the wheels on the bus go 'round and 'round
: czw lip 30, 2026 11:16 am
Pomysł z posiadaniem dzieci powinny odłożyć na później. Może o pięć, a nawet dziesięć lat. Teddy zawsze marzyła o rodzinie, ale skoro zegar biologiczny i tak nie tykał im nad głowami, naprawdę nie musiały się spieszyć. Najpierw powinny porządnie nacieszyć się sobą, żeby później bez wyrzutów sumienia i zazdrości dzielić się sobą z kimś jeszcze. Lepiej zrobić listę rzeczy, które koniecznie chciałyby przeżyć przed założeniem rodziny, niż od razu sprawiać sobie parkę giluchów. Darling miałaby przełożyć dzieciory nad pieprzenie narzeczonej? Nie ma opcji. Były rzeczy ważne i ważniejsze. Jak im się zachce pobawić w niańki, to zawsze mogły wypożyczyć sobie te wiercipięty Younga. Tym bardziej że mieli kolejnego bąbla w drodze, to może jeszcze przyjść taki moment, w którym Blaze poprosi je o pomoc. Oby niezbyt prędko. A może wyjdą stąd bardzo niezadowolone i Youngowie już żadnych dzieci im więcej nie wcisną? Na razie wszystko wskazywało na to, że bawią się doskonale.
Kiedy usiadła naprzeciwko Sadie od razu pozazdrościła April budowy kapatulty. Teddy też chciałaby budować kapatultę. Zamiast tego przyszło jej bawić się w salon piękności. No dobrze, niech i tak będzie. Wykręcenie się z tego i tak już nie wchodziło w grę. Dziewczynka sięgnęła po lusterko, które wręczyła jej strażaczka i wlepiła wzrok w swoje odbicie. Na początku bardzo trudno było stwierdzić, o czym pomyślała, jak tak się przeglądała, ale sytuacja okazała się bardzo dynamiczna. Uniosła wysoko brwi, ale równie szybko je zmarszczyła, wykrzywiając usta w podkówkę.
— Wyglądam jak straszydło! — jęknęła żałośnie, a podbródek zadrgał jej niebezpiecznie. Teddy spojrzała z przerażeniem na Finch, która wraz z Rudym i Psim Patrolem toczyli bój przeciwko siłom zbrojnym ze zmontowanych pluszaków.
— Wcale nie! — okłamała ją. — Zaraz to naprawimy! Poczekaj, mam tutaj mokre chusteczki — sięgnęła po opakowanie i kilka wacików, które nasączyła płynem micelarnym. — Wytrzemy to i zrobimy ci nowy makijaż — uśmiechnęła się motywująco, próbując pozbyć się szminki z jej policzków. Tylko im dłużej tarła, tym bardziej ją rozmazywała. Teraz Sadie wyglądała tak, jakby ktoś ją pobił. Nieważne! Puder to wszystko zakryje i po krwawych śladach nie będzie ani śladu.
Chyba zadziałało i kryzys można było uznać za zażegnany. Sadie spłakała się tylko trochę, ale zaraz się rozchmurzyła i nadstawiła buźkę do malowania. Darling zaczęła od pudru, od którego dziewczynce zakręciło się w nosie. Kichnęła tak głośno, że pewnie pani Twocock to usłyszała. Dobrze, że jej mordy nie urwało. Wymusiła na Teddy "na zdrowie" i przymknęła powieki w oczekiwaniu na cienie. Różowe, oczywiście. Sama sobie takie wybrała. Jeszcze tylko szminka i voilà! Teraz już wyglądała tak, jakby ktoś pobił ją tylko trochę.
— Widziałyście jak zaktualizowaliśmy miśki? I poduszki? Bęc! Łup! — Arlo poderwał się na równe nogi i zaczął biegać po antresoli. Najwyraźniej masowe morderstwo uruchomiło mu motorek w dupie. — A teraz ich powieśmy! — zatrzymał się przy cioci April i wskazał palcem na przewrócone maskotki. — To są zdrajcy, zasługują na karę — zawyrokował poważnym tonem i z chęcią zemsty w oczach. Teddy nie miała pojęcia, co zrobiły te pluszaki, ale musiały mu nieźle podpaść.
— Teddy, teraz ja cię wezmę — oświadczyła Sadie. Strażaczka spojrzała na nią ze zdezorientowaniem. Te słowa kojarzyły jej się zupełnie z czymś innym. — Wezmę i pomaluję. Przysuń się, bo nie sięgam — dodała i pociągnęła ją za dekolt, prawie odsłaniając cycki. Darling szybko wygładziła materiał, wyłapując rozbawione spojrzenie narzeczonej i posłusznie nachyliła się, żeby sześciolatka mogła zrobićz niej maszkarę maskarą jej piękny mejkap. Oby tylko nie jakiś permanentny.


Kiedy usiadła naprzeciwko Sadie od razu pozazdrościła April budowy kapatulty. Teddy też chciałaby budować kapatultę. Zamiast tego przyszło jej bawić się w salon piękności. No dobrze, niech i tak będzie. Wykręcenie się z tego i tak już nie wchodziło w grę. Dziewczynka sięgnęła po lusterko, które wręczyła jej strażaczka i wlepiła wzrok w swoje odbicie. Na początku bardzo trudno było stwierdzić, o czym pomyślała, jak tak się przeglądała, ale sytuacja okazała się bardzo dynamiczna. Uniosła wysoko brwi, ale równie szybko je zmarszczyła, wykrzywiając usta w podkówkę.
— Wyglądam jak straszydło! — jęknęła żałośnie, a podbródek zadrgał jej niebezpiecznie. Teddy spojrzała z przerażeniem na Finch, która wraz z Rudym i Psim Patrolem toczyli bój przeciwko siłom zbrojnym ze zmontowanych pluszaków.
— Wcale nie! — okłamała ją. — Zaraz to naprawimy! Poczekaj, mam tutaj mokre chusteczki — sięgnęła po opakowanie i kilka wacików, które nasączyła płynem micelarnym. — Wytrzemy to i zrobimy ci nowy makijaż — uśmiechnęła się motywująco, próbując pozbyć się szminki z jej policzków. Tylko im dłużej tarła, tym bardziej ją rozmazywała. Teraz Sadie wyglądała tak, jakby ktoś ją pobił. Nieważne! Puder to wszystko zakryje i po krwawych śladach nie będzie ani śladu.
Chyba zadziałało i kryzys można było uznać za zażegnany. Sadie spłakała się tylko trochę, ale zaraz się rozchmurzyła i nadstawiła buźkę do malowania. Darling zaczęła od pudru, od którego dziewczynce zakręciło się w nosie. Kichnęła tak głośno, że pewnie pani Twocock to usłyszała. Dobrze, że jej mordy nie urwało. Wymusiła na Teddy "na zdrowie" i przymknęła powieki w oczekiwaniu na cienie. Różowe, oczywiście. Sama sobie takie wybrała. Jeszcze tylko szminka i voilà! Teraz już wyglądała tak, jakby ktoś pobił ją tylko trochę.
— Widziałyście jak zaktualizowaliśmy miśki? I poduszki? Bęc! Łup! — Arlo poderwał się na równe nogi i zaczął biegać po antresoli. Najwyraźniej masowe morderstwo uruchomiło mu motorek w dupie. — A teraz ich powieśmy! — zatrzymał się przy cioci April i wskazał palcem na przewrócone maskotki. — To są zdrajcy, zasługują na karę — zawyrokował poważnym tonem i z chęcią zemsty w oczach. Teddy nie miała pojęcia, co zrobiły te pluszaki, ale musiały mu nieźle podpaść.
— Teddy, teraz ja cię wezmę — oświadczyła Sadie. Strażaczka spojrzała na nią ze zdezorientowaniem. Te słowa kojarzyły jej się zupełnie z czymś innym. — Wezmę i pomaluję. Przysuń się, bo nie sięgam — dodała i pociągnęła ją za dekolt, prawie odsłaniając cycki. Darling szybko wygładziła materiał, wyłapując rozbawione spojrzenie narzeczonej i posłusznie nachyliła się, żeby sześciolatka mogła zrobić