Strona 3 z 4

off the grid

: ndz cze 07, 2026 5:48 pm
autor: Shereen Winfield
Umówmy się — komary były paskudne, więc dręczenie ich trującym aerozolem miało prawo sprawiać przyjemność. Podobnie jak każdego innego robala; pożałowała, że nie kupiła niczego przeciw kleszczom. — Dobrze. Bo nie lubię robactwa, będziesz musiał mnie obejrzeć dokładnie od góry do dołu. Wolałabym nie obudzić się z pająkiem na poduszce… — wzdrygnęła się na myśl o tym i objęła ramiona, przesuwając po nich dłońmi. Zdecydowanie nie nadawałaby się do życia w lesie. Najważniejsze, że udało im się z tego lasu wydostać i przy okazji strzelić kilka zdjęć — albo raczej całą sesję zdjęciową i przy okazji kilka wspólnych, głupich fot — klasycznie.
Kijki wystrugane z drewna miały w sobie jakiś… urok survivalowy. Było to dość czasochłonne zajęcie, dlatego Shereen być może trochę bardziej doceniła starania Erica. Sam fakt, że chciało mu się to strugać, zasługiwał na pochwałę. Winfield po pierwsze nie chciałoby się tego robić. Po drugie, nie potrafiłaby tego zrobić. Po trzecie nigdy nie ciągnęło jej do takich rzeczy i nie musiała nabywać tej umiejętności. Jeśli już organizowali ze znajomymi jakieś ognisko, to męska część zajmowała się tymi rzeczami. Ona była głównie od zarządzania i organizacji. Ogarniała listy zakupów, robiła listę osób, które miały być na spotkaniu i… Robiła resztę tych nudnych rzeczy.
— Erika, jak mnie przygarniesz, to mogę być takim dzieckiem na co dzień. Nie ma problemu — zażartowała, ani trochę niezrażona słowami ciemnowłosej dziewczyny.

Toast został wzniesiony, a impreza oficjalnie rozpoczęta. Słońce powoli chowało się za linią drzew górującą po drugiej stronie jeziora, pozostawiając po sobie złote smugi na tafli wody. Nad brzegiem płonęło ognisko. Ogień unosił się ku górze, szarpany przez lekkie podmuchy wiatru. Iskry unosiły się w kierunku ciemniejącego nieba, niknąc w pierwszych cieniach zmierzchu. Ogień, cichy świadek spotkania, rozświetlał twarze imprezowiczów ciepłym, migotliwym światłem, który rzucał cienie na pobliskie, wysokie trawy. Głosy mieszały się z dźwiękiem pękającego pod wpływem ciepła drewna, które wydawało specyficzny dźwięk, powietrze natomiast przenikał zapach topionej żywicy, pianek i opiekanych kiełbasek. Przy ognisku było cieplej, więc temperatura, choć niższa od tej w południe, nie były aż tak odczuwalna na skórze.

Odmówiła kiełbaski, którą zaproponował Alex, bo Eric był już w trakcie pieczenia tej dla niej. Przed zjedzeniem jej, sięgnęła dużo chętniej po podgrzewane pianki, których smak naprawdę u w i e l b i a ł a . Zwłaszcza w połączeniu z czekoladą. Musiałą przyznać, że Erica odstawiła świetną robotę, przygotowując podstawkę z krakersów. Do tej pory nie jadła pianek w ten sposób. Pytanie o ziemniaki odwróciło jej uwagę od pianek. Musiała sobie przypomnieć, czy je kupowali — Shereen miała pierdolca na punkcie przygotowywania wszystkiego i rozpisywania, więc nikt nie musiał sięo nic martwić. Wszystko, co było zapisane na liście Erica, zostało kupione — nie omieszkała zaspamować mu wiadomości pytaniami, typu: a kupiłeś ketchup? A musztardę? A ziemniaki? A masło? Każdą kupioną rzecz odhaczała na tej, którą własnoręcznie przepisała, więc…
— Są ziemniaki. Nie przejmuj się. Przecież ognisko bez pieczonych ziemniaków nie istnieje — gdyby Eric ich nie kupił, kupiłaby ona. Bez wahania pojechałaby do sklepu, nawet w piżamie, gdyby czas ją gonił.
Uśmiechnęła się na słowa Eriki, gdy wspomniała o tym, że zarówno ją, jak i Maddie miło było poznać — w odpowiedzi uniosła puszkę z piwem, posyłając dziewczynie ciepły uśmiech. Musiała przyznać, że ją polubiła. Od wyjazdu z Toronto zamieniła z nią najwięcej słów, więc zdążyła wyrobić sobie jako-taką opinię na jej temat. I ta była pozytywna. Gdyby wystawiała opinię w google, bez zawahania się dałaby jej pięć gwiazdek.
— Paprykowe chipsy, jeszcze nieotwarte czekają na stole w kuchni. Możesz się już szmacić, pozwalam.

Chwilę później Alex zapytał, czy coś słyszą — mimowolnie odwróciła się w stronę miejsca, w którym faktycznie coś szeleściło. Ściągnęła brwi, zaciskając mocniej palce na dłoni Erica. Oczywiście, że się przestraszyła. Byli w środku lasu całą grupą, ale podcasty kryminalne, których zdążyła się nasłuchać i niezliczona ilość obejrzanych horrorów, postanowił jej o sobie przypomnieć. Niczym zdjęcia kliszy, przez jej głowę zaczęły przewijać się losowe sceny wyrwane z filmów i książek, które dość intensywnie sobie wyobrażała podczas czytania. — Coś słyszę, ale w sumie nie wiem do końca skąd… Może to przez muzykę? — zapytała niepewnie. Nie podniosła się jednak z miejsca, czekała na moment, w którym ten ktoś, albo coś postanowi wyjść zza krzaków i odsłonić, choć odrobinę swojego oblicza. Nie panikowała aż tak, bo było ich więcej, ale… Musiała być czujna.
Przyłożyła dłoń do piersi i odetchnęła z ulgą, gdy okazało się, że do ich uszu dotarł szelest liści i chwilę później dźwięk miauczenia. Kociak, który wyszedł, wyglądał naprawdę rozkosznie i swoją obecnością sprawił, że spomiędzy ust Winfield, wyrwało się krótkie awww.... Zwierzę przesunęło spojrzeniem po zgromadzonych osobach, przekrzywiając przy tym burą główkę. Shereen próbowała zwrócić na niego swoją uwagę, robiąc ciche kici kici, lecz zwierzę ją zignorowało. Kot przeszedł obok, unosząc ogon i podszedł do Eriki. Najwidoczniej uznał, że będzie dla niego idealnym towarzystwem. — Chyba masz nowe zwierzątko — Zauważyła, przenosząc spojrzenie z kota na dziewczynę.

Może to i lepiej, że nie podszedł do Winfield? Bo ona gwałtownie wstała, gdy i do niej dotarł smród palonego materiału. Musiała się odsunąć i sprawdzić, czy to nie był przypadkiem jej sweterek — okazało się, że fragment bluzy Erica zajął się ogniem, który wypalił w niej dziurę. Skrzywiła się nieco, patrząc z rozczarowaniem w stronę zniszczonego materiału — bo ta bluza była naprawdę ładna, więc naprawdę było jej szkoda. I Erica też było jej szkoda, bo usłyszała to jego rozczarowanie w głosie. Dodając mu otuchy, poklepała go po kolanie, jakby to miało naprawdę pomóc.
— Zawsze możesz zamówić nową — wzruszyła lekko ramionami, podsuwając najłatwiejsze rozwiązanie problemu i sięgnęła po swoją kiełbaskę. Ułożyła ją sobie na kromce chleba i polała ketchupem, tworząc pseudo hot-doga.

Eric Stones Erika Lindberg Alexander Hall Maddie Lennox Gabriela R. Blais Duffy Summers Jason Choi

off the grid

: pn cze 08, 2026 1:07 pm
autor: Duffy Summers
Intencja Duffy nie było siania jakichkolwiek wątpliwości w podkopywaniu związków. Zwłaszcza, że sama ostani raz w związku była lara temu i jakoś tego nie potrzebowała do szczęścia. Najważniejsze dla nie było, żeby Alex był zadowolonym tej relacji, na poznanie Maddie jeszcze przyjdzie czas.
- Święte słowa, Sher. Pojechałabym po nie nawet, jakby ich nie zabrał - i nie było w tym przesady, bo żadne ognisko nie ma racji bytu bez ziemniaczków.
Nie wyhodowaliby ich na zawołanie gdzieś ba boku, a inaczej Duffy mogłaby popaść w depresję. I nigdy więcej nie dać się namówić na jakiekolwiek wyjazdy w plener. Ziemniaczana depresja..
- Oby częściej udawało się nam tak zebrać w kupie - doda do toastu.
Dopiero jak się już uda spotkać zauważ się jak czasem tak po prostu brakuje czasu na spotkanie. Więc tym bardziej doceniała i lubiła takie momenty, gdy można było się w zasadzie niczym nie przejmować poza przyziemnymi sprawami. Czy nie brakuje jedzenia i picia, bo bez prowiantu za długo się nie wytrzyma. No chyba, że sami pójdą w las na polowanie, a po ciemku to jednak nie taka łatwa sprawa. Szczególnie, że raczej nie mieli przy sobie broni myśliwskiej, a z procy niczego nie uda im się upolować. Skończyłoby się na nazbieraniu jakiś jagódek, ale ich działanie też nie do końca mogłoby być do przewidzenia. Niemniej jednak mieliby na pewn bardzo niezapomniany wyjazd, szczególnie jeśli obyło by się bez sensacji jelitowa-żołądkowych.
- Faktycznie coś słuchać
W sumie to nawet fajnie, że niespodziewanie mieli dodatkowego futrzastego kompana do towarzystwa. Dawno już nie widziała żadnego kotełka na żywo.
- Jaki fajny

Alexander Hall Maddie Lennox Eric Stones Erika Lindberg Shereen Winfield

off the grid

: pn cze 08, 2026 3:04 pm
autor: Jason Choi
Kiedy tylko okazało się, że ktoś jednak posiada cokolwiek co było w stanie odganiać komary, Jason także nieśmiało podniósł się i zapytał, czy może skorzystać. Coś się obawiał, że przy tak intensywnym psikaniu się, ta mała puszeczka na długo im nie starczy - a mieli tu przecież spędzić kilka dni. Wyglądało na to, że podróż do sklepu czeka ich i tak. Choi bardzo nie chciał spędzić całej tej wycieczki drapiąc się przez cały czas.
Ucieszył się, że toast się przyjął. Każdy wzniósł ku górze to co tam akurat pił. W momentach takich jak ta można było się na moment zapomnieć. Olać cały ten wyścig szczurów, rachunki, zapierdol, codzienną, szarą i nudną walkę o przetrwanie. Jason także nabił sobie kiełbasę na jeden z wystruganych przez Erica kijków, rozpoczynając proces pieczenia. Chociaż akurat ściskanie kija dość szybko sprawiło, że zaczął się rozglądać, czy nie dałoby się ustawić jakieś konstrukcji, np. z kamieni, aby kiełbasa piekła się sama. Niestety, niczego w tej chwili nie dostrzegł, ale hej, mieli jeszcze kilka dni. Może jutro na spokojnie coś sobie wykombinuje.
- No proszę, mamy kolejnego członka ekipy - zauważył, kiedy nagle z gęstwiny wyłonił się kot. Musiał to być wiejski kot, pewnie mieszkający w jednym z domów gdzieś dalej, skrytych w lesie przed miejskim zgiełkiem. Na dzikiego nie wyglądał, ze zbyt wielką ufnością przemknął między członkami ich grupy, finalnie skupiając swoją uwagę na Erice. Lubił koty, chociaż ogólnie zwierzątka preferował raczej z daleka. Sam nie nadawał się na właściciela, przede wszystkim zbyt rzadko bywał w domu. Wolał żadnego żywego stworzenia nie skazywać na bycie zależnym od niego. - Pewnie zwabił go zapach kiełbasy.
Nie do końca rozumiał ten fenomen ziemniaczków, ale też nigdy nie miał okazji faktycznie ich spróbować, dlatego z zaciekawieniem przysłuchiwał się, kiedy reszta dyskutowała na ten temat. Lubił próbować nowe rzeczy, więc gdy zostało potwierdzone, że jednak takowe żarcie jest w ich wypadowym menu, ucieszył się. Będzie miał kolejną rzecz do odhaczenia.
Kiedy nagle po jednej stronie ogniska wybuchło małe poruszenie, Choi zerknął w tamtą stronę, zaalarmowany. Na szczęście okazało się tylko, że zagubiony żar z paleniska postanowił wypalić dziurę w bluzie Stonesa. Chyba lepiej, że trafiło na bluzę a nie na gołą skórę, bo chłopak się mógł nieźle poparzyć. Chociaż samego ciucha też szkoda. Jason spojrzał na Sher, kiedy ta próbowała pocieszyć swojego chłopaka. A kiedy udało mu się już złapać z nią kontakt wzrokowy, uniósł brwi w dość sugestywny sposób, wskazując brodą na Erica. On sam mógł sobie zamówić nową? Dziewczyna przepuszczała w tym momencie idealną okazję na to, aby sprawić mu prezent na jakąś przyszłą okazję!
- No dobra, a co powiecie na to żeby zagrać w grę? - zapytał, spoglądając po każdym po kolei. Trzeba było odrobinę rozruszać towarzystwo - oczywiście nie dosłownie, nie zamierzał ich tu teraz zmuszać do aerobiku. Miał pomysł na bardziej siedzące zajęcie, które jednak pozwoliłoby im się nieco lepiej poznać. Szczególnie miał tutaj na myśli Sher i Mads - musiały się przekonać z jakimi pomyleńcami pozytywnymi wariatami miały do czynienia.
- Co powiecie na Never have I ever? Zamiast ostrego alko wystarczy nam piwo, nie chcemy tu na dzień dobry zezgonować - zaśmiał się cicho. Osobiście bardzo lubił tę zabawę a i potrafiła ona sprawiać, że ludzie przyznawali się czasem do naprawdę dziwacznych albo szalonych rzeczy. - Ja mogę zacząć bardzo spokojnie. Gotowi? Nigdy przenigdy... - zaczął konspiracyjnym tonem, jakby miał zamiar zrzucić na nich jakąś bombę. Bo może był to trochę szok? - nie jadłem ziemniaczków z ogniaska - wyznał, nawiązując do poruszanego przed chwilą tematu.


Gabriela R. Blais Alexander Hall Eric Stones Duffy Summers Lilian Davenport Erika Lindberg Shereen Winfield Maddie Lennox

off the grid

: pn cze 08, 2026 9:01 pm
autor: Maddie Lennox
Miała jakieś głupie przeczucie, że na tym wyjeździe zdarzy się więcej niż przez ostatnie dwa lata jej życia. Czy jej to przeszkadzało? Nie. Czy czuła się odrobinę zagubiona i przytłoczona? Trochę. Nigdy nie lubiła być nowa w towarzystwie, a szczególnie w takim, w którym wszyscy znają się od dawna. Nie czuła jednak dyskomfortu czy irytacji, było głośno, każdy rozmawiał z każdym, było wesoło, a co najważniejsze każdy dbał tutaj o każdego. I to było fajne.
Słowa, które usłyszała od Duffy potwierdziły to co myślała już wcześniej. Alex na bank musiał opowiadać albo chociaż wspominać o niej. Trochę jej ulżyło, że nie była już jego sekretem. Na słowa ciemnowłosej uśmiechnęła się delikatnie.
- Dzięki! Na pewno się przyda, bo z nim trochę jak z osobą, która ma dwie osobowości. - parsknęła cicho śmiechem, ale to była najprawdziwsza prawda.

Byli w swojej sypialni, Mads usłyszała jak Alex oddycha z ulgą i nie wiedziała za bardzo o co chodziło. Domyślała się, że miał stres przed poznaniem ze sobą tych dwóch skrajnie różnych światów. Liczyła, że wstydu mu nie przyniesie bo chociaż opinię innych od zawsze miała głęboko w dupie to jednak tym razem nie chciała aby ludzie mieli ją za rozpieszczoną księżniczkę czy coś takiego. Bo chociaż zna ich niespełna dzień to wydawali się fajnie, a przede wszystkim autentyczni.
- Mhmmm... Przyjaźń ponad wszystko, wspólne ognisko, rozmowy do rana i taka czysta atmosfera, szczerość itp. Totalnie się na tym nie znam. - westchnęła wzruszając delikatnie ramionami, ale na jej ustach w dalszym ciągu błąkał się delikatny uśmiech. Kiedyś nawet czytała książkę, była tam taka grupa przyjaciół, wspólny wyjazd i kurde... Zazdrościła. Naprawdę. I to pierwszy raz w życiu.
Spojrzała na jego twarz, w te ciemne iskrzące niczym zapalone na zewnątrz ognisko oczy, spojrzenie było tak ciepłe, że sama poczuła jak po jej ciele rozlewa się to samo uczucie.
- Jestem szczęśliwa, że mnie tutaj zabrałeś. Chociaż to mój pierwszy raz. Ale liczę, że nie będzie ostatnim. - boże gdyby jej matka usłyszała, że jej córka cieszy się z siedzenia w takim miejscu to te perły, które zawsze nosiła na szyi najpewniej straciłby cały swój blask. Ewentualnie sama by się nimi udusiła, o. I ta druga opcja była zajebista.
Słuchała jego słów uważnie, przetwarzała, każdą literę z osobna. Czy była zła? Nie, bo dlaczego miałaby być? Gdyby miała taką grupę przyjaciół jaką miał Alex też najchętniej by się podzieliła z nimi taką informacją, a że jej przyjaciele to grupa pojebanych osób to wolała aby nie poznali jej...faceta.
Milczała, Kamilka długich chwil milczała co trzeba przyznać, nie zdarza jej się zbyt często. Jak się z tym czuła? Dobrze, kurewskie dobrze, a nawet jakiś kamień spadł jej z serca.
- Liczyłam na słowa w stylu "jesteś kurewsko zajebista i nie mogę już wytrzymać i musiałem powiedzieć światu, że jesteś tylko moja." Czy coś takiego. - rzuciła powoli, ale po tonie jej głosu można było łatwo stwierdzić, że była rozbawiona.
- A co do Twojego pytania to..tak szczerze sama nie wiem. Znaczy..cieszę się, tak, zdecydowanie jestem zadowolona. Tak, podoba mi się to, bardzo. - była zakłopotana, a to nie było codziennością, musiała mieć naprawdę śmieszną minę.
Ona się ogarnęła, on też to zrobił, a Mads nie spuszczała z niego swoich oczu bo lubiła na niego patrzeć, tak. Najlepszy widok na świecie i był tylko jej i żadna inna patrzeć nie mogła. Chyba, że Alex się najebie i będzie biegał po okolicznym lesie bez gaci. To wtedy będzie problem, a ponoć dobrze wystrugane kije były jak włócznia. A Mads miała cela, ostrzegam.
- Kręci, a to jak bardzo to mogę powiedzieć Ci wieczorem. - rzuciła puszczając w jego stronę oczko. - Nie bądź zdziwiony, zawsze lubię wykorzystać sytuację. - zaśmiała się wesoło.

Całe towarzystwo zebrało się przy wesoło skaczących płomieniach, zapach ognia i lasu tworzył przyjemną mieszankę dla nosa. I gwar, który słyszeli z okna swojej sypialni stał się zdecydowanie bardziej donośny. I tak jak się spodziewała, każdy rozmawiał z każdym, a atmosfera była ciepła tak jak języki ognia, które wesoło poruszały się na delikatnym wietrze.
Skrzywiła się na zapach spreju na komary, ale nie marudziła, ona również nie chciała się drapać jak jakiś pies (bo na czas wyjazdu zdecydowała wyłączyć swoją sukowatą stronę), a potem przejęła od niego butelkę i to samo zrobiła z nim nie szczędząc produktu na twarz, tak dla bezpieczeństwa, a może aby go zagazować, proszę wybrać opcje.
Przejęła piwo, usiadła na krześle tuż obok SWOJEGO FACETA i w milczeniu obserwowała towarzystwo. Zareagowała na dziwny dźwięk marszczonymi brwiami, serce dwa razy szybciej jej zabiło to to było jak scenariusz z taniego horroru, ale zamiast zabójcy wyskoczył kotek, który upatrzył sobie Eryka na swojego przyjaciela. Mads parsknęła cicho. Upiła kolejny łyk piwa i nachyliła się w stronę Alexa.
- Zapomniałeś o najważniejszym...zapomniałeś zapytać czy chcę zostać Twoją dziewczyną, Hall. - jej głos był uwodzicielski, szeptała mu to do ucha tak aby nikt inny nie usłyszał, a nawet zagryzła jego płatek, a potem jakby nigdy nic odsunęła się i poprawiła na własnym krześle. Założyła nogę na nogę, a plecami oparła się o drewniane oparcie.
Przekręciła głowę w stronę Jasona, który zaproponował ciekawą zabawę i szczerze? Nawet jej się to podobało, chociaż miała słabą głowę to wcale jej to nie przeszkadzało.
- Jestem totalnie za! Z wielką chęcią poznam kilka pikantnych szczegółów, szczególnie o tym błaźnie obok. Bo liczę, że historia z różową sukienką nie jest ostatnią. - poruszała zabawnie brwiami, a kiwnięciem głową wskazała na Alexa.
I kiedy pojawiło się pierwsze pytanie wywróciła oczami i uniosła butelkę w górę, upiła łyka.
- No co? To moje pierwsze w życiu ognisko. - wytłumaczyła bo na bank ktoś spojrzał na nią jak na kosmitkę.
Alexander Hall Duffy Summers Erika Lindberg Eric Stones Shereen Winfield Gabriela R. Blais Jason Choi

off the grid

: pn cze 08, 2026 9:05 pm
autor: Łoś Superktoś
PODSUMOWANIE - TURA 3
gratulacje!
Kronika biwakowa: Tura III: czyli piromania, koci biwakowicz i  never have I ever.



Ognisko płonęło, wyrzucając ku ciemniejącemu niebu deszcz iskier oraz kłęby ciemnego dymu. Dźwięk i zapach trzeszczącego, pękającego pod wpływem ciepła drewna, wprawiał biwakowiczów w przyjemny nastrój, przywołując nostalgiczne wspomnienia tych wszystkich wspólnych spotkań, które mieli już za sobą. Ktoś opowiadał zabawne historie sprzed kilku miesięcy, dzieląc się wspomnieniami z resztą grupy, ktoś inny zaniósł się głośnym śmiechem, przewracając przez nieuwagę stojące obok piwo. Wieczór przebiegał spokojnie, lecz niezbyt cicho, biorąc pod uwagę głośne rozmowy i muzykę płynącą ze stojącego nieopodal JBL’a.

Alex, jak na Daddy’ego przystało, wziął na siebie odpowiedzialność za pieczenie kiełbasek, lecz ku jego rozczarowaniu — albo radości, bo nie musiał piec więcej poza tą dla siebie i Maddie, szepczącej mu coś do ucha (pewnie jakieś spicy rzeczy) — spotkał się z odmową. Nikt kiełbaski od niego nie przyjął. Wszyscy przyjęli natomiast informację o wiejskim kocie, który szukał jedzenia. 


Eric, choć zyskał tytuł Króla Wyjazdu, niestety musiał zmierzyć się  ze złośliwością losu i pożegnać z przywilejem. Ogień udowodnił mu, że w starciu z żywiołem nawet on nie miał szans. Chłopak, siedząc zbyt blisko ogniska, zajął się piciem piwa i konsumpcją tłustej kiełbaski. Nagle poczuł ciepło na ręce — po zorientowaniu się, że coś jest nie tak, zauważył dziurę w bluzie. Jeden zero dla ogniska, a o nowej bluzie, na razie mógł zapomnieć, w pobliżu nie było żadnego modnego sklepu z ubraniami. 

Erika, zajęła się karmieniem piankami siedzącej obok Gabrieli, która już prawdopodobnie zdążyła oddać godność, której już kompletnie nie miała. Miauczący kot, przechadzając się między zebranymi, upatrzył sobie Erike jako swoją tymczasową opiekunkę. Zatrzymał się blisko niej, przekręcając prosząco głowę. Zdecydowanie był głodny i czekał, aż ciemnowłosa dziewczyna rzuci mu coś do jedzenia.

Duffy zgodziła się w kwestii pieczonych ziemniaków z Sheeren, która próbowała wesprzeć Erica, sugerując, że kupno nowej bluzy było doskonałym pomysłem. Jason, okazał się prawdziwym wodzirejem tego ogniska. Z początku zaproponował wzniesienie toastu, a później zabawę w znaną wszystkim grę, never have I ever. I zadał pierwsze pytanie, tym samym rozpoczynając kolejkę. Kto wypił, ten wypił. Zapewne w międzyczasie wpadło kolejne pytanie, albo nawet kilka.


WPROWADZENIE - TURA 4
opowieści z piekła rodem
Rozdział IV: Never have I ever gone on a camping trip like that


Brzegiem jeziora przechadzał się starszy mężczyzna. Jego cień zamajaczył na ziemi i trawach, a sylwetkę podświetlał ogień. Był drobnej postury, a jego siwe włosy i poszarzała cera z widocznymi plamami starczymi, podkreślała tylko jego wiek. Szedł przed siebie, z dłońmi splecionymi w dolnej partii pleców. Przesunął nieobecnym spojrzeniem po ognisku, taksując zgromadzoną przed ogniskiem grupę znajomych, przesuwając chwilę później wzrok na widniejący nieopodal dom, który został wynajęty na tydzień. Na jego postarzałej twarzy pojawiło się szczere zdziwienie oraz niedowierzanie.
— Och, ten dom wciąż jest wynajmowany? A ja myślałem, że po tym, co się tutaj stało… — odezwał się w końcu, przesuwając drżącymi palcami po podbródku. Jego ton zdradzał szczere zaskoczenie i troskę. Wyglądał, jakby nad czymś się zastanawiał.
Stojąca w pobliżu ogniska postać przykuła uwagę zapewne wszystkich uczestników. Shereen, zaintrygowana pytaniem mężczyzny, które rozbrzmiewało dość wyraźnie przy ściszonej muzyce, postanowiła pociągnąć temat.
— Przepraszam… Pan jest tutejszy? Powie Pan coś więcej? — zagaiła nieco zaniepokojona.

Mężczyzna westchnął, nabierając powietrza w taki sposób, jakby właśnie próbował złapać ostatni świszczący oddech przed zatonięciem. Podszedł nieco bliżej, najwidoczniej zadowolony z faktu, że jako tutejszy (mieszkał nieopodal, za lasem), mógł podzielić się swoją wiedzą. Nie usiadł obok Shereen, właściwie nie wybrał żadnego miejsca siedzącego, tłumacząc się tym, że w jego wieku podnoszenie się z tak niskiego siedzenia może być ryzykowne. Patrząc uważnie po twarzach zebranych, rozpoczął swoją opowieść:

Trzydzieści lat, rozumiecie to? Miałem wtedy trzydzieści lat, gdy wpłynęło zgłoszenie na komendę o zaginięciu dziesięcioletniego chłopca. W tym domu, na który teraz patrzymy, mieszkała rodzina. Nie będę zdradzał ich imion, z szacunku do zmarłych. Do tej pory czuję dreszcz, gdy o tym mówię. Dwoje dzieci, dwoje rodziców. To była tutejsza rodzina, bardzo szanowana. Zima tamtego roku była okropna, mówię wam. Surowy krajobraz, śnieg, najbliżsi sąsiedzi oddaleni o dziesięć kilometrów, brak prądu, bo wiał tak porywisty wiatr i panowała taka śnieżyca, że odcięło nas od świata. Pewnego wieczoru, gdy mężczyzna wyszedł przed domek, zauważył na śniegu ślady prowadzące do lasu. Nie dostrzegł jednak powrotnych. Zaniepokoił go ten widok, ale nikomu o tym nie wspomniał. Następnego wieczora w domu zaczęły rozbrzmiewać dziwne dźwięki… Dochodziły ze strychu. Winę zrzucono na myszy, może inne zwierzęta. Pewnego dnia mężczyzna nie pojawił się w pracy. Jego dzieci nie było w szkole. Zaniepokojeni mieszkańcy wezwali policję… Tak, znaleziono ich w tym domu, dokładnie w piwnicy. Jego, żonę, oraz jedno z dzieci. Niestety byli martwi. Dziesięcioletniego chłopca nigdy nie odnaleziono i wiecie, co jest najgorsze? Że nie było żadnych śladów. Wyobrażacie to sobie? W tym czasie, gdy ta biedna rodzina jadła kolację, ktoś zamieszkiwał na strychu. Podsłuchiwał ich. Poznał plan ich dnia… I wiedział, kiedy zabić. Najbliższa rodzina zajęła się tym domem. Został posprzątany i odnowiony… Nie wiedziałem, że teraz pełni funkcję domku letniskowego. Dawno mnie tu nie było, teraz zjechałem w odwiedziny do rodziny...

***


Mogłoby się wydawać, że w trakcie tej opowieści, wiatr nagle przestał poruszać drzewami, a powietrze stało się cięższe. Czy ktokolwiek uwierzył w tę historię? Jaką mogli mieć pewność, że nie była to tylko bajka opowiadana przez tutejszych, żeby przestraszyć turystów? Mężczyzna mówił przekonująco, załamując co pewien czas głos, jakby to, co właśnie opowiedział, napawało go szczerym lękiem. Zakończył swoją opowieść głębokim westchnięciem. Zapytał o godzinę, a po uzyskaniu odpowiedzi, przeprosił wszystkich i wrócił do swojego spaceru. Po kilku minutach zniknął wszystkim z oczu, zostawiając po sobie tę dziwną atmosferę. A piwa oraz jedzenia powoli zaczynało ubywać.

Do you wanna play a game?
Zapasy piwa kurczyły się w zastraszającym tempie. Ku niezadowoleniu biwakowiczów ktoś szybko zauważył, że alkoholu zostało już niewiele, a i jedzenie niebezpiecznie zbliżało się do końca. Po krótkiej naradzie padło na Gabrielę i Maddie, które miały udać się do domku i uzupełnić braki. Na szczęście nie były skazane na samotną wyprawę — postać osoby, która napisze drugi post w tej kolejce, automatycznie dołączy do ich misji.

Kostki:
Nieparzysta liczba oczek: Całą trójką udaliście się do kuchni, w celu przyniesienia kończących się rzeczy. Po przekroczeniu progu domu zostaliście przywitani przez ciemność, lecz po zapaleniu światła, atmosfera stała się lżejsza. Bez mniejszych czy większych problemów udało wam się wszystko znaleźć i zadowoleni wróciliście do swoich towarzyszy.

Parzysta liczba oczek: Całą trójką udaliście się do kuchni, w celu przyniesienia kończących się rzeczy. Po przekroczeniu progu domu zostaliście przywitani przez ciemność. Po wciśnięciu przełącznika znajdującego się po prawej stronie od wejścia okazało się, że... Nie było prądu. Prawdopodobnie wywaliło korki albo te nie były po prostu włączone. W końcu przyjechaliście w ciągu dnia, gdy było jeszcze widno. Ku waszemu nieszczęściu okazało się, że skrzynka elektryczna znajdywała się w piwnicy. Możecie zejść sami, albo poprosić o pomoc jeszcze jedną dodatkową osobę, która wybieracie sobie sami.

Kostką rzuca Gabriela R. Blais. W przypadku wyrzucenia parzystej liczby oczek, możecie spodziewać się dodatkowego posta wrzuconego w losowym momencie, który poprowadzi dalej waszą czwórkę!!!



Rozpoczynamy IV turę. Czas na napisanie posta macie do niedzieli 14.06.2026r.

besos, Kasia
Obrazek

prowadzący: Shereen Winfield

off the grid

: wt cze 09, 2026 12:12 am
autor: Alexander Hall
Rzut kostką, plansza Ognisko: 2

Szybko się ściemniło, ognisko strzelało iskrami w rozgwieżdżone niebo, a zapach pieczonych kiełbasek mieszał się z rześkim, leśnym powietrzem. Co prawda okazało się, że nikt nie potrzebował pomocy Alexa przy pieczeniu kiełbasek, ale dołożył na kijek trzecią dla siebie, więc nie ma tego złego, co nie? Więcej dla niego, więc nawet lepiej. Gdy tylko kiełbaski były gotowe, zsunął je na papierowe talerzyki. Podał Maddie jej porcję (chlebek, ketchup i widelec też jej podał, jakby co), po czym sam włożył jedną z kiełbasek między dwie pajdy chleba i obficie polał prowizorycznego hot doga ketchupem. A potem zaczął szamać, bo był kurewsko głodny, okej. Nawet kotek, który wskoczył na kolana Eriki, nie mógł odciągnąć go teraz od jedzenia, no bo Alex najbardziej na świecie lubił - oprócz Maddie - jeść. Swoją drogą, dobrze, że to szeleszczenie w krzaczorach okazało się tłustym kocurem, a nie typem z piłą, jak zasugerował Eryk. Jednak, chwila, moment, co to się... Niech to szlag! Nie było mu dane oglądać wypalonej dziury na bluzie Eryczka, bo w tym samym momencie, w którym iskra zaczęła lecieć w stronę jego przyjaciela, wiatr nagle zmienił kierunek i Alex został zaatakowany przez wielką chmurę dymu. Hall momentalnie zaczął kaszleć, a chwilę później do kaszlu dołączyło łzawienie oczu. - Ja jebe, ło kuwa - zakaszlał, po czym wstał i przestawił swoje krzesło bliżej Maddie, żeby ten jebany dym przestał lecieć mu prosto na twarz. Jedzonko na chwilę spadło na drugi plan - odłożył je na talerzyk i napił się piwa, licząc na to, że może w ten sposób pozbędzie się kaszlu, ale nie, nic z tego. Pomiędzy jednym kaszlnięciem a drugim dotarły do niego słowa Duffy. Oby częściej udawało się nam tak zebrać w kupie. - Święte słowa, Duffs, ty nasza poetko, nie wytrzymam - rzucił do niej, próbując wytrzeć łzy spływające mu z oczu przez ten przeklęty dym. Jeśli ktoś nie zauważył, że dym z ogniska poleciał wprost na twarz Alexa, to mógł sobie pomyśleć, że wzruszyły go słowa Summers, boże, jaka kompromitacja, Jezu Maryja. W gruncie rzeczy Alex mógł wzruszyć się też dlatego, że z powodu dymu całkiem ominęła go dyskusja o ziemniaczkach, a kochał ziemniaczki. Najlepsze ziemniaczki przygotowywał Pan Winters, ojciec August. Z masłem i solą, takie przepyszne, mówię wam.

Alex dalej się krztusił - tylko trochę ciszej, bo starał się tłumić kaszel - kiedy Jason zaproponował grę. Never have I ever. - Dobry pomysł, grajmy - przytaknął, tłumiąc kolejne kaszlnięcie. Zaraz tu zejdzie, słowo daję. Jednak w tym czasie Maddie postanowiła w ogóle nie być rozsądną, wspierającą dziewczyną, bo bezceremonialnie rzuciła mu do ucha: "Zapomniałeś o najważniejszym... zapomniałeś zapytać czy chcę zostać Twoją dziewczyną, Hall". I jeszcze przygryzła mu ucho! Kaszlnął z wrażenia na słowa Maddie i gdy tylko Jason obwieścił, że nigdy przenigdy nie jadł ziemniaczków z ogniska, od razu wzniósł do góry swoją butelkę i upił łyk, nic jej nie odpowiadając, bo nie będzie zadawał jej takich intymnych pytań przy wszystkich, tak?! Poza tym, mieli przed sobą cały wyjazd, mógł wybrać lepszy moment niż krztuszenie się po zaciągnięciu się dymem z ogniska, okej?

Już miał kontynuować grę w Never have I ever, kiedy brzegiem jeziora zaczął przechadzać się jakiś typ. Stary taki, pomarszczony, ech. Starzec najpierw zlustrował wzrokiem całą grupę najlepszych przyjaciół ever i ognisko, a potem przeniósł wzrok na dom. Alex uniósł brwi do góry. Och, ten dom wciąż jest wynajmowany? A ja myślałem, że po tym, co się tutaj stało… Przekręcił oczami. Świetnie, zaczyna się, brakowało, żeby durni, nadgorliwi sąsiedzi przyszli opowiadać im historie z dupy. Już chciał powiedzieć staruszkowi "tak, do widzenia", kiedy Shereen zainteresowała się tematem i nieznajomy podszedł bliżej ogniska, żeby odpowiedzieć na jej pytanie. Jeezu. Alex posłał Maddie znaczące spojrzenie pt. "Patrz, zaczyna się", po czym przetarł twarz rękawem bluzy, żeby pozbyć się resztek łez po starciu z dymem z twarzy. W międzyczasie postanowił wrócić do jedzonka, bo przestało go drapać w gardle, YAY. Zanim zaczął jeść, posłał jeszcze Gabrieli i Eryczkowi spojrzenie numer dwa pt. "REALLY?", ale nie powiedział już nic, bo staruszek na dobre rozkręcił się w tej historii. Morderstwo? Zaginięcie? Psychopata na strychu? Dobrze, że Alex miał żołądek ze stali i wcale a wcale nie odechciało mu się jeść, wręcz przeciwnie, spałaszował kolejną kiełbaskę, tym razem bez chlebka. Gdy staruszek skończyć to swoje pierdolenie i sobie poszedł, Hall westchnął przeciągle. Wydawało mu się, że atmosfera zrobiła się dziwna. W sumie nic dziwnego, skoro nieznajomy wbił im tutaj w połowie imprezki, wtrącił pojebane trzy grosze, zapytał o godzinę i spierdolił, no słowo daję... - To dlatego było tu tak tanio - skwitował Alex i wzruszył ramionami, śmiejąc się pod nosem. Zerknął na wszystkie dziewczyny po kolei i zaczął się zastanawiać, czy przestraszyła je ta historia? Kaszel poszedł w końcu w pizdu, więc Alex uniósł do góry swoje piwerko. - Nigdy przenigdy nie pomyślałem, że na strychu tego domku mógł mieszkać jakiś psychol - przerwał dziwną ciszę i zerknął w stronę okien na najwyższym piętrze domku. Well... No... Może jednak coś było w tej historii? Uśmiechnął się drwiąco i jednak upił łyk swojego piwka (XD). Zerknął jeszcze raz w stronę okien na strychu i pomyślał sobie, że wyglądały trochę jak... a, nieważne. Czas zjeść trzecią kiełbaskę.


Eric Stones Jason Choi Erika Lindberg Duffy Summers Gabriela R. Blais Maddie Lennox Shereen Winfield

off the grid

: czw cze 11, 2026 1:36 am
autor: Erika Lindberg
Zdecydowanie Erika mogłaby zaadoptować takie dziecko jakim była Shereen. Nawet jeśli pewnie nie wiedziała na co się pisze na dłuższą metę. Nie nadawała się jednak do jakiegokolwiek macierzyństwa, więc może lepiej, aby nie decydowała się na przysposobienie jakiegokolwiek dzieciaka. Nawet takiego w swoim wieku.
Ten skromny toast dzielony przy ognisku wydawał się być kolejnym dobrym momentem do tego, aby mogli poczuć się naprawdę jedną wielką ekipą. Nawet jeśli każdy z nich był nieco inny i na ogół wydawali się nie bardzo do siebie pasować.
- Ziemniaczki może na koniec, co? Zakopiemy je w popiele - zaproponowała, bo chyba nie było większego sensu wyciągać ich już teraz skoro mieli jeszcze kiełbaski i inne smakołyki.
Miała nadzieję, że mieli jeszcze masło i sól. To były dla niej chyba najlepsze, acz skromne, dodatki dla pieczonych ziemniaków. Na razie jednak wolała skupić się na kiełbaskach. S'mores nawet nie próbowała się zasładzać. Już powoli zbliżała się mentalnie do bycia tą ciotką z imienin, dla której tort jest dobry jak jest nie za słodki.
- Dzięki za twoje błogosławieństwo, Sher, ale jeśli sama sobie wezmę te chipsy to raczej nie będę musiała się szmacić - odpowiedziała z cwanym uśmiechem, bo sytuacja mogłaby wyglądać zupełnie inaczej, gdyby ktoś sobie tę paczkę paprykowych Laysów zagarnął.
Ich małe ognisko na pewno nie obyło się bez pewnych atrakcji. Mało kto zapewne spodziewał się tego, że Eric, król imprezy, podpali sobie bluzę, ale całe szczęście sytuacja szybko została opanowana i nie musiał być mistrzem spalonego podkoszulka. Ważniejsze jednak dla wszystkich było przybycie KOTA.
I to byle nie jakiego kota. Kot ten bowiem postanowił sobie obrać za swój obiekt zainteresowania Lindberg. Może dobrze jej z oczu patrzyło? Lub też wyczuł w niej wewnętrzną kociarę, która była skłonna do zwyczajnego chillowania z kociakiem.
- Ten mały ziomek jest cudowny - oświadczyła, rozpływając się prawie nad urodą kociątka i odrywając kawałek kiełbasy, który wyciągnęła w jego kierunku. - Myślicie, że to bezdomniak? Może... da się go przygarnąć?
Współlokatorka pewnie by ją zabiła. Zdecydowanie nie były gotowe na posiadanie zwierzątka. No, ale koty w gruncie rzeczy nie wymagały wielkiego trudu. O ile mały nie będzie rozrabiał to będzie musiała pamiętać jedynie o karmieniu i wymienianiu żwirku w kuwecie: łatwizna. Jakoś to ogarnie.
W momencie, gdy padały propozycje opowiadania dziwnych historii czy też gry w nigdy przenigdy, Erika była bardziej zajęta zwabianiem na swoje kolana kotka za pomocą fragmentów kiełbasy, co też udało jej się z sukcesem uczynić. Siedziała zatem tak z futrzakiem, którego powoli miziała i ogromnym uśmiechem, który dopiero na chwilę zgasł w momencie, gdy nagle w pobliżu pojawił się nieznajomy mężczyzna.
Swoisty alarm jej się zapalił w głowie, ale to mogła być wina tego, że obejrzała w życiu za dużo horrorów oraz dokumentów true crime. Zwłaszcza horrorów, w których pojawiał się podobny motyw tajemniczej zbrodni sprzed lat i młodych ludzi w wynajmowanym domku. Dobrze, że była singielką. Pary uprawiające seks zawsze musiały ginąć w męczarniach, a potencjalny morderca miał tutaj więcej niż jedną do wyboru.
- Durny jesteś, Hall - skomentowała jego tekst w grze i powoli pokręciła głową. - Nigdy przenigdy nie krzyczałam, oglądając horror.
Zabawa powoli się rozkręcała, co widać było najlepiej po tym jak szybko ubywało im jedzenie oraz napojów. W końcu też ktoś musiał się pofatygować do domku po uzupełnienie zapasów oraz zupełnie nowe produkty, których czas miał nadejść w chwili, gdy byli już najedzeni kiełbaskami znad ognia.
- Ej, trzeba uzupełnić zapasy snacksów i zeszmacić się za chiperki - oświadczyła, wręczając wyjazdowego kotka znajdującej się obok Duffy, aby przejęła obowiązki miziania malucha. - Maddie, Gabs, pomożecie?
Wcale nie chodziło o to, że Hall zaszczepił w nich poczucie, że w pobliżu mógł znajdować się morderca. W końcu im więcej osób ruszy do kuchni tym szybciej to wszystko przyniosą. Dodatkowo jeszcze faktycznie działała tutaj pewna zasada horrorów: grupy się nikt nie czepiał. Póki się nie rozdzielili to byli bezpieczni... Dlatego też dziewczyny miały pewną przewagę nad facetami: one przywykły do wspólnego chodzenia do łazienki,, co dawało im obstawę także w tak wrażliwych momentach, gdy mogły paść ofiarą kiblowego zabójcy.

Maddie Lennox Alexander Hall Jason Choi Duffy Summers Shereen Winfield Eric Stones Gabriela R. Blais

off the grid

: pt cze 12, 2026 5:47 pm
autor: Gabriela R. Blais
Piwo, kijek w dłoni, na którym smażyła się kiełbaska oraz słodkie pianki. Czy mogło być lepiej? A no mogło być, ale jeszcze musieli poczekać na ziemniaczki z ogniska, a każdy próbował odetchnąć po długiej podróży. Nie udzielała się zbyt wiele. Erika nieustannie dokarmiała ją słodkościami, a między kolejnymi porcjami próbowała jeszcze sączyć piwo. Nie było to łatwe zadanie okej? Więc jedynie uniosła swoją puszkę wyżej, gdy co niektórzy rzucali hasła do toastu i kiwała głową kompletnie zgadzając się z ich słowami. - Tylko za te o smaku pikantnej papryki. - odpowiedziała Sher i zakrztusiła się piwem, gdy Erika uznała, że zeszmaciłaby się za paczkę słonej przekąski. Gdyby wcześniej wiedziała, jaka była cena przyjaciółki, to z nią dzieliłaby pokój, a nie ze swoim mężem, który unikał odpowiedzialności prawnej, żeby tylko nie dzielić majątku. Nie skomentowała jednak tego, bo uwagę wszystkich obecnych przykuł dziwny dźwięk i poruszenie dochodzące z pobliskiego krzaka.
- Spokojnie raczej to skunks czy inne.. - umówmy się ani niedźwiedź, ani żadne inne zwierzę, które mogłoby ich rozszarpać na drobne kawałeczki, nie zachowałoby się w ten sposób, więc nie panikowała. Okolica była o wiele bardziej przyjazna niż ta, do której przywykła, gdy jeździła z ojcem na polowania. Kotek... Uśmiechnęła się nawet, gdy mała futrzasta kuleczka ulokowała się na kolanach Eriki, więc podrapała za uszkiem ich nowego kompana.
- Jezu, Jason przecież będę pić niemal co każdą rundę. - zaśmiała się, biorąc duży łyk piwa po słowach chłopaka i spojrzała na bluzę Erica. - Powinniśmy urządzić jej pogrzeb. - wskazała palcem na materiał, ale nikt mocniej nie rozwodził się już nad tym tematem, bo do ich zacnego grona dołączył okoliczny dziadziunio, który sprzedawał im historię tego domu. Nikt nie przerwał tego monologu, a nawet ona sama wbiła zaciekawione spojrzenie w starca wyłapując każde słowo. - Prawie jak początek jakiegoś horroru co? - zażartowała przerywając ciszę, która nastała, obserwując znikającą sylwetkę dziadzia. - Może kiedyś tam sobie był, ale... Jakie jest prawdopodobieństwo, że w tym samym miejscu przebywa więcej niż jeden psychol? Dopiero co mnie oskarżyli o morderstwo i wypuścili z komisariatu, więc jeśli ktoś tam dalej sobie mieszka, to lepiej niech uważa, bo mam zacny kijek. - puściła oczko do zebranych, ale upiła łyczek piwa, gdy tym razem to Alex powiedział słynną kwestię z gry, którą rozpoczął Jason. O! Przynajmniej przy kolejnej rundzie nie musiała pić, bo w sumie to nie krzyczała przy żadnym horrorze. Już nawet miała rzucić jakieś hasło, żeby popchnąć tą ich gierkę na lepsze tematy, ale Erika poprosiła ją o pomoc, a jakże ona mogłaby jej odmówić?
- Spoko. Trzymaj Alex mojego kijka. Jeśli ta kiełbaska zniknie, to masz jak w banku, że będę cię prześladować cały wyjazd i twój kijek nie zamoczy. - rzuciła groźbę na odchodne i złapała za dłoń Erikę kierując się w stronę domku. - Wybrałaś odpowiednią osobę, przy której powinnaś się zeszmacić... - powiedziała przyjaciółce czekając, aż Maddie odklei się od Alexa i dołączy do ich małej misji uratowania zapasów ogniskowych. - Kto to widział, żeby kobiety musiały dźwigać? Naszym panom chyba kijki się skurczyły po tej całej historyjce co? - otworzyła drzwi do domku i dłonią starała się wymacać przełącznik światła. Klik... Nic.. Spróbowała jeszcze raz, ale dalej było ciemno jak w dupie u murzyna. - Kurwa... Chyba wyjebało korki. Ma któraś z was telefon? Włączycie latarkę? - powolnym krokiem weszła do środka próbując się nie zabić o czyjeś rzeczy i zrezygnowana spojrzała na dziewczyny, gdy nie znalazła skrzynki elektrycznej - Pieroństwo musi być w piwnicy. O tutaj są drzwi. - głośne skrzypnięcie i seria najdziwniejszych dźwięków uraczyła ich uszy. Z cichym westchnięciem na ustach przekroczyła próg i ostrożnie zaczęła schodzić po drewnianych wąskich schodach, krzywiąc się na zatęchłe powietrze, które ich powitało.
- Mi świecisz czy... - nie skończyła tego zdania, bo kolejny stopień rozpadł się od razu, gdy tylko jej stopa na niego trafiła i poleciała w dół. Przeklęła kilka razy po hiszpańsku, gdy przyjebała plecami o ścianę, a ta ustąpiła przez co znalazła się w środku... Wąskiego korytarza... Zdezorientowana i obolała wstała z podłogi otrzepując swój ukochany dresik z kurzu i pajęczyn. - O kurwa! Popatrzcie na to dziewczyny! - zawołała do nich i gdy tylko Maddie oświetliła korytarzyk, to zakryła dłonią usta. - Myślicie, że ten psychol korzystał z tego? - zrobiła kilka kroków w głąb, żeby dziewczyny mogły wejść za nią i zadrżała, gdy tajemne drzwi zamknęły się za nimi z trzaskiem, a cała trójka utknęła w środku. Po żadnej stronie nie było żadnej klamki... Nie miały również tutaj zasięgu... A bateria w telefonie Maddie była niemal na wyczerpaniu... Utknęły... Utknęły w wąskim korytarzu, który wiódł przez cały dom pomiędzy pokojami.

Nagle opowieść starego dziadka przestała brzmieć jak bajeczka opowiadana przy ognisku...

Erika Lindberg Maddie Lennox Shereen Winfield Eric Stones Alexander Hall Duffy Summers Jason Choi

off the grid

: ndz cze 14, 2026 2:13 am
autor: Eric Stones
- Okej, obiecuję, że sprawdzę DOKŁADNIE. - odpowiedział Sher, nim opuścili domek, planując dotrzymać słowa.

Szczerze? Eric chciał jak najdłużej zatrzymać w pamięci obraz, jaki miał przed oczami - ogniska wraz z bliskimi mu osobami. Tak, było mu szkoda bluzy i słysząc o tym, że mógłby kupić nową, westchnął cicho.
- No niby tak… - bo jednak faktycznie było to jakieś rozwiązanie, ale to najwyżej ogarnie po wyjeździe, a na razie będzie łaził z dodatkową dziurą na kciuk.
- Nie zasłużyła na taki los, ale chyba jeszcze oszczędzę jej pogrzebu. - odpowiedział Gabie, bo gdyby dziura była większa i już do niczego by się nie nadawała, wtedy faktycznie najprawdopodobniej by ją wrzucił do tego ogniska i odprawił zacne pożegnanie z przemową o tym, jak bardzo wygodna ta bluza była.
Uśmiechnął się w kierunku Eriki, gdy ta nawiązała toast do jego dziewczyny i dziewczyny Alexa - ogólnie odniósł wrażenie, że Sher została bardzo dobrze przyjęta przez resztę ekipy, dlatego odczuwał wyraźną ulgę.
Potem zza krzaków wyłonił się kot, który podszedł do Eriki, a chwilę później Jason wpadł na - zdaniem Stonesa - naprawdę świetny pomysł. Bo czymże właściwie była integracja bez jakiejś gry albo choćby drobnej rywalizacji? Eric aż miał ochotę klasnąć w dłonie z entuzjazmu, lecz w jednej z nich wciąż trzymał kijek, więc ostatecznie uderzył jedynie otwartą dłonią o własny nadgarstek. Nagle jednak jego uwagę przykuł Alex, który zaczął krztusić się dymem. Normalnie pewnie parsknąłby śmiechem ale przeżywając swoją bluzę oraz wyobrażając sobie siebie w takiej sytuacji, nie było mu do śmiechu.
– Żyj stary. Chcesz może wody? - spytał, będąc gotowym do wstania, aby podać przyjacielowi butelkę z wodą - bo poza piwem takowa także była dostępna.
- Bardzo dobry pomysł, Jason. - powiedział w kierunku przyjaciela, który zaproponował zagranie w grę i jako pierwszy rzucił hasło, i pili ci, co kiedykolwiek jedli ziemniaczki z ogniska, a że on niejednokrotnie takowe konsumował, przechylił swoją puszkę, pozwalając trunkowi przepłynąć przez gardło . Właśnie otwierał buzię, by rzucić kolejnym nigdy przenigdy, gdy nagle z dupydołączył jakiś nieznajomy, starszy mężczyzna. Stones zmarszczył brwi Czy ktoś jeszcze nas tu dzisiaj odwiedzi? - przemknęło mu przez myśl. I jak do cholery on się tu w ogóle dostał? Czy wokół domku nie ma żadnego ogrodzenia? A może jest tylko dla kogoś zdeterminowanego - lub dla jakiegoś zwierzęcia - taka siatka nie stanowiła większego problemu? Ciekawe, czy właściciele pomyśleli o kamerach… Przez moment miał nawet ochotę przejść się po okolicy i sprawdzić, czy faktycznie gdzieś ich nie zamontowano. Odruchowo uniósł głowę, próbując wypatrzyć coś ponad linią przewodów elektrycznych i internetowych, ale o tej porze jedynym, co dostrzegł nad sobą, było ciemne niebo wypełnione gwiazdami oraz delikatnie kołyszące się na wietrze korony drzew. Myśli atakowały Erica ze wszystkich stron, podsuwając kolejne pytania i możliwe scenariusze, lecz mimo to starał się nie stracić wątku i słuchać nieznajomego. Oczywiście w międzyczasie dostrzegł wzrok Alexa, któremu posłał wzrok pt. DUNNO! i lekko wzruszył ramionami.
Nie miał pojęcia, co o tym właściwie sądzić, bo przecież… gdyby coś było nie tak… a może… nie no…. chociaż przecież nic trudnego było usuwać komentarze w googlu. Poza tym wystarczyło wykupić boty albo komuś zapłacić, by wystawił pozytywną opinię. Eric coś o tym wiedział, bo… sam nie raz widział profile na insta, gdzie ktoś miał mnóstwo takich samych komentarzy z profili, które nie miały zdjęć profilowych No, chyba że Google miało jakieś lepsze zabezpieczenia antybotowe. ale jakoś do tej pory tego nie sprawdzał ani nie weryfikował, bo zwyczajnie niepotrzebował tego sprawdzać.
Na rzucone nigdy przenigdy Alexa nie pił bo zwyczajnie nie analizował wynajmowanego przez nich domku pod kątem psycholi, natomiast gdy Erika rzuciła o krzyczeniu podczas oglądania horroru… upił kilka łyków.
- Nienawidzę jumpscaerów. - taka prawda. Niby człowiek wiedział, że coś zaraz mogło wyskoczyć, a jednak i tak podskakiwał lub wydawał z siebie dźwięk przerażenia. Jako iż wsadził na chwilę rękę do kieszeni i wyciągnął z niej chusteczkę, wrzucił ją do ogniska, bo tak.
- Nigdy przenigdy nie wrzuciliście do ogniska czegoś tylko po to, żeby zobaczyć, jak się spali. - i oczywiście znowu wziął kilka łyków piwa, bo poza wrzucaniem chusteczek, zdarzyło mu się wrzucić i inne rzeczy.

W pewnym momencie, Gabi, Maddie i Erika poszły do domku, aby uzupełnić zapasy, których zaczynało ubywać.
Eric początkowo nie zwrócił na to większej uwagi. Jadł kiełbaskę, którą maczał w ketchupie, a w międzyczasie reszta ekipy nadal gawędziła, co chwilę wybuchając śmiechem i dorzucając drewna do ogniska, żeby nie zgasło. Dopiero po chwili zorientował się, że dziewczyny wciąż nie wróciły.
Zmarszczył lekko brwi i zerknął w stronę ścieżki prowadzącej do domku.
- Coś długo nie wracają. Może pójdę sprawdzić, czy wszystko okej. - rzucił nagle, gdy już zjadł kiełbaskę i odłożył tackę obok siebie.
Wprawdzie nie zakładał najgorszego, ale gdzieś z tyłu głowy miał tę opowiedzianą przez nieznajomego historię. Poza tym miał jeszcze jeden, zdecydowanie bardziej przyziemny powód, by wstać od ogniska - po wypitym piwie coraz pilniej potrzebował odwiedzić toaletę. Uznał więc, że przy okazji upewni się, czy wszystko jest w porządku.

Shereen Winfield
Erika Lindberg
Alexander Hall
Gabriela R. Blais
Maddie Lennox
Duffy Summers
Jason Choi
Erza B. Fernandes
Lilian Davenport

off the grid

: ndz cze 14, 2026 10:01 am
autor: Łoś Superktoś
Tura 3.
Do you wanna play a game?
Or not.



Erika, Gabriela oraz Maddie w poszukiwaniu skrzynki elektrycznej, dotarły do piwnicy. Drewniane schody nie sprawiały wrażenie bezpiecznych, czy stabilnych. Trzeszczały pod ciężarem butów. Echo niosło się wąskim korytarzem, podobnie jak każdy inny dźwięk. Zza stojących pod murowaną ścianą rupieci, do uszu dziewczyn dobiegł szelest i dźwięk popiskiwania — prawdopodobnie świecąc latarką, przestraszyły mysz domową. Korytarz był wąski, piwnica niemalże klaustrofobiczna. Choć wnętrze domku było bardzo ładne, piwnica dużo mniej. Unosi się w niej zapach stęchlizny, który wżarł się w ściany i nieprzyjemnie drażnił nozdrza. To była typowa piwnica. Jeden ze schodków pękł pod naporem stopy Gabrieli, a dziewczyna straciła równowagę. Upadek był zapewne bolesny, ale hałas, który się rozniósł — kaleczył uszy. Tuż po tym, jak Gabriela otrzepała dresy i pozbierała się z podłogi, kontynuowały swoją misję. Niewiele mogły w tym momencie zrobić. Okazało się, że drzwi zatrzasnęły się tuż za ich plecami, a zamek się zaciął. Zasięg w piwnicy był urywany, ale może wystarczający, by do kogoś zadzwonić?
Skrzynka elektryczna znajdywała się po lewej stronie, otoczona regałami. Na drewnianych półkach stały pudła z różnymi rzeczami. Znajdywały się w nich przedmioty zostawione przez osoby, które wynajmowały wcześniej domek. Gdyby przegrzebać pudła, znalazłyby się jakieś skrawki artykułów, które dotyczyły rzekomego morderstwa — rzekomego, bo sprawcy nigdy nie znaleziono, a to mogła być tylko miejska legenda. Nie licząc dziwnej atmosfery i ciężkiego powietrza, piwnica sprawiała wrażenie normalnej. Znad głów dziewczyn, co pewien czas, dochodziły dźwięki typowe dla tego typu domu; skrzypienie desek, trzaskanie, skrzypienie schodów, jakby ktoś właśnie nimi schodził, czy szumy w instalacji.

Eric jako pierwszy zwrócił uwagę na nieobecność Gabrieli, Eriki oraz Maddie. Odszedł od ogniska, kierując się do domu za potrzebą. Jego również przywitała nieprzyjemna ciemność w domu. Do jego uszu dotarły dziwne dźwięki wydobywające się z piwnicy — usłyszał hałas, gdy pękł jeden ze schodków. Dziewczyny natomiast usłyszały nad głowami kroki; coraz wyraźniejsze. Jeśli Eric postanowił udać się do piwnicy, napotkał opór ze strony drzwi, co oznaczało, że były zatrzaśnięte. Co zamierzał dalej zrobić?


W tej rundzie kostek nie będzie. Od was zależy, w którą stronę pchnięcie wątek. Post podsumowujący zajście w piwnicy pojawi się w tak zwanym międzyczasie. Możecie śmiało grać, a nawet wrócić do reszty ekipy - lub ściągnąć ją do piwnicy - jeśli macie na to ochotę.

Gabriela R. Blais Eric Stones Maddie Lennox Erika Lindberg
prowadzący: Shereen Winfield