002. confessions among boxes
: pn kwie 20, 2026 11:02 am
trigger warning
przekleństwaI chociaż Madox liczył, że to będzie miła przejażdżka, a na koniec on może naprawdę namówi Pilar na jakieś... lody.
To kiedy zobaczył Haddie, od razu przestało
Bo chociaż rozmawiali już ze sobą czasem normalnie, to jednak... ta atmosfera między nimi zawsze była napięta. A dzisiaj chyba podsyciła ją Stewart. Chociaż blondynka nic na ten temat nie powiedziała, ale...
Madox może nie był domyślny, czasem po prostu głupi, ale czuł gdzieś pod skórą o co jej chodzi. Wiedział to.
Bo prawda jest taka, że oni właściwie sobie nigdy tego nie wyjaśnili, nie tak, jak powinni, pozostawiając między sobą wiele niedomówień. Madox po prostu z dnia na dzień... zniknął. Bez słowa, bez wyjaśnienia, bo tak musiało być. Spakował się i wyniósł, i chociaż wiedział, że blondynka to przeżyje, bo przecież wiedział o jej ojcu, to to zrobił...
Ale teraz nie zamierzał. Ciemne tęczówki uciekły mu do Pilar, kiedy Beck znowu ją szarpnął. I Noriega też to zrobił, szarpnął się, tylko Haddie zaciskała palce na jego koszulce, a zaraz zmusiła go do spojrzenie znowu w jej oczy. Jasno niebieskie.
- Madox wiesz, że będzie to samo co z nami, nie rób jej tego... - Noriega stanął jak wryty, bo kurwa... A co jeśli Haddie miała rację?
Ale przecież nie miała. Przecież jego z Pilar łączyło coś zupełnie innego. Ale prawda jest taka, że jego relacja z blondynką też była... oni ze sobą mieszkali. Dużo ich łączyło, kiedyś. Przecież wiedział o jej ojcu, a ona też wiedziała o nim, to wszystko.
Nabrał powietrze w płuca.
- Gówno wiesz Haddie - warknął - ja już się tak łatwo nie poddam - rzucił ciszej. A blondynka go popchnęła.
- To czemu wtedy to zrobiłeś? - chciała go uderzyć i nawet by mu się należało, bo Madox nie umiał jej na to odpowiedzieć. I chyba widziała to w jego spojrzeniu, bo zwątpiła, zostawiła go i poszła do Becka i Pilar. Niebieskie oczy przesunęły się po Stewart.
- Dobra, odwołuje... Trzymaj się Pilar - na odchodne rzuciła jeszcze blondynka, ale wcale nie jakoś sztucznie, jakby może rzeczywiście, życzyła jej żeby się trzymała?
Tylko ciekawe kurwa czego? Bo chyba nie Madoxa.
Noriega stał przez chwilę gdzieś na tle tego pola. Bo przecież on zawsze był pewny tego co czuje do Pilar. Nie poddałby się choćby nie wiadomo co, to jednak pierdolona Haddie i ten jej tekst nie rób jej tego. Może nie powinien?
Nie no kurwa. On już nie miał dwudziestu paru lat i nie był gnojem, który dopiero co przyjechał tutaj z Kolumbii, który nie wiedział, czego tak naprawdę chciał. Od tej pory dużo się zmieniło. W chuj dużo. I przede wszystkim Madox wiedział jedno, jednego był tak kurewsko pewny, jak nigdy w życiu, że chciał...
Nawet jeśli miał poświęcić... wszystko.
Stanął obok niej opierając się ręką o maskę, a zaraz sięgnął po fajkę. Wiedział, że będzie go o to pytała, i wiedział, że w końcu będzie musiał jej powiedzieć. Chciał jej powiedzieć, bo to go gryzło. Ale nie mógł...
Chociaż może już mógł? Bo jak przed Meksykiem oni, no po prostu byli razem, tak teraz byli zaręczeni, ona miała zostać jego żoną, zerknął nawet na ten pierścionek, który miała na palcu. Nie powinien mieć przed nią tajemnic. A na pewno nie takie. Wsadził papierosa między zęby, ale zanim go odpalił.
- Z policji... - rzucił najpierw, na to pytanie skąd się znają z Haddie, ale co to za odpowiedź? Przecież Madox tak naprawdę znał wielu gliniarzy, ale z większością się nie szarpał. Chociaż z niektórymi pewnie tak. Becka by chętnie wyszarpał... Może następnym razem na salce?
Odpalił papierosa i zaciągnął się dymem, a ciemne oczy odszukały jej piękne, czekoladowe spojrzenie.
Ja pierdole.
Powie jej, czy nie powie?
Sam jeszcze nie wiedział. Wszystkie jebane trybiki pod czaszką pracowały na pełnych obrotach, a smużki białego dymu uniosły mu się wokół głowy, jakby od tego wszystkiego autentycznie czach mu dymiła. Przesunął palcami po karku, odchylił do tyłu głowę. Jak zacznie to musi jej powiedzieć wszystko. A jak powie jej wszystko... Nie wiedział jak Pilar na to zareaguje. A co jeśli jak Haddie? Nie, na pewno nie, bo one były... jak ogień i woda. Jak płomień i lód. I o ile Madox umiał zapomnieć o tych niebieskich oczach Haddie, tak o tych Pilar by nie mógł.
Zawiesił na nich spojrzenie.
- Bo może ma prawo? - wzruszył ramionami i przysunął się do niej bliżej, tak, że jego ręka musnęła jej biodro, kiedy oparł się obok - Pilar to jest w ogóle długa historia i pojebana i... - urwał i zaciągnął się dymem.
Dobra.
Jak jej nie powie, to to się będzie za nimi ciągnęło. Ale co jeśli jej powie, a ona go zostawi? Tutaj w tym szczerym polu na przykład? Chociaż to by jeszcze przeżył. Bał się, że ona go po prostu zostawi, że zacznie się zastanawiać, czy on naprawdę nie chce zaserwować jej tego samego co Haddie. Pierdolona powtórka z rozrywki. Nie no, Madox nie chciał powtórki z rozrywki. Ale nie wiedział za bardzo jak to ugryźć.
- Ale może pogadamy o tym kiedy indziej? - musiał spróbować - bo wiesz dzisiaj jeszcze mieliśmy wrócić do tamtego, no i nie pokazałem ci tatuażu - znowu się do niej przysunął, tak, żeby już objąć ją ramieniem. Łasił się do niej, ale nie tak jak wcześniej, kiedy chciał ją rozproszyć, czy udobruchać. Tylko tak, jakby chciał być blisko. Zawsze chciał. I chyba bał się trochę, żeby to wszystko, co on przed nią ukrywał tego nie rozpierdoliło.
Tenemos que hablar de esto, pero ¿quizás no ahora mismo? ₊˚⊹ᰔ