las vegas parano, baby
: sob mar 07, 2026 6:53 pm
Madox od jakieś ósmej rano leczył się blantami, a dochodziła dwunasta, przyjął już potężną dawkę marihuanen, ale czuł się lepiej. Można nawet powiedzieć, że czuł się wyluzowany. Chociaż dużo miał pytań, ale dziewczyny powiedziały mu, że one zamierzają spać co najmniej do dwunastej, żeby ich nie budził, bardzo chciały, żeby z nimi spał, ale Madox stwierdził, że musi iść pobiegać, bo zawsze rano biega.
Nie biegał, bo po pierwsze nie będzie biegał po pustyni z chujem na wierzchu, a za nic nie mógł znaleźć swoich ciuchów, a po drugie to, nie miał siły. Bolały go wszystkie mięśnie, jakby wczoraj brał udział w jakimś runmageddonie, albo ćpał przez tydzień, ale sprawdzał na zegarku. Nie uciekł im żaden dzień, dopiero wczoraj tu przylecieli. Na mięśnie pomogło trochę zioło. Ale ta pustka w głowie...
Myślał, że William ją rozjaśni.
Tylko, że chyba nie, bo William zastanawia się czy to sekta, czy komuna. Madox nie wiedział przesunął palcami po jasnych włosach i karku.
- Ciężko stwierdzić... Myślisz, że takie starsze babki też biorą do sekty? - pokazał Williamowi jakąś straszą, kompletnie nagą babeczkę. Z boku, albo zboku, mogło to wyglądać jakby oni lubili jakieś granny, ale przecież oni tylko rozważali czy to sekta, czy komuna. Babcia ich zauważyła i pomachała do nich wesoło, a Madox jej odmachał, bo czemu nie? Potem wziął od Williama skręta i ściągnął bucha odwracając się już do kumpla.
- Nie wiem kurwa, ale myślisz, że przywódcą sekty mógłby być Shrek? - uniósł jedną brew, a zaraz podnosi rękę i pokazuje Williamowi faka. No nie faka, ale środkowy palec, na którym ma jego pierścionek - mam też twojego indiańca - co było dziwne, bo William mu go nigdy nie chciał pożyczyć, a Madox już go pytał trzy razy o to.
Ten blant gdzieś miedzy nimi krążył, a w międzyczasie to też ta rozmowa, toczyła się jakimś swoim torem, bo zaraz ze ślubu przeszli na forsę - nie wiem stary... ale tam może być ze trzy bańki, jak na moje oko - a Madox to miał do tego oko. Tyle wygrali w kasynie? Żeby tylko tego nie ukradli i nie chowali się teraz na pustyni.
Na kolejne pytanie Willa Noriega wyszedł sobie z tym blantem do przodu i się rozglądał po pustyni, która się przed nimi rozciągała na całej długości, oparł ręce na biodrach i odchylił się do tyłu.
- Nie wiem kurwa jak... - zaczął i zrobił jeszcze krok do przodu, a William teraz mógł zobaczyć też na Madoxowym tyłku nowiutki, świeżutki tatuaż... Z napisem - Pilar
- ale jesteśmy podobno pięćdziesiąt kilometrów od Vegas, czaisz to? - rzucił do Willa i pstryknął tego kiepa po blancie gdzieś w piach, w którym się zaraz zapadł. A potem ruszył do namiotu.
- Dawaj, mają tam lodówkę z browarem, podobno my go kupiliśmy, sto puszek piwa - machnął na Willa ręką, ale jeszcze się na niego obejrzał w wejściu - ej stary co ty masz na dupie? - zapytał, bo zauważył to jedno oko, które się na niego patrzyło.
( ꩜ ᯅ ꩜;) 

❄
Nie biegał, bo po pierwsze nie będzie biegał po pustyni z chujem na wierzchu, a za nic nie mógł znaleźć swoich ciuchów, a po drugie to, nie miał siły. Bolały go wszystkie mięśnie, jakby wczoraj brał udział w jakimś runmageddonie, albo ćpał przez tydzień, ale sprawdzał na zegarku. Nie uciekł im żaden dzień, dopiero wczoraj tu przylecieli. Na mięśnie pomogło trochę zioło. Ale ta pustka w głowie...
Myślał, że William ją rozjaśni.
Tylko, że chyba nie, bo William zastanawia się czy to sekta, czy komuna. Madox nie wiedział przesunął palcami po jasnych włosach i karku.
- Ciężko stwierdzić... Myślisz, że takie starsze babki też biorą do sekty? - pokazał Williamowi jakąś straszą, kompletnie nagą babeczkę. Z boku, albo zboku, mogło to wyglądać jakby oni lubili jakieś granny, ale przecież oni tylko rozważali czy to sekta, czy komuna. Babcia ich zauważyła i pomachała do nich wesoło, a Madox jej odmachał, bo czemu nie? Potem wziął od Williama skręta i ściągnął bucha odwracając się już do kumpla.
- Nie wiem kurwa, ale myślisz, że przywódcą sekty mógłby być Shrek? - uniósł jedną brew, a zaraz podnosi rękę i pokazuje Williamowi faka. No nie faka, ale środkowy palec, na którym ma jego pierścionek - mam też twojego indiańca - co było dziwne, bo William mu go nigdy nie chciał pożyczyć, a Madox już go pytał trzy razy o to.
Ten blant gdzieś miedzy nimi krążył, a w międzyczasie to też ta rozmowa, toczyła się jakimś swoim torem, bo zaraz ze ślubu przeszli na forsę - nie wiem stary... ale tam może być ze trzy bańki, jak na moje oko - a Madox to miał do tego oko. Tyle wygrali w kasynie? Żeby tylko tego nie ukradli i nie chowali się teraz na pustyni.
Na kolejne pytanie Willa Noriega wyszedł sobie z tym blantem do przodu i się rozglądał po pustyni, która się przed nimi rozciągała na całej długości, oparł ręce na biodrach i odchylił się do tyłu.
- Nie wiem kurwa jak... - zaczął i zrobił jeszcze krok do przodu, a William teraz mógł zobaczyć też na Madoxowym tyłku nowiutki, świeżutki tatuaż... Z napisem - Pilar
- Dawaj, mają tam lodówkę z browarem, podobno my go kupiliśmy, sto puszek piwa - machnął na Willa ręką, ale jeszcze się na niego obejrzał w wejściu - ej stary co ty masz na dupie? - zapytał, bo zauważył to jedno oko, które się na niego patrzyło.
( ꩜ ᯅ ꩜;)