30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

070.
2021
Trzymaj się blisko, Darling — słowa kapitana Howiego Whitmana wybrzmiały gdzieś ponad jej ramieniem. To był jej drugi rok w jednostce, a ona dalej musiała udowadniać na każdym kroku, że jest gotowa do podejmowania samodzielnych decyzji i potrafi zrobić to samo, co jej starsi koledzy. Nikt nie musiał prowadzić ją za rączkę.
Na samym początku było trudno. Każdy testował ją na swój sposób - niby żarty, niby tylko drobne prowokacje, ale gdy w trzecim tygodniu pracy weszła do płonącego mieszkania, żeby wyciągnąć chłopaka, którego inni dawno każdy skazał na straty, coś się zmieniło. Od tamtej pory przestali mówić nasza dziewczynka, a zaczęli zwracać się do niej, jak do każdego innego - po nazwisku. I to było w porządku. Właśnie tego chciała. Nieważne, że tamten dzień służby zakończyła z reprymendą na koncie, to było akurat najmniej ważne.
Wciąż jednak znaleźli się tacy, którzy patrzyli na nią pobłażliwie. Rozumiała skąd się to bierze. Bycie najmłodszą strażaczką w jednostce miało swoją cenę. Wiedziała, że wszyscy ją obserwują i traktują, jak rzadkie zjawisko, które nie powinno się tu znaleźć, a jednak działa. To głupie, bo przecież każdy był kiedyś nowy. Jett Donovan, który miał zaledwie dwa lata dłuższy staż od niej zachowywał się jak stary wyjadacz i nikt, zupełnie nikt nie miał do niego pretensji. Co z tego, że leciał na łeb, na szyję, niewiele robiąc sobie z uwag kapitana. Miał wszystko i wszystkich w dupie. Kiedy zrobił coś dobrze - dostawał pochwały. Kiedy zjebał - odpowiedzialność spadała na całą grupę.
Teddy nie była jedyną kobietą w jednostce. I dzięki bogu, bo chyba nie zniosłaby tak ogromnej dawki wszechobecnego testosteronu. Berenice Carver była tutaj pierwsza. A przepraszam bardzo - Bunny Carver. Darling też nie cierpiała, kiedy ktoś zwracał się do niej pełnym imieniem. Najczęściej robił to ojciec, kiedy coś przeskrobała. Wtedy wiedziała, że robi się poważnie.
Ogień pożerał kolejne segmenty budynku. Teddy zacisnęła palce w pięści tak mocno, że aż zbielały jej knykcie. Jak długo jeszcze muszą czekać? Czy nie wszystko zostało już powiedziane? Nie powinni mieć już tych formalności za sobą? W tym szeregowcu wciąż byli ludzie. Czy naprawdę nikt nie rozumiał, że im dłużej czekali, tym mniej mieli czasu? Ten uciekał im przez palce, kurcząc się w zatrważającym tempie. Zupełnie jak budynek, po którym lada moment zostaną tylko zgliszcza. Na co oni jeszcze czekali? Na pieprzone oklaski?
I pamiętajcie, że nasze bezpieczeństwo jest zawsze na pierwszym miejscu — zaznaczył jeszcze kapitan. To była jego standardowa regułka. Powtarzał to za każdym razem, żeby przypadkiem nikt o tym nie zapomniał. Jego ludzie mieli wpojeni to do głowy tak bardzo, że zdołaliby wyrecytować te słowa wyrwani ze snu w środku nocy.
Darling zacisnęła ustaw w wąską linię. Poprawiła hełm i ze zniecierpliwieniem przestąpiła z nogi na nogę. Zerknęła z ukosa na stojącą obok Carver.
Kiedy wchodzimy? — zapytała cicho, żeby nie przeszkadzać Whitmanowi, który tłumaczył coś jeszcze dowódcy zmiany. Była narwana, ale co się dziwić? Miała dwadzieścia pięć lat i zapał do pracy. Chciała ratować ludzkie życia, a przecież to był wspaniały dzień, żeby kogoś uratować. Tak powiedziałby Derek Shepherd z Grey's Anatomy.

Bunny Carver
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
34 y/o
For good luck!
174 cm
gasze pożary i nie tylko
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

01.


Dzień jak co dzień.
A przynajmniej tak mogło się wydawać każdej osobie, która nie pracowała w straży. Przekonanie, że strażacy głownie gasili pożary było wyjątkowo błędne, bo tak naprawdę większość dnia trenowali w remizie, jeździli ściągać kotki z drzew albo pod wezwania, które finalnie okazywały się kobietą, która zapomniała zdjąć garnka z kuchenki i jedyne co się fajczyło to trochę spalenizny, na którą wystarczyło jedynie otworzyć okno.
Pożary zdarzały się rzadko.
A jednak tego wieczoru załapali się na całkiem spory.
Budynek mieszkalny w Malvern, który zajął się ogniem wcale nie wyglądał, jakby u ktoś strzelił gaz. Ogień rozprzestrzeniał się po obu stronach bloku, jakby to było zsynchronizowane podpalenie i zajął już większość budynku. Bunny widziała już takie przypadki wcześniej i nie wyglądało to dobrze. Akcja ratunkowa w takich przypadkach wysokiego ryzyka musiała przejść odpowiednie procedury.
Whitman rozdział odpowiednio zadania. Przygotowywano wodę, która zaczęła być pompowana, a on w tym czasie po raz setny powtórzył formułki, które każde z nich znało już na pamięć. Bunny na codzień była niecierpliwa. Gdyby od niej to zależało już dawno byłaby w środku. Ale też pewnie już by nie żyła. Nie była w stanie zliczyć, ile razy już przejechała się na swojej impulsywności, jak dostanie musiała nauczyć się swojego miejsca w szeregu. Dlatego, kiedy tylko usłyszała obok głos Teddy Darling i pytanie kiedy wchodzimy, od razu prychnęła pod nosem.
Pięć minut temu — mruknęła beznamiętnie, chociaż jej spojrzenie na krótką chwilę przesunęło się w lewo, na twarz dziewczyny. A raczej jakiś marny jej odłamek, bo przecież w kombinezonie i hełmie, który miała na sobie, jedynie oczy lekko się odznaczały. — No chyba, że spytasz jego… — wskazała głową na komendanta. — To za jakieś dziesięć — znała procedury aż za dobrze. W pierwszej kolejności w ruch pójdą węże, dopiero potem będzie można oczyścić wejście i zrobić miejsce dla ekipy ratunkowej, do której należała ona, Darling i jeszcze dwóch innych. Carver jednak nie miała zamiaru próżnować i czekać. Wegetacja nigdy nie leżała w jej naturze, dlatego kiedy woda chlusnęła na budynek, ona energicznie rozglądała się po otoczeniu, szukając czegokolwiek, jakiegokolwiek ruchu…
Drugie piętro na lewo — mruknęła zaraz przy Teddy, chociaż bardziej chyba do samej siebie. Dopiero potem wyprostowała się i wyrwała do przodu, w stronę komendanta. — Drugie piętro, pierwsze okno od lewej. Ktoś jest za firanką — zdała szybko raport, przy okazji sprawdzając jeszcze pozostałe wnęki, ale tam nie widziała żywej duszy.
Umiała udawać cierpliwość, kiedy sytuacja tego wymagała.
Ale kurwa ile można?

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
żaba
wygenerowanych postów i braku inicjatywy
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mogłaby przysiąc, że to było najdłuższe pięć minut w jej życiu i ciągnęło się w nieskończoność. Nie zamierzała pytać o nic kapitana, bo doskonale wiedziała, co usłyszy w odpowiedzi. Dalej miał ją za nowicjuszkę, mimo że pracowała w jednostce już drugi rok. A Teddy naprawdę nie potrzebowała specjalnego traktowania. Była zawsze przygotowana do działania, znała procedury na pamięć i naprawdę nikt - a w szczególności Whitman - nie musiał się obawiać, że zrobi coś głupiego. Nie miała problemu z wykonywaniem poleceń ani dostosowaniem się do komend. Nienawidziła jednak stać bezczynnie i patrzeć, jak płomienie pochłaniają kolejne piętra budynku. Czy oni wszyscy byli poważni? Naprawdę nie liczyło się dla nich ludzkie życie?
Podążyła za spojrzeniem Carver i utkwiła oczy we wspomnianym oknie. Faktycznie coś poruszyło się za firanką, a potem przycisnęło dłoń do szyby. Wtedy Darling nie miała już wątpliwości, że to był człowiek, który utknął w mieszaniu i nie miał jak się z niego wydostać. Od razu podążyła za Bunny, stając bok niej naprzeciwko kapitana.
Dobra, ruszajcie — zgodził się Whitman, machając ręką na Carver i Donovana. On również najwyraźniej zauważył stojącą za firanką postać. — Ale uważajcie, konstrukcja może być już zachwiana — zastrzegł jeszcze i złapał za ramię Teddy, która już odwróciła się na pięcie, żeby dołączyć do kolegów. — A ty dokąd? — zgromił ją spojrzeniem. — Ty, Secada i Johnosowie będziecie gasić budynek od zewnątrz, zanim tamta dwójka nie zgłosi Youngowi, że potrzebują pomocy.
To oczywiste, że potrzebują pomocy. We trójkę pójdzie nam o wiele szybciej — zapewniła, ale kapitan nie wyglądał na zachwyconego. W końcu westchnął i skinął głową, dając Teddy do zrozumienia, że możesz ruszać.
Nie czekała dłużej. Jeszcze by się rozmyślił i kazał jej zostać na dole. Po prostu złapała plecak ze sprzętem i dołączyła do Bunny i Jetta. Ten drugi pchnął ramieniem drzwi, a żar buchnął im prosto w maski. Było gorąco jak w piekle.
Ja wezmę piętra po prawej, a wy te po lewej — zadecydował Donovan. Podział wydał się sprawiedliwy. Szeregowiec miał trzy piętra, powinno pójść sprawnie. — Jak kogoś znajdziecie, to od razu dawajcie znać chłopakom — dodał, stukając palcem w przywieszoną do pasa krótkofalówkę.
Teddy skinęła głową na ten prosty komunikat i od razu ruszyła w kierunku schodów, ostrożnie stawiając stopy po rozgrzanych, kamiennych stopniach. Przez masywne obuwie nie było nic czuć, ale gdyby sięgnąć do nich nagą dłonią, to można byłoby się porządnie oparzyć. Przystanęła na półpiętrze i zerknęła na Carver.
Idziemy od razu na drugiej? — zapytała z myślą o tamtym mieszkaniu, w którym na pewno ktoś był. — Musimy go wyprowadzić, zanim się zaczadzi. Albo spłonie żywcem — podkreśliła przytłumionym przez maskę głosem. Inne piętra mogły poczekać, chociaż to akurat było wbrew procedurom. Powinni sprawdzać piętro po piętrze i mieszkanie po mieszkaniu, a nie działać wybiórczo. Z drugiej strony miały pewność, że na tym drugim piętrze ktoś był i potrzebował pomocy.

Bunny Carver
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
34 y/o
For good luck!
174 cm
gasze pożary i nie tylko
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ratowanie ludzkiego życia było… skomplikowane.
A już na pewno nie wyglądało jak na filmach, kiedy ludzie po prostu bezmyślnie wbiegali do zajętego ogniem budynku i na poziomie prawdziwego superbohatera wynosili całe rodziny z dziećmi, sami ledwo co odnosząc poparzenia. Nic z tych rzeczy. Jeśli regularnie chciało się ratować ludzi, trzeba było w pierwszej kolejności upewnić się, że samemu wyjdzie się z tego cało. Carver już nie raz na własnej skórze przekonała się o tym, jak kruchy był ich los i że wcale nie byli niezniszczali, nawet jeśli mieli na sobie ciężkie mundury, maski i kask.
Nic dziwnego, że komendant pierwsze chciał się upewnić, że linia gaśnicza była gotowa nim pozwolił im wejść do środka. Jej ojciec też by tak zrobił. I chociaż nie zawsze się z tym zgadzała, chociaż chciała wyrywać się do pomocy, wiedziała, że takie były zasady. A ich trzeba się było trzymać.
W końcu jednak dostali zielne światło.
Carver skinęła głową na wszystkie uwagi prowadzącego, po czym poprawiła jedynie grube rękawice na dłoniach i zgłosiła gotowość do wejścia w płomienie. Przystanęła obok Donovana, kiedy Teddy wyrwała się przed szereg, jasno oznajmiając, że chciała iść z nimi. No tak, po co być tu bezpiecznym i gasić z zewnątrz, kiedy można było ryzykować życie w pożarze. Bunny skądś to znała, dlatego żeby nie marnować więcej czasu...
Przyda nam się — wtrąciła do komendanta, gdy ten musiał podjąć decyzję i to właśnie te słowa sprawiły, że w końcu skinął na to głową. Cała trójką ruszyli do frontowych drzwi, które wcześniej zostały dla nich przygaszone u nasady. Jett rozwalił je jednym pchnięciem, a w środku już odpowiednio się rozdzielili. Nim jednak dziewczyny ruszyły gdziekolwiek, Bunny podniosła spojrzenie na Teddy, słysząc jej pytanie od czego powinny zacząć. Cóż, procedura jasno wskazywała na sprawdzenie mieszkań jednego po drugim, ale przecież obie doskonale wiedziały, w którym na pewno był człowiek. Człowiek, który potrzebował pomocy. Nie było czasu na gdybanie i puste strzały.
Drugie — rzuciła sucho, próbując zajrzeć w jej turkusowe oczy, oddzielone maską i chmarą dymu. Zrobiła krok w stronę schodów, ale zaraz przytrzymała jeszcze przy sobie dziewczynę. — Tylko trzymasz się mnie, Darlig. Zrozumiano? — zacisnęła mocniej palce na mundurze. Był tak gruby, że pewnie ledwo była w stanie to poczuć. — Nie będę cie szukać po gruzach — taki tam pieszczotliwy sposób, żeby powiedzieć, że brała za nią odpowiedzialność i nie chciała, żeby cokolwiek złego się jej stało. Znały się już trochę z Teddy, ale nawet gdyby tak nie było, Bunny i tak chciała zminimalizować szanse jakiekolwiek gafy.
Poczekała na ostateczne potwierdzenie od dziewczyny, a następnie obie ostrożnie ruszyły prosto na drugie piętro. Powietrze gęstniało z każdym krokiem. W końcu dym zawsze piął się ku górze. Carver na bieżąco zgłaszała ich położenie przez radio, co chwile kątem oka zaglądając, czy Darling była tuż za nią. W końcu dotarły do miejsca docelowego. Ostry dym wyłaniał się pod drzwi, kiedy Bunny sięgnęła do klamki.
Zamknięte — stwierdziła sucho, szarpiąc i sprawiając czy pod wpływem uderzenie ustąpią. Niestety nie był tak łatwo. Sięgnęła do radia. — Mamy potwierdzony kontakt na drugim piętrze. Drzwi zamknięte. Będziemy używać halligana — zameldowała, tym samym patrząc na Teddy i jasno dając jej znać, że mogła w pełni czynić honory i zająć się drzwiami.


teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
żaba
wygenerowanych postów i braku inicjatywy
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Odkąd pamiętała, zawsze miała w sobie ten cholerny odruch, żeby ruszyć pierwsza. Zobaczyć problem i od razu próbować go rozwiązać, najlepiej zanim ktokolwiek zdążył powiedzieć jej, że może jednak powinna poczekać. Czasami kończyło się to kolejnym siniakiem, poparzeniem albo porcją wyjątkowo nieprzyjemnych uwag od przełożonych. Ale przecież właśnie dlatego była strażaczką, prawda? Żeby ratować ludzkie życie, czasami kosztem własnego. Nie po to, żeby stać w bezpiecznej odległości i zastanawiać się, czy ktoś inny sobie poradzi.
Teddy lubiła, kiedy ktoś się za nią wstawiał i doceniał jej umiejętności, dlatego z wdzięcznością spojrzała na Carver, która tym razem stanęła po jej stronie. Oczywiście, że się przyda! Jak kapitan Whitman mógł tego nie widzieć? Była szybka, sprawna fizycznie i nieustraszona. I chociaż znowu rwała się przed szereg, nie przyspieszyła kroku, posłusznie podążając za starszą koleżanką. Tym razem nie było miejsca na popisywanie się ani udowadnianie komukolwiek, że była w stanie zrobić więcej niż reszta. W środku i tak nie liczyło się, kto pierwszy przekroczy próg. Liczyło się tylko to, żeby wszyscy, którzy weszli do środka, mieli możliwość z niego wyjść.
Trzymam się ciebie — zapewniła, zastygając na moment, kiedy Bunny przytrzymała ją za rękaw munduru. — Powiedziała, że będę obok. Nie będziesz musiała mnie później znikąd wygrzebywać, serio — dodała, kiwając głową. Gdyby nie maska, pewnie posłałaby jej jeszcze lekki uśmiech, chcąc dodatkowo utwierdzić ją w przekonaniu, że naprawdę zamierzała dotrzymać słowa. Darling nie miała przecież czasu na wylegiwanie się w zgliszczach. Robota sama się tutaj nie zrobi.
Ruszyły dalej, wspinając się na kolejne piętro. Na drugim dym był już tak gęsty, że właściwie natychmiast ograniczył im widoczność do zaledwie kilku metrów. Teddy zmrużyła oczy, próbując przebić się wzrokiem przez szarą zasłonę, ale latarka niewiele pomagała. Światło rozpraszało się w dymie zamiast faktycznie pokazywać, co znajdowało się przed nimi. W takich momentach Darling po raz kolejny przekonywała się, że można było znać wszystkie procedury na pamięć, a w praktyce i tak niewiele z tego zostawało. Można było setki razy ćwiczyć wejście do płonącego budynku. Można było wiedzieć, gdzie się wcisnąć, jak oddychać, czego unikać i na co zwracać uwagę. Można było mieć w głowie każdy możliwy scenariusz. Ale kiedy człowiek naprawdę znalazł się w środku, wśród żaru, dymu i trzaskających dookoła konstrukcji, wszystko momentalnie przestawało być takie proste. Procedury wciąż były ważne, tylko rzeczywistość miała w dupie to, co człowiek przećwiczył na szkoleniu.
Poczekała aż Carver skończy nadawać komunikat przez radio, wyciągnęła z torby halligan i od razu przystąpiła do działania. Wcisnęła narzędzie w szczelinę między skrzydłem drzwi a ościeżnicą.
Musisz pomóc mi młotkiem — zwróciła się do Bunny. — Jak uderzysz w główkę, to klin głębiej wsunie się w zamek — powiedziała, bo tak drzwi nawet nie próbowały drgnąć. Od tego żaru zassały się na amen. — I czy możesz... — urwała, nie do końca wiedząc, jak to ująć, żeby nie wyjść na skończoną kretynkę. — Możesz podrapać mnie za lewym uchem? Zaraz oszaleję — mruknęła, dalej siłując się z łomem. Normalnie zrobiłaby to sama, ale miała zajęte ręce.

Bunny Carver
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
34 y/o
For good luck!
174 cm
gasze pożary i nie tylko
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Bunny chociaż wiedziała, że Darling umiała się zachowywać i znała procedury, wciąż musiała ją upomnieć i upewnić się, że były zgodne co do trzymania się blisko. Ileż to już razy do mniej niebezpiecznych akcji miała przypisanego młodszego kadeta, który przy pierwszej lepszej okazji wyrywał się do przodu i wchodził na własną rękę? Nie pierwszy i nie ostatni raz, dlatego zawsze wyznaczała odpowiednie granice. Dokładnie takie same, jak jej starsi koledzy kiedyś robili z nią. W końcu każdy był kiedyś młodziakiem.
I dobrze — tylko tyle jej odpowiedziała, po czym skinęła głową i razem ruszył schodami w górę. Każde piętro wyżej sytuacja wyglądała coraz gorzej. Dym przed oczami zdawał się gęstnieć i nawet latarki, które naturalnie przymocowane były do kasków oświetlały jedynie jedną, wielką szarość.
Dopiero kiedy podeszły wystarczajaco blisko do drzwi, by je przetestować i wywarzyć można było zobaczyć metalowy zlepek cyfr przedstawiający numer mieszkania i klamkę, która nie tylko była cała nagrzana ale też zamek zamknięty był na amen.
Carver zgłosiła wszystko do radia, meldując komendantowi o następnych krokach i przy okazji obserwowała, jak Darling wyciąga z torby halligana. Najlepszego przyjaciela każdego strażaka. Przyrząd, który nie raz otwierał im miejsca niedostępne i zamki, których nie była w stanie sforsować siła nawet największego mięśniaka w remizie. Teddy wsunęła go p o p r a w n i e w szczelinę, chociaż jak zresztą trafnie zauważyła, trzeba był jeszcze dopchać młotkiem.
Bunny bez słowa zabrała się do roboty, sięgając po odpowiednie narzędzie, chociaż na kolejne słowa Darling zadarła na nią głowę. W chmurze dymu nie widziała dobrze jej twarzy, a jednak gdzieś tam była w stanie namierzyć jej jasne, przenikliwe oczy.
Co? — ponagliła ją, bo nie miały czasu na żadne gierki w zgadywanie. I dopiero gdy Teddy oznajmiła, że to wszystko rozchodziło się o świąd za uchem, Bunny zacisnęła usta w wąską linię. — Żartujesz? — z jednej strony było to wyjątkowo zabawne, ale z drugiej przecież nie miały czasu na coś tak absurdalnego. — Jeszcze kurwa powiedz, że musisz iść się wylać — przewróciła oczami, szukając jak dym próbuje się przedrzeć przez maskę. — Weź się w garść Darling i skup na robocie — nie podrapała jej. Jak ona to sobie wyobrażała? Taka czynność nie dość, że zajęłaby im sporo czasu, którego nie miały, bo trzeba by było albo pozbawić się rękawicy, albo — co gorsza — wciskać ją całą przegrzaną na nagą skórę. Było to skrajnie nieodpowiedzialne i na pewno nie na tyle warte uwagi, żeby w ogóle próbować. Jakoś będzie to musiała przeboleć. Złapała za młotek i wzięła delikatny zamach, w kilka uderzeń odpowiednio wciskając halligan do środka.
Spróbuj teraz — zarządziła, a kiedy tylko drzwi drgnęły, złapała za radio i zgłosiła progres, jaki udało im się wykonać, zgodnie z procedurami. Wpadły do środka wywarzając już drzwi bez najmniejszego problemu. Ściany mieszkania powoli zajmowały się ogniem, gruz za ich plecami lekko się posypał, ale nie na tyle niebezpiecznie, żeby odwołać całą akcję ratunkową. Nie miały za dużo czasu, żeby biegać po mieszkaniu, wiec przystanęła na moment, zatrzymując przy sobie Teddy, zaciskając dłoń na jej przedramieniu i… nasłuchując. Po chwili faktycznie dało się usłyszeć kaszlnięcie, a następnie głuche pomocy, które przebijało się nawet przez ich hełmy.
Słyszysz? — odwróciła się w stronę pokoju na końcu korytarza. — Tam — oznajmiła i od razu ruszyły do przodu, oczywiście uprzednio upewniając się, że droga jest bezpieczna. W środku znajdowała się kobieta, nieustannie waląca w drzwi. Zanosiła się płaczem, co chwile kaszląc.
Bła-gam, p-pomocy — ryknęła, widząc, że pomoc faktycznie nadeszła. — Pię-tro w-wyżej miesz-ka mo-ja siostrz-enica. Był-a u sie-bie z dzieckiem, jak wybuchnął pożar.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
żaba
wygenerowanych postów i braku inicjatywy
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

1️⃣ 0️⃣ 0️⃣ 0️⃣ :wee:


Cały czas powtarzała sobie w głowie, żeby nie wyrywać się przed szereg. To właśnie było najtrudniejsze w tej pracy. Musiała słuchać kapitana, stosować się do poleceń i rad starszych, bardziej doświadczonych kolegów, a przede wszystkim - działać zespołowo. Wcześniej nie podejrzewała, że będzie ją to aż tak uwierać. Nigdy nie miała problemu z wykonywaniem poleceń, ale kiedy przychodziło co do czego, instynktownie leciała na łeb na szyję, chcąc udowodnić, że potrafi zrobić wszystko sama. Tutaj jednak tak to nie działało. Nie mogła liczyć wyłącznie na siebie, własną intuicję i umiejętności, które przecież wciąż miała niewielkie. Dwa lata służby spędziła głównie na dodatkowych szkoleniach i nie zawsze wyjeżdżała z remizy. To była jedna z jej pierwszych naprawdę poważnych akcji. A taka akcja nijak miała się do odpompowywania wody ze studzienek kanalizacyjnych czy ściągania kotów z drzew. Tu nie wystarczyło wejść, zrobić swoje i wrócić do jednostki, zanim zdążyła wystygnąć kawa. Jeden zły ruch mógł kosztować kogoś życie. Jej również. I chyba właśnie ta świadomość najbardziej ją wkurwiała, bo Teddy nie bała się ognia. Bała się tego, że przez własną głupią potrzebę działania może nie zdążyć wyciągnąć kogoś na czas.
Słowa Bunny zbiły ją z tropu. Wydawało jej się, że były drużyną i miały sobie pomagać, a ona nie chciała podrapać ją za uchem, kiedy poczuła dokuczliwy świąd pod hełmem? Już chciała coś odpowiedzieć, ale w porę ugryzła się w język. Nie była taka. Nie wdawała się w pyskówki. Właściwie to Carver miała rację, nie powinna się tak wydurniać.
Co? A, tak. Przepraszam — zreflektowała się pospiesznie. Skupiła się na łomie, jednocześnie próbując zignorować uporczywe swędzenie. Odwróciła wzrok od ściągniętych brwi dziewczyny, żeby przypadkiem niczego nie spieprzyć. Już wystarczająco się wygłupiła. Teddy poczuła, jak płoną jej policzki i nie wiedziała, czy to od żaru panującego w budynku, czy przez to, że właśnie paliła się ze wstydu. Pewnie jedno i drugie.
Poczekała, aż Carver ponownie zamelduje się przez radio, i odsunęła się nieznacznie, żeby mogła stuknąć młotkiem w hooligana. Po korytarzu rozległ się metaliczny brzdęk. Zamek puścił, a Darling podważyła drzwi na tyle, żeby mogły naprzeć na nie barkami. W środku nie było widać nic poza kłębem siwego dymu. Płomienie pochłaniały meble, zasłony i wykładziny. Już chciała ruszyć dalej, ale znów poczuła rękę Bunny na swoim ramieniu, więc automatycznie znieruchomiała i zaczęła nasłuchiwać.
Przez chwilę nie mogła zlokalizować dźwięku, ale w końcu usłyszała pokasływanie i ciche, prawie bezgłośne wołanie o pomoc. Wymieniła z drugą strażaczką porozumiewawcze spojrzenie i ruszyła naprzód.
Spokojnie, zaraz panią stąd zabierzemy — zapewniła Teddy, podchodząc do zamkniętych drzwi. — Proszę się odsunąć — dodała i złapała rękawicą za klamkę. Ta również była zassana przez różnicę ciśnienia. Kapitan Whitman nazywał to efektem komina. Na szczęście tym razem drzwi okazały się łaskawe i puściły od razu, gdy Darling wsunęła łom między nie a framugę.
Starsza kobieta była roztrzęsiona. Cała dygotała z nerwów i strachu. Była bosa i miała na sobie jedynie nocną koszulę. Jej twarz była cała usmolona od sadzy. Teddy, niewiele myśląc, co akurat nie było żadną nowością, chwyciła z kanapy koc i narzuciła go na staruszkę.
Zostawcie mnie tutaj. Ratujcie moją... — urwała, żeby znów odkaszlnąć. — Moją siostrzenicę i jej synka. On ma tylko trzy lata — poprosiła, ale w tym przypadku strażaczka nie zamierzała odpuścić. Wzięła kobietę na ręce i ruszyła w stronę wyjścia.
Musimy ją stąd zabrać — zadecydowała, spoglądając na Carver, żeby odnaleźć w jej spojrzeniu zgodę. — Skontaktuj się z Donovanem i niech tam idzie. Ja ją eskortuję do Younga i zaraz do was wrócę — poinformowała, przebiegając przez korytarz, wciąż trzymając w ramionach opatuloną kocem staruszkę.

Bunny Carver
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
34 y/o
For good luck!
174 cm
gasze pożary i nie tylko
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ludzie podczas akcji ratunkowych bardzo rzadko potrafili współpracować. Aż za często sami stwarzali jeszcze więcej problemów poprzez zbędne dyskutowanie, szarpanie się lub niesłuchanie poleceń służb. Kobieta którą znalazły, wcale nie różniła się od tego schematu. Zamiast zachować spokój, kiedy już znalazły się przy niej, ona zaczęła kompletnie panikować i skupiać całą swoją uwagę na innych, którym trzeba było udzielić pomocy.
Bunny rozchyliła lekko usta i nabrała w płuca powietrza, żeby lada moment zapodać kobiecie odpowiednią formułkę, która zawsze stosowali w tego typu sytuacjach, jednak nim jakikolwiek dźwięk wybrzmiał z jej gardła, Darling już nawijała co trzeba. Carver tylko spojrzała w jej kierunku, a potem skinęła głową. Dobrze jej poszło, również z zabezpieczeniem starszej kobiety. Bunny w tym czasie sięgnęła do radia.
Mamy jedną poszkodowaną. Przytomna, mocno zadymiona — zdała raport, na bieżąco wzrokiem śledząc poczynania po drugiej stronie pokoju. — Wyprowadzamy ją na dół. Kobieta zgłosiła, że piętro wyżej jest jej siostrzenica z trzyletnim dzieckiem. Powtarzam: kobieta z trzyletnim dzieckiem, piętro wyżej — upewniła się, że raport został przyjęty, tym samym dając Darling jasno do zrozumienia, że nigdzie nie będzie szła sama.
Chyba nie do końca słuchała jej tak, jak się zarzekała, kiedy Carver mówiła, że miała się trzymać jej blisko i bez żadnego rozdzielania. Cóż, musiała jej wybaczyć, w końcu każdy kiedyś był nowy w takich sytuacjach, chciał zgrywać b o h a t e r a.
Darling, nie słyszałaś, co mówiłam wcześniej? — wyszła jej na przeciw, aż Teddy musiała na moment zwolnić kroku. — Nie rozdzielamy się — konstrukcja budynku chociaż wydawała się stabilna, wciąż zajmowała się ogniem, dym mocno ograniczał widoczność, a Teddy miała do pokonania z kobietą dwa piętra w dół. Mogło się to wydawać jak łatwe zadanie, ale przecież wystarczyło najdrobniejsze potknięcie lub szarpnięcie ze strony poszkodowanej, a mogła z tego być niemała tragedia. Bunny nie miała zamiaru na to pozwolić.
Ja przodem — oznajmiła i przecisnęła się przez przedpokój, żeby torować im drogę. Starsza kobieta wciąż nawijała o swojej siostrzenicy z sykiem, raz po raz zanosząc się kaszlem i mówiąc, że trzeba było iść im pomóc teraz. — Jeszcze kawałek. Proszę się nie szarpać. Zaraz będzie pani na zewnątrz, a my wrócimy się po pani siostrzenicę — zapewniła, delikatnie zadzierając głowę w tył, chociaż nawet nie zdążyła porządnie się odwrócić, a coś trzasnęło nad ich głowami. Od razu przystanęła, przyjmując na siebie ciężar w postaci Teddy i kobiety, które na nią wpadły. I intuicja wcale ją nie zawiodła, bo kawałek przed nimi, prosto na schody nagle spadł fragment nadpalonego materiału. Huknął o marmur i stoczył się na sam dół progów.
Serce zabiło jej szybciej, chociaż nie dała tego po sobie poznać. Rozejrzała się, oceniając sytuację, a następnie machnęła ręką z cichym czysto pod nosem. Sprowadziła wszystkich na parter.
Mamy poszkodowaną! — krzyknęła do ekipy, która już czekała na nich przy wyjściu z budynku. — Przejmijcie ją i sprawdźcie oddech. Trochę się tego nawdychała — wtrąciła, obserwując jak Teddy kładzie kobietę ostrożnie na ziemi i własne nogi, a ta…
Boże!!!! Błagam, błagam cię, pomóż im — odwróciła się do Darling i złapała ją za mundur szarpiąc mocno. Staruszka ewidentnie była w jakimś amoku, bo nawet delikatnie szarpnięcie jej przez Younga nie zdawało się pomoc. Wciąż kurczowo trzymała się Teddy, zaglądając jej w oczy. — Im nie może się nic stać, rozumiesz?! — krzyknęła jeszcze głośniej nim nie zaniosła się znowu kaszlem.
Bunny wykonała krok do przodu, pierwsze posyłając Yongowi wymowne spojrzenie by się nią zajął, a sama ułożyła dłoń na ramieniu Darling.
Idziemy — miały przecież jeszcze robotę do wykonania. To było dopiero jedno życie, które tego wieczoru miały uratować. Plan był żeby wrócić na górę i zająć się siostrzenica z dzieckiem, a potem sprawdzić resztę mieszkań. Chociaż w radiu było słychać, jak Donavan zgłasza jakieś problemy z konstrukcją po swojej części budynku.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
żaba
wygenerowanych postów i braku inicjatywy
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Darling, nie słyszałaś, co mówiłam wcześniej?
Słyszała. Tylko adrenalina znów uderzyła w nią tak mocno, jakby ktoś przyjebał jej obuchem prosto w głowę. Zarejestrowała, że Carver melduje przez radio o postępach, ale najwyraźniej mózg Teddy postanowił odfiltrować wszystko, co w tamtym momencie nie dotyczyło bezpośrednio ratowania ludzi. Zupełnie nie brała pod uwagę, że teraz miały wspólnie eskortować kobietę do wyjścia. Co Bunny właściwie wyprawiała? Liczyła się każda milisekunda. Na piętrze wciąż znajdowała się matka z dzieckiem, a oni nie mogli czekać w nieskończoność, aż ktoś w końcu do nich dotrze. Nie mieli tyle czasu. Pożar nie zamierzał wybierać, kogo strawić, a kogo jednak oszczędzić.
Darling doskonale wiedziała, że powinna słuchać Carver. Wiedziała też, że nie może pozwolić, żeby emocje przejęły nad nią kontrolę. Tylko jak, do cholery, miała zachować spokój, kiedy piętro wyżej ktoś mógł właśnie rozpaczliwie czekać na pomoc? Zacisnęła szczękę i mocniej objęła kobietę, próbując wyrzucić z głowy wszystko poza tym, co miała zrobić w tej konkretnej chwili. Najpierw bezpiecznie sprowadzić ją na dół. Potem wrócić. Tylko że Teddy bardzo nie lubiła słowa potem. W tym zawodzie potem czasami oznaczało, że było już za późno.
Naprawdę mogę zrobić to sama — zapewniła, ale odbiła się od ściany. Bunny nawet nie wyglądała, jakby zamierzała wziąć tę sugestię pod uwagę. Kurczowo trzymała się procedur, do czego młodsza stażem strażaczka wciąż nie zdążyła przywyknąć.
A nie chodziło przecież o to, że nie potrafiła przyjąć pomocy. Po prostu w takich momentach działała szybciej, niż zdążyła pomyśleć. Tutaj jednak nie wszystko zależało od niej. Każdy miał swoje miejsce, swoje zadanie i swoją odpowiedzialność. Jedna osoba wychodziła przed szereg i nagle cały misternie ułożony plan mógł się posypać jak domek z kart. Darling niekoniecznie musiała to lubić, ale musiała się tego nauczyć. Zwłaszcza że Carver najwyraźniej nie zamierzała pozwolić jej na żadne samowolne bohaterstwo.
Wpadła z impetem na koleżankę, która szła przodem. Gdyby nie ona, Teddy pewnie wlazłaby prosto pod strop, który właśnie runął na schody. A wtedy zamiast martwić się o ranną kobietę, sama wymagałaby wyciągania spod gruzu. Wciągnęła gwałtownie powietrze, czując, jak serce podchodzi jej do gardła, ale już sekundę później posłała staruszce uspokajający uśmiech. Nie było sensu dodatkowo jej straszyć. Kobieta i tak miała wystarczająco dużo powodów do paniki. Teddy rzuciła jeszcze szybkie spojrzenie na zawalony fragment schodów. Adrenalina wciąż dudniła jej w uszach, ale tym razem posłuchała instynktu, który podpowiadał jej coś zupełnie innego niż zwykle. Nie pchaj się. Nie tym razem.
Na dole wcale nie było spokojnie. Koledzy z jednostki robili wszystko, żeby choć częściowo opanować ogień, który zdążył już rozprzestrzenić się na cały budynek. W powietrzu wciąż unosił się gryzący dym, wszędzie coś trzaskało, syczało i huczało, a przez cały ten chaos przebijały się kolejne meldunki dobiegające z radia.
Odstawiła kobietę na ziemię i już chciała zawrócić, ale staruszka chwyciła ją za rękaw munduru. Darling zastygła w bezruchu i pochyliła się nieznacznie, żeby lepiej usłyszeć jej prośbę. I groźbę. Właściwie trudno było stwierdzić, czym dokładnie to było i co staruszka próbowała na niej wymusić.
Obiecuję, że nic im się nie stanie — odparła stanowczo i kiwnęła głową, jakby tym jednym gestem mogła jeszcze bardziej umocnić wypowiedziane słowa. Nie powinna była tego robić. Doskonale wiedziała, że nie powinna dawać obietnic bez pokrycia, zwłaszcza w sytuacji, nad którą nie miała żadnej kontroli. Wystarczyło jednak spojrzeć na twarz kobiety, żeby zrozumieć, dlaczego te słowa same wyrwały się z jej ust.
Teddy naprawdę wierzyła, że za chwilę ich wyciągną. Była przekonana, że wraz z Carver dotrą do mieszkania, znajdą kobietę i jej trzyletniego syna, a potem sprowadzą ich na dół, gdzie będą mogli bezpiecznie dołączyć do ciotki. Na tym etapie nie dopuszczała do siebie żadnego innego scenariusza.
Jeszcze raz ścisnęła dłoń staruszki i odwróciła się w stronę wejścia do budynku. Nie mogła pozwolić sobie na kolejne sekundy zwłoki.
Ty przodem — powiedziała do Bunny, chociaż całą ją nosiło, żeby ją wyminąć. Wiedziała jednak, z jaką reakcją by się to spotkało. To nie był ani czas, ani miejsce na takie przepychanki. Procedury były procedurami.
Wpadły biegiem do środka, przeskakując po kilka schodów naraz. Mijały kolejne piętra, a temperatura z każdym pokonanym stopniem zdawała się rosnąć. Dym stawał się coraz gęstszy, wciskał się pod maskę i szczypał w oczy, ale Darling nie zwalniała. W końcu dotarły na najwyższe piętro.
Tylko że ogień był szybszy.
Teddy dostrzegła Donovana, który zmierzał w ich stronę. Wyglądał na zdyszanego i wyczerpanego, ale najwyraźniej zdążył już sprawdzić swoją część budynku.
Z tamtej strony czysto. Wyprowadziłem dwóch nastolatków i faceta z psem. Zajmijmy się teraz tą częścią. Mówiłaś o jakiejś kobiecie z dzieckiem? Które to mieszkanie? — zwrócił się bezpośrednio do Carver.
Darling już chciała się wtrącić i odpowiedzieć, ale wtedy coś nad ich głowami niebezpiecznie zatrzeszczało. Fragment stropu zaczął się osuwać pod wpływem coraz wyższej temperatury. Z góry posypały się drobne kawałki tynku i gruzu, odbijając się od hełmów i podłogi. Teddy odruchowo uniosła głowę, a potem przeniosła wzrok na Bunny, chcąc dać jej do zrozumienia, że muszą ruszać dalej.

Bunny Carver
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
34 y/o
For good luck!
174 cm
gasze pożary i nie tylko
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Naprawdę mogę zrobić to sama.
Nie mogła.
Teddy Darling jak i każda jedna osoba w ich jednostce nie była niezniszczalna. Jej życie było równie kruche i narażone na swój koniec dokładnie tak samo jak kobiety, którą niosła na rękach. Wystarczył jeden niewłaściwy ruch, jedno poślizgnięcie, osunięty strop, a wszystko poszłoby się jebać. Dosłownie. A Bunny nie miała zamiaru na to pozwolić.
Te kilka lat więcej doświadczenia nauczyło ją, że takich sytuacjach procedury były ważniejsze niż cokolwiek innego. Serce zawsze będzie wyrywać się do pomocy, ale to przecież nie znaczyło, że zawsze należało go słuchać. Prawda jest taka, że potrafiło mocno przeceniać umiejętności do faktycznych szans i sprawiać, ze człowiek gubił gdzieś cały racjonalizm. W ich pracy mogło to nieść za sobą poważne konsekwencje. Dlatego Carver poszła z Teddy na dół. Wspólnie odprowadziły kobietę do oddziału medycznego, chociaż ta wcale się do nich nie wyrywała.
Światła karetki już odbijały się na budynku i raziły w oczy, kiedy Bunny c i r e p l i w i e czekała, aż Darling zwinnie pozbędzie się poszkodowanej z własnych ramion i będą mogły wrócić na gorę po pozostałych ludzi, którzy utknęli w swoich mieszkaniach. Szkoda, ze nawet to nie szło gładko. Złapała więcej powietrza w płuca słysząc słowa, jakie Teddy skierowała do kobiety, nim w końcu się oddaliły, a jej głowa mimowolnie pokręciła się na boki.
Zrobie wszystko, żeby nic im się nie stało — odezwała się po chwili, gdy wróciły do zadymionej klatki i ruszyły w stronę schodów. Chociaż jej wzrok starał się skanować wszystko dookoła wraz ze stanem budynku, gdzieś w tym całym amoku owróctłs się w stronę Darling, łapiąc jej zielone spojrzenie. — Tak powinnaś mówić, jak już — skarciła ją, nawiązując do sytuacji sprzed chwili. — Nigdy nie obiecuj, Darling — to było najgorsze, co można było zrobić. Obiecać. Bo jak tu obiecywać, skoro w sytuacji zagrożenia życia nic nigdy nie było pewne. To były rzeczy, na które żadne z nich nie miało wpływu, nie mogli na pewno kogoś uratować. Mogli tylko zrobić wszystko, co w ich mocy, a to jak wyjdzie w rozrachunku końcowym, to już nie zależało od nich.
Miała coś jeszcze dodać, może nawet je ponaglić, ale wtedy z przeciwnej strony wyłonił się Donovan. Od razu zdał im raport bez zbędnego pierdolenia, na co one zrobiły dokładnie to samo:
Trzecie piętro — odpowiedziała mu praktycznie od razu. — Nie mamy pojęcia, które mieszkanie — powinny zapytać kobiety, zanim oddały ja w ręce medyków, pod którym numerem mieszkała jej siostrzenica wrąc z dzieciakiem .Powinny, ale żadna z nich tego nie zrobiła i teraz trzeba było sobie jakoś radzić. — Rozdzielimy się. W rzędzie są po cztery. My z Darling weźmiemy dwa pierwsze, ty zacznij od końca — rozdzieliła zadania, na co Donovan od ramki skinął głową. Doskonale zdawał sobie sprawę, że tu nie było miejsca na dyskusje.
Trzeba było działać.
Ogień coraz bardziej rozprzestrzeniał się po budynku, pomimo tego, ze z zewnątrz powoli niknął pod wpływem hydrantów. Kilka stropów spadło z sufitu, jakiś element konstrukcji nad ich głowami zaskrzypiał niebezpiecznie, ale nie było to jeszcze na tyle niebezpieczne, żeby odwołać całą akcję. Dlatego dziewczyny od razu po wyjściu na drzecie piętro odbiły w lewo i zabrały się za pierwsze drzwi. Nawet nie trzeba było ich wyważać, bo były uchylone. Sprawnie sprawdziły każde pomieszczenie, które okazało się puste.
Do drugich doskoczyły jeszcze żwawiej, szczególnie, że kiedy szarpały się z klamką, mogły usłyszeć dziecięcy krzyk gdzieś po drugiej stronie.
Zacięło się — warknęła, szarpiąc się z halliganem. — Donovan!! — krzyknęła, kątem oka widząc, jak strażak wychodzi z jednego z mieszkań. — Potrzebujemy twojej pomocy — on nie miał pewności, że w jego pomieszczeniach ktoś był, a ona z pewnością słyszały dzieciaka za ścianą, przez co drewniane drzwi z numerkiem dziewiętnaście dostały priorytet. Mężczyzna od razu doskoczył w ich kierunku i zamiast grzebać się z przyrządem do otwierania drzwi, po prostu wziął je z bara, kompletnie taranując. Strop za ich plecami znowu posypał się nieznacznie, a okno na korytarzu samoistnie strzeliło, rozwalając się na milion kawałeczków.
Donovwan jako pierwszy wpadł do środka, przyuvażajac małego, kompletnie zapłakanego chłopczyka z misiem w dłoni. Siedział samotnie w kącie przedpokoju, podczas gdy przejście do salonu, gdzie znajdowała się jego matka w pełni odgradzał ogień. Donovan od razu wyrwał się do dzieciaka, a kolejne okno strzeliło gdzieś za ich plecami. Nie wspominając o głośnym huknięciu piętro wyżej, które nie brzmiało dobrze.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
żaba
wygenerowanych postów i braku inicjatywy
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”