Strona 3 z 3

i'm going crazy i guess

: wt sie 25, 2026 7:36 pm
autor: Cyrus Lockhart
To zdecydowanie nie było w jego stylu.
I z pewnością nie była to jedna z tych rzeczy, o których wspominałby z dumą. Lockhart zmierzył Victorię dość długim, oceniającym spojrzeniem; nie bez powodu zginęła mu wcześniej w tłumie. Nie wyróżniała się niczym szczególnym na tle innych kobiet. Blondyn parsknął pod nosem na jej entuzjazm — chyba jeszcze nie wiedziała na co się z nim pisała. — Znajdź lepiej normalną robotę, Call — rzucił w jego stronę; jeśli miał mu sprowadzać takie dziewczyny, to lepiej, żeby złożył wypowiedzenie. No, ale cholera, pocałował ją, bo w głębi duszy był prostym mężczyzną. Miał na to ochotę, nudziło mu się i może próbował coś sobie udowodnić. Tak czy inaczej, liczył na to, że pielęgniarka odejdzie jak tylko dostanie to, na czym jej zależało.
Teraz zamierzam pić — poprawił go, praktycznie zerując swoją butelkę piwa. Prawda jest taka, że tak czy siak wygrałby ten pieprzony zakład; jego ego nie pozwoliłoby na to, żeby to Reid zgarnął więcej dziewczyn. No nie było takiej opcji.

Kiedy pielęgniarka wcisnęła się między ich dwójkę, Cy sapnął pod nosem z irytacją. Oczywiście, że nie mogła sobie teraz odpuścić. Daj palec to wezmą całą rękę. Lockhart oparł podbródek na dłoni, słuchając swojego przyjaciela z ulgą; na szczęście miał wystarczająco oleju w głowie, by ją spławić, zamiast znowu pchać ją w jego ramiona. Mógłby go już za to naprawdę zabić. — Nie mam. Jak będę chciał to cię znajdę — westchnął, wskazując barmanowi swoje puste piwo, by przyniósł mu nowe. Dopiero wtedy zerknął na Victorię, uśmiechając się prawie przepraszająco. — Dasz nam już święty spokój? Zobaczymy się w pracy — mruknął; parę słów później i po odejściu pielęgniarki, Locke spojrzał na swojego przyjaciela. Wyciągnął w jego stronę palec wskazujący. — Zwalniam cię — rzucił ponuro, znów łapiąc za swój alkohol.

callum

i'm going crazy i guess

: śr sie 26, 2026 11:26 am
autor: callum reid
Po części zrobiło mu się trochę głupio, ale nie z powodu tego, że sprawił, iż Cyrus właśnie pocałował tamtą dziewuszkę. Bardziej przez to, że do cholery sam stał jak taki słup soli, gapiąc się, jak jego przyjaciel idzie w ślinę, a on? Jego narzeczona była na jakichś Malediwach-sralediwach, mając kompletnie w dupie to, czy jej facet był z nią szczęśliwy, tak długo, jak mogła wyczerpywać tego jebanego amexa do końca i dzwonić do niego z prośbą, żeby coś tam doładował. Od kiedy partnerzy mają kieszonkowe? No nieważne. - Ah, nie pierdol. Nie chciałbyś, to byś tego nie zrobił - mruknął pod nosem, przeczesując wzrokiem tłum i starając się wyhaczyć jakąś kobitkę w jego typie. No i po chwili zobaczył jakąś, która miała zajebiście oliwkową cerę, ciemne włosy, ciemne oczy i była może troszkę starsza, ale damn. Yummy mommy. Jednak z tego zamysłu rozkojarzyła go Victoria, a tamta piękność mignęła mu gdzieś w tłumie. Kurwa mać.

Zerknął na nią i na Cyrusa. - Widzisz? Cyrus cię znajdzie, kochanieńka - uśmiechnął się do niej. Dziewczyna tylko posmutniała na twarzy, pokiwała głową i niemalże wyjęczała, - Dobrze, tylko mnie znajdź i odezwij się w pracy - mruknęła, po czym poszła gdzieś dalej... anyways.. gówno go to obchodziło. Reid spojrzał po chwili na wysunięty palec Cyrusa, parsknął śmiechem i udał, że chce go odgryźć w powietrzu. - skończ udawać oburzonego Locke, dzięki mnie poszedłeś w ślinę - wzruszył ramionami i upił łyk piwka. Wtedy mamitka znowu pojawiła się w zasięgu jego wzroku. Odłożył kufel na blat i ruszył w jej kierunku, zostawiając przyjaciela w tle. Halo, nie mógł zaprzepaścić takiej okazji co nie? Musiał działać, like asap. A po jakichś dziesięciu minutach wrócił cały uchachany, uradowany i rzucił do Lockharta, - Mam kolejny numer! - odparł z szerokim uśmiechem. Był przy tym umorusany czerwoną szminką na twarzy. Welp.

locke

i'm going crazy i guess

: ndz sie 30, 2026 8:15 pm
autor: Cyrus Lockhart
— To jest szantaż emocjonalny, zjebie — rzucił, mimo wszystko uśmiechając się krzywo pod nosem. Boże, świat był naprawdę popieprzony, ale Cyrus doceniał, że mógł radzić sobie z całym tym gównem razem z Callumem przy swoim boku. Jak na człowieka, mającego trudności w nawiązywaniu bliższych relacji, w przypadku Reida poszło mu naprawdę dobrze. Ale to może dlatego, że na swój sposób byli do siebie podobni i zwyczajnie się rozumieli bez słów? A może po prostu, jego przyjaciel pojawił się w najlepszym momencie jego życia; wtedy, gdy potrzebował kogoś, kto go poprowadzi, powie, że jest okej i że da sobie radę. Lockhart był przecież od niego młodszy, a w okresie, gdy na siebie wpadli, Cy był zagubiony bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Call był więc dla niego nie tyle co odskocznią, ale cholernym wsparciem. Był jego bratem. — Poczekam, aż ty będziesz miał jakiś kryzys życiowy. Też cię wepchnę w jakieś gówno i powiem, że sam tego chciałeś — dodał z rozbawieniem; bo jednak zwyczajnie się z nim drażnił.

Lockhart parsknął pod nosem, gdy obaj prawie w tym samym czasie, zmęczyli się obecnością Victorii. Bezsensownie to wszystko komplikowała, skoro dostała przecież to, na czym jej zależało. Blondyn zmarszczył nos, gdy jego kumpel udał, że odgryza jego palec i znowu się zaśmiał. Chyba był już odrobinę wstawiony, bo jego poczucie humoru stało się strasznie nijakie. Cyrus ruszył za nim spojrzeniem, gdy Call znalazł swoją wybrankę, z trudem powstrzymując przy tym śmiech i wrócił do picia piwa; a niech ma chłop, też niech pożyje, tak? Zerknął na niego dopiero, gdy Callum do niego wrócił. — I całą mordę w szmince — parsknął. Może Reid miał rację. Może Cyrus potrzebował od czasu do czasu wyrwać się ze swojej bezpiecznej rutyny. Może czasem bardziej niż pracy i zwyczajności, potrzebował spędzić więcej czasu z przyjacielem.

Oboje pewnie jeszcze przez dobrą godzinę grali w swoje durne zawody, prawdopodobnie pod koniec nie pamiętając, kto zebrał ile numerów. Tak czy inaczej, Lockhart wrócił do swojego mieszkania z lepszym humorem i czystszą głową.

koniec


callum