Strona 3 z 4

the wheels on the bus go 'round and 'round

: czw lip 30, 2026 11:16 am
autor: teddy darling
Pomysł z posiadaniem dzieci powinny odłożyć na później. Może o pięć, a nawet dziesięć lat. Teddy zawsze marzyła o rodzinie, ale skoro zegar biologiczny i tak nie tykał im nad głowami, naprawdę nie musiały się spieszyć. Najpierw powinny porządnie nacieszyć się sobą, żeby później bez wyrzutów sumienia i zazdrości dzielić się sobą z kimś jeszcze. Lepiej zrobić listę rzeczy, które koniecznie chciałyby przeżyć przed założeniem rodziny, niż od razu sprawiać sobie parkę giluchów. Darling miałaby przełożyć dzieciory nad pieprzenie narzeczonej? Nie ma opcji. Były rzeczy ważne i ważniejsze. Jak im się zachce pobawić w niańki, to zawsze mogły wypożyczyć sobie te wiercipięty Younga. Tym bardziej że mieli kolejnego bąbla w drodze, to może jeszcze przyjść taki moment, w którym Blaze poprosi je o pomoc. Oby niezbyt prędko. A może wyjdą stąd bardzo niezadowolone i Youngowie już żadnych dzieci im więcej nie wcisną? Na razie wszystko wskazywało na to, że bawią się doskonale.
Kiedy usiadła naprzeciwko Sadie od razu pozazdrościła April budowy kapatulty. Teddy też chciałaby budować kapatultę. Zamiast tego przyszło jej bawić się w salon piękności. No dobrze, niech i tak będzie. Wykręcenie się z tego i tak już nie wchodziło w grę. Dziewczynka sięgnęła po lusterko, które wręczyła jej strażaczka i wlepiła wzrok w swoje odbicie. Na początku bardzo trudno było stwierdzić, o czym pomyślała, jak tak się przeglądała, ale sytuacja okazała się bardzo dynamiczna. Uniosła wysoko brwi, ale równie szybko je zmarszczyła, wykrzywiając usta w podkówkę.
Wyglądam jak straszydło! — jęknęła żałośnie, a podbródek zadrgał jej niebezpiecznie. Teddy spojrzała z przerażeniem na Finch, która wraz z Rudym i Psim Patrolem toczyli bój przeciwko siłom zbrojnym ze zmontowanych pluszaków.
Wcale nie! — okłamała ją. — Zaraz to naprawimy! Poczekaj, mam tutaj mokre chusteczki — sięgnęła po opakowanie i kilka wacików, które nasączyła płynem micelarnym. — Wytrzemy to i zrobimy ci nowy makijaż — uśmiechnęła się motywująco, próbując pozbyć się szminki z jej policzków. Tylko im dłużej tarła, tym bardziej ją rozmazywała. Teraz Sadie wyglądała tak, jakby ktoś ją pobił. Nieważne! Puder to wszystko zakryje i po krwawych śladach nie będzie ani śladu.
Chyba zadziałało i kryzys można było uznać za zażegnany. Sadie spłakała się tylko trochę, ale zaraz się rozchmurzyła i nadstawiła buźkę do malowania. Darling zaczęła od pudru, od którego dziewczynce zakręciło się w nosie. Kichnęła tak głośno, że pewnie pani Twocock to usłyszała. Dobrze, że jej mordy nie urwało. Wymusiła na Teddy "na zdrowie" i przymknęła powieki w oczekiwaniu na cienie. Różowe, oczywiście. Sama sobie takie wybrała. Jeszcze tylko szminka i voilà! Teraz już wyglądała tak, jakby ktoś pobił ją tylko trochę.
Widziałyście jak zaktualizowaliśmy miśki? I poduszki? Bęc! Łup! — Arlo poderwał się na równe nogi i zaczął biegać po antresoli. Najwyraźniej masowe morderstwo uruchomiło mu motorek w dupie. — A teraz ich powieśmy! — zatrzymał się przy cioci April i wskazał palcem na przewrócone maskotki. — To są zdrajcy, zasługują na karę — zawyrokował poważnym tonem i z chęcią zemsty w oczach. Teddy nie miała pojęcia, co zrobiły te pluszaki, ale musiały mu nieźle podpaść.
Teddy, teraz ja cię wezmę — oświadczyła Sadie. Strażaczka spojrzała na nią ze zdezorientowaniem. Te słowa kojarzyły jej się zupełnie z czymś innym. — Wezmę i pomaluję. Przysuń się, bo nie sięgam — dodała i pociągnęła ją za dekolt, prawie odsłaniając cycki. Darling szybko wygładziła materiał, wyłapując rozbawione spojrzenie narzeczonej i posłusznie nachyliła się, żeby sześciolatka mogła zrobić z niej maszkarę maskarą jej piękny mejkap. Oby tylko nie jakiś permanentny.

🧸💅🏻

the wheels on the bus go 'round and 'round

: czw lip 30, 2026 3:08 pm
autor: April Finch
Kątem oka cały czas kontrolowała sytuację między Sadie i Teddy. Nie żeby nie ufała narzeczonej. Wierzyła, że strażaczka bez problemu sobie poradzi – zarówno z makijażem, jak i opieką nad małoletnią. Patrzenie na to wszystko sprawiało jej po prostu niesamowitą przyjemność. Posiadanie dzieciaków pasowało do Darling. Było jej do twarzy z małoletnimi i to w dobrym znaczeniu tego słowa, a nie że była jakaś spierdolona. Finch musiałaby być jakaś nienormalna, żeby się w niej nie zakochać i żeby w tym momencie nie wybuchała z niej miłość ze zdwojoną siłą. Albo potrojoną. Cholera nawet wie jaką. Nie miała wątpliwości, że zrobiłaby dla tej kobiety absolutnie wszystko i że była najlepszym, co jej się w życiu przytrafiło.
Szkoda tylko, że była taka durna. April chciała nawet interweniować w kwestii zmywania makijażu i zaproponować, że może skoczyć do łazienki, żeby przynieść żel do demakijażu, ale sobie darowała. Nie chciała podważać autorytetu drugiej ciotki, żeby dzieci nie pomyślały, że z Teddy taka ostatnia ciota. Pozbywanie się szminki z twarzy wychodziło im wyjątkowo kiepsko. Strażaczka ewidentnie miała jakieś poważne problemy względem szminek, które znajdowały się poza ustami. Kiedyś czepiała się April, która odwiedziła ją w koszuli wysmarowanej szminką, a teraz przerastało ją wytarcie szminki z policzków i czoła fanki herbaty w granulkach. Masakra. Ostatecznie jednak skończyło się... akceptowalnie. Finch nie miała wątpliwości, że zrobiłaby to wszystko lepiej, ale nie byłaby w stanie nie docenić starań ukochanej.
Chociaż w sumie jakim prawem ona oceniała Teddy? Sama właśnie karmiła chore potrzeby jakiegoś małego psychopaty, któremu najwyraźniej otworzyły się jakieś czakry i zapragnął więcej. Tak to jest, jak się dzieciom nie daje telewizora i gier wideo. Jakby mógł mordować dilerów i prostytutki w GTA, jak normalny czterolatek, to nie miałby takich pomysłów w świecie rzeczywistym. Youngowie robili mu chyba jakąś straszną krzywdę. Cóż, ciotki nie powinny za często odmawiać wypożyczonym drzemkohejterom, jeżeli miały zamiar je porządnie zmęczyć i wybawić za wszystkie czasy, by wspominali ich ciepło.
— To skoro to zdrajcy, to może ich powiesimy ze schodów? No wiesz, zrzucimy ich na trzy cztery, żeby odeszli jednocześnie, a przy okazji zostaną wystawieni na widok mieszkańców, żeby czuli trwogę w sercach i nie przyszło im nawet do łbów, by występować przeciwko swym barwom? — zaproponowała słodkim tonem, spoglądając w stronę zejścia z antresoli. Wisielce bujający się nad salonem na pewno będą wyglądali niesamowicie.
Ze scho-dów! Ze scho-dów! Ze scho-dów! zaczął skandować mały, podskakując w kółko. Ależ łatwo było dotrzeć do tego dziecka, niesamowite. Wygląda na to, ze wychowywanie dzieci jest totalnie banalne, na co ci wszyscy rodzice tak strasznie narzekali? Potrafili tylko dramatyzować.
— Sadie, wyglądasz przepięknie! Jak księżniczka czarodziejek — pochwaliła ją entuzjastycznie. Nie miała pojęcia, co to dziecko może mieć wspólnego z księżniczkami, a tym bardziej tymi od czarodziejek, ale co za różnica? Ważne, że dziewczynka się ucieszyła i cała napuszyła z dumy. Finch wprost nie mogła się doczekać tego, co młoda wymyśli i co stworzy na twarzy jej ukochanej. to na pewno będzie coś niesamowitego. W oczekiwaniu na efekty jej pracy sięgnęła do szafy po włóczkę. Skąd one mają włóczkę? Chuj wie. Pewnie April uznała, że chce dać taką kulkę do zabawy Liarze, by wyglądała jak z kreskówki, ale okazało się, że kotka ma totalnie wyjebane. Na szczęście teraz przyda się to do stworzenia sznurów dla maskotek, za co zresztą cierpliwie się zabrała.

🔫

the wheels on the bus go 'round and 'round

: czw lip 30, 2026 5:04 pm
autor: teddy darling
Robiła, co mogła. Ta szminka trochę ją pokonała, ale tylko trochę! Skąd miała wiedzieć, że do jej zmycia potrzebny jest jakiś specjalny preparat? Wydawało jej się, że chusteczki i płyn do demakijażu w zupełności wystarczą. Skąd w ogóle April wytrzasnęła tak trwałą szminkę? Z czego ona była zrobiona? Z kwarcytu? Czegoś takiego w ogóle nie powinni produkować, a już tym bardziej narzeczona powinna szczelnie ukrywać podobne kosmetyki przed wścibskimi łapkami sześciolatki. Swoją drogą, ciekawe, czy Finch doprała tamtą koszulę, na której kołnierzyku zostały ślady szminki jakieś lafiryndy. I jakim cudem można być aż takim ułomem, żeby całować kogoś po koszuli zamiast po szyi? Widać, że trafiła wtedy na kompletną amatorkę! Dobrze, że teraz miała taką zaprawioną w boju kobietę, która dokładnie wiedziała, do czego wykorzystać usta.
Siedziała z zamkniętymi oczami, pozwalając Sadie wyczyniać ze sobą wszystko, co tylko dusza zapragnie. Jednocześnie przysłuchiwała się kolejnym pomysłom Arlo, a każdy z nich ciotka podchwytywała z ogromnym entuzjazmem i jeszcze dorzucała coś od siebie. Niewiele to miało wspólnego z Psim Patrolem. Dlaczego nie mogli pobawić się po prostu w Marshalla? To był akurat najlepszy pies w całej ekipie, bo nie dość, że był dalmatyńczykiem, to w dodatku jeszcze strażakiem!
April — chciała skarcić narzeczoną spojrzeniem, ale pożałowała tego od razu, gdy tylko rozchyliła powieki, bo Sadie wpakowała jej szczoteczkę od tuszu do rzęs prosto do oka. — Aj, poje... pojemniki do przechowywania żywności pomagają organizować przestrzeń w lodówce i szafkach. Wiedziałaś o tym? — zerknęła na sześciolatkę, przyciskając wierzch dłoni do bolącego oka. No pięknie, już nigdy nie zagra na skrzypcach. Dziewczynka spojrzała na nią mocno skonfundowana. I chyba trochę przestraszona tym, że właśnie zrobiła Teddy krzywdę, więc strażaczka natychmiast pokręciła głową, dając jej do zrozumienia, że nic wielkiego się nie stało. Teraz to na luzie mogłaby się bawić w piratów, musiałaby tylko zorganizować sobie przepaskę.
Wi-siel-ce! Wi-siel-ce! — skandował Arlo, totalnie podjarany wizją, że maskotki lada moment zawisną na włóczce. Czy były to atrakcje przeznaczone dla czterolatka? Zdecydowanie nie, ale Finch najwyraźniej miała na ten temat inne zdanie.
Jeszcze tylko brwi — mruknęła pod nosem Sadie, wystawiając w skupieniu język. Sięgnęła po kredkę i przejechała nią gdzieś po czole Darling. A potem zaczęła stawiać kropki, które miały imitować piegi. Albo pieprzyki. — Czy Teddy też wygląda jak księżniczka czarodziejek? — zwróciła się do April, prezentując jej swoje dzieło.
Strażaczka sięgnęła po lusterko i z nieukrywanym strachem przyjrzała się efektom pracy dziewczynki. Nie było najgorzej. Może poza tymi kropkami, przez które wyglądała, jakby miała na skórze ogromne kleszcze. Westchnęła ciężko, rozważając, czy sama nie powinna zrzucić się z tych schodów. Rudy również się odwrócił, żeby zobaczyć, co siostra zafundowała drugiej ciotce. Pokiwał z aprobatą głową, bo najwyraźniej makijaż bardzo przypadł mu do gustu.
Najpierw ośmiornica — zadecydował, podskakując w miejscu jak piłeczka kauczukowa. — Jest głupia. Musi zawisnąć jako pierwsza. Po co ją w ogóle trzymacie? — zmarszczył groźnie brwi i tupnął nogą. Ewidentnie miał z nią jakiś problem. Jaki? Trudno stwierdzić. Może dlatego, że była żółta? Arlo naprawdę był rasistą. No coś musiało mu nie pasować, skoro wcześniej potraktował mięczaka mieczem świetlnym.
Trzymamy ją, bo kupiłyśmy ją na jednej z naszych randek — wyjaśniła Darling. Ani trochę nie spodobała jej się publiczna kara śmierci o tak hańbiącym charakterze. Ośmiornica zdecydowanie na to nie zasługiwała!
Sama wzmianka o randce wywołała u Rudego torsje - wsadził sobie palec do buzi i zaczął udawać, że rzyga. Sadie zareagowała natomiast zupełnie inaczej.
O jacie, a co to była za randka? — zapytała, podrywając się z podłogi. Wgramoliła się na łóżko obok Finch, żeby posłuchać tej niesamowitej opowieści.

🐙

the wheels on the bus go 'round and 'round

: czw lip 30, 2026 6:48 pm
autor: April Finch
Kto wie, może Sadie będzie w przyszłości artystką? Albo kryminalistką. Biorąc pod uwagę, co wyprawiał z twarzą Teddy, obie te rzeczy były równie prawdopodobne. Strażaczka znosiła to bardzo dzielnie. Nie przejmowała się tym, że będzie wyglądać jak jakiś maszkaron. W sumie co w tym takiego dziwnego? Była strażaczką, więc musiała być wyjątkowo dzielna. udowadniała to April na każdym kroku. Tym razem również była z niej wyjątkowo dumna. Udało jej się nawet poskromić niewyparzony jęzor, żeby nie uczyć dzieci wulgarnego słownictwa. Wystarczy, że Finch nauczyła wcześniej tę małą pokazywania fakolców własnemu ojcu. Bardziej na złą drogę nie trzeba było jej przecież sprowadzać.
Czy był tu ktoś, kto mógłby się niepokoić z jaką łatwością April zrobiła z pierwszej części włóczki porządny stryczek? Chyba nie! No nic. Zostawmy w spokoju jej historię wyszukiwania z lat młodości, na pewno nauczyła się tego tylko tak dla jajec. Uznała też, że nie będzie tego robić z każdym kawałkiem sznurka, bo to szkoda czasu. Młodemu to i tak nie zrobi przeciezż żadnej różnicy. Może być nawet kokarka, byle wisieli i można było nimi bujać. Podniosła wzrok znad sznurków, gdy została poproszona o ocenę. Przygryzła dolną wargę, żeby się przypadkiem nie roześmiać, choć bardzo ją kusiło.
Jest troszkę starsza, więc wygląda jak piękna królowa czarodziejek — przyznała tonem profesjonalistki od monarchii i zaklęć. W tych jej głupkowatych rpgach przecież co rusz się gadało o takich rzeczach, więc na pewno wiedziała, co mówi. Sadie też chyba tak uznała, bo pokiwała głową, zgadzając się z tym werdyktem.
— Chyba sam jesteś głu... — przerwała, zdając sobie sprawę, że wyzywanie czterolatka było jednak nieco poniżej jej poziomu. Pora się ogarnąć, Finch, bo ileż można. Ugryzła się wiec w język i dała mówić Teddy. Dobrze, że były w tym we dnie! Było prościej. Rozumiała, że samotni rodzice mogli mieć faktycznie ciężej, ale nadal, po jaką cholerę ci, co są we dwójkę, aż tak marudzili? Nie wiadomo!
— To była najlepsza randka na świecie — powiedziała, uśmiechając się z czułością do ukochanej. Naprawdę wspominała ją niesamowicie ciepło i z przyjemnością mogła o niej teraz opowiedzieć. Póki tylko ktoś jej słucha, to przecież mogła gadać!
— Teddy wie, że uwielbiam sztukę, więc zabrała mnie na niesamowitą wystawę sztuki. Byłyśmy w przepięknej galerii, do której zjeżdżają się zawsze sławy z całego świata. Tym razem też tak było, bo akurat trafiłyśmy na otwarcie nowej wystawy. Spacerowałyśmy wśród niesamowitych obrazów i otaczałyśmy się wyjątkowo eleganckimi Europejczykami. No wiesz, Włosi, Francuzi i takie tam. Od początku wystawy wiedziałam, że najpiękniejszym dziełem sztuki będzie tam Teddy i się nie pomyliłam — zaczęła swoją opowieść. Może odrobinkę upiększała rzeczywistość, ale też bez przesady. Pamiętała tamten dzień w samych ciepłych barwach, więc na pewno jej wersja aż tak nie różniła się od rzeczywistości. W międzyczasie przywiązała sznurki do wszystkich macek ośmiornicy, najwyraźniej uznając, że typiara zasłużyła na tortury w postaci wiszenia głową w dół.
— Potem poszłyśmy do takiej znanej restauracji na kolację i była absolutnie przepyszna. Uznałyśmy, że chcemy pomyśleć o tym, jak urządzimy nasz przyszły dom, więc pojechałyśmy razem do architekta, który pokazał nam niesamowite projekty łazienek, kuchni i w ogóle wszystkiego. To od niego ta ośmiornica jako taka wróżba na dobry start współpracy przy budowie rezydencji. Podobno jest importowana prosto ze Szwecji — ciągnęła, obwiązując sznureczki wokół głowy misia strażaka, zielonego królika, Spider-Mana, Eeve, pieska, foki i misia bez czapki. Starała się, by sznurki były różnych długości, bo uznała, że będzie śmieszniej, jak zawisną i będą wyglądać jak fletnia pana.
— Postanowiłyśmy też przypieczętować naszą miłość tatuażami. — Wyciągnęła rękę w stronę dziewczynki, która spojrzała z ciekawością na dziarkę. Chyba niewiele z niej zrozumiała, bo skąd to dziecko ma niby znać tę piosenkę, nie mówiąc już o próbach nadążania za metaforami i dwuznacznością ich żartu. Debilka.
Zmywalny taki?zapytał i wyciągnęła rączkę w jego stronę. Potarła palcem, chcąc chyba sprawdzić, czy coś się zmieni.
— Nie, taki na stałe, dla dorosłych — odpowiedziała podnosząc się z miejsca i zgarniając wszystkie pluszaki.
O ja cie!skomentowała rezolutnie Sadie. Finch skinęła na całą bandę i podeszła do brzegu antresoli. Poleciła rajtkonoszom, żeby nie zbliżali się za bardzo do krawędzi, bo jakoś nagle przestała ufać barierce. Ustawiła zabawki na podłodze i każdemu z obecnych wyznaczyła takie, które ma popchnąć. Sadie z początku nie była pewna, ale widząc, że nawet Teddy bierze w tym udział, zgodziła się. April odliczyła i wszyscy popchnęli swoje ofiary, które spadły z krawędzi antresoli i zawisły smutno nad podłogą piętro niżej.
— Dokonało się! — krzyknęła, unosząc ręce do góry jak jakaś popierdolona kapłanka. Arlo poderwał się z miejsca i podbiegł bliżej, ignorując wcześniejszy zakaz. Spojrzał na wisielców z nieukrywaną fascynacją.
Ja nie mogę, za szyję!Wskazał palcem na Spider-Mana i zaczął się śmiać. Sadie również zajrzała zaciekawiona na dół, nie podchodząc aż tak blisko do krawędzi. Uniosła rączki nad głowę i zaklaskała radośnie. Finch podniosła wzrok na narzeczoną i zaczęła zastanawiać się, czy powinni wezwać lekarzy czy egzorsytów.

egzekutorka

the wheels on the bus go 'round and 'round

: czw lip 30, 2026 8:27 pm
autor: teddy darling
Jeśli ktoś miał zostać tutaj kryminalistą, to Arlo. Nie było żadnych wątpliwości, że Blaze wychowywał młodocianego zabójcę. Oby przynajmniej płatnego, żeby mógł się na tym wzbogacić. Przy nim jego siostra była prawdziwą anielicą. Nieważne, że zmasakrowała twarz Teddy, która wyglądała teraz tak, jakby oszpecił ją sam Leatherface. Albo jakby to ona sama była Leatherfacem. Najważniejsze, że dziewczynka pękała z dumy, bo właśnie odpierdoliła ciotkę na - jak to podsumowała April - królową czarodziejek. Oraz ubóstwa. I rozpaczy. Darling przyjmowała na łeb stropy, więc przyjmie też na mordę bohomazy. Nie musiała dziś nigdzie wychodzić z domu. Najwyżej później sama wyszoruję się tym żelem do demakijażu, żeby nie straszyć narzeczonej w łóżku. A jak gryzmoły nie zejdą, to trudno. Zawsze mogła wziąć ją od tyłu.
Widzisz, Teddy? Jesteś królową czarodziejek! — Sadie wyrzuciła ręce w powietrze, zachwycona tytułem, jaki wymyśliła druga ciotka. — Mogłabym cię tak zawsze malować do pracy! — dodała, a Darling miała ogromną ochotę skomentować, że takie tortury powinna fundować swojemu ojcu. Zamiast tego uśmiechnęła się tylko uroczo. Tak uroczo, jak uroczo mogła uśmiechać się szkarada.
Jeśli ktokolwiek był zaniepokojony dziwnymi umiejętnościami Finch, to właśnie strażaczka. Naprawdę przyglądała się jej poczynaniom z lekką trwogą. Wszystko wskazywało na to, że ona również miała zadatki na młodą kryminalistkę. Albo samobójczynię. Swoją drogą beznadziejny sposób, żeby ze sobą skończyć. Istniało przecież o wiele więcej lepszych i skuteczniejszych metod niż rozluźnienie zwieraczy i zesranie się pod siebie. Trochę jednak siara. Chyba, że wyszukiwania April dotyczyły pozbycia się Kiry. To by akurat wiele wyjaśniało. To na pewno z zazdrości, że rodzice najbardziej kochali najmłodszą Finchównę.
Przyklasnęła w dłonie, kiedy narzeczona prawie nazwała Rudego głupkiem. Dobrze, niech mu przygada! Nikt nie będzie wyzywał ich ośmiornicy, z którą miały przecież same cudne wspomnienia. Mało brakowało, a Darling sama urwałaby czterolatkowi łeb przy samej szyi. Nie no, tak naprawdę to brakowało bardzo dużo. Teddy cechowała się niesamowitą cierpliwością, ale tej ośmiornicy to będzie bronić jak jebana lwica! Trochę niepotrzebnie, bo mięczak już miał wiązane macki. Aha, czyli właśnie tak April traktowała jeden z symboli ich miłości?
Zwiąż mocniej, żeby nie uciekła — zażądał Ryży, zupełnie niewzruszony opowieścią, którą raczyła ich ciotka. Takie romantyczne pierdoły były przecież interesujące tylko dla dziewuch.
A opowieść o randce wcale nie różniła się znacząco od tego, jak było w rzeczywistości. Faktycznie były w galerii, oglądały dzieła sztuki, pośród których najlepszym dziełem i tak była April, od której Teddy nie mogła oderwać wzroku. Potem poszły zjeść do Burger Kinga, gdzie żarcie smakowało lepiej niż w niejednej restauracji z trzema gwiazdkami Michelin. A później pojechały do IKEI, żeby wybierać rzeczy do wyimaginowanego domu i sprawdzić, jaka kabina prysznicowa najlepiej sprawdziłaby się do ruchania. Ale tego raczej im nie powiedzą.
Jak będę duży to też zrobię sobie tatuaże. O tyle — wystawił obie dłonie, najpierw pokazując sześć palców, a potem siedem. — Będę mieć je tutaj, tutaj i tutaj — kolejno wskazywał na przedramiona, a na końcu podciągnął koszulkę, klepiąc się po wydętym brzuszku. Jeszcze na dupie powinien sobie zrobić. — Macie jeszcze jakieś inne? — zapytał, spoglądając najpierw na jedną, a potem na drugą ciotkę.
Teddy zsunęła materiał sukienki z lewego ramienia, pilnując, żeby nie pouciekały jej cycki i odwróciła się plecami, prezentując mu na łopatce mniszka lekarskiego.
Ale ładny kwiatek! — pochwaliła ją od razu Sadie. Rudy za to wzruszył ramionami. Pewnie spodziewał się motocykla albo jakiejś czaszki.
Stanęli krok od barierki w oczekiwaniu aż zabawki zawisły. I zawisły. Wszystkie razem, jak jeden mąż. Ekscytacji nie było końca. Arlo zaśmiał się rubasznie niczym prawdziwy szaleniec. Powiedzmy sobie szczerze - Blaze powinien w końcu zainteresować się swoimi dziećmi.
I co teraz? — zapytał, gapiąc się jeszcze przez chwilę na bujające się na włóczce maskotki.
Teraz trzeba zrobić im pogrzeb — podpowiedziała mu siostra i szturchnęła go łokciem w bok. Co on, głupi jakiś?
Spalmy je — orzekł stanowczo Rudy. Nawet kiwnął głową, żeby umocnić wypowiedziane słowa.
Teddy wymieniła z narzeczoną porozumiewawcze spojrzenia. Zabawa w pogrzeb jeszcze wchodziła w grę, ale to masowe palenie i wzniecanie pożaru już niekoniecznie.
Może jednak obejdzie się bez płomieni, co? — zaproponowała niepewnie Darling, a piromańskie nasienie spojrzało na nią spode łba, uznając ją właśnie za najnudniejszą ciotkę na świecie.

spalę to ogniem 💀🔥

the wheels on the bus go 'round and 'round

: pt lip 31, 2026 9:44 am
autor: April Finch
Arlo nie sprawiał wrażenia zainteresowanego historią miłosną tej dwójki. Debil mały. Przecież opowieść była niesamowicie urocza. Przynajmniej Sadie doceniała i uśmiechała się szeroko z każdym kolejnym faktem. A potem Teddy się dziwiła, że Finch uważała dziewczynki z natury za mądrzejsze od chłopców. Miały przed sobą żywe dowody! Dzieciaki były jeszcze za mało oszlifowane, żeby móc je oceniać jako osobne jednostki. To, co miały w baniach, w dużej mierze było tam od dnia narodzin. Chyba? A nawet jeśli nie, to najwyraźniej wychowanie słabo działało na Arlo, co jest tylko kolejnym dowodem, że to mały debil.
Przynajmniej był żywo zainteresowany tatuażami. To mogło dać nadzieję, że będzie chciał od życia czegoś więcej. Gorzej, jak zrobi sobie realistycznego wilka na klacie albo realistyczny portret własnej matki na bicepsie. W sumie czy to by do niego nie pasowało? Powinni mu zawczasu odebrać prawa do decydowania o samym sobie, bo nic dobrego przecież z tego nie może wyniknąć. Wszystko tak na wszelki wypadek i żeby było mu lepiej. Oczywiście nie spodobał mu się drugi tatuaż Teddy, na co Finch szkoda było nawet słów. Co on tam wie?
Proces wieszania był zadziwiająco satysfakcjonujący. Nie jarała się tym tak jak te dwa smarki, ale w sumie bawiła się nieźle. Może to po prostu zasługa przebywania z małoletnimi, do których April miała zdecydowanie zbyt miękkie serce? Pewnie tak. Tyle dobrego, że jej narzeczona też widziała jak na dłoni, że z tą dwójką jest ewidentnie coś nie tak. April już zaczynała się martwić, czy ona nieco nie dramatyzuje, ale najwyraźniej nie.
— Na rytualne palenie zasługują bohaterowie, mężowie stanu i tacy tam, a nie zdrajcy, Arlo — wyjaśniła mu tonem specjalistki od grzebania ludzi. Bardzo to chłopca zaskoczyło, ale chyba w to uwierzył. W sumie go nie okłamała! To wszystko zależało od kontekstu i kultury, ale w pewnym sensie nie mówiła nieprawdy. Dziecko przecież nie będzie wchodzić w jakieś niuanse, prawda? Wiadomo. Pogrzeb był do ogarnięcia. To nadal dziwaczna zabawa, ale nie aż tak skrajnie durna. Dzieci czasami odwalały taki szajs. Podniosła się z podłogi i podeszła do narzeczonej. Nachyliła się do niej i złożyła na jej oszminkowanych ustach czuły pocałunek.
— Wyglądasz przepięknie — zapewniła ją ciepło. Chciała, żeby narzeczona totalnie w to uwierzyła, bo to była totalnie prawda. Ale nie pora na rozczulanie się nad Teddy, trupy czekały, a wypada to ogarnąć, zanim ptaki wydziobią im wątroby. Zgarnęła jakieś pudełko, z którego na moment powyjmowała graty i ustawiła je na środku sypialni.
— Wylądują wszyscy we wspólnej, bezimiennej mogile — wyjaśniła i podniosła wzrok na pozostałą trójkę znad kartonu. Uśmiechnęła się szeroko, bo trudno było tego nie zrobić, patrząc na nich. Sięgnęła po telefon i zakomenderowała, żeby wszyscy ładnie usiedli obok siebie. Narobiła im sporo zdjęć, by potem wybrać te najlepsze i wysłać do ich rodziców. Może powinna wysłać od razu, to odbiorą swoje pociechy w ciągu najbliższej godziny? Poprosiła, by poczekali i zbiegła na dół. Wróciła z mieseczką, do której nasypała soli. To najwyraźniej miało zastąpić sypnięcie garści ziemi na trumnę. Zwolniła ich wreszcie z pozowania i poprosiła, by każdy po kolei podchodził ze swoimi trupami.
— Czy chcielibyście coś powiedzieć, zanim ich ciała zostaną pożywką dla następnych pokoleń? — zapytała spokojnym tonem, zanim jeszcze pierwsze zabawki trafiły do pudła. Podchodziła do sprawy poważnie, bo na pogrzebie wypada być poważnym!

Ameno dori me

the wheels on the bus go 'round and 'round

: pt lip 31, 2026 11:05 am
autor: teddy darling
Nigdy nie uważała, że chłopcy są mądrzejsi od dziewczyn. Zresztą zawsze chciała mieć córkę. I wcale nie po to, żeby zrobić z niej małą strażaczkę. No dobra, dokładnie po to. Nie no, bądźmy poważni. Teddy doskonale wiedziała, jak wygląda ryzyko w jej zawodzie. Umierałaby ze strachu, gdyby którakolwiek z jej pociech jeździła na akcje. Może lepiej, żeby zostały jakimiś uczonymi. Prawnikami, jak dziadkowie. Albo lekarzami, jak babcia Tess. Czymkolwiek, byle stropy nie spadały im na głowę. Chociaż Arlo nic na łeb nie spadło, a i tak był durniejszy, niż przewidywała ustawa. A może jednak spadło? Albo kiedyś wymsknął się Blaze'owi z kocyka i hyc o podłogę, dziecko, kurwa, bęc. To by wiele wyjaśniało.
Była trochę zawiedzona, że jej tatuaż nie został wychwalony pod niebiosa, ale trudno. Rudy i tak wyglądał na takiego, który za kilkanaście lat będzie tatuował sobie imiona dziewczyn, a potem przerabiał je na kolejne. Nie wyglądał na eksperta od sztuki. Ani od czegokolwiek innego, szczerze mówiąc. Oddałby za to wiele, żeby spalić zwłoki zabawek na stosie. Dobrze, że ciotki miały trochę więcej oleju w głowie. Gdyby Darling nie była strażaczką, pewnie sama dorzucałaby drewna do ogniska. Na szczęście wiedziała, że podpalanie czegokolwiek w mieszkaniu to jednak średni pomysł.
Straszna nuda, ale dobra — wzruszył ramionami, kiedy April wspomniała, że na palenie to zasługują tylko bohaterowie. W jego wyobrażeniu to złoczyńcy i zdrajcy powinni zawisnąć, a potem spłonąć, a ich kości miały zostać rzucone psom na pożarcie. Albo Liarze.
Pocałunek, który narzeczona złożyła na ustach Teddy, sprawił, że strażaczka uśmiechnęła się z pobłażaniem. Obie doskonale widziały, jak wyglądała. Makijaż wykonany przez Sadie nie dodawał jej ani urody, ani uroku. Właściwie wyglądała tak, jakby ktoś rzucił na nią zaklęcie Furnunculus. Ale to nic! Doszoruje to potem druciakiem i domestosem. Najważniejsze, że Finch uwielbiała ją w każdym wydaniu. Nawet z gryzmołami na twarzy!
Kłamczyni — wyszeptała, ale uśmiech nie schodził jej z gęby. Kredka, tusz i szminka też nie. Nawet ustawiła się do zdjęcia, żeby zapozować z chrupkomplaskami. A właśnie, czy oni nie byli przypadkiem głodni? Niby niedawno jedli obiad, ale chyba po nocach też nie powinny żreć pizzy, bo rozbolą je bebechy. Trudno jednak myśleć o jedzeniu, kiedy wybierało się na pogrzeb.
A nie powinniśmy się ładnie ubrać? — dopytała Sadie, jak ciocia April oznajmiła, że wszystkie maskotki i figurki wylądują w jednym grobie.
Jesteśmy ładnie ubrani — odparła Teddy, bo bo halo, miała na sobie kieckę w zeberkowy wzór i full makeup.
Ale jak umarła babcia Maureen to wszyscy mieliśmy czarne stroje — wyjaśniła, przyglądając się swojej koszulce z Britney Spears Sabriną Carpenter.
Zdrajcy nie zasługują, żeby się dla nich stroić. Poza tym ja mam czarne paski na sukience, mikrofon na twojej koszulce jest czarny, a Sasuke Uchiha ma czarne włosy. W przeciwieństwie do twojego brata. To znaczy, co? — wskazała głową na t-shirt Arlo. — Co ja tam... wyglądamy doskonale — dokończyła z szerokim uśmiechu, zarażając swoim entuzjazmem sześciolatkę.
Sięgnęła do szuflady po nożyczki i przecięła sznurki w taki sposób, żeby nie poodcinać miśkom pluszowych tętnic i ułożyła je na łóżku w oczekiwaniu aż narzeczona wróci na górę z miseczką soli. Gdyby Teddy była przesądna, to powiedziałaby, że rozsypywanie jej przynosi pecha albo kłótnię, ale na szczęście nie była, a one przecież nie miały się o co kłócić.
Arlo podszedł do pudełka pierwszy, żeby złożyć w nim zwłoki Spider-Mana.
Byłeś dobrym przyjacielem — zaczął z nostalgią w głosie. Ale zaraz jebnął zabawką do środka. — Ale byłeś już stary i teraz tata kupi mi nowego — oświadczył bez zbędnego wzruszenia.
Kolejne zabawki lądowały w pudle, w tym żółta ośmiornica, którą Darling umieściła tam bardzo niechętnie. Spojrzała smutno na Finch, nabrała garść soli i sypnęła nią do pudełkowej trumny.

close our eyes to the octopus ride

the wheels on the bus go 'round and 'round

: pt lip 31, 2026 1:21 pm
autor: April Finch
Młody zaczynał działać jej na nerwy. Strasznie był roszczeniowy. Ona wychodziła ze skóry, żeby bawił się dobrze, a ten smak kręcił tym, w czym owe smarki trzyma. Najgorzej, że się tak bujał od jednej opinii do drugiej. Przez moment bawił się wyśmienicie, by pięć minut później uznać, że ta ciotka to jednak specjalistka od nudy. I jak za takim nadążyć? A podobno to baby były niezdecydowane! Z nim to w ogóle była jakaś masakra. Jego przyszłe partnerki będą miały z nim trudne życie. Oby znalazł sobie jakąś mądrą i wybaczającą, która poczeka cierpliwie, aż się chłopak ogarnie i zacznie zachowywać z jakąkolwiek godnością.
Nie miała zamiaru kłócić się z narzeczoną o jej urodę. Na pewno nie w tym momencie. Wiedziała, że kobieta zdaje sobie sprawę, że w jej oczach jest najpiękniejsza na świecie i to, co zrobiła z nią Sadie, nie ma żadnego znaczenia. A przynajmniej nie takiego negatywnego! W sumie to April miała wrażenie, ze dzięki działaniom młodej Darling faktycznie stała się piękniejsza. Nie chodziło o jakość makijażu, a raczej o pozwolenie zrobienia sobie tego wszystkiego na twarzy. Strażaczka miała naprawdę serce ze złota i świetne podejście do tych bobofrutów, co umacniało jej pozycję partnerki idealnej w oczach Finch. Zamiast się cieszyć, to jeszcze się czepiała! Na dowód swojego uwielbienia uszczypnęła ją jeszcze w pasiastą dupę.
— Dokładnie tak. Trzeba dopasowywać stój do okazji i do tego, co mamy w sercach. A przecież pogardzamy zdrajcami — zgodziła się z narzeczoną, licząc, że jej opinia nieco wzmocni przekonanie w Sadie, że to prawda. Szkoda czasu, żeby się teraz przebierać, a co dopiero w jakieś czarne stroje, których w szafie April nie miała przecież zbyt wiele. Dzieciaki wyglądały zbyt ładnie w tym, co miały teraz na sobie, by to psuć jakimiś smutami. Dziewczynka najwyraźniej uznała, że dwie niezależne od siebie opinie jej wystarczą, bo przestała się buntować.
Czekała z ciekawością na przemówienie, na które zdecyduje się Arlo. Nie spodziewała się po nim niczego przesadnie głębokiego i właściwie się nie pomyliła. Chłopiec bardzo szybko radził sobie ze stratą. o istnieniu babci już pewnie dawno zdążył zapomnieć. Nie zdawał sobie jeszcze sprawy, że w nocy Spider-Man wyląduje z powrotem w torbie. Rodzice będą musieli zadbać o jakiś cyrk, w którym superbohater zmartwychwstanie, żeby porządnie dziecku wyjaśnić tę zmianę.
Fajoską masz czapeczkępochwaliła misia strażaka Sadie, wkładając go do pudła. A ty wyglądasz troszkę jak obrzygany, ale masz super miękkie uszka dodała na temat zielonego królika, zanim schowała go do pudła. April zmarszczyła nos, niespecjalnie zadowolona z oceny, jakiej doświadczyła jej maskotka z dzieciństwa, ale znowu darowała sobie zgryźliwy komentarz.
— Wszyscy mieliście dobre intencje, ale zgubiliście samych siebie gdzieś po drodze i wkroczyliście na mroczną ścieżkę. Oby los był dla was łaskawy w dowolnym miejscu, do którego traficie — powiedziała, dokładając do środka Eeve, pieska, foki i misia bez czapki. Na koniec w kartonie wylądowała ośmiornica, a wszystkie maskotki zostały obsypane przez Teddy solą. Dokonało się. Znowu. April zamknęła pudło i je zakleiła.
— Zostajecie oficjalnie zapomnieni, jak każdy grat, który tu trafia. Niech wam kurz lekkim będzie — dodała, wkopując pudło pod łóżko. Tym razem będą musiały pamiętać, żeby je potem stamtąd wyciągnąć i zrobić wśród zabawek porządek. No cóż. Pogrzeb, pogrzeb i po pogrzebie. Co tu więcej strzępić ryja? A co się robi po pochowaniu ludzi w ziemi? Wpierdala dewolaja.
— To co, jesteście głodni? Kolacja, bajka i spanko? — zaproponowała młodzieży, mając nadzieję, że nie dojdzie zaraz do jakiegoś buntu przez któreś z użytych przez nią sformułowań.

stypiara

the wheels on the bus go 'round and 'round

: pt lip 31, 2026 2:29 pm
autor: teddy darling
Uszczypnięcie w dupę sprawiło, że Teddy zapragnęła, żeby Blaze już wrócił i zabrał w końcu te swoje dzieciaki. Strażaczka udowodniła już narzeczonej, że nadaje się na matkę, więc nie musiały dłużej bawić się w dom. Lepiej było sprawdzić, czy kuchenne blaty dalej są wytrzymałe, czy może coś zmieniło się od ostatniego razu, kiedy ją na nich brała. Nie no, dobra, to przecież nie był żaden test, tylko przysługa, którą obie wyświadczały Youngom. Niszczyciele waginy też nie bawili się z nimi najgorzej, bo żadne z nich jeszcze nie zanosiło się płaczem. Była lekka kraksa z pobrudzoną sukienką, ale kryzys szybko został zażegnany. Pozostawało mieć nadzieję, że te przedludzkie istoty będą miło je wspominać i że Blaze kiedyś jeszcze powierzy im opiekę nad własnymi pociechami. Za rok albo dwa. Może do tego czasu Rudy zdąży zmądrzeć. Wątpliwa sprawa, ale cuda się zdarzają!
Żadna z nich nie miała w szafie zbyt wielu czarnych ubrań. Może co najwyżej jakieś spodnie albo elegancką kieckę, ale przecież nie były smutnymi emo laskami, żeby wybierać czerń ponad kolory tęczy. Sadie ostatecznie również uznała, że woli wystąpić na pogrzebie w różu. A sam pogrzeb wcale nie był taki smutny, bo po zakończonych przemowach dziewczynka i jej starszy brat zaklaskali w dłonie, wyraźnie zadowoleni z przebiegu wydarzeń. Zaklejone pudło wylądowało pod łóżkiem i Teddy była już pewna, że na bank zapomną wyciągnąć z niego Spider-Mana. Arlo pewnie i tak na początku się tym nie przejmie, bo przecież Człowiek Pająk wziął i umarł. Dopiero w domu rykom nie będzie końca, kiedy zorientuje się, że figurki jednak brakuje. Powinien to zresztą wykorzystać, żeby namówić rodziców na kupienie mu nowej zabawki. Jak dobrze to rozegra, to na stówę mu się uda. Nie był jednak najostrzejszą kredką w piórniku i Darling dałaby sobie obciąć paznokcie u stóp, że tylko teraz tak się popisuje i zgrywa cwaniaka, a w rzeczywistości to miękka z niego pizda.
Miała być pizza! — przypomniał chłopiec, gdyby któraś z ciotek magicznie o tym zapomniała. — Duża i dużo sera — dodał, doskonale pamiętając wcześniejsze słowa Teddy.
Będzie pizza — zgodziła się strażaczka, zgarniając swój telefon. Nie była przecież gołosłowna! — Musicie tylko powiedzieć, co ma na niej być oprócz sera. Co lubicie jeść? — zerknęła najpierw na Sadie, a potem na Ryżego.
Popcorn, jabłka i parówki — odparł krótko, ale zupełnie nie na temat. Nie do końca o to chodziło, więc znów przeniosła wzrok na jego siostrę.
Pieczarki i suszone pomidory — oznajmiła dziewczynka, co miało o wiele więcej sensu.
Darling spojrzała na narzeczoną i skinęła głową. To był całkiem niezły wybór, a do tego nawet bezmięsny! Wszyscy powinni być zadowoleni. Zresztą Arlo i tak zależało tylko na czterystu dwudziestu tonach sera.
A jaka bajka będzie? — zaciekawił się czterolatek, podskakując do Finch. Złapał ją za rękę i przycisnął nos do jej sukienki gdzieś na wysokości uda. — Ja nie będę spał, aż nie wróci mama — dodał, jasno dając im do zrozumienia, że bez buntu jednak się nie obejdzie.
Nie było jednak powiedziane, że Youngowie nie odbiorą swoją własność późnym wieczorem. Za jakąś godzinę czy dwie Teddy dyskretnie podpyta, jak się sprawy mają. Takie kliniki też nie były przecież otwarte do późnej nocy, a oni musieli jeszcze doczłapać się z Ottawy. Na razie po prostu zamówiła pizzę, na przekonywanie grzdyli do spanka przyjdzie jeszcze czas. Może po prostu same się pośpią od nadmiaru wrażeń, chociaż żadne z nich nie wyglądało tak, jakby wyczerpały im się bateryjki.

do pizzy oliwa, nie dyga, chociaż wolę te szczupłe🍕

the wheels on the bus go 'round and 'round

: pt lip 31, 2026 3:30 pm
autor: April Finch
Dawno nie była na takim udanym pogrzebie! W ogóle na całe szczęście rzadko trafiała na takie wydarzenia. Los był dość łaskawy dla niej i dla jej bliskich. Czasem bała się, że najbliższym będzie pogrzeb Teddy, ale na razie trzymała się dzielnie. Z niego zresztą April i tak by niczego nie zapamiętała. Nie ma szans, by kontaktowała w jego trakcie, biorąc pod uwagę, jak zdławiły ją emocje na samą informację, że Teddy trafiła do szpitala i to względnie w jednym kawałku. Ale to nie pora na zamartwianie się takimi sprawami! Pogrzeb zabawek nie był aż tak dramatyczny i wszystkie niedługo będą mogły wrócić na swoje miejsce. Ważne, że ostatecznie wszystkim się podobało. Dzieciaki potrafiły jednak być urocze, jeżeli tylko się nie buntowały i oklaskiwały wszystko, co robiła April. Czyli w sumie traktowała je tak samo jak dorosłych, co było akurat z jej strony bardzo uczciwe! Łatwiej było zaskarbić sobie jej sympatię obsypując ją komplementami niż będąc wobec niej obojętnym.
Kto by przypuszczał, że w tak niewielkiej głowie i w tak małym rozumku jest miejsce na tyle niezawodnej pamięci? Wyglądało na to, że nie unikną pizzy. Cóż, nie będzie przecież protestowała. Każdy lubi pizzę! Podobał jej się pomysł kontynuowania włoskiego dnia. No i przy tym daniu nie trzeba będzie nikogo uczyć jeść sztućcami, bo kto normalny je pizze nożem i widelcem? No właśnie.
— To taką właśnie zamawiam — zgodziła się i sięgnęła po telefon. Nie do końca ufała ocenie tej małej. Jakie dziecko w tym wieku wie, co to są suszone pomidory i na dodatek je lubi? Nie zdziwiłaby się, gdyby okazało się, że usłyszała to gdzieś w telewizji i chciała po prostu błysnąć przed ciotkami. Przezorny zawsze ubezpieczony, więc April zamówiła dwie, wielkie pizze. Jedna zgodną z wymaganiami Sadie, a drugą po prostu margheritę, bo tam chyba nie ma na co narzekać, prawda? No właśnie! A to, czego nie doje młodzież, opierdolą przecież z przyjemnością we dwie. Pizza miała to do siebie, że smakowała doskonale nawet następnego dnia.
— A na jaką bajkę macie ochotę? Może Potwory i Spółka? Pasuje mi to do was. Ale przyjmuje wszystkie propozycje. — Pogłaskała chłopca po rudej czuprynie, żeby nie było, że tylko mu dokucza. Próba buntu brzmiała wyjątkowo groźnie, ale może nawet nie będzie potrzebna. A zresztą, co taki dzieciak może wiedzieć? Wymęczyły go zabawą, zaraz napcha się węglowodanami i otoczony ciepłą kołdrą zaśnie szybko niż zdąży powiedzieć quidditch.
Krainę lodu!zawołała od razu Sadie, gdy zrozumiała, że mają prawo głosu. Propozycja była dość przewidywalna, ale całkiem przyjemna.
Nie chce znowu! A w ogóle to dla bab! Arlo oderwał się od nogi April i wycelował oskarżycielskim palcem w siostrę. Finch westchnęła ciężko i potarła skroń. To chyba było głupie, że pozwoliła im wybierać. Trzeba było po prostu coś odpalić i postawić marudy przed faktem dokonanym.
Spider-Mana! zawołał rudy i aż podskoczł, najwyraźniej bardzo dumny ze swojego pomysłu.
— Po tym jak go pochowaliśmy? Nie wypada — zwróciła mu uwagę, Zamrugał trochę zmieszany, ale chyba zaakceptował odmowę. Podjęcie decyzji chyba będzie bardziej skomplikowane niż można przypuszczać.
— Dobra, musicie dojść do jakiegoś porozumienia, bo inaczej będziemy oglądać agrobiznes. Macie tyle czasu, ile potrwa nasze przebranie się — zaproponowała, wskazując na siebie i narzeczoną. Cukruluby bardzo przejęły się tą misją. Na tyle, że nawet nie zaczęły protestować przeciwko zdejmowaniu sukienek. April wyszczerzyła się z dumą do narzeczonej i skinęła ręką, by strażaczka wybrała im cokolwiek wygodniejszego z szafy, zanim dzieciaki się domyślą, że są robione w balona.

Zwierząt nie dodaję, ale mam wyjebane, bo smakuje wyjebanie 🍕