Strona 4 z 4

The Binding of Castiglione della Pescaia

: sob sty 31, 2026 5:46 pm
autor: Giovanni Salvatore
trigger warning
  Widział w niej perfekcyjną partnerkę, która idealnie domykała jego wizję seksu. Ktoś powiedziałby, że po prostu daje się rżnąć, niczym bezwolna kukła, a on widział w tym odpowiedź na wszystko, czego szukał. I widział więcej, niż kukłę, bo dawała mu więcej niż cokolwiek, zwykła kukła, czy ktokolwiek, którakolwiek z partnerek, które miał. Spełniała jego zmysłową fantazję, która pieściła jego umysł. I była w idealnym miejscu – zawsze. Nie tylko dlatego, że tak ją układał. Dlatego, że reagowała całym ciałem i bez cienia fałszu. Reagowała intensywnie, hipnotyzująco. W taki sposób, że nawet on był tym zafascynowany i nie potrafił odmówić sobie odczuwanej satysfakcji.
  Każde uderzenie niosło więcej siły. Rozkładał to też na mechaniczne czynniki, aby precyzyjnie móc każdorazowo uderzyć w jej rdzeń. Tym samym wypełniając przestrzeń słodką symfonią ich oddechów trzasku skóry, splecioną z każdym melodycznym stęknięciem. Dla niego to było piękne. Cierpienie, które zadawał, a które było przyjemnością.
  Jej słowa potraktował jako sygnał. Niczego nie zmienił, ani nie przesunął się, słysząc, że znalazł punkt, który należało pielęgnować. Zamiast tego dał jej więcej siły, nic więcej. A przez to – więcej siebie. Gdy wyskamlała jego imię, jego umysł na moment sięgnął zmysłowej ekstazy, choć cieleśnie pozostawał w tym samym punkcie, w tym samym miejscu, co wcześniej.
  Słysząc, a przede wszystkim, czując na sobie że szczytuje, uderzył w nią jeszcze kilka razy, pomimo jej zaciśniętych tkanek i pomimo oporu, jakie stawiało jej spięte ciało. Zatrzymał się w końcu, trzymając ją pewnie. Przechwycił jej niemal bezwładne ciało, otaczając ciasno w pasie. Drugą ręką otoczył ją pod biustem, sięgając do jej szyi.
  Dał jej kilka oddechów, jednocześnie wciąż czując niespożyte napięcie w sobie. Docisnął ją mocniej do siebie, odnajdując wargami płatek jej ucha.
  — Nie wypuszczę cię, Navi — powiedział. Nie była to słodka, romantyczna obietnica. Pod samym tonem, w jaki to wypowiedział, kryło się coś znacznie mroczniejszego. Podskórnie niosło to sens groźby, zasnutej w ładnej konfiguracji słów. Przesunął się z nią na tyle, by mógł odwrócić ją i posadzić na blacie biurka. Pochylił się nad nią na tyle, by móc kolejny swój oddech rozbić na jej twarzy. — Non ti lascerò andare finché il tuo corpo non reagirà come voglio io — dodał twardo.
  Nie musiała rozumieć całego zdania, aby zrozumieć jego sens. Chciał, aby jej ciało reagowało dokładnie tak, jak zaplanował. Aby straciła absolutnie kontakt z rzeczywistością, ze swoją cielesną powłoką i szczytowała dla niego po raz kolejny. Eksplodowała dla niego tak, jak powinna. Niekontrolowanie wylała się na niego, nie mogąc już dłużej tego powstrzymywać. Aby sięgnęła całkowicie, absolutnie pierwotnej materii.
  Nie dał jej zbyt wiele czasu na odpoczynek. Nie dał jej uciśniętym tkankom czasu na odbudowę. Naparł na nią, aby przylgnęła plecami do blatu.
  — Tieniti forte… sarà un bel casino — odezwał się, niskim tonem, podchwytując jej nogi, kiedy sam przechylał się nad nią. Złożył ją niemal jak scyzoryk, napierając na nią mocno. Jej dłonie ułożył strategicznie przy krawędzi biurka, zaciskając je na niej. Scałował niedbale jedną z jej kostek, a później wszedł w nią raz kolejny. Nie zwracając uwagi na błagalny opór jej wnętrza.
  Navi znała ich hasło. Sama je ustaliła, dawno temu. Do tego czasu zamierzał robić wszystko to, na co miał ochotę.
  Uderzył w nią głęboko, jedną ręką znów sięgając asekuracyjnie do przeciwległej krawędzi biurka. Drugą przesunął po jej wilgotnej skórze, tycząc szlak między jej piersiami w stronę jej szyi. Zacisnął na niej palce, czując jej pulsującą tętnicę pod swoimi opuszkami. I niezapowiedzianie przyspieszył, tym razem szturmem w nią uderzając, niemal żerując na jej rozdrażnionych tkankach.
  Gdy druga z jego dłoni dołączyła do tej, która przytrzymywała mebel od drugiej strony, ciężko było mówić o zwykłym seksie. Intensywność, z jaką w nią wpadał, sprawiła, że pomieszczenie dość szybko wypełniło się nie tylko jej urywanym oddechem, ale też jego. Jego drżącym od satysfakcji pomrukami.
  Przez cały czas nie spuszczał z niej spojrzenia, choć jego oczy już dawno zasnuły się mgłą. Karmił się jej widokiem; jej absolutnym poddaniem, swoją własną kontrolą. Była idealna, a w takiej konfiguracji wręcz perfekcyjna.
  — Lasciati andare. Ci penso io — mruknął gładko, zadziwiająco stabilnie, dociskając się do niej jeszcze mocniej.

Navi Yun

The Binding of Castiglione della Pescaia

: sob sty 31, 2026 7:47 pm
autor: Navi Yun
trigger warning
+18
Pieprzenie się z nim przekraczało wszelkie granice przyzwoitości i przyjemności. Na co dzień mogła być najbardziej elegancką kobietą w okolicy. Mogła być też najłagodniejsza i najlepiej wychowana. Uprzejma, ułożona i z klasą, ale kiedy przychodziło co do czego i podniecenie zaczęło przez nią przemawiać w momencie, gdy się do niej zbliżał, wszystko się zmieniało. Na wierzch wychodziła całe ukryte zepsucie, bezwstydność i rozwiązłość. Wulgarnie chciała wszystkiego, co mógł jej dać. W każdy możliwy sposób, zwłaszcza taki, który tworzył jego całego.
Nigdy nie prosiła, aby się hamował. Tylko brała go całego.
Nie wypuszczę cię, Navi.
Ton jego głosu rozbrzmiał w jej czaszce. Przez jej ciało przeszedł kolejny dreszcz. Ten, który informował o niebezpieczeństwie, a jednocześnie ekscytacji. Bo wiedziała, że Giovanni nie jest człowiekiem romantycznych obietnic, które chwytają za serce. Był Diabłem, a nie pieprzonym Romeo.
A to pociągało o wiele bardziej.
Nie wypuszczaj — wysapała ledwo słyszalnie, wyraźnie zmęczona tym intensywnym wysiłkiem oraz poprzednimi orgazmami, które silnie spinały każdą komórkę w jej ciele. Zwłaszcza, że każdy kolejny szczyt był mocniejszy od poprzedniego.
Usiadła na blacie biurka, czując jak jej ciało wydaje się być niczym z waty. Wiedziała, że to jeszcze nie koniec. Mimo cięższego oddechu i serca, które obijało się o jej żebra, miała nadzieję na to, że do niej wróci. W końcu nie mógł od niej odejść, samemu nie kończąc. Mimo, że dał jej wiele, to nie odczuwałaby satysfakcji, gdyby z nią nie doszedł. Egoistycznie chciała poczuć te ostatnie, sfrustrowane ruchy jego bioder na sobie. Pragnęła, aby pochwycił ją w ten zaborczy, kontrolujący sposób, gdy był blisko końca i pieprzył ją jakby jutra miało nie być. Jakby od tego miało zależeć jego własne życie.
Z jakiegoś powodu to był najlepszy moment. Najbardziej bolesny, podniecający i jednocześnie cholernie satysfakcjonujący. Na skraju absolutnie każdej granicy.
Przylgnęła posłusznie plecami do blatu, gdy tylko na nią naparł, pozwalając ułożyć się dokładnie jak chciał. Przycisnęła nogi do swojego ciała, a serce raz jeszcze mocno zabiło w podekscytowaniu. Całkowicie była zdana na niego. Całkowicie mu też ufała. Może to było zgubne, wręcz masochistyczne, a jednak w temacie seksu poddawała mu się bez najmniejszego słowa sprzeciwu, zgadzając się na wszystko co oferował.
Zrozumiała jego ostrzeżenie na które mimowolnie jej serce się skurczyło.
Zacisnęła palce na krawędzi biurka, mocno się jej chwytając. W ostatniej chwili, zanim na nowo wszedł w jej obrzmiałe, mocno zaciśnięte od poprzedniego orgazmu wnętrze. Wciągnęła mocno powietrze w płuca, odruchowo wyginając plecy w delikatny łuk. Miała wrażenie, że z każdym kolejnym razem jak w niej był, czuła go jeszcze lepiej i wyraźniej. Że każdy centymetr jego sporych rozmiarów męskości ociera się o nią ostrzej niż wcześniej.
Zadarła wyżej brodę, czując jak jego dłoń wędruje do jej wilgotnej od potu szyi, chwilę przed tym, jak całkowicie nie zaczął rozdzierać jej od środka. Doskonale czuła każde mocne i szybkie uderzenie. Czuła, jaką siłę wkładał w każde pchnięcie bioder, bo gdyby nie trzymał biurka, to zapewne prędko znaleźliby się pod przeciwległą ścianą. Niekontrolowane pojękiwania przemieszane z urwanymi, krótkimi oddechami wykradały się spomiędzy jej warg, kiedy wciskał się w nią raz za razem.
Całkowicie odchodziła od zmysłów. Żadne słowa nie potrafiły uformować się w jej głowie. W pełni odcięta od świata zewnętrznego, rozpływała się jedynie nad masą bodźców i odczuć, które w tej chwili odczuwała. Ból, satysfakcja, przyjemność, głód, rozpalenie. A gdy jej oddech przeplatał się z tym jego, a jej jęki rozkoszy z jego pomrukami satysfakcji… miała wrażenie, że wszystko odczuwane jest jeszcze lepiej.
Było idealnie, chociaż musiało z boku wyglądać… jak znęcanie.
Z zamkniętymi oczami oddawała się wszystkiemu. Pozwalając mu się pieprzyć w ten cudownie obsesyjny, bestialski wręcz sposób, który tak uwielbiała. Tylko w jego wykonaniu.
Giovanni, błagam — wyjęczała, pomiędzy kolejnymi mocniejszymi uderzeniami, które odbierały jej dech. To nie była prośba, aby przestał, chociaż jej ciało wyraźnie było obolałe i zmęczone. To była prośba, aby nie przestawał.
Zakochała się w Diable i chciała go w całej swojej okazałości. Z każdym przekleństwem i piekielną odsłoną jaką miał w rękawie doskonale skrojonego garnituru.

Giovanni Salvatore