off the grid
: ndz cze 07, 2026 5:48 pm
Umówmy się — komary były paskudne, więc dręczenie ich trującym aerozolem miało prawo sprawiać przyjemność. Podobnie jak każdego innego robala; pożałowała, że nie kupiła niczego przeciw kleszczom. — Dobrze. Bo nie lubię robactwa, będziesz musiał mnie obejrzeć dokładnie od góry do dołu. Wolałabym nie obudzić się z pająkiem na poduszce… — wzdrygnęła się na myśl o tym i objęła ramiona, przesuwając po nich dłońmi. Zdecydowanie nie nadawałaby się do życia w lesie. Najważniejsze, że udało im się z tego lasu wydostać i przy okazji strzelić kilka zdjęć — albo raczej całą sesję zdjęciową i przy okazji kilka wspólnych, głupich fot — klasycznie.
Kijki wystrugane z drewna miały w sobie jakiś… urok survivalowy. Było to dość czasochłonne zajęcie, dlatego Shereen być może trochę bardziej doceniła starania Erica. Sam fakt, że chciało mu się to strugać, zasługiwał na pochwałę. Winfield po pierwsze nie chciałoby się tego robić. Po drugie, nie potrafiłaby tego zrobić. Po trzecie nigdy nie ciągnęło jej do takich rzeczy i nie musiała nabywać tej umiejętności. Jeśli już organizowali ze znajomymi jakieś ognisko, to męska część zajmowała się tymi rzeczami. Ona była głównie od zarządzania i organizacji. Ogarniała listy zakupów, robiła listę osób, które miały być na spotkaniu i… Robiła resztę tych nudnych rzeczy.
— Erika, jak mnie przygarniesz, to mogę być takim dzieckiem na co dzień. Nie ma problemu — zażartowała, ani trochę niezrażona słowami ciemnowłosej dziewczyny.
Toast został wzniesiony, a impreza oficjalnie rozpoczęta. Słońce powoli chowało się za linią drzew górującą po drugiej stronie jeziora, pozostawiając po sobie złote smugi na tafli wody. Nad brzegiem płonęło ognisko. Ogień unosił się ku górze, szarpany przez lekkie podmuchy wiatru. Iskry unosiły się w kierunku ciemniejącego nieba, niknąc w pierwszych cieniach zmierzchu. Ogień, cichy świadek spotkania, rozświetlał twarze imprezowiczów ciepłym, migotliwym światłem, który rzucał cienie na pobliskie, wysokie trawy. Głosy mieszały się z dźwiękiem pękającego pod wpływem ciepła drewna, które wydawało specyficzny dźwięk, powietrze natomiast przenikał zapach topionej żywicy, pianek i opiekanych kiełbasek. Przy ognisku było cieplej, więc temperatura, choć niższa od tej w południe, nie były aż tak odczuwalna na skórze.
Odmówiła kiełbaski, którą zaproponował Alex, bo Eric był już w trakcie pieczenia tej dla niej. Przed zjedzeniem jej, sięgnęła dużo chętniej po podgrzewane pianki, których smak naprawdę u w i e l b i a ł a . Zwłaszcza w połączeniu z czekoladą. Musiałą przyznać, że Erica odstawiła świetną robotę, przygotowując podstawkę z krakersów. Do tej pory nie jadła pianek w ten sposób. Pytanie o ziemniaki odwróciło jej uwagę od pianek. Musiała sobie przypomnieć, czy je kupowali — Shereen miała pierdolca na punkcie przygotowywania wszystkiego i rozpisywania, więc nikt nie musiał sięo nic martwić. Wszystko, co było zapisane na liście Erica, zostało kupione — nie omieszkała zaspamować mu wiadomości pytaniami, typu: a kupiłeś ketchup? A musztardę? A ziemniaki? A masło? Każdą kupioną rzecz odhaczała na tej, którą własnoręcznie przepisała, więc…
— Są ziemniaki. Nie przejmuj się. Przecież ognisko bez pieczonych ziemniaków nie istnieje — gdyby Eric ich nie kupił, kupiłaby ona. Bez wahania pojechałaby do sklepu, nawet w piżamie, gdyby czas ją gonił.
Uśmiechnęła się na słowa Eriki, gdy wspomniała o tym, że zarówno ją, jak i Maddie miło było poznać — w odpowiedzi uniosła puszkę z piwem, posyłając dziewczynie ciepły uśmiech. Musiała przyznać, że ją polubiła. Od wyjazdu z Toronto zamieniła z nią najwięcej słów, więc zdążyła wyrobić sobie jako-taką opinię na jej temat. I ta była pozytywna. Gdyby wystawiała opinię w google, bez zawahania się dałaby jej pięć gwiazdek.
— Paprykowe chipsy, jeszcze nieotwarte czekają na stole w kuchni. Możesz się już szmacić, pozwalam.
Chwilę później Alex zapytał, czy coś słyszą — mimowolnie odwróciła się w stronę miejsca, w którym faktycznie coś szeleściło. Ściągnęła brwi, zaciskając mocniej palce na dłoni Erica. Oczywiście, że się przestraszyła. Byli w środku lasu całą grupą, ale podcasty kryminalne, których zdążyła się nasłuchać i niezliczona ilość obejrzanych horrorów, postanowił jej o sobie przypomnieć. Niczym zdjęcia kliszy, przez jej głowę zaczęły przewijać się losowe sceny wyrwane z filmów i książek, które dość intensywnie sobie wyobrażała podczas czytania. — Coś słyszę, ale w sumie nie wiem do końca skąd… Może to przez muzykę? — zapytała niepewnie. Nie podniosła się jednak z miejsca, czekała na moment, w którym ten ktoś, albo coś postanowi wyjść zza krzaków i odsłonić, choć odrobinę swojego oblicza. Nie panikowała aż tak, bo było ich więcej, ale… Musiała być czujna.
Przyłożyła dłoń do piersi i odetchnęła z ulgą, gdy okazało się, że do ich uszu dotarł szelest liści i chwilę później dźwięk miauczenia. Kociak, który wyszedł, wyglądał naprawdę rozkosznie i swoją obecnością sprawił, że spomiędzy ust Winfield, wyrwało się krótkie awww.... Zwierzę przesunęło spojrzeniem po zgromadzonych osobach, przekrzywiając przy tym burą główkę. Shereen próbowała zwrócić na niego swoją uwagę, robiąc ciche kici kici, lecz zwierzę ją zignorowało. Kot przeszedł obok, unosząc ogon i podszedł do Eriki. Najwidoczniej uznał, że będzie dla niego idealnym towarzystwem. — Chyba masz nowe zwierzątko — Zauważyła, przenosząc spojrzenie z kota na dziewczynę.
Może to i lepiej, że nie podszedł do Winfield? Bo ona gwałtownie wstała, gdy i do niej dotarł smród palonego materiału. Musiała się odsunąć i sprawdzić, czy to nie był przypadkiem jej sweterek — okazało się, że fragment bluzy Erica zajął się ogniem, który wypalił w niej dziurę. Skrzywiła się nieco, patrząc z rozczarowaniem w stronę zniszczonego materiału — bo ta bluza była naprawdę ładna, więc naprawdę było jej szkoda. I Erica też było jej szkoda, bo usłyszała to jego rozczarowanie w głosie. Dodając mu otuchy, poklepała go po kolanie, jakby to miało naprawdę pomóc.
— Zawsze możesz zamówić nową — wzruszyła lekko ramionami, podsuwając najłatwiejsze rozwiązanie problemu i sięgnęła po swoją kiełbaskę. Ułożyła ją sobie na kromce chleba i polała ketchupem, tworząc pseudo hot-doga.
Eric Stones Erika Lindberg Alexander Hall Maddie Lennox Gabriela R. Blais Duffy Summers Jason Choi
Kijki wystrugane z drewna miały w sobie jakiś… urok survivalowy. Było to dość czasochłonne zajęcie, dlatego Shereen być może trochę bardziej doceniła starania Erica. Sam fakt, że chciało mu się to strugać, zasługiwał na pochwałę. Winfield po pierwsze nie chciałoby się tego robić. Po drugie, nie potrafiłaby tego zrobić. Po trzecie nigdy nie ciągnęło jej do takich rzeczy i nie musiała nabywać tej umiejętności. Jeśli już organizowali ze znajomymi jakieś ognisko, to męska część zajmowała się tymi rzeczami. Ona była głównie od zarządzania i organizacji. Ogarniała listy zakupów, robiła listę osób, które miały być na spotkaniu i… Robiła resztę tych nudnych rzeczy.
— Erika, jak mnie przygarniesz, to mogę być takim dzieckiem na co dzień. Nie ma problemu — zażartowała, ani trochę niezrażona słowami ciemnowłosej dziewczyny.
Toast został wzniesiony, a impreza oficjalnie rozpoczęta. Słońce powoli chowało się za linią drzew górującą po drugiej stronie jeziora, pozostawiając po sobie złote smugi na tafli wody. Nad brzegiem płonęło ognisko. Ogień unosił się ku górze, szarpany przez lekkie podmuchy wiatru. Iskry unosiły się w kierunku ciemniejącego nieba, niknąc w pierwszych cieniach zmierzchu. Ogień, cichy świadek spotkania, rozświetlał twarze imprezowiczów ciepłym, migotliwym światłem, który rzucał cienie na pobliskie, wysokie trawy. Głosy mieszały się z dźwiękiem pękającego pod wpływem ciepła drewna, które wydawało specyficzny dźwięk, powietrze natomiast przenikał zapach topionej żywicy, pianek i opiekanych kiełbasek. Przy ognisku było cieplej, więc temperatura, choć niższa od tej w południe, nie były aż tak odczuwalna na skórze.
Odmówiła kiełbaski, którą zaproponował Alex, bo Eric był już w trakcie pieczenia tej dla niej. Przed zjedzeniem jej, sięgnęła dużo chętniej po podgrzewane pianki, których smak naprawdę u w i e l b i a ł a . Zwłaszcza w połączeniu z czekoladą. Musiałą przyznać, że Erica odstawiła świetną robotę, przygotowując podstawkę z krakersów. Do tej pory nie jadła pianek w ten sposób. Pytanie o ziemniaki odwróciło jej uwagę od pianek. Musiała sobie przypomnieć, czy je kupowali — Shereen miała pierdolca na punkcie przygotowywania wszystkiego i rozpisywania, więc nikt nie musiał sięo nic martwić. Wszystko, co było zapisane na liście Erica, zostało kupione — nie omieszkała zaspamować mu wiadomości pytaniami, typu: a kupiłeś ketchup? A musztardę? A ziemniaki? A masło? Każdą kupioną rzecz odhaczała na tej, którą własnoręcznie przepisała, więc…
— Są ziemniaki. Nie przejmuj się. Przecież ognisko bez pieczonych ziemniaków nie istnieje — gdyby Eric ich nie kupił, kupiłaby ona. Bez wahania pojechałaby do sklepu, nawet w piżamie, gdyby czas ją gonił.
Uśmiechnęła się na słowa Eriki, gdy wspomniała o tym, że zarówno ją, jak i Maddie miło było poznać — w odpowiedzi uniosła puszkę z piwem, posyłając dziewczynie ciepły uśmiech. Musiała przyznać, że ją polubiła. Od wyjazdu z Toronto zamieniła z nią najwięcej słów, więc zdążyła wyrobić sobie jako-taką opinię na jej temat. I ta była pozytywna. Gdyby wystawiała opinię w google, bez zawahania się dałaby jej pięć gwiazdek.
— Paprykowe chipsy, jeszcze nieotwarte czekają na stole w kuchni. Możesz się już szmacić, pozwalam.
Chwilę później Alex zapytał, czy coś słyszą — mimowolnie odwróciła się w stronę miejsca, w którym faktycznie coś szeleściło. Ściągnęła brwi, zaciskając mocniej palce na dłoni Erica. Oczywiście, że się przestraszyła. Byli w środku lasu całą grupą, ale podcasty kryminalne, których zdążyła się nasłuchać i niezliczona ilość obejrzanych horrorów, postanowił jej o sobie przypomnieć. Niczym zdjęcia kliszy, przez jej głowę zaczęły przewijać się losowe sceny wyrwane z filmów i książek, które dość intensywnie sobie wyobrażała podczas czytania. — Coś słyszę, ale w sumie nie wiem do końca skąd… Może to przez muzykę? — zapytała niepewnie. Nie podniosła się jednak z miejsca, czekała na moment, w którym ten ktoś, albo coś postanowi wyjść zza krzaków i odsłonić, choć odrobinę swojego oblicza. Nie panikowała aż tak, bo było ich więcej, ale… Musiała być czujna.
Przyłożyła dłoń do piersi i odetchnęła z ulgą, gdy okazało się, że do ich uszu dotarł szelest liści i chwilę później dźwięk miauczenia. Kociak, który wyszedł, wyglądał naprawdę rozkosznie i swoją obecnością sprawił, że spomiędzy ust Winfield, wyrwało się krótkie awww.... Zwierzę przesunęło spojrzeniem po zgromadzonych osobach, przekrzywiając przy tym burą główkę. Shereen próbowała zwrócić na niego swoją uwagę, robiąc ciche kici kici, lecz zwierzę ją zignorowało. Kot przeszedł obok, unosząc ogon i podszedł do Eriki. Najwidoczniej uznał, że będzie dla niego idealnym towarzystwem. — Chyba masz nowe zwierzątko — Zauważyła, przenosząc spojrzenie z kota na dziewczynę.
Może to i lepiej, że nie podszedł do Winfield? Bo ona gwałtownie wstała, gdy i do niej dotarł smród palonego materiału. Musiała się odsunąć i sprawdzić, czy to nie był przypadkiem jej sweterek — okazało się, że fragment bluzy Erica zajął się ogniem, który wypalił w niej dziurę. Skrzywiła się nieco, patrząc z rozczarowaniem w stronę zniszczonego materiału — bo ta bluza była naprawdę ładna, więc naprawdę było jej szkoda. I Erica też było jej szkoda, bo usłyszała to jego rozczarowanie w głosie. Dodając mu otuchy, poklepała go po kolanie, jakby to miało naprawdę pomóc.
— Zawsze możesz zamówić nową — wzruszyła lekko ramionami, podsuwając najłatwiejsze rozwiązanie problemu i sięgnęła po swoją kiełbaskę. Ułożyła ją sobie na kromce chleba i polała ketchupem, tworząc pseudo hot-doga.
Eric Stones Erika Lindberg Alexander Hall Maddie Lennox Gabriela R. Blais Duffy Summers Jason Choi
