La Palma
: pt lut 27, 2026 6:05 pm
William N. Patel
Chyba sobie z niej kpił. Lodówka. Tyle zapamięta. Tylko czy zdobędzie się na kradzież zdjęcia z jego domu? Wkręcenie się na imprezę Patela nie wydawało się być w ogóle trudne. Wystarczyło poczekać, aż zaprosi gości do środka. Ona by się tam wślizgnęła, niczym prawdziwa lisica, porwała i tyle by z tego było. Aż zaczęła się bać, że miał predyspozycje jak własna matka. Stworzy prawdziwy album z samymi jej zdjęciami z wyjazdu. Tylko czy to nie było odrobinę creepy, patrząc na na całą ich relację?
Na to szczypanie pokręciła jedynie głową. Piekło jak cholera. Zagryzła wewnętrzną część policzka. Nie przyznałaby mu się do tego, prędzej dałaby się pokroić.
— Jakim cudem w twoim mózgu posmakowania cygara łączy się z całowaniem? — spytała wprost, marszcząc przy tym groźnie brwi. Co miała powiedzieć więcej? Czasami, a właściwie nigdy nie potrafiła zrozumieć Williama. Był dla niej chodzącym znakiem zapytania, a to denerwowało ją jeszcze bardziej. Zawsze zaczynało się spokojnie, by później kończyło się kłótnią, lub odwrotnie. Nigdy nie potrafili znaleźć złotego środka.
Znów strzeliła oczyma. Dlaczego on musiał taki być? Cały czas docinki bez jakiegokolwiek zatrzymania się. Ranek wydawał się być niebem przed prawdziwą burzą. Miała go dosyć. Przynajmniej kwestia przeprosin i tego nieszczęsnego cygarzenia wydawała się być załatwiona. Westchnęła krótko, choć zaraz na jej twarzy wymalował się błogi uśmiech. Nie zdążyła mu odpowiedzieć, bo zaraz złożył na jej łokciu buziaczka. Jak ona miała się na niego złościć? Im dłużej spędzała z nim czasu, tym bardziej miękło serce. Przypominał szczeniaczka. Miał własny charakterek, pokazywał wątek, a jednak dalej wszystko można mu przebaczyć.
Miała nadzieję, że się jej upiekło. Mógł tego nie usłyszeć, ale wtedy zdała sobie sprawę z prawdziwej siły Patela, jaką były niewątpliwie uszy. Delikatnie wygięła usta, słysząc jego pytanie. Bo co miałaby mu teraz powiedzieć? Miała do niego słabość, to wiedziała w stu procentach. Już chciała otwierać usta, kiedy kelner ją uratował i zadziwiająco szybko przyniósł im obiad. Skinęła mu jedynie w podziękowaniu.
— No to smacznego, Will — rzuca, niemalże od razu zabierając się za ośmiornice. Z pełnymi ustami nic się nie mówi. Chciała zyskać odrobinę czasu, zanim ułoży dla niego odpowiednią odpowiedź. Tylko czy było o czym mówić? Spoglądała na niego badawczo, a gdy tylko on unosił wzrok, ona opuszczała. Nie chciała o tym mówić, bo wiedziała jedno. Sama nie wiedziała, z czego to wynikało. Przecież go nienawidziła, a czy dalej... mogłoby jej na nim zależeć?
— Chyba się przesłyszałeś William, nic takiego nie powiedziałam — stwierdziła spokojnym tonem, odwracając wzrok. Kłamała. Nie była w stanie nawet spojrzeć na jego twarz. Potrafiła kłamać, ukrywać własne emocje, ale przy nim momentami pękała. Zwłaszcza że wewnątrz czuła ambiwalencję, której nie była w stanie wyjaśnić — jedz szybciej, wolałabym już być na górze i spojrzeć na chmury z góry — szybka zmiana tematu. Oby tylko połknął haczyk.
Chyba sobie z niej kpił. Lodówka. Tyle zapamięta. Tylko czy zdobędzie się na kradzież zdjęcia z jego domu? Wkręcenie się na imprezę Patela nie wydawało się być w ogóle trudne. Wystarczyło poczekać, aż zaprosi gości do środka. Ona by się tam wślizgnęła, niczym prawdziwa lisica, porwała i tyle by z tego było. Aż zaczęła się bać, że miał predyspozycje jak własna matka. Stworzy prawdziwy album z samymi jej zdjęciami z wyjazdu. Tylko czy to nie było odrobinę creepy, patrząc na na całą ich relację?
Na to szczypanie pokręciła jedynie głową. Piekło jak cholera. Zagryzła wewnętrzną część policzka. Nie przyznałaby mu się do tego, prędzej dałaby się pokroić.
— Jakim cudem w twoim mózgu posmakowania cygara łączy się z całowaniem? — spytała wprost, marszcząc przy tym groźnie brwi. Co miała powiedzieć więcej? Czasami, a właściwie nigdy nie potrafiła zrozumieć Williama. Był dla niej chodzącym znakiem zapytania, a to denerwowało ją jeszcze bardziej. Zawsze zaczynało się spokojnie, by później kończyło się kłótnią, lub odwrotnie. Nigdy nie potrafili znaleźć złotego środka.
Znów strzeliła oczyma. Dlaczego on musiał taki być? Cały czas docinki bez jakiegokolwiek zatrzymania się. Ranek wydawał się być niebem przed prawdziwą burzą. Miała go dosyć. Przynajmniej kwestia przeprosin i tego nieszczęsnego cygarzenia wydawała się być załatwiona. Westchnęła krótko, choć zaraz na jej twarzy wymalował się błogi uśmiech. Nie zdążyła mu odpowiedzieć, bo zaraz złożył na jej łokciu buziaczka. Jak ona miała się na niego złościć? Im dłużej spędzała z nim czasu, tym bardziej miękło serce. Przypominał szczeniaczka. Miał własny charakterek, pokazywał wątek, a jednak dalej wszystko można mu przebaczyć.
Miała nadzieję, że się jej upiekło. Mógł tego nie usłyszeć, ale wtedy zdała sobie sprawę z prawdziwej siły Patela, jaką były niewątpliwie uszy. Delikatnie wygięła usta, słysząc jego pytanie. Bo co miałaby mu teraz powiedzieć? Miała do niego słabość, to wiedziała w stu procentach. Już chciała otwierać usta, kiedy kelner ją uratował i zadziwiająco szybko przyniósł im obiad. Skinęła mu jedynie w podziękowaniu.
— No to smacznego, Will — rzuca, niemalże od razu zabierając się za ośmiornice. Z pełnymi ustami nic się nie mówi. Chciała zyskać odrobinę czasu, zanim ułoży dla niego odpowiednią odpowiedź. Tylko czy było o czym mówić? Spoglądała na niego badawczo, a gdy tylko on unosił wzrok, ona opuszczała. Nie chciała o tym mówić, bo wiedziała jedno. Sama nie wiedziała, z czego to wynikało. Przecież go nienawidziła, a czy dalej... mogłoby jej na nim zależeć?
— Chyba się przesłyszałeś William, nic takiego nie powiedziałam — stwierdziła spokojnym tonem, odwracając wzrok. Kłamała. Nie była w stanie nawet spojrzeć na jego twarz. Potrafiła kłamać, ukrywać własne emocje, ale przy nim momentami pękała. Zwłaszcza że wewnątrz czuła ambiwalencję, której nie była w stanie wyjaśnić — jedz szybciej, wolałabym już być na górze i spojrzeć na chmury z góry — szybka zmiana tematu. Oby tylko połknął haczyk.