one last ride
: wt maja 26, 2026 3:49 pm
Kiedy jednak postanowił kontynuować swoją gadkę o dodatkowych atrakcjach w labiryncie luster, posłała mu swoje najbardziej złowieszcze i zabójcze spojrzenie. Co prawda, wyglądała przy tym jak wkurzony pudel, którego właścicielka związała pokręconą grzywę w kitkę, ale nie przejmowała się tym ani trochę. Najważniejsze, że skapitulował i odpuścił jej dalszych szczegółów. Bez znaczenia było to czy zrobił to pod wpływem jej wzroku czy może jednak sam z siebie… najważniejszy był efekt! Oczywiście, nigdy by mu tego nie powiedziała podczas korepetycji — w końcu nie satysfakcjonowałoby ją, gdyby dostał dobrą ocenę dzięki ściąganiu i innym oszustwom.
Wpadanie na głupie lustra, która łudząco przypominały drogę wyjścia było naprawdę frustrujące. Zaczynała się zastanawiać ile siniaków, a może nawet guzów już sobie narobiła. Przecież jak rodzice zobaczą ją wracającą do domu po spotkaniu z Dante i to z buźką ozdobioną różnymi odcieniami fioletu… i mama jak mama, ale jak ojcu by to wytłumaczyła? I czy zdążyłaby w ogóle wspomnieć o lustrach nim ten wsiadłby w samochód i pojechał wprost do mieszkania rodziców chłopaka? Nie chciała tego. Nie chciała awantury, nie chciała tłumaczeń, nie chciała, żeby ich spotkania skończyły się, zanim tak na dobre zdążyłyby się zacząć. A przede wszystkim nie chciała stracić wakacji, na które czekała z narastającą ekscytacją. Same myśli, które od miesiąca nawiedzały jej głowę, pobudzając tym samym wyobraźnię, o wspólnym czasie rozgrzewały ją od środka w sposób, którego wstydziła się przed samą sobą, a jednocześnie nie mogła się doczekać.
— Nie pocieszasz! — zawołała jeszcze, słysząc, że i on tkwił w tym powalonym labiryncie. Z jednej strony, troche jej ulżyło, że nie była w tym sama, ale z drugiej… gdyby chociaż on wyszedł to może jakimś cudem udałoby mu się odnaleźć także i ją. Znalazłby jakąś nić Ariadny albo inny sznurek i prędzej czy później daliby radę się stąd wydostać. Bo choć początkowo cieszyła się z tej całej zabawy to w tej chwili odczuwała coraz większą frustrację. Jak wróci do domu to chyba zasłoni wszystkie lustra… zdecydowanie nie będzie w stanie patrzeć na swoje odbicie przez najbliższe dni jak nie tygodnie.
Ale przynajmniej udało im się wpaść na siebie. A jeszcze większym pocieszeniem okazywało się to, że dosłownie byli to oni, a nie tylko brutalne iluzje, fałszywe nadzieje podsuwane przez labirynt.
Przez krótką chwilę patrzyła na niego w milczeniu, gdy się do niej zbliżał. Czuła, jak to całe napięcie powoli opuszczało jej ciało. Tak jakby sama jego obecność sprawiała, że to duszne, klaustrofobiczne miejsce przestawało być aż tak przytłaczające. Aż w końcu trafiła w jego objęcia. I tak wirując z nim przez krótką chwilę, nie mogła powstrzymać cichego, ale szczerego śmiechu.
Jak księżniczka… przeszło jej przez myśl. Jak wszystkie te śliczne dziewczęta z bajek Disneya, które wpadały w objęcia swoich książąt. No, może poza Elsą, ale ona akurat była królową. To tłumaczyło wszystko.
— Czyli każdy spełnia po jednym życzeniu czy odpuszczamy w ogóle? — zapytała z szerokim uśmiechem, zdmuchując z czoła samotnego, różowego loczka, który wydostał się z kitki. — To gdzie chciałbyś postawić doniczkę z kwiatkami? I co myślisz o jasnozielonych zasłonach? Powinny tu pasować — Parsknęła jeszcze śmiechem nim Dante odgarnął jej z twarzy ten niesforny kosmyk, który nic sobie nie robił z jej wcześniejszych usilnych prób pozbycia się go z oczu. Na moment zabrakło jej tchu.
Już wcześniej czuła, jak ich ciała lgnęły ku sobie z naturalną łatwością, jak między nimi pulsowało coś ciepłego i niecierpliwego, ale i tak zaskoczył ją tym nagłym pocałunkiem. I może powinna chociaż trochę się zawahać, tak minimalnie, ale… no nie. Zamiast tego wyrwało jej się tylko ciche, stłumione westchnienie. Odpowiedziała od razu — instynktownie, zachłannie, jakby czekała na to od dawna. Wplotła jedną dłoń w jego włosy, zaś drugą ułożyła na jego karku, przyciągając go tylko mocniej do siebie. Stanęła też na pałacach, aby nie musiał się mocniej nad nią nachylać i narażać się na ból pleców. I mimowolnie zaczęła się cofać, szukać na plecach dodatkowego oparcia i kiedy Dante podwinął jej koszulę, rozgrzana, naga skóra zetknęła się z taflą szyby.
— Aaa! Zimne! — Podskoczyła, nieświadomie wyrywając się z objęć chłopaka. Potrzebowała kilku chwil, aby dotarło do niej co właśnie zrobiła. Zrobiła zaraz minę zbitego psiaka i znów do niego podeszła.
— Przepraszam, zaskoczyło mnie to i… możemy kontynuować? Czekaj… Twoje ręce były tu… — złapała go za nadgarstki i na nowo wsunęła jego dłonie pod swoją koszulę, układając je nad lędźwiami. — Moje tu… — Wsunęła palce w te cudne brązowe loki, zaś tymi od drugiej dłoni zaczęła miziać go po karku. — A nasze usta…
Dante Levasseur
Wpadanie na głupie lustra, która łudząco przypominały drogę wyjścia było naprawdę frustrujące. Zaczynała się zastanawiać ile siniaków, a może nawet guzów już sobie narobiła. Przecież jak rodzice zobaczą ją wracającą do domu po spotkaniu z Dante i to z buźką ozdobioną różnymi odcieniami fioletu… i mama jak mama, ale jak ojcu by to wytłumaczyła? I czy zdążyłaby w ogóle wspomnieć o lustrach nim ten wsiadłby w samochód i pojechał wprost do mieszkania rodziców chłopaka? Nie chciała tego. Nie chciała awantury, nie chciała tłumaczeń, nie chciała, żeby ich spotkania skończyły się, zanim tak na dobre zdążyłyby się zacząć. A przede wszystkim nie chciała stracić wakacji, na które czekała z narastającą ekscytacją. Same myśli, które od miesiąca nawiedzały jej głowę, pobudzając tym samym wyobraźnię, o wspólnym czasie rozgrzewały ją od środka w sposób, którego wstydziła się przed samą sobą, a jednocześnie nie mogła się doczekać.
— Nie pocieszasz! — zawołała jeszcze, słysząc, że i on tkwił w tym powalonym labiryncie. Z jednej strony, troche jej ulżyło, że nie była w tym sama, ale z drugiej… gdyby chociaż on wyszedł to może jakimś cudem udałoby mu się odnaleźć także i ją. Znalazłby jakąś nić Ariadny albo inny sznurek i prędzej czy później daliby radę się stąd wydostać. Bo choć początkowo cieszyła się z tej całej zabawy to w tej chwili odczuwała coraz większą frustrację. Jak wróci do domu to chyba zasłoni wszystkie lustra… zdecydowanie nie będzie w stanie patrzeć na swoje odbicie przez najbliższe dni jak nie tygodnie.
Ale przynajmniej udało im się wpaść na siebie. A jeszcze większym pocieszeniem okazywało się to, że dosłownie byli to oni, a nie tylko brutalne iluzje, fałszywe nadzieje podsuwane przez labirynt.
Przez krótką chwilę patrzyła na niego w milczeniu, gdy się do niej zbliżał. Czuła, jak to całe napięcie powoli opuszczało jej ciało. Tak jakby sama jego obecność sprawiała, że to duszne, klaustrofobiczne miejsce przestawało być aż tak przytłaczające. Aż w końcu trafiła w jego objęcia. I tak wirując z nim przez krótką chwilę, nie mogła powstrzymać cichego, ale szczerego śmiechu.
Jak księżniczka… przeszło jej przez myśl. Jak wszystkie te śliczne dziewczęta z bajek Disneya, które wpadały w objęcia swoich książąt. No, może poza Elsą, ale ona akurat była królową. To tłumaczyło wszystko.
— Czyli każdy spełnia po jednym życzeniu czy odpuszczamy w ogóle? — zapytała z szerokim uśmiechem, zdmuchując z czoła samotnego, różowego loczka, który wydostał się z kitki. — To gdzie chciałbyś postawić doniczkę z kwiatkami? I co myślisz o jasnozielonych zasłonach? Powinny tu pasować — Parsknęła jeszcze śmiechem nim Dante odgarnął jej z twarzy ten niesforny kosmyk, który nic sobie nie robił z jej wcześniejszych usilnych prób pozbycia się go z oczu. Na moment zabrakło jej tchu.
Już wcześniej czuła, jak ich ciała lgnęły ku sobie z naturalną łatwością, jak między nimi pulsowało coś ciepłego i niecierpliwego, ale i tak zaskoczył ją tym nagłym pocałunkiem. I może powinna chociaż trochę się zawahać, tak minimalnie, ale… no nie. Zamiast tego wyrwało jej się tylko ciche, stłumione westchnienie. Odpowiedziała od razu — instynktownie, zachłannie, jakby czekała na to od dawna. Wplotła jedną dłoń w jego włosy, zaś drugą ułożyła na jego karku, przyciągając go tylko mocniej do siebie. Stanęła też na pałacach, aby nie musiał się mocniej nad nią nachylać i narażać się na ból pleców. I mimowolnie zaczęła się cofać, szukać na plecach dodatkowego oparcia i kiedy Dante podwinął jej koszulę, rozgrzana, naga skóra zetknęła się z taflą szyby.
— Aaa! Zimne! — Podskoczyła, nieświadomie wyrywając się z objęć chłopaka. Potrzebowała kilku chwil, aby dotarło do niej co właśnie zrobiła. Zrobiła zaraz minę zbitego psiaka i znów do niego podeszła.
— Przepraszam, zaskoczyło mnie to i… możemy kontynuować? Czekaj… Twoje ręce były tu… — złapała go za nadgarstki i na nowo wsunęła jego dłonie pod swoją koszulę, układając je nad lędźwiami. — Moje tu… — Wsunęła palce w te cudne brązowe loki, zaś tymi od drugiej dłoni zaczęła miziać go po karku. — A nasze usta…
Dante Levasseur