Strona 3 z 5
kiss me until my lips fall off
: śr maja 13, 2026 4:31 pm
autor: Ruelle I. Prescott
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
River Cross
kiss me until my lips fall off
: śr maja 13, 2026 5:11 pm
autor: River Cross
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
kiss me until my lips fall off
: śr maja 13, 2026 6:25 pm
autor: Ruelle I. Prescott
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
River Cross
kiss me until my lips fall off
: śr maja 13, 2026 7:30 pm
autor: River Cross
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
— Jesteś jak twórcze opętanie — wymruczała jej do ucha tonem, z którego zniknęło już zmęczenie i bolesna chrypka. Na swoje miejsce wróciły adoracja i pewność każdej najkrótszej głoski.
— Jebany artystyczny trans — dodała, przygryzając delikatnie jej ucho. Tym razem nie chciała sprawić jej bólu Na to pewnie jeszcze będzie masa czasu. Znów zamruczała z zadowolenia, jak kot, który nie jest w stanie się powstrzymać od okazywania radości. Jakby leżała w pełnym słońcu, wyjątkowo dokładnie wygłaskana.
Zeszła z niej w końcu. Musiała się do tego zmusić, bo inaczej nie ruszyłaby się już nigdy w życiu. Stanęła na chłodnej podłodze i rozejrzała się, jakby zastanawiała się, gdzie właściwie się znajdują i gdzie w tym mieszkaniu co leży. W głowie na szybko układała plan kolejnych czynności, które musiała ogarnąć. Podeszła do szafy, z której wyjęła t-shirt z jakimś rysunkiem Juanjo Guarnido. Koszulka sięgała jej do połowy uda, była zdecydowanie za duża. Minęła biurko i z podstawki na ołówki wzięła skręta i zapalniczkę. Zaciągnęła się porządnie i sięgnęła za biurko. Wyciągnęła stamtąd sztalugę i postawiła ją w okolicy łóżka. Przyjrzała się uważniej wybranemu miejscu i cmoknęła wyraźnie niezadowolona. Zanim jednak przeniosła sztalugę, wyciągnęła rękę z blantem w stronę Rue.
Ruelle I. Prescott
kiss me until my lips fall off
: czw maja 14, 2026 1:02 am
autor: Ruelle I. Prescott
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
Zamruczała z zadowoleniem, czując jaj River na powrót zamyka istniejącą między nimi przestrzeń. Objęła ją na tyle mocno na ile mogła i spróbowała ją przycisnąć do siebie. Wciąż czuła się jakby jej własne ciało stawiało jej opór i wydawało się być bardziej niczym wykonane z miękkiej żelatyny niż faktycznych kości otoczonych funkcjonującymi mięśniami.
- Uważaj, bo jeszcze naprawdę cię opętam... lub będę nawiedzać po nocach niczym niespokojny duch - rzuciła żartobliwie, ale po chwili już jej nie było do śmiechu, a głos uwiązł jej w gardle, gdy tylko poczuła zęby na skraju swojego ucha.
Odsunęła się od niej zdecydowanie zbyt szybko. Prescott nie miała nawet okazji do tego, aby ją zwyczajnie pocałować, co skwitowała kolejnym niezadowolonym mruknięciem. Przyglądała jej się jednak, gdy tylko River wprowadziła swoje ciało w ruch. Wyraźnie miała w tym swój cel.
Przyglądała się temu jak szuka czegoś po mieszkaniu. W końcu wciągnęła na siebie koszulkę, a Ruelle nie miała pojęcia czy wolała oglądać ją w nagiej chwale czy może wolała ten pojedynczy element garderoby, który zostawiał przynajmniej odrobinę miejsca do tego, aby wyobraźnia wyczyniała z nim, co chciała.
- Mam pozwolenie, aby wciągnąć coś na siebie, gdy tak się krzątasz? - zapytała, nie mając pojęcia czy powinna w tej chwili sięgnąć po jakiekolwiek ze swoich rzeczy... albo River, zależnie od tego, które znajdowały się bliżej.
Sztaluga wyraźnie świadczyła o tym, że zaraz miały się zanurzyć na nowo w procesie twórczym. Kolejny akt miał powstać spod dłoni Cross, ale tym razem nie w formie szkicu, a pełnoprawnego obrazu. Na pewno myśl o czymś takim sprawiała, że coś przewracało jej się w żołądku z ekscytacji i nerwowego oczekiwania.
Wyprostowała się, ale zdecydowanie zakręciło jej się w głowie od tego ruchu. Przysiadła na piętach na łóżku i sięgnęła po jointa, aby zaciągnąć się nim na tyle głęboko na ile była w stanie. Potrzebowała czegoś na rozluźnienie... Zresztą po prostu lubiła ten smak.
Raz jeszcze odetchnęła przesyconym wonią zioła powietrzem i spojrzała z pewnym zaciekawieniem na Cross, która powoli przygotowywała swoje artystyczne stanowisko. Nie widziała jej jeszcze z farbami. Nie miała pojęcia czego się spodziewać, ale nie mogła się doczekać tego momentu.
River Cross
kiss me until my lips fall off
: czw maja 14, 2026 10:57 am
autor: River Cross
Wiedziała, że jeśli się od niej nie oderwie, nie da rady poskładać myśli. A potrzebowała minimalnego porządku w głowie, żeby zacząć malować. Nie miała zamiaru w ogóle wyzbywać się szaleństwa, to z kolei wszystko by popsuło. Po prostu chciała pamiętać, za którą stronę łapie się pędzel, a czując na sobie nagie ciało Ruelle, mogłoby jej się popierdolić.
— Nie poświęciłabym ci nawet jednej kartki, gdybyś mnie nie opętała — zapewniła miękkim tonem. Nie widziała żadnego powodu, by się z tego wykręcać. Przyznała się przecież do tego już dzisiaj rano. Nie miała w zwyczaju wycofywać się ze swoich deklaracji. Musiała twardo stać przy swoich przekonaniach, nawet jeśli bywały durne. Ale tym razem akurat nie było w tym nic głupiego. Prescott błyskawicznie stała się głównym powodem jej odlotów, a fakt, że mogła ją rysować, tylko pogłębiało to niezdrowe uzależnienie.
Oprócz wariactwa niezwykle ważne były aspekty techniczne. Rysowanie wymagało jednak mniej zachodu. Oczywiście można było podchodzić do niego profesjonalnie, ale najczęściej wystarczał jej kawałek papieru i ołówek lub długopis, które jakością nie wołały o pomstę do nieba. Nie czuła się aż tak pewnie w malarstwie. Podchodziła do niego nieco poważniej, bo chciała, by osiągnięte efekty też sprawiały takie wrażenie. Obraz był dużo większym poświęceniem. Wymagał większego nakładu czasu, pieniędzy i zaangażowania. Nie malowała aż tak często. Wiele jej dzieł skończyło przebite z wściekłości na wylot. Może jednak nie zależało jej aż tak na pieniądzach, skoro w tak spektakularny sposób marnowała pieniądze? Płótna przecież nie były tanie. Coś jej podpowiadało, że tym razem nie napotka na ten problem. Czuła, że będzie zadowolona z efektu końcowego. Wierzyła, że inspiracja, która się w niej kotłowała, nie pozwoli stworzyć żadnego bubla.
— A może nie ubieraj się już nigdy? — zaproponowała, przesuwając palcami po jej nagim ramieniu. Uśmiechała się z ewidentnymi triumfem i satysfakcją. Na sam dźwięk słowa pozwolenie jej oczy niemalże błysnęły. Nie potrzebowała jej jednak przez ten cały czas całkowicie nagiej. Pamiętała przecież bardzo dobrze, jak wyglądała w negliżu. Machnęła więc ręką w stronę ubrań leżących na podłodze na znak, że jest jej to obojętne i jeśli Rue będzie czuła się swobodniej, może założyć cokolwiek.
— Kurwa, nie mogę się zdecydować. Mam za dużo pomysłów — mruknęła chyba bardziej do siebie niż do niej. Przejęła na moment skręta, by jeszcze raz się nim zaciągnąć. Oddała go dość szybko, bo miała jeszcze całą masę rzeczy do ogarnięcia.
— Czuj się jak u siebie — rzuciła jeszcze, szerokim gestem prezentując ogół mieszkania. Nie miała zamiaru jej ograniczać. Prescott była dużą dziewczynką i na pewno da radę sama znaleźć zarówno kuchnię, jak i łazienkę i w ogóle wszystko, co tylko jej przyjdzie do głowy. Cross było wszystko jedno, gdzie wpakuje łapska, póki nie będzie niczego demolować.
Wyszła na moment z sypialni, by wrócić do niej z pudełkiem wypełnionym farbami i pędzlami. Ustawiła to wszystko obok sztalugi. Mamrotała pod nosem, sprawdzając, czy rzeczywiście wszystko miała. Paleta, słoik z rozpuszczalnikiem, jakaś szmatka do wycierania pędzli... wszystko skrupulatnie zbierała do kupy, by nie musieć potem wściekać się na brak jakiegoś drobiazgu w środku procesu. Ustawiła wreszcie na sztaludze duże płótno na blejtramie. Jedynym problemem, jaki pozostał, było oczywiście światło. Noc to nie był dobry moment na obrazy. Przestawiła sztalugę bliżej okna, bo uznała, że tam odbicia światła od ścian będą najbardziej naturalne. Wreszcie na końcu ustawiła obok lampkę tak, żeby świeciła na płótno pod kątem. Przyjrzała się całości stając kilka kroków dalej i kiwnęła zadowolona głową. Ujdzie.
— Nie musisz siedzieć w jednej pozycji. Wystarczy mi, że tu jesteś. No wiesz, jako punkt odniesienia — wyjaśniła, obracając ołówek w dłoni. Wciąż nie mogła się zdecydować, od którego z pomysłów zacząć. Najchętniej namalowałaby kilka obrazów na raz, ale to raczej nie było możliwe. W końcu po prostu wyciągnęła rękę przed siebie i oddała kontrolę odruchom. Niech pierwsza myśl podejmie decyzję. Narysowała na płótnie kilka kresek i oznaczeń, które miały posłużyć jako szkic kompozycji. Od razu się wyprostowała, uniosła z dumą podbródek. Jej ciało miało doskonały pomysł. Szkic nie musiał być dokładny, miał jej tylko pomóc zachować proporcje. Czuła rosnącą satysfakcję na samą myśl o malowaniu. Odłożyła ołówek gdzieś na bok i podeszła do Prescott. Ujęła jej twarz w dłonie i złożyła na jej ustach głęboki pocałunek, jakby przypomniała sobie, że minęło zbyt dużo czasu od ostatniego momentu, w którym smakowała jej warg.
Ruelle I. Prescott
kiss me until my lips fall off
: czw maja 14, 2026 4:40 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Nie sądziła wcześniej, że River będzie aż tak skłonna przyznać się do tego jak wielki miała na nią wpływ. Chyba żadna nie przypuszczała, że te rzucone na cmentarzu słowa o zostaniu źródłem inspiracji dla rysowniczki staną się tak prawdziwe.
- Musiałam naprawdę mocno tobą zawładnąć skoro zapełniłaś tyle stron - zauważyła, uśmiechając się z zadowoleniem. - Naprawdę dostanę przy tobie przerostu ego.
Obie zagłębiały się w tym szaleństwie, ale było im z nim nadzwyczaj dobrze. Nawet jeśli miałoby się to skończyć tragicznie to na pewno nie będą żałować całej tej przyjemności i spędzonych razem chwil.
Ruelle nie znała się prawie w ogóle na malarstwie. Znała rzecz jasna teorię koloru, różnicę między nagością a zwyczajnym brakiem odzienia czy kilka innych faktów, na które mogła natrafić w czasie oglądania różnych filmów i programów czy czytania tekstów zahaczających w jakiś sposób o malarstwo. Obserwowanie jednak tego procesu z punktu widzenia modelki było niezwykłym doświadczeniem.
- Kusząca propozycja, ale z przykrością przyznaję, że byłoby mi zimno... - odmruknęła, gdy tylko River rzuciła swoją propozycję. - Musiałabyś mnie jakoś rozgrzewać.
Obie wiedziały do czego by to doprowadziło. Przynajmniej Cross faktycznie pozwoliła jej na to, aby ubrała się wedle uznania, bo najwyraźniej nie potrzebowała jej w pełnym negliżu. Zresztą tanatopraktorka jakoś by ścierpiała, gdyby miało być inaczej.
Specjalnie wypatrzyła na podłodze koszulkę z Deftones, którą przeciągnęła prędko przez głowę. Od razu poczuła jakby zrobiło jej się nieco cieplej. Być może był to efekt placebo związany z tym, że odczuwała dotyk materiału na swojej skórze, która inaczej w pełni była wyeksponowana na powietrze, które wydawało się być teraz o wiele chłodniejsze, gdy nie miała przy sobie drugiego nagiego ciała.
Na zapewnienie, że ma czuć się w lokum rysowniczki jak u siebie jedynie skinęła głową. Zresztą już się wystarczająco porządziła wcześniej, gdy postanowiła podłączyć swoją playlistę do sprzętu River. Teraz jedynie ruszyła na krótką chwilę do łazienki i po to, aby zgarnąć z kuchni coś do picia. Zdecydowanie musiała się nawodnić po podobnym przeżyciu. Dopiero znalazłszy butelkę wody mineralnej i zgarnąwszy telefon ruszyła z powrotem do sypialni, aby wygodnie umościć się na łóżku artystki.
Przyglądała się przez moment temu jak dziewczyna krzątała się po mieszkaniu. Skorzystała z wolnej chwili, aby napisać kilka wiadomości tekstowych i odczytać powiadomienia, które zdążyły jej przyjść na telefon. Przez moment zastanawiała się nad zmianą muzyki, ale finalnie stwierdziła, że ona przecież i tak nie miała większego znaczenia.
Dopiero później odrzuciła smartfona i odwróciła się w pełni w kierunku rysowniczki, która zdążyła już rozstawić w odpowiedniej pozycji swoją sztalugę z płótnem oraz przynieść wszystkie potrzebne przyrządy do tego, aby się zająć tworzeniem wcześniej zamierzonego obrazu.
- Oczywiście, że jako punkt odniesienia. Tylko po to - powtórzyła w ślad za nią po czym uśmiechnęła się cwanie. - Przyznaj, że lubisz, gdy jestem obok.
To było zdecydowanie zbyt śmiałe stwierdzenie, ale czy fałszywe? W końcu coraz bardziej przyzwyczajały się do swojej obecności i tego, że może być ona całkiem przyjemna. Wcześniej działały sobie o wiele bardziej na nerwy, ale chyba żadna z nich nie była w stanie tego przyznać na głos.
Widziała to pewne zawahanie w ruchach Cross, gdy ta musiała zdecydować od czego powinna zacząć i co właściwie chciała, aby obraz przedstawiał. Typowy dylemat decyzyjny. W końcu jednak zdecydowała się na wykonanie pierwszych ruchów w kierunku nakreślenia przynajmniej poglądowego szkicu na pustej przestrzeni płótna. Szybko jednak odłożyła gdzieś na bok ołówek i wróciła do łóżka, na którym Prescott zdążyła już się wyprostować.
Zacisnęła palce na materiale koszulki River i przyciągnęła ją jeszcze bliżej siebie. Mruknęła z zadowoleniem, odwzajemniając jej pocałunek. Uwielbiała tą żarliwość, z którą za każdym razem całowała ją artystka. Ten sposób w jaki muskała jej wargi językiem lub zahaczała o nie zębami, chcąc ją jeszcze nieco podrażnić. Tym razem pierwsza się oderwała od jej ust, aby zaczerpnąć oddechu.
- Już potrzebujesz natchnienia? W tym tempie będziesz malować wieczność - rzuciła żartobliwie, ale nie chciała pozwolić na to, aby odsunęła się bez jeszcze jednego pocałunku.
Zdecydowanie kiedyś jeszcze oszaleje dla tej dziewczyny. O ile już to się nie stało...
River Cross
kiss me until my lips fall off
: pt maja 15, 2026 1:17 pm
autor: River Cross
Obie doskonale zdawały sobie sprawę, że jeśli miałaby porządnie zadbać o to, by wciąż było jej gorąco, nie namalowałaby dzisiaj niczego. Oderwanie się było wystarczająco trudne, nie powinna dać się wplątać w tę samą sytuację ponownie. A przynajmniej nie tak szybko. Mogła jej zaoferować co najwyżej gorącą herbatę. Ale przecież dała znać, żeby obsłużyła się sama. Cross uśmiechnęła się pod nosem i pokręciła głową z rozbawieniem, gdy zauważyła, że ze wszystkich możliwych opcji zdecydowała się akurat na koszulkę Deftones. Zbyt szybko nauczyła się, jak brać ją pod włos, co na pewno skończy się dla niej bardzo źle. Ale nie w tym momencie, więc nie ma co się martwić. Teraz czuła się doskonale. Pod skórą wciąż czuła ciepło wywołane bliskością ciała Prescott. Od środka rozsadzały ją emocje, czuła wielki głód artystyczny – była po prostu w siódmym niebie.
Nie kontrolowała jej w żaden sposób, gdy zaczęła kręcić się po mieszkaniu. Nie miała przecież niczego do ukrycia. Najdziwniejszym, co mogłaby znaleźć, to porozrzucane absolutnie wszędzie ołówki, długopisy, zeszyty i pojedyncze kartki. Cross zawsze chciała mieć pod ręką coś, by móc zacząć tworzyć. Pomysł może przyjść przecież w każdej chwili, a nie będzie marnować czasu na przejście z kuchni do biurka, żeby dopiero przy nim zacząć poszukiwania przyborów. Tu i ówdzie walała się też pewnie biżuteria. Miała jej tyle, że dawno przestała dbać o to, by zachowywać jakikolwiek porządek. Od czasu do czasu ją nachodziła wena na ogarnięcie tego wszystkiego, ułożenie pierścionków i naszyjników w przeznaczonych do tego pudełeczkach, ale potem mijał tydzień, może dwa i wszystko wracało do chaotycznej normy. Poza tymi drobiazgami raczej nie była bałaganiarą. Nieporządek ją rozpraszał, utrudniał myślenie. Te dwa aspekty były dla jej mózgu dziwacznym wyjątkiem.
— Przestanę przyznawać cokolwiek, czego ty nie przyznasz — oświadczyła pewnym tonem. To brzmiało całkiem uczciwie, przynajmniej w jej głowie. Mogłaby jej wyznać bardzo wiele, ale czy faktycznie powinna się aż tak produkować, jeśli potem Prescott zacznie wykręcać się głupotami i unikać odpowiedzi? Jej ego i tak było przecież bardzo zaopiekowane. Rozsądnym byłoby postawić jej jakieś granice, na których przekroczenie powinna sobie zasłużyć. Coś w środku podpowiadało jej, że dość szybko z tego zrezygnuje. Rzadko kiedy była w stanie tak po prostu ugryźć się w język, również w takich kwestiach. Była zbyt nakręcona, by długo powstrzymywać się od wyjawiania tego, co robi jej w głowie faktyczny bajzel.
Mogłaby już zacząć malować, miała przecież plan w głowie, ale nie była w stanie odmówić sobie tych pocałunków. To faktycznie nie wróżyło zbyt dobrze postanowieniu ograniczenia rozpieszczania Ruelle. Trudno.
— Mam przestać? — dopytała między jednym pocałunkiem a drugim. Odpowiedź była oczywista, stąd też kolejne pieszczoty, a nie ucieczka, która byłaby w tym momencie może nawet bardziej kusząca. Temperatura znów podskoczyła jej do niebezpiecznych wartości. Może po prostu z każdym kolejnym pocałunkiem spalała neurony i dlatego tak przy niej głupiała?
Trzeba było się wreszcie odsunąć. Ten obraz naprawdę nie namaluje się sam. Ruszyła w stronę sztalugi, po drodze otwierając okno, przy którym stała. Rozpuszczalnik malarski może nie śmierdziała ż tak, jak ten zwykły, ale i tak byłoby dość niezręcznie, gdyby się tutaj zadusiły.
River przez krótką chwilę stała bez ruchu przed płótnem, jakby próbowała przekonać je samym spojrzeniem, żeby przestało być tak puste. Biel potrafiła być taka irytująca. Szczególnie w tym przypadku. Była czysta, nijaka i oferująca absolutnie wszystko. Zupełnie inna niż Prescott. Sięgnęła po szeroki pędzel i zanurzyła go w rozcieńczonej umbrze. Przeciągnęła nią przez środek płótna bez żadnej delikatności, zabijając tę pustkę pierwszym pęknięciem. I drugim. Trzecim. Kolejnym. Szorstkie włosie zostawiało nierówne ślady, ale właśnie o to jej chodziło. Odsunęła się o krok, mrużąc oczy. W wyobraźni od razu zobaczyła sylwetkę, którą miała zamiar namalować. Poruszyła głową na boki, strzelając głośno karkiem. Nadążanie za własnym skupieniem będzie naprawdę trudne.
— Wiesz, zapomniałam powiedzieć, że jednak musisz zacząć znowu się dotykać, żeby obraz w ogóle wyszedł — rzuciła żartobliwie, na moment odrywając wzrok od płótna. To zdecydowanie oznaczałoby twórczą katastrofę. Jej wydawcy powinni być wdzięczni, że nie traktowała tak luźno pracy zarobkowej. Przeniosła wzrok na farby, które miała do wyboru. Nie wybierze czerni, żeby namalować noc, to przecież byłby jakiś banał dla idiotów bez wyobraźni. Płaska czerń była dla dramatycznych nastolatków, którzy odkryli eyeliner oraz egzystencjalizm w tym samym tygodniu. Na szklanej palecie zmieszała ultramarynę z odrobiną umbry i karminu, aż kolor zrobił się głęboki, posiniaczony, ciężki. Dużo lepszy.
— Jesteś pierwszą, którą maluję. — Znów oderwała wzrok od płótna, by na nią spojrzeć. Przy takim rozpraszaniu się to naprawdę potrwa wieczność. Ale znów nie mogła się powstrzymać. Nie wiedziała czy to, co jej powiedziała, to komplement czy zwykłe stwierdzenie faktu. Coś jednak musiało w tym być, że wreszcie zdecydowała się przenieść prawdziwą kobietę, a nie tylko taką stworzoną w swojej wyobraźni, na płótno. Kiedy wpatrywała się w nią intensywnie, nawet z tej odległości, była w stanie od razu wymienić dziesiątki powodów, przez które padło akurat na nią.
Ruelle I. Prescott
kiss me until my lips fall off
: pt maja 15, 2026 2:36 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Zapewne istniało wiele innych sposobów na to, aby rozgrzać ciało modelki, ale ten jeden wydawał się być najskuteczniejszy i najprzyjemniejszy. Jednak skoro River chciała przejść w końcu to obrazu to Ruelle była zmuszona do tego, aby narzucić na siebie cokolwiek. Tylko, że sprytnie uznała, że tym cokolwiek powinna być ta cholerna koszulka, którą rysowniczka chciała jej wcisnąć na jej prośbę tej pierwszej wspólnej nocy. Była ciekawa jej reakcji, a przy okazji może faktycznie materiał w końcu przesiąknie wonią jej rozpalonego wcześniej do czerwoności ciała. Trudno określić, co właściwie chodziło jej obecnie po głowie. Jedno było pewne: nic, co robiło nie było przypadkowe.
Nie zamierzała szczególnie nadużywać faktu, że dostała wolną rękę, aby zwiedzać lokum artystki. Nie była wścibska i nie myszkowała po szafkach. Chyba, że musiałaby znaleźć sobie szklankę po to, aby nalać sobie wody, ale całe szczęście znalazła butelkowaną. Nie bawiło ją włażenie na siłę buciorami do czyjegoś życia. Faktycznie zachowywała się teraz jakby była u siebie. Swobodnie i tak jakby doskonale znała to mieszkanie. Może dlatego, że faktycznie było urządzone w całkiem przemyślany czy też zwyczajnie intuicyjny sposób.
- A co takiego mogłabym przyznać twoim zdaniem? - zapytała, chcąc ją w jakiś sposób jeszcze sprowokować i zobaczyć, co właściwie chodziło Cross po głowie.
Sama nie miała pojęcia, co mogłaby powiedzieć na głos. Raczej nie widziała sensu w przyznawaniu głośno tego, że raczej zaczynała czuć się w jej towarzystwie coraz swobodniej i... milej. Może była to zasługa nieziemskiego orgazmu, który w końcu nie tak dawno sprawiła jej River. Zapewne hormony jeszcze nie zdążyły się ulotnić z jej organizmu i przez to stała się dużo bardziej odprężona oraz skłonna do tego, aby po prostu cieszyć się obecnością Cross w pobliżu.
Może i zwróciła jej uwagę na to, że powinna wrócić do pracy, ale wcale nie oznaczało to tego, że Prescott chętnie oderwie się od jej ust skoro miała je tuż przy sobie. To już byłoby zdecydowanie zbyt wielkie poświęcenie.
- Jeszcze chwila - mruknęła na wydechu, wplątując dłoń w jej włosy tuż nad karkiem, aby przytrzymać ją przy sobie na jeszcze kilka pocałunków.
Wiedziała, że z pewnością nakręcały się zbyt szybko, ale musiała raz jeszcze dotknąć jej języka, nacieszyć się miękkością warg oraz tym jak idealnie zdawały się dopasowywać do jej własnych w każdym kolejnym pocałunku. Wkrótce jednak faktycznie River odsunęła się, aby powrócić do porzuconego obrazu, a Rue opadła na znajdujące się za nią poduszki, aby z wygodnej pozycji podziwiać prawdziwą artystkę przy pracy.
Przez moment oczekiwała na to, aż cokolwiek się stanie. Dopiero potem usłyszała przebijające się przez sączącą się muzykę dźwięki pociągnięć zostawianych na płótnie. Wyglądało na to, że obraz powoli zaczynał powstawać. Tanatopraktorka nie miała pojęcia jak miał się prezentować, ale znając już przynajmniej szkice dziewczyny domyślała się, że pewnie będzie robić wrażenie.
- Ach, tak? - zapytała, szukając jej spojrzenie gdzieś obok płótna.
Na moment podciągnęła wyżej koszulkę w prowokacyjnym ruchu. Materiał powoli sunął w górę jej brzucha, aby zatrzymać się tuż pod krągłościami piersi. Przez moment wyglądała tak jakby potraktowała te słowa zupełnie poważnie, ale w końcu nie mogła się dłużej powstrzymać i po prostu zaśmiała się rozbawiona tym wszystkim.
Miała zdecydowanie nieco ograniczony widok ze względu na ustawienie sztalugi, ale wciąż mniej więcej widziała wszystko, co miało miejsce na zapleczu artystycznym. Była świadoma mieszania barw na palecie oraz ego, gdy River w końcu przeciągała włosiem po płótnie, aby zostawić kolejne ślady na jego powierzchni.
- Chyba nie malujesz zbyt często - zauważyła, bo nie miała pojęcia, że mogłaby być tak wyjątkowa.
Skoro Cross nie malowała dotąd nikogo innego to dlaczego postanowiła jej to teraz zaproponować? Wolała jednak nie zachodzić w głowę nad takimi szczegółami. Zwyczajnie umościła się wygodniej na poduszkach, rozsypując na nich długie pasma ciemnych włosów i wbiła spojrzenie w artystkę, czekając na jej dalszą wypowiedź.
River Cross
kiss me until my lips fall off
: pt maja 15, 2026 3:06 pm
autor: River Cross
Zamyśliła się na moment, jakby pytanie faktycznie wymagało porządnej analizy. W rzeczywistości odpowiedź miała już gotową na końcu języka. Zdecydowanie zbyt rzadko myslała, zanim zaczęła gadać. Skoro tym razem postanowiła chociaż udawać, że się zastanawia, to można było uznać, że to jakiś postęp i wreszcie zaczyna dojrzewać! Nie, absolutnie nie można było – bądźmy szczerzy.
— To zdecydowanie krótsza lista. Mogłabyś mi na przykład opowiedzieć, z jak kolosalną siłą dochodzisz dzięki mnie albo przyznać, że jestem najzdolniejszą artystką, jaką poznałaś — zasugerowała w końcu, ostrożnie formułując wypowiedź. Z tego przecież nie było jak się wykręcić. Nie wmówi jej przecież niczego, czego nie zdążyła już zauważyć w jej ciele. Domyślała się też, że wśród znajomych nie ma jakiegoś kolosalnego grona artystów. Pamiętała przecież, jak przyznała jej, że nikt wcześniej nie obsypywał jej własną sztuką na jej temat. A jeśli jakiś twórca miał pod ręką Rue i postanowił z tego nie korzystać, to musiał być beztalenciem i kretynem. Konkluzja bycia najlepszą nasuwała się sama. Cross nie wątpiła, że jej modelka mogłaby wyznać dużo więcej dużo ciekawszych i dużo mniej przewidywalnych rzeczy, ale nietrudno było zauważyć, że zwyczajne zmuszanie jej do zwierzeń raczej nie działało. Może później po prostu weźmie ją pod włos, zagoni w jakiś kąt, w którego nie będzie w stanie przed nią uciec.
Jej pocałunki mówiły właściwie wszystko. Mogłaby słuchać tych zapewnień w nieskończoność i na pewno nie poczułaby się znużona. Żadna z pieszczot, które od niej dostawała, nie była zwyczajna ani rzucana od niechcenia. Nawet w najdrobniejszym muśnięciu warg wyczuwała ten rodzaj pasji, przez który tak szybko straciła dla niej głowę. Może jednak Prescott miała bardzo szerokie doświadczenie w byciu muzą, że tak dobrze wiedziała, co robić?
Z uwagą obserwowała kolejną próbę prowokacji. Wodziła wzrokiem tuż pod linią materiału, który przesuwał się coraz wyżej, odkrywając ciało Prescott. Jej myśli natychmiast przyspieszyły. Zaczęły się o siebie obijać, nie pozwalając jej się skupić na niczym, co nie składało się na Rue. Szybko jednak wybiła ją z rytmu, odbierając widoki. Wywróciła rozbawiona oczami. Nie była zawiedziona tym, że nie dostała niczego więcej. Sposób, w jaki lubiła z nią igrać, był przecież niezwykle przyjemny.
— Racja, nie maluję często. A jak już to robię, to wolę skupiać się na przedmiotach. Albo pomieszczeniach. Albo ewentualnie moich postaciach — doprecyzowała, przyglądając się jej jeszcze przez moment. Pasowała do jej łóżka, jakby dopiero tam się zmaterializowała na tym podłym świecie. Nie chciała się jednak w nią wgapiać całą noc. No dobrze, może i trochę chciała, ale naprawdę musiała się wreszcie ogarnąć.
Sięgnęła po cienki pędzel. Obróciła go kilka razy w dłoniach zanim pociągnęła kolejną kreskę po płótnie. Zapach farby przyjemnie roztaczał się po całym pomieszczeniu, nie dając się aż tak łatwo przewietrzyć przez jedno okno. Dla Cross nie była to żadna przeszkoda. Lubiła go w taki sam sposób, jak niektórzy wariowali dla benzyny. Wpatrywała się w ciemną przestrzeń na płótnie, w której za jakiś czas powinny znaleźć się usta Ruelle. Nie powinna od nich zaczynać. Nie była pierwszą lepszą amatorką, a o a to nie była żadna wizja romantycznego natchnienia. Rzuci się na jeden fragment, a potem będzie marudzić, że reszta obrazu wygląda tragicznie. Nie była przecież durnym dzieciakiem. Wiedziała i potrafiła lepiej. A mimo tego wpatrywała się w płótno przez kilkanaście sekund, myśląc wyłącznie jej wargach.
— Kurwa mać — mruknęła pod nosem, odkręcając kolejną tubkę z farbą nieco zbyt gwałtownie. Nakrętka potoczyła się gdzieś po podłodze, ale nie ruszyła za nią. Niech spierdala. Wycisnęła farbę na paletę, mieszając ze sobą nieco spokojniejsze barwy. Sięgnęła po szpachelkę i rozprowadziła je po brudnej, nocnej mieszaninie. Od razu lepiej. Z tym da się pracować.
— Ale w tobie jest tyle rzeczy, które zasługują na uwiecznienie, Mała — pociągnęła myśl, jak gdyby nigdy nic. Może i milczała przez moment, kompletnie nie zwracając uwagi na dziewczynę na łóżku, ale to nic. W głowie Cross wszystko zlewało się w jeden, wyjątkowo długi moment. Cofnęła się na krok od płótna, by uważniej zbadać to, co zaczęło się na nim pojawiać. Zupełnie nieświadomie pożerała je wzrokiem w taki sam sposób, w jaki robiła to z Prescott.
— Usiądź teraz prosto i odgarnij włosy na lewą stronę — wydała polecenie, robiąc krok w bok, by móc widzieć ją całą, a nie tylko we fragmencie wystającym zza płótna. Mówiła zdecydowanym, niskim tonem, zupełnie jakby wydawała jakiś bardzo dwuznaczny rozkaz, a nie prozaiczną prośbę o chwilową zmianę pozycji.
Ruelle I. Prescott