i'm tied, to you
: ndz mar 08, 2026 10:17 pm
Choć wspomnienia poprzedniej nocy wciąż były w nim świeże, jakaś jego cząstka do samego końca nie wierzyła w to, że gdy obudzi się następnego dnia, Margo będzie o b o k. Jakby była wyłącznie marą senną, złudzeniem nawiedzającym go pod osłoną mroku - lub gorzej, iluzją człowieka osłabionego utratą większej ilości krwi, niż miało to prawo się wydarzyć z rany tak małej jak jego.
Skłamałby twierdząc, że wraz ze światłem dnia, nie powróciła do niego świadomość nadciągających konsekwencji. Krótkoterminowe rozważania na temat tego, w którym miejscu odłożył telefon i czy nie przyjdzie na niego wiadomość, której nie powinna zobaczyć. Długofalowe wizje przyszłości, w których wreszcie dosięga go kara za wszystkie popełnione przez niego grzechy.
Ale w tej chwili były wyłącznie echem odczuwanego przez niego zwykle niepokoju.
Nie przedzierały się przez uczucie jej skóry ocierającej się o jego własną czy miękki materiał kołdry, w którym byli zagrzebani. Uderzały w szybę, jak gałęzie smagane wiatrem poprzedniej nocy - na tyle, że słyszał ich ciosy, lecz niewystarczająco by odwrócił ku nim głowę. W tym wyrazie egoizmu, który ostatnimi czasy wyszedł na przód wszystkich jego cech, odłożył ten problem na bok.
- Brzmi strasznie - mruknął w odpowiedzi, odnajdując komfort w tej drobnej złośliwości, która pokazywała, że pomimo przejścia na drugą stronę, zdjęcia unoszących się przed nimi barier, wciąż pozostawali dokładnie tymi samymi ludźmi co wcześniej.
Dostrzegł jej uważne spojrzenie, kierujące się za dłonią w stronę jego klatki piersiowej. Rana na skórze wyglądała paskudnie - nie dlatego, że została źle zszyta, ale dlatego, że k a ż d a tak wyglądała. Nadal pozostawała szczelna i zabezpieczona, a zagrożenie zniwelowane, ale w jej miejscu wykwitał potężny siniak, pokrywający uszkodzoną tkankę.
Noc zatarła wspomnienia poprzedniego wieczoru - bar, który odwiedził, starcie, które się w nim rozległo były wyłącznie wyblakłymi obrazami, do których nie przyklejał już żadnych emocji. Jego knykcie były zaczerwienione i szorstkie, ale wiedział, że wkrótce wrócą do normalności. Rana szczypała, przypominając o swojej obecności, ale jej stan był pod kontrolą.
Obrócił się w łóżku, nie chcąc czuć na sobie jej zaniepokojonego spojrzenia. Jego ramię sięgnęło w stronę kobiecego ciała, zarzucił je na jej talię, wsuwając rękę pod zaplątany materiał, który wdarł się między nich.
- Miałem utrudnione zadanie, bo gdybym tu wrócił, nadal byś tu była - odrzucił beztrosko, jakby było to coś, co przeszło mu w ogóle przez myśl - a jednocześnie jego dłoń zawędrowała na jej plecy, przysuwając kobietę do siebie. - Następnym razem musimy to powtórzyć u ciebie - dodał, siląc się na powagę.
Jej obecność była rozpraszająca. Przypomnienie sobie wczorajszej nocy było na wyciągnięcie ręki, która teraz kreśliła wzory na kobiecej skórze - skórze, której mapa wyryła się w jego głowie.
margo mercer
Skłamałby twierdząc, że wraz ze światłem dnia, nie powróciła do niego świadomość nadciągających konsekwencji. Krótkoterminowe rozważania na temat tego, w którym miejscu odłożył telefon i czy nie przyjdzie na niego wiadomość, której nie powinna zobaczyć. Długofalowe wizje przyszłości, w których wreszcie dosięga go kara za wszystkie popełnione przez niego grzechy.
Ale w tej chwili były wyłącznie echem odczuwanego przez niego zwykle niepokoju.
Nie przedzierały się przez uczucie jej skóry ocierającej się o jego własną czy miękki materiał kołdry, w którym byli zagrzebani. Uderzały w szybę, jak gałęzie smagane wiatrem poprzedniej nocy - na tyle, że słyszał ich ciosy, lecz niewystarczająco by odwrócił ku nim głowę. W tym wyrazie egoizmu, który ostatnimi czasy wyszedł na przód wszystkich jego cech, odłożył ten problem na bok.
- Brzmi strasznie - mruknął w odpowiedzi, odnajdując komfort w tej drobnej złośliwości, która pokazywała, że pomimo przejścia na drugą stronę, zdjęcia unoszących się przed nimi barier, wciąż pozostawali dokładnie tymi samymi ludźmi co wcześniej.
Dostrzegł jej uważne spojrzenie, kierujące się za dłonią w stronę jego klatki piersiowej. Rana na skórze wyglądała paskudnie - nie dlatego, że została źle zszyta, ale dlatego, że k a ż d a tak wyglądała. Nadal pozostawała szczelna i zabezpieczona, a zagrożenie zniwelowane, ale w jej miejscu wykwitał potężny siniak, pokrywający uszkodzoną tkankę.
Noc zatarła wspomnienia poprzedniego wieczoru - bar, który odwiedził, starcie, które się w nim rozległo były wyłącznie wyblakłymi obrazami, do których nie przyklejał już żadnych emocji. Jego knykcie były zaczerwienione i szorstkie, ale wiedział, że wkrótce wrócą do normalności. Rana szczypała, przypominając o swojej obecności, ale jej stan był pod kontrolą.
Obrócił się w łóżku, nie chcąc czuć na sobie jej zaniepokojonego spojrzenia. Jego ramię sięgnęło w stronę kobiecego ciała, zarzucił je na jej talię, wsuwając rękę pod zaplątany materiał, który wdarł się między nich.
- Miałem utrudnione zadanie, bo gdybym tu wrócił, nadal byś tu była - odrzucił beztrosko, jakby było to coś, co przeszło mu w ogóle przez myśl - a jednocześnie jego dłoń zawędrowała na jej plecy, przysuwając kobietę do siebie. - Następnym razem musimy to powtórzyć u ciebie - dodał, siląc się na powagę.
Jej obecność była rozpraszająca. Przypomnienie sobie wczorajszej nocy było na wyciągnięcie ręki, która teraz kreśliła wzory na kobiecej skórze - skórze, której mapa wyryła się w jego głowie.
margo mercer