Strona 3 z 3

if you turned wrong you forget what's right

: wt maja 05, 2026 12:43 pm
autor: Rhys Madden
Nagle wszystko wskoczyło na swoje miejsce.
Nigdy nie było między nimi okresów przejściowych, nie było niezręcznej bliskości bądź podszytej pasywną agresją uprzejmości. Mieli wyłącznie dwa sezony, dystansu i chłodu przeplatanego wściekłością, i intensywnej potrzeby bycia ze sobą blisko, w której dogadywali się bez słów.
W żadnym z nich nie przestawał jej kochać.
Zawsze uważał, że miłość była w założeniu nieskomplikowana, była potrzebą spędzania z drugą osobą czasu i troską o jej dobrobyt. Nigdy nie spodziewał się, że miłość jest zdolna do wypalania go od środka, że jest równie intensywna w każdym z okresów, nawet gdy każda interakcja między nimi była przepełniona furią. Że będzie s z a l o n a, pełna sprzeczności, pozbawiająca poczytalności i pchająca do czynów, których nie popełniłby dla nikogo innego.
Że jej brak wydrąży go od środka, zostawi pustą skorupę w tym stanie między życiem i śmiercią, w którym każdego dnia wstawał do pracy nie przywiązując uwagi do żadnej z wykonywanych przez siebie czynności.
- Stones byłby zachwycony - odparł, przez krótką chwilę wyłącznie przyglądając się, jak pośpiesznie doprowadzała się do porządku, z sercem wciąż bijącym zbyt szybko i gwałtownie jak na wielogodzinne siedzenie w samochodzie i oczekiwanie na coś. Dopiero gdy była niemal gotowa, poprawił swoją koszulę, zapiął pasek spodni i przeczesał włosy zmierzwione od jej dłoni.
Chwile takie jak ta powinny być napięte. Ale w tym momencie nic nie było w stanie oderwać jego myśli od n i e j. Patrzył, jak obraca się wokół swojej osi, jak wygładza materiał i posyła w jego stronę szeroki uśmiech. Coś w jego wnętrzu zacisnęło się boleśnie na sercu na ten widok.
- Idealnie - odrzucił cicho, zmuszając się do oderwania od niej spojrzenia wyłącznie wtedy, gdy wskazała mu nadciągającą kobietę.
Samotna matka z dzieckiem o północy, w dzielnicy takiej jak ta, przykuwała uwagę każdego. Może dlatego nie spostrzegła zbliżających się policjantów - a może była przeświadczona o swoim bezpieczeństwie, zaledwie paręnaście metrów od domu, w którym miała się schronić.
- Co? - pytanie wyrwało się z jej gardła gdy podeszli. Świadomość tego, że byli policjantami, nie docierała do niej zbyt szybko - nawet wtedy, gdy odruchowo odchylił pola kurtki, ukazując schowaną pod spodem odznakę. - Nie! Nie, to nieprawda!
Dostrzegł błysk w jej oku, swojego rodzaju szał na widok Margo zbliżającej się do wózka. Błysk, od którego krew w jego żyłach zagęściła się od adrenaliny, a nogi natychmiast ruszyły do przodu.
- Nie macie prawa! - wrzasnęła, rzucając się do stojącej obok policjantki. Chwycił jej nadgarstek i pociągnął ją w drugą stronę, siląc się na delikatność, na którą nie miał najmniejszej ochoty - nie po tym, gdy dostrzegł jej paznokcie kierujące się do twarzy jego partnerki. - Niczego nie zrobiłam!
- Zachowaj to dla sędziego - warknął, wydobywając z kieszeni kajdanki. - Ma pani prawo do zachowania milczenia. Wszystko, co pani powie, może zostać użyte jako dowód w sądzie...
Jej krzyki poniosły się echem po ulicy gdy wypowiadał jej prawa. Szloch, którym się zaniosła, obudził śpiące dziecko, jak i wywołał zamieszanie. Oddział policjantów zbliżał się ku nim na tyle szybko, że przechwycił matkę Estelle, która właśnie wybiegała ze swojego domu, krzykiem domagając się uwolnienia swojej córki.
- Moje dziecko. Nie dotykaj jej! - krzyknęła wściekle, swój jad kierując do stojącej obok Margo. Chwycił jej spętane nadgarstki i odwrócił ją w drugą stronę, pchnięciem przekazując innemu funkcjonariuszowi.
- Ja się nią zajmę - sapnęła starsza kobieta, usiłując przecisnąć się przez policjantów trzymających ją z dala. - Jestem jej babcią. Nie zabierajcie jej!
Przeniósł swój wzrok na Mercer. Zajmowanie się tym nie leżało w spektrum jego zainteresowań, ale wiedział, że na miejscu była też pracownica socjalna, która miała niemowlę zabrać.

margo mercer

if you turned wrong you forget what's right

: wt maja 05, 2026 3:05 pm
autor: margo mercer
Nie włączyła się w tę szarpaninę. Odruchowo cofnęła się o krok, gdy napięcie eksplodowało między nimi, skupiając całą uwagę na dziecku. Wzięła je na ręce z ostrożnością, która przyszła do niej zaskakująco naturalnie, choć nigdy wcześniej nie miała w ramionach niemowlęcia. Być może to instynkt kazał jej odwrócić się bokiem, osłonić je własnym ciałem przed krzykiem i gwałtownymi ruchami, które w jednej chwili zalały przestrzeń wokół. Nie wierzyła, że Estelle zrobiłaby krzywdę własnemu dziecku, ale widziała w jej oczach coś nieobliczalnego, co mogło wyrwać się spod kontroli i uderzyć w niewłaściwym kierunku.
Gdy tylko dostrzegła pracownicę socjalną przeciskającą się przez zebranych funkcjonariuszy, ruszyła w jej stronę bez wahania. Minęła starszą kobietę, która wyrywała się, próbując dostać do wnuka, ignorując jej rozpaczliwe nawoływania. To nie należało do niej, nie była od podejmowania decyzji, nie była od rozstrzygania o losie tego dziecka. Ich rola kończyła się gdzie indziej - na ochronie tych, którzy sami nie mogli się obronić i doprowadzeniu winnych o ironio! przed oblicze prawa.
Oddała niemowlę w pewne ręce pracownicy, zatrzymując spojrzenie na krótką chwilę, upewniając się, że jest ono bezpieczne, nim pozwoliła sobie na krok w tył. W tym czasie sytuacja zdążyła już częściowo się uspokoić - Estelle została odprowadzona, jej krzyk przycichł, zamieniając się w szloch rozciągający się echem po ulicy.
Kierując się w stronę funkcjonariuszy, którzy wciąż blokowali dostęp starszej kobiecie, zatrzymała się przy nich, unosząc lekko dłoń. - Puśćcie ją - powiedziała spokojnie, ale stanowczo. Spojrzała na kobietę, której twarz była napięta od emocji, dłonie drżały, a spojrzenie uciekało między nią a miejscem, gdzie jeszcze chwilę wcześniej było dziecko. - Pracownica socjalna się nim zajmie - dodała łagodniej. - Proszę wrócić do domu i poczekać. Przyjdzie do pani i wszystko wyjaśni, ale teraz musi się pani uspokoić - nie czekała na odpowiedź, widząc jak matka podejrzanej kiwa energicznie głową raz po raz. Wiedziała, że słowa potrzebują czasu, by dotrzeć przez emocje, które wciąż buzowały zbyt silnie.
Dopiero wtedy odnalazła wzrokiem Maddena, ruszając w jego stronę powoli, wsuwając dłonie do kieszeni kurtki, jakby teraz przypomniała sobie, że noc była chłodna. Gdy znalazła się obok, musnęła knykciami jego dłoń w krótkim, niemal przypadkowym ruchu. - Dajmy jej kilka godzin w samotności - odezwała się ciszej, spoglądając przed siebie. - Teraz i tak nic sensownego z niej nie wyciągniemy.
Unosząc brew, przesunęła spojrzeniem po jego profilu. - Zastanawiam się, co takiego musiał zrobić, że posunęła się tak daleko - dodała, a kącik jej ust lekko drgnął. - W swojej głowie wymyślałam naprawdę kreatywne sposoby, żeby cię doprowadzić do szaleństwa, ale nawet ja miałam jakieś granice - teraz jej usta rozciągnęły się w pełnym, złośliwym uśmiechu, choć słowa wcale nie odbiegały daleko od prawdy, w c a l e nie były wyłącznie żartem.
- Możemy się stąd urwać? Zrobią resztę za nas - to właściwie nie była propozycja. Gdyby nagle, tylko z przekory, postanowił odmówić, znalazłaby inny sposób, by z m u s i ć go do ruchu i podążania za sobą.

Rhys Madden