Strona 3 z 3

I am your father

: czw sie 06, 2026 12:54 pm
autor: Noe Villeneuve-Scott
Kiedy w odpowiedzi na pytanie Williama Gabriela wypaliła uszczypliwym tekstem, Noego uszy dosłownie piekły. Słyszał w jej głosie tę samą wyższość, która doprowadzała go do szewskiej pasji. Był zmęczony, przeraźliwie zmęczony tym, że każda sekunda w ich towarzystwie zamieniała się w pole bitwy. Zauważył dłoń opadającą na jej brzuch i gniew Noego ustąpił miejsca strachowi i bezsilności. To było jego dziecko. Poczuł gorzki ścisk w dołku: cokolwiek działo się między nim a Gabrielą, czuł się odepchnięty i odcięty od własnego dziecka.
Jej lodowaty ton uderzył w niego jak zimny prysznic. Poczucie niesprawiedliwości buchnęło w nim z podwójną siłą. Przez atmosferę w aucie ledwo odciągał pas bezpieczeństwa, a dłonie drżały mu na skraju wyczerpania.
- Ty sobie nie życzysz? - rzucił cicho, szorstko, ledwo panując nad drżeniem własnego głosu. - Po tym jak od wyzywasz mnie od pizd i zarastania cipą, nagle stawiasz granice?
Wbił sprzęgło, przekręcił kluczyk i puścił pedał za szybko. Auto szarpnęło i zgasło. Kiedy usłyszał jej przyduszony śmiech i ten bezczelny komentarz o pieszczeniu kobiety, w oczy uderzyła mu fala gorąca, a policzki zapłonęły wstydem i złością. Czuł się upokorzony i przytłoczony tą sytuacją.
- Zamknij się, Gabriela - mruknął ostro przez zęby, zaciskając palce na kierownicy aż do bólu kostek. - Wiem, jak chodzi sprzęgło, daruj sobie te mądrości. - Patrząc przed siebie na zalewaną deszczem szybę, czuł rosnące uczucie wyobcowania. Lekkość w jej głosie, gdy rzucała prośbę o zakład do Williama, sprawiła, że zrobiło mu się niedobrze. Znowu był tą niepotrzebną trzecią osobą. Ruszył płynnie, starając się po prostu zignorować cały ten ból, który ściskał go w klatce.
Gdy jeszcze przed chwilą siedzieli razem na tylnej kanapie, a z ust Williama padły te słowa poparte przewracaniem oczami, w Noem zagotowała się krew. Czuł falę obrzydzenia i frustracji do całej tej sytuacji. Miał wrażenie, że cokolwiek by nie powiedział w swojej obronie, dla tego faceta i tak był tylko wrednym gówniarzem. Dusząc w sobie rosnącą wściekłość, obrywał za to, że po prostu nie dawał się dalej mieszać z błotem. Każde spięcie sprawiało, że czuł się coraz bardziej osaczony, zaszczuty i wykończony psychicznie.
- Nie jestem wredny, po prostu mam dość waszego pieprzenia - rzucił szorstko w jego stronę, gdy przechodził do przodu. Światło z ekranu telefonu Williama odbijało się w lusterku, a Noego uderzyła bezczelność i cynizm tej obojętności. Podczas gdy cały jego świat i relacja z Gabrielą legły w gruzach, ten sobie ze spokojem przeglądał telefon. Czuł się niesamowicie obco w tym aucie, uwięziony z ludźmi, dla których to wszystko wydawało się po prostu kolejną, banalną rozrywką. Śmiech Williama uderzył w dumę chłopaka jak cios w twarz. Poczuł gniew, gdy znowu odpalał wóz. Miał ochotę zahamować i wyrzucić go na ten pieprzony deszcz.
- Śmiej się dalej - mruknął, zerkając na niego ponuro. - Przynajmniej jak ja prowadzę, to nie wjeżdżamy na chodnik. - Gdy z tyłu pada pytanko czy w ogóle umie się zająć kobietą, w Noem wzmogła się w furia połączona ze zranieniem i upokorzeniem. Poczucie krzywdy mieszało się z agresją, gdy uświadomił sobie, że ten człowiek próbuje podważać go na każdym możliwym kroku. - Zamknij mordę, Will, bo zaraz wyleci ci ten uśmieszek razem z zębami - fuknął wściekle, ściskając kierownicę. - Zapytaj jej, jak się ze mną bawiła, zanim zrobiliście z tego cyrk.
Szeptanie Williama tuż przy uchu Gabrieli i cały ten ich flircik wywołały u niego mdłości. Czuł złość, że musi w tym uczestniczyć i tego słuchać. - Czy wy możecie chociaż na chwilę przestać? - rzucił z tłumioną wściekłością, nie odrywając oczu od drogi. - Zachowujecie się jak w jakimś tanim burdelu.
Błyskawica rozświetlająca kabinę i potężny grzmot wyrwały go z kręgu goryczy. Skok adrenaliny wywołany trudnymi warunkami na drodze wyciszył wściekłość. Nagła zmiana tonu pasażera wywołała w nim poczucie satysfakcji, połączone jednak ze stresem. Presja odpowiedzialności za całą trójkę obciążyła go.
- Dam radę - odpowiedział, skupiając cały wzrok na niknących w ulewie czerwonych światłach auta przed nimi. W głowie pulsowała mu rozpaczliwa myśl: przetrwać trasę, dojechać bezpiecznie i wreszcie odciąć się od nich obojga.
William N. Patel Gabriela R. Blais

I am your father

: pt sie 07, 2026 11:02 am
autor: Gabriela R. Blais
Dość.
Miała już dość tego bezsensownego obrzucania się gównem i ripost, które niczego nie wnosiły do tej rozmowy. Lekarz kazał jej się uspokoić. Grzecznie przetrwać te kilka miesięcy w SPOKOJU, a póki co to jedynie wysłuchiwała krzyków i się wkurwiała. Nawet nie miała okazji przetrawić tych wszystkich rewelacji i pomyśleć, jak miało to teraz wyglądać.
- Tak, teraz. Powiedziałam, co powiedziałam. Ty też nie jesteś bez winy. Dla dobra dziecka jednak stul ten dziób i mnie nie denerwuj. Wolisz postawić teraz granicę, czy będziemy się kłócić o wszystko? - wyciągnęła rękę jako pierwsza. Wiedziała, że w razie walki o dziecko każdy taki gest może mieć znaczenie. Nie chciała ograniczać mu praw, ale jeśli nie będzie w stanie zdusić w sobie tego gniewu, nie było mowy, by kiedykolwiek zostawiła go samego z dzieckiem. Po jej kurwa trupie.
- Zrobił mi dziecko. Więc chyba co nieco potrafi. - posyła Williamowi rozbawione spojrzenie gotowa pociągnąć tę ich rozmowę na tory, jak sprawić kobiecie przyjemność, ale już skupiła się na jego kontrofercie zakładu. Nieznacznie pochyliła się w jego stronę, a jej uśmiech był coraz bardziej widoczny z każdym jego słowem. - Wygniesz się tak? Dobra, ale... - nie zdążyła dokończyć, bo padło jeszcze kilka słów, które skwitowała cichym śmiechem. - Deal, ale... - tym razem to ona przysunęła się bliżej i zaszczyciła jego ucho kilkoma niemoralnymi propozycjami, które z pewnością mu się spodobają. Tego akurat była pewna. A gdy się odsunęła, posłała mu ten łobuzerski uśmieszek, który zwiastował przyjemne kłopoty.
- Mam opowiadać, jak się bawiliśmy? Żeby podbić ci ego? No dobra. To słuchaj Billy. Pojechałam do Noe w środku nocy. Zarąbałam ojcu Mustanga i tak sobie jeździliśmy po mieście, a tu zadzwonił do mnie jakiś kumpel. Dalej nie wiem kto to był. No i on miał lisa. Odebrałam tego lisa, dałam do bagażnika. Trochę z Noe się sprzeczaliśmy, bo nie wiedział kim jest Madox i Riczi. No to wyjaśniłam mu i potem zaczęliśmy się całować. Tak, jak teraz o tym myślę, to moglibyśmy dostać mandat za nagość i seks w miejscu publicznym. I lisa... Mam mówić dalej? - posyła spojrzenie Noe, ale nie ma sensu poruszać pewnych kwestii, bo i tak cała trójka dobrze wiedziała, co tam się wydarzyło. - A drugiego razu nie pamiętam. Byłam naszprycowana i prawie się utopiłam, podobno, bo wpadłam do basenu. Noe mnie ratował. - tutaj o wiele mniej miała do powiedzenia, bo w jej umyśle ziała jedna wielka czarna dziura. I gdyby nie spotkanie po parku z eks przyjacielem, to nawet nie wiedziałaby, że tam coś zaszło.
- Tanim? To co mi proponował, to nie uświadczysz byle gdzie. - wskazała na szybie wybraną przez siebie kroplę. Nie była taka okazała, jak ta od Williama, ale wierzyła w wygraną całym swoim serduszkiem. Jak urzeczona obserwowała ten mały wyścig i...
- WYGRAŁAM! - odpięła pas bezpieczeństwa, żeby lepiej zobaczyć minę Patela. - A co chcesz ze mną zatańczyć w deszczu? Obiecałeś mi to. - wyszczerzyła się w jego kierunku, ale po chwili spojrzała na Noe. Na jego zaciśnięte dłonie na kierownicy i zdeterminowany wyraz twarzy. - Da sobie radę. Jest dobrym kierowcą. Wiesz, jak ciężko opanować Mietka? - zaczęła kolejną historię, a cała droga powrotna, pomimo burzy minęła im bez żadnych niespodziewanych zwrotów akcji. Wrócili bezpiecznie, a BMW nie dorobiło się ani jednej rysy.
Amen.

Koniec.

William N. Patel
Noe Villeneuve-Scott