Expectation vs. Delivery
Z rozmyślań wyrwał go dźwięk dzwonka do drzwi. Zaraz, zaraz, nie spodziewał się nikogo. Stoczył się jednak z kanapy, niemal potykając się o dywan, ostatecznie otwierając osobie, która postanowiła go nawiedzić. Kurier, ale zaraz, niczego przecież nie zamawiał. Chyba, że znowu po pijaku coś kliknął, co zdarzyło mu się kilka razy.
Podziękował, potrząsając niewielką paczką. Nawet mu do głowy nie przyszło, żeby sprawdzić nazwisko, które na niej widniało, bo przecież ciotki i tak nie było od jakiegoś miesiąca już, więc to z pewnością nie do niej. On pozostawał jedyną osobą.
Otworzył pudełko i aż prychnął pod nosem spoglądając na ciemnoczerwonego fallusa w przezroczystym opakowaniu. No dobrze, to z pewnością nie jego, nie potrzebował sztucznych. Zerknął ostatecznie na adresata i zaśmiał się głośniej. Wspaniale, czyli nudne popołudnie właśnie przestało takim być.
Ilość niespodzianek w jej życiu była ostatnio naprawdę oszałamiająca. Puknięcie (sic!) jej w łeb bordowym dildo, dziwnie przypominającym zabawkę, którą kilka dni temu zamówiła, zdecydowanie nie było w jej bingo na ten dzień — ani w ogóle na ten rok.
Przez dłuższą chwilę nic nie powiedziała, patrząc na wciąż trzęsącego się po uderzeniu silikonowego penisa. Musiała przyznać, że prezentował się zdecydowanie lepiej niż na zdjęciu w ogłoszeniu — no i z pewnością znacznie okazalej. Niby miała dostęp do wszystkich wymiarów, ale nie miała zbyt dobrej wyobraźni przestrzennej i dopiero na żywo mogła rzeczywiście docenić tę monumentalność.
— Nice — wyrwało jej się, kiedy zobaczyła, że zabawka zakończona jest porządnie wyglądającą przyssawką. Dopiero po momencie do niej dotarło, że patrzy właśnie na Deana wymachującego jej przed twarzą sztucznym kutasem i wtedy dopiero dotarł do niej absurd tej sytuacji. Złapała zabawkę i próbowała ją zabrać, ale przyjaciel ewidentnie za dobrze się bawił. — Ej, kurwa, jakim cudem wylądował u ciebie?! Oddawaj!
Harleys in Hawaii
-Brawo, brawo, a teraz na koń, bo nas noc zastanie - podniósł się i wyszedł na zewnątrz, wcześniej kask zgarniając. Podał jej drugi, siadając pewnie na maszynie. - Postaraj się nie łapać mnie za rycerza podczas jazdy, bo stracę równowagę i nas rozjebie - skomentował, kiedy ostatecznie go objęła i mogli ruszyć.
Potężny oldschoolowy cruiser naprawdę robił wrażenie i chociaż do Deana zdecydowanie bardziej pasowałby jej ścigacz albo cross, tak jego maszyna naprawdę jej się spodobała. Nie żeby Effie była blacharą, ale potrafiła docenić ładny sprzęt — interpretacja dowolna.
Magia wiatru owiewającego pędzące sylwetki, rozmazanego obrazu po obu stronach drogi oraz jednostajnego ryku silnika, czasami jedynie przybierającego na sile, stopniowo wyleczyły Effie z nadmiernego myślenia o wszystkim innym i pozwoliły skupić się na przejażdżce.
One with nature
Ostatecznie zajechali pod las. Chwilę zajęło mu znalezienie odpowiedniej ścieżki, którą mógł posunąć się dalej, docierając nad brzeg jeziora.
Effie wytężała mocno wzrok w cieniu, który panował między drzewami i krzaczorami, ale brązowawy pancerz w razie czego doskonale maskował się na warstwie uschniętych liści. W pewnym momencie zaczęło jej się wydawać, że widzi pancernika, kryjącego się na kępie mchu (czy jest w ogóle coś takiego, jak „kępa mchu”?!), ale okazało się, że to tylko duży, bardzo okrągły kamień.
Już, już prawie zgubiła Chucka z oczu w gęstych zaroślach, gdy ten też wyraźnie się zmęczył na tyle, by mogła go dogonić i bezpardonowo porwać; zresztą prosto do plecaka zabranego z brzegu jeziora.
Cięższa o trzy kilogramy pancernika i lżejsza o jakieś pół litra potu wróciła po stratowanych przez siebie zaroślach do Deana idealnie w momencie, w którym lunął deszcz.