if you turned wrong you forget what's right
: wt maja 05, 2026 12:43 pm
Nagle wszystko wskoczyło na swoje miejsce.
Nigdy nie było między nimi okresów przejściowych, nie było niezręcznej bliskości bądź podszytej pasywną agresją uprzejmości. Mieli wyłącznie dwa sezony, dystansu i chłodu przeplatanego wściekłością, i intensywnej potrzeby bycia ze sobą blisko, w której dogadywali się bez słów.
W żadnym z nich nie przestawał jej kochać.
Zawsze uważał, że miłość była w założeniu nieskomplikowana, była potrzebą spędzania z drugą osobą czasu i troską o jej dobrobyt. Nigdy nie spodziewał się, że miłość jest zdolna do wypalania go od środka, że jest równie intensywna w każdym z okresów, nawet gdy każda interakcja między nimi była przepełniona furią. Że będzie s z a l o n a, pełna sprzeczności, pozbawiająca poczytalności i pchająca do czynów, których nie popełniłby dla nikogo innego.
Że jej brak wydrąży go od środka, zostawi pustą skorupę w tym stanie między życiem i śmiercią, w którym każdego dnia wstawał do pracy nie przywiązując uwagi do żadnej z wykonywanych przez siebie czynności.
- Stones byłby zachwycony - odparł, przez krótką chwilę wyłącznie przyglądając się, jak pośpiesznie doprowadzała się do porządku, z sercem wciąż bijącym zbyt szybko i gwałtownie jak na wielogodzinne siedzenie w samochodzie i oczekiwanie na coś. Dopiero gdy była niemal gotowa, poprawił swoją koszulę, zapiął pasek spodni i przeczesał włosy zmierzwione od jej dłoni.
Chwile takie jak ta powinny być napięte. Ale w tym momencie nic nie było w stanie oderwać jego myśli od n i e j. Patrzył, jak obraca się wokół swojej osi, jak wygładza materiał i posyła w jego stronę szeroki uśmiech. Coś w jego wnętrzu zacisnęło się boleśnie na sercu na ten widok.
- Idealnie - odrzucił cicho, zmuszając się do oderwania od niej spojrzenia wyłącznie wtedy, gdy wskazała mu nadciągającą kobietę.
Samotna matka z dzieckiem o północy, w dzielnicy takiej jak ta, przykuwała uwagę każdego. Może dlatego nie spostrzegła zbliżających się policjantów - a może była przeświadczona o swoim bezpieczeństwie, zaledwie paręnaście metrów od domu, w którym miała się schronić.
- Co? - pytanie wyrwało się z jej gardła gdy podeszli. Świadomość tego, że byli policjantami, nie docierała do niej zbyt szybko - nawet wtedy, gdy odruchowo odchylił pola kurtki, ukazując schowaną pod spodem odznakę. - Nie! Nie, to nieprawda!
Dostrzegł błysk w jej oku, swojego rodzaju szał na widok Margo zbliżającej się do wózka. Błysk, od którego krew w jego żyłach zagęściła się od adrenaliny, a nogi natychmiast ruszyły do przodu.
- Nie macie prawa! - wrzasnęła, rzucając się do stojącej obok policjantki. Chwycił jej nadgarstek i pociągnął ją w drugą stronę, siląc się na delikatność, na którą nie miał najmniejszej ochoty - nie po tym, gdy dostrzegł jej paznokcie kierujące się do twarzy jego partnerki. - Niczego nie zrobiłam!
- Zachowaj to dla sędziego - warknął, wydobywając z kieszeni kajdanki. - Ma pani prawo do zachowania milczenia. Wszystko, co pani powie, może zostać użyte jako dowód w sądzie...
Jej krzyki poniosły się echem po ulicy gdy wypowiadał jej prawa. Szloch, którym się zaniosła, obudził śpiące dziecko, jak i wywołał zamieszanie. Oddział policjantów zbliżał się ku nim na tyle szybko, że przechwycił matkę Estelle, która właśnie wybiegała ze swojego domu, krzykiem domagając się uwolnienia swojej córki.
- Moje dziecko. Nie dotykaj jej! - krzyknęła wściekle, swój jad kierując do stojącej obok Margo. Chwycił jej spętane nadgarstki i odwrócił ją w drugą stronę, pchnięciem przekazując innemu funkcjonariuszowi.
- Ja się nią zajmę - sapnęła starsza kobieta, usiłując przecisnąć się przez policjantów trzymających ją z dala. - Jestem jej babcią. Nie zabierajcie jej!
Przeniósł swój wzrok na Mercer. Zajmowanie się tym nie leżało w spektrum jego zainteresowań, ale wiedział, że na miejscu była też pracownica socjalna, która miała niemowlę zabrać.
margo mercer
Nigdy nie było między nimi okresów przejściowych, nie było niezręcznej bliskości bądź podszytej pasywną agresją uprzejmości. Mieli wyłącznie dwa sezony, dystansu i chłodu przeplatanego wściekłością, i intensywnej potrzeby bycia ze sobą blisko, w której dogadywali się bez słów.
W żadnym z nich nie przestawał jej kochać.
Zawsze uważał, że miłość była w założeniu nieskomplikowana, była potrzebą spędzania z drugą osobą czasu i troską o jej dobrobyt. Nigdy nie spodziewał się, że miłość jest zdolna do wypalania go od środka, że jest równie intensywna w każdym z okresów, nawet gdy każda interakcja między nimi była przepełniona furią. Że będzie s z a l o n a, pełna sprzeczności, pozbawiająca poczytalności i pchająca do czynów, których nie popełniłby dla nikogo innego.
Że jej brak wydrąży go od środka, zostawi pustą skorupę w tym stanie między życiem i śmiercią, w którym każdego dnia wstawał do pracy nie przywiązując uwagi do żadnej z wykonywanych przez siebie czynności.
- Stones byłby zachwycony - odparł, przez krótką chwilę wyłącznie przyglądając się, jak pośpiesznie doprowadzała się do porządku, z sercem wciąż bijącym zbyt szybko i gwałtownie jak na wielogodzinne siedzenie w samochodzie i oczekiwanie na coś. Dopiero gdy była niemal gotowa, poprawił swoją koszulę, zapiął pasek spodni i przeczesał włosy zmierzwione od jej dłoni.
Chwile takie jak ta powinny być napięte. Ale w tym momencie nic nie było w stanie oderwać jego myśli od n i e j. Patrzył, jak obraca się wokół swojej osi, jak wygładza materiał i posyła w jego stronę szeroki uśmiech. Coś w jego wnętrzu zacisnęło się boleśnie na sercu na ten widok.
- Idealnie - odrzucił cicho, zmuszając się do oderwania od niej spojrzenia wyłącznie wtedy, gdy wskazała mu nadciągającą kobietę.
Samotna matka z dzieckiem o północy, w dzielnicy takiej jak ta, przykuwała uwagę każdego. Może dlatego nie spostrzegła zbliżających się policjantów - a może była przeświadczona o swoim bezpieczeństwie, zaledwie paręnaście metrów od domu, w którym miała się schronić.
- Co? - pytanie wyrwało się z jej gardła gdy podeszli. Świadomość tego, że byli policjantami, nie docierała do niej zbyt szybko - nawet wtedy, gdy odruchowo odchylił pola kurtki, ukazując schowaną pod spodem odznakę. - Nie! Nie, to nieprawda!
Dostrzegł błysk w jej oku, swojego rodzaju szał na widok Margo zbliżającej się do wózka. Błysk, od którego krew w jego żyłach zagęściła się od adrenaliny, a nogi natychmiast ruszyły do przodu.
- Nie macie prawa! - wrzasnęła, rzucając się do stojącej obok policjantki. Chwycił jej nadgarstek i pociągnął ją w drugą stronę, siląc się na delikatność, na którą nie miał najmniejszej ochoty - nie po tym, gdy dostrzegł jej paznokcie kierujące się do twarzy jego partnerki. - Niczego nie zrobiłam!
- Zachowaj to dla sędziego - warknął, wydobywając z kieszeni kajdanki. - Ma pani prawo do zachowania milczenia. Wszystko, co pani powie, może zostać użyte jako dowód w sądzie...
Jej krzyki poniosły się echem po ulicy gdy wypowiadał jej prawa. Szloch, którym się zaniosła, obudził śpiące dziecko, jak i wywołał zamieszanie. Oddział policjantów zbliżał się ku nim na tyle szybko, że przechwycił matkę Estelle, która właśnie wybiegała ze swojego domu, krzykiem domagając się uwolnienia swojej córki.
- Moje dziecko. Nie dotykaj jej! - krzyknęła wściekle, swój jad kierując do stojącej obok Margo. Chwycił jej spętane nadgarstki i odwrócił ją w drugą stronę, pchnięciem przekazując innemu funkcjonariuszowi.
- Ja się nią zajmę - sapnęła starsza kobieta, usiłując przecisnąć się przez policjantów trzymających ją z dala. - Jestem jej babcią. Nie zabierajcie jej!
Przeniósł swój wzrok na Mercer. Zajmowanie się tym nie leżało w spektrum jego zainteresowań, ale wiedział, że na miejscu była też pracownica socjalna, która miała niemowlę zabrać.
margo mercer