then we'll roll up a hundred fuckin' blunts
: pt sie 28, 2026 9:33 pm
Aż jej się oczy zrobiły wielkie jak monety, kiedy usłyszała o zoo. Nie, to nieprawda. Miała wąskie ślepia, nieznacznie powiększone źrenice i opadnięte powieki. To na pewno była sprawka THC. Pixie na bank nie wyglądała teraz ani trochę atrakcyjnie, a jednak Perry dalej chciała spędzać z nią czas. Doprawdy niesamowite! Od razu było widać, że zwracała uwagę na coś więcej, a nie tylko na wygląd. Nic dziwnego, w końcu umawiała się z Griffinem. To znaczy... nie. Już ustaliły, że Fontainowie mieli dobre geny, choć nawet nie byli biologicznym rodzeństwem.
— Znowu chcesz się ze mną zjarać? Tak ci się spodobało? — zaśmiała się głośno, kręcąc przy tym rozbawieniem głową. — Griff się wścieknie, że rozpalam mu dziewczynę — dodała, bo brat niespecjalnie lubił się upalić i nie przepadał, kiedy ktoś jarał w jego towarzystwie. Straszny sztywniak. Oczywiście nie zamierzała mu sprzedawać, że Wallace paliła z nią zielone, nie była kapusiem!
Całe szczęście, że telefon Perry został na górze. Jeszcze faktycznie coś strzeliłoby jej do głowy i zaczęłaby wypisywać do Paige, która uznałaby ją za jakąś niepoważną. Wtedy jeszcze trudniej byłoby odbudować kontakt, a przecież tego nie chciały?
— Nigdy nie dzwoniłam do byłego po imprezie, ale chyba to może być coś w tym stylu — wzruszyła lekko ramionami. Niewiele wiedziała o związkach i rozstaniach. Sama miała tylko jednego chłopaka, z którym rozstała się, bo ten w końcu stwierdził, że jest gejem. I to było w porządku! Rozeszli się w zgodzie i nadal utrzymywali kontakt. Ba, dogadywali się nawet lepiej niż wtedy, kiedy byli razem! Potem spotykała się jeszcze z kilkoma chłopakami i dziewczynami. To znaczy... randkowała. Niestety nigdy nie wyszło z tego nic poważniejszego. Ale Pix nie traciła wiary, okej? Na pewno na nią też gdzieś czekała piękna miłość, pokroju tej, którą mieli Perry i Griffin!
Cieszyła się, że mogła jakoś zabawić Wallace, kiedy jej facet zasnął bezczelnie w trakcie oglądania filmu. Co prawda ona też mogła po prostu iść spać, ale chyba nie chciała. I świetnie, bo Fontaine nie przepadała za siedzeniem w samotności. Pewnie skończyłoby się tak, że zjarałaby jeszcze jednego blanta i sama uderzyła w kimono.
Mogła jej po prostu powiedzieć, że się pobrudziła, a nie od razu odwalać takie numery! Co jej strzeliło do głowy? Miała ochotę wejść w ten garnek i rozpuścić się razem z serem. Pstryknąć palcami i puff! Zniknąć. Jak dobrze, że tematem przewodnim został jednak makaron.
— Co nie?! — podekscytowała się przesadnie, aż podskakując na blacie kuchennej szafki, na której siedziały. — Ale tu nie ma żadnego, tajnego przepisu. Ugotowałyśmy makaron i posypałyśmy go dużą ilością sera. A może właśnie w tym tkwi sekret? To musi być dokładnie TEN makaron i idealne proporcje startego parmezanu — cmoknęła, jakby odkryła nowy gatunek muchówek. — A on niech sobie jutro w brodę pluje, bo nic mu nie zostawimy — dodała z myślą o bracie. Poza tym taki zeschnięty makaron nie smakowałby już aż tak dobrze, więc po prostu chroniły Griffina przed wielkiem rozczarowaniem.
Wcisnęła w siebie ostatni widelec i ściągnęła brwi. Faktycznie miały coś zrobić. Na pewno nie chodziło o pójście spać, bo niezdrowo tak kłaść się od razu po jedzeniu. Siku też jej się jeszcze nie chciało, ale pić już tak. Zeskoczyła z szafki i wyciągnęła z lodówki dwie puszki sprite'a, żeby... Ach tak!
— Mrówki! — olśniło ją znienacka. Podskoczyła do Perry i pociągnęła ją za sobą za rękę. Wbiegły cichaczem po schodach i wpadły do jej pokoju. — Pa na to — zapaliła światło, żeby Wallace mogła lepiej przyjrzeć się formikariom. — W tym mniejszym znajduje się młoda kolonia, około trzystu robotnic. A w tym — wskazała ręką na to znacznie większe. — Tutaj jest ich ze dwa tysiące — wyjaśniła z nieukrywaną dumą. — A no i są jeszcze karaczany. O tam. Jest ich ze trzydzieści, ale ciągle się rozmnażają — kiwnęła głową na szklane terrarium. Zerknęła niepewnie na Perry, mając nadzieję, że dziewczyna zaraz nie fiknie z przerażenia albo nie uzna, że jej hodowle są obrzydliwe. Trzeba przyznać, że wtedy byłoby jej trochę przykro.
Perry
— Znowu chcesz się ze mną zjarać? Tak ci się spodobało? — zaśmiała się głośno, kręcąc przy tym rozbawieniem głową. — Griff się wścieknie, że rozpalam mu dziewczynę — dodała, bo brat niespecjalnie lubił się upalić i nie przepadał, kiedy ktoś jarał w jego towarzystwie. Straszny sztywniak. Oczywiście nie zamierzała mu sprzedawać, że Wallace paliła z nią zielone, nie była kapusiem!
Całe szczęście, że telefon Perry został na górze. Jeszcze faktycznie coś strzeliłoby jej do głowy i zaczęłaby wypisywać do Paige, która uznałaby ją za jakąś niepoważną. Wtedy jeszcze trudniej byłoby odbudować kontakt, a przecież tego nie chciały?
— Nigdy nie dzwoniłam do byłego po imprezie, ale chyba to może być coś w tym stylu — wzruszyła lekko ramionami. Niewiele wiedziała o związkach i rozstaniach. Sama miała tylko jednego chłopaka, z którym rozstała się, bo ten w końcu stwierdził, że jest gejem. I to było w porządku! Rozeszli się w zgodzie i nadal utrzymywali kontakt. Ba, dogadywali się nawet lepiej niż wtedy, kiedy byli razem! Potem spotykała się jeszcze z kilkoma chłopakami i dziewczynami. To znaczy... randkowała. Niestety nigdy nie wyszło z tego nic poważniejszego. Ale Pix nie traciła wiary, okej? Na pewno na nią też gdzieś czekała piękna miłość, pokroju tej, którą mieli Perry i Griffin!
Cieszyła się, że mogła jakoś zabawić Wallace, kiedy jej facet zasnął bezczelnie w trakcie oglądania filmu. Co prawda ona też mogła po prostu iść spać, ale chyba nie chciała. I świetnie, bo Fontaine nie przepadała za siedzeniem w samotności. Pewnie skończyłoby się tak, że zjarałaby jeszcze jednego blanta i sama uderzyła w kimono.
Mogła jej po prostu powiedzieć, że się pobrudziła, a nie od razu odwalać takie numery! Co jej strzeliło do głowy? Miała ochotę wejść w ten garnek i rozpuścić się razem z serem. Pstryknąć palcami i puff! Zniknąć. Jak dobrze, że tematem przewodnim został jednak makaron.
— Co nie?! — podekscytowała się przesadnie, aż podskakując na blacie kuchennej szafki, na której siedziały. — Ale tu nie ma żadnego, tajnego przepisu. Ugotowałyśmy makaron i posypałyśmy go dużą ilością sera. A może właśnie w tym tkwi sekret? To musi być dokładnie TEN makaron i idealne proporcje startego parmezanu — cmoknęła, jakby odkryła nowy gatunek muchówek. — A on niech sobie jutro w brodę pluje, bo nic mu nie zostawimy — dodała z myślą o bracie. Poza tym taki zeschnięty makaron nie smakowałby już aż tak dobrze, więc po prostu chroniły Griffina przed wielkiem rozczarowaniem.
Wcisnęła w siebie ostatni widelec i ściągnęła brwi. Faktycznie miały coś zrobić. Na pewno nie chodziło o pójście spać, bo niezdrowo tak kłaść się od razu po jedzeniu. Siku też jej się jeszcze nie chciało, ale pić już tak. Zeskoczyła z szafki i wyciągnęła z lodówki dwie puszki sprite'a, żeby... Ach tak!
— Mrówki! — olśniło ją znienacka. Podskoczyła do Perry i pociągnęła ją za sobą za rękę. Wbiegły cichaczem po schodach i wpadły do jej pokoju. — Pa na to — zapaliła światło, żeby Wallace mogła lepiej przyjrzeć się formikariom. — W tym mniejszym znajduje się młoda kolonia, około trzystu robotnic. A w tym — wskazała ręką na to znacznie większe. — Tutaj jest ich ze dwa tysiące — wyjaśniła z nieukrywaną dumą. — A no i są jeszcze karaczany. O tam. Jest ich ze trzydzieści, ale ciągle się rozmnażają — kiwnęła głową na szklane terrarium. Zerknęła niepewnie na Perry, mając nadzieję, że dziewczyna zaraz nie fiknie z przerażenia albo nie uzna, że jej hodowle są obrzydliwe. Trzeba przyznać, że wtedy byłoby jej trochę przykro.
Perry