Strona 3 z 3

we used to be on fire, but now we're cold, cold, cold

: czw wrz 03, 2026 12:15 am
autor: teddy darling
Dla Teddy zrzucanie się komuś na głowę było ogromnym kłopotem, a ona bardzo nie lubiła sprawiać innym kłopotów. Mimo wszystko była Bunny naprawdę wdzięczna, że chciała przygarnąć ją do siebie na noc po tak paskudnej akcji, chociaż sama musiała być przecież wyczerpana. Darling zastrzegła sobie w myślach, że po prostu skuli się w kłębek na kanapie i będzie udawała, że w ogóle jej tam nie ma. Nie była jednak przekonana, czy po tym, co się dzisiaj wydarzyło, będzie w stanie zmrużyć oko i złapać choć odrobinę snu. Fizycznie była skrajnie wycieńczona. Mięśnie miała jednocześnie spięte i wiotkie, jakkolwiek absurdalnie by to nie brzmiało. Sama nie potrafiła tego wyjaśnić. Psychicznie wcale nie było lepiej. W głowie kotłowało jej się tyle myśli, że nie była w stanie ani ich uporządkować, ani wrzucić do odpowiednich szufladek odpowiadających za konkretne emocje. Wszystko mieszało się ze sobą w jeden wielki, nieprzyjemny chaos. Głównie przewijało się tam poczucie winy. A tuż obok niego niepohamowany smutek, nad którym coraz trudniej było jej zapanować.
Ale z ciebie chwalipięta — skomentowała, siląc się na lekki uśmiech. Nie wątpiła w gastronomiczne umiejętności Carver. Ona sama gotowała całkiem nieźle, ale naprawdę nie potrzebowała większej zachęty, żeby spędzić z nią noc. To znaczy, spędzić u niej noc. Po prostu nie chciała wracać do pustego loftu, gdzie najpewniej dałaby się pogrążyć rozpaczy.
Wyczuła ten przypadkowy dotyk, którym Bunny obdarowała ją podczas podkręcania ogrzewania. Ale był przypadkowy i w zaistniałej sytuacji doskonale zrozumiały. Jak miała inaczej wyregulować temperaturę w samochodzie? A to naprawdę było konieczne, bo Darling zaczynała trząść się jak osika. To niewiarygodne, w jak przedziwny sposób organizm reagował na zmęczenie. W jednym momencie było jej zimno, a drugim czuła, jak płot spływa jej po karku. Trochę jak w gorączce.
Jeszcze przez chwilę przyglądała się fotografii nieżyjącego strażaka, ale w końcu odwróciła wzrok i spojrzała przed siebie, bacznie obserwując, dokąd Carver właśnie je wiezie. Miała dobrą orientację w terenie i z łatwością zapamiętywała wszystkie ulice, które mijały.
Musztrował was? Może powinien być generałem, a nie strażakiem — stwierdziła, chociaż nie uważała, żeby w dyscyplinie było coś złego. — Dlatego teraz jesteś taka... — urwała, próbując znaleźć w głowie odpowiednie określenie. — Twarda? — dokończyła po krótkim namyśle. Tak, to było odpowiednie słowo. W pierwszej chwili chciała powiedzieć zimna, ale przecież to nieprawda. Bunny nie była zimna czy obojętna. Została strażaczką, więc musiała mieć w sobie mnóstwo empatii. No i zaprosiła ją do swojego domu, nie pozwalając, żeby Teddy sama borykała się z paskudnymi myślami.
Wraz z pytaniem o rodziców, pomyślała o nich pierwszy raz tego dnia. Gdyby nie szybka reakcja Carver, mogliby ją dzisiaj stracić, a przecież była ich jedynym dzieckiem.
Mama jest anestezjolożką w prywatnej klinice. Musiałabyś zobaczyć naszą biblioteczkę, są tam prawie same książki medyczne — uśmiechnęła się pod nosem na samo wspomnienie rodzinnego domu. — Ojciec jest mechanikiem samochodowym. Jak miałam czternaście lat, to ktoś podpalił warsztat na podwórku. Do tej pory nie wiemy, kto to zrobił. Pewnie jakiś sfrustrowany klient, któremu coś nie pasowało. Zanim zapytasz - tak, to był impuls, żeby pójść do straży — uprzedziła ją, co z pewnością dla Bunny było bardzo uzasadnione. Zawsze było coś przed, które wpływało na podjęcie decyzji. Nawet w ich jednostce nie było zbyt wielu strażaków, którzy wybrali ten zawód, bo mieli taki kaprys. Zawsze kierowało nimi coś więcej. Jett Donovan stracił w pożarze swoją ukochaną babcię. Blaze Young za dzieciaka był świadkiem makabrycznego wypadku drogowego. Nawet Kapitan Whitman musiał przeżyć coś, o czym nigdy nie mówił, bo przecież nie był skory do zwierzeń.

Bunny 🐰