Strona 3 z 8

this is not toronto comicon

: pt lip 10, 2026 3:29 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Chyba żadna z nich nie zniosłaby tego, gdyby miała znowu mieć kontakt z tak nieskrępowana czymkolwiek kulką szczęścia i niespożytkowanej energii. Pomimo naiwnego optymizmu wielbicielka Cross była całkiem spokojna przez co dało się z nią wytrzymać.
Nie miała pojęcia jak długo tak ze sobą rozmawiały, ale na pewno był to wyjątkowy dzień dla dziewczyny, który zapamięta na długo. Może i nie miała do czynienia z gwiazdą światowego formatu, a raczej z niszową lokalną celebrytką, ale zawsze był to ktoś kogo podziwiała. Pewnie miała dzięki temu okazję do tego, aby dowiedzieć się naprawdę sporo nowych rzeczy. Właśnie dla takich przeżyć ludzie chodzili na różnorodne konwenty.
Nie chciała im przeszkadzać w tym spędzie. A może jednak? Na pewno jednak nie było to tym samym, co spotkanie w barze, gdy zwyczajnie musiała się wtrącić (choć według Prescott to była do tego nagabywana) i zniszczyć randkę River z dziewczyną, która zwyczajnie jej się nie podobała. Tym razem jednak nie było w niej ani grama złośliwości, co musiało być pewną odmianą. Nie znaczyło jednak, że dziwne napięcie między nią, a River zdolało wyparować.
- Dobrze. Miejcie swoje mroczne sekrety - skomentowała jeszcze, gdy rysowniczka uznała jej przypuszczenia za wyjątkowo nietrafne.
Nie mogła też winić młodej za to, że nie chciała jej zdradzić tej wielkiej tajemnicy. Nic dziwnego. W końcu była lojalna swojej idolce, z którą zdołała zawrzeć sojusz. Nie była nic winna obcej dziewczynie, która zwyczajnie pojawiła się w ich przestrzeni.
- To fajnie - odparła na zapewnienia Liz, która ruszyła z wyjaśnieniami. - Zdecydowanie w niczym nie przeszkodziłaś. To raczej ja wam się teraz wtrącam. Wybacz, Liz.
Była zdecydowanie zbyt łagodna, ale w tym tonie nie pobrzmiewały żadne nuty świadczące o ukrytych intencjach. Chociaż może jednak je posiadała skoro jeszcze się od nich nie odsunęła.
Studiowała przy okazji również język ciała Cross. Zdecydowanie zbyt uważnie przyglądała się dłoni, która została ulokowana na plecach Elizabeth jakby próbowała dojść do wniosku czy był to zwyczajny odruch, który miał pocieszyć dziewczynę i zapewnić, że wszystko było w porządku czy może raczej przemyślany gest, który miał przyprawić tanatopraktorkę o nagły przypływ zazdrości jak to robiła, gdy obok znajdowała się Blair.
- Zapewne. Jest jedna taka rzecz... - powiedziała sięgając do swojej torby, z której po chwili wyciągnęła zakupiony tomik nieszczęsnych Butelek. - Skoro już się widzimy to podpiszesz mi się?
Przyglądała się reakcji rysowniczki, aby ocenić jak zadziałał na nią ten ruch. Czy było to przekroczenie granic? Być może. Był to jednak jasny sygnał dla Cross, że Ruelle wyraziła zainteresowanie jej sztuką. Cóż, a przynajmniej tym jednym tomem, na który w końcu wywalczyła zniżkę, boksując się z Maeve. Prowadziła twarde negocjacje jakby znajdowała się na suku w Bagdadzie, ale w końcu udało jej się przekonać kobietę do tego, aby jej nieco odpuściła. Normalnie nie stosowałaby takich zagrań, ale chciała mimo wszystko wygrać e jakiś sposób z Yang i postawić na swoim. Skoro tak bardzo chciała z niej zedrzeć dolary to mogła się napocić.

River Cross

this is not toronto comicon

: pt lip 10, 2026 9:08 pm
autor: River Cross
Zawsze, kiedy Ruelle robiła się wyjątkowo miła i uprzejma, w ciele River zapalały się wszystkie ostrzegawcze lampki. Nie miała żadnego powodu, żeby taką być poza zwyczajną, ludzką przyzwoitością, ale czy ta typara w ogóle o czymś takim słyszała? Pewnie nie! Trudno było jednak wyczuć, co tym razem kombinuje. W przypadku Fernwooda sprawa była prostsza. Zależało jej na wyciągnięciu z niego jakichś informacji, którymi rysowniczka nie podzieliłaby się z samej siebie. Ale tym razem? Znały się z Liz krócej niż kilka godzin, a jedyne, o czym wiedziała dziewczyna, to kilka faktów na temat jej twórczości. To jednak nie były rzeczy, które mogłyby interesować Prescott. I jeszcze to całe przyznanie się, że faktycznie się wtrąca? I nazwanie jej Liz? No nie było szans, żeby systemy alarmowe w ciele artystki nie zaczęły wyć jak szalone.
No coś ty, nie mów tak! W końcu nie jesteśmy z River swoimi własnościami, możesz wtrącać się do woli... hm. Chyba nie wyłapałam twojego imienia? Elizabeth nie zauważyła niczego podejrzanego w zachowaniu Ruelle. Od razu było widać, że ma zbyt czyste serce na obcowanie z tym światem i kiedyś jej się za to oberwie. Cross aż odechciewało się wtajemniczać ją w kwestie wszystkich okropieństw, jakie oferowało życie, bo po co jej to wszystko psuć?
Gdyby miała strzelać, czego mogłaby zażądać od niej Ruelle, pewnie obstawiłaby, że... niczego. Zakładała raczej, że teraz obróci się na pięcie i po prostu sobie pójdzie. Jakby już musiała wybrać coś konkretnego, to pewnie padłoby po prostu na seks. Nie zdziwiłaby się, gdyby Prescott wyciągnęła ją z rozmowy w podobny sposób, jak zrobiła to przy Blair po to, by czerpać z tego cielesne przyjemności. Nie stawiałaby na pewno na to, na co ostatecznie padło. Spojrzała na Butelki przez pół sekundy zakładając, że może jednak ma zwidy. Ale nie. Nie mogła się już łudzić, że Maeve i Caspar odpuścili temat i sami nie wcisnęli jej tego do torby. Nie miała żadnych wątpliwości, że została paskudnie zdradzona. Tanatopraktorka nie sięgnęłaby po komiks sama z siebie, więc to musiała być ich wina. Kompletnie nie przejęli się jej reakcjom, gdy zniknęła ze stoiska i kontynuowali wbijanie jej noża w plecy, pewnie pysznie się przy tym bawiąc. Spojrzała jej znowu w oczy i znowu starała się odnaleźć pytania na nurtujące ją pytania heh. Tym razem to nawet nie było przejęzyczenie, bo na moment zabrakło jej słów. Miała ochotę rozszarpać swoją modelkę na strzępy, ale bez żadnych podtekstów seksualnych. Należało jej się zrobienie z samej siebie obiektu do badań na studia. Cross była po prostu wkurwiona. Nie dość, że została zdradzona przez osoby, po których by się tego nie spodziewała, to jeszcze Ruelle była na tyle bezczelna, by kpić z niej prosto w oczy bez grama skrępowania.
Zdjęła dłoń z pleców dziewczyny, bo obawiała się, że zaraz nieświadomie wbije jej pazury w skórę i zrobi jakąś krzywdę. Liz rozpromieniła się znowu, widząc znajomy tom. Wyraźnie miała ochotę pogadać sobie z nieznajomą na ten temat, wymienić się doświadczeniami. Z szerokim uśmiechem spojrzała na River, spodziewając się pewnie, że zobaczy na jej twarzy podobną radość. Mina nieco jej zrzedła, gdy dostrzegła wyłącznie chłód, którego nie pojmowała. Meandry znajomości tej dwójki zdecydowanie ją przerastały. River zacisnęła mocno szczękę, wciąż świdrując wzrokiem Rue, jakby zdążyła już zapomnieć o obecności własnej fanki.
— Po co? Muszę cię zmartwić, ale moje prace z podpisami nie krążą po portalach aukcyjnych w zawrotnych cenach. Jak szybko to zwrócisz, to oddadzą ci pieniądze — warknęła w końcu, powstrzymując się od rzucenia setek obelg, które przy okazji przyszły jej do głowy. Elizabeth zmarszczyła brwi, teraz już kompletnie zagubiona w sytuacji. Spojrzała jeszcze raz na książkę, która nie nosiła jeszcze śladów obcowania z nią.
Ale to... podpisy są tylko dla tych, którzy czytali? Dobrze, że tego nie wiedziałam, bo bym się pewnie stresowała podejściem po autograf! Na pewno ci się bardzo spodoba, bo...trajkotała radośnie, próbując nawiązać jakąś nić porozumienia z Ruelle.
— Liz — przerwała jej nerwowym warknięciem, które było dużo ostrzejsze niż by tego chciała. Wbiła w nią lodowate spojrzenie, przez co Elizabeth przybrała taką minę, jakby uwierzyła, że zrobiła coś nie tak. Cross wzięła krótki oddech, przeklinając się w myślach za wyżywanie się na niewinnej dziewczynie.
— Nie przeczyta, nie zawracaj sobie tym głowy. Jesteśmy umówione, okej? — powiedziała już z mniejszą wrogością, choć trzeba byłoby być kompletnie ślepym, by nie wyczuć, że próbuje jej się teraz stąd pozbyć. Na szczęście Elizabeth nie była tak upośledzona emocjonalnie, jak Ruelle i od razu złapała aluzję. Pokiwała głową, zgarnęła swoje rzeczy szybkimi, nerwowymi ruchami, żeby jak najszybciej móc zniknąć z boiska. Cross nie przyglądała się temu procesowi. Gdy tylko zauważyła, że do Liz dotarła aluzja, znów całkowicie skupiła się na stojącej przed nią tanatopraktorce. Nie zauważyłaby pewnie nawet, gdyby Liz zdecydowała się odejść stąd fikołkami.

Ruelle I. Prescott

this is not toronto comicon

: pt lip 10, 2026 10:30 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Miała więcej niż jeden tryb. Posiadała wcielenia, których River mogła nie znać lub nawet nie zdawać sobie sprawy z ich istnienia. Nie była bowiem jedynie destrukcyjną muzą, która szukała okazji do tego, aby móc torturowax̌ swoją artystkę i doprowadzać ją do szaleństwa. Zresztą minionej nocy tego zaznała. Ruelle potrafiła być miła. Normalna. Tylko, że będąc razem często wyciągały z siebie właśnie to, co najgorsze.
Nie chciała niczego od Liz. Traktowała ją zwyczajnie. Uprawiała z nią kurtuazyjny small talk, który miał w pewien sposób także zaspokoić pewną dozę ciekawości, którą w sobie posiadała. Drugiego dna w tym wszystkim nie było ku zaskoczeniu Cross, która weszła już w swój tryb obronny, wyglądając tego jakie zagrożenia mogą jeszcze na nią czyhać.
- Ruelle - przedstawiła się, gdy tylko dziewczyna zorientowała się, że nie zna jeszcze jej imienia.
Obstawiała, że pewnie i tak już nigdy w życiu nie zobaczy tej dziewczyny. Nic zatem nie stało na przeszkodzie, aby zdradziła jej to jak się nazywa.
Uznała, że to będzie idealny wybieg z jej strony. To było coś, co mogło całkowicie wytrącić rysowniczkę z równowagi oraz zaskoczyć jak nic innego. A może powinna się tego spodziewać? Najwyraźniej nie zauważyła tego z jakim zainteresowaniem Prescott przysłuchiwała się poprzedniego dnia jej rozmowie z wielbicielką. Wszystkiego nie można było zrzucić na Caspara i Maeve, bo oni tylko utwierdzili tanatopraktorkę w przekonaniu, że jednak powinna przeczytać komiksowy debiut swojej artystki. Może była to ciekawość, albo zwyczajnie postanowiła poznać ją jeszcze lepiej...
Może i działała w pewien sposób na niekorzyść dwójki, z która dyskutowała przy stoisku, ale nie obchodziło jej to. Chodziło o pokazanie o to, że się zainteresowała, a w dodatku nie zamierzała tak łatwo odpuszczać. Mogła się jednak spodziewać, że będzie to jednak odczytane jako dowód zdrady w jej własnym obozie oraz deklaracja wojny.
- Zdaję sobie z tego sprawę. Nie bawię się w odprzedawanie rzeczy na eBayu - odpowiedziała całkowicie niezrażona, ignorując to jak znajdująca się obok nich Liz zaczęła się nakręcać.
To było naprawdę urocze, że dziewczyna starała się załagodzić sytuację pomiędzy nimi, ale zdecydowanie nie powinna być świadkinią sceny, która miała się zaraz między nimi rozegrać. W sumie może, gdyby nie trajkotała tak głośno to jeszcze mogłyby zapomnieć o jej obecności, ale nie sposób było to uczynić, gdy ta nadawała bez przerwy.
Oskarżenia wysnute przez Cross były naprawdę bolesne. Poważnie liczyła na to, że dziewczyna nie przeczyta tego komiksu? Po co inaczej miałaby go kupować? Nie wydałaby pieniędzy tylko po to, aby pomachać nim jej przed nosem i zażądać autografu w ramach jakiejś wymyślnej tortury psychologicznej.
- Teraz to pokazałaś jej, że potrafisz być niezbyt miła - powiedziała, wodząc wzrokiem za Elizabeth, która potrzebowała naprawdę niewiele do tego, aby złapać aluzję i zwinąć się z pola widzenia.
Nie wydawało jej się jednak, aby była kimś potrafiącym w jakikolwiek sposób chować urazę. Zapewne nie zrobi sobie nic z tej sceny, a może nawet przeprosi przy kolejnym spotkaniu River za to, że jej obecność doprowadziła do tej nerwowej sytuacji. Ewidentnie była kimś zdolnym do tego, aby obwiniać się absolutnie za wszystko.
- Co do komiksu... - spojrzenie ciemnobrązowych oczu przesunęło się z powrotem na Cross, aby nie odrywać się od niej przez przynajmniej najbliższych kilkadziesiąt sekund. - Już go przeczytałam. Prelekcja o japońskich legendach miejskich nie była taka ciekawa.
Głównie dlatego, że omawiała potwory, o których Prescott już wcześniej słyszała i oglądała z nimi horrory z lat dwutysięcznych i nieco późniejszych. Dlatego też sięgnęła po Butelki, żeby nareszcie się w nie wczytać, słuchając jednym uchem jak prelegentka się produkuje.
A to jak wyglądał sam komiks? Ledwie dzień temu River pytała ją o to jak traktuje książki z biblioteki. Nie inaczej postępowała z własnymi. Dlatego też tomik nie nosił zbytnich śladów użytkowania: żadnych zagięć, rys, przełamanych grzbietów czy ubrudzonych brzegów, które mogłyby świadczyć, że był przez kogoś czytany... Bo był. I to całkiem uważnie.

River Cross

this is not toronto comicon

: sob lip 11, 2026 11:03 am
autor: River Cross
Imię zdecydowanie wywołało coś w Elizabeth. Drgnęła odruchowo, jakby zaskoczona jego brzmieniem. Chyba przestała mieć jakiekolwiek wątpliwości odnośnie do tego, z kim ma do czynienia. Z jej perspektywy to faktycznie było jakieś spotkanie z niesamowitymi gwiazdami! Cholera, że też nie wzięły tu ze sobą jeszcze Fernwooda – dopiero byłaby zachwycona. Darowała sobie jednak zwracanie na to bezpośredniej uwagi i proszenie się o autografy. Miała na tyle zdrowego rozsądku, że wyczuwała, że to nie jest moment na takie radości. Biedna dziewczyna musiała teraz przede wszystkim spierdalać. Tyle dobrego, że River coś jej obiecała i najwyraźniej chciała dotrzymać słowa, więc to pewnie nie jest jej ostatnie spotkanie z rysowniczką. Szkoda byłoby zostawiać po sobie takie wrażenie.
Cross uniosła wysoko brwi, słysząc uwagę na temat bycia niemiłą. Bezczelność Ruelle naprawdę nie miała żadnych granic. Nie miała pojęcia, o co się teraz czepiała. Sama przecież przed momentem usłyszała, że artystka jest wyjątkowo miła, a przynajmniej była taka dla Elizabeth. W przypadku rozmów ze swoją modelką starała się po prostu odpowiadać tym, czym sama dostawała. Zdecydowanie należała do osób, które uważają, że najlepsza obroną jest atak. Próbowała ucieczki, ale totalnie nie zadziałała. Prescott sama z siebie wciągnęła ją z powrotem w ten konflikt, pyszniąc się zwycięstwem, a teraz była zaskoczona, że River potrafi oddać? Nieładnie.
— I co, mam się teraz spodziewać recenzji? — odpowiedziała od razu, właściwie totalnie odruchowo. Nie chciała schodzić z tego atakującego tonu, bo czuła się w nim bezpiecznie. A przynajmniej tak na pierwszy rzut oka, bo w rzeczywistości jej tętno przyspieszyło właśnie do jakichś niebezpiecznych wartości. Naprawdę nie spodziewała się, że dziewczyna to przeczyta. Nie była przecież do tej pory zainteresowana wnętrzem jej głowy poza tą szufladką, w której sama siedziała. A nawet na nią patrzyła tylko pobieżnie. Cała treść komiksu przemknęła teraz przez głowę River w kosmicznym tempie. Niby doskonale wiedziała, o czym był, ale szukała kwestii, których mogłaby się wstydzić. Ale czy tam w ogóle było coś takiego? Nie widziała niczego złego w swoim dzieciństwie, któremu daleko było do standardu komfortu domowego ogniska. Nigdy nie winiła matek za brak ciepłych obiadków, bajek na dobranoc albo konieczność odrabiania lekcji za kulisami jakiegoś teatru lub baru, a nie przy własnym biurku. Powodem do wstydu mógłby być pewnie Caspar i wszystkie ich pijackie opowieści, ale jego akurat Ruelle poznała, więc gorzej już nie będzie. Z historii jej pierwszego razu ze starszym mężczyzną potrafiła dzisiaj kpić, a fakt, że pomylił wielokrotnie jej imię, a potem jeszcze wymusił na niej lęki przed AIDS, na które się badała, nie wywołał w niej traum. Była dumna z historii jej znajomości z Raven, która ewidentnie musiała być jej najlepszą przyjaciółką. Potrafiła wspominać ciepło nawet ich wyjazd do Stanów, w trakcie którego jakimś cudem wylądowały w Baltimore i brały udział w protestach po śmierci Freddiego Graya, w trakcie których ciskały w policję butelkami z benzyną, a Raven dostała od kogoś kamieniem w łeb, przez co skończyła z blizną na skroni. Była dumna ze swoich poglądów na temat Occupy Toronto czy kłótni z nauczycielem od historii o noszenie niqabu w trakcie przysięgi obywatelskiej. Nie była przecież jakimś durnym dzieciakiem i nigdy nie bała się mówić głośno, co myśli. Pozostawała jeszcze sprawa samej Ruelle. W komiksie przedstawiła ją jako dziewczynę, która doprowadzała ją do szewskiej pasji w trakcie kłótni w murach szkoły, a jednocześnie zaznaczyła, że nie potrafiła skupić się na zajęciach, jeżeli Prescott akurat na nich nie było. Narysowała też ich pierwszy pocałunek i wspomniała nawet, że usta dziewczyny smakowały Fantą, której hektolitry w trakcie tamtej imprezy stanowiły dla wszystkich jedyną popitę – ale to akurat było przecież urocze. Problemem była chyba porażka, do której się przyznała. Nigdy nie czuła przy Ruelle pewności, że jest szczerze zaangażowana w ich rozmowy. Może gdyby na miejscu Cross pojawił się ktokolwiek inny, dawałaby się prowokować do dyskusji tak samo? Pocałunek miał być dowodem, że jednak dostrzega tę konkretną dziewczynę, a nie jakiś tajemniczy archetyp. Szybko jednak okazało się to młodzieńczą mrzonką. Zdaniem River dziewczyna po wszystkim wciąż traktowała ją ze znużoną obojętnością i nawet nie zauważyła, kiedy Azjatka zaczęła się wycofywać z tej relacji, aż w końcu wyparowała z niej całkowicie. Nikt wcześniej nie potraktował Cross w ten sposób. To był całkowicie nowy rodzaj odrzucenia, z którym nie do końca wiedziała, jak powinna sobie poradzić. W jej głowie nie było przecież nic gorszego niż obojętność.
Może gdyby tanatopraktorka odkryła komiks rok temu, to nie wpłynęłoby na rysowniczkę w żaden sposób, ale akurat teraz? A już szczególnie po tym, jak potraktowała ją ostatnio? To było naprawdę dużo emocji jak na jedną, małą wysoką River. Ale cóż, sprawa się rypła. Ta dziwacznie pociągająca dziewczyna z liceum stała teraz przed nią, ściskając w dłoniach jeden z pierwszych wyrzutów emocjonalnych artystki i zdawała się z niego kpić. River wzięła głębszy wdech, wiedząc, że musi po prostu wziąć to na klatę i jak najszybciej przejść z tym do porządku dziennego. Zrobiła krok w jej stronę, wciąż bojowo nastawiona. Nie spuściła z niej wzroku ani na moment, bo przecież chwila nieuwagi w trakcie pojedynku może skończyć się wyjątkowo bolesną śmiercią.
— Po co to teraz robisz? — zapytała, bardzo starając się nie brzmieć na tak wkurwioną i osaczoną, jaką faktycznie się w tym momencie czuła.

Ruelle I. Prescott

this is not toronto comicon

: sob lip 11, 2026 11:55 am
autor: Ruelle I. Prescott
Widziała tę zmianę, która zaszła w dziewczynie, gdy tylko usłyszała imię tanatopraktorki. Wcześniej mogła nie zdawać sobie sprawy z tego przed kim stoi, ale teraz nie miała żadnych wątpliwości... ani czasu, aby faktycznie coś uczynić z tą wiedzą. Pewnie, gdyby nie naglące spojrzenie River to Liz zostałaby jeszcze chwilę i zadała nurtujące ją pytania, które niemal natychmiast pojawiły się w jej oczach, ale zamiast tego zostawiła je po to, aby mogły się rozmówić czy też zwyczajnie pokłócić jak to przecież miały w zwyczaju robić.
River nie umiała do końca powściągnąć swoich emocji już przy fance, a skoro znajdowały już się same to nie musiała niczego ukrywać ani z niczym się wstrzymywać. Mogła uderzyć w Prescott z siłą rozszalałego huraganu, ale ta była na to gotowa od samego początku.
- A chcesz recenzji? - zapytała i nie miało to wybrzmieć ostro, ale chyba w jakiś sposób lekko jej się udzielało wojownicze nastawienie River.
Wcześniej nie widziała sensu w zapoznawaniu się z twórczością Cross, ale z czasem zwyczajnie nabrała ciekawości, a do tego... chyba zaczynały się ze sobą oswajać. Otworzyły się na siebie, choć w nieznacznym stopniu, a teraz darły koty ze względu na jakiś stary tomik komiksowych opowieści.
Nie zamierzała z niej kpić w żaden sposób. Chciała się dowiedzieć, co znajdowało się w Butelkach, że tak nie lubiła o nich mówić. Czym Rue zasłużyła sobie na to, aby zostać tam umieszczona? W jakim kontekście tam się znalazła? Teraz miała odpowiedź na te wszystkie pytania.
Nie sądziła, że River aż tak wielką wagę przywiązywała do niej w liceum... ani jak traktowała ich pierwszy pocałunek. Był on też pierwszy w życiu Ruelle. Nigdy jednak nie odczuła w znacznym stopniu zainteresowania Cross. Nie zauważała go. Nie traktowała też tego, co między nimi zaszło poważnie. Po prostu grały wtedy w butelkę. Prawda czy wyzwanie? To proste pytanie było początkiem wszystkiego. Wyzwanie. To ze względu na nie miała pocałować dowolną osobę w pomieszczeniu, a River wydawała się być do tego idealną opcją. Bezpieczną. Taką, która nie będzie z niej drwić oraz taką, która nie potraktuje tego zbyt poważnie. Chyba jednak się pomyliła i dowiadywała się tego wszystkiego po latach. Z komiksu, w którym River wspominała smak i miękkość jej ust.
Dowiedziała się o niej jednak o wiele więcej. Jej życie z pewnością było na tyle barwne oraz nietypowe, że zasługiwało na uwiecznienie w druku. Nawet jeśli nie był to typ opowieści, który preferowała Prescott, a z niektórych stron przebijał niepotrzebny patos to jednak była to dobra historia. Z tym, że River zapewne wolałaby, aby nigdy po nią nie sięgnęła.
- Bo chciałam wiedzieć - odpowiedziała w końcu, a jej spokojne słowa były całkowitym przeciwieństwem całej burzy emocji dostrzegalnej w rysowniczce. - Bo Liz mnie wczoraj zaintrygowała, a Caspar i Maeve dołożyli do tego swoje cegiełki.
To było w tej chwili jedno z prostyszych wyjaśnień. Ruelle skupiła swoje spojrzenie w pełni na ciemnych oczach dziewczyny, robiąc jeszcze jeden krok w jej stronę, aby zmniejszyć dzielący ją dystans. Nic więcej się nie liczyło.
- Bo wprowadziłaś mnie do swojego świata. Chciałaś mi pokazać jego fragment, a mnie najbardziej zainteresował ten, którego najbardziej strzegłaś... Musiałam wiedzieć. Zwłaszcza, że on mnie dotyczy - zakończyła w końcu i przycisnęła tomik do brzucha artystki, gdzie zapewne kotłowało się jej szarpane emocjami wnętrze.
Taka odpowiedź powinna jej wystarczyć. Zwłaszcza, że była bardziej rozległa i szczera niż większość rzeczy, które tanatopraktorka zwykła jej mówić, ale była jej to winna.

River Cross

this is not toronto comicon

: sob lip 11, 2026 1:12 pm
autor: River Cross
Siedem lat. Tyle minimum grozi w Kanadzie za morderstwo w afekcie. Czy dwa tysiące pięćset pięćdziesiąt pięć dni za kratami było warte dania upustu emocjom? Zaczynała mieć wrażenie, że tak. Pozbycie się tego ciężaru, który usiadł jej w tym momencie na łbie i każdym innym skrawku jej ciała, musiałoby być niesamowite, a przecież już robiła głupoty dla nagłego przypływu przyjemności. A zresztą! Jakie więzienie. Jak opowie na rozprawie, co ta baba z nią wyprawiała, to każdy sąd ją uniewinni.
— Zawsze chcę recenzji. — Nie miała innego wyjścia, jak przyjąć rzucone wyzwanie. Nie bała się negatywnych opinii i była tą, która na bieżąco śledzi recenzje swoich komiksów na Goodreadsie oraz opinie rzucane losowo w social mediach. Zdarzyło jej się nawet kilkukrotnie wejść z kimś w polemikę i nie zachować się przy tym jak pierdolnięta, bo ciągle jej nie scancelowano. Tyle się już naczytała, że czuła się gotowa na dowolne słowa. Nie uważała jednak, żeby pochwały były w tym wypadku dużo lepsze. Prescott na pewno nawet komplement ujmie w taki sposób, by poczuła, jak wbija jej się długa szpila w miejsce, które zawsze najbardziej boli.
Bogowie albo magiczne moce powstrzymały ją od przewrócenia oczami albo zastosowania brutalnej przemocy. Odwróciła wzrok tylko na moment i wszystkie kotłujące się w niej emocje przelała w ciut gwałtowniejsze wypuszczenie powietrza przez nos. Takie tłumienie w sobie wszystkiego na pewno doskonale wpłynie na jej stan psychiczny. Jakby miała w tym momencie zacząć myśleć o skutkach, jakie poniesie w chwili, gdy to wszystko w końcu wybuchnie i zaleje ją z zwielokrotnioną mocną, to chyba by się od razu załamała. Teraz nie było czasu na paranoję, ten luksus odłoży sobie na potem.
Zwłaszcza, że ciebie dotyczył czy przez to, że ciebie dotyczył? — Nachyliła się do niej, napierając jak drapieżnik bawiący się ze swoim przyszłym obiadem. Łapała się nieco tandetnych metod na wzbudzenie szacunku i podbudowania sobie ego, ale była teraz na tyle zdesperowana, że kompletnie to ignorowała. Wiedziała, że potrafi wygrać starcie bez uciekania się do sztuczek na poziomie przemocowego idioty, ale była przecież trochę przemocowym idiotą, więc nikogo nie powinno to dziwić.
— Kilka dni temu z dumą oświadczasz mi, że traktujesz mnie jak wibrator z funkcją rysowania, a teraz nagle jesteś zainteresowana tym, co mam do powiedzenia? Ty naprawdę nie czujesz w tym żadnego zgrzytu? — Odpowiedź tanatopraktorki zdecydowanie jej nie zadowoliła. Wręcz przeciwnie. Zaimponowało jej nawet jak blisko i jednocześnie bardzo daleko jest od tego, co chciała usłyszeć. Cóż, mało kto robił na niej takie wrażenie jak Ruelle. Wiszące nad nimi widmo niedomkniętej kłótni zaczynało się wyłaniać. W sumie to przebiło się przez mur i to z impetem. Fakt, że w trakcie ich ostatniej wymiany wiadomości zamiotła sprawę pod dywan najwyraźniej nie oznaczał, że jej to nie dotknęło albo zdążyła jej to przebaczyć. Czuła się podobnie, jak w liceum. Młodsza wersja Ruelle nie próbowała wprawdzie celowo z nią pogrywać, bo pewnie nie w głowie jej wtedy było nagrywanie się w trakcie seksu, no i nigdy nie powiedziała River wprost, że zepsuła jej wieczór z pełną premedytacją i wykorzystała ją jako zabawkę na nudną popijawę z koleżankami, ale tak poza tym to podobnie. Podobnie, tylko znacznie mocniej, a Cross wcale nie była pewna, czy jest znacznie silniejsza niż wtedy.

Ruelle I. Prescott

this is not toronto comicon

: sob lip 11, 2026 3:11 pm
autor: Ruelle I. Prescott
To, że jeszcze nie została zamordowana przez River można było uznać za cud, ale chyba teraz po raz pierwszy tak bardzo się o to prosiła. Naruszyła bowiem sztukę, która była dla Cross świętością i powinna ponieść za to konsekwencje. Mało tego: dotknęła aż nazbyt prywatnych tematów. Dobrała się do intymnych wspomnień i przemyśleń artystki... Ale czy na pewno były takie prywatne skoro wystawiała je bezceremonialnie na widok publiczny?
- W takim razie zacznę od strony technicznej. Rozwinęłaś z pewnością swój warsztat. Na niektórych panelach widać pewne niedociągnięcia anatomiczne jak nienaturany wygląd dłoni czy linie nadgarstków, które nie układają się odpowiednio. Poza tym jednak dosyć ciekawy styl, stojący dosyć blisko realizmu. Jeśli chodzi o warstwę związaną z historią to dosyć płynne przejścia w chronologii są na plus. Interesuiący przekrój życia oraz dobór scen, ale czasami zbytnio przebija moralizatorski ton jak przy akcji z niquabem - wyrzuciła z siebie, punktując zarówno mocne strony komiksu.
Jak zawsze starała się zachować obiektywizm. Chociaż przy Cross niekiedy ciężko było jej z tym, aby faktycznie wyrażać wprost to, co myślała. Z drugiej strony to chyba działało głównie gdy chodziło o kwestie związane z jej własnymi i zdecydowanie zbyt poplątanymi emocjami, których nie potrafiła rozszyfrować.
Ruelle widziała jak w rysowniczce się gotuje. Doprowadziła ją do wrzenia skuteczniej niż zwykle, ale tym razem nie było to coś czym chciałaby się szczycić. Sama wydawała się być wszystkim niespecjalnie wzruszona, co pewnie jeszcze bardziej działało na Cross. Nic nie mogła jednak poradzić na to jak mocno tłumiła swoje emocje póki wybudowana w jej wnętrzu tama nie pękała pod ich naporem.
- Zwłaszcza. Mówiłam ci, że zainteresował mnie już jak Liz o nim opowiadała, a nie wiedziałam wtedy, że postanowiłaś mnie wcisnąć w jedną z historii - odparła, gdy River na nią nacisnęła.
Mogła bez trudu wyjść jej naprzeciw. Wyprostowała się, aby sprawiać wrażenie wyższej niż w rzeczywistości i spojrzała jej butnie w oczy. Była gotowa stanąć do walki i pokazać jej na co było ją stać. Czemu w ogóle walczyły w tym momencie zamiast normalnie porozmawiać? To było bez sensu. Podobnie jak większość rzeczy, które robiły.
- O chuj ci teraz chodzi, Cross? - warknęła na tyle głośno, że paru przechodzących w pobliżu konwentowiczów spojrzało w ich stronę. - Kiedy w ogóle rzuciłam ci takim tekstem?
Miała porozmawiać z nią w miarę na spokojnie, ale ta dziewczyna rozpierdalała ją od środka. Nie potrafiła sobie przypomnieć, aby wprost rzuciła jej czymś podobnym. Zresztą nawet jeśli to jakie miało to teraz znaczenie?
- Czego ty zresztą oczekujesz od dziewczyny, której mówiłaś jak bardzo chcesz uczynić z niej swoją sukę? Swoją dziwkę? - przypomniała jej jeszcze i normalnie pewnie zarezerwowałaby takie rozmowy na inne miejsce niż to, w którym zawsze mógł ktoś im przeszkodzić. - Kto tu wprowadza zgrzyt? Skąd mam, kurwa, wiedzieć, co się kryje w twoim pierdolonym łbie?
Miała już tego wszystkiego dosyć. Przytknęła jedną z dłoni do skroni, mając wrażenie, że zaraz nadejdzie migrena. Naprawdę Cross ją kiedyś wykończy. Wciąż jednak tkwiła tuż przed nią i czuła jak mocno serce wali jej w piersi przez to jak blisko niej znajdowała się absolutnie wściekła River.

River Cross

this is not toronto comicon

: sob lip 11, 2026 4:18 pm
autor: River Cross
Recenzja była dość uczciwa i raczej powierzchowna. Nie potrzebowała ocen w kwestiach technicznych od kogoś, kto znał się na tym mniej. To nie tak, że Ruelle nie miała racji. Przeciwnie. Powiedziała wszystko, z czego Cross zdawała sobie sprawę od lat. Mogłaby wziąć na poważnie co najwyżej jej uwagę odnośnie do historii i – oczywiście – się z nią nie zgodzić. Nie nazwałaby siebie samej moralizatorką. Nie czuła się jednak teraz na sile, by rozmawiać z nią o takich drobiazgach. Była zbyt skupiona na warstwie emocjonalnej całości. Skinęła po prostu głową na znak, że do niej dotarło. Na pewno bardzo uważnie zapamiętała recenzję i może jeszcze kiedyś do niej wróci, żeby podrążyć temat. No chyba że ją jednak zaraz zabije, to sobie nie pogadają.
— Okej. Co w związku z tym? Chciałaś wiedzieć, to wiesz. I co ci po tej świadomości? — Zakręciła nadgarstkiem, ponaglając potencjalną odpowiedź. Nie widziała żadnych korzyści płynących z wzbogacenia się o tę informacje. Żadna z nich nie miała teraz lżej. Nie były w stanie nawet tego zignorować i wplątały się w kolejną bezsensowną kłótnię, od której już na pewno zrobi się im się gorzej. Wygląda na to, że ciekawość to naprawdę pierwszy stopień do piekła. A wystarczyło po prostu powstrzymać wścibskość. Cross też mogła być zresztą mądrzejsza i w ogóle jej tutaj nie przyprowadzać, nie wrzucać we własne środowisko i trzymać z daleka od wnętrza swojej głowy.
— Na przykład kiedy postanowiłaś ze mnie zakpić w towarzystwie tamtego idioty? Albo w chwili, gdy uznałaś, że zajebiście sprawiedliwe będzie zrobienie sobie ze mnie celu jakichś kretyńskich zakładów z koleżankami? — wyrzuciła jej wprost. Kusiło ją, żeby sięgnąć po telefon i pokazać jej wiadomości, zanim jeszcze zdąży wymyślić jakąś idiotyczną wymówkę, ale sobie darowała. Zakładała, że pamięć Rue nie może być aż tak ograniczona i będzie kojarzyła, jak poszła ich ostatnia rozmowa, od której nie minął przecież nawet tydzień. Studiowała medycynę, musiała mieć przecież pojemną pamięć.
— Może stąd, że mówię ci o tym wprost? — podniosła głos o ton, hamując się wyjątkowo blisko krzyku. Zacisnęła wargi w wąską linię, by zdławić w sobie chęć wydarcia się. Nie musiała robić w tym momencie aż tak wielkiej sceny. Chciała być w stanie po prostu przy niej nad sobą zapanować.
— Powiedziałam ci, jak skutecznie działasz na moje myśli i wolną wolę. Powiedziałam, że chce cię posiadać również w momentach, w których nie jesteś przywiązana do mojego łóżka. Powiedziałam, że robi mi różnicę czemu, kiedy i komu się poddajesz. A ty z tego wszystkiego zapamiętałaś wyłącznie jakieś pieszczotliwe określenia? — Złość mieszała się z autentycznym niedowierzaniem. Jakim cudem cały czas tak bardzo rozmijały się w sposobie myślenia o dokładnie tych samych rzeczach? Nie była w stanie objąć tego rozumem. Najchętniej wyciągnęłaby z głowy myśli, wrzuciła je do myślodsiewni i utopiła w niej Prescott. Przynajmniej ostatnim tchnieniem może wreszcie zapamiętałaby coś naprawdę istotnego.

Ruelle I. Prescott

this is not toronto comicon

: sob lip 11, 2026 5:45 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Nie była w stanie tak z marszu dać jej dogłębnej analizy i wskazać jej wszystkich mankamentów lub mocnych punktów debiutanckiego tomiku, ale to nie było teraz istotne. Dała jej krótką recenzję tylko po to, aby mogły zaraz przejść do kolejnego punktu swojej kłótni. W końcu nie chodziło im o wrażenia po przeczytaniu Butelek, ale o coś głębszego.
- Wiesz, co... Chuj z tym. Faktycznie. No importa. W końcu zapraszałaś mnie tutaj po to, żeby trzymać mnie na dyatans, a nie po to, aby pokazać mi coś swojego. Dzisiaj, wczoraj... To nic nie zmienia - odwarknęła rozjuszona, a wypowiadane przez nią słowa przechodziły z jednego akcentu w drugi jak zwykle, gdy tylko przestawała nad sobą panować, a w głowie zaczynały się kotłować myśli w obu znanych jej językach, starając się wypchnąć różne komunikaty, które należało na szybko wyrazić po angielsku.
Nie miała pojęcia dlaczego właściwie o to walczyły. Zresztą to River nakręciła to wszystko. Mogło to wyglądać inaczej. Mogły porozmawiać na spokojnie, ale nie. Zamiast tego Cross wybrała rozpatrywanie wszystkiego w kategoriach osobistego ataku, który miał zadać jej jak najwięcej bólu.
To nie miało teraz znaczenia. Chyba poznanie treści komiksu faktycznie nic nie zmieniało. Zwyczajnie dowiedziała się o tym, że bez jej wiedzy została wykorzystana w komiksie, a ten jeden durny pocałunek narobił w głowie River o wiele większe zamieszanie niż kiedykolwiek przypuszczała. Czy byłp jej to do czegokolwiek potrzebne? Chyba nie. Zaspokoiła ciekawość i powinna na tym poprzestać.
- Myślisz, że robiłabym sobie z ciebie obiekt zakładów? Nie odpowiadam za to, co im odpierdala - odparła, nie mogąc dać wiary w to jak oskarżycielskie słowa padają teraz w jej stronę. - I serio winisz mnie za to, że próbowałam dać ci una dosis de tu propia medicina? Chciałam cię wkurwić. Wiesz jak nie cierpię tej laski con esa cara que come mierda, a jednak specjalnie wysłałaś mi fotkę jak pieprzysz ją w swoim łóżku.
Mówiła coraz bardziej nieskładnie, ale naprawdę coraz bardziej zaczynały ją ponosić emocje. Trudno było uwierzyć w to do jakiego stanu doprowadzała ją Cross. Nie była już w stanie znieść tego jak blisko się znajdowała. Płonęła w niej furia, której źródłem była rysowniczka. Jeszcze chwila jej bliskości, a byłaby skłonna spłonąć. Nic dziwnego, że jeden ze swoich tekstów podkreśliła popychając ją, żeby mimo wszystko zwiększyć między nimi dystans.
Problem polegał chyba na tym, że nie mówiły sobie wielu rzeczy. Nie miały w zwyczaju być ze sobą szczere i otwarte, a gdy już się na to decydowały to nie były w stanie traktować tego poważnie, bo przecież coś takiego nie mogło mieć miejsca w ich przypadku.
- Wszystko sprowadzało się u nas do obsesji związanej z seksem, rysowaniem i posiadaniem. Twoja muza, twoja inspiracja, którą ruchasz bezlitośnie, a potem wykorzystujesz by stworzyć coś nowego. I czego teraz chcesz? Żebym ustawiła swoje życie pod twój fetysz kontroli i posiadania? - zapytała, wpatrując się prosto w jej oczy, wciąż nie mogąc sobie uświadomić do czego to wszystko miało się sprowadzać.
Ta rozmowa z pewnością była im potrzebna, ale... Lepiej, gdyby towarzyszyły jej inne, o wiele bardziej sprzyjające okoliczności. Na pewno nie musiały urządzać publicznej dramy na wymierającym powoli konwencie.

River Cross

this is not toronto comicon

: sob lip 11, 2026 6:40 pm
autor: River Cross
Jeszcze tego brakowało, żeby zaczęła jej ubliżać po hiszpańsku. Zdążyła się stęsknić za brzmieniem tego języka, ale na pewno nie w takim kontekście. Nie rozumiała jej nawet, gdy mówiła do niej po angielsku, a co dopiero jak zacznie przekazywać swoje emocje w innym języku. W życiu się nie dogadają. Na razie przecież szło im wyjątkowo kiepsko. Cross znowu nie pojmowała zarzutów wysnuwanych w jej stronę. Odsuwanie się miało być tylko próbą obrony, bez żadnego ataku. Ewidentnie nie zdziałało. Przynajmniej teraz miała niezbity dowód, że nie warto w ten sposób działać z Ruelle. Może chociaż zdziała coś agresją?
Na podobny pomysł wpadła tanatopraktorka. Postanowiła nie ograniczać się wyłącznie do ostrych słów i dorzuciła do tego fizyczną agresję. Popchnięta Cross szybko złapała równowagę i od razu napięła mięśnie, żeby rzucić się do odwetu. Miała na pewno większe doświadczenie w biciu się niż Prescott, więc pewnie by z nią wygrała. Ale naprawdę nie chciała jej tłuc. Chciała być tą mądrzejszą i zachować jakkolwiek trzeźwy osąd. Zacisnęła więc pięści, ale żadną z nich nie wycelowała w Rue.
— Skup się na angielskim, jak mi próbujesz coś wytłumaczyć — zwróciła jej uwagę, rozluźniając dłonie. Im szybciej i więcej słów z siebie wyrzucała, tym River będzie miała większy problem, żeby nadążyć, a sam kontekst jej nie wystarczy, żeby zgadywać, co właśnie usłyszała.
— Przecież sama to przyznałaś. Powiedziałaś, że podeszłaś do mnie, bo podpuściła cię do tego jakaś jak-jej-tam. Nie traktuj mnie jak nowej zabawki, którą możesz się popisywać — mówiła ciszej, starając się panować nad głosem. Chwila nieuwagi wystarczyłaby, żeby emocje znowu wzięły na nią górę i zaczęła się drzeć.
— Powiedziałam już, czemu to zrobiłam. Wysłałam ci nagranie, żeby sprawdzić, czy jestem w stanie jakkolwiek na ciebie wpłynąć i czy w ogóle cię to obejdzie. Wiem, głupie. Zgodnie z "Butelkami" mogłam od razu zgadnąć, że nie. Wkurwiona własną niedomyślnością zaryzykowałam zdjęciem, bo liczyłam, że to wreszcie zwróci twoją uwagę. I przecież zwróciło. Ale jak już też ustaliłyśmy – z kompletnie innych powodów niż podejrzewałam. — Rozłożyła bezradnie ręce, nie mając kolejnego pomysłu, w którą stronę powinna uciec od tej porażki. Wydawało jej się, że jest mądrzejsza niż była w liceum, ale to chyba było jakieś ostre delulu, bo znajdowała się w równie chujowej sytuacji co wtedy. Danie się dwa razy złapać na dokładnie tę samą sztuczkę było upokarzajace.
— Niczego takiego nie pow... — Uniosła ręce, jakby chciała zacisnąć je na jej szyi. Albo twarzy i cisnąć niż o glebę. Jakąkolwiek miała intencję, powstrzymała się, urywając zdanie. Cofnęła się o jeszcze jeden krok, licząc, że dzięki temu przestanie ją kusić.
— Nie wymagam od ciebie takich rzeczy. Liczyłam, że będziesz traktować mnie sprawiedliwie i że zauważysz we mnie cokolwiek poza ruchaniem się. Aż, kurwa, nie wiem, na której linii poniosłam większą porażkę. — Pokręciła głową z niedowierzaniem. Nie spodziewała się, że będzie kiedyś narzekać na bycie obdarowywaną rozkoszą cielesną, a tym bardziej taką. Może było jej po prostu zbyt wiele jak na jedną wytrzymałość Cross i przez to nie była w stanie podchodzić do tego tak zerojedynkowo jak Ruelle? Rozejrzała się nerwowo, szukając czegokolwiek, czym mogłaby zająć dłonie. Trudno było jej się skoncentrować nawet, gdy była całkiem spokojna, a teraz, kiedy jasny chuj ją strzelał, było jeszcze gorzej. Boisko jednak nie obfitowało w rozpraszacze. Na szczęście coraz mniej obfitowało w konwentowiczów, którzy pewnie zbierali się coraz tłumniej przy wyjściu, żegnając się z imprezą na kolejny rok. Może dzięki temu nikt nie będzie im zawracał dupy. Z braku laku zaczęła stukać rytmicznie paznokciem kciuka w pierścionek po wewnętrznej stronie dłoni, co było pewnie równie wkurwiające, co strzelanie długopisem.

Ruelle I. Prescott