Strona 3 z 3

002. White Party part 1.

: czw cze 11, 2026 11:27 pm
autor: Peach J. Pepper
To jest w ogóle zupelnie niepoważne ze strony Galena, że on podważa słowa Peaches, kiedy ona stara się tu psychikę Queenie jakoś uratować. Dlatego, kiedy on pyta głupio, czy 15 godzin, to aż go wzrokiem spiorunowała. Ona może i ma do niego ogromną słabość, ale jak ją wkurza to tak samo mocno jak ją jara, więc no nie omieszkała się zdenerwować, że wątpi w to co ona mówi. Na szczęście z Galena trochę był pantofel, więc pewnie nie będzie się chciał kłócić, a kolejna bitwa Peach będzie wygrana.
- Tak piętnaście godzin, porody nie trwają kilka sekund Galen, to jest cały proces. Poza tym, że od odejścia wód do tego, żeby było faktyczne wychodzenie dziecka z brzucha może minąć kilka godzin - wymądrza się Picz, bo obejrzała cały cykl 8 reelsów Mery Kwasniewsky na ten temat, więc wie - Podobno nawet najważniejsze to jest, że jak ci się zaczyna poród to żeby zjeść coś, bo później nie będzie czasu już - i wtedy się odwróciła bo sobie przypomniała o Queenie - A czy ty coś jadłaś? - na co ona mówi, że jadła tylko trochę frytek, więc Peach już patrzy na Galena, ale co on jej pomoże? Faceci to są jednak tak mało użyteczni w takich sytuacjach stresowych. Niby on jest prezesem wielkiej firmy, ale czy podejmie dobrą decyzję? Czy jakąkolwiek podejmie bez całego zarządu? - Słuchaj, może powinniśmy zajechać do jakiegoś drive thru - tak mu zasugerowała ciszej, żeby Queenie nie usłyszała.
No ale później to już się zbijała z niego, jak się pocił i próbował wymyślić, dlaczego nie może.
- Ojej ojej, co masz - jeszcze go chce pocisnąć, ale wiadomo, mężuś dzwoni. Dobrze, że nikt nie załapał co Heath chciał mówić, bo Peach to głupio przed Queenie było, że ten cały Heath to do niej od Love is Blind Canada to wypisywał na instagramie jak pojebany jakiś. Dlatego też nic wolała nie poruszać, bo po pierwsze on był żonaty a po drugie to jego żona tu była z nią. Ona nic takiego nie zrobiła, więc na przykład się nie przejmuje za bardzo, że Galen usłyszał, no chyba że miałby być zazdrosny no to wtedy spoko.
- No nie mów, że tak by cię straumatyzowało, chyba lubisz tam wkładać palce dziewczynom - tak mu powiedziała cicho, bo się przecież zawiesili spojrzeniami w siebie wbitymi. Trochę zboczone, a troche na przekór. Przesunęła spojrzeniem po jego usteczkach, wzdycha sobie no i tak, wyszła w końcu z samochodu, później znów stoi pod tym samochodem i się uśmiecha do Galena słodko, bo chyba mu się przypomniało w czym im Queenie przeszkodziła...
ale wtedy pielegniarka im znów przeszkodziła i mówi, że mają wchodzić do szpitala i na porodówkę też. Peach dostała na siebie ubranie i na telefon na kótrym wyświetlała się pijana twarz zapłakanego męża Queenie i tak starała sięstać i jakoś to wszystko przeżywać, ale była absolutnie zdegustowana tym, że została wciągnięta w to wszystko. I kiedy nagle z Queenie wyszło dziecko, Heath krzyczał, żeby mu pokazać, Galen nagle jebnął o ziemię, to Peach z tego wszystkiego ostatkiem sił się powstrzymała, żeby nie wybiec i nie uciec.
Wzieła się w garsć i nakierowuje te kamerę gdzie trzeba, zerka na drugą stronę łóżka, czy Galen się podniósł (nie podniósł), mówi coś w stylu "Gratulacje kochana" do Queenie, potem Heath mowi, że już jest na miejscu ale nie wpuszczaja go, wiec sie rozlaczyla.
Potem obrzydliwa rzecz, bo Queenie łożysko nagle musiała jeszcze urodzić, więc Peach tak się doedukowala, że chyba tydzień nie będzie nic mówić.
I co, pielęgniary mówią "Wynieście mi tego chłopa", na co Peach prosi, żeby jeszcze moment zostawiły i jeszcze cyknęła jej fotkę na pamiątkę ze sobą. Queenie szczesliwa z bobo na rękach, Peach wciąż piękna, a na ziemi w kadrze leży Galen nieprzytomny. Peach jak wychodziła z porodówki za Galenem wiezionym na jakimś łóżku szpitalnym, to się śmiała z tego zdjęcia. Oczywiście śmiała się, bo już się dowiedziała, że Galenowi nic nie będzie i że chyba on jest po prostu słabego zdrowia.
Dopiero, kiedy już Heath ją spotkał i poleciał do Queenie i jak Peach obserowała jak ich rodzinka słodko wygląda, to sobie uświadomiła co ci lekarze mówili. W jakim sensie Galen jest słabego zdrowia? Hm, dziwne, nigdy nie mówił. To znaczy, nie żeby to było coś z czym się ogłaszasz, albo co robi wrażenie na dupach, więc pewnie dlatego nigdy o tym nie słyszała. Ale lekarze ewidentnie wiedzieli co mu podać i mieli jakieś jego poprzednie badania, bo pobrali mu krew do sprawdzenia i pewnie nawet chcieli go wziąć na jakieś kontrolne badania. Ale nic nie udało jej się z nich wyciągnąć. Zresztą, nic jej nie chcieli powiedzieć, bo nie była z rodziny, i tak dobrze, że jej pozwolili u niego usiąść w pokoiku.
Więc siedzi tak już chyba z 40 minut, a od tego porodu to chyba z dwie godziny już mineły, więc jest taka zmęczona, że mogłaby w sumie najchętniej tu się obok położyć i zasnąć. Zamiast tego siedziała na telefonie, albo patrzyła jak Galen leży, albo kręciła niecierpliwie sobie loki na palcu. Miała mnóstwo czasu, żeby przemyśleć cały ten ich dzisiejszy wieczór, ale nie mogła podjąć decyzji, czy był to ten najpiękniejszy czy najgorszy dzień w jej życiu. Pielęgniary mówiły, że się zaraz powinien Galen obudzić, no to czeka przy nim jakby była jakimś księciem, a on śpiącą królewną.
W sumie jak tak leżał to się zastanawiała, czy go pocałować to się wcześniej obudzi, ale jednak uznała, że to byłoby trochę creepy i mógłby uznać, że bez consent takie rzeczy odwala i później ją pozwać albo coś. No więc nie robiła tego, ale z dwa razy jak już myślała, że sę wybudzi a tego nie zrobił, to zaczeła się martwić, czy na pewno jest wszystko ok.
No i się obudził za trzecim razem, a ona odrazu się przychyla do niego, bo wcześniej to siedziała taka skulona na tym fotelu.
- Zemdlałeś - odpowiada, trochę nie wiedząc za bardzo, czy ma mu powtarzać co mówiła pani doktor, ale i tak pewnie by to źle mu powtórzyła i by się przeraził, że miał jakąś poważną zapaść. Wyciągnęla do niego rękę i tak słodko sobie siedzą. Tzn on leży, a ona siedzi przy nim dzielnie. Uśmiecha się do niego szeroko, kiedy on się tak o Queenie pyta: - Wszystko dobrze, urodziła słodkiego chłopca. Jak się domyślasz ten poród nie trwał 15 godzin, tylko tak niecałą godzinę. Ledwo zdązyliśmy, a Heath jak przyszedł to już był momentalnie trzeźwy, ale dobrze, że jednak sami tu ją zawieźliśmy. Pielęgniarka mówiła, że to był jeden z jej najszybszych. - zagryza usteczka i opowiada dalej - Ciebie odcieło jakoś chyba tuż przy tym, jak się urodziła... Patrz, mamy zdjęcie na pamiątkę - i wyciąga telefon, żeby mu pokazać selfiaczka i niby opowiada mu to wesoło, ale tak na niego patrzy trochę niepewnie i w końcu nie wytrzymała: - Galen, czy ja cię mogę o coś spytać? - i czeka tylko chwilę, trochę chyba mocniej go za rękę ścisnęla, i tak najpierw patrzy na te ich dłonie a później już tylko w jego oczy błękitne - Czy ty jesteś chory? - i zaraz wyjaśnia - Lekarze mi nie chcieli nic mówić, bo nie jestem z rodziny, ale mieli takie niezbyt optymistyczne miny i jeszcze ci coś podali... I jak tak siedziałam, to zaczęłam się zastanawiać, czy... boże Galen, czy ty umierasz? - i czeka niecierpliwie na odpowiedź.

Galen *_*

002. White Party part 1.

: sob cze 13, 2026 11:15 am
autor: Galen L. Wyatt
Oczywiście Galen nie chciał się z Peach kłócić, jeszcze jak tak go spiorunowała spojrzeniem, tylko kiwa głową i jej słucha, że tak tak, te porody to pewnie mogą tyle trwać, a on teraz to już będzie wiedział. Na przyszłość. Ale liczył, że już w żadnym porodzie jednak nie będzie brał udziału, no chyba, że kiedyś tam jego dziecka. Bo Galen chciał mieć dzieci, założyć rodzinę. Dlatego stwierdził, że musi zapamiętać, żeby żonę przed porodem nakarmić.
Queenie jednak nie nakarmili, bo z tematu jedzenia przechodzą na jej rozwarcie i Galen zaraz się wykręca, a Picz go ciągnie za język, i teraz to on ją spiorunował tym niebieskim spojrzeniem. A potem ona mówi to że chyba lubi tam wkładać palce dziewczynom, na co Galen to aż uniósł jedną brew, że Peach takie rzeczy mówi, ale zaraz się do niej odezwał.
- Tobie mogę włożyć... - miało być seksownie, a wyszło trochę dziwnie w kontekście tych rozwarć i sprawdzania go.
Ale cóż, dzisiejszy dzień w ogóle był cały dziwny.
Pełen wrażeń.
Do tego stopnia, że Galenowi serce już mocniej bije do Peach, a potem zwalnia jakoś, kiedy Queenie ich ciągnie na salę porodową. A potem znowu wali, gdy ona krzyczy i prze, a doktorka wyciąga dziecko. I znowu zwalnia. A Galen to wszystko czuje ten nierówny rytmy i w pewnym momencie robi mu się już słabo. A potem jest to bliskie spotkanie z podłogą. Gdyby wiedział, że Piczyz sobie narobiła z nim fotek, to może by zapozował, a tak to trochę sztywno wyszedł, leżąc koło łóżka Queenie, no ale nic.
Lekarze to oczywiście muszą sprawdzić co z tym jego sercem. Bo przecież Galen w tej klinice to też już był stałym bywalcem, musiał chodzić na badania, być pod stałą obserwacją lekarza, przez to jego chore serce. Przez kardiomiopatię przerostową odziedziczoną w genach po matce. Matce, która swoją drogą nic dobrego w jego życiu nie wniosła, a teraz jeszcze mu dowaliła chorobą. Bardzo w jej stylu.
Galen to nawet nie miał pojęcia ile tak leżał nieprzytomny. Ale w końcu otwiera te oczy niebieskie i widzi przed sobą Peach, a potem słyszy ten dźwięk aparatury.
Kurwa. Kurwa. Kurwa.
Ach. Co to za słowa Wyatt? Ale wróciły do niego fleszbeki z tego momentu, kiedy on miał zawał. Tylko, że teraz lepiej się czuje, bo wtedy żebra miał tak obolałe od reanimacji, całe w siniakach. Wtedy nie mógł złapać oddechu, a teraz zaciągnął się powietrzem w płuca bez problemu. Chociaż tętno mu podskoczyło i aparat pika złowieszczo, ale tym razem chyba nie było tak źle.
A kiedy zapytał co mu się stało, a Peach odpowiedziała, że zemdlał, to odetchnął z ulgą. Wyciągnął do niej rękę i zaciska palce na jej dłoni. Galen nienawidził szpitali, od kiedy spędził tutaj tyle czasu po zawale. Poprawił się na łóżku i już miał wstać, ale Peach przysunęła się do niego i mu opowiada o porodzie. Galen tak jej słucha i kiwa głową.
- Tak jakoś czułem, że to szybko pójdzie - nie to, że Galen się na tym cokolwiek znał, ale wszystko na tym przyjęciu Blythów toczyło się jakoś szybko - słabo mi się zrobiło, ale to wiesz... Trochę było makabryczne - Galen tak zgania, że od tego widoku krwi i tak dalej, mu się słabo zrobiło, a nie wcale od jakiegoś chorego serducha. A kiedy Peach mu pokazała fotki to aż parsknął, wywrócił tymi niebieskimi ślepiami - chociaż włosy mogłaś mi poprawić - zaczepił ją i nawet ją łokciem szturchnął w ramię. Nawet było miło i wesoło...
Ale zaraz Picz wyskakuje z tym pytaniem, a Galen trochę podejrzewał, o co jej może chodzić. Skinął ostrożnie głową, żeby pytała. A kiedy to w końcu padło, to zamyślił się na moment i już usiadł na łóżku, żeby jeszcze się do niej podsunąć, mocniej ścisnąć jej rękę - nie... To nie jest tak źle, jak wygląda Peach, to tylko... taka genetyczna choroba serca, zaburzenia rytmu, ale normalnie mogę z tym żyć i dożyć starości, po prostu muszę robić badania, kontrolować serce - powiedział powoli. A niebieskie spojrzenie zawiesił na jej oczach - jak byłaś na Bali... to miałem zawał - wydusił w końcu - i to było poważne, długo leżałem w szpitalu i wracałem do siebie, ale teraz jest w porządku, tylko czasem... - odchylił do tyłu głowę i znowu westchnął - serce mi nie za dobrze pracuje - znowu wrócił do niej spojrzeniem. Znowu niebieskie tęczówki wylądowały na jej oczach, a on splótł jej palce ze swoimi - przepraszam, powinienem ci o tym powiedzieć, ale w sumie... mało kto o tym wie - bo przecież tacy ludzie jak Galen to nie chwalą się swoimi słabościami. A już na pewno nie tym, że mają jakieś... zepsute serce - jak nie chcesz... To znaczy ja zrozumiem, jeśli to dla ciebie jest niekomfortowe i nie chcesz... - trochę kręcił ten Galen, a jego wzrok spadł gdzieś na ich dłonie - pewnie byś wolała jakiegoś zdrowego faceta - no tak, a nie takiego Galena Wyatta z chorym serduszkiem.

Peach 𐙚 ˚ 🍑 ₊˚⊹ ᡣ𐭩

002. White Party part 1.

: ndz cze 14, 2026 9:43 am
autor: Peach J. Pepper
Peaches się trochę tak uśmiecha, słysząc kiedy on twierdzi, że właśnie obstawiał taki szybki poród. Znawca z tego Galeniksa, może jednak te lata doświadczenia łóżkowego miały taki efekt. Nie wiedziała, że on tak mówi, bo sobie przekminił, ze wszystko na tym White Party tak się szybko rozwija. A z tym akurat by się zgodziła. Aż się prosi o to, żeby trochę zwolnić.
- Wiem- aż jęknęła niezadowolona - Ja w ogóle nie przepadam za szpitalami, no i nie sądziłam że będą nas wciągać aż na salę porodową. To było traumatyczne powiem ci Galen, ja w ogóle uważam, że Heath powinien nam sprezentować jakieś zadośćuczynienie za to, że tam z nią wyszliśmy - już nie chciała nic sugerować, ale na pewno poczułaby się lepiej, gdyby dostała jakąś fajną kolację na wzgórzach Kaliforni albo jakiś pakiet luksusowego SPA - Ja nie wiem, czy nawet bym swojego męża na takie coś ciągnęła, a co dopiero znajomych! Ja może z nią kilka razy rozmawiałam - tak się zastanawiała właśnie co ta Queenie miała w głowie, ale chyba średnio cokolwiek miała tylko stres około porodowy jej się włączył. Pewnie wolała być tam z kimkolwiek, niż być sama pozostawiona przez męża.
- Tak wygląda bardziej autentycznie. Zresztą, to nie idzie na social media tylko do folderu prywatne- uśmiecha się do zdjęcia, i chowa już ten telefon. Peach, która wszystko wrzucała na IG, nawet jak się zacięła w toalecie na stacji benzynowej, mogłaby bardzo dużo szumu zrobić zdjęciem omdlałego prezesa Northexu, ale pewnych rzeczy się nie robi i ona właśnie o tym myślała.
Wszystko dzisiejszego dnia czy tam wieczoru dzieje się tak szybko, że Peach nie jest jeszcze pewna, czy oni rzeczywiście są official parą, a już zdążyli razem przeżyć taki bonding experience jak wspólny poród, a to jeszcze początek, skoro Galen zaczął jej tutaj się otwierać. Tak jak Peach nie lubiła szpitali, tak nagle kiedy siedziała przy łóżku niebieskookiego pacjenta, nagle szpital zamieni się w miejsce które będzie od dziś darzyć sentymentem, bo Galen się pierwszy raz od dawna otworzył przed nią.
Na początku tylko słuchała, obserwowała to co mówi i jak mówi, jak ciężko idzie mówienie o tych rzeczach. Informacja o zawale była nieprawdopodobna. Dziewczyna aż przesłania ręką usta, a w oczach jej się zaszkliło. Na sam koniec jednak zupełnie straciła wątek tego co on od niej właściwie chce. W sensie czego on mówi, że ona nie chce. Aż się tak chciała zmarszczyċ, ale nie widać tego bo ma botoks w czole, więc wygląda tylko jakby była zdziwiona jego słowami. Przez cały czas takie ją emocje zalewały, że nie zdziwiłaby się, jakby ona zaraz miała zawał przez niego. Serce jej bije mocno, bo wie, że wcale żadnego zdrowego by nie chciała. Tzn, lepiej jakby był zdrowy, wiadomo. Ale cudów nie ma.
- Nie, właściwie to wolałabym takiego Galena Wyatta- mówi Peach wpatrując się w niego znów z mocno bijącym sercem. Spojrzała na chwile w dół na ich ręce i wzdycha sobie - Wiesz, przykro mi że miałeś ten zawał, to brzmi bardzo poważnie. Ale wydaje mi się, że teraz zaczynam cię lepiej rozumieć. Dlaczego przewartościowałeś swoje życie i stawiasz nie na ilość a na jakość. Coś dobrego z tego wyszło, chociaż… myślę że zawsze miałeś to w sobie - dodała po zastanowieniu, bo Galen w jej oczach to zawsze był księciem, a teraz po prostu sam to zobaczył. Zaciska usteczka i tak czeka żeby zadać mu pytanie. Maja te splecione dłonie a ona paznokciem wodzi po jego przedramieniu, niepewna czy mzoe go całować w szpitalu czy nie może - A czy w takim razie… czy masz jakieś ograniczenia w tym no wiesz, że nie możesz się za bardzo ekscytować? Nie owijając w bawełnę…Chodzi mi o seks. Czy ty się musisz jakoś pilnować albo masz na to bana!? - no niby jej mówił o tej Corrinie ale może to wszystko było tylko grą pozorów, może właśnie chciał tak zapozowaċ na Don Juana, kiedy serio to nie mógł już nigdy iść z kobietą do łóżka i może o to mu chodziło w kontekście tego, że wolałaby jednak kogoś zdrowego. Och to był dopiero pickle. Bo jeżeli tak będzie, to czy Peach wciąż będzie gotowa mówić, że najbardziej to chce jego?

Galeniks