Strona 4 z 7

the new year don't feel so new

: ndz sty 11, 2026 3:56 pm
autor: teddy darling
W pracy miała wiele okazji, żeby dać upust emocjom. Mogła tam rozładować frustrację, zamiast przynosić ją ze sobą do domu i wyładowywać na najbliższych. Dom miał być dla niej azylem. Miejscem, w którym z utęsknieniem szukałaby schronienia. Dlatego marzyła o tym, żeby wracać do kogoś, kto czekałby na nią z kubkiem gorącej herbaty, a nie z pretensjami o spóźnienie czy zapomniane zakupy. Kogoś, kto przywitałby ją ciepłym uśmiechem i nie zadawał pytań, choć przecież zaledwie kilka godzin wcześniej Teddy wynosiła z zawalonego budynku czyjeś zwłoki.
Musiałabym mieć do tego zajebiście dobry powód — oznajmiła, chociaż chyba nie do końca rozumiała, co przyjaciółka miała na myśli. Niby dlaczego miałaby odczuwać chęć rozszarpać świat pazurami z miłości? Z zazdrości, na przykład? Tylko do tego też trzeba mieć jakiś wyraźny powód. Bez powodu nie ma kłótni. W świecie Darling wyglądało to naprawdę prosto. Może dlatego, że sama była niezbyt skomplikowana w obyciu.
Nie mam zbyt dobrego serca — zaprzeczyła natychmiast i nawet ściągnęła brwi, żeby wyglądać groźnie i przekonująco. — Nie moja wina, że jesteś głucha na to, co mówię — prychnęła po nosem. Gdyby stała, to jeszcze tupnęłaby nogą, tak dla większego efektu. — Ja tutaj wychodzę z siebie, prawiąc ci komplementy, a ty tylko o jednym. Potem nie dziw się, że jesteś taka łatwa — wymierzyła w przyjaciółkę palcem, chociaż wcale nie miała April za łatwą. Ani puszczalską.
Właściwie Finch sama uważała się za rozwiązłą, a Teddy absolutnie nie miała prawa podważać jej słów. I działań. Była wolnym człowiekiem bez żadnych zobowiązań wobec innych kobiet, mogła pieprzyć się, z kim tylko chciała. I to było w porządku, o ile nikomu nie wyrządzała temu przykrości. Bo co, jeśli w Toronto jedna z jej dup już kolejny dzień wyczekiwała na telefon? No to se jeszcze poczeka.
Po co mam tak mówić? — zapytała, dopijając swoją herbatę i poprawiła sztućce na pustym talerzu. — Doskonale o tym wiesz — dodała z rozbawieniem. Wstała od stołu i ujęła dłoń przyjaciółki. — No weź nie gadaj, że potrzebujesz jeszcze jakichś dodatkowych zapewnień. Ty wiesz, że mam na ciebie ochotę, ja to wiem i oni też wiedzą — wskazała podbródkiem na siedzących w restauracji gapiów. Kilkoro gości zerkało na nie ukradkiem, ale w sumie trudno było wywnioskować, czy to czysta ciekawość, czy może jednak niesmak, że dwie kobiety trzymają się za ręce, kiedy oni żrą swoje kotlety.
Nie czekając ani chwili dłużej, pociągnęła April w kierunku schodków na piętro. Obie skierowały się na koniec korytarza, gdzie znajdował się ich pokój i od razu po zatrzaśnięciu drzwi, Teddy zerknęła wymownie na przyjaciółkę.
Skręcaj blanta i ściągaj majtki. Albo nie — uniosła rękę, wstrzymując konie. — Skręcaj blanta bez majtek — o, to miało znacznie większy sens. Skoro już miały jasność, że Darling miała na nią ochotę, to po co pierdolić się w tańcu?

April Finch

the new year don't feel so new

: ndz sty 11, 2026 6:35 pm
autor: April Finch
Była łasa na komplementy. Uwielbiała je prawić, o czym Teddy już mogła się przekonać, ale też uwielbiała je otrzymywać. Pochwały drapały ten dziwny fragment jej mózgu, od którego potrafiła się rozpłynąć i zapomnieć o bożym świecie. Ktoś, kto dobrze ją znał i wiedział, co mówić, bez problemu był w stanie ją udobruchać i sprawić, że wciąż traciłaby głowę. Wcale nie potrzebowała do tego wyjątkowych poematów, nikt nie musiał jej cytować Szekspira. To mogłyby być najprostsze słowa świata, o ile płynęły ze szczerego serca.
— Masz rację, przepraszam. Już się nie wtrącam, kontynuuj. — Może lubiła się czasem pokłócić, ale na pewno nie o coś takiego. Zaprzeczanie wszelkim komplementom to nie był jej sposób na kokieterię. Z częścią miłych słów się zgadzała i miała podobne zdanie. Wierzyła też, że niektórych rzeczy może po prostu w sobie nie dostrzegać i że dany pogląd na jej zachowanie był wyjątkowy dla danej odbiorczyni. Właściwie takie rzeczy były jeszcze przyjemniejsze. Dobrze było czuć, że ktoś patrzy na ciebie w sposób, który nie przyszedłby ci nawet do głowy.
Inni goście na szczęście nie mieli wielkiego znaczenia. Restauracja zniknęła ze świadomości April, gdy tylko przyjaciółka złapała ją za rękę. Chciała już po prostu zamknąć się z nią w czterech ścianach. Nie musiały się od razu na siebie rzucać, nie była aż tak napalona. No dobrze, może trochę była, ale obecność Darling zarezerwowana tylko dla niej w pełni jej wystarczała.
Czekała spokojnie, aż skończy wydawać rozkazy. Stała przed nią z rękami skrzyżowanymi za plecami, co pewnie było dalekie od pozycji, jaką powinno przyjmować się na jednostce w takim momencie. Z drugiej strony – straż to nie było wojsko. Niespecjalnie znała się na tych niuansach, niespecjalnie ją to obchodziło. Gdy skończyła mówić, ujęła jej twarz w dłonie, by spełnić prośbę o przypomnienie wartości pocałunków. Uśmiechnęła się, czując ciepło, które natychmiast rozpaliło jej klatkę piersiową. Wystarczyło, że nieco się do niej zbliżyła, a jej ciało od razu się budziło. Że też jeszcze się nie znudziło. Przesunęła dłońmi wzdłuż jej szyi aż na ramiona, po czym zjechała niżej, chwytając ją za ręce i splatając ich palce.
— Co mówiłaś? — zapytała, odsuwając się od niej niechętnie, ale wciąż trzymając ją za ręce. Zacisnęła wargi w wąską linię, powstrzymując kolejny uśmiech. Oczywiście tylko się z nią droczyła. Słuchała uważnie i pamiętała, jakie było jej zadanie. Powoli wyswobodziła jedną dłoń i odwróciła się w stronę łóżka, ale w połowie kroku zmieniła zdanie. Znów do niej przywarła, tym razem na króciutki, ledwie wyczuwalny całus złożony na dolnej wardze Teddy. Dopiero po nim ostatecznie ją puściła i podeszła do swojej torby.
Wyjęła z bagażu wszystko, czego potrzebowała. Usiadła na kanapie, po raz kolejny uruchomiła własną muzykę. Ruchem głowy wskazała na miejsce obok siebie, które przecież było wolne i wręcz prosiło się o czyjąś obecność.
— Nie chcę palić świata tylko przez zazdrość. To tylko jeden z licznych powodów. To może być też tęsknota. Ktoś może wyjść po prostu do pracy, ale ja czuję, że miłość wyszła dużo wcześniej. Czasami to żal za tym, co minęło albo do czego nawet nigdy nie doszło. Strach o kogoś też się nadaje. Mogą być też bardziej pozytywne emocje, chęć zaorania świata do gołej ziemi i zbudowania dla niej czegoś nowego, perfekcyjnego. A czasem po prostu nie mieszą się we mnie emocje. — Wróciła do tematu, jednocześnie zręcznie skręcając dla nich blanta. Skupiła się na razie na jednym, nie chciała jej przeciążyć. Miała w tym wyraźną wprawę. Szlo jej to dużo zgrabniej niż jazda po stoku. Przynajmniej w tej kwestii nie była łamagą.
— Nie kochałaś tak nigdy? Czy to po prostu ja mam coś z garem bardziej niż myślałam? — Podniosła na nią wzrok znad swojej roboty, niepewna, jakiej odpowiedzi właściwie oczekuje. Przesunęła czubkiem języka po pasku kleju na różowej bletce i znów spuściła wzrok, skupiając się na idealnym sklejeniu całości.

teddy darling

the new year don't feel so new

: ndz sty 11, 2026 7:22 pm
autor: teddy darling
O nie, nie, nie — pokręciła głową z przesadnym impetem. — Żadnych komplementów. Tylko seks — zastrzegła, próbując brzmieć twardo.
Nie zdążyła jednak dokończyć tej gry pozorów, bo April ją pocałowała, a Teddy kompletnie odpłynęła. Początkowo jeszcze próbowała zachować kontrolę, ale myśli urwały się i zostały zastąpione jedynie świadomością bliskości. Automatycznie objęła ją w pasie, chcąc zatrzymać ją przy sobie na dłużej, a kiedy przyjaciółka zabrała swoje usta, Darling wydała z siebie cichy pomruk. Trochę zawiedziona przerwanym momentem, a trochę wewnętrze poirytowana, że była tak podatna na wdzięki Finch.
Wypuściła powietrze z ust i podeszła do łóżka, po czym usiadła na nim po turecku. Przez chwilę milczała, obserwując z rosnącym zainteresowaniem, z jaką naturalną zręcznością rolowała blanta. Normalnie jakby robiła to od maleńkości. W jej głowie zrodziła się myśl, że w domu Finchów trawka mogła być równie oczywistym elementem spotkań rodzinnych co kawa i ciasto. Choć zaraz sama prychnęła w duchu na to wyobrażenie. Znając sztywne charaktery rodziców April, bardziej pasowały do nich porcelanowe filiżanki ustawione w równym rządku niż zapach zielska unoszący się pod sufitem.
Chcesz zaorać świat, bo ktoś wyszedł do pracy? — zaśmiała się, jednak bez złośliwości. — Kobieto, uważaj! Przy mnie to mało ambitne. Lepiej szykuj się na całą galaktykę, bo planeta to drobnica — zażartowała, żeby za chwilę spoważnieć. Wreszcie dobitnie uświadomiła sobie, że naprawdę nie miała pojęcia o tych wszystkich emocjach, o których mówiła przyjaciółka.
Teddy po prostu nigdy nie czuła czegoś takiego. Nie miała okazji naprawdę zatęsknić, czy obawiać się o czyjeś życie. Wtedy musiałaby związać się z jakąś inną strażaczką i chociaż taka jedna pojawiła się niedawno w ich jednostce, to obściskiwanie się po kątach nie miało zbyt wiele wspólnego z poważną relacją.
Nie kochałam jak? — uniosła wysoko brwi. — Tak mocno i totalnie bez wyjścia? No właśnie dałaś mi do zrozumienia, że chyba nie — ściągnęła usta w wąską linią. — Ale to może ze mną jest coś nie tak, a nie z tobą? Bo mój mózg nie ogarnia wszystkiego, o czym mówisz. Dla mnie brzmisz nielogicznie, ale pięknie — wyjaśniła, chociaż myśl o tym, że mogła kochać nie tak nie dawała jej teraz spokoju i uwierała po żebrem. Najpewniej w śledzionę.
Rozumiała słowa April intelektualnie, ale emocjonalnie nie potrafiła znaleźć dla nich miejsca. Nie osiadały w niej i nie zapuszczały korzeni. Przelatywały gdzieś obok, jako zwykły opis uczucia, a nie uczucie samo w sobie.
Może kiedyś znajdę kogoś, kogo pokocham tak, że będę chciała... Czekaj, jak ty to powiedziałaś? Rozszarpać świat pazurami — Darling powtórzyła jej wcześniejsze słowa, żeby sprawdzić, czy w ogóle do niej pasują. Brzmiały zupełnie obco. — A ty będziesz sypać kwiatki na moim ślubie. Albo konfetti. Albo w ogóle najlepiej nasiona do wysiania, bo to ekologiczne — pokiwała z uznaniem głową dla genialnego pomysłu i widząc, że Finch skręciła idealnego blanta, poderwała się z łóżka.
Naciągnęła kaptur na głowę i podeszła do balkonu, a uchylając drzwi, gestem ręki zaprosiła wypierdalać przyjaciółkę na zewnątrz. Niby zioło to nie śmierdzące papierosy, ale na pewno pod sufitem były umieszczone czujniki dymu. A Teddy była na urlopie i nie zamierzała interweniować!

April Finch

the new year don't feel so new

: ndz sty 11, 2026 8:37 pm
autor: April Finch
Wywróciła oczami na uwagę o pracę. Czas znikania ze wspólnej przestrzeni nie miał żadnego znaczenia. A przynajmniej nie tak dużego. Nie dałaby sobie radę ze zbyt długim związkiem na odległość, to kompletnie nie było na jej nerwy. Ale patrzenie na kogoś, kto wychodzi z myślą, że nawet, gdy wróci, nadal nie będzie w pełni jej, było nie do zniesienia. Taka powoli umierająca miłość była okropna, zdecydowanie najgorsza. Nic dziwnego, że w takich momentach April błyskawicznie się ulatniała bądź pozwoliła uciec tej drugiej stronie bez prawdziwej walki. To pewnie nie było zbyt rozsądne, wiele rzeczy da się przecież naprawić. Podchodziła do tego zbyt romantycznie i idealistycznie, przez co może straciła już coś, co mogło przynieść jej jeszcze mnóstwo szczęścia.
— Wiesz, że nie o to mi chodzi. — Wolała to jednak podkreślić, by nie było żadnych wątpliwości. Nawet nie zaczynała tematu, że przy pracy Teddy dodatkowym aspektem był strach, ale o jej życie. Rola partnerki kogoś, kto zawodowo się naraża, musiała być bardzo trudna.
— Takie zdanie możecie mi wyryć na nagrobku. — Uśmiechnęła się szeroko, zachwycona tą wizją. Mówi nielogicznie, ale pięknie. Nie pierwszy raz zderzała się z takim komunikatem. Może nie zawsze był formułowany tymi słowami, ale Teddy nie była pierwszą, która nie nadążała za sercem April. A skoro miała z tym problem nawet osoba będąca tak blisko, to mogła być sprawa nie do osiągnięcia dla śmiertelników i Finch wreszcie musi się z tym pogodzić. Albo znormalnieć.
Zgarnęła ze stolika zapalniczkę i wyszła na balkon. Wsunęła skręta między wagi i odpaliła, zaciągając się porządnie. Nie proponowała nawet, by to Teddy zaczynała. Nie daje się zaczynać temu, kto gorzej radzi sobie z paleniem, to podstawowa zasada. Zanim przekazała skręta dalej, wzięła kolejnego bucha.
— W końcu trafiasz. To będzie naprawdę coś. Chciałam powiedzieć, że można dla ciebie oszaleć w sekundę, ale to chyba za słabe słowo. — Zatrzymała się naprzeciwko, przyglądając się jej uważnie. Przez moment starała się znaleźć bardziej pasujące określenie. Patrzyła jej w oczy, buszując po własnym pałacu myśli, ale żaden z leżących tam słowników jej nie zadowalał. Może znała za mało języków?
Poeta kłamie, rzekną przyszłe czasy. W twarz ludzką niebo nie tchnie tej słodyczywyrecytowała łagodnym tonem, wyciągając do niej rękę z blantem. Zaśmiała się z własnych słów, pocierając skroń, jakby wypowiedzenie tego cytatu sprawiło jej fizyczny ból.
— Tylko znajdź taką, która cytuje coś mniej oklepanego niż Szekspir. Albo chociaż bardziej nowoczesnego. Kogo tam teraz dzieciaki uważają za oświeconego wieszcza? Taylor Swift? — zaśmiała się znowu, tym razem szczerze zażenowana wyborem akurat tej piosenkarki. Zbyt dużo żenady na metr kwadratowy, sprawiała wrażenie naprawdę zmęczonej swoją głową. Wzruszyła wreszcie ramionami, chcąc strącić z siebie te uczucia. Przeszła kilka kroków tyłem, wciąż nie spuszczając wzroku z Teddy, oparła się w końcu biodrami o barierkę.
— Tylko się nie zatrać, bo wieczór jeszcze młody. — Skinęła głową, wskazując na tlącego się blanta. Nie chciała, by przyjaciółka odkleiła się od planszy jak dzień wcześniej, a przynajmniej nie o takiej godzinie. Przecież jeszcze się nawet nie przebrały!

teddy darling

the new year don't feel so new

: ndz sty 11, 2026 9:13 pm
autor: teddy darling
To był jeden z kilku powodów, dla których nie wiązała się na stałe — świadomość, że ktoś bez przerwy będzie się o nią zamartwiał. Jej ociec przez to osiwiał. I jeden z wielu powodów, dla których te związki nie wyszły. Ile można czekać na kogoś, kto drugą dobę spędza w terenie, bo pod autostradą za miastem wykoleił się pociąg? Teddy też by się wkurwiała. Może właśnie o to chodziło? Może powinna trzymać się z daleka od kobiet, zanim te wyobrażą sobie coś więcej? A do ślubu pójdzie dopiero na emeryturze, żeby dawać wybrance serca wystarczająco duża atencji. Tak, to była wspaniała myśl! Plan prawie idealny. Jeszcze trzeba było tylko znaleźć wspomnianą wybrankę serca i miała już wszystko dopięte na ostatni guzik.
Serio chciałabyś coś takiego na nagrobku? — zaśmiała się, wychodząc na balkon. — Niezastąpiona matka, żona i kochanka jest zbyt oklepane? — oparła się ramieniem o barierkę, czekając grzecznie aż April odpali blanta. — A jakbyś, czysto teoretycznie, umarła po seksie, to co wtedy? Jakie wtedy sprezentować ci epitafium? Doszła i odeszła? — zapytała poważnie, a na kolejne stwierdzenie April, parsknęła zduszonym śmiechem.
Można oszaleć dla niej w sekundę? Dobre sobie! Ale sonety szekspirowskie brzmiały już nieźle. Z kolei Taylor Swift zepsuła cały klimat. Darling nie wyobrażała sobie, żeby ktokolwiek cytował jej fragment z The Fate of Ophelia, kiedy nawet nie miała tak na imię.
Niech mi recytuje teksty piosenek Noaha Kahana. A najlepiej niech je śpiewa! — przyklasnęła w dłonie, zanim przejęła skręta od przyjaciółki. — Wtedy jestem już cała jej. Rzucam wszystko w pizdu i biorę ślub w tej jebanej chwili — powiedziała poważnym tonem, chociaż nie była aż tak szurnięta. — No dobra, może nie akurat w tej chwili, bo teraz palimy, a potem będziemy tańczyć do białego rana — przycisnęła lolka do ust i zaciągnęła się nim trochę za mocno. Zakasłała kilkakrotnie i oddała go Finch. Nie chciała przesadzać, nie była tak zahartowana w boju, jak przyjaciółka. Częściej wciągała w płuca dym ze zgliszczy niż THC. O tyle dobrze, że przynajmniej nie piła na razie alkoholu, mniejsze ryzyko, że ją poskłada. — Musimy jeszcze zrobić sobie wystrzałowe makijaże! — przypomniała sobie o tym jakże istotnym fakcie. Stroje strojami, ale makijaż był prawdziwą wisienką na torcie. To on podkreślał całą kreację i to była jedna z nielicznych okazji, kiedy Teddy mogła się umalować.
Na początku swojej służby w jednostce jeden jedyny raz zrobiła sobie makijaż do pracy. Podczas gaszenia pożaru wszystko spłynęło jej z twarzy i wyglądał jak smutna panda. Koledzy śmiali się z niej przez co najmniej tydzień. A teraz mogła naprawdę się odjebać! I to nie tylko przypudrować nosek, ale również podkreślić oczy i nałożyć na powieki złoty cień, bo kiedyś kumpel gej powiedział jej, że złoto pasuje do niebieskich tęczówek.
Pokładasz we mnie zbyt mało wiary, Finch — stwierdziła, ponownie przechwytując od April blanta. — Myślisz, że przegapię powitanie Nowego Roku? Albo co gorsza, ciebie w seksownej sukience? Nie ma mowy — dodała stanowczo i pochyliła, żeby skraść przyjaciółce krótkiego całusa.

April Finch

the new year don't feel so new

: pn sty 12, 2026 12:44 pm
autor: April Finch
Zmarszczyła niezadowolona nos, słysząc propozycję epitafium. Nie opłacało się właściwie umierać. Utrata życia to jedno. April bardzo je kochała i chciałby się nim cieszyć jak najdłużej. Okazuje się jednak, że świadomość, że po twoim odejściu bliscy mogą cię do woli upokarzać, jest dosyć przykra. Powinna spisać jakiś porządny testament – rodzice na pewno pomogą jej w tym z wielką przyjemnością i będą dumni z jej zapobiegawczości. Warto było się postarać, by uchronić się przed takimi głupotami. Z drugiej strony, testament to tylko wola zmarłego, którą żywi mogą mieć w głębokim poważaniu. Co im niby zrobi, jak nie posłuchają?
— Nie ma opcji. Chcę, żeby pamiętali mnie jako tę uroczą i zabawną. Nagrobek nie musi regularnie przypominać, że to nie do końca prawda. — Aż przeszedł ją jakiś nieprzyjemny, chłodny dreszcz. Wzdrygnęła się na myśl o tym, że nawet po śmierci ludzie będą ją pamiętać jako typowego milenialsa. Wierzyła, że do zmarłych trzeba mieć jakieś minimum szacunku i nie robić im pod górkę na tym łez padole. I w zaświatach, jeśli jakieś jednak istniały.
— Trzeba było mówić wcześniej, wzięłabym tu gitarę. — Zgarnięcie fortepianu do samochodu Teddy byłoby bardziej skomplikowane, choć na pewno sprawiłoby April więcej przyjemności. Z drugiej strony, powinna się raczej trzymać popisowego instrumentu wybranego przez nią muzyka, bo to przyjaciółka miała mieć z tego wielką przyjemność. Z tym Finch też dałaby sobie przecież radę, choć faktycznie gitara akustyczna nie była pierwszym wyrazem miłości, na jaki wpadała, chcąc kogoś sobą oczarować. Może to błąd?
— Ale sobie nawzajem czy mogę się umalować sama? — Przyglądała się jej z rozbawieniem. Od razu jednak zaczęła badać wzrokiem uważnie jej twarz, planując potencjalny makijaż. Nie zastanawiała się jeszcze, jak dokładnie sama chciała wyglądać. Zakładała tylko, że musi być ładnie, planowała po prostu usiąść przed lustrem i zawierzyć własnym dłoniom. Jak nie wyjdzie, to problem jej twarzy. Ale żeby tak komuś innemu popsuć imprezowy look? To już poważniejsza sprawa.
— Teddy. Pokonała cię wczoraj bluza. — Położyła dłoń na jej ramieniu, chcąc okazać jej wsparcie w tym smutnym wspomnieniu. Bardzo chciała w nią wierzyć, ale miała całkiem świeże dowody na to, że chyba nie do końca warto. Ale kimże była, by blokować jej marzenia? Była przygotowana, miała ze sobą dużo więcej niż oferował ten jeden skręt, który wędrował właśnie między ich palcami. Jeżeli Darling była gotowa na spędzanie Sylwestra w chmurach, ona jej to zagwarantuje.
Przejechała dłońmi po jej bokach, zaznaczając talię, po czym bez wahania wsunęła zziębnięte ręce pod jej bluzę. Zimne palce powędrowały w górę pleców, badając ciepłą skórę. Przywarła do niej ciałem, zmuszając do przejęcia części jej ciężaru i niwelując resztki dystansu między nimi.
— Podobasz mi się w tej wersji. — Trudno stwierdzić, czy miała na myśli zjarana Teddy czy może po prostu ją w tej bluzie. A może w jeszcze innej wizji, która akurat przejęła kontrolę nad jej myślami? Sama nie byłaby w stanie się określić. Pochyliła się ku niej, a jej spojrzenie ześlizgnęło się na wargi Teddy. Wizja kolejnego zachłannego pocałunku zawisła na moment między nimi, drażniąc naelektryzowane już powietrze. Tuż przed celem zatrzymała się, złośliwie zmieniając tor ruchu. Chwyciła palcami końcówkę blanta, odebrała jej go i wypuściła dym prosto w jej usta.

teddy darling

the new year don't feel so new

: pn sty 12, 2026 1:55 pm
autor: teddy darling
Spojrzała na nią pobłażliwie, z głową lekko przechyloną na bok. Gdyby to od niej zależało, dopilnowałaby, aby April dostała na nagrobku wymarzone epitafium i żeby po latach wspominano ją dokładnie taką, jaka była — zabawną i niezmiernie uroczą. Teddy mogła to zrobić. Mogła zadbać o pamięć. Głęboko pod żebrami, tam gdzie rodzi się instynkt, czaiło się przeczucie, że to ona umrze pierwsza. Że to Finch będzie zmuszona zebrać strzępy wspomnień i ułożyć z nich historię Darling. A ona nie będzie już zapamiętana jako zabawna i urocza. Zapisze się w pamięci innych jako nieustraszona, bo na służbie zobowiązywała, a ktoś nazwie ją bohaterką.
Jednak w ostatnim momencie ugryzła się w język. Nie będą znowu o tym rozmawiać, przecież już to dzisiaj przerabiały i nie wynikło z tego nic dobrego.
Zawsze po powrocie do Toronto możesz zagrać mi serenadę pod oknem — podłapała jej pomysł z gitarą. Co z tego, że jej loft mieścił się na czwartym piętrze, a szczelne, nowoczesne okna zaprojektowano tak, żeby tłumiły hałas dochodzący z centrum miasta. Nawet gdyby April stanęła tam z najgłośniejszą gitarą i najlepszym repertuarem świata, dźwięki najpewniej rozbiłyby się o szkło, nim dotarłyby do jej uszu. Ale właśnie w tym absurdzie krył się urok tej myśli. W wyobrażeniu kogoś, kto mimo wszystko próbuje, stojąc nocą pod oknem, grając zwrotkę Northern Attitude, której i tak nie da się usłyszeć.
Teddy przez chwilę rozważała, czy nie sprezentować przyjaciółce sylwestrowego makeupu. Szybko jednak doszła do wniosku, że to zdecydowanie zły pomysł. Sama miała oczy zwężone do wąskich szparek i efekt zioła był nie do podważenia, więc precyzja ruchów należała raczej do świata marzeń niż realnych umiejętności. W takim stanie mogłaby co najwyżej narysować przyjaciółce abstrakcyjny szlaczki zamiast kreski eyelinerem.
Lepiej umaluj się sama — zdecydowała ostatecznie. — Możesz powierzyć mi swoje życie, ale twój makijaż w moich rękach nie jest bezpieczny — westchnęła, świadoma swojego obecnego stanu. Wzmianka o bluzie tylko pogłębiła wypuszczenie powietrza z ust. Cholera, Finch miała rację, przecież jeszcze wczoraj Darling miotała się jak szatan, nie mogąc wyplątać rąk z rękawów bluzy. I pomyśleć, że na co dzień walczyła z rozszalałymi płomieniami. Doprawdy żenujące.
Nie zdążyła zapytać, w jakiej wersji podoba się przyjaciółce, bo ta najpierw wkradła się dłońmi pod jej bluzę, przez co Teddy aż wstrzymała oddech, a potem wpuściła jej dym z blanta w rozchylone usta. Czuła się trochę jak na studiach, kiedy całowała się z dziewczynami po studencku. To zabawne, ale przy April w ogóle czuła się trochę jak nastolatka. Niby nic nie było świeże, a wydawało się całkiem nowe. Tylko dlaczego, skoro eksperymentalne czasy miały już dawno za sobą?
Zahaczyła zaczepnie zębami o dolną wargę Finch, a kiedy pozwoliła jeszcze raz zaciągnąć jej się jointem, sięgnęła do jej dłoni po niedopałek.
Zostaw to już — wymruczała w jej usta, zostawiając na nich drżące wibracje zniżonego tonu. Zgasiła blanta w prowizorycznej popielniczce i wciągnęła przyjaciółkę z powrotem do pokoju. Nie dała jej żadnego czasu na reakcję, od razu przycisnęła ją do ściany pomiędzy komodą a balkonowymi drzwiami. A potem ją pocałowała. Dłoń powędrowała na kark przyjaciółki, a palce zaplątały się w jej włosach.
Tylko chwilkę — wyszeptała pomiędzy muśnięciami ust. — Zaraz musimy się ogarniać — dodała i naprawdę nie dążyła do niczego więcej, usilnie wmawiając sobie, że potrafi nad sobą zapanować i wiedziała, kiedy powiedzieć stop.

April Finch

the new year don't feel so new

: pn sty 12, 2026 2:56 pm
autor: April Finch
— Jednak cytowanie Szekspira to dla ciebie za mało? Chcesz jeszcze serenad pod oknem? No dobrze. Może przynajmniej wtedy przyznasz mi rację z tym szaleństwem. — Wydawało się, że mówi poważnie. Nie do końca jeszcze wiedziała, jak ma to niby rozwiązać, skoro Teddy nie mieszka w domu z ogrodem, ale wszystko przecież dało się jakoś załatwić. Musiała przyznać, że tego jeszcze nie robiła. Grała oczywiście dla swoich byłych miłostek, częściej na fortepianie, ale dla żadnej jeszcze nie wystawała z instrumentem na mrozie. Granie w rękawiczkach nie wchodziło w grę, będzie musiała jakoś radzić sobie z bolącymi stawami. Aż było jej trochę głupio, że wśród tych swoich szaleństw, nie zaliczyła jeszcze czegoś tak oczywistego. Wydawało jej się, że chyba nie ma czegoś bardziej prozaicznego niż szeptanie im wersów z sonetów, ale jednak była w błędzie. Może przez to jej do tej pory tak spektakularnie nie wychodziło w miłości? Na bank! To zdecydowanie nie była wina jej pokurwionej osobowości.
Podziękowała skinieniem głowy za rozsądek w kwestii makijażowej. To na pewno nie skończyłoby się dobrze. Finch nie miała talentu do malowania innych nawet na trzeźwo, a co dopiero w takim rozkojarzeniu. Chociaż w jej wypadku to nie była aż tak drastyczna różnica. Za to Teddy? Cóż, to mogłoby się skończyć absolutną tragedią. Nie po to wpakowała do torby ładną kieckę, by demolować sobie wizerunek robieniem sobie na twarzy maski klauna. Ją akurat miała i bez krzywych kresek, he.
Chciała oprotestować zabranie jej blanta i wytłumaczyć jej, że tam było jeszcze całkiem sporo do skonsumowania. Na szczęście została wciągnięta do środka i kompletnie o tej stracie zapomniała. Studenckie pocałunki muszą odłożyć na później. Jęknęła cicho wprost w jej usta, zaskoczona i zaaferowana tą gwałtowną reakcją. Po szczeniacku nie założyła, że jej prowokacje mogą mieć przecież konsekwencje. Gdyby tylko każdy jej bunt doprowadzał ją do takiego miejsca! Wielokrotnie bywała pod ścianą, ale zdecydowanie zbyt rzadko w objęciach Teddy. Chwyciła ją za nadgarstki, nie po to, by ją odsunąć, ale by przycisnąć jej dłonie mocniej do swojego ciała. Nie miała pojęcia, ile powinna trwać chwilka i czy faktycznie czas zaczął im uciekać szybciej niż do tej pory. Zsunęła dłonie niżej, na jej kark, a potem na talię Wczepiła się w materiał bluzy, jakby bała się, że jeśli puści, to zacznie się unosić i wyfrunie przez balkon, otumaniona kolejnymi pocałunkami. Odważyła się to jednak przetestować. Rozluźniła uchwyt, pozostała na ziemi. Cud. Jej ręka zsunęła się niżej, znów lądując w pasie Teddy. Zacisnęła palce na skraju spodni, przysuwając ją do siebie jeszcze bliżej. Wolnym, leniwym wręcz ruchem pokonała ich wiązanie. Wstrzymała na moment oddech, przerywając pocałunki i wsunęła dłoń za materiał. Przejechała opuszkami palców po jej kości biodrowej, aż wreszcie jednym ruchem szarpnęła spodnie w dół. Osunęła je nieznacznie, o marne kilka centymetrów.
— Idź się przebrać — rzuciła niewinnie, wyswabadzając się ze ściennej pułapki. Złapała po drodze własną torbę i zamknęła się w łazience, decydując za nie obie, która otrzyma który fragment pokoju do przygotowania się.
Oparła się plecami o drzwi łazienki, zamknęła oczy i osunęła się po nich, siadając na podłodze. Wypuściła wolno powietrze przez nos, próbując się w ten sposób uspokoić. Była wyjątkowo kiepska w panowaniu nad sobą, a teraz przecież rzucała kłody pod nogi sama sobie. Miała przed sobą zadanie – ogarnąć się. W zadaniach była dobra, musiała do tego podejść jak do pracy. Otworzyła oczy i zanurkowała w torbie, by wyciągnąć z niej wszystko, co będzie jej potrzebne.
Zadaniowe podejście pozwoliło jej nie okupować łazienki godzinami. Nie marnowała czasu w pracy, nie miała zamiar robić tego w trakcie przygotowań. Pindrzenie się przed lustrem nie sprawiało jej wielkiej przyjemności, nie była dziewczyną, która traktowała to jak hobby. Obserwowanie samej siebie w lustrze przynajmniej pomogło jej się uziemić. Przyjrzała się samej sobie dokładnie ze wszystkich stron, analizując, czy mogłaby coś jeszcze poprawić. Ale nawet gdyby mogła, to w tych warunkach przecież nie zrobi tak dużo. Czuła się bardzo dobrze, to musiało wystarczyć.
Wyszła z łazienki, rozglądając się niepewnie, jakby spodziewała się, że Teddy zaatakuje ją w podobny sposób jak wcześniej. Oby się wstrzymała i nie zepsuła efektu, zanim się nie pokaże ludziom. Zdecydowała się na czarną, dopasowaną welurową sukienkę. Materiał miękko otulał jej ciało, obiecując, że w odpowiednim świetle będzie się delikatnie mienił. O ostatecznym wyborze przesądził jednak hiszpański dekolt, odsłaniający teraz jej ramiona i obojczyki, tworząc kontrast z długimi, wąskimi rękawami. Zaklęła pod nosem, zdając sobie sprawę, że nie sprawdziła, czy ma na zębach szminkę. No nic, sprawdzi to za nią zaraz Teddy. Nie siliła się na wystrzałowy makijaż, nawet brokat zostawiła w domu. To też trudno. Była święcie przekonana, że makijaż po prostu pasował do reszty. Zastukała czarnymi obcasami o drewnianą podłogę i skierowała się z powrotem do salonowo-sypialnianego pokoju.
— Wyglądam idealnie. Chodź tu, też wyglądać idealnie — zawołała przyjaciółkę, rozglądając się z ekscytacją. Nie mogła się doczekać, by ją zobaczyć.

teddy darling

the new year don't feel so new

: pn sty 12, 2026 4:06 pm
autor: teddy darling
Nie mówiła poważnie o tej serenadzie. Rzuciła to mimochodem, w prowokującym żarcie. Czasami jednak zapominała, że April brała niektóre słowa dosłownie, jakby każde z nich było wyzwaniem rzuconym wprost pod jej stopy. Właśnie dlatego wcale nie zdziwiłaby się, gdyby April któregoś mroźnego wieczoru stała na chodniku, z zadartą wysoko głową i gitarą opartą o biodro, obracając sobie za punkt honoru występ pod kilkunastopiętrowym budynkiem, bo determinacja i skostniałe z zimna palce mogła zastąpiły zdrowy rozsądek.
Teddy zdecydowanie powinna wyperswadować jej to z głowy. Ale to później. Teraz przecież całowała ją zachłannie, łapczywie łapiąc powietrze za każdy razem, kiedy przyjaciółka przyciągała ją do siebie. Serce Darling rwało się w piersi i łomotało o żebra, uparcie próbując zatrzymać wspomnianą chwilkę na odrobinę dłużej. Wypuściła z siebie głośne sapnięcie prosto w rozchylone wargi Finch, bo zsunięte spodnie tylko spotęgowały uczucie bliskości, od którego aż zakręciło jej się w głowie. Nie trwało to jednak wiecznie, bo April, z irytującą zręcznością, wyswobodziła się z objęć. Z ust Teddy wyrwało się ciche, zupełnie nieudawane westchnienie rozczarowania. Odepchnęła się ręką od ściany, przy której jeszcze moment temu trzymała April w — jak jej się z początku wydawało — doskonałym potrzasku. Nic bardziej mylnego. Wystarczyła chwila nieuwagi, żeby stracić ją z ramion.
Jesteś okrutna — skwitowała krótko, odprowadzając ją spojrzeniem najpierw w głąb pomieszczenia, a potem do łazienki i Teddy została sama z własnymi myślami.
Przez chwilę krzątała się bez sensu po pokoju, aż w końcu zaczęła przeglądać garderobę. W końcu sięgnęła po lusterko i kosmetyczkę. Najpierw starannie rozprowadziła podkład wygładzający cerę, nadając jej zdrowego blasku. Potem przyszła kolej na oczy i z pozoru precyzyjne kreski, które musiałą dwukrotnie poprawić, o czym świadczyła niesamowita wprawa w robieniu makijażu. Na powieki nałożyła złoty cień, łapiący światło przy każdym ruchu głowy. Efekt był dokładnie taki, jaki lubiła — elegancki, ale nie do przesady. Idealny na pożegnanie starego roku. Narzuciła na siebie zieloną marynarkę. Była trochę oversizowa, ale dobrze leżała w talii i w ramionach, dodając odrobinę nonszalancji. Pod marynarką miała tylko koronkowy, czarny stanik, który wyraźnie wystawał spod materiału, pokazując więcej niż powinien. I właśnie o to chodziło! Do tego dobrała czarne, dopasowane spodnie z wysokim stanie, żeby podkreślić nogi i zgrabną sylwetkę. I jeszcze szpilki. Darling nie chodziła w nich całą wieczność, więc mogła tylko się modlić, że nie pokręci sobie w nich kostek.
Gdy skończyła spojrzała na swoje odbicie w lustrzanej szafie krytycznym, ale zadowolonym wzrokiem. Akurat w tym samym momencie drzwi od łazienki otworzyły się i do pokoju weszła April w swojej czarnej, welurowej sukience. Widok ten sprawił, że Teddy aż zaświeciły się oczy. Poprawiła mankiety marynarki i uśmiechnęła się pod nosem.
Jebać tę imprezę, zostajemy tutaj — zadecydowała żartobliwym tonem. Tylko jaki byłby wtedy sens takiego strojenia się, kiedy mogłyby siedzieć w pokoju w rozciągniętych dresach. — Wyglądasz wspaniale — stwierdziła, przyciągając ją bliżej i obróciła w kierunku lustra, żeby zobaczyć, jak prezentuje się u jej boku. — Wyglądamy wspaniale — zreflektowała się, bo rzeczywiście były dopasowane. Trochę jak na studniówkę. — Chodź, lala, postawię ci drinka — rzuciła nonszalancko, łapiąc ją za rękę.
Na zewnątrz zdążyło się już ściemnić, a z dołu dobiegały pierwsze dźwięki muzyki. Restauracja w pensjonacie przeszła niesamowitą metamorfozę — stoły rozstawiona tak, aby po środku stworzyć zachęcający do tańca parkiet, a białe obrusy zastąpiły eleganckie aranżacje ze świecami i lampkami. Ściany natomiast zostały udekorowano srebrnymi girlandami i złotymi balonami.
Niesamowite, że tak szybko to przygotowali — zachwyciła się Teddy, kiedy zajęły miejsce przy barze. — Byłam pewna, że od obiadu minęła jakaś godzina — dodała, ale najwyraźniej po drodze zakrzywiła jej się czasoprzestrzeń. — Jestem dzisiaj rozrzutna — przeniosła spojrzenie na April, znów stwierdzając w myślach, że przyjaciółka wygląda oszołamiająco. — Wybierz sobie coś wystrzałowego! — zachęciła ją uśmiechem. Niby Finch wolała jarać niż moczyć usta w alkoholu, ale hej, to był Sylwester!

April Finch

the new year don't feel so new

: pn sty 12, 2026 5:20 pm
autor: April Finch
Droga między łazienką a pokojem była dość krótka, ale wystarczyła jej, żeby trochę zacząć się stresować. Czuła tremę jak przed balem w liceum, nie mając właściwie pojęcia dlaczego. Widziały już siebie nawzajem w eleganckich wydaniach, wielokrotnie również poza szkołą. Tym razem chciała się przypodobać właśnie Teddy, a nie całemu światu wokół, czego przyjaciółka miałaby być tylko świadkową. A co, jeśli jednak nie wyglądała aż tak dobrze? Albo po prostu zrobi z siebie kretynkę, że zadbała o tak wiele szczegółów na taki zwyczajny wyjazd? Było jej już wystarczająco głupio, gdy musiała się rozebrać do ogarniania siniaków, przedwcześnie zdradzając, co kryła pod ubraniami. Dobrze, że chociaż z tym udało jej się coś zrobić! Gdyby ktoś chciał się jej przyglądać z bliska, pewnie dostrzegłby jakieś drobne ślady na udzie, ale większość bolączek skryła się pod materiałem. Była właściwie pod wrażeniem samej siebie, jak bardzo była w stanie overthinkingować w tak krótkim czasie. Trzeba było zabrać ze sobą bardziej wyciszający gatunek marihuany i po prostu gnić teraz na kanapie. Ale było już za późno, stało się, a ona właśnie wchodziła w okno cyklonu.
Cały stres zszedł z niej, gdy zobaczyła Teddy. Nie była w stanie przestać się uśmiechać. Strasznie była durna, że się aż tak stresowała. Jak to mogło jej w ogóle przyjść do głowy? Bez żadnego skrępowania i udawania, że tego nie robi, zlustrowała ją kilkukrotnie od góry do dołu.
— Zgadzam się, wyglądasz.. — zawiesiła głos, przyglądając się ich odbiciu w lustrze. Przeczesała palcami włosy i obróciła się nieco, pozując jak rasowa modelka. A raczej influencerka, bo przecie z nimi miała większe doświadczenie. Wyszczerzyła się, żeby upewnić się, że nie zaliczy wpadki ze szminką. Zęby na szczęście były czyste. Obróciła się znowu w stronę Teddy, wygładziła czule poły marynarki.
— Za dnia ciało, nocą myśl daremnie przez ciebie spokój tracą i przeze mnie. — W takich momentach cieszyła się, że tyle czasu na studiach zmarnowała na zajęcia poświęcone sztuce. To nie tylko uzupełnienie ECTS-ów, ale i bezcenne linijki, którymi mogła się potem wykpić z niezręcznej sytuacji. Zaśmiała się sama z siebie, przesuwając delikatnie paznokciami w dół od mostka do brzucha Teddy.
— Okej, to był ostatni raz — zapewniła chyba całkiem szczerze. Była tego pewna na ten moment. A co będzie potem? To się okaże. Na razie czekała je impreza na dole.
Nie spodziewała się zbyt wiele po hotelowej zabawie. Liczyła na porządne drinki, muzykę, która nie doprowadzi jej do szału i kilka śmiesznych obserwacji zaczerpniętych z życia gości. Na ten moment zapowiadało się całkiem obiecująco. Pracownicy faktycznie musieli się nieźle uwijać, by ogarnąć to miejsce i dostosować je do imprezy.
— Wystrzałowego? Błagam cię. Od liceum ciągle to samo. Jaggerbombę poproszę. — Uśmiechnęła się do barmana, udając, że nie widzi jego rozbawionego spojrzenia. Facet miał pewnie w zapasie tuziny kieliszków na Cosmopolitany, a tu proszę, trafiła mu się taka wielkomiejska wieśniara. Nie była przystosowana do drinków dla eleganckich bogaczy.
— Obstawiam jedne oświadczyny, jedno rzyganie do doniczki i pomylenie dzieci przy powrotach do pokoju. — Obróciła się na stołku w stronę sali. Założyła nogę na nogę, by nie kusiło ją wieśniackie siedzenie, bo w takiej sukience, to pewnie nielegalne. Przeczesała wzrokiem powoli rosnącą grupkę gości. Była bardzo różnorodna pod względem wieku i prawdopodobnego stanu materialnego. Wybornie, takie mieszanki są najlepsze.
— I że jakiś facet dostanie w ryj od swojej żony za próbę rozmowy z tobą. — Nachyliła się, patrząc od razu prosto w jej dekolt. Nie miała wątpliwości, że nie będzie dzisiaj ostatnia. Kątem oka spojrzała na barmana, zastanawiając się, czy chociaż on sobie poradzi sam ze sobą.

teddy darling