedy powiedziała mu to, że ona lubi... Spać, to uśmiechnął się delikatnie. Bo to była kolejna rzecz, która ich różniła. Galenowi wiecznie było szkoda czasu na sen. Chociaż kiedy padał, to po prostu kładł się do łóżka i spał, ale zrywał się rano i już coś robił.
A jednak to co powiedziała Maya, było jakieś takie... beztroskie. Normalne.
- W sumie brzmi fajnie - stwierdził, kiedy powiedziała mu o tym piciu kawy, posiedzeniu przed blokiem, albo siadaniem do laptopa. Bo to akurat ich nie różniło, Galen też często zaczynał od kawy, swojej nowojorskiej gejszy, a później, kiedy schodził do siłowni rozmawiał z portierem, którego Maja zresztą poznała. I jak wracał to siadał do laptopa, żeby sprawdzić spotkania, żeby przejrzeć jakieś wykresy... Ale on to lubił. Jakkolwiek nie irracjonalnie to zabrzmi, Galen Wyatt lubił stal. I swoje prezesowskie życie.
Owszem, miało... dużo braków i czasami wstawał z myślą, że by się z kimś zamienił, nawet z Earlem, ale przecież gdyby nie to... Ta cała otoczka z pięknego apartamentu i drogich koszul, to Galen Wyatt, nie byłby Galenem Wyattem.
Ale był.
I znowu się uśmiechnął na kolejne słowa Majki.
- Można mieć plan, ale... być elastycznym. Mój dzisiaj był elastyczny, ale to dobrze, że ty nie miałaś i jednak tu ze mną przyjechałaś - i pomogła mu zdemolować kuchnię, zrobiła z niego idiotę w nocnym autobusie, a teraz... uczyła go oralnie jeść płatki.
Może brzmiało to surrealistycznie i każdy normalny człowiek stwierdziłby, że Majka przyciągała kłopoty, ale Galen... on je chyba nawet lubił.
I zaraz okazało się, że jeść oralnie płatki też lubi, zwłaszcza kiedy karmiła go nimi Majka. Niebieskie tęczówki zawieszone były na jej twarzy, ale już nie miały tego chłodnego błękitnego odcienia, coś bardziej intensywnego... Dzikiego. Kiedy Galen zerwał się z miejsca, kiedy wisiał już nad nią.
Blisko.
Coraz bliżej.
Galen Wyatt nigdy się nie wahał, nie czekał, ale był dżentelmenem i wystarczyłby jeden jej gest. Jedno słowo...
A by się cofnął, ale kiedy go nie dostał. Kiedy jej ciemne, piękne oczy, zamiast na jego niebieskich tęczówkach, zawiesiła na ustach. To to zrobił.
Przekroczył granicę, spróbował. Kosztował ją powoli. Sensualnie. Łamał ostatnie hamulce, gasił wszystkie czerwone lampki, tym pocałunkiem. Smakiem swoich ust, który mieszał się ze słodkim, tych jej, trochę szkockiej i ten sztuczny posmak truskawek i mleka. Smakowała wybornie.
A potem drugi raz. Zachłanniej. Pewniej. Bardziej w jego stylu. Już bez hamulców. Tak, żeby cała głowa fiksowała się tylko na tym. Na pocałunku, głębokim, namiętnym i dotyku... Delikatnym, sprawiającym nie więcej niż to, że skóra drżała. Kiedy jego opuszki sunęły po niej powoli. Nie typowo dla tych szybkich numerków, bo oni mieli czas. Mogli kosztować, próbować, rozpływać się pod tym.
Mogliby...
Gdyby mu nie przerwała.
I w pierwszej chwili Galen odsunął się od niej z zawodem, te niebieskie oczy znowu zaszły tą lodową mgłą, a on nabrał w płuca ciężko powietrze. To nie wybrzmiało mu pod czaszką, odbiło się od niej i sprawiło, że... Galen w momencie się zdystansował. Na to jej wyciągnięcie ręki, którą zaciskała na jego koszuli. Pozwolił jej wyciągnąć dłoń spod jej bluzy, tak po prostu, nie zaczepiając jej. Bo Galen to rozumiał. Nie, dla niego znaczyło nie. I nagle pojawiła się między nimi granica, której nie dało się przeskoczyć. Jeszcze przez moment niebieskie tęczówki zawieszone były na jej ciemnych oczach, coraz ciemniejszych i bardziej błyszczących.
- Dobrze, rozumiem - powiedział trochę chłodno. Ale tak naprawdę... nie mógł mieć jej tego za złe. Nie miał.
Nawet zaraz się do niej uśmiechnął, kiedy już poprawił poniszczoną koszulę, przesuwając po niej palcami, kiedy odzyskał rezon, na tyle, na ile było to możliwe w jego stanie. I chociaż żałował, że nie posunęli się dalej... Bo Galen chciał, naprawdę. Jeszcze przez moment po prostu skupiając się tylko na tym, żeby jego myśli wróciły na właściwe tory, żeby nie nakręcać się na obłędnym smaku jej ust, zapachu perfum, cieple jej ciała. Nawet na moment zamknął powieki, to zaraz znowu patrzył na nią inaczej, przesunął palcami po miękkich włosach zaczesując je do tyłu.
Chyba on sam też nie chciał, żeby była jego laską na jedną noc... ale w takim razie czego on chciał?
Jeszcze nie umiał tego określić. Jej? Ale nie na tym blacie w akompaniamencie przyśpieszonych oddechów. Nie jak jedną z wielu, które sobie tutaj sprowadzał.
Kiedy powiedziała to późno już, zerknął na drogi zegarek na swoim nadgarstku. Było późno, ale z drugiej strony...
- Późno przyszłaś... - stwierdził, a kiedy zeskoczyła ze stołu, to powiódł za nią spojrzeniem - zostaw, ktoś to posprząta... - powiedział, jakby to było takie normalne. Bo dla niego w zasadzie było. I w końcu Galen ruszył się też do tego, żeby odpalić robota sprzątającego, który pozbierałby te szkła. Bo skoro na reklamach zbierał nawet płatki śniadaniowe, to co to szkła, nie?
- Uważaj na szkła - jeszcze ją pouczył a sam oparł się o jakiś blat obserwując, jak robot rzeczywiście zagarnia potłuczone szklanki - Maya... - zaczął Galen, kiedy ona odkładała płatki do szafki - a może rzeczywiście zrobimy te kanapki z szynką i serem? A później... zamówię ci taksówkę? Bo nie wiem czy beze mnie w tym nocnym autobusie dasz sobie radę - zawiesił spojrzenie na jej plecach.
Dziwne. Niesłychane wręcz, że Galen Wyatt proponował jakiejś lasce, żeby została... Żeby zjadła z nim kanapki. A on jeszcze później zamówi jej taksówkę. Bo przecież Galen bardzo szybko pozbywał się tych lasek. A ją chciał jeszcze zatrzymać...
- Będę już grzeczny - dodał jeszcze, kiedy już odwróciła się w jego kierunku, kiedy już jego intensywnie niebieskie spojrzenie odszukało to jej, ciemne i błyszczące. I znowu się uśmiechnął, bez żalu. Tak po prostu. Szczerze.

będę już grzeczny

stay a little longer

: śr kwie 29, 2026 3:36 pm
autor: Maya Parker
Był uzależniający. Jego spojrzenie, zapach, dotyk… wszystko. To jak jego usta zachłannie smakowały tych jej, jak bezczelnie wdzierał się językiem pomiędzy rozgrzane wargi i siał absolutne spustoszenie. Doskonale wiedział, co robił, znał swoje atuty i potrafił je wykorzystać. Z idealną precyzją wiedział, kiedy mocniej na nią naprzeć, a kiedy przesunąć ciepłymi opuszkami po jej nagich plecach, by jeszcze bardziej wzniecić rodzący się między nimi ogień. 
Przez krótki moment było jej dobrze. Naprawdę dobrze. Szczerze mówiąc nie pamiętała, kiedy ostatnio czuła się tak zauważona, kiedy wymiana spojrzeń z drugim człowiekiem była tak elektryzująca, a możliwość poznawania go bliżej ekscytująca. On cały taki był i przez moment Parker sama nie mogła uwierzyć, że to wszystko przerwała. Że powiedziała nie, kiedy całe jej ciało krzyczało głośne tak. Głową rzadko kiedy wygrywała z sercem, a jednak tutaj udało jej się przejąć stery.
Pomimo upojenia alkoholowego, Galen wydawał się odpuścić szybciej, niż ona. Maya jeszcze się wahała, jeszcze nie była pewna. Głupio liczyła, że kiedy wspomniała o tym, że nie będzie jak jego modelki na jedną noc, jakaś część niej naprawdę czekała, aż on się postawi. Aż powie, że wcale nie była. Że nie była do nich podobna w ani jednym calu. Ale nie powiedział. Ciche dobrze, rozumiem wyleciało z pomiędzy jego ust, będąc jedyną odpowiedzią na całą sytuację, a to tylko utwierdziło ją w przekonaniu, że dobrze zrobiła. Głupia była, że nawet myślała jakkolwiek inaczej. Przecież tacy faceci jak Galen o nic się nie prosili. Oni albo dostawali albo odpuszczali i szli po kolejną chętną. Na pewno było ich od groma. I wcale nie mogła mu mieć tego za złe.
Bez jakiegokolwiek żalu zeskoczyła ze stolika i z uśmiechem na ustach poszła odłożyć płatki do szafki oraz mleko do lodówki. Serce wciąż waliło jej ciężko, a nogi były miękkie. Nie chciała iść do domu, nic tam na nią nie czekało, dlatego gdy tylko Galen poprosił, żeby została dłużej, tak naprawdę wcale nie musiała się zastanawiać. Chociaż chwile przeczekała nim odpowiedziała, nieco go przetrzymując.
Zrobimy oznajmiła, opierając plecy o chłodne drzwi lodówki, przy okazji przyglądając mu się uważnie. Włosy miał całe zmierzwione przez jej palce, a na środku koszuli wielką plamę po mleku. Wyglądał… zajebiście dobrze. a masz toster? uniosła brew ku górze, bo jak on niby chciał robić tosty, jak zaraz mogło się okazać, że nawet nie miał tak durnej rzeczy jak opiekacz do tostów. W końcu był bogolem, ludzie tacy jak on pewnie jadali sam kawior na kolacje. Z drugiej strony o posiadanie płatków też go nie posądzała, a tu proszę, nie dość, że je miał to jeszcze… a zresztą. Westchnęła głośno, próbując się skupić i już chciała się odwrócić tyłem, kiedy Wyatt oznajmił, że teraz już będzie grzeczny.
Dobrze skwitowała spokojnie, spoglądając mu głęboko w oczy, podczas gdy na jej twarzy powoli pojawił się zaczepny uśmiech. chociaż lubię twoją niegrzeczną wersje dodała, nie mogąc się powstrzymać, a następnie puściła do niego oczko i w końcu odwróciła przodem do lodówki. Złapała kilka głębszych oddechów na uspokojenie, przy okazji szukając wśród tysiąca produktów rzeczy, które mogły im się przydać. Oczywiście absolutną bazą do wszystkiego było to, że Galen musiał znaleźć toster, ale wierzyła, że w końcu mu się uda.
Co my tu mamy… mruczała pod nosem, przesuwając jakieś gotowe, idealnie popakowane porcje i warzywa, które wyglądały i błyszczały jak z jakiejś reklamy Lidla. Ta jego gosposia to mu je polerowała czy jak? Nawet nie chciała się nad tym zastanawiać. Wygrzebała w końcu ser i szynkę. Miał ich z jakieś pięć rodzai, dlatego sięgnęła po tą, która wyglądała po prostu najnormalniej. Do tego oczywiście masło, chociaż widząc podejrzliwy wzrok Wyatta, zaśmiała się głośno. no co? Każdy przecież wie, że najlepsze tosty to takie posmarowane cienką warstwą masła, żeby odpowiednio chrupało ale nie było suche powiedziała to w sposób, jakby była to najbardziej oczywista rzecz na całym świecie, a potem spojrzała jeszcze na niego jak na wariata, bo o tym nie wiedział. jak ty w ogóle żyłeś… nie dość, że nie wiedziałeś o istnieniu Wunderbarów, to jeszcze nie dawałeś masła do tostów? pokręciła głową, wciąż nie mogąc uwierzyć, jak różni ludzie chodzili po tej planecie, jak życia potrafiły być od siebie różne.
Znalazłeś ten opiekacz? spytała z głową w jakiejś szafce, w której szukała chleba tostowego. Oczywiście go tam nie było i nim galen wygrzebał maszynę, Majka obleciała całą jego kuchnie, by znaleźć pieczywo, robiąc mu przy tym okropny bałagan. Całe szczęście misja zakończyła się sukcesem. dobra, to teraz ty możesz sobie usiąść jak prawdziwa księżniczka i ja będę wokół ciebie skakać oznajmiła i jakby tego było mało, podeszła do miejsca na blacie, na którym wcześniej siedziała, nachuchała na niego i przetarła materiałem bluzy. a tak naprawdę potrzebuje, żebyś mi nie przeszkadzał wbiła spojrzenie w jego obłędnie niebieskie oczy, przy okazji palce zaciskając na prezesowskim przedramieniu. możesz, nie wiem, opowiedzieć mi w międzyczasie, co się jadało u ciebie w domu, jak byłeś dzieciakiem. Jakiś kawior ze śledzikiem?

Galen L. Wyatt

stay a little longer

: czw kwie 30, 2026 10:44 am
autor: Galen L. Wyatt
Galen też nie był przyzwyczajony do tego, żeby kobiety mu odmawiały. Właściwie... chyba tylko Pilar dała mu kosza, a i tak zrobiła to... dość późno.
A Majka nawet zanim naprawdę zatracił się w jej zapachu, w tym cieple, które od niej biło. W jej spojrzeniu, pięknym, błyszczącym. Zanim smak jej ust wdarł się gdzieś głęboko pod skórę, zapadł a pamięci…
Chociaż może zapadł i tak?
Wyatt zacisnął wargi w wąską linię zbierając z nich jej smak. Będzie myślał o tym pocałunku, o tym jak prawie już się temu poddali, a jego smukłe palce sunęły po jej gorącej skórze. Właśnie dlatego pewnie, że to było takie wyjątkowe. Inne.
Niespotykane. Bo kto odmawiał Galenowi Wyattowi?
Żadna z jego modelek mu nie odmawiała. Dlatego on tak uszanował jej decyzję, bo wszystko, co oni robili było jakieś takie inne, wyjątkowe. A zresztą dla Galena nie, to nie...
Chociaż nie znaczyło to wcale, że kiedyś jeszcze nie spróbuje. Znowu. Bo Majka coraz bardziej go intrygowała. A Wyatt miał też gen zdobywcy. I może gen faceta, który miał wszystko to, czego chciał. A teraz chyba chciał ją. Bardziej niż kiedykolwiek. Bardziej niż kogokolwiek?
Odprowadził ją spojrzeniem, wodząc za nią intensywnie niebieskimi oczami. Oparł się o stół. Odpowiednia odległość. Żeby myśli nie kręciły się wokół niej. Zapachu jej perfum wymieszanego z klubową wonią, wokół tych loczków, które łaskotały go w szyję, kiedy miękkie wargi...
Zaraz proponował jej, żeby została dłużej, żeby zrobili te kanapki, a kiedy Majka się zgodziła, to uśmiechnął się od razu.
- Pewnie mam - stwierdził Galen, kiedy zapytała o ten toster, ale prawda jest taka, że Wyatt nigdy nie robił tostów. Ale robiła mu je czasem Lucita. Suchy chleb, a w środku ser bez laktozy i plasterek odtłuszczonej szynki, bo taki przepis na tosty Galen dostał od chata gpt. Pewnie wpisał przepis na jakieś tosty dla bogatych dupków.
Stanął przy piekarniku i już miał zajrzeć do szafki nad nim, obstawiał, że tam może być toster, ale kiedy Maya mu powiedziała, że lubi jego niegrzeczną wersję, to się na nią obejrzał. Chwycił ściereczkę, która wisiała ładnie na drzwiach piekarnika, a potem rzucił ją w Majkę...
I dopiero się zastanowił co on zrobił.
Bo przecież Galen Wyatt nigdy nie podniósłby ręki na żadną kobietę, nawet... ściereczki kuchennej.
- Przepraszam - musiał to powiedzieć. Nawet chciał do niej iść, ale Majka chyba za bardzo się tym nie przejęła, zaraz zaglądała do lodówki. A Galen do szafki, żeby wyciągnąć z niej jakiś bajerancki toster.
Postawił go na blacie i od razy naciskał jakieś guziczki, zamknął, otworzył. Nawet nie wiedział, że tak on wyglądał, ale chyba się nada. Oparł się o szafkę, niby przy opiekaczu, ale jednak jego niebieskie tęczówki uciekały co rusz do Mayi. A kiedy wyjęła masło, Galen uniósł jedną brew.
- Lucita nie robi z masłem - rzucił, ale w zasadzie to Galen z tymi swoimi wypolerowanymi warzywami, to chyba po prostu nie wyglądał jak ktoś, kto je masło?
- Nie jechałem też nigdy nocnym autobusem i w zasadzie... to nigdy żadna dziewczyna, oprócz mojej gosposi, nie robiła mi tu kanapek - bo nie robiła. Cherry zamawiała im jakieś fancy śniadanka, bajgle z łososiem i złotym czymś tam, albo owsianki o smaku lasu i bogactwa. Nawet chciał jej powiedzieć gdzie jest chleb tostowy, ale w zasadzie to nie przeszkadzało mu przecież to, że przegrzebała wszystkie szafki, przynajmniej wiedzieli co tam było, bo czasem Galen sam się zastanawiał. Taka ogromna kuchnia, dookoła szafki, co tam właściwie jest? Okazało się, że różne rzeczy, w jednej były nawet jakieś plastikowe owoce, które chyba były w apartamencie, kiedy się tutaj wprowadzał. Lucita musiała wymienić je na te idealne, błyszczące jabłka, które stały na blacie. Galen nawet zastanowił się, czy one były prawdziwe, ale musiały być... przecież czasem je jadł.
- Mam - powiedział kiedy zapytała o opiekacz i zaraz jej go pokazywał. Na jej kolejne słowa wywrócił oczami, chociaż przecież Galen miał coś z księżniczki, a raczej księcia. Usiadł zaraz na krześle opierając łokcie na blacie, ułożył twarz na nadgarstkach, wpatrując się w nią - a może bym ci pomógł? - raczej by przeszkadzał, ale warto było spróbować - na przykład bym nałożył masło - posmarował to się nazywa Galen. Jednak z Wyatta też była kiepska kucharka. Kiedy zadała mu to pytanie, co się u niego jadło, kiedy był dzieciakiem, Galen westchnął ciężko. Bo rzeczywiście to mógł być kawior ze śledzikiem. Albo jakieś francuskie dania, które wymyślała jego matka.
- Właściwie to co teraz... - zaczął, ale zaraz się zamyślił przechylając na bok głowę - ale nasza gosposia czasem robiła takie maślane ciasteczka i dawała nam je po kryjomu z siostrą, bo wiesz, moja matka chyba też nie jadła masła. Zresztą ona i jej burżujskie podniebienie pewnie tolerowały właśnie tylko kawior, i to bez śledzika, i wiesz co jeszcze fuagra - Galen aż wystawił język i się skrzywił - cofa mnie jak o tym myślę, a ona sprowadzała to z Francji i podawała wszystkim gościom, kiedy ja grałem im recital na fortepianie, albo recytowałem poezję. Dom wariatów - znowu oparł głowę na nadgarstku przyglądając się jej, jak szykowała tosty - a ty co lubiłaś, jak byłaś mała? - zapytał, a niebieskie tęczówki odszukały jej brązowe, przenikliwe spojrzenie. Jak to się działo, że spotykali się drugi raz w życiu, a już wiedzieli o sobie tyle? Galen nigdy nie uzewnętrzniał się z takich rzeczy, może raz... przy Pilar? Ale przecież nawet Cherry nie wiedziała tyle co Majka. A jej Galen jeszcze mówił to tak po prostu... bez żadnego skrępowania. Jakby znali się od lat, a nie ledwo drugi raz widzieli na oczy.

a ty co lubiłaś, jak byłaś mała?

stay a little longer

: sob maja 02, 2026 11:06 am
autor: Maya Parker
— No przestań. Serio mnie za to przepraszasz? — zaśmiała się głośno, kiedy ścierka, którą Galen w nią rzucił, wylądowała na podłodze. Parker szybko schyliła się niżej i złapała ją między palce. — to ty nie wiesz, że tak się właśnie zdobywa serce kobiety na poziomie przedszkolnym? Piachem w oczy i ciągnięciem za warkoczyki. Ścierka też robi robotę — pokręciła głową rozbawiona, bo taka była prawda. Maya wychowała się na prawdziwy podwórku, żadnych złotych klatkach. Bawiła się w podchody oraz policjantów i złodziei z rówieśnikami i przecież każdy wiedział, że jak chłopak zaczepiał jakąś dziewczynkę właśnie takimi zagraniami, bo podskórnie chciał pokazać, że mu się podoba, spędzić z nią trochę więcej czasu. A Galen? Cóż… — więc albo rzucasz i jesteś z tego dumny — wzięła zamach i cisnęła ścierką prosto w jego klatkę piersiową z takim impetem, że ledwo ją złapał, przy okazji krzyżując spojrzenie z obłędnie niebieskimi oczami. — albo pieniasz i przepraszasz — nie było półśrodków. Jak już chciał walić ją po głowie szmatą, musiał to robić w pełni intencjonalnie i wcale nie żałowałem po dwóch sekundach, żeby to faktycznie miało sens. W pełni zdawała sobie sprawę, że zapewne była to kwestia jego królewskiego wychowania i Wyatt dopiero uczył się być niegrzeczny, ale to zdecydowanie był pierwszy krok do sukcesu.
Drugim było znalezienie tostera i zrobienie zajebistych kanapek. Maya spędziła naprawdę kilka solidnych minut, żeby wygrzebać składniki, przy okazji wysłuchując się w opowieści Galena, jak to żadna dziewczyna oprócz jego gosposi nie robiła mu tu kanapek.
— A co robiły? — poniosła na niego spojrzenie, lekko nachylając się nad blatem w jego kierunku. — lody? — nie mogła się powstrzymać. Szczególnie kiedy ich spojrzenia tak intensywnie się ze sobą krzyżowały. Pomyśleli o tym samym? Pobudziła jego wyobraźnie? Nawet zmierzyła jego sylwetkę od głowy do pasa, a potem wróciła do oczu i uśmiechnęła się zaczepnie. — to będę wyjątkowa i ode nie dostaniesz zajebiste kanapki — swoją drogą niesamowite, że w tej kuchni częściej się świntuszyło niż faktycznie jadło jedzenie. Majka aż rozejrzała się po pomieszczeniu. Gdyby ona miała taką kuchnie… chyba długimi dniami by z niej nie wychodziła. Paker lubiła gotować, piec nawet, ale na swoim marnym kawałku blatu, jaki miała w mieszkaniu w kamienicy i dwóch palnikach aż się odechciewało. Tutaj za to można było szaleć, a Galen chciał szaleć z nią, bo nawet zgłosił się na ochotnika do smarowania masła, dlatego bez większego sprzeciwu, przesunęła w jego stronę maselniczkę, z idealnie ułożoną kostką masła w środku, a potem dorzuciła do tego zapakowany chleb tostowy.
— Czekaj — powiedziała, kiedy on rzucił się do tego jak oparzony. — tylko ci pokaże z której — skoro wcześniej nie robił tostów z masłem, to mógł nie wiedzieć, jaka ilość na która stronę. Wzięła jedną kromkę i na nóż nałożyła masło. — pierwsza idzie do środka, więc tu trochę więcej, a drugą potem tylko troszeczkę z góry, żeby się nam zarumieniło w opiekaczu — wyjaśniła jak najlepszy specjalista, lekarz habilitowany od tostów, a następnie przekazała mu pałeczkę w postaci noża, oczywiście czując przyjemne mrowienie na dłoni, gdy jego palce dotknęły jej skóry. Podniosła na moment spojrzenie i na tą krótką chwilę się skrzyżowali. Pierwsza wyłamała się Majka, próbując znaleźć wtyczkę i podpiąć opiekacz, a potem zajęła się rozpakowywaniem sera z folii, bo oczywiście każdy plasterek był starannie zawienięty osobno, słychając przy okazji jego dziecięcych perypetii jedzeniowych. Oczywiście nie zdziwił jej kawior, na ciasteczka się uśmiechnęła, ale kiedy Galen wymienił tą dziwną nazwę podniosła na niego zaskoczone spojrzenie.
— Furagura? — spróbowała powtórzyć po nim nazwę dania, ale z jej ust wyszło coś kompletnie innego. Nie miała zielone pojęcia, co to było ale brzmiało obrzydliwie. Chociaż po chwili bardziej niż prowadzę prosto z Francji coś zaciekawiło ją bardziej, gdy Wyatt przyznał się do innych swoich talentów. — grasz na fortepianie? — niby była lekko zdziwiona, jednak im dłużej nad tym myślała, to w sumie pasowało jej to do Wyatta i jego kasiastej rodziny. Jeszcze tylko brakowało, żeby chodził na balet i szermierkę. Chociaż kiedy wspomniał o poezji, Majka aż odłożyła ser na moment na bok i nachyliła się w jego kierunku. — a wyrecytuj coś — poprosiła ładnie, najładniej jak umiała, patrząc na niego intensywnie. — pozwolę ci za to poskładać wszystkie składniki razem — tak bardzo jej na tym zależało, że była gotowa postawić całe powodzenie misji w rękach Galena, tylko po to, żeby jej powiedział jakiś ładny poemat.
— Ja? Naleśniki z serem i owocami — odpowiedziała praktycznie od razu, gdy spytał o to, co sama Parker lubiła jeść za dzieciaka. Naleśniki były szybkie do zrobienia, a w dodatku składniki nie były szalenie drogie, biorąc pod uwagę ile tego wychodziło. Do tego ser i sezonowe owoce. Czasami kupione na targu, a czasami ukradzione z ogródka sąsiada. Zależało od dnia, ale kochali się nimi zajadać z bratem. Aż na samą myśl pociekła jej ślinka. — mogę ci kiedyś zrobić, takie jak robiła moja mama… zanim jej odjebało — ostatniej cześci wcale nie musiała dodawać, jednak wyszła ona z niej jakoś bardziej naturalnie niż intencjonalnie. Natomiast najważniejsze w tym wszystkim było to, że Parker właśnie zaproponowała Wyattowi jeszcze jakieś przyszła gotowanie, jakby on w ogóle chciał. Zdawała sobie sprawę, że na dzisiaj była rozrywką, ale przecież jutro już będzie miał nową laskę. Weźmie ją sobie na kolację albo do prywatnego jacuzzi, a potem przeleci na pierwszym, lepszym blacie.
— Dobra, to jak będzie z tym wierszem? Bo tu trzeba kanapki składać — wszystko było już gotowe, opiekacz nagrzany, wystarczyło tylko zacząć łączyć wszystkie składniki ze sobą i Majeczka była gotowa dać Galenowi czynić honory, ale tylko i wyłącznie za jakąś małą nawet namiastkę poezji. Cokolwiek.

Galen L. Wyatt