28 y/o
For good luck!
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cyrus miał dość. Znowu.
Blondyn odrzucił swoje notatki gdzieś w kąt, czując jak boleśnie pulsują go skronie. Za dużo siedział we własnej głowie, próbując zrozumieć, dlaczego wszystko nagle przestało go cieszyć i satysfakcjonować. Nie potrafił ukoić swojego systemu nerwowego, przez co wiecznie czuł się, jakby wisiał na granicy życia i śmierci. Chciał się poczuć jak bóg, ale nie sądził, że sam nie będzie mógł odnaleźć dla siebie miejsca we wszechświecie. Może naprawdę oszalał? Może był jednym z tych geniuszów, którzy im mądrzejsi byli, tym bardziej zwariowani się stawali?
Rezydent przytrzymał papierosa zębami, gdy podpalał jego końcówkę, a drugą wolną dłonią, wybrał numer do swojego znajomego. Jak na człowieka, który nie lubił towarzystwa, miał ich całkiem sporo. Wiele z nich jednak nic o nim nie wiedziało, a i on nie przykładał do nich zbyt dużej uwagi. Cyrus nie był osobą, która chętnie otwierałaby się przed kimś obcym. Callum był jednak człowiekiem, przy którym Lockhart praktycznie dorastał i czuł się swobodnie. Pamiętał czasy szkolne, gdy dopiero zaczynał kręcić się po szpitalu, podkradając wszystkie piguły, które wpadały mu w ręce. Potem wciskał je do rąk ludziom, którzy go irytowali, żeby dali mu spokój i przestrzeń do nauki. W przypadku Reida, Cy robił to z dobrej woli; może dlatego, że chciał mu zaimponować. W końcu Call był jedną z niewielu osób, która go nie irytowała, a którą teraz mógł nazywać swoim przyjacielem.

— Wyląduję w pierdolonym psychiatryku — stwierdził, gdy usłyszał, jak starszy podnosi słuchawkę. — Zabiję albo wszystkich wokoło albo siebie, przysięgam — westchnął, wypuszczając spomiędzy warg dym z płuc. Odetchnął ciężko, zerkając przez okno na Toronto, pogrążone już w pełnym mroku. — Gdzie jesteś? Spotkamy się na mieście? — zapytał, znów zaciągając się; zanim przymknął na chwilę oczy, odchylając się lekko na krześle. — Jesteś mi winny towarzystwo za bycie kiedyś jebanym ćpunem — przypomniał mu.

callum
31 y/o
For good luck!
189 cm
chce otworzyć coś swojego
Awatar użytkownika
we're in love and haze.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ojciec nie przestawał działać mu na nerwy. Zachcianka za zachcianką, projekt za projektem, jakby Reid nie miał własnego życia ani niczego lepszego do roboty poza spełnianiem jego kolejnych wymagań. Powoli tracił cierpliwość. Coraz częściej łapał się na myśleniu, że powinien w końcu założyć coś własnego i odciąć się od tego wszystkiego, zanim kompletnie straci grunt pod nogami. Sięganie wieczorami po alkohol miało uciszyć szum w jego głowie, ale zwykle przynosiło odwrotny efekt. Słowa ojca nie znikały. Rozbrzmiewały jeszcze głośniej, przeplatając się z kolejnymi pretensjami, poleceniami i oczekiwaniami, którym najwyraźniej nigdy nie było końca. Nalał sobie whisky do kryształowej szklanki, po czym wykonał kilka powolnych ruchów nadgarstkiem, przyglądając się, jak bursztynowy alkohol wiruje przy jej ściankach. Już miał się napić, kiedy z kawowego stolika dobiegły go ciche wibracje telefonu.

Huh.

Podszedł bliżej i zerknął na ekran. Widząc nazwisko Lockharta, uniósł brwi. Czego on chciał o tej porze? Schylił się po telefon i odebrał, przykładając go do ucha. - Lockhart? - rzucił, zanim po drugiej stronie usłyszał głos dobrego kumpla. Cyrus był specyficznym człowiekiem. Potrafił mieć swoje dobre momenty, ale równie dobrze potrafił być wyrachowanym gnojkiem, któremu zdecydowanie lepiej było nie zachodzić za skórę. Reid na szczęście znał go wystarczająco długo, żeby wiedzieć, kiedy traktować jego słowa poważnie, a kiedy po prostu przewrócić oczami. - Co się dzieje? - zapytał, opadając na kanapę i upijając łyk whisky. Słuchał go przez chwilę w milczeniu, marszcząc brwi coraz mocniej. - Żadnego zabijania siebie, ani innych. Nie będę miał nikogo, kto tak idealnie uprzykrzałby mi życie jak ty - parsknął pod nosem, opierając się wygodniej o kanapę. - Jestem u siebie. Nigdzie się nie ruszam. - Po chwili usłyszał po drugiej stronie coś, co brzmiało niemal jak szantaż. Reid przewrócił oczami i pokręcił głową. - Kutas - mruknął - Możesz przyjechać tutaj. Mam alkohol, możemy w coś popykać, a jak będziesz jechał, to wrzuć mnie na głośnik.

Lockhart
28 y/o
For good luck!
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słysząc głos swojego przyjaciela po drugiej stronie, Cyrus autentycznie zaśmiał się pod nosem. Przez jego rezydenturę, nie widywali się tak regularnie jak wtedy, gdy był jeszcze studentem, ale to nie było problemem w ich dziwnej relacji. Lockhart wiedział, że Callum był człowiekiem, który w przypływie kryzysu medyka, przywróci go do porządku. To funkcjonowało właśnie w ten sposób od paru dobrych lat, od kiedy Cy zaczął przeżywać te swoje załamania. A jeśli Lockhart nie grzebał przy czyjejś głowie na którejś ze swoich operacji, to też był na wyciągnięcie jego ręki, jeśli tego potrzebował. Gdyby nie stały za tym wspólne doświadczenia i pewne zaufanie, można by stwierdzić, że ich znajomość przypomina relację biznesową, gdzie obie strony zyskiwały jakieś korzyści. Z tą różnicą, że wyzywali się znacznie częściej niż standardowi współpracownicy.
— Zapomniałeś jak się nazywam, że musisz się upewnić? — rzucił nieco kpiąco, gdy usłyszał swoje nazwisko. — Co taki zdziwiony? — mlasnął w typowy dla siebie sposób, na nowo zaciągając się I oglądając przy tym papierosa, którego strzepał do popielniczki. — Prawda? Kocham zatruwać twoje życie — stwierdził, unosząc przy tym kącik ust. Być może dlatego, Cyrus nadal się go trzymał, mimo że Reid nie był człowiekiem, który wpasowałby się w jego kanony kogoś wartościowego. No, ale każdy miał swoje wyjątki, racja? A Cy przyciągał do siebie dziwnych i upierdliwych ludzi, co było zabawne, bo nic nie kochał bardziej od świętego spokoju.
— Ja pierdolę, stary na emeryturze — rzucił, wzdychając ciężko. Finalnie doszedł do wniosku, że to było i tak lepsze od siedzenia w swoim mieszkaniu, w którym z wolna zaczynał dostawać szału. — Masz szczęście, że nie zacząłem jeszcze pić — dodał, gasząc papierosa, zanim podniósł się z miejsca, by sięgnąć po swoją marynarkę.
Zbiegł ze schodach do swojego pojazdu, włączając tryb głośnomówiący. Musiał się z nim spotkać, żeby tak dużo o wszystkim nie myśleć. — Będę za piętnaście minut. Lepiej przygotuj mi drinka — powiedział, uruchamiając silnik, żeby wyjechać na ulicę. Nigdy tak szybko nie wyszedł ze swojego mieszkania, ale naprawdę nie miał zamiaru gnić tam w pojedynkę.

reid
31 y/o
For good luck!
189 cm
chce otworzyć coś swojego
Awatar użytkownika
we're in love and haze.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przewrócił oczami, wzdychając ciężko. - Słuchaj, w pracy zapierdol, a w dodatku pamiętasz tę Jiji, o której ci kiedyś opowiadałem? Tę dziewczynę, którą poznałem na lotnisku dziesięć lat temu? - przysunął palce do skroni, masując je powoli. - Dowiedziałem się dzisiaj z jakiegoś jebanego artykułu, że ma męża. - Dopił drinka jednym, dłuższym łykiem, krzywiąc się lekko, chociaż wcale nie było to przez smak alkoholu. - Po prostu próbuję sobie to wszystko przetworzyć - dodał po chwili, a zaraz potem parsknął śmiechem i pokręcił głową. - Dzięki, Rus. Twoich docinek potrzebuję teraz jak nie wiem czego, - Zaśmiał się pod nosem... Cholera. Jak mogło minąć tyle czasu? Jak mógł być teraz ze swoją narzeczoną, mieć poukładane życie, przynajmniej na papierze, a mimo to myśleć tylko i wyłącznie o Jiji? O kobiecie, która pojawiała się w jego życiu w najmniej oczekiwanych momentach i dla której stracił głowę już wtedy na lotnisku, gdy odwołano im loty. - Ah, i nie waż się, kurwa, nic mówić Betty - prychnął, bo tak nazywał swoją narzeczoną. - Wiesz, że to skomplikowane.

Skomplikowane. Dobre sobie.
Prawda była taka, że nigdy nie był w niej aż tak zakochany. Lubił ją. Sznował. Może nawet momentami naprawdę wierzył, że mógłby zbudować z nią coś stabilnego. Tylko że większość tego związku i tak była wykalkulowana. Betty pochodziła z bogatej, wpływowej rodziny, jego ojciec był zachwycony, a Reid po raz kolejny robił dokładnie to, czego od niego oczekiwano. - No to przyjeżdżaj, na co czekasz? - rzucił z lekkim uśmiechem pod nosem. Wstał i podszedł do kuchennego blatu, gdzie stała butelka. Sięgnął po nią, żeby dolać sobie jeszcze trochę alkoholu, bo po prostu tego dzisiaj potrzebował, okej? - Nie będę wietrzył tak dobrego alkoholu, zgłupiałeś? - zmarszczył brwi z niezadowoleniem. - Naleję ci, jak przyjedziesz. A teraz opowiadaj dokładnie, co się dzieje.


rus
28 y/o
For good luck!
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Ciężko nie pamiętać. Dałem z siebie wszystko, żeby zrozumieć, co ty bełkoczesz — parsknął pod nosem, odgarniając swoje przydługie kosmyki włosów do tyłu. — Już nigdy więcej nie zwierzaj mi się ze swojego życia po swoich lekkich drineczkach rzucił. Analizowanie złożonych czynników, przypadających na daną chorobę, było prostsze niż zrozumienie Calluma tamtego dnia. Na szczęście, Cyrus był uparty, więc ostatecznie zrozumiał mniej więcej sens jego wypowiedzi. — No i? Ty też masz kobietę. Myślisz, że życie nie rusza się w ogóle do przodu przez dziesięć lat? — parsknął, skupiając się na drodze, która prowadziła prosto do mieszkania jego kumpla. — Co to za artykuł? To jakaś celebrytka? — rzucił, znów próbując skleić jakieś przypadkowe fakty w jedno. Powinien bardziej zaangażować się w rozmowę, bo teraz miał ogromny problem, żeby cokolwiek połączyć i zrozumieć sytuację.
— Z całym szacunkiem, Call — zaśmiał się do telefonu. — Ale Betty jest ostatnią osobą, z którą mam ochotę rozmawiać. Dziś lub kiedykolwiek — powiedział, stukając palcami w kierownicę. Zaraz jednak parsknął pod nosem, gdy usłyszał to słynne określenie; to skomplikowane. — Nie wiem, czy powinienem jechać do ciebie z moimi problemami, bo masz nasrane w tej głowie gorzej niż ja — stwierdził. A to było przecież nie lada wyczynem. Może jednak dobrze się dobrali jako przyjaciele?
Cyrus prawie padł ofiarą ustawionego związku, jak Reid, ale wystarczająco szybko uciekł z domu, ograniczając kontakt z rodziną do minimum. Na szczęście nie był im nic dłużny. Słysząc pytanie starszego, Cy zagryzł dolną wargę, nie do końca właściwie wiedząc, co było jego problemem. Miał problem z emocjami i zmęczeniem; notorycznym znużeniem, którego nie potrafił przełamać. — Nie wiem już sam, co robię — przyznał nagle, wbijając spojrzenie w ulicę. Dziesięć minut drogi. — Nie spałem dobrze od trzech lat — zaśmiał się, jakby to było jego największym problemem. — Jestem znudzony i chronicznie zmęczony — stwierdził, próbując zdiagnozować samego siebie.

call
31 y/o
For good luck!
189 cm
chce otworzyć coś swojego
Awatar użytkownika
we're in love and haze.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przejechał dłonią po twarzy, wzdychając ciężko. - Ty, Lockee… weź nie pyskuj, dobra? Starszych się szanuje, nie zapominajmy o tym - parsknął śmiechem, przewracając oczami sam na siebie. Bo co jak co, ale Lockhart raczej nigdy nie przejmował się tym, ile ktoś miał lat, kiedy się do niego zwracał. Anyways. - Potrzebowałem tego, no. Już moich tabsów nie mogę brać, sam wiesz - dodał ciszej. No bo taka była prawda. Odkąd postanowił jakoś zawalczyć ze swoim uzależnieniem od leków przeciwbólowych, zwyczajnie przerzucił się na alkohol. W tych trudniejszych momentach życia polegał już właściwie tylko na nim. Trochę unhealthy behaviour, if you ask me, ale kto bogatemu zabroni? Literally.

- Dobra, dobra, daj człowiekowi pojęczeć. Wiem, że minęło dziesięć lat, ale spotykaliśmy się wiele razy przez ten czas. Po prostu… nie wiem. Chyba gdzieś tam myślałem, że jeszcze nam się ułoży, a teraz jest już po ptakach. Ona mężatka, ja zaraz żonaty - westchnął, opierając łokieć o blat. - Nie jest celebrytką, ale wyszła za jakiegoś bogatego gościa - dodał, wyraźnie zmieszany, no bo to było coś tak chorego, że nie mógł tego pojąć. Po chwili parsknął śmiechem na komentarz przyjaciela. - To dobrze, bo Betty za tobą też nie przepada. Przynajmniej nie ma konfliktu interesów - rzucił, sięgając po butelkę. - Przyjeżdżaj i nie pierdol. - Nalał sobie kolejną szklaneczkę bursztynowego alkoholu, jednocześnie wsłuchując się w słowa Lockharta. Szczerze mówiąc, był w niemałym szoku. Ten nigdy mu się w ten sposób nie zwierzał. Zazwyczaj tłumił wszystko w sobie tak długo, aż później wyrzucał całą frustrację na zewnątrz, najczęściej w najmniej odpowiednim momencie. - Hmm - mruknął, upijając łyk. - Może po prostu brakuje ci jakichś wrażeń, stary? Od lat żyjesz tą samą rutyną. Nic się, kurwa, u ciebie nie dzieje. Nawet twoje mieszkanie wygląda jak muzeum, a nie jak miejsce, w którym ktoś naprawdę… nie wiem, żyje?

rus
28 y/o
For good luck!
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Ktoś bardzo mądry powiedział mi kiedyś, że na szacunek trzeba sobie zasłużyć — odparł automatycznie. Jeśli chodziło o jego relację z Callumem, Cyrus był pozbawiony jakiejkolwiek samokontroli lub filtra. Być może to właśnie dlatego, ich relacja była tak autentyczna i niepodważalna? — Wiem, ale przerzucenie się na chlanie, nie jest lepszym lub bardziej błyskotliwym pomysłem, Reid — parsknął, nieco kpiąco. Czy sobie grabił? Najprawdopodobniej. Ale wiedział, że mógł sobie na to pozwolić. Poza tym, że nie powinien wytykać mu takich rzeczy, szczególnie że jego przyjaciel zapewne też miał długą listę rzeczy, które mógłby mu przytoczyć.

— Boże, nie bądź pizdą, Call — westchnął, skupiając się na drodze, by dotrzeć w jednym kawałku do jego mieszkania. — Jak ci na niej zależy, to po prostu ją zdobądź. Faceta da się przecież pozbyć. Mam znajomego aptekarza w razie co — przypomniał mu. Gdyby ktoś usłyszał tę rozmowę, mógłby nie uwierzyć, że te słowa, padają właśnie z ust Lockharta. Czego się nie robi dla starych, dobrych znajomych, racja? — I nadal nie rozumiem, dlaczego dalej zgadzasz się na ten ślub. Nie masz już szesnastu lat, żeby zadowalać swojego starego — odparł. Zawsze otwarcie mówił, co o tym myślał, chociaż zwykle starał się w to nie wpieprzać. W obecnej sytuacji, nie potrafił nie rzucić swojego komentarza. — A kto ją pytał o zdanie? — westchnął na wspomnienie o Betty; ze wszystkich osób na świecie, ona irytowała go najdotkliwiej.

Słysząc o swoim mieszkaniu, Cy wywrócił oczami. Reid nie był pierwszą osobą, która mu to wytknęła. Jego dom po prostu był… schludny i zadbany. Poza tym Lockhart nie spędzał tam zbyt wiele czasu, więc nie uważał, żeby było to coś, w co powinien wkładać więcej serca. — Wrażeń — powtórzył za nim z rozbawieniem. — Jak będę potrzebował wrażeń, to pójdę na pieprzony rollercoaster — mruknął, stukając palcami w kierownicę. — Cały czas jaki mam spędzam w szpitalu — dodał na swoje usprawiedliwienie. — To nie moja wina, że nie jestem takim graciarzem jak wy — mlasnął, zanim zaparkował pod jego chatą. — Rozłączam się — powiedział do telefonu, zanim zabrał swoje klucze i wyszedł na zewnątrz, kierując się do mieszkania swojego przyjaciela.

Od razu zapukał do drzwi, czekając aż mu otworzy, choć na dobrą sprawę mógłby wejść jak do siebie. Zastanawiał się nad słowami swojego kumpla. Może rzeczywiście brakowało mu atrakcji? Może powinien znaleźć coś, co odciągnie go od tej dobijającej rutyny? Na ten moment musiał mu wystarczyć wieczór z przyjacielem i mocny drink, dlatego gdy dostrzegł w progu Calluma, Cyrus przepchnął się łagodnie do środka, bez zbędnych powitań.

— No i gdzie moje whisky? — zapytał, zsuwając z ramion kurtkę.

callum
31 y/o
For good luck!
189 cm
chce otworzyć coś swojego
Awatar użytkownika
we're in love and haze.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czy on serio myślał, że te jego farmazony w jakikolwiek sposób go ruszały? - Świzdu pizdu, Lockhart, tyle ci powiem - burknął pod nosem, przewracając oczami. - A ty moją matką jesteś czy co? Wolne mam, mogę sobie pozwolić. - No bo przecież miał wytłumaczenie, prawda? Nie pił dlatego, że musiał. Po prostu chciał się zrelaksować, a ostatnimi czasy właśnie to pomagało mu najlepiej. Czuł przeogromną pustkę, odkąd dowiedział się, że Jiji ma męża. Kurwa, sam miał się zaraz hajtać, przejąć rodzinny biznes, a jednak to wszystko zwyczajnie go przerażało. Chciał uciec i nigdy więcej nie wracać. Zamknąć oczy i już nigdy więcej ich nie otworzyć, o. Presja tego wszystkiego... it was too much.

Westchnął tylko na komentarz przyjaciela. No był pizdą, co miał powiedzieć? Nie odważyłby się wparować tam, gdziekolwiek teraz była, i próbować jej zdobyć. Miał na to pieprzone dziesięć lat i jakoś nigdy mu się nie udało. - Muszę chyba po prostu odpuścić - mruknął pod nosem. - Ty byś sobie w końcu jakąś kobietę znalazł. Może byłbyś wtedy mniej marudny. - Rzucił rozbawiony, a chwilę później parsknął śmiechem, kiedy dotarł do niego tekst o aptekarzu. -Zapamiętam, dzięki, Locke - dodał z uśmiechem, który jednak szybko zniknął z jego twarzy. - Dobrze wiesz, jaki jest stary. On i twój ojciec w jednym pokoju zmieniają się w coś pokroju gry o tron. Nikt ani nic nie jest, kurwa, bezpieczne w ich zasięgu. Więc na razie odwołanie ślubu nie wchodzi w grę. Musiałaby coś naprawdę odjebać. - Złapał się za głowę, lecz po chwili wyprostował się gwałtownie, jakby właśnie wpadł na genialny pomysł. - Ty, a może ją przelecisz? Będę miał wymówkę, żeby z nią zerwać. - Nie wytrzymał i parsknął śmiechem. Nie no plan genialny.

Naprawdę uważał, że mieszkanie Cyrusa było w chuj nudne. Wyglądało bardziej jak muzeum niż miejsce, w którym ktoś faktycznie żył, dlatego jego wkurwiona reakcja rozbawiła go jeszcze bardziej. - Graciarzem czy nie graciarzem, mieszkasz jak stary dziad, Locke - skwitował. Rzucił telefon na kanapę i zaczął czekać na przyjaciela. Po niedługim czasie usłyszał pukanie do drzwi. Od kiedy ten zrobił się taki, kurwa, kulturalny? Westchnął, podszedł do wejścia i otworzył drzwi, a Cyrus natychmiast przecisnął się obok niego do środka. - Jakbyś nie mógł od razu wejść, kutasie - prychnął, przewracając oczami. Ruszył za nim, po drodze zgarniając butelkę whisky i dodatkową szklankę. Nalał do niej alkoholu prawie do połowy, po czym bezceremonialnie wcisnął ją w dłoń blondyna. - Chlej i mów, co się dzieje.

locke
28 y/o
For good luck!
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Ja pierdolę, Reid, ile ty masz lat? — zaśmiał się prosto do telefonu na jego błyskotliwą odpyskówkę. W takich momentach jak ten, przypominał sobie, że nie byli już głupimi studentami, szukającymi okazji do głupich przepychanek, nie wiedzącymi jeszcze czym są realne problemy. Czasy zdążyły się zmienić, a życie brutalnie uświadamia ich o tym, że nie wszystko zawsze idzie po ich myśli. Niestety. Zresztą Cyrus był tego fantastycznym przykładem, zważywszy na to, że pomimo tego, że do tej pory jego rzeczywistość funkcjonowała tak jak to sobie zaplanował, i tak nie był usatysfakcjonowany. Ciągle mu czegoś brakowało. Ciągle mu było za mało. — Już pierdolisz jak alkoholik — dodał kąśliwie, chcąc mu po prostu jeszcze bardziej dopiec. Dogryzanie mu sprawiało mu mnóstwo przyjemności i poniekąd ich przyjaźń właśnie na tym bazowała; na ciśnięciu się, sprawdzaniu swoich granic, by ostatecznie zasiąść przy dobrym alkoholu i porozmawiać o najnudniejszych tematach na świecie. I tak spoglądając na Calluma, Lockhart dochodził do wniosku, że jednak nie miał najgorszego życia na świecie. Przynajmniej nie musiał bawić się w jakieś durne małżeństwa.

Muszę chyba po prostu odpuścić powtórzył za nim, naśladując jego głos jak dwunastolatek. Cy otworzył już usta, żeby go pocisnąć, kiedy jego przyjaciel wspomniał o tym, że to Lockhart powinien znaleźć sobie kobietę, przez co po raz kolejny tej nocy zaśmiał się głośno. — Ja? Cholera, Reid. Moja potencjalna kobieta musiałaby być naprawdę uparta, żeby chcieć ze mną być — stwierdził, kręcąc przy tym głową. Rezydent wiedział, że nie był najłatwiejszym człowiekiem na świecie, no i nigdy nie miał na nic czasu. To musiałby być ktoś zdesperowany albo mocno zaangażowany. Cyrus zacisnął wargi na jego słowa; Call miał rację. Ich ojcowie uważali się za panów wszechświata i wszystko musiało być tak, jak tego chcieli. Ach, przynajmniej już wiadomo, skąd u Lockharta ta mania kontroli. — Jak długo będziesz to znosił, Call? To bezsensu — westchnął, choć wiedział, że rzeczywistość wcale nie była tak prosta; nie w tej kwestii. Dopiero jego propozycja sprawiła, że Cyrus skrzywił się z niechęcią; spanie z kobietą Calluma nie było spełnieniem jego marzeń, szczególnie że kompletnie go nie pociągała. — Wiesz, że zrobię dla ciebie wszystko, ale Betty to… nie moja liga — zaśmiał się kpiąco.

Dostrzegając sylwetkę Calluma w progu, Cy prawie znowu zaśmiał mu się prosto w twarz. — Próbowałem stwarzać pozory, ale widzę, że nie ma co się z tobą pierdolić — mruknął, mijając go w wejściu. Lockhart opadł na kanapę, unosząc szklankę z whisky do ust; odchylił głowę, opierając ją na zagłówku i spojrzał na przyjaciela. — Nudzę się — stwierdził poważnie. — Wiesz, kiedy wszystko do siebie pasuje i układa się po twojej myśli… Ach, na pewno nie wiesz jakie to uczucie. Sorry parsknął, machając ręką, zanim stuknął palcem w swoją szklankę. — Czuję się, jakbym miał jakiegoś pasożyta albo syfa, który wyżera mi komórki w mózgu, czaisz? — mlasnął, tym razem przykładając szkło do swojej skroni. Jak miał inaczej wyjaśnić mu swój stan?

call
31 y/o
For good luck!
189 cm
chce otworzyć coś swojego
Awatar użytkownika
we're in love and haze.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

No co no? Reid się wkurwiał i tyle. Już odechciewało mu się gadać ze swoim przyjacielem, który dzisiaj, a szczególnie dzisiaj, miał wyjątkowo kąśliwy humorek, doprowadzający go do białej gorączki. Przewrócił oczami, kiwając głową. - Jaki alkoholik, ty się słyszysz, Lockhart? Weź się puknij w ten swój arogancki łeb. - No musiał powiedzieć arogancki, a nie pusty, bo co jak co, Cyrus miał łeb jak sklep, a tego Callum odebrać mu nie mógł. Widzicie, jaki był kochany? No zdarzało mu się. Ale wracając do tematu, miał dość wszystkiego i wszystkich. Swojej narzeczonej też. Ouch, ale taka była prawda. Jedyna kobieta, o której myślał, to była Jiji, która teraz pewnie tarzała się w pościeli ze swoim mężusiem. Ah, aż krew go zalewała na samą myśl. - Wkurwiasz mnie - warknął pod nosem. - Ile ty masz lat? Ble, ble, bleh. - Też sobie go poudawał, trochę zawyżając głos, bo sam miał niższy od niego. Taki flex, o.

Parsknął pod nosem, zaciskając palce na telefonie. - No, to akurat racja. Chyba nigdy nie widziałem cię z kobietą dłużej niż pięć minut, zanim znikała z tobą gdzieś w pokoju hotelowym. - Ah, wspomnienia tych wakacyjnych wypadów, kiedy nie raz wyjeżdżali gdzieś razem i trochę się bawili. Oboje mieli powodzenie. Callum nie był pewien, czy to przez to, że byli tacy handsomly dashing, lol, czy może dlatego, że mieli w chuj kasy i podczas takich wypadów nigdy na niczym nie oszczędzali. No nieważne. Najważniejszy fakt był taki, że laski do nich lgnęły. Callum to jeszcze czasami zapraszał je na śniadanie, a Cyrus wywalał z kwitkiem, jakby miały mu stópki całować za to, że w ogóle na nie spojrzał. No ten no...

God syndrom w czystym wydaniu, czy jak to tam się nazywało.

- Jak jakaś ci się napatoczy, to musisz się pochwalić i udowodnić zdjęciem, bo inaczej nie uwierzę - zaśmiał się pod nosem. Po chwili jednak jego uśmiech znowu się skrzywił na samo wspomnienie o tym, że sam niedługo będzie musiał kopnąć w kalendarz. To znaczy wziąć ślub, ale dla niego to było właściwie to samo. - Nie wiem, muszę coś wymyślić - westchnął, przejeżdżając dłonią po twarzy. - Ale z ciebie, kurwa, przyjaciel - mruknął niezadowolony. No ale rozumiał. Nie była w jego typie. W Calluma w sumie też nie, lol.

Podążył za przyjacielem, a kiedy przekazał mu drinka, usiadł obok niego, opierając plecy o oparcie. Przymknął oczy tylko na moment, zaraz je otwierając i patrząc na Cyrusa. - Kutas - prychnął, przewracając oczami. - Skończ te gierki i mów, co się dzieje, idioto. - Miał już dość tych przekomarzanek, a widział, że coś było na rzeczy. Kiedy Cyrus w końcu otworzył japę w szczery sposób, Callum go wysłuchał. Oparł ramiona o kolana i patrzył na niego uważniej niż wcześniej, - Może potrzebujesz jakiejś odskoczni? - zapytał, unosząc brew. Sięgnął po swoją szklankę i dolał do niej alkoholu, zanim upił łyk. - Od lat chodzisz jak w zegarku, Lockhart. Zachowujesz się jak robot. Może czas, żebyś w końcu wyluzował?

locke
ODPOWIEDZ

Wróć do „SPIN”