Strona 3 z 3

Trup w każdej szafie

: czw kwie 16, 2026 9:21 pm
autor: Sergio Martinez
Sergio słysząc to wypuścił powietrze z płuc, przymykając na chwilę oczy. Nie wiedział, jak jeszcze może dotrzeć do tej kobiety, która ewidentnie tego nie chciała, nie zamierzała nijak współpracować - co, swoją drogą, również było dla Martineza dość alarmującym zachowaniem.
- Tak, jak wcześniej, to znaczy jak? - zapytał, patrząc znów na Evinę - Wiem, że odpowiadanie mi półsłówkami wydaje się bezpieczne, rozumiem to. A być może to jest raczej to, że nie bardzo pani wie, co powiedzieć...? Że nie umie pani opowiadać o... właściwie o czymkolwiek? Być może opowiadanie przyjacielowi czy bliskiemu o jakichś drobnych przeżyciach: anegdotki z dzisiejszego dnia, które w jakiś sposób panią poruszyły; ale nie wie pani, jak opowiedzieć o swoim życiu, o czymś, co jest normalne, do czego się pani przyzwyczaiła i nie jest niczym innym w trudach codzienności?
Uniósł pytająco brwi, zastanawiając się, czy to nie o to tu chodzi oraz - czy dostanie szczerą odpowiedź na to pytanie. Wielu nie chciałoby się przyznać, że czegoś nie umie, że jakiś sposób komunikacji jest dla nich trudny. Przecież rozmowa to rozmowa, tak? Tu nie trzeba filozofować.
Tyle, że nie. Mówić też trzeba umieć - bo zwykłe pogaduszki to jeszcze nie jest umiejętność rozmowy. Trzeba umieć się komunikować, sygnalizować swoje potrzeby i emocje. Wielu ludzi tego nie umiało, zwłaszcza tych z jego pokolenia i starszych - ale i młodsi mieli z tym problem; różnica polegała na tym, że ci w wieku około czterdziestu lat i więcej, raczej zamykali swoje emocje i udawali przed samymi sobą, że są "silni". Byli wychowywani, by iść przez życie z podniesioną głową. Młodsi raczej przyjmowali wszystko do siebie i załamywali się, uciekali, odczuwali każdą uwagę jako atak i mieszanie ich z błotem. Ani jeden sposób radzenia sobie z emocjami (czy raczej: nie radzenia sobie) nie był dobry.
- W moim pierwszym pytaniu chodzi o to, żeby mi pani opowiedziała o tym, w jaki sposób pani żyje: zamyka się pani w pracy? Czy trzyma pani równowagę? W jaki sposób to wygląda: ile czasu w pracy, czy praca jest z panią również w domu? Co z emocjami? Są upychane w jakiejś szufladce czy pudle, które jest wpychane gdzieś w jakieś mroczne miejsce w pani umyśle; takie, którego stara się pani nie odwiedzać, chyba, że po to, żeby schować tam kolejne trudne emocje?

Evina J. Swanson

Trup w każdej szafie

: pt kwie 17, 2026 9:13 pm
autor: Evina J. Swanson
Miała świadomość tego, że musiała być niezwykle irytująca dla psychologa, ale prawda była taka, że naprawdę nie miała pojęcia, czego właściwie mógł on od niej oczekiwać. Nie należała do tych domyślnych kobiet, gdy chodziło o podobne kwestie. Teraz jednak natrafiła na kogoś kto wymagał od niej tego, aby w jakiś sposób się uzewnętrzniła czy też opowiedziała o tym jak właściwie funkcjonuje, a to było z pewnością zadanie, które ją przerastało.
- Myślałam, że raczej skupiamy się tutaj na tym czy ostatnie wydarzenia jakoś na mnie wpłynęły. Nic nie uległo zmianie, a zatem... - zawiesiła głos, bo nie chciała po raz kolejny powtarzać, że orzeczenie należało jej się jak psu buda.
Była zmęczona, ale zdawała sobie sprawę z tego, że jeśli chciała faktycznie załatwić sprawę za jednym zamachem to będzie musiała dać od siebie coś więcej i pokazać się z nieco lepszej strony niż dotychczas. Wtedy zapewne uda jej się ugrać cokolwiek w tym starciu.
- Zapewne pan zauważył, ale nie jestem raczej kobietą zbyt wielu słów. Głównie mówię o sprawach istotnych albo takich, które mnie faktycznie interesują - wyjaśniła, bo nie była też taką osobą, która rzucałaby rzeczonymi anegdotkami czy innymi opowieściami ot tak.
Może i lepiej, że tak było. Miała już jedną gadułę w domu, a dzięki temu nie robił się zbyt wielki chaos oraz harmider. Była raczej od tego, aby słuchać, odpowiadać gdy trzeba, czasami po prostu stanowić iluzję tego, że jest się wysłuchanym, gdy tak naprawdę jej umysł wędrował gdzieś dalej.
- Angażuję się w pracę na tyle na ile trzeba, aby rozwiązać daną sprawę. Nie muszę chyba panu tłumaczyć, że nie jest to praca, w której przychodzi się do biura na osiem godzin w tygodniu, a potem cieszy wolnym weekendem i zapomina kompletnie o tym, co się tam działo.
Może i schodziła teraz do pasywno-agresywnej retoryki, ale nie potrzebowała nikogo do tego, aby powiedział jej, że zbyt wiele czasu poświęcała pracy. Miała tego świadomość. Przez to rozpadło się jej pierwsze małżeństwo i zawdzięczała temu też skomplikowaną relację z dziećmi. Żałowała tego, że nie mogła im dać z siebie więcej, ale nie mogła nic poradzić na to jak bardzo pochłaniały ją kolejne sprawy i próby wywalczenia sobie pozycji w męskim świecie.
- Nie muszę też chyba dodawać, że emocje są przy tym przydatne jedynie na tyle, aby zrozumieć motywacje i postępowanie osób zaangażowanych w sprawę. Jakby nie patrzeć jest to istotny czynnik dla wielu sprawców... - odpowiedziała i chociaż wypowiedziała się nieco obszerniej to wciąż robiła to wymijająco.
Była jednak pewna, że Martinez wyciągnie z tego jakieś swoje wnioski. Właśnie to robił. Pewnie powoli budował sobie jej obraz, ale to ona chciała zadecydować o tym, co właściwie ujrzy. Nie zdradzi się z niczym, czego nie chciała.

Sergio Martinez

Trup w każdej szafie

: ndz kwie 26, 2026 6:12 pm
autor: Sergio Martinez
- Zauważyłem - kiwnął głową w odpowiedzi na stwierdzenie, że Evina nie jest zbyt wylewna. Rzeczywiście, zdecydowanie nie była - Skupiamy się na tym, czy jakoś wpłynęły, tak, ale żeby to stwierdzić, muszę wiedzieć, jak pani funkcjonuje i jak pani funkcjonowała wcześniej - bo samo zapewnienie, że nic się nie zmieniło, nie jest dla mnie niestety wystarczające. Równie dobrze mogłoby to wystarczyć pani przełożonym, a jednak nie wystarczyło - i zgaduję, że był dla tego jakiś powód.
Tak, to, że kobieta chce powtórzyć, że chce tylko tę cholerną opinię, było wyraźne; Sergio powstrzymał sardoniczny uśmiech, cisnący mu się na usta i być może nieznacznie odbijający w jego oczach. Teraz jednak zdawało się, że w końcu usłyszy nieco więcej, być może udało mu się jednak choć trochę dotrzeć do Eviny - choć już raz miał takie wrażenie, a chwilę później nastąpił jakby regres. Pani policjantka zdecydowanie nie była łatwa w obsłudze.
- Oczywiście, że praca w policji - zwłaszcza kiedy nie jest się tak zwanym krawężnikiem, patrolującym ulice i idącym do domu - to nie jest coś, co odbębnia się w osiem godzin i cieszy wolnym weekendem - skinął głową, nie odbierając jej słów jako pasywnej agresji; głównie dlatego, że faktycznie się z tym zgadzał - tym niemniej należy również w takiej pracy zachowywać pewną równowagę między pracą i życiem prywatnym, czego - jak wiem - wielu policjantów nie robi. Rozumiem, że pani też...?
Poruszył dłonią w pytającym geście, obracając ją spodem do góry, jakby o coś prosił. Uśmiechnął się połową ust.
- Czy to wynika z tego, że trzeba coś doprowadzić do końca, że jakaś myśl inaczej ucieknie, ale za to kiedy nie ma aż tak pilnej potrzeby, stara się pani wynagrodzić sobie i rodzinie swoja nieobecność w ostatnim czasie, więc poświęca pani nieco więcej czasu na życie prywatne; czy raczej jest tak, że te pilne sprawy dzieją się na okrągło, więc zagłębia się pani w nie raz za razem, w rezultacie sobie i rodzinie poświęcając naprawdę mało czasu? Jeśli to drugie, to z czego się to bierze? Z czego tak naprawdę: z pilności pracy, która nie pozwala o sobie zapomnieć, czy z tego, że zatracanie się w pracy pozwala nie myśleć o innych rzeczach, które zdają się być zbyt trudne?
Być może tak zadane pytania mogą wywołać obawę, że jeśli Evina przyznałaby, że jednak ucieka przed czymś w pracę, to nie dostanie pozytywnej opinii; jednak Sergio nie kierowałby się czymś takim. Jeśli problem leżałby tylko w tym, to jak najbardziej pozwoliłby jej nadal pracować, zapewne jednak zalecając dłuższą terapię.

Evina J. Swanson

Trup w każdej szafie

: wt kwie 28, 2026 1:20 am
autor: Evina J. Swanson
Nie dało się tego nie zauważyć. Nawet jeśli nie przyszłaby do gabinetu Martineza z dosyć bojowym i raczej negatywnym nastawieniem to i tak nie mógłby liczyć na to, że powie mu zbyt wiele. Skoro nawet własna narzeczona musiała od niej czasami wyciągać drobne informacje to obcy facet był już na pewno na straconej pozycji.
- Orzeczenie się zestarzało, a że wypadek miał bardziej personalny charakter to woleli mnie zagonić po nowy dokument dla pewności - podsumowała raz jeszcze, bo według niej innych podstaw do swoich żądań przełożeni nie mieli.
Nie dała im podstaw do tego, aby mogli sądzić, że coś jest nie tak. To oni zdecydowali, że skoro na Evinę polował konkretny człowiek i pozostawał w tle jej życia przez wiele tygodni jako swoista groźba to powinna sprawdzić czy ten fakt nie wpłynął, aby na jej psychikę. Czysty bezsens.
Sergio zdawał się rozumieć w pewnym sensie specyfikę jej pracy. Na pytanie o zachowywanie równowagi nie odpowiedziała. Nie mogłaby zaprzeczyć ani potwierdzić. Z dziećmi z pierwszego małżeństwa miała sporadyczny kontakt, nie dokończyła jeszcze procedur adopcyjnych najmłodszego, a z narzeczoną pracowała w jednym miejscu, więc zawsze mogły pokonać te kilka pięter, aby się zobaczyć. Ciągle zaskakiwało ją, że były momenty, gdy dwie pracoholiczki jakimś cudem odnajdywały równowagę między ukochaną pracą, a życiem prywatnym.
- Sprawne i szybkie działanie jest w wielu przypadkach istotne - odpowiedziała jedynie, bo ta prawda była niezaprzeczalna.
Nie mogła pozwalać sobie na bylejakość pracy, ale im prędzej była w stanie przejść do konkretnych działań tym lepiej. Dawała tym samym mniejsze pole do popisu dla sprawców, dowody wciąż były ciepłe, a wydarzenia i fakty w pamięci świadków wciąż świeże.
- Pracuję ile trzeba. Nie mam wpływu na czas ani częstotliwość wezwań - uściśliła jeśli faktycznie Sergio właśnie tego od niej oczekiwał.
Nie chciała rozmawiać o życiu prywatnym. O pracy mogła, ale to, co działo się w jej domu było zdecydowanie poza polem zainteresowania kogokolwiek. Nie lubiła rozprawiać zbytnio nad tym z kimkolwiek, bo pewne rzeczy wydawały jej się być po prostu... prywatne. Osobiste i na pewno nieprzeznaczane dla kogoś kto znajdował się poza ścisłym gronem znajomych. Zresztą nawet im nie mówiła zbyt wiele.

Sergio Martinez