Strona 3 z 5

we used to be on fire, but now we're cold, cold, cold

: czw wrz 03, 2026 12:15 am
autor: teddy darling
Dla Teddy zrzucanie się komuś na głowę było ogromnym kłopotem, a ona bardzo nie lubiła sprawiać innym kłopotów. Mimo wszystko była Bunny naprawdę wdzięczna, że chciała przygarnąć ją do siebie na noc po tak paskudnej akcji, chociaż sama musiała być przecież wyczerpana. Darling zastrzegła sobie w myślach, że po prostu skuli się w kłębek na kanapie i będzie udawała, że w ogóle jej tam nie ma. Nie była jednak przekonana, czy po tym, co się dzisiaj wydarzyło, będzie w stanie zmrużyć oko i złapać choć odrobinę snu. Fizycznie była skrajnie wycieńczona. Mięśnie miała jednocześnie spięte i wiotkie, jakkolwiek absurdalnie by to nie brzmiało. Sama nie potrafiła tego wyjaśnić. Psychicznie wcale nie było lepiej. W głowie kotłowało jej się tyle myśli, że nie była w stanie ani ich uporządkować, ani wrzucić do odpowiednich szufladek odpowiadających za konkretne emocje. Wszystko mieszało się ze sobą w jeden wielki, nieprzyjemny chaos. Głównie przewijało się tam poczucie winy. A tuż obok niego niepohamowany smutek, nad którym coraz trudniej było jej zapanować.
— Ale z ciebie chwalipięta — skomentowała, siląc się na lekki uśmiech. Nie wątpiła w gastronomiczne umiejętności Carver. Ona sama gotowała całkiem nieźle, ale naprawdę nie potrzebowała większej zachęty, żeby spędzić z nią noc. To znaczy, spędzić u niej noc. Po prostu nie chciała wracać do pustego loftu, gdzie najpewniej dałaby się pogrążyć rozpaczy.
Wyczuła ten przypadkowy dotyk, którym Bunny obdarowała ją podczas podkręcania ogrzewania. Ale był przypadkowy i w zaistniałej sytuacji doskonale zrozumiały. Jak miała inaczej wyregulować temperaturę w samochodzie? A to naprawdę było konieczne, bo Darling zaczynała trząść się jak osika. To niewiarygodne, w jak przedziwny sposób organizm reagował na zmęczenie. W jednym momencie było jej zimno, a drugim czuła, jak płot spływa jej po karku. Trochę jak w gorączce.
Jeszcze przez chwilę przyglądała się fotografii nieżyjącego strażaka, ale w końcu odwróciła wzrok i spojrzała przed siebie, bacznie obserwując, dokąd Carver właśnie je wiezie. Miała dobrą orientację w terenie i z łatwością zapamiętywała wszystkie ulice, które mijały.
— Musztrował was? Może powinien być generałem, a nie strażakiem — stwierdziła, chociaż nie uważała, żeby w dyscyplinie było coś złego. — Dlatego teraz jesteś taka... — urwała, próbując znaleźć w głowie odpowiednie określenie. — Twarda? — dokończyła po krótkim namyśle. Tak, to było odpowiednie słowo. W pierwszej chwili chciała powiedzieć zimna, ale przecież to nieprawda. Bunny nie była zimna czy obojętna. Została strażaczką, więc musiała mieć w sobie mnóstwo empatii. No i zaprosiła ją do swojego domu, nie pozwalając, żeby Teddy sama borykała się z paskudnymi myślami.
Wraz z pytaniem o rodziców, pomyślała o nich pierwszy raz tego dnia. Gdyby nie szybka reakcja Carver, mogliby ją dzisiaj stracić, a przecież była ich jedynym dzieckiem.
— Mama jest anestezjolożką w prywatnej klinice. Musiałabyś zobaczyć naszą biblioteczkę, są tam prawie same książki medyczne — uśmiechnęła się pod nosem na samo wspomnienie rodzinnego domu. — Ojciec jest mechanikiem samochodowym. Jak miałam czternaście lat, to ktoś podpalił warsztat na podwórku. Do tej pory nie wiemy, kto to zrobił. Pewnie jakiś sfrustrowany klient, któremu coś nie pasowało. Zanim zapytasz - tak, to był impuls, żeby pójść do straży — uprzedziła ją, co z pewnością dla Bunny było bardzo uzasadnione. Zawsze było coś przed, które wpływało na podjęcie decyzji. Nawet w ich jednostce nie było zbyt wielu strażaków, którzy wybrali ten zawód, bo mieli taki kaprys. Zawsze kierowało nimi coś więcej. Jett Donovan stracił w pożarze swoją ukochaną babcię. Blaze Young za dzieciaka był świadkiem makabrycznego wypadku drogowego. Nawet Kapitan Whitman musiał przeżyć coś, o czym nigdy nie mówił, bo przecież nie był skory do zwierzeń.

Bunny 🐰

we used to be on fire, but now we're cold, cold, cold

: ndz wrz 06, 2026 10:59 pm
autor: Bunny Carver
— Twarda? — prychnęła na słowa Teddy, spoglądając na nią przelotnie. — Nie wiem, czy próbujesz mnie teraz obrazić, Darling, czy prawisz mi komplement — wtrąciła, kręcąc głową w lekkim niedowierzaniu. Sama nie wiedziała, jak powinna interpretować słowa strażaczki, ale może faktycznie było w tym jakieś ziarnko prawdy. Potrafiła być przecież mocno zerojedynkowa, miała swoje zasady, których się trzymała, a do tego charakteryzowała ją stanowczość. — Ja po prostu mam swoje zasady i się ich trzymam — dodała po chwili, wbijając kierunkowskaz i kierując się bardziej do centrum w stronę loftu. Lubiła być profesjonalistką w pracy. Poza nią, jak najbardziej potrafiła żartować, mieć dystans do samej siebie i otaczających sytuacji, jednak podczas służby sprawy były dla niej zero-jedynkowe. Wiedziała, że emocjonalne podchodzenie do sytuacji nigdy nie przynosiło nic dobrego, o czym zresztą Darling przekonała się tego wieczoru, kiedy była gotowa bezmyślni zaryzykować własnym życiem dla kobiety, tylko dlatego, że obiecała. Nawet kiedy sufit dosłownie walił się jej na głowę, ona wyrywała się do przodu. Pozwoliła, by emocje przejęły kontrolę nad realizmem, a gdyby Carver nie było obok… cóż, pewnie teraz Whitman kontaktowałby się z jej rodzicami.
Rodzicami, o których zaraz zresztą Teddy sama zaczęła opowiadać. Słuchała jej uważnie, chociaż wzrok miała skupiony na drodze. W środku nocy może i nie było dużo aut na ulicach, ale przecież wystarczył jeden debil i chwila nieuwagi, żeby spowodować tragedie. Już miała zapytać skąd zostanie strażacką, jeśli jej rodzice nie byli w żaden sposób związani ze strażą, jednak wtedy Teddy jak na zawołanie wtrąciła historie o tym, jak ktoś czternaście lat temu podpalił jej tacie warsztat.
— Ludzie są kurwa potworni — wtrąciła bardziej do siebie niż Darling, kręcąc głową ze zrezygnowaniem. W końcu jak okropnym trzeba było być człowiekiem, żeby podpalić komuś miejsce pracy? — To dzisiaj tez na pewno nie było przypadkiem — wtrąciła kilka groszy od siebie, dzieląc się z pasażerką swoim spostrzeżeniem. — Jeszcze tego nie potwierdzili, ale budynki nie zapalają się równomiernie do siebie. Ktoś musiał podpalić go z boku stron — wyjaśniła swoje rozumowanie i po raz ostatni skręciła w lewo. Już z daleka było widać budynek, w którym znajdowało się jej mieszkanie. Ostatnie światła, potem prosta i Carver już rozglądała się dookoła, żeby znaleźć jakieś miejsce przy ulicy. Niby obok był podziemny parking, ale w nim akurat nigdy nie dało się znaleźć wolnego miejsca, a już tym bardziej o tej porze. Finalnie zdecydowała się zmieścić pomiędzy audicą a jakimś wielkim jeepem.
— I co, żałujesz? — spytała po chwili, prostując plecy i patrząc przed maskę ze skupieniem. — No wiesz, pójścia do straży — każdy miewał przecież jakieś chwile zwątpienia, a akurat dzisiaj Teddy miała do nich pełne prawo. Mogła w tym czasie smacznie sobie spać, a w dzień pracować w jakimś wysokim biurowcu, wychodzić z roboty o siedemnastej i nie przejmować się niczym. A tak? Tak miała z tyłu głowy śmierć, którą dzisiaj zobaczyła przed własnymi oczami. Z drugiej strony, każde z nich wiedziało, na co się pisało, podejmując się takiego a nie innego zawodu.
— Chodź — mruknęła, gasząc samochód zaraz po tym, jak jakimś cudem udało jej się zaparkować pomiędzy samochodami. Co prawda musiała to zrobić na jakieś pięć razy jak nie sześć, ale finalnie i jej auto stało wzdłuż chodnika. Wygramoliła się, trzaskając drzwiami i przeszła dookoła maski, czekając na Teddy. Jednym ruchem zamknęła zamki, kierując je do głównych drzwi. Kamienica, w której mieszkała wyglądała na starą, chociaż loft sam w sobie nie był zły. Urządzony dość modernistycznie z duża ilością zieleni. — Mi casa su casa, czy jakoś tak — weszła pierwsza przez drzwi, pstrykając światło, a następnie machnęła ręką, zapraszając Darling do środka. — Chcesz coś do picia? Jesteś głodna? Bo ja kurwa umieram z głodu — nie dała jej nawet odpowiedzieć, sama kierując się do kuchni po drugiej stronie, od razu doskakując do lodówki. Ta dla odmiany wcale nie świeciła pustkami. Były w niej jajka, warzywa, a nawet cały słoik nutelli, którą wyciągnęła w pierwszej kolejności, wraz z dwoma łyżeczkami i ciężko odłożyła na wyspę, patrząc wymownie na Teddy.

teddy <3

we used to be on fire, but now we're cold, cold, cold

: ndz wrz 06, 2026 11:27 pm
autor: teddy darling
Za nic w świecie nie chciała jej obrazić. Właściwie Teddy była ostatnią osobą, która z premedytacją sprawiała ludziom przykrość. Nie miała pojęcia, czy Bunny właśnie poczuła się urażona jej słowami, dlatego zesztywniała odruchowo i wbiła się mocniej w fotel. Nagle zaczęła się zastanawiać, czy nie powiedziała czegoś głupiego. W jej głowie stwierdzenie brzmiało zupełnie inaczej.
— Nie miałam nic złego na myśli — wymamrotała, skubiąc nerwowo rękaw swojej bluzy. — Chodziło mi o to, że zawsze wiesz, co zrobić i powiedzieć — sprostowała, mając nadzieję, że Carver zrozumie, do czego zmierzała.
Może ta twardość była wyuczona. Może druga strażaczka wyniosła ją z domu, a może po prostu przez lata nauczyła się, jak nie pokazywać po sobie zbyt wiele. Czasami sprawiała wrażenie kompletnie niewzruszonej, ale równie dobrze mogła wszystko trzymać głęboko w sobie. Teddy przecież nie potrafiła czytać ludziom w myślach. Czasami ledwo radziła sobie z własnymi. Wszystko przeżywała za mocno, za bardzo brała do siebie i zdecydowanie zbyt długo rozpamiętywała rzeczy, które dla innych pewnie nie miały większego znaczenia. Nie miała pojęcia, czy kiedykolwiek wyćwiczy w sobie coś takiego, żeby nie podchodzić do pewnych spraw aż tak emocjonalnie. Była raczej wrażliwcem i miała ogromne serce, co momentami było bardziej przekleństwem niż zaletą. Nie docierało do niej, że świata nie zmieni, choć najwyraźniej za każdym razem musiała przekonać się o tym na własnej skórze.
Westchnęła cicho na wieść, że to, co się wydarzyło mogło nie być zwykłym przypadkiem. I wcale nie poczuła się z tą wiedzą lepiej. Jak można chcieć ludzkiej krzywdy? Nie umiała tego pojąć. Wolała wierzyć, że to był niefortunny wypadek, ale niestety coś jej podpowiadało, że Bunny może mieć rację.
— Nie — odparła, kiedy dziewczyna zatrzymała samochód. — Nie wiem. Wczorajsza Teddy nie żałowała, ale dzisiejsza nie ma już takiej pewności — uśmiechnęła się lekko i odpięła pas. Musiała się z tym przespać. Ochłonąć. Wyciszyć. Gdyby w tym momencie miała podjąć jakąś decyzję, to pewnie złożyłaby wypowiedzenie.
Posłusznie wysiadła z samochodu i poczłapała za Carver. Kamienica sama w sobie miała swój klimat, ale dopiero mieszkanie, do którego weszły, w pełni go oddawało. Loft przypominał trochę ten Darling, choć był urządzony w nieco bardziej modernistycznym stylu. Surowe elementy mieszały się tutaj z nowoczesnymi meblami i dodatkami, przez co całość sprawiała wrażenie jednocześnie przestronnej i przytulnej. Teddy rozejrzała się dookoła z niemym zainteresowaniem, chłonąc wzrokiem kolejne szczegóły wystroju.
Zdjęła buty, odwiesiła kurtkę na haczyk w przedpokoju i dopiero wtedy weszła w głąb mieszkania, pozwalając Bunny odłożyć torbę na jedno z krzeseł w kuchni. Na widok słoika z Nutellą uśmiechnęła się, natychmiast łapiąc za łyżeczkę.
— I uważasz, że tym właśnie się najemy, tak? — spojrzała na Bunny z nieukrywanym rozbawieniem. — Tak właśnie odżywiasz się na co dzień? Co jeszcze mi zaproponujesz? Wino? — zapytała, przekonana, że po takim połączeniu nabawiłyby się co najwyżej ogromnej zgagi. Nie czekając na odpowiedź, zanurzyła łyżeczkę w kremie i od razu wpakowała ją sobie do ust. Przymknęła oczy, rozkoszując się czekoladowym smakiem. Do tej pory nie wiedziała, że właśnie tego potrzebowała.
W pewnym momencie wykonała zamaszysty gest łyżeczką, chcąc objąć nim wnętrze loftu.
— Mieszkasz sama? — zapytała, uświadamiając sobie, że byłoby trochę niezręcznie, gdyby w którymś momencie w mieszkaniu pojawił się partner Carver. Albo partnerka.

Bunny 🐰

we used to be on fire, but now we're cold, cold, cold

: wt wrz 08, 2026 11:46 pm
autor: Bunny Carver
Carver sama nie wiedziała, w którym dokładnie momencie zaczęła być taka surowa.
Dla siebie, dla otoczenia i przede wszystkim w pracy. Czy stało się to jeszcze, gdy jej ojciec żył? Gdy musztrował ich z bratem, ustawiając nawet tak proste rzeczy, jak domowe zasady sprzątania na najwyższym poziomie z systemem nagród i kar. Uczył ich determinacji i tego, że nie można było narzekać, że coś jest za ciężkie, tylko po prostu próbować. Próbować aż do skutku. Oczywiście w warunkach bezpieczych, bo przecież ta była pierwszą i podstawową regułą strażaków — pierwsze własne bezpieczeństwo, dopiero potem innych, o czym zresztą Darling przekonała się tego wieczoru na własnej skórze.
Całe szczęście w czterech ścianach mieszkania Bunny nic im nie groziło i mogły robić, co tylko im się żywnie podobało. Padło na jedzenie i chyba nikogo nie powinno to dziwić. Carver nie miała pojęcia, ile czasu spędzili tam na miejscu, ale zdecydowanie dużo. Kolacja została ominięta, a ciało wycieńczone. Dlatego w pierwszej kolejności na blacie wylądował słoik Nutelli wraz z dwoma łyżeczkami.
— Oczywiście, że się tym nie najemy — prychnęła na słowa Teddy, od razu przewracając oczami. — To akurat na uregulowanie cukru — dodała z uśmiechem i sama złapała za jedną z łyżeczek, odkręciła wieczko i od razu nałożyła sobie wielką, kopiastą łyżeczkę kremu, babrając sobie przy tym pół policzka. Mruknęła pod nosem, przymykając oczy. Kurwa, jakie to było dobre. — Słuchaj no — odezwała się z pełną jeszcze buzią, łapiąc jasne, całkiem przyjemne w odczuciach spojrzenie Teddy. — Jak adrenalina schodzi z ciała, to człowiek opada z sił, a to cacko… — postukała słoiczek Nutelli. — Stawia na nogi jak nic innego — złapała jeszcze jedną porcję kremu i odwróciła się do szafki. Co prawda miała w niej również wino, o którym wspomniała Teddy, ale zamiast tego sięgnęła po butelkę rumu, upitego do połowy i to je postawiła na blacie.
— To jest lepsze — powiedziała pewnym głosem, odkręcając wieczko. Otuliła butelkę palcami, po czym szarpnęła ją do ust i wzięła kilka łyków prosto z gwinta. — Weź, pomaga przestać myśleć — nie miała pojęcia, co siedziało w głowie Daring. Jak wielkie piętno na jej myślach odbiła dzisiejsza akcja i porażka w postaci nieumiejętnego wyciągnięcia wszystkich z budynku, ale ją z pewnością po części dobiła. Nienawidziła oglądać takich rzeczy, czuć na barkach czyjąś śmieć, być świadkiem ostatniego oddechu człowieka. Do tego nie dało się przyzwyczaić, szczególnie że refleksja przychodziła po czasie.
Mieszkasz sama?
Podniosła spojrzenie na to pytanie i niosła brew ku górze. Przez moment zastanawiała się, czy pytanie Darling miało w sobie jakieś głębsze dno, czy tak po prostu chciała się czegoś o niej dowiedzieć.
— Sama — odpowiedziała w końcu, przyglądając się jej uważnie. — W tym zawodzie ciężko dzielić z kimś życie, ale pewnie coś o tym wiesz — bo taka była prawda. Długie zmiany, nocki, ciężkie poranki i wieczne zmęczenie — to charakteryzowało ten zawód. Za dzieciaka Bunny nie mogła zrozumieć, jakim cudem matka wytrzymywała z ojcem. Ile razy przecież zrywał się w środku nocy albo nie wracał na kolacje, bo musiał zostać na jakiejś akcji. Dopiero teraz z perspektywy czasu widziała, jak wiele ona dla niego poświęcała.
— No chyba, że akurat twoje życie miłosne ma się świetnie? — wypaliła nagle, nachylając się nad blatem, w stronę Teddy, muskając jej przedramię łokciem i przyglądając się jej z wyraźną uwagą. Niby trochę się już znały, ale akruat Darling mało kiedy chwaliła się swoim życiem prywatnym. Przy okazji złapała butelkę i znowu upiła kilka łyków, czując, jak gardło przyjemnie pali.

teddy <3

we used to be on fire, but now we're cold, cold, cold

: śr wrz 09, 2026 10:43 am
autor: teddy darling
Jakby nie patrzeć, ta surowa strona Bunny uratowała jej dzisiaj życie. Gdyby nie jej stanowczość, Teddy prawdopodobnie wleciałaby do tego buchającego płomieniami pomieszczenia bez większego zastanowienia. A potem? Najpewniej zginęłaby razem z tamtą kobietą. Na samą myśl o matce trzyletniego chłopca, coś zacisnęło się jej w żołądku. Darling starała się o tym nie myśleć. Wmawiała sobie, że zrobiła wszystko, co mogła, ale nie wiedziała jeszcze nie wiedziała, że to, co się stało, będzie nawiedzać ją miesiącami, pojawiając się w najmniej spodziewanych momentach. Może gdyby wiedziała o tym wcześniej, zdołałaby się jakoś przygotować. Tylko czy w ogóle było to możliwe? Czy można przywyknąć do świadomości, że dajesz z siebie sto trzydzieści procent, a mimo to ktoś umiera na twoich oczach?
Czekoladowy krem był dobrym rozpraszaczem. Chwilowo koił ból i pozwalał choć na moment przestać myśleć o pracy. Teddy czuła, jak z każdą kolejną łyżeczką nie tylko zasładza sobie gębę, ale faktycznie robi jej się jakoś cieplej. I to akurat było ważne, bo jeszcze chwilę wcześniej, kiedy adrenalina zaczęła z niej schodzić, cała telepała się z zimna. Dopiero teraz powoli przestawała szczękać zębami, a napięcie w mięśniach zaczynało odpuszczać. Może Nutella faktycznie miała jakieś właściwości lecznicze?
— Niechętnie muszę przyznać ci rację — uśmiechnęła się do Bunny znad swojej łyżeczki. Przez chwilę przyglądała się jej twarzy, aż w końcu parsknęła cicho. — Strasznie się ubabrałaś, wiesz? O tutaj — wskazała palcem na własny policzek. — Nie, z drugiej strony. Poczekaj sekundę — zamiast pozwolić Carver samej znaleźć zabrudzenie, sięgnęła ręką do jej twarzy i zgarnęła z niej odrobinę czekolady. Spojrzała na własny kciuk, przez moment nie mając pojęcia, w co właściwie powinna go wytrzeć, ale ostatecznie po prostu oblizała palec. Szkoda, żeby coś miało się zmarnować!
Wyprostowała się na krześle, obserwując, jak druga strażaczka wyciąga z lodówki butelkę alkoholu. Teddy westchnęła pod nosem. Tak, tego też potrzebowała. Poczekała na swoją kolej, a kiedy butelka w końcu trafiła w jej ręce, od razu pociągnęła kilka łyków rumu. Alkohol zapiekł ją w gardle, ale w taki przyjemny sposób. Poczuła ciepło rozlewające się powoli po przełyku i klatce piersiowej. To było coś pokroju dobrego zmęczenia po ciężkim treningu - niby palą cię wszystkie mięśnie, wszystko boli jak cholera, ale jednocześnie jesteś z tego zadowolony, bo wiesz, że zrobiłeś dobrą robotę. Teraz całe ciało wreszcie zaczynało odpuszczać po tym, jak przez ostatnią godzinę działało na czystej adrenalinie.
Darling cmoknęła głośno i przetarła usta wierzchem dłoni.
— Moje co? — spojrzała na Bunny ze szczerym rozbawieniem. — No błagam cię. Każdą dziewczynę, z którą próbowałam stworzyć coś trwalszego, bardzo jarało, że jestem strażaczką. Ale jak przychodziło co do czego, to nagle zaczynały się afery, że jestem wiecznie nieobecna, że pracuję za długo, że mieszkam praktycznie w remizie i że nigdy nie ma mnie wtedy, kiedy akurat mnie potrzebują — parsknęła cicho, jakby właśnie zwierzyła się z czegoś totalnie absurdalnego.
Właściwie trudno było się tym dziewczynom dziwić. Straż pożarna nie była pracą, z której wychodziło się o siedemnastej i zostawiało wszystko za drzwiami. Czasami znikała na dwie doby i wracała tak wykończona, że nie miała już siły na nic poza prysznicem i padnięciem do łóżka. Chyba najwyższa pora pogodzić się z tym, że już zawsze będzie sama.
— To nie jest zawód, z którym można stworzyć rodzinę. Chociaż niektórzy jakoś tak funkcjonują — szyjką butelki wskazała Carver, nawiązując do jej rodziców. No właśnie. Funkcjonują. Jakoś. Może po prostu Teddy jeszcze nie trafiła na kogoś, kto byłby wystarczająco uparty, żeby wytrzymać z nią na dłużej. Albo wystarczająco szalony.
Odstawiła butelkę na blat i pochyliła się w przód, nie odrywając wzroku od oczu drugiej strażaczki. Do tej pory nie zdawała sobie sprawy z tego, że były aż tak intensywnie niebieskie.
— Masz coś jeszcze, co pomoże mi przestać myśleć? — zapytała, mimowolnie zerkając na jej pełne usta. Dopiero jak się na tym złapała, wróciła spojrzeniem do jej tęczówek.

Bunny 🐰

we used to be on fire, but now we're cold, cold, cold

: śr wrz 09, 2026 7:03 pm
autor: Bunny Carver
Oczywiście, że musiała jej przyznać rację.
Carver rzadko kiedy się myliła. A przynajmniej tak lubiła sobie wszystko tłumaczyć. Uśmiechnęła się więc na słowa Teddy i nabrała na łyżkę jeszcze więcej czekoladowego kremu. Naprawdę nie trzeba było być wielkim geniuszem, żeby zatapiać smutki w czekoladzie i czerpać z tego przyjemności. W końcu nie bez powodów, każde złamane serce leczyło się lodami, prawda?
Strasznie się ubabrałaś.
— Gdzie? — podniosła spojrzenie na Darling, dotykając się w ten sam policzek co Teddy. Jej dłoń jednak nie napotkała na skórze niczego dziwnego, a już na pewno nie ciemniej mazi. Może i miała trochę usmolone poliki, biorąc pod uwagę, że nie miały okazji się umyć, ale na pewno nie było na nich Nutelli. A przynajmniej na tym jednym, który obstawiła Bunny, bo zaraz okazało się, że było z drugiej.
Nim jednak zdążyła sięgnąć w odpowiednie miejsce, Teddy już nachyliła się do przodu i ją w tym wyręczyła. Chłodną dłonią musnęła jej policzek, zbierając na palec nadmiar czekolady, a potem jak gdyby nigdy nic, bezczelnie wsadziła palec do ust, smakując krem. Bunny zapatrzyła się na to zjawisko nieco dłużej niż powinna, pełną uwagę skupiając na pełnych, zaróżowionych wargach strażaczki.
I może dalej by na nie patrzyła, gdyby nie zniknęły z jej pola widzenia, przysłonięte butelką, która Darling podniosła do ust, łapiąc kilka solidnych łyków rumu. Nie było to nic z najwyższej półki, a po prostu na tyle silne, żeby kopało. Żeby ciepło rozlewało się po brzuchu, a charakterystyczne pieczenie było czuć na gardle i żołądku. Sama też poszła w ślady koleżanki i kiedy ta opowiadała o swoich niewypalonych związkach, Bunny upiła co nieco zawartości butelki.
— Klasyczek — cmoknęła, wzruszając ramionami. Faktycznie był to wzór, który powtarzał się w życiu większości ludzi pracyjących w tego typu placówkach — straż pożarna, szpital czy nawet policja. Ciężko było utrzymać work-life balance, kiedy wychodząc z pracy nigdy się z niej tak naprawdę nie wychodziło. Kiedy trzeba było zrywać się w środku nocy albo zostać jeszcze dobe dłużej, bo na mieście był duży wypadek. Kiedy tylko czekało się na telefon. — Słuchaj, najwidoczniej nie widzą co tracą… albo nie były ciebie warte — kolejna łyżka wylądowała w jej ustach. Powoli czuła, jak zaczyna się zasładzać, ale to nie powstrzymało ją przed tym, by mruknąć pod nosem i rozkoszować się czekoladą. — Bo skoro lasce tylko morko na twój mundur, a potem nie potrafi się dostosować, to po prostu nie jest ciebie warta — wzruszyła ramionami, bo dla Bunny to właśnie było takie proste. Każdy gdzieś tam miał swoją drugą połówkę. Byli ludzie przelotni i ludzie na dłużej, którzy zostali zapisani w gwiazdach. Jeśli ktoś pojawiał się i znikał, to tak miało być i nawet lepiej, że nie marnował cennego czasu na dłuższą metę. Szczególnie, że jakby na to nie patrzeć i ona i Teddy były z a j e b i s t ą partią.
Już chciała wspomnieć również o swoich rodzicach, że u nich akurat matka bardzo dużo poświeciła dla ojca, ale nim porządnie złapała w płuca powietrza, Darling już pytała się o sposoby, dzięki którym będzie mogła przestać myśleć.
Widziała to, jak spojrzenie strażaczki zjechało na jej usta.
I Bunny również w pełnej świadomości, lekko nawilżyła dolną wargę językiem, nie ściągając z niej spojrzenia. Faktycznie znała kilka sposobów na rozładowanie napięcia. Niektóre mniej lub bardziej na miejscu, ale przecież kiedy robiło się już te kilka lat w zawodzie, człowiek naprawdę chwytał się różnych rzeczy.
— Trochę mam — rzuciła spokojnie, opierając się jeszcze bardziej na blacie i nachylając w stronę Teddy. — Słodycze, alkohol… — zaczęła wymymieniać, wskazując na nutelle, a zaraz potem na butelkę, którą przesunęła bliżej swojej towarzyszki, przez przypadek wcale nie muskając jej palce, odpoczywające na stole. — Wysiłek fizyczny — wtrąciła, szturchając małego palca Teddy, podczas gdy wzroku nawet na moment nie spuściła z jej twarzy. — I prysznic — odsunęła jednak rękę, dodając do tego kolejną pozycję. Przecież nie miała zamiaru być nachalna. Może wcale w słowach Darling nie było żadnego podtekstu, chociaż to nie zmieniało faktu, że Carver uśmiechnęła się do niej, przekręcając głowę na bok. — Masz ochotę na pryszniszc, Darling? — zaproponowała, bo przecież ten Bunny był całkiem pokaźny, zaraz mogła załatwić jej świeży ręcznik i jakieś ciuchy do przebrania. A potem ona sama też chętnie by wskoczyła po taki. Najlepiej z lodowatą wodą.


teddy darling

we used to be on fire, but now we're cold, cold, cold

: śr wrz 09, 2026 9:17 pm
autor: teddy darling
Nie miała problemu z tym, żeby przyznawać rację komuś, kto faktycznie ją miał. Ba, Teddy była tak ugodowa, że potrafiła przytakiwać nawet wtedy, kiedy ktoś wcale tej nie miał racji. Nie widziała większego sensu w kłóceniu się tylko po to, żeby udowodnić, że to właśnie ona ma ostatnie słowo. Ostatnia do słownych potyczek, pierwsza do załagodzenia sytuacji. W jednostce zresztą słynęła z rozdzielania chłopaków, kiedy zaczynali mieć między sobą jakieś zatargi. Jako pacyfistka uważała, że właściwie wszystko można wyjaśnić bez mordobicia. Szkoda tylko, że panowie nie zawsze podzielali jej poglądy. Dla nich danie sobie po gębie najwyraźniej znaczyło mniej więcej tyle, co uścisk dłoni. Najpierw mogli się pokłócić, potem jeden drugiemu przywalić, następnie przez chwilę się na siebie boczyć, a na końcu uznać sprawę za załatwioną i wrócić do normalnego funkcjonowania, jakby nic takiego się nie wydarzyło.
Teraz Bunny miała jednak absolutną rację i Darling zgrzeszyłaby niesamowicie, gdyby się z nią nie zgodziła. Krem był pyszny, a z policzka drugiej strażaczki smakował jeszcze lepiej. Ale tego jej przecież nie powie! Skrzywiła się jednak lekko, kiedy Carver stwierdziła, że kobiety, z którymi dotychczas się umawiała, nie były jej warty. Ile razy Teddy do słyszała? Pewnie z milion. W tym miejscu nie mogła przyznać jej racji. Jej byłe miały pełne prawo do kręcenia nosem na to, że strażaczka była wiecznie nieobecna. Niby uprzedzała je, że tak może być, a one zapierały się, że to żaden problem, ale dopiero czas weryfikował trwałość relacji.
— Najwyraźniej muszę związać się z kimś, kto też nosi mundur. Wtedy nikt nie będzie jojczał mi nad uchem, że koczuję w remizie — uśmiechnęła się przebiegle, patrząc na nią wymownie. Oczywiście nie miała na myśli nikogo konkretnego. Absolutnie nikogo. A na pewno nie miała na myśli Bunny. Chyba. Teddy zdążyła już przywyknąć do tego, że jej mózg w sytuacjach stresowych podejmował decyzje, których później sama musiała się wstydzić. Tym razem najwyraźniej postanowił dorzucić do tego jeszcze wyjątkowo kiepskie pomysły romantyczne.
Spięła się cała, kiedy zobaczyła, jak Carver powoli zwilża usta językiem. Ależ to było nieczyste zagranie! Nie powinna tego robić. Zwłaszcza teraz, kiedy Darling była emocjonalnie rozchwiana, zmęczona i zdecydowanie zbyt podatna na wszelkiego rodzaju głupie impulsy. Wystarczyło naprawdę niewiele, żeby zrobiła coś, czego pięć minut później musiałaby się wypierać albo przynajmniej udawać, że wcale tego nie zrobiła. Na przykład wpić się w rozchylone wargi koleżanki po fachu. Czy to byłoby głupie? Trochę. Dobrze, bardzo.
Słodycze, alkohol...
— Ten wysiłek fizyczny to po prysznicu czy przed? — wypaliła, zanim zdążyła ugryźć się w język. — To znaczy, tak. Prysznic. Prysznic dobrze nam zrobi. Mi zrobi — zreflektowała się, bo dłoni Bunny chyba przepalił jej jakieś styki. — Mam ochotę na prysznic — odchrząknęła w końcu i znów chwyciła za butelkę, żeby pociągnąć z niej kilka potężnych łyków. Jak tak dalej pójdzie, to się pod tym prysznicem wypierdoli i wtedy będzie czuła się paskudnie nie tylko psychicznie, ale też fizycznie.
Zsunęła się z krzesła i odstawiła butelkę na blat, a potem wcisnęła ręce w kieszeni spodni i rozejrzała się po lofcie, jakby w jakiś magiczny sposób ręcznik miał się zmaterializować w kuchni.
— Pokażesz mi, których kosmetyków mogę użyć? Nie chcę ci wyczerpywać tych ulubionych. Może masz jakiś fantastyczny, horrendalnie drogi szampon na porost włosów czy coś. Oczywiście nie mówię, że go potrzebujesz, ale... — urwała, żeby nie pogrążać się jeszcze bardziej. — Tędy? — wskazała drzwi na końcu korytarza, które najpewniej prowadziły do łazienki. A najlepiej, żeby prowadziły prosto do wyjścia, wtedy Teddy nie musiałaby skazywać się na żenadę.

Bunny 🐰

we used to be on fire, but now we're cold, cold, cold

: pt wrz 11, 2026 9:16 pm
autor: Bunny Carver
Może coś w tym było.
Może faktycznie ludzie ich pokroju po prostu powinni związać się z kimś, kto pracował w zawodzie. Kto również nosił na sobie mundur i sypiał w remizie. Z jednej strony brzmiało to jak rozwiązanie wszelkich problemów, szczególnie tego z brakiem zrozumienia na czym polegała ta praca, ale w tym samym czasie istniało również wyjątkowo wysokie prawdopodobieństwo, że wtedy w ogóle by się nie widywali. Wystarczyło nie dostać tych samych zmian i wtedy tygodnie można się było jedynie mijać w korytarzu. To dopiero byłaby katorga. Więc może one po prostu z góry były skazane na porażkę? Ewentualnie jednorazowe przygody, w które nie trzeba było się za bardzo angażować.
A te czasami trafiały się przecież w najmniej spodziewanych momentach.
Czasami wystarczyła jedna iskra, jedno dłuższe spojrzenie w oczy, żeby przez ciało przeszedł ciapły, przyjemny dreszcz, a podbrzusze spięło się nieznacznie, dając o sobie znać. Czy Bunny poczuła to względem Teddy? Może. A może była to jedynie kwestia przebodźcowania i ciała, ktore potrzebowało odpoczynku. Kwestia sporna. Chociaż kiedy Darling spytała o wysiłek fizyczny przed czy po prysznicu, Carver uniosła wysoko brew, wbijając w nią zaciekawione spojrzenie. Prychnęła delikatnie pod nosem i nachyliła się nad ladą, patrząc na nią uważnie.
— Zależy, czy potem chcesz się myć jeszcze raz — odpowiedziała równie bezczelnie, przetrzymując spojrzenie nieco dłużej niż zapewne powinna. Słusznie chyba zresztą, biorąc pod uwagę niewielką wtopę słowną Teddy o tym, że prysznic mogłyby wziąć wspólnie. Bunny też miała ochotę na prysznic. Po tych słowach może nawet jeszcze większą. Złapała jeszcze jedną łyżkę nutelli, przepiła do rumem, zerując go już do zera tuż po Darling i w końcu odepchnęła się od lady, uśmiechając pod nosem z zakłopotania, w jaki wpadła Teddy. Strażaczka tak się zakręciła, że nawet nie zauważyła, kiedy Bunny stanęła tuż za nią i kiedy się odwróciła praktycznie na nią wpadła.
— Używaj czego tylko chcesz — rzuciła spokojnie, patrząc na nią z góry. Musiała przyznać, że z bliska jej oczy zdecydowanie zyskiwały. Z daleka wcale nie było widać mieniącego się w środku turkusu. — Wszystkie chwyty dozwolone… czy jakoś tak to było — dalej mówiła o prysznicu? Chyba tak. A potem puściła jej oczko i podniosła głowę ponad jej ramieniem. — Tam — nachyliła się jeszcze bliżej, wskazując odpowiedni kierunek, prosto do łazienki, po czym naparła na nią delikatnie, ale tylko po to, żeby ruszyć ją z miejsca. Wcale z żadnego innego powodu.
Przeszły przez obszerny salon i prosto przez drewniane drzwi. Światło zamigotało aż w końcu rozświetliło pomieszczenie. Łazienka jak łazienka, chociaż rzecz, która Bunny mogła się pochwalić był pokaźnych rozmiarów prysznic, a raczej przestrzeń oddzielona szkłem, za którą można było wejść. Spuściła spojrzenie na Teddy i przez chwilę po prostu na nią patrzyła. Dopiero po chwili ruszyła się z miejsca do niewielkiej, otwieranej szafki. Złapała za pierwszy, lepszy duży ręcznik i podała koleżance.
— Tu masz ręcznik, a zaraz podrzucę ci coś do przebrania — rozmiar raczej miały ten sam, więc pewnie wszystko, co Bunny miała w szafie będzie na nią odpowiednie. Poza tym, sama chodziła w dużo za dużych dresach, bo każdy wiedział, że takie były najbardziej wygodne. — Nie żebym coś miała do tego, co masz na sobie, ale… trochę jedzie spalenizną — prychnęła, podtrzymując się przed głośniejszym wybuchem śmiechu. Obie śmierdziały — taka była prawda. Waliły potem na kilometr. Jedyny plus był taki, że obie, przez co żadna ze stron tego nie czuła. — Coś jeszcze ci jest do szczęścia potrzebne, Darling? — dopytała, gotowa skoczyć lada moment po czyste ciuchy.

teddy :si:

we used to be on fire, but now we're cold, cold, cold

: pt wrz 11, 2026 9:51 pm
autor: teddy darling
Nie była do końca przekonana, czy faktycznie byłaby w stanie związać się z kimś, z kim pracowała. I to chyba również nie wróżyło niczego dobrego. Z jednej strony mogłyby się praktycznie mijać. Jedna zmiana kończyłaby się wtedy, kiedy druga dopiero zaczynała, a ich wspólny czas ograniczałby się do krótkich momentów pomiędzy kolejnymi dyżurami. Z drugiej strony mogłyby spędzać ze sobą każdą zmianę, a to również nie brzmiało jak szczególnie zdrowy układ. W końcu doszłoby do tego, że zamiast dochodzić na pryczy w remizie, zaczęłyby na siebie warczeć, bo nie mogłyby już znieść swojego widoku. Nie, zdecydowanie nie chciała czegoś takiego. A już szczególnie nie chciała dotrzeć do momentu, w którym osoba, za którą najbardziej tęskniła podczas dyżuru, stawałaby się tą, od której po powrocie chciałaby odpocząć. Z tym Teddy nie byłaby w stanie się pogodzić. Nie po tym, jak długo marzyła o tym, żeby mieć kogoś, do kogo naprawdę chce się wracać.
Tego wieczoru obecność Bunny jednocześnie ją uspokajała i stresowała. Trochę paradoksalne połączenie, ale Teddy nie potrafiła tego inaczej nazwać. Z jednej strony dobrze było mieć obok kogoś znajomego, szczególnie po tym wszystkim, co wydarzyło się na akcji. Z drugiej jednak przy Carver czuła się dziwnie mała. Może dlatego, że Bunny była od niej bardziej doświadczona zawodowo. Teddy wciąż miała w głowie momenty, w których Carver potrafiła jednym spojrzeniem sprawić, że człowiek przypominał sobie wszystkie zasady bezpieczeństwa. A może chodziło o to że Darling była u niej w mieszkaniu i zamierzała skorzystać z jej kosmetyków pod prysznicem, jakby to była najbardziej naturalna rzecz na świecie. Niby pierdoła, ale Teddy jakoś nie potrafiła przestać myśleć o tym, że właśnie miała wejść pod prysznic w mieszkaniu koleżanki z pracy. To była dość niecodzienna sytuacja. Tym bardziej że wcześniej właściwie nie miały okazji rozmawiać ze sobą poza pracą. Do tej pory ich relacja opierała się głównie na zmianach i krótkich rozmowach w jednostce.
Wszystkie chwyty dozwolone.
Teddy aż się zapowietrzyła.
— O wow. To znaczy, dobrze. Postaram się nie zużyć całego żelu, żebyś nie zabrakło dla ciebie. Pachniesz jak siarka — wypaliła, zanim zdążyła ugryźć się w język. Serio, Teddy? Ze wszystkich miłych rzeczy, jakie mogłaś jej powiedzieć, postanowiłaś skomplementować ją właśnie w taki sposób? Żałosne.
Spięła się lekko, czując, że Bunny napiera na nią ciałem. Straciła na chwilę rezon, ale zaraz parsknęła zduszonym śmiechem, bo koleżanka stwierdziła, że cuchnie spalenizną. Romantycznie, trzeba przyznać.
Krocząc do łazienki, rozglądała się dyskretnie po wnętrzu mieszkania, ale na razie nie zdążyła zarejestrować niczego, poza tyłkiem Carver ręcznikiem, który trafił w jej ręce.
— Co? Nie, to chyba wystarczy — podziękowała jej szybkim skinieniem głowy. Zaraz jednak otworzyła usta, żeby coś dodać, ale zastygła z miną skretyniałego karp. Dopiero po chwili zacisnęła usta w wąską linię i spuściła wzrok. — Bunny? — odezwała się cicho, nawet na nią nie patrząc. Wypity wcześniej alkohol przyniósł ze sobą natłok nieproszonych myśli. — Naprawdę uważasz, że zrobiłam wszystko, co mogłam i że nie dało się zrobić już nic więcej? — zapytała, wracając do nieduadnej akcji sprzed kilku godzin. Nie potrafiła wyrzuć z głowy zrozpaczonego krzyku kobiety, która została przygnieciona przez palący się strop. Ani miny jej ciotki, która dowiedziała się, że Darling nie zdołała dotrzymać złożonej obietnicy.
Zacisnęła mocniej powieki, czując jak do oczu napływają jej niechciane łzy. Nie no, nie będzie się przecież tutaj mazać, jak jakaś baba. Musiała wziąć się w garść, licząc na to, że prysznic pomoże jej zmyć z siebie dzisiejszy dzień i sprawi, że spojrzy na sytuację ze świeżą głową.

Bunny 🐰

we used to be on fire, but now we're cold, cold, cold

: sob wrz 12, 2026 11:03 pm
autor: Bunny Carver
Żelu miała pod dostatkiem.
Teddy naprawdę nie musiała martwić się ilością płynów w jej łazience. Kto jak kto, ale akurat Carver zawsze miała zapasy w szafkach. Głownie wiązało się to z tym, że nie-na-wi-dzi-ła chodzić na zakupy. Zatłoczone sklepu i kilometrowe kolejki to było coś, co była w stanie przeżyć maksymalnie raz w miesiącu, dlatego starała się robić masowe zakupy na zapas. Tak, żeby nie mieć potrzeby wybierania się do większych marketów czy drogerii, jeśli faktycznie nie potrzebowała i minimalizować poziom własnego wkurwu. Teddy naturalnie mogła o tym nie wiedzieć, dlatego na jej słowa Bunny jedynie machnęła ręką i zabrała się za wyciąganie ręcznika.
Niby dobrze czytała ludzi, a jednak z Teddy miała problem.
Za nic nie wiedziała, co siedziało jej w głowie ani o czym myślała. Nie miała pojęcia, czy już pogodziła się z tym, co miało miejsce kilka godzin temu, czy może wciąż odgrywała wydarzenia w głowie i obwiniała się za niepowodzenie. Nie miała jednak zamiaru na nią naciskać. Będzie chciała, to powie — z takiego założenia wychodziła Carver w każdym przypadku. Ludzie byli różni. Każdy inaczej przepracowywał swoje problemy. Jedni potrzebowali rozpraszaczy, inni najlepiej odnajdywali się w samotności. Do której grupy należała Darling? Nie miała pojęcia.
Skinęła głową na informację, że to już wszystko. Gotowa była odwrócić się na pięcie i odejść do sypialni po jakieś czyste ciuchy, ale wtedy usłyszała swoje imię. Imię. Nawet nie nazwisko. Od razu złapała niebieskie spojrzenie Darling, a ciało mimowolnie wykonało krok do przodu.
Jej twarz była już zupełnie inna. Bardziej spokojna niż chwile temu, bardziej zamyślona. Wzrok uciekał jej na boki i nie dało się nie zauważyć, że to właśnie w tym momencie głowa zaatakowała. Carver złapała więcej powietrza w płuca, słysząc pytanie strażaczki. Najłatwiej było odpowiedzieć po prostu tak, ale przecież takie zapewnienie było gówno warte.
— A co jeszcze mogłaś zrobić? — odpowiedziała jej pytaniem na pytanie, pokonując jeszcze kilka żałosnych centymetrów, nawet na moment nie spuszczając z niej spojrzenia. — No serio pytam, co jeszcze mogłaś zrobić, Darling? Daj mi listę — nalegała. Głos miała stanowczy i pewny siebie, ale to przecież nie bez powodu. — Wbiegłaś na górę, do mieszkania i prosto do jej pokoju, pomimo jasnej komendy twojego przełożonego, żebyś odpuściła. A potem byłaś gotowa się tam rzucić z chwilą, w której sufit zaczął się sypać — nie spuszczała z niej spojrzenia. Była już tak blisko, że Teddy mogła czuć jej ciepły oddech na swoich policzkach, czuć jak unosząca się klatka piersiowa w głębokich oddechach zaczepia o jej biust. — Gdybyś nie została odciągnięta, zasypałoby cię — z tym akurat nie mogła dyskutować. Widziała na własne oczy, jak gruz runął tuż przed ich twarzami, gdy były na ziemi. Kurwa, mogła nawet oczami wyobraźni zobaczyć, jak ją to przygniata. — Więc pytam się ciebie, czy uważasz, że było coś jeszcze, co mogłaś zrobić? — bo Bunny nie widziała ani jednej rzeczy. Nic. Cokolwiek by Teddy wtedy nie zrobiła innego niż ucieczka, zginęłaby razem z nią. To nie były wygodne tematy, nie były one w żaden sposób proste, ale inaczej nie dało się tego przetrawić niż racjonalnymi argumentami. Niby zawsze coś można było zrobić, ale w pewnym momencie kończyły się pomysły. Los był przeciwko, wechrzświat też. I prawda była taka, że jeden błąd, jaki popełniła tego wieczoru Teddy, to złożenie obietnicy starszej kobiecie, ale co do tego, akurat Carver czuła, że już więcej tego nie zrobi. Że to była jedna z tych nauczek, które zostają na całe życie.
— To nie jest łatwy zawód, Teddy — znowu się odezwała, nawet na milimetr nie odsuwając się od niej, wciąż błądząc spojrzeniem po jej niebieskich oczach. — I to na pewno nie była ostatnia ofiara i ciężka sytuacja, z jaką przyjdzie ci się zmierzyć — nie wiedzieć czemu, chciała sięgnąć do jej policzka, dodać jej nieco otuchy, ale w ostatnim momencie wstrzymała rękę. Może nie powinna. Finalnie ona i tak się tam znalazła. — Musisz po prostu znaleźć swój sposób na radzenie sobie z tym, na rozproszenie myśli — racjonalna argumentacja to jedno, ona była najważniejsza, ale potem trzeba było umieć też wyłączyć głowę.

teddy :teddy: