Strona 4 z 4

rockin' around the christmas tree

: czw sty 01, 2026 1:40 pm
autor: Eliana Broussard
Rzecz, która trzymała go przy niej, stanowiła jednocześnie główny powód, dla którego powinien był o d p u ś c i ć.
Eliana początkowo nie miała względem tej relacji zbyt dużych oczekiwań. Obecnie również pragnęła wierzyć, że nie chciała od niego niczego konkretnego poza zwykłą s z c z e r o ś c i ą. Im dłużej to wszystko trwało, tym mniej powodów miała, aby mu nie wierzyć, ponieważ naprawdę nie sądziła, że mógłby wkładać tyle energii w znajomość, którą i tak planował skazać na porażkę.
Myśl o tym wydawała się na tyle szalona, iż Broussard przekreśliła ją, kiedy tylko ta pojawiła się w jej głowie. I to mogło być jej błędem, choć w tym momencie zdecydowanie tego tak nie postrzegała. Bawiła się w towarzystwie Cortlandta na tyle dobrze, że raczej cieszyła się tym, iż jednak dała tej znajomości szansę. Dzięki temu nie przeszło jej koło nosa coś, co mimo wszystko mogło okazać się w y j ą t k o w e.
Dzisiejszy wieczór na pewno zasługiwał na to określenie. — Zapamiętam — odparła, podczas gdy jej usta wykrzywiły się w uśmiechu. To zupełnie nie tak, że nie chciała takiego scenariusza. Wręcz przeciwnie, im więcej czasu spędzała w towarzystwie Lance’a, tym więcej ją do niego ciągnęło.
A im mocniej on się starał, tym bardziej wydawał jej się pociągający, dlatego czasami spoglądała na niego w sposób, przez który przebijać mógł się cień pożądania. Z tym faktem nie robiła jednak nic głównie przez wzgląd na rozsądek. Naprawdę nie chciała przy nim popełnić błędu.
Wzruszyła nieznacznie ramionami, ale wesoły grymas na jej twarzy sugerował, że mogła się z nim zgadzać. Prawdę powiedziawszy sądziła, że Lance wymyśli coś p o r z ą d n e g o, jednak na nic nie chciała się nastawiać.
I może właśnie ze względu na to nie zdołała mu odpowiedzieć, zanim tak bardzo zbliżyli się do pierwszej tego wieczora k a t a s t r o f y. Gdy Cortlandt się zachwiał, Eliana także odruchowo chwyciła go mocniej. Udało się jednak obyć bez wpadki, ale to i tak obudziło w jej głowie pewną myśl. — Może pora na przerwę? — zasugerowała, wyprzedzając bruneta trochę, aby plecami oprzeć się o barierkę lodowiska.
Mieli przed sobą jeszcze trochę trasy do pokonania, ale czas przecież ich nie gonił, więc nic nie stało na przeszkodzie temu, aby trochę odpoczęli i w tym czasie zajęli się rozmową. To przecież też wychodziło im całkiem dobrze.

Lance Cortlandt

rockin' around the christmas tree

: czw sty 01, 2026 3:06 pm
autor: Lance Cortlandt
Lance obecnie był z a g u b i o n y. A jako wygodne uzasadnienie wszystkiego wykorzystywał zakład. To ze względu na niego spędzał czas z Elianą. To dlatego starał się ją udobruchać i robił, co mogło jej się spodobać. To dlatego starał się wywołać na jej twarzy uśmiech. I to dlatego zabiegał o jej uwagę.
Tylko rzecz w tym, że to wszystko zwyczajnie sprawiało mu przyjemność. Lubił spędzać z nią czas. Robił rzeczy, które mogły wywołać na jej twarzy uśmiech i ją ucieszyć, bo chciał, żeby była przy nim zadowolona – sam odczuwał wtedy satysfakcję. I zabiegał o jej uwagę, bo chciał, żeby mu ją poświęcała. Nie dla zakładu, a dla siebie.
Ale to rzeczy, których nie potrafił przed sobą przyznać, dlatego cały czas zasłaniał się zakładem i udawał, że dla niego nic się nie zmieniło. Nawet jeśli prawda zaczynała wyglądać nieco inaczej. Może i wszystko zaczęło się od zakładu, ale Cortlandt nie zdołał pozostać obojętny na urok Broussard.
I było blisko katastrofy na lodzie… Zbyt blisko. Lance przez te kilka sekund najadł się sporo strachu i naprawdę nie miał pojęcia, jak zdołał utrzymać się na nogach. Musiał mieć wiele szczęścia, bo umiejętności na pewno mu brakowało.
Najważniejsze jest jednak to, że oboje pozostali na nogach i nie doszło do żadnego wypadku. Mimo to nerwy zdążyły się pojawić, dlatego propozycja postoju brzmiała rozsądnie. Nigdzie im się nie spieszyło, to prawda… No, w dużej mierze, bo jednak była jedna rzecz, ze względu na którą Cortlandt chciał czym prędzej dotrzeć do mety (i nie chodziło tylko o zejście z lodu), ale może coś dało się z tym zrobić?
Taka myśl pojawiła się w jego głowie i postanowił jakoś to rozwiązać, bo czemu nie? Ale nim to zrobił, najpierw musiał się upewnić, że stał bezpiecznie. – Mhm, nie zaszkodzi – zgodził się z Broussard, puszczając jej dłoń, aby móc również oprzeć się o barierkę obok niej. – Może też powinienem odebrać swoją nagrodę na wypadek, gdybym nie dożył do końca tej przejażdżki? – zaproponował, choć bardziej niż realna obawa o to, że nie wydostanie się z lodowiska, kierowała nim zwykła niecierpliwość. Najpierw powiedział sobie, że odbierze ją dopiero, gdy doprowadzi do końca tę sprawę i faktycznie dojedzie do końca, jak chciała tego Eliana, ale potrzeba zrobienia sobie przerwy sprawiła, że zwyczajnie nie umiał się doczekać.
Za bardzo zdążył nakręcić się na to, co chciał odebrać.

Eliana Broussard

rockin' around the christmas tree

: pt sty 02, 2026 12:17 pm
autor: Eliana Broussard
Może po prostu wszystko, co miało związek z tą znajomością, zbliżyć miało się w końcu do k a t a s t r o f y.
Ta sama Eliana, która jeszcze pewien czas temu powiedziała mu n i e, nawet nie byłaby tym szczególnie zadowolona. Była bowiem o tyle mądrzejsza, iż doskonale wiedziała, że od mężczyzn takich, jak on, lepiej było trzymać się z daleka. Relacje z nimi nigdy nie kończyły się dobrze i pociągały za sobą przede wszystkim złamane serca.
A tego przecież wolała uniknąć.
Problem polegał jednak na tym, że urok Cortlandta, choć niebezpieczny, był także również skuteczny. Było coś pociągającego w uporze, z jakim podchodził do realizacji własnego celu, dlatego Eliana w końcu się pod tym ugięła. Dała mu szansę i pozwoliła zabrać się na to jedno wspólne wyjście, a później także zaprosić się na randkę. I w końcu dobrnęli do miejsca, w którym nawet ona zabiegała o to, aby poświęcił jej trochę swojego czasu.
Patrząc jednak na to, jak dobrze bawiła się dziś w jego towarzystwie, nie mogłaby tego pożałować. Było po prostu d o b r z e, dokładnie tak, jak być powinno, dlatego Eliana naprawdę była zadowolona. I zasługę za to ponosił właśnie Cortlandt. Gdyby nie jego obecność, nie bawiłaby się tu aż tak dobrze.
Miała jednak nadzieję, że zdoła ściągnąć go z tego lodowiska w całości, bo gdyby coś sobie jednak zrobił, czułaby się za to odpowiedzialna. Właśnie dlatego zarządziła przerwę - odrobinę dla spokoju własnego sumienia, ale w przeważającej części ze zwykłej troski. — Tutaj? — zmarszczyła nos, kiedy przeniosła na niego spojrzenie. Omiotła nim twarz bruneta, a później wzruszyła ramionami w niemym potwierdzeniu tego, że nie miała nic przeciwko.
A choć była jego zamiarów o d r o b i n ę ciekawa, nie byłaby sobą, gdyby nie poruszyła jeszcze jednej kwestii. — Ale mimo to postaraj się dotrzeć do końca w całości. Nie chciałabym wrócić dzisiaj do domu ze świadomością, że mam cię na sumieniu — spojrzała na niego wymownie, a przez jej usta znów przebijać zaczął uśmiech.
Nie wątpiła w jego możliwości. Nie sądziła, że ta drobna przejażdżka mogłaby skończyć się skrajną katastrofą, ale jednocześnie wolała oszczędzić mu chociażby poobijanego tyłka, na którym przez kolejny tydzień nie byłby w stanie usiąść. Takie skutki nie wpisywały się raczej w definicję tego, co można było określić udaną r a n d k ą.

Lance Cortlandt

rockin' around the christmas tree

: pt sty 02, 2026 12:53 pm
autor: Lance Cortlandt
Powinna zaufać pierwszemu wrażeniu, jakie wywołał u niej Lance i nie dawać się omotać jego urokowi oraz sztuczkom, bo okazał się być wyrachowanym facetem, który igrał z losem i cudzymi uczuciami, aby coś sobie udowodnić.
Jednocześnie wmawiał sobie, że nie robił nic złego, bo niczego Elianie nie obiecywał. Nawet raz nie wspomniał o tym, że mógłby mieć wobec niej poważne zamiary, dlatego uważał, że nie ma sobie nic do zarzucenia i wszystko było w porządku. Być może, gdyby wreszcie dotarło do niego, że jednak trochę przesadza i naprawdę pogrywa z jej uczuciami, dałoby mu to do myślenia.
Ale wolał ten fakt od siebie odsuwać, aby nie czuć się źle i nie odwieść się od realizacji swojego planu, co szło mu bardzo dobrze. Widział to, że Broussard coraz bardziej się do niego przekonywała i otwierała na niego, co dawało mu nowe możliwości. W dodatku udawało jej się czasami go zaskoczyć, jak na przykład dzisiejszą propozycją wyjścia razem. Nie spodziewał się, że Eliana przejmie inicjatywę, ale zrobiła to i poza tym, że dało mu to pewną satysfakcję, to też sprawiło mu przyjemność. Najwyraźniej naprawdę chciał, żeby była nim zainteresowana i to nie tylko dlatego, że to przybliżało go do wygranej.
Usłyszawszy jej pytanie, Lance w odpowiedzi lekko pokiwał głową. – Tutaj – potwierdził, ponieważ to miejsce było dobre jak każde inne. No, może były miejsca bardziej klimatyczne, a nawet takie, które dałyby lepszy pretekst, ale nie sądził, żeby ten jeszcze był mu potrzebny, dlatego nie zamierzał dłużej czekać z odebraniem swojej nagrody.
– Postaram się, ale… Sama widzisz, jeszcze kawał drogi przed nami – zerknął wymownie w kierunku, gdzie znajdowało się wyjście, do którego powinni kiedyś dotrzeć. Mimo to nie sądził, żeby naprawdę nie miał tam dojechać. W ten czy inny sposób miało to mu się udać, choć faktycznie wolałby, żeby po drodze obyło się bez upadków. Nie chciał przez następny tydzień stękać z bólu.
A choć mogliby jeszcze rozmawiać o tym, w jaki sposób Lance mógłby to przetrwać, wolał przejść do przyjemniejszej części tego wieczoru, dlatego patrząc Elianie w oczy, nieco wychylił się w jej stronę, sygnalizując jej swoje zamiary, które powinny być jeszcze bardziej oczywiste, gdy w końcu oderwał dłoń od barierki i ułożył ją na policzku kobiety. Wtedy też wymownie zerknął na jej usta, a potem znów w jej oczy, zanim zamknął własne, aby móc w końcu ją p o c a ł o w a ć, co zrobił w sposób czuły, ale na pewno nie nieśmiały. Cortlandt, jak to on, zrobił to ze śmiałością i bez zahamowań.

Eliana Broussard

rockin' around the christmas tree

: pt sty 02, 2026 7:43 pm
autor: Eliana Broussard
Być może zakładanie, że połączyło ich coś istotniejszego niż przelotna znajomość było jej błędem, ale to przecież nie tak, że Eliana nie miała żadnych podstaw, aby go popełnić.
Zapewnił je jej sam Lance, który jawnie okazywał jej swoje zainteresowanie. Nie na tyle, aby Broussard już teraz oczekiwała od niego poważniejszych deklaracji czy choćby wyłączności, jednak na tyle, aby założyła, że nie chodziło mu wyłącznie o jedno.
I nie musiał niczego jej mówić. Byli dwójką dorosłych osób, a to oznaczało, że czasy pytania o chodzenie mieli już za sobą. Teraz rzeczywiście w dużej mierze musieli opierać się na własnych domysłach, ale to przecież nie tak, że Eliana cokolwiek sobie u r o i ł a. Cortlandt był tutaj, okazywał jej swoje zainteresowanie i zabiegał o jej uwagę, co pozwoliło jej myśleć, że przynajmniej w pewnym stopniu mu na niej zależało. To zaś zmusiło ją do tego, aby częściowo opuścić gardę i poczuć się przy nim swobodniej.
Przede wszystkim pozwoliło jej też odpuścić sobie i dać tej znajomości realną szansę. Przy nim czuła, że była we właściwym miejscu.
Wyborem miejsca udało mu się odrobinę zbić ją z tropu. I chyba też po raz pierwszy dać jej do zrozumienia, że zamierzał zagrać n i e c z y s t o. Nie na tyle, by mogła mieć tu za złe, ponieważ jeżeli właściwie odczytywała jego intencje… Musiała przyznać, że również na to czekała. Już od pewnego czasu nie umiała przestać o tym myśleć.
Na razie powiodła jednak spojrzeniem za wyjściem z lodowiska, a później wzruszyła tylko bezradnie ramionami, co miało oznaczać mniej więcej tyle, że niczego nie była w stanie na to poradzić. I prawdę powiedziawszy nie miałaby mu za złe tego, gdyby nagle zdążył się znudzić. To jednak oznaczałoby, że znaleźli się w potrzasku, ponieważ z obecnymi umiejętnościami Cortlandta, nie było mowy o drodze na skróty.
Odnalazł ją jednak w kwestii n a g r o d y, na co ona mu pozwoliła. Mało tego, kiedy zamknął jej usta w pocałunku, odkleiła się od barierki, aby przysunąć się jeszcze bliżej i choć na chwilę przedłużyć moment, w którym delektowała się smakiem jego ust. W końcu jednak odsunęła się, tylko odrobinę. — To był błąd — odezwała się, spoglądając na niego z tej niewielkiej odległości. — Teraz już na pewno nie dotrzesz do mety, bo będą uginać się pod tobą kolana — dodała, podczas gdy jej usta wykrzywiły się w uśmiechu.
Skłamałaby mówiąc, że nie była zadowolona z takiego obrotu sytuacji.

Lance Cortlandt

rockin' around the christmas tree

: sob sty 03, 2026 12:37 am
autor: Lance Cortlandt
To jasne, że czasy, gdy pytało się kogoś o chodzenie, mieli dawno za sobą. Ale to nie znaczy, że każdy flirt i każda randka oznaczały poważne intencje. A przynajmniej tak we własnych myślach bronił się Lance, który przecież kręcił z wieloma kobietami, a to nie miało oznaczać, że chciał się z nimi wszystkimi związać.
Problem w tym, że z Elianą wszystko było intensywniejsze i z większym zaangażowaniem po jego stronie. Z żadną inną kobietą nie obchodził się, jak z nią. Żadnej nie poświęcał tyle czasu i nie okazywał tyle zainteresowania oraz tak bardzo się nie starał. I stąd brały się jego mylące sygnały, czego sam nie rozumiał, bo wcześniej dla niego takie rzeczy wiele nie znaczyły, a teraz nie pozwalał sobie nadać im znaczenia. A raczej uświadomić sobie, że już mogły je dla niego mieć.
Wolał oszukiwać siebie, bo w ten sposób mógł utrzymać swój komfort i stać w miejscu, w którym, jak twierdził, czuł się najlepiej i był najszczęśliwszy. Lata budowania wokół siebie murów sprawiły, że Lance niechętnie podchodził do pomysłu, aby ktoś je zburzył i zbliżył się do niego. Bał się tego, bo to namieszałoby w całym jego życiu i pozbawiło poczucia bezpieczeństwa. Dorastał w domu, gdzie nie było miejsca na uczucia i chociaż nie chciał skończyć jak własny ojciec, to tak samo jak on nie potrafił otworzyć się na nie.
Bronił się przed tym, bo nie chciał być zraniony. Dość się nacierpiał w dzieciństwie, gdy zawiedli go najważniejsi ludzie w jego życiu.
Ale chociaż uczucia nie były dla niego, to w ten sam sposób nie myślał o bliskości kobiet. Po nią sięgał z przyjemnością, a kiedy chodziło o Elianę, może nawet z jeszcze większą?
I nie rozczarował się, gdy doszło do pocałunku, którym delektował się od początku do końca i kiedy ten moment, czyli koniec, nadszedł, wydał z siebie pomruk niezadowolenia, aby podkreślić to, że sam chętnie by go jeszcze przeciągnął. Może dlatego postanowił wykorzystać okazję?
– No nie wiem, na razie podziałało tylko na jedno. Myślę, że powinniśmy poprawić – powiedział patrząc Elianie w oczy. Nie wykonał ruchu, to jej pozwolił podjąć decyzję, dość jawnie sugerując, że liczył na drugi pocałunek. Być może pewność siebie kiedyś go zgubi i może to był właśnie ten moment, ale wierzył, że Broussard nie pozostanie obojętna na tę propozycję i będzie chciała jeszcze raz połączyć ich usta w pocałunku, tym razem samodzielnie.
Dlatego czekał, wierząc, że postawi na swoim, a jednocześnie dostanie potwierdzenie, że zmierzał we właściwym kierunku.

Eliana Broussard

rockin' around the christmas tree

: sob sty 03, 2026 12:59 pm
autor: Eliana Broussard
Nie uważała wcale, że mógł teraz oczekiwać od niej czegoś skrajnie poważnego, ale nie sądziła też, że mógłby się nią bawić. Przelotne znajomości zwykle wiązały się z jasnymi sygnałami, które pojawić musiały się z obu stron. Wiedziała przecież, jak to działało, ponieważ miała koleżanki, a nie każda z nich poważnie myślała o związkach.
Eliana jednak od razu wyznaczyła granicę. Już przy pierwszym spotkaniu dała Cortlandtowi do zrozumienia, że nie szukała przygód, a skoro on wydawał jej się całkiem dojrzałym facetem, logicznym byłoby więc to, aby jej przekonania uszanował.
Nawet przez sekundę nie pomyślałaby, że mógł kręcić się przy niej tylko dlatego, że chciał dobrać się do jej bielizny, kiedy w przypadku wielu innych kobiet to zadanie byłoby o wiele łatwiejsze. Nie musiało też wiązać się z kolejnymi spotkaniami, ani z próbami przekroczenia własnych granic, co teraz robił wyłącznie po to, aby móc ją pocałować.
Takich rzeczy nie robi się wyłącznie dla przygodnego numerku, ale może Eliana po prostu niewiele na ten temat wiedziała?
Była już natomiast świadoma tego, że jego usta smakowały naprawdę d o b r z e. Ku własnemu zaskoczeniu zarejestrowała, że w jej umyśle nie zapaliła się żadna czerwona lampka. Nie wątpiła już w jego intencje tak, jak miało to miejsce jeszcze na początku ich znajomości, co mogło okazać się błędem, ale też wcale nie musiało nim być. Biorąc pod uwagę to, jak zwykle się przy nim czuła, Broussard wcale nie żałowała, że mu na to pozwalała.
I pewną satysfakcję sprawił jej ten pomruk, który wyrwał się z jego ust, kiedy się wycofała. To sprawiło, że wesoły grymas na jej twarzy jeszcze się poszerzył, a kiedy dodatkowo jej uszu dobiegły jego słowa, Eliana szturchnęła go nieznacznie. Na ułamek sekundy uciekła spojrzeniem w stronę lodowiska, dopiero chwilę później ponownie spoglądając w jego oczy. Nie potrafiłaby tego wyjaśnić, ale miała wrażenie, że dało się w nich zatonąć.
Oszust — wytknęła mu szeptem, ale powiedziała jedynie tyle, zanim tym razem to ona wychyliła się w jego kierunku, aby zamknąć jego usta w pocałunku. Nie odmówiła sobie też ulokowania jednej dłoni na jego policzku, a choć początkowo można było posądzić ją o to, że podeszła do sprawy dość nieśmiało, w końcu też nieco się przełamała. Pogłębiła ten pocałunek, zupełnie ignorując fakt, że przyglądać im się teraz mogli inni ludzie.
Kiedy go całowała, czuła się trochę tak, jakby cały świat skurczył się do rozmiarów Cortlandta.

Lance Cortlandt

rockin' around the christmas tree

: sob sty 03, 2026 1:44 pm
autor: Lance Cortlandt
Lance był dupkiem i to delikatnie ujmując to, co było z nim nie tak. W domu nie nauczono go dość szacunku do drugiego człowieka, przez co był zwichrowany i bawił się uczuciami innych, nawet jeśli sam twierdził, że nie może sobie tego zarzucić. Oszukiwał siebie, bo niezależnie od tego, jak uszkodzony był, wiedział, że to nie w porządku postępować tak z innymi.
A jednak i tak to robił, tylko udawał, że tego nie widzi, bo musiał postawić na swoim i coś udowodnić sobie i koledze, jakby to rzeczywiście było tak ważne. Nie dostrzegał tego, jak bardzo jest podobny do własnego ojca. Gdyby to do niego dotarło, pewnie by się przestraszył, bo wcale nie chciał iść w jego ślady i zamienić w niego. Niestety, najwyraźniej trudno jest się uwolnić od rzeczy, w których się wychowano.
Problemem Cortlandta jest to, że ignorował wiele rzeczy u siebie. Nie tylko swoje błędy, ale też własne uczucia, szczególnie te niewygodne, do których teraz można zaliczyć to, co budziła w nim Eliana. Broussard wcale nie była mu tak obojętna, jakby twierdził, gdyby zapytał go na przykład Harold. Przyjacielowi pewnie by mówił, że ona nic dla niego nie znaczy i cały czas chodzi mu tylko o zakład. W rzeczywistości było wiele sygnałów mówiących, że jednak w tym wszystkim przestało chodzić tylko o ten nieszczęsny zakład, a Lance szczerze polubił Elianę. Dobrze mu się spędzało z nią czas, rozmawiało i nawet wychodziło poza swoją strefę komfortu.
A poza tym bardzo dobrze się ją całuje, ale to akurat było do przewidzenia i Lance’a wcale nie zaskoczyło. Coś mu podpowiadało, że pod tym względem się nie rozczaruje. Dlatego teraz musiała wybaczyć mu zachłanność, bo chciał bardziej się tym nacieszyć.
A jej uwagi nie wziął do siebie. Kiedy nazwała go oszustem, Cortlandt posłał jej półuśmiech, jakby chciał powiedzieć, że był z siebie zadowolony. Czemu tak się czuł, powinno być całkiem oczywiste, szczególnie już moment później, gdy Eliana spełniła jego prośbę i pocałowała go, na co on odpowiedział. I gdyby nie znajdował się teraz na lodzie i nie musiał walczyć o własne życie, trzymając się barierki, pewnie teraz objąłby ją obiema rękoma i przyciągnął jeszcze bliżej siebie. A tak mógł zrobić to tylko jedną ręką, nie wykonując przy tym żadnych gwałtownych ruchów.
Ale przynajmniej mógł skupić się w pełni na pocałunku, który odwzajemnił z zachłannością, również nie przejmując się otaczającymi ich ludźmi.
– Tak lepiej – wyszeptał, gdy w końcu przerwali pocałunek, co wcale nie nastąpiło zbyt szybko, bo nawet jeśli Eliana próbowała zrobić to wcześniej, Lance nie pozwolił jej, chcąc trochę to przeciągnąć. I być może trochę zmotywował go do tego gwizd, który wcześniej za sobą usłyszał i który na pewno był skierowany do nich. Jak już i tak zwracali na siebie uwagę, Cortlandt mógł chociaż w pełni się popisać.

Eliana Broussard

rockin' around the christmas tree

: sob sty 03, 2026 5:32 pm
autor: Eliana Broussard
To nie tak, że Eliana była ślepa całkowicie. Dostrzegała u niego pewne mankamenty i wiedziała, że nie był ideałem, jeśli chodziło o potencjalnego partnera. Polubiła go jednak na tyle, aby być w stanie zaryzykować i dopuścić go bliżej siebie, żeby w ten sposób sprawdzić, dokąd zaprowadzi ich ta relacja.
Względem tego nie miała żadnych gwarancji. I być może nie powinna mieć też żadnych oczekiwań, a jednak mimo to miała nadzieję, że Cortlandt nie okaże się jednym z tych, którzy znikną z jej życia zaraz po tym, jak otrzymają to, czego od niej oczekiwali.
Nie byłby co prawda pierwszym mężczyzną, który ją rozczarował, jednak już wcześniej wydawało jej się, że czegoś jednak się na swoich błędach nauczyła. Była przekonana o tym, że więcej już nie popełni tego samego błędu, ponieważ wiedziała już, przed czym powinna się chronić.
Lance sprawił jednak, że mur, który wokół siebie wybudowała, nie okazał się ani trochę skuteczny.
Teraz jednak nie umiała tego pożałować. Skupiona na jego bliskości oraz na smaku jego ust myślała wyłącznie o tym, że mogła uznać ten wieczór za u d a n y, choć tym, co najmocniej zawróciło jej w głowie, na pewno nie było grzane wino.
Bliskość Cortlandta też najwyraźniej całkowicie odebrała jej rozsądek, ponieważ jeszcze niedawno Eliana nie pozwoliłaby sobie na publiczne okazywanie sobie zainteresowania w taki sposób, a jednak teraz wcale nie uciekła od niego po tym gwiździe.
Co nie znaczy, że nie spróbowała. Lance jednak skutecznie zdołał ją powstrzymać, a ona sama doszła do wniosku, że nie miała ochoty przed tym uciekać. Uśmiechnęła się tylko pod naciskiem jego ust i jeszcze delikatnie na niego naparła, aby ostatecznie odsunąć się dopiero po dłuższej chwili. Nie tak całkowicie, ponieważ wciąż miała okazję z tej niewielkiej odległości spoglądać mu w oczy.
Jedziemy. Obiecałeś mi, że mnie dzisiaj upijesz — przypomniała mu, podczas gdy z jej ust nadal nie zniknął ten wesoły grymas. Mało tego, dołączyły do niego również wypieki, które tylko w nieznacznym stopniu spowodowane były niewysoką temperaturą.
Ruszyła z miejsca, mając zamiar zadbać o to, aby wspólnymi siłami dotarli do mety. Później zaś ponownie zaciągnęła go do budki z grzanym winem i pozwoliła, być może celowo odnajdując do niej drogę, aby pod jemiołą skradł jej dzisiaj jeszcze kilka pocałunków.
Gdyby to ją zapytał o to Harold, odparłaby, że była to całkiem udana r a n d k a.
zt.
Lance Cortlandt