Nie potrafiła odróżnić, gdzie kończyło się zmęczenie, a zaczynało uzależnienie od niego. Wszystko mieszało się w jedno - brak snu, ciepło jego skóry, dłonie przesuwające się po jej ciele z tą znajomą pewnością, od której za każdym razem rwał się oddech. Alarm rozdzierający ciszę sypialni wydawał się czymś absurdalnie odległym, niemal śmiesznym wobec tego, jak bardzo nie chciała wracać do rzeczywistości.
Przez krótką chwilę naprawdę wierzyła, że mogliby zostać tutaj jeszcze kilka godzin. Zamknąć drzwi przed światem, ignorować telefony, pozwolić świtowi przelewać się przez zasłony bez najmniejszego znaczenia. Jej ciało reagowało na niego zbyt łatwo; wystarczył pocałunek złożony tuż pod obojczykiem, mocniejszy nacisk dłoni na biodrze, niski pomruk wymykający się z jego gardła, a ona natychmiast zapominała o wszystkim poza nim.
Westchnęła cicho, kiedy odsunął ją lekko na poduszki, odbierając jej możliwość przejęcia kontroli. Uwielbiała sposób w jaki potrafił przytrzymać ją w miejscu samym dotykiem od którego serce biło jej szybciej. Odpowiadała na każdy pocałunek zachłannie, bez zawahania, przesuwając dłońmi po jego karku i barkach, po tatuażach rozciągających się na skórze, którą znała już niemal na pamięć. Czasami zaciskała palce mocniej, czasami tylko gładziła go leniwie, rozkoszując się bliskością.
Z jej ust wydobył się cichy śmiech, gdy wspomniał o chorobowym. Oparła czoło o jego ramię, jeszcze przez moment nie znajdując w sobie ani odrobiny siły, by naprawdę się odsunąć.
- Stones byłby zachwycony - wymruczała z rozbawieniem, muskając ustami jego szczękę.
- Jestem pewna, że własnoręcznie przyniósłby nam wypowiedzenia - wciąż rozleniwiona, z włosami rozsypanymi po poduszce, wyglądała bardziej na kobietę gotową zostać w łóżku z nim na zawsze niż na detektywa mającego za moment wrócić do pracy.
- Poza tym ktoś musi napisać te wszystkie raporty, których ty będziesz unikał z papierosem przy tylnym wyjściu z komisariatu - dodała zaczepnie, przesuwając palcami po jego policzku.
- Jak zawsze wyjdziesz tylko na chwilę, a później magicznie znikniesz na pół godziny - westchnęła ciężko dopiero wtedy, gdy naprawdę zmusiła się do odsunięcia od niego i wysunięcia spod ciepłej pościeli. Chłodne powietrze poranka otuliło jej skórę natychmiast, wywołując lekki dreszcz. Sięgnęła po jego koszulkę leżącą na brzegu łóżka i naciągnęła ją na siebie bez pośpiechu, zerkając jeszcze przez ramię w jego stronę, jakby samo oddalenie się o kilka kroków było czymś szalenie trudnym.
Prysznic wzięli razem, szybko i stanowczo zbyt krótko jak na jej
potrzeby. Nawet wtedy nie potrafili trzymać od siebie rąk z daleka; co chwilę łapała go za nadgarstek, wspierała czoło o jego bark albo zatrzymywała pocałunkiem w chwili, w której powinien już się odsunąć.
A później dzień dopadł ich bezlitośnie. Paskudnie długi, ciężki od niewyspania i ze świadomością przesłuchania czekającego na nich na komisariacie. Punktualnie o siódmej trzydzieści, pierwszy raz od dawna również dla niego, rzeczywistość upomniała się o nich na dobre.
koniec
Rhys Madden