I am your father
: czw sie 06, 2026 12:54 pm
Kiedy w odpowiedzi na pytanie Williama Gabriela wypaliła uszczypliwym tekstem, Noego uszy dosłownie piekły. Słyszał w jej głosie tę samą wyższość, która doprowadzała go do szewskiej pasji. Był zmęczony, przeraźliwie zmęczony tym, że każda sekunda w ich towarzystwie zamieniała się w pole bitwy. Zauważył dłoń opadającą na jej brzuch i gniew Noego ustąpił miejsca strachowi i bezsilności. To było jego dziecko. Poczuł gorzki ścisk w dołku: cokolwiek działo się między nim a Gabrielą, czuł się odepchnięty i odcięty od własnego dziecka.
Jej lodowaty ton uderzył w niego jak zimny prysznic. Poczucie niesprawiedliwości buchnęło w nim z podwójną siłą. Przez atmosferę w aucie ledwo odciągał pas bezpieczeństwa, a dłonie drżały mu na skraju wyczerpania.
- Ty sobie nie życzysz? - rzucił cicho, szorstko, ledwo panując nad drżeniem własnego głosu. - Po tym jak od wyzywasz mnie od pizd i zarastania cipą, nagle stawiasz granice?
Wbił sprzęgło, przekręcił kluczyk i puścił pedał za szybko. Auto szarpnęło i zgasło. Kiedy usłyszał jej przyduszony śmiech i ten bezczelny komentarz o pieszczeniu kobiety, w oczy uderzyła mu fala gorąca, a policzki zapłonęły wstydem i złością. Czuł się upokorzony i przytłoczony tą sytuacją.
- Zamknij się, Gabriela - mruknął ostro przez zęby, zaciskając palce na kierownicy aż do bólu kostek. - Wiem, jak chodzi sprzęgło, daruj sobie te mądrości. - Patrząc przed siebie na zalewaną deszczem szybę, czuł rosnące uczucie wyobcowania. Lekkość w jej głosie, gdy rzucała prośbę o zakład do Williama, sprawiła, że zrobiło mu się niedobrze. Znowu był tą niepotrzebną trzecią osobą. Ruszył płynnie, starając się po prostu zignorować cały ten ból, który ściskał go w klatce.
Gdy jeszcze przed chwilą siedzieli razem na tylnej kanapie, a z ust Williama padły te słowa poparte przewracaniem oczami, w Noem zagotowała się krew. Czuł falę obrzydzenia i frustracji do całej tej sytuacji. Miał wrażenie, że cokolwiek by nie powiedział w swojej obronie, dla tego faceta i tak był tylko wrednym gówniarzem. Dusząc w sobie rosnącą wściekłość, obrywał za to, że po prostu nie dawał się dalej mieszać z błotem. Każde spięcie sprawiało, że czuł się coraz bardziej osaczony, zaszczuty i wykończony psychicznie.
- Nie jestem wredny, po prostu mam dość waszego pieprzenia - rzucił szorstko w jego stronę, gdy przechodził do przodu. Światło z ekranu telefonu Williama odbijało się w lusterku, a Noego uderzyła bezczelność i cynizm tej obojętności. Podczas gdy cały jego świat i relacja z Gabrielą legły w gruzach, ten sobie ze spokojem przeglądał telefon. Czuł się niesamowicie obco w tym aucie, uwięziony z ludźmi, dla których to wszystko wydawało się po prostu kolejną, banalną rozrywką. Śmiech Williama uderzył w dumę chłopaka jak cios w twarz. Poczuł gniew, gdy znowu odpalał wóz. Miał ochotę zahamować i wyrzucić go na ten pieprzony deszcz.
- Śmiej się dalej - mruknął, zerkając na niego ponuro. - Przynajmniej jak ja prowadzę, to nie wjeżdżamy na chodnik. - Gdy z tyłu pada pytanko czy w ogóle umie się zająć kobietą, w Noem wzmogła się w furia połączona ze zranieniem i upokorzeniem. Poczucie krzywdy mieszało się z agresją, gdy uświadomił sobie, że ten człowiek próbuje podważać go na każdym możliwym kroku. - Zamknij mordę, Will, bo zaraz wyleci ci ten uśmieszek razem z zębami - fuknął wściekle, ściskając kierownicę. - Zapytaj jej, jak się ze mną bawiła, zanim zrobiliście z tego cyrk.
Szeptanie Williama tuż przy uchu Gabrieli i cały ten ich flircik wywołały u niego mdłości. Czuł złość, że musi w tym uczestniczyć i tego słuchać. - Czy wy możecie chociaż na chwilę przestać? - rzucił z tłumioną wściekłością, nie odrywając oczu od drogi. - Zachowujecie się jak w jakimś tanim burdelu.
Błyskawica rozświetlająca kabinę i potężny grzmot wyrwały go z kręgu goryczy. Skok adrenaliny wywołany trudnymi warunkami na drodze wyciszył wściekłość. Nagła zmiana tonu pasażera wywołała w nim poczucie satysfakcji, połączone jednak ze stresem. Presja odpowiedzialności za całą trójkę obciążyła go.
- Dam radę - odpowiedział, skupiając cały wzrok na niknących w ulewie czerwonych światłach auta przed nimi. W głowie pulsowała mu rozpaczliwa myśl: przetrwać trasę, dojechać bezpiecznie i wreszcie odciąć się od nich obojga.
William N. Patel Gabriela R. Blais
Jej lodowaty ton uderzył w niego jak zimny prysznic. Poczucie niesprawiedliwości buchnęło w nim z podwójną siłą. Przez atmosferę w aucie ledwo odciągał pas bezpieczeństwa, a dłonie drżały mu na skraju wyczerpania.
- Ty sobie nie życzysz? - rzucił cicho, szorstko, ledwo panując nad drżeniem własnego głosu. - Po tym jak od wyzywasz mnie od pizd i zarastania cipą, nagle stawiasz granice?
Wbił sprzęgło, przekręcił kluczyk i puścił pedał za szybko. Auto szarpnęło i zgasło. Kiedy usłyszał jej przyduszony śmiech i ten bezczelny komentarz o pieszczeniu kobiety, w oczy uderzyła mu fala gorąca, a policzki zapłonęły wstydem i złością. Czuł się upokorzony i przytłoczony tą sytuacją.
- Zamknij się, Gabriela - mruknął ostro przez zęby, zaciskając palce na kierownicy aż do bólu kostek. - Wiem, jak chodzi sprzęgło, daruj sobie te mądrości. - Patrząc przed siebie na zalewaną deszczem szybę, czuł rosnące uczucie wyobcowania. Lekkość w jej głosie, gdy rzucała prośbę o zakład do Williama, sprawiła, że zrobiło mu się niedobrze. Znowu był tą niepotrzebną trzecią osobą. Ruszył płynnie, starając się po prostu zignorować cały ten ból, który ściskał go w klatce.
Gdy jeszcze przed chwilą siedzieli razem na tylnej kanapie, a z ust Williama padły te słowa poparte przewracaniem oczami, w Noem zagotowała się krew. Czuł falę obrzydzenia i frustracji do całej tej sytuacji. Miał wrażenie, że cokolwiek by nie powiedział w swojej obronie, dla tego faceta i tak był tylko wrednym gówniarzem. Dusząc w sobie rosnącą wściekłość, obrywał za to, że po prostu nie dawał się dalej mieszać z błotem. Każde spięcie sprawiało, że czuł się coraz bardziej osaczony, zaszczuty i wykończony psychicznie.
- Nie jestem wredny, po prostu mam dość waszego pieprzenia - rzucił szorstko w jego stronę, gdy przechodził do przodu. Światło z ekranu telefonu Williama odbijało się w lusterku, a Noego uderzyła bezczelność i cynizm tej obojętności. Podczas gdy cały jego świat i relacja z Gabrielą legły w gruzach, ten sobie ze spokojem przeglądał telefon. Czuł się niesamowicie obco w tym aucie, uwięziony z ludźmi, dla których to wszystko wydawało się po prostu kolejną, banalną rozrywką. Śmiech Williama uderzył w dumę chłopaka jak cios w twarz. Poczuł gniew, gdy znowu odpalał wóz. Miał ochotę zahamować i wyrzucić go na ten pieprzony deszcz.
- Śmiej się dalej - mruknął, zerkając na niego ponuro. - Przynajmniej jak ja prowadzę, to nie wjeżdżamy na chodnik. - Gdy z tyłu pada pytanko czy w ogóle umie się zająć kobietą, w Noem wzmogła się w furia połączona ze zranieniem i upokorzeniem. Poczucie krzywdy mieszało się z agresją, gdy uświadomił sobie, że ten człowiek próbuje podważać go na każdym możliwym kroku. - Zamknij mordę, Will, bo zaraz wyleci ci ten uśmieszek razem z zębami - fuknął wściekle, ściskając kierownicę. - Zapytaj jej, jak się ze mną bawiła, zanim zrobiliście z tego cyrk.
Szeptanie Williama tuż przy uchu Gabrieli i cały ten ich flircik wywołały u niego mdłości. Czuł złość, że musi w tym uczestniczyć i tego słuchać. - Czy wy możecie chociaż na chwilę przestać? - rzucił z tłumioną wściekłością, nie odrywając oczu od drogi. - Zachowujecie się jak w jakimś tanim burdelu.
Błyskawica rozświetlająca kabinę i potężny grzmot wyrwały go z kręgu goryczy. Skok adrenaliny wywołany trudnymi warunkami na drodze wyciszył wściekłość. Nagła zmiana tonu pasażera wywołała w nim poczucie satysfakcji, połączone jednak ze stresem. Presja odpowiedzialności za całą trójkę obciążyła go.
- Dam radę - odpowiedział, skupiając cały wzrok na niknących w ulewie czerwonych światłach auta przed nimi. W głowie pulsowała mu rozpaczliwa myśl: przetrwać trasę, dojechać bezpiecznie i wreszcie odciąć się od nich obojga.
William N. Patel Gabriela R. Blais