Strona 4 z 6

emotional motion sickness

: wt gru 16, 2025 10:39 am
autor: zaylee miller
W myślach roztrząsała każdy możliwy scenariusz, obawiając się niezręcznych momentów, wymuszonych uśmiechów i rozmów, które ugrzęzną w banalnych uprzejmościach. Tymczasem rzeczywistość okazała się zupełnie inna, bo rozmowy przy stole toczyły się swobodnie. Dorothy i Elaine zachowywały się tak, jakby znały się od lat, Otto i Davida połączył doping wobec nieobecnego dziewięciolatka. Obaj wychodzili z założenia, że czasami trzeba dać sobie po gębie, żeby wyjaśnić pewne sprawy. Zaylee zaczęła dziękować w duchu, że Sam nie brał udziału w dzisiejszym spotkaniu, bo pewnie panowie zachęciliby go do podobnych czynów, a on obrósłby w piórka.
I prawidłowo — Otto skinął głową, popierając słowa Eviny. — Oby ten rozkwaszony nos dał mu do myślenia na tyle, że więcej nie będzie zaczepiał naszego chłopaka — przyklasnął w dłonie. Rzadko zdarzało się, żeby był z detektywką tak jednomyślny. Szkoda tylko, że porozumienie zrodziło się na gruncie mordobicia, a nie — dajmy na to — wspólnych zainteresowań czy choćby podobnego poczucia humoru.
Miller tymczasem zebrała zamówienia z wprawą godną zawodowej kelnerki, a po chwili zaś przeistoczyła się w prawdziwą baristkę. Pamiętała, że narzeczona nie znosiła kawy. Zresztą, jak mogłaby o tym zapomnieć? Nawet poranna kłótnia przypominała jej o tym wystarczająco dobitnie, wciąż jeszcze nieprzyjemnie dźwięcząc w głowie.
Możecie przenieść się do salonu — zaproponowała, układając kubki na tacy. — Będzie wygodniej — dodała, na co Dorothy zerknęła na zegarek, który nosiła na lewym nadgarstku i z którym nigdy się nie rozstawała.
Dobrze, ale po kawie będziemy się zbierać — poinformowała i wstała od stołu. — Chcielibyśmy wrócić do Whitby przed zmrokiem. Wiesz, że ojciec coraz słabiej widzi w ciemności i za cholerę nie mogę namówić go, żeby częściej korzystał z okularów.
Skąd ja to znam — Zaylee wzruszyła ramionami, bo Evina zachowywała się podobnie, ale już dawno poddała się w namowach narzeczonej do wizyty u okulisty, który sprawdziłby jej porządnie wzrok i dobrał odpowiednie szkła. — Pokroję ciasto i zaraz do was przyjdę — dodała, sięgając do torby z wypiekami od Elaine, aby wyciągnąć z niej placek drożdżowy.
Żona przesadza — Otto zwrócił się ukradkiem do Davida. — Wcale nie widzę tak źle — mruknął nieco obrażonym tonem, bo jak Doris mogła go w ogóle oskarżać o coś podobnego?
Pani Miller obróciła się gwałtownie w połowie drogi do salonu.
Ach, bo ja nalazłam kilka lokacji, w których możecie zorganizować wesele! Zaraz wszystko wam pokażę — pokiwała głową i wraz z Elaine wyszły z kuchni.
Zaylee wywróciła ostenracyjnie oczami. Kurwa, no tak, przecież pozostawał jeszcze ten temat do uzgodnienia. Nie mogła mieć pretensji, że matka zaangażowała się w sprawdzanie miejscówek, w końcu sama ją o to poprosiła.
Kiedy reszta przeniosła się do salonu, Miller zerknęła na Swanson i bez słowa podsunęła jej talerz z wypiekiem, tym samym dając do zrozumienia, że może wziąć ze sobą. Owszem, pomimo sprzyjającej atmosfery, nadal była na nią wkurwiona. I obecność rodziców na pewno tego nie zmieni.

Evina J. Swanson

emotional motion sickness

: wt gru 16, 2025 3:15 pm
autor: Evina J. Swanson
W gruncie rzeczy ta czwórka miała ze sobą naprawdę wiele wspólnego i dopóki nagle nie pojawiłby się jakiś czynnik, który mógłby ich poróżnić to raczej stan ten nie ulegnie zmianie. Na razie wszystko było w jak najlepszym porządku. Rozmowa się toczyła, a jedzenia ubywało, co świadczyło o apetycie gości i zdolnościach kulinarnych detektywki.
Ponownie potwierdziła słowa przyszłego teścia, nareszcie zgadzając się z nim w jakiejś sprawie. Może z czasem faktycznie zaczną się dużo lepiej dogadywać. Choć nigdy rzecz jasna nie będzie stanowiła według niego tej idealnej partii dla jego córki. Z tym jednak pogodziła się już dawno temu.
W momencie, gdy tylko impreza miała przenieść się do salonu, Evina podniosła się, aby pospiesznie sprzątnąć ze stołu resztki i porzucone naczynia. Wolała nie zostawiać tego na później. Biorąc pod uwagę to jaką obsesję Zaylee posiadała na punkcie porządku to wolała zająć się tym od razu. Nie potrzebowała żadnych dodatkowych warknięć z powodu bałaganu w kuchni.
- Znowu zaczynasz? - mruknęła z nieskrywanym niezadowoleniem, gdy tylko narzeczona skomentowała krótką uwagę na temat wzroku swojego ojca.
Była przekonana o tym, że ten etap miały już za sobą. Evina wciąż upierała się, że widzi doskonale, a na pewno radzi sobie na tyle dobrze, aby nie potrzebować żadnych okularów. Z pewnością nie takich, które nosiłaby na co dzień. Postanowiła jednak nie rozwijać tej kwestii.
- Jasne... Jeszcze raz dzięki, że zgodziłaś się tym zająć - odpowiedziała przyszłej teściowej nim ta przeszła do salonu, gdzie już znajdowali się panowie, uskarżający się na to, że faktycznie ich żony potrafiły czasami wyolbrzymiać niektóre sprawy.
Bez słowa przyjęła wręczony jej talerz z ciastem. Przez chwilę nawet ich palce otarły się o siebie, ale nie towarzyszył temu żaden uśmiech ani uwaga. Wciąż było między nimi pewne napięcie, które ulatywało jedynie chwilowo, gdy tylko się na sobie nie skupiały.
Teraz nie powinny tego rozgrzebywać. Evina ruszyła zanieść deser do salonu, a przez cały czas, gdy nakrywała do stołu miała wrażenie jakby matka przyglądała jej się w sposób, który sugerował, że domyśla się tego, że coś jest nie tak, ale nie zamierza poruszyć publicznie tego tematu. Elaine zawsze wiedziała, gdy coś było na rzeczy. Nie dało się przed nią prawie niczego ukryć. Choć obie mogły udawać teraz, że żaden problem nie istniał.

zaylee miller

emotional motion sickness

: wt gru 16, 2025 4:53 pm
autor: zaylee miller
Obrzuciła narzeczoną przelotnym spojrzeniem. Co niby znowu zaczynała? Tym razem nawet nie nawiązała bezpośrednio do pogarszającego się z wiekiem wzroku, choć temat ten przez długi czas wracał między nimi jak bumerang. Zaylee już dawno go porzuciła. Przestała naciskać, przestała przypominać i przestała sugerować, żeby Evina w końcu sprawiła sobie okulary odpowiednio dopasowane do swojej wady. Nikt przecież nie mówił, że musi nosić je bez przerwy. Wystarczyłyby do pracy przy komputerze, do długich godzin ślęczenia nad aktami spraw i do wieczorów przeciągających się przed telewizorem. Miller kierowała się wyłącznie szczerą troską. Ale nawet ona w końcu się poddała. Z czasem dotarło do niej, że to pieprzona walka z wiatrakami, z góry skazana na porażkę. Skoro narzeczonej najwyraźniej nie zależało, aby zadbać o własne oczy, dlaczego ona miałaby się tym przejmować?
Och, odpierol się — mruknęła tylko pod nosem, skupiając się na przenoszeniu tacy do salonu. Naprawdę lepiej było, kiedy nie odzywały się do siebie w towarzystwie osób trzecich, a ci nie musieli wysłuchiwać nieprzychylnych komentarzy.
Zaylee odnosiła wrażenie, że wszyscy wyczuwali napięcie, które unosiło się nad ich głowami. Nawet Otto, który zazwyczaj nie zwracał uwagi na to, co działo się w życiu uczuciowym jego dzieci, teraz zerkał podejrzliwie na córkę. Na szczęście ani Millerowie, ani Swansonowie mieli na tyle taktu, żeby o nic nie dopytywać. Chociaż Dorothy to chyba musiała gryźć się w język, żeby nie zacząć wiercić Zaylee dziury w brzuchu. Rodzice jednak wiedzieli, że ich pierworodna nie była skora do zwierzeń.
Skontaktowałam się z kilkoma miejscami — zaczęła Doris, wyciągając z torebki telefonu, aby móc pokazać wszystkim zdjęcia. — Każde z nich ma altany i drewniane wiaty, jeśli zależy wam dalej na ślubie w plenerze. W każdym razie wiosną w tawernie Rust & Rivet są wolne terminy i to jest zaraz przy jeziorze. The Old Mill też ma jeszcze wolne weekendy. W obu miejscach są noclegi dla gości i przede wszystkim, w razie kiepskiej pogody i deszczu, można skryć się w lokalu. Co myślicie? — pani Miller zaczęła przekazywać telefon z rąk do rąk, aby każdy mógł przyjrzeć się wspomnianym miejscom. Fotografie wykonała sama, więc było pewne, że widok oddaje to, czego w rzeczywistości można spodziewać się po obu lokacjach.
Zaylee popatrzyła na zdjęcia, próbując zwizualizować sobie, gdzie staną stoły i dekoracje, oraz po której stronie zrobią przestrzeń dla kapeli. Albo DJ-a, jeśli jednak postawią na bardziej współczesną wersję ślubu, chociaż do rustykalnego stylu konsoleta kompletnie nie pasowała.
Pośród miejsc były jeszcze inne, ale tylko dwa przykuły uwagę Miller.
Tawerna wygląda nieźle — stwierdziła krótko, przysuwając się bliżej narzeczone. Ich kolana spotkały się przypadkiem, ale koronerka nie zabrała nogi. — Ale młyn wygląda na większy i bardziej przestronny? — zamyśliła się głośno, bo niby nie planowały zapraszać zatrważającej ilości gości, to jednak byłoby miło, gdyby wszyscy czuli się wystarczająco swobodnie.
Równie dobrze mogła powiedzieć, że ma w to wyjebane i jest jej wszystko jedno, ale nie chciała wyjść na gbura. Matka poświęciła swój czas, żeby zajrzeć w poszczególne lokalizacje i skonsultować się w sprawie terminów, więc pewnie zrobiłoby jej się przykro, gdyby Zaylee nie wykazała zaangażowania.

Evina J. Swanson

emotional motion sickness

: wt gru 16, 2025 7:08 pm
autor: Evina J. Swanson
Jako lekarka z wykształcenia Zaylee była o wiele bardziej wyczulona na wszelkie kwestie związane ze zdrowiem. To ona zawsze pamiętała o wszelkich wizytach u specjalistów, starała się rekomendować leki i czuwała nad tym, aby detektywka dbała o swoje zdrowie. Evina miała jednak dużo lżejszy stosunek do takich spraw. Większość rzeczy w jej mniemaniu można było wyleczyć domowymi sposobami i nie przejmować wizytami w gabinetach lekarskich. W tym przypadku również nie widziała jeszcze potrzeby zasięgania porady kogoś kto znał się na okulistyce.[/akapit
Już była gotowa do tego, aby rzucić jakiś cięty komentarz, ale powstrzymała się od tego w ostatniej chwili. Dużo lepiej im szło, gdy faktycznie nie odzywały się do siebie, a zamiast tego skupiały w pełni na gościach. Mimo wszystko nie zapomniały o tym, że znajdowały się obecnie w stanie wojny.
Żadna z nich nie była skora to wynurzeń. Lepiej było od razu o tym zapomnieć i nie przejmować się obecną w pomieszczeniu atmosferą. Tyle dobrego, że nikomu innemu nie udzielał się ich nastrój przez co wszyscy mogli prowadzić rozmowy w całkiem przyjaznym gronie. No, ale niedługo wszyscy wyjdą, a one dwie zostaną same ze swoimi burzowymi chmurami.
- Obie opcje brzmią dobrze - przyznała szczerze, gdy tylko do niej trafił telefon ze zdjęciami.
Przyglądała się temu, co udało się uwiecznić Doris na zdjęciach. Niektóre kadry były nieco niewyraźne i amatorskie ujęcia na pewno nie oddawały w pełni tego jak mogły faktycznie wyglądać wymienione przez nią lokacje.
- Przemawia do mnie to jezioro... No, ale chyba najlepiej będzie jak w wolnej chwili pojedziemy i sprawdzimy oba miejsca - odpowiedziała dyplomatycznie.
Poczuła to jak poprzez przesunięcie się na kanapie noga narzeczonej otarło się o jej własną. Był to kolejny przejaw bliskości, której im ostatnio brakowało i chociaż nie odsunęła się podobnie jak koronerka to również nie przeniosła wolnej dłoni na kolanie Zaylee jak miała to w zwyczaju robić. Po prostu siedziały tak. Udając, że wszystko między nimi jest... neutralne.

zaylee miller

emotional motion sickness

: śr gru 17, 2025 11:51 am
autor: zaylee miller
Nie potrafiła przejść obojętnie obok żadnych sygnałów mogących świadczyć o problemach zdrowotnych. Dla niej profilaktyka i konsultacje ze specjalistami były czymś oczywistym i zawsze czuła na sobie ciężar odpowiedzialności nie tylko za własne decyzje, ale też za stan detektywki, która z uporem godnym podziwu bagatelizowała wszystko, co dało się zrzucić na przemęczenie albo na "to nic takiego". Zaylee widziała w tym nie lekkomyślność i skłonność do ignorowania ostrzegawczych sygnałów. W jej mniemaniu oczy Eviny aż prosiły się o konsultację okulistyczną.
Miller miała również pewność, że w przyszłości to właśnie ona będzie odpowiedzialna za wszystkie sprawy związane ze zdrowiem Samuela — od regularnych wizyt u dentysty, przez konsultacje lekarskie i badania kontrolne, aż po pilnowanie terminów szczepień i przyjmowania leków. Nie dlatego, że Swanson nie chciałaby tego robić, ale koronerka po prostu znała się na tym o wiele lepiej.
Nie potrafiły być nawet zgodne, kiedy musiały dokonać wyboru pomiędzy dwoma miejscami, bo o ile Zaylee bardziej podobała się wizja zorganizowania ślubu w starym młynie, to z kolei do Eviny bardziej przemawiała tawerna ulokowana nad jeziorem. Największy problem tkwił jednak w tym, że przez sprawę z Blythem, która ciągnęła za nimi jak smród po gaciach, żadna z nich nie miała głowy do planowania czegokolwiek. Właściwie ślub i przyjęcie było ostatnią rzeczą, o której myślała Miller i ostatnią, o której chciała rozmawiać.
Koniecznie musicie przyjechać i zobaczyć, jak to wygląda — Dorothy pokiwała głową, mając świadomość, że żadne fotografie nie oddadzą prawdziwego uroku ani młyna, ani tawerny. — Tylko nie odkładajcie tego na ostatnią chwilę, bo w końcu ktoś was uprzedzi i sprzątnie termin sprzed samego nosa — zastrzegła natychmiast, jednak Zaylee nie mogła się z nią nie zgodzić, bo jeśli ze wszystkim będą tak zwlekać, to finalnie niczego nie zdołają zarezerwować.
Mimo to koronerka nie zareagowała. Po prostu sięgnęła po kawałek drożdżowca i wgryzła się w placek, uciekając od rozmowy. Jak zwykle wypieki Elaine smakowały genialnie, więc nikogo nie dziwiło, że starannie pokrojony kawałek zniknął w mgnieniu oka. Przez chwilę w pokoju panowała cisza, przerywana jedynie odgłosem sztućców i przytłumionymi rozmowami, które z czasem zeszły na bezpieczniejsze tematy. Stalowy odcień nieba i zbliżający się zmierzch wystarczy, aby cała czwórka zgodnie stwierdziła, że pora wracać do Whitby.
Wspaniale było was zobaczyć — Doris wpierw ucałowała Evinę, a później wzięła w ramiona swoją córkę. — Bądźcie dla siebie dobre i nie kłócicie się za bardzo — wyszeptała, składając na jej policzku kolejnego całusa.
Zaylee skrzywiła się ostentacyjnie. Jakim cudem tak trudno było cokolwiek ukryć przed rodzicami? Czasami miała wrażenie, że widzą więcej, niż by sobie tego życzyła. Nawet ojciec poklepał ją pokrzepiająco po plecach w trakcie pożegnania i chociaż uścisk ze Swanson wyszedł mu co najmniej niezgrabnie, to i tak można było dostrzec, że się stara. Przynajmniej w tym jednym momencie próbował okazać obu kobietom wsparcie. Wprawdzie nie było do końca jasne, ile w tym szczerości, a ile gry pozorów, którą chciał zachować w obecności Elaine i Davida, ale wyszło mu to całkiem przyzwoicie. Na tyle, żeby Zaylee przez krótką chwilę pozwoliła sobie uwierzyć, że Otto faktycznie zaczął darzyć Evinę namiastką sympatii.

Evina J. Swanson

emotional motion sickness

: śr gru 17, 2025 3:47 pm
autor: Evina J. Swanson
Evina wychodziła z założenia, że najlepiej zna swoje ciało. Wiedziała jak się czuje i na pewno byłaby w stanie powiedzieć, gdyby coś było nie tak. Dlatego nie była skłonna do tego by swój cenny wolny czas spędzać na wizytach lekarskich, gdy nic jej nie alarmowało.
W kwestiach medycznych związanych z Samem zamierzała w pełni zawierzyć narzeczonej. To ona się na tym znała i wiedziała co będzie dla chłopca najlepsze oraz czym należałoby się zająć. Wiedziała, że koronerka chciałaby się tym w pełni zająć i nie zamierzała się z tym kłócić.
Chyba w żadnej sprawie nie mogły ostatnio dojść do porozumienia. Na razie i tak nie dokonywały ostatecznego wyboru, bo musiały się przekonać jak wszystko prezentuje się w rzeczywistości, gdyż zdjęcia potrafiły być naprawdę zdradliwe. Pewnie w wolnej chwili też poczytają opinie na jakimś Googlu, ale pewnie mogły obejść się i bez tego o ile dane miejsce zrobi na nich odpowiednie wrażenie.
- Przy okazji mogłybyście jeszcze wpaść do nas jak już będziecie w Whitby. Nie widujemy się wystarczająco często - wtrącił jeszcze David, a Evina musiała przyznać mu rację.Może nigdy nie było zbytnio rodzinna, ale zdecydowanie dużo łatwiej było utrzymać kontakt, gdy mieszkało się w tej samej miejscowości. W końcu każdorazowa wyprawa do Whitby zabierała im co najmniej dwie godziny z życia, a w tym czasie mogłyby naprawdę odpocząć po wszystkim, co czekało je w pracy i poza nią.
Czas minął im może w pewnej niezręczności, która pojawiała się momentami, ale dalej popołudnie można było zaliczyć do tych z kategorii raczej udanych. Rozmowy, które się pojawiały zdecydowanie nikomu nie działały już na nerwy i dotykały tematów, które nie wywoływały skrajnych emocji. Tak było na pewno lepiej.
Swansonowie nie chcieli przedłużać swojej wizyty i również postanowili się zabrać z Millerami, aby zostawić narzeczone same. Tradycyjnie musiały zmierzyć się z uściskami na pożegnanie. Evina wciąż nie przywykła do podobnych gestów ze strony teścia przez co ich pożegnanie wyszło nieco niezręcznie, ale jednak dosyć przyjaźnie.
- Miło było w końcu się z wami zobaczyć. Pamiętajcie... w razie potrzeby zawsze możecie na nas liczyć - powiedziała jeszcze Elaine, gdy już uwolniła Zaylee ze swoich objęć i zajęła się ściskaniem córki.
Zdecydowanie wiedziała, że coś jest na rzeczy. Musiał to też wiedzieć David, który rzucił jej porozumiewawcze spojrzenie, gdy tylko przyszła jego kolej, aby ją objąć i poklepać po plecach jak za dawnych czasów.
W końcu jednak zostały same, a Evina mogła odetchnąć. Wciąż unikała patrzenia na koronerkę, jakby wyczuwając, że to może doprowadzić do kolejnych spięć. Wolała zamiast tego zająć się czymś konkretnym, aby nie myśleć o ich konflikcie.
- Pójdę sprzątnąć - mruknęła, bo przynajmniej tyle mogła zrobić.

zaylee miller

emotional motion sickness

: śr gru 17, 2025 7:12 pm
autor: zaylee miller
To spotkanie z rodzicami i przyszłymi teściami wyczerpało ją psychicznie. Czuła to w każdym mięśniu, w ciężkim oddechu i pulsującym napięciu skroni. Pewnie nie byłoby aż tak źle, gdyby wewnątrz nie toczyła z narzeczoną cichej wojny — tej najgorszej z możliwych. Wojny bez słów i bez wyraźnych zarzutów. Takie kłótnie zawsze zostawiały po sobie jedynie pustkę i poczucie bezsilności, bo nic z nich nie wynikało, a jednak bolały najbardziej.
Zaylee wolałaby krzyk. Podniesione głosy, rzucone zbyt pochopnie słowa, trzaskanie drzwiami, po którym zapada cisza dająca ulgę. Ale z Eviną tak się nie dało i to chyba wkurwiało ją najbardziej. A kiedy Zaylee traciła cierpliwość i podnosiła głos, to ona wychodziła na tę nierozsądną i nadwrażliwą furiatkę. Evina pozostawała opanowana, żeby nie powiedzieć obojętna. W tym irytującym milczeniu Zaylee słyszała niewypowiedziane przesadzasz, robisz problem z niczego.
Jasne — rzuciła krótko w odpowiedzi na informację, że Swanson zamierzała posprzątać. Szczerze powiedziawszy, wolałaby zająć się tym sama, ale przecież nie wyrwie narzeczonej naczyń z dłoni tylko po to, żeby umieścić i tak schować je do zmywarki. Evina i tak pewnie obawiała się, że Zaylee znów zacznie rozbijać kubki.
Odsunęła firankę i zerknęła przez okno. Na podjeździe Millerowie i Swansonowie pakowali się do samochodów, wymieniając jeszcze pośpieszne gesty i uśmiechy na pożegnanie. Zaylee śledziła ich sylwetki i dopiero gdy oba pojazdy wyjechały za ogrodzenie, pozwoliła firance opaść. Powoli wyszła z salonu i oparła się ramieniem o framugę drzwi prowadzących do kuchni. Evina stała przy blacie, a Zaylee wlepiła w nią uarte spojrzenie.
Jak długo zamierzasz mnie jeszcze ignorować? — zapytała w końcu, krzyżując ręce na piersiach. Jej głos wślizgnął się pomiędzy szczęk naczyń a dźwięk uruchamianej zmywarki. — Tydzień? Miesiąc? — uniosła wysoko brwi. Swanson przez moment stała bez ruchu, po czym sięgnęła po ściereczkę i zaczęła wycierać blat, jakby nie dosłyszała pytania. — Serio, Swanson? — prychnęła Zaylee, krzyżując ręce na piersiach. Odepchnęła się od framugi i zrobiła krok do przodu. — Myślisz, że jak będziesz udawać, że mnie tu nie ma, to wszystko rozwiąże się samo? — rozłożyła bezradnie ręce, próbując zwrócić na siebie uwagę narzeczonej. — Naprawdę nie masz mi nic do powiedzenia? — zacisnęła zęby tak mocno, aż zabolała ją szczęka.
Miller nie oczekiwała jebanych przeprosin. Właściwie sama nie wiedziała, czego chciała. Chyba po prostu pragnęła, żeby między nimi było względnie normalnie. Bez tej ciągłej ciszy, łypania spode łbów i warczenia na siebie przy każdej możliwej okazji. Przecież nie można tak funkcjonować do usranej śmierci.

Evina J. Swanson

emotional motion sickness

: czw gru 18, 2025 1:25 am
autor: Evina J. Swanson
W normalnych okolicznościach takie spotkanie też byłoby męczące, ale biorąc pod uwagę wszystko przez co obecnie przechodziły to całość była jeszcze bardziej wyczerpująca. Cała ta gra w zachowywanie pozorów zdecydowanie odbijała się na ich dwójce.
W przeciwieństwie do Zaylee, Swanson stanowiła cichą obecność. Potrafiła krzyczeć, potrafiła się awanturować, ale jedynie, gdy sądziła, że uda jej się w ten sposób coś osiągnąć albo po to, aby rzucić z siebie chociaż odrobinę ciężar emocjonalny. Na ogół jednak trzymała większość rzeczy w sobie. Błąkała się gdzieś na uboczu, starając się nie rzucać kobiecie w oczy, aby nie prowokować więcej niepotrzebnych kłótni.
Zyskała chwilę dla siebie. Mogła zgarnąć naczynia do kuchni, gdzie korzystając z okazji nalała sobie wina do pokaźnych rozmiarów kieliszka. Musiała się napić. Może i dzięki Miller udało jej się ograniczyć spożywanie alkoholu, ale wciąż jego smak pozwalał jej się uspokoić oraz rozluźnić, a zdecydowanie teraz potrzebowała tego, aby odpocząć.
Smak wina na języku koił nerwy. Dawał jej jeszcze jakieś dodatkowe zajęcie w czasie, gdy kolejne talerze trafiały do zmywarki, a resztki do stojącego pod zlewem śmietnika. W końcu jednak usłyszała głos narzeczonej, która postanowiła dołączyć do niej w pomieszczeniu.
Nie odpowiedziała jej od razu. Musiała się nad tym zastanowić, bo sama szczerze nie miała pojęcia jak długo mogłoby to wszystko trwać. Ciągnęło się bowiem o wiele dłużej niż jakikolwiek konflikt jaki kiedykolwiek się pojawił między nimi.
- Nie mam pojęcia - odpowiedziała, gdy tylko koronerka się wyraźnie zirytowała. - Nie wiem, co powinnam ci powiedzieć.
W końcu rzuciła ścierkę na blat i podeszła do narzeczonej, aby ująć jej twarz w dłonie. Nie dbała już o nic. Obie zresztą chyba już straciły ochotę i siłę na to, aby się dłużej sprzeczać o jakieś nieistotne szczegóły.
- Mam tego wszystkiego dosyć... Wkurwiam się tak na ciebie, bo kocham cię bardziej niż sądziłam, że to możliwe - wyznała cicho, a być może odrobina alkoholu była tym, czego potrzebowała, aby rozwiązał jej się lekko język. - Dlatego działasz na mnie jak nikt inny...
Co prawda zapewne obie wolały, aby działały na siebie w nieco inny sposób niż niezwykle skuteczne wkurwianie się i wbijanie szpilek w miejsce, gdzie najbardziej boli, ale tego również nie mogły uniknąć.

zaylee miller

emotional motion sickness

: czw gru 18, 2025 10:00 am
autor: zaylee miller
Chciała trwać w swoim wkurwieniu.
Już otwierała usta, żeby wykrzyczeć, że kto niby miał wiedzieć, co powinna powiedzieć, jeśli nie ona sama, że nikt nie miał prawa jej rozliczać z reakcji, które były wynikiem czyichś cudzych błędów. Jednak wtedy Evina szybkim gestem odrzuciła ścierkę na blat. Podeszła bliżej, skracając dystans w sposób, który natychmiast wybił Zaylee z rytmu. Ujęła jej twarz w dłonie i pozwoliła sobie na szczerość, która przyszła, zanim Miller zdążyła dokończyć myśl. I znów chciała być na nią wściekła, ale już chyba nie miała na to siły.
W odpowiedzi Zaylee jedynie zesztywniała, unosząc wysoko brwi. W milczeniu zamrugała kilkakrotnie, wyraźnie zdziwiona takim obrotem spraw. Tego się nie spodziewała. Była gotowa na wszystko inne — na pogardliwe prychnięcie, na cierpki komentarz podszyty ironią, na zbywające milczenie. Na wszystko, tylko nie na to.
I teraz to ona nie wiedziała, co powiedzieć.
Zdarzało się to niezwykle rzadko, bo Miller zawsze miała gotowe odpowiedzi. Jej chłodne argumenty i logiczne ciągi myślowe zmuszały rozmówców do wyciągania niewygodnych, ale niepodważalnych wniosków. Tylko teraz, kiedy patrzyła w błyszczące, błękitne tęczówki, wszystkie rozsypały się w drobny pył.
Odruchowo zacisnęła szczękę, próbując zatrzymać w sobie całą lawinę emocji, która zaczynała się w niej wzbierać i niebezpiecznie kotłować. Gniew zmieszał się z dezorientacją, a pod nim czaił się cholernie irytujący fakt, że słowa narzeczonej trafiły dokładnie tam, gdzie nie chciała, aby cokolwiek jeszcze trafiało. Automatycznie uniosła dłonie i zacisnęła je na nadgarstkach Swanson. Przez chwilę doszukiwała się w jej twarzy śladu manipulacji, nadmiaru alkoholu czy zwykłego impulsu, ale kiedy nie znalazła niczego, co mogłaby uznać za kłamstwo, zmieniła chwyt i odepchnęła ją do tyłu.
A potem ją pocałowała.
Nie było w tym czułości ani delikatności. To był pocałunek zrodzony z frustracji. Z potrzeby odzyskania kontroli. Z chęci zagłuszenia wszystkiego, co Evina zdążyła powiedzieć. I tego, co mogłaby powiedzieć jeszcze.
Jesteś najbardziej wkurwiającą osobą, jaką znam — wyszeptała między jednym a kolejnym muśnięciem ust. — Kiedyś przez ciebie zwariuję — dodała, wkradając się rękami pod materiał jej koszulki.
A może to kiedyś już dawno minęło? Swanson od dawna wyprowadzała ją z równowagi, warstwa po warstwie, rozbierając z opanowania. Doprowadzała ją do granic cierpliwości, do skrajnego szaleństwa, w którym złość mieszała się z pragnieniem tak ściśle, że nie sposób było ich od siebie oddzielić. A w tym wszystkim była jeszcze ta przeklęta miłość. Zaylee nie zdawała sobie sprawy, że można kogoś kochać aż tak i bez wyjścia. Ich trudna miłość była nieprzewidywalna i często bolesna. I choć kochały się w sposób, który odbierał rozum, to właśnie to uczucie wiązało je mocniej, niż jakiekolwiek logiczne powody mogłyby wyjaśnić.

Evina J. Swanson

emotional motion sickness

: czw gru 18, 2025 11:37 am
autor: Evina J. Swanson
Całe to wkurwienie dotychczas utrzymywało się całkiem dobrze, ale wyglądało na to, że powoli nie dawały sobie już z tym wszystkim rady. Pękały pod wpływem tego jak długo trwały w tym nienaturalnym stanie, gdzie nie były w stanie normalnie funkcjonować we wspólnej przestrzeni.
Nie miała pewności, co ten gest jej przyniesie. Nie umiała wytłumaczyć swojego zachowania, gdy w grę wchodziły prawdziwe i niczym nieskrępowane emocje. Może i nie były to przeprosiny, może nie była to skrucha, a zapewnienia o jej uczuciach względem koronerki padały już tysiące razy w tej czy innej formie, ale najwyraźniej tym razem było to coś innego niż zwykle.
Udało jej się dokonać niemal niemożliwego. Na chwilę Zaylee została wytrącona z rytmu. Podziwiała jedynie całą gamę emocji przemykającą przez twarz Miller, gdy ta bezskutecznie starała się odzyskać żelazny uścisk kontroli na rozgrywającej się w kuchni scenie.
Dłonie oplotły jej nadgarstki. Nie zrobiły tego jednak w czułej manierze. Evina już znała jej ruchy. Wiedziała, kiedy ta starała się uparcie nie rozlecieć, gdy tylko wszystko stawało się zbyt emocjonalne tak jak teraz. Mogła to zrozumieć. Sama miała cholerne problemy z okazywaniem uczuć, a jednak odsłaniała się jakimś cudem przed nią więcej razy niż przed kimkolwiek innym. Bez obaw o  to, że pewnego dnia ją to całkowicie zniszczy... Bo nawet jeśli tak miałoby być to mogła zaakceptować taki los jeśli spotkałby ją z ręki Zaylee.
W końcu jednak poczuła jak zostaje pchnięta. Może w sam ten ruch nie była włożona szczególna siła, ale był na tyle niespodziewany, że Swanson zachwiała się i wpadła na znajdujący się za nią blat, obijając sobie o niego boleśnie biodro. Ledwo jednak zdążyła syknąć z niezadowoleniem, gdy poczuła na sobie usta narzeczonej.
Nie było w tym subtelności ani czułości. Nie miało to jednak dla niej żadnego znaczenia. W zasadzie jeszcze bardziej ją to podniecało, wzniecając ogień we wnętrzu, gdy tylko wargi Miller poruszały się tuż przy jej własnych. Odwzajemniała każdy kolejny pocałunek z nie mniejszym zapałem. Jedna z jej dłoni wylądowała w dole pleców koronerki, powoli wdrapując się pod materiał koszulki, a druga przytrzymywała jej kark, aby przypadkiem nie odsunęła się zbyt daleko.
- Nikt nie potrafi mnie wkurwić tak jak ty... - szepnęła i równie dobrze mogłoby to być wyznanie miłosne. - Kiedyś obie oszalejemy.
Tak właśnie dochodziło do zbrodni w afekcie. Tylko, że w ich przypadku zwykle kończyło się to tak jak w tej chwili. Na dłoniach eksplorujących ciało i zmuszających je do pozbywania się kolejnych porcji ubrań. Dlatego właśnie bez większego wahania Swanson oderwała się od narzeczonej na krótką chwilę potrzebną jej do zrzucenia z siebie koszulki nim na nowo przylgnęła wargami do jej ust, chcąc nasycić się jej smakiem oraz emanującym od ciała ciepłem.

zaylee miller