my mama don't like you and she likes everyone
: ndz maja 24, 2026 11:02 pm
Oczywiście, że na świecie istniało mnóstwo osób, które dużo bardziej pasowałyby panu Finchowi na partnerów dla jego córek. I oczywiście Teddy doskonale wiedziała, że w takim gronie raczej nie byłoby miejsca dla strażaczki. Słowa Abigail wcale nie sprawiły, że poczuła się lepiej. Właściwie zrobiło jej się po prostu przykro, chociaż nie dała tego po sobie poznać. Nawet powieka jej nie drgnęła. Tylko lekko pokiwała głową, przyjmując wszystko do wiadomości. Bo przecież Paul i tak powiedział jej już wystarczająco dużo. Dał jasno do zrozumienia, że jej praca może i była szlachetna i potrzebna, ale najwyraźniej nie należała do tych zawodów, które w jego oczach dawały człowiekowi odpowiedni status albo poczucie stabilności. I nie opłacała rachunków. Akurat tutaj pan Finch ewidentnie przesadzał, bo Darling nie żyła przecież w skrajnej biedzie. No dobrze, zdarzały się miesiące, kiedy naprawdę musiała mocniej pilnować wydatków, odpuszczać sobie jakieś zachcianki albo odkładać większe zakupy na później, żeby uzbierać na coś konkretniejszego, ale były to sytuacje sporadyczne.
Wyłapała spojrzenie ukochanej i od razu domyśliła się, że obie pomyślały o tym samym. Przez moment Teddy miała nawet odruch, żeby zaproponować Abigail jeszcze kawę albo spróbować zatrzymać ją na dłużej, ale ostatecznie zrezygnowała. Podejrzewała, że gdyby pani Finch naprawdę chciała zostać, nie zasłaniałaby się pracą. Albo po prostu nie chciała się narzucać, co Teddy akurat potrafiła zrozumieć. To spotkanie i tak kosztowało wszystkich trochę stresu. Wprawdzie mniej, niż tydzień temu, ale wciąż żadna z nich nie czuła się jeszcze wystarczająco komfortowo. Dlatego Darling uznała, że lepiej zakończyć popołudnie w momencie, w którym nikt nie jest jeszcze kompletnie wykończony emocjonalnie.
— My również dziękujemy, pani Finch — powiedziała z uśmiechem i wystartowała przodem, by podać kobiecie jej kurtkę. — Zawsze jest pani u nas mile widziana — dodała całkiem szczerze, choć trudno było sobie wyobrazić, że Abigail będzie u nich jakimś częstym gościem.
Zastygła z kurtką w ręce, przysłuchując się tej krótkiej wymianie zdań między narzeczoną a Abigail. Czy to możliwe, żeby pani Finch poczuła się urażona faktem, że siostry April dowiedziały się o wszystkim znacznie wcześniej? Obie bywały raczej na bieżąco z tym, co działo się w życiu najstarszej siostry i chociaż Teddy nie miała rodzeństwa, to zawsze wydawało jej się, że tak to właśnie działa.
— Dziękuję — powiedziała Abigail, odbierając swoją kurtkę. — Dobrze było was zobaczyć. Dam znać, jak przebiegła rozmowa z Paulem. I odzywaj się do mnie, April — dodała, uśmiechając się do córki, po czym wyszła z mieszkania, zamykając za sobą drzwi.
Darling zerknęła na ukochaną, próbując odgadnąć, o czym teraz myślała. Była zadowolona z atmosfery przy obiedzie, czy wyobrażała to sobie jakoś inaczej?
— Chyba nie było tak źle? — powiedziała, choć w jej głos wdarła się nuta niepewności. Chwyciła April za materiał bluzki i przyciągnęła do siebie. — W sumie to poszło całkiem dobrze, prawda? Twoja mama była naprawdę miła — oznajmiła zgodnie z prawdą, bo na początku Teddy obawiała się, że spotkanie znów skręcić w niewłaściwą stronę, pani Finch przyczepi się do czegoś nieistotnego i rozstaną się w niezręcznej, a nawet nieprzyjemnej atmosferze. A tu proszę bardzo, nawet chciała, żeby dawały znać, co u nich słychać!
wiedzieć zawsze gdzie i kiedy mam położyć palec i jak reagujesz na mnie pod kolanem, a ja na ciebie
Wyłapała spojrzenie ukochanej i od razu domyśliła się, że obie pomyślały o tym samym. Przez moment Teddy miała nawet odruch, żeby zaproponować Abigail jeszcze kawę albo spróbować zatrzymać ją na dłużej, ale ostatecznie zrezygnowała. Podejrzewała, że gdyby pani Finch naprawdę chciała zostać, nie zasłaniałaby się pracą. Albo po prostu nie chciała się narzucać, co Teddy akurat potrafiła zrozumieć. To spotkanie i tak kosztowało wszystkich trochę stresu. Wprawdzie mniej, niż tydzień temu, ale wciąż żadna z nich nie czuła się jeszcze wystarczająco komfortowo. Dlatego Darling uznała, że lepiej zakończyć popołudnie w momencie, w którym nikt nie jest jeszcze kompletnie wykończony emocjonalnie.
— My również dziękujemy, pani Finch — powiedziała z uśmiechem i wystartowała przodem, by podać kobiecie jej kurtkę. — Zawsze jest pani u nas mile widziana — dodała całkiem szczerze, choć trudno było sobie wyobrazić, że Abigail będzie u nich jakimś częstym gościem.
Zastygła z kurtką w ręce, przysłuchując się tej krótkiej wymianie zdań między narzeczoną a Abigail. Czy to możliwe, żeby pani Finch poczuła się urażona faktem, że siostry April dowiedziały się o wszystkim znacznie wcześniej? Obie bywały raczej na bieżąco z tym, co działo się w życiu najstarszej siostry i chociaż Teddy nie miała rodzeństwa, to zawsze wydawało jej się, że tak to właśnie działa.
— Dziękuję — powiedziała Abigail, odbierając swoją kurtkę. — Dobrze było was zobaczyć. Dam znać, jak przebiegła rozmowa z Paulem. I odzywaj się do mnie, April — dodała, uśmiechając się do córki, po czym wyszła z mieszkania, zamykając za sobą drzwi.
Darling zerknęła na ukochaną, próbując odgadnąć, o czym teraz myślała. Była zadowolona z atmosfery przy obiedzie, czy wyobrażała to sobie jakoś inaczej?
— Chyba nie było tak źle? — powiedziała, choć w jej głos wdarła się nuta niepewności. Chwyciła April za materiał bluzki i przyciągnęła do siebie. — W sumie to poszło całkiem dobrze, prawda? Twoja mama była naprawdę miła — oznajmiła zgodnie z prawdą, bo na początku Teddy obawiała się, że spotkanie znów skręcić w niewłaściwą stronę, pani Finch przyczepi się do czegoś nieistotnego i rozstaną się w niezręcznej, a nawet nieprzyjemnej atmosferze. A tu proszę bardzo, nawet chciała, żeby dawały znać, co u nich słychać!
wiedzieć zawsze gdzie i kiedy mam położyć palec i jak reagujesz na mnie pod kolanem, a ja na ciebie