Strona 4 z 4

i'm tied, to you

: ndz mar 08, 2026 10:17 pm
autor: Rhys Madden
Choć wspomnienia poprzedniej nocy wciąż były w nim świeże, jakaś jego cząstka do samego końca nie wierzyła w to, że gdy obudzi się następnego dnia, Margo będzie o b o k. Jakby była wyłącznie marą senną, złudzeniem nawiedzającym go pod osłoną mroku - lub gorzej, iluzją człowieka osłabionego utratą większej ilości krwi, niż miało to prawo się wydarzyć z rany tak małej jak jego.
Skłamałby twierdząc, że wraz ze światłem dnia, nie powróciła do niego świadomość nadciągających konsekwencji. Krótkoterminowe rozważania na temat tego, w którym miejscu odłożył telefon i czy nie przyjdzie na niego wiadomość, której nie powinna zobaczyć. Długofalowe wizje przyszłości, w których wreszcie dosięga go kara za wszystkie popełnione przez niego grzechy.
Ale w tej chwili były wyłącznie echem odczuwanego przez niego zwykle niepokoju.
Nie przedzierały się przez uczucie jej skóry ocierającej się o jego własną czy miękki materiał kołdry, w którym byli zagrzebani. Uderzały w szybę, jak gałęzie smagane wiatrem poprzedniej nocy - na tyle, że słyszał ich ciosy, lecz niewystarczająco by odwrócił ku nim głowę. W tym wyrazie egoizmu, który ostatnimi czasy wyszedł na przód wszystkich jego cech, odłożył ten problem na bok.
- Brzmi strasznie - mruknął w odpowiedzi, odnajdując komfort w tej drobnej złośliwości, która pokazywała, że pomimo przejścia na drugą stronę, zdjęcia unoszących się przed nimi barier, wciąż pozostawali dokładnie tymi samymi ludźmi co wcześniej.
Dostrzegł jej uważne spojrzenie, kierujące się za dłonią w stronę jego klatki piersiowej. Rana na skórze wyglądała paskudnie - nie dlatego, że została źle zszyta, ale dlatego, że k a ż d a tak wyglądała. Nadal pozostawała szczelna i zabezpieczona, a zagrożenie zniwelowane, ale w jej miejscu wykwitał potężny siniak, pokrywający uszkodzoną tkankę.
Noc zatarła wspomnienia poprzedniego wieczoru - bar, który odwiedził, starcie, które się w nim rozległo były wyłącznie wyblakłymi obrazami, do których nie przyklejał już żadnych emocji. Jego knykcie były zaczerwienione i szorstkie, ale wiedział, że wkrótce wrócą do normalności. Rana szczypała, przypominając o swojej obecności, ale jej stan był pod kontrolą.
Obrócił się w łóżku, nie chcąc czuć na sobie jej zaniepokojonego spojrzenia. Jego ramię sięgnęło w stronę kobiecego ciała, zarzucił je na jej talię, wsuwając rękę pod zaplątany materiał, który wdarł się między nich.
- Miałem utrudnione zadanie, bo gdybym tu wrócił, nadal byś tu była - odrzucił beztrosko, jakby było to coś, co przeszło mu w ogóle przez myśl - a jednocześnie jego dłoń zawędrowała na jej plecy, przysuwając kobietę do siebie. - Następnym razem musimy to powtórzyć u ciebie - dodał, siląc się na powagę.
Jej obecność była rozpraszająca. Przypomnienie sobie wczorajszej nocy było na wyciągnięcie ręki, która teraz kreśliła wzory na kobiecej skórze - skórze, której mapa wyryła się w jego głowie.

margo mercer

i'm tied, to you

: ndz mar 08, 2026 11:02 pm
autor: margo mercer
Bliskość przyszła do niej tak naturalnie, że przez dłuższą chwilę nawet nie zastanawiała się nad tym, co właściwie oznaczała. Nie analizowała poprzedniej nocy, nie próbowała rozkładać jej na części ani przypisywać jej znaczeń, które mogłyby wszystko skomplikować. Zamiast tego po prostu pozwoliła sobie w niej trwać - w tej ciszy, w ciepłym ciężarze jego ramienia na swojej talii, w leniwych pocałunkach, które pojawiały się bez pośpiechu, jakby były czymś zupełnie zwyczajnym.
I może właśnie dlatego nie było w tym ani krzty niezręczności. Nie było tej chwili, w której nagle uświadamiasz sobie, że przekroczyło się granicę i nie bardzo wiadomo, co zrobić dalej. Wszystko wydarzyło się tak płynnie, tak bez wysiłku, jakby naprawdę było kolejnym krokiem, który prędzej czy później i tak musiał nastąpić.
Jakby ta noc była po prostu czymś n i e u n i k n i o n y m.
Margo przeciągnęła się odrobinę w jego ramionach, przesuwając się bliżej, aż jej kolano zahaczyło o jego biodro. Jej dłoń bezwiednie powędrowała po jego boku, zatrzymując palce na chwilę na jego plecach w tym leniwym, nie do końca świadomym geście, który nie miał żadnego konkretnego celu poza samym dotykiem. Jej usta ponownie odnalazły jego ramię, muskając skórę krótkim, ciepłym pocałunkiem, a potem jeszcze jednym, wyżej - bliżej szyi. - Chwileczkę - mruknęła w końcu z cieniem rozbawienia w głosie, unosząc lekko głowę. - Jakim cudem w ogóle wpadłeś na pomysł, że zamierzam zapraszać cię do siebie? - uniesiona brew i lekko kpiący uśmiech zdradzały, że była to zaczepka, a nie faktyczny protest.
Jeszcze przez sekundę przesunęła opuszką palca tuż obok opatrunku, sprawdzając temperaturę jego skóry, a potem jej ręka powędrowała wyżej, po jego ramieniu, w stronę karku. Nie wróciła już do tego tematu. Jeśli nie chciał, żeby się tym martwiła - uszanowała to. Nie zamierzała roztrząsać wydarzeń zeszłej nocy na nowo; nie zamierzała znowu pytać. Choć wyrzuty sumienia na pewno miały się w niej znowu odezwać - odrzuciła je na bok, na coraz większą kupkę rzeczy, którymi będzie martwić się później.
Przez chwilę milczała, wtulona w niego, pozwalając sobie na tę spokojną bliskość, która wciąż była dla niej zaskakująco łatwa. Jej palce bawiły się kosmykiem jego włosów przy karku, a policzek spoczywał wygodnie na jego ręce. Dopiero później uniosła lekko głowę, spoglądając na niego spod przymrużonych powiek. - Skoro nadal tu jesteś... - zaczęła, a w jej głosie znów pojawiła się ta lekkość, która często towarzyszyła ich rozmowom. Zawiesiła głos na moment, zastanawiając się nad kolejnymi słowami. - I skoro przytulasz mnie tak, jakbyś wcale nie miał zamiaru mnie wypuścić - na jej ustach pojawił się powolny, miękki uśmiech. - To mogę uznać, że jednak nie żałujesz tego, co się wydarzyło? - pytanie zabrzmiało niemal żartobliwie, jak kolejna z ich drobnych zaczepnych uwag, ale w jej spojrzeniu kryło się coś więcej. Coś, co zdradzało, że mimo tej lekkości odpowiedź naprawdę miała dla niej znaczenie.
Po chwili jednak znów opadła na jego ramię, jakby wcale nie potrzebowała natychmiastowego wyjaśnienia. Jeszcze jeden krótki pocałunek. Jeszcze jedno leniwe przytulenie. Ta chwila była zbyt spokojna, by pozwolić jej skończyć się zbyt szybko.

Rhys Madden

i'm tied, to you

: ndz mar 08, 2026 11:19 pm
autor: Rhys Madden
Jeszcze dwadzieścia cztery godziny temu myśl, że mogliby znaleźć się w tym miejscu wydawała mu się straszliwie skomplikowana. Wszystkie związane z nią reperkusje wydawały się tak potężne, tak niemożliwe do zignorowania, że znalazłyby sposób by zniweczyć tę chwilę, zepsuć to, po co ośmielili się sięgnąć, choć nie mogło do nich należeć.
Nie był ślepy na konsekwencje swoich czynów. Zdawał sobie sprawę z tego, że poprzednia noc rozpoczęła się kłamstwem - ponieważ czym innym było zatajenie przed nią prawdy? Milczenie, gdy zapewniała, że nic, co zrobił, nie mogłoby wpłynąć na to w jaki sposób go postrzegała? Odrzucenie przeszłości jako powodu, dla którego się odsuwał, wciąż tkwiąc w niej jedną nogą?
Przecież zdarzały się chwile, że tkwił w niej o b i e m a.
Ale miejsce, w którym utknął, nie było innym, kobiecym głosem, którego echo docierało do niego we wspomnieniach - nie było też inną sylwetką, której kształty poznawał, ani wypowiedzianymi na głos uczuciami. Było ciemnym wnętrzem, rozsierdzającym go gniewem i krwią spływającą po blacie, której odpryski znaczyły jego dłonie i ubrania.
Mimo tego wszystkiego, mimo gorzkiego posmaku, jaki wywoływała ta świadomość, bycie z Margo okazało się ł a t w e.
Tkwienie z nią tutaj, z jej talią pod swoją dłonią, z kolanem podsuniętym pod jego biodro, ciemnymi włosami wykręcającymi się w jego kierunku na poduszce, na której tkwiły rozrzucone. Ta bliskość wydawała mu się naturalna, jakby obydwoje byli do niej stworzeni, a całą znajomość zmierzali w stronę nieuchronnego.
- Kto mówił o zaproszeniu? - przytaknął niedbale, a jego dłoń nadal kontynuowała swoją drogę wzdłuż jej pleców, natrafiając wreszcie na rozrzucone kosmyki. Przebiegły uśmiech wpełzł na jego usta. - Zaczekam do dwudziestej trzeciej i zjawię się w twoich drzwiach w piżamie.
Pochylił się, składając na jej ustach krótki pocałunek - tak, jakby pragnął je zawczasu zamknąć, nim odpowie mu równie zajadłym docinkiem, choć wypowiadane przez nich słowa nie miały większego związku z rzeczywistością.
Ani z jego dłonią, tym razem wracającą z powrotem w dół, zatrzymującą się na jej lędźwiach.
- Nie jestem pewien - zmarszczył brwi, udając, że odpowiedzenie jej wymaga od niego stanowczego przemyślenia tej kwestii, która jemu wydawała się oczywista. - Jeszcze raz, jak miałaś na imię?
Jego palce zacisnęły się lekko na kobiecej skórze, w geście okazywania pewności, której brakowało w jej słowach. Przysunął się, na wpół przypadkiem, na wpół celowo trącając swoim nosem jej - nawet, gdy leżeli spleceni w pościeli, zmniejszanie odległości między nimi dalej sprawiało, że w jego wnętrzu budziła się iskra fascynacji.
- Spokojnie, Margo - powiedział cicho, łagodnie, głosem pewnym tego, czego od niego pragnęła - zapewnienia. Zapewnienia, które maskowało szatański błysk w jego oku. - Już wysłałem kapitanowi esemesa z pytaniem, czy możemy ze sobą chodzić.

margo mercer

i'm tied, to you

: pn mar 09, 2026 8:43 am
autor: margo mercer
Bańka, w której znaleźli się poprzedniego wieczoru, nie mogła trwać wiecznie - Margo wiedziała o tym równie dobrze jak on. Rzeczywistość czekała za drzwiami mieszkania, cierpliwa i nieubłagana, z całym swoim ciężarem niedopowiedzianych rozmów i spraw, które nie zniknęły tylko dlatego, że na kilka godzin pozwolili sobie o nich zapomnieć.
Nie byli zwykłymi ludźmi. Nie należeli do tych, którzy po wspólnej nocy mogli wyjść z mieszkania trzymając się za ręce, zatrzymać się po drodze po kawę i pozwolić, by wszystko rozwijało się w spokojnym, naturalnym tempie. Ich praca nie zostawiała na to miejsca. Wymagała granic, tych samych, które wczoraj przekroczyli bez większego wahania.
A poza tym była jeszcze reszta świata. Evans. Niewyjaśniona sytuacja z poprzedniego wieczoru; rozmowa, która prędzej czy później będzie musiała się odbyć, choć wczoraj, wychodząc z restauracji, była przekonana, że wysłała mu wystarczająco jasny sygnał. Mimo to wiedziała, że to nie koniec, że jeszcze przyjdzie jej się z tego tłumaczyć.
Spróbowała coś powiedzieć, właściwie nawet nie była pewna co dokładnie, bo myśl urwała się w połowie, kiedy Rhys pochylił się nagle i zamknął jej usta pocałunkiem. Westchnęła cicho w odpowiedzi, a jej dłonie odruchowo przesunęły się po jego przedramionach. Odpowiedziała mu bez wahania, ale w swoim stylu, z tą samą złośliwością, która od początku była częścią ich relacji. Jej zęby na krótką chwilę przytrzymały jego dolną wargę, potem puściła ją z cieniem rozbawienia w oczach.
Wyplątała się z jego ramion powoli, niemal niechętnie, jakby ciało wciąż protestowało przeciwko tej decyzji. Przez chwilę siedziała jeszcze na brzegu łóżka, odwrócona w jego stronę, przyglądając mu się z uśmiechem, który zdradzał więcej niż słowa. Kiedy jednak wspomniał o wiadomości do kapitana, w jej spojrzeniu natychmiast pojawił się znajomy, złośliwy błysk. Poduszka poleciała w jego stronę szybciej, niż zdążyłby zareagować. - Pieprz się - mruknęła, choć w jej głosie pobrzmiewało rozbawienie.
Nie czekając na odpowiedź, wstała z łóżka i ruszyła w stronę drzwi sypialni. Nie próbowała nawet się zasłaniać - przeszła przez pokój zupełnie swobodnie, jakby fakt, że był tam z nią, był czymś najbardziej oczywistym na świecie. Jej włosy wciąż były rozczochrane, a skóra nosiła ślady nocy, która jeszcze nie zdążyła całkowicie ustąpić miejsca porankowi. Zatrzymała się dopiero przy drzwiach, opierając się o framugę.
Odwróciła się przez ramię, patrząc na niego z tym samym uśmiechem, który pojawiał się zawsze, gdy przygotowywała się do kolejnej zaczepki. - Mam nadzieję, że jak dotrzemy na komisariat, to poprosisz też o to osobiście - na moment zawiesiła spojrzenie na jego twarzy. - Zaraz po tym, jak przeprosisz Evansa za to, że ukradłeś mu pomysł. I dziewczynę - potem odwróciła się z powrotem i zniknęła w salonie, najwyraźniej w poszukiwaniu swoich rzeczy, które poprzedniego wieczoru zostawili tam w znacznie większym pośpiechu niż ktokolwiek z nich planował.

Rhys Madden

i'm tied, to you

: pn mar 09, 2026 12:09 pm
autor: Rhys Madden
Mruknął z niezadowoleniem gdy wyplątała się z jego ramion, powoli kierując do brzegu łóżka. Nie ruszając się z miejsca, patrzył, jak biały materiał z wolna odsłania jej skórę, włosy spływają kaskadą na nagie plecy, których gładkość jeszcze chwilę temu czuł pod swoimi palcami. Wczorajsza noc stanowiła wentyl, dający ujście nagromadzonemu napięciu, ale natychmiast wyczuł, że nie była wystarczająca by mógł się nią n a s y c i ć.
Jego ramię uniosło się w obronnym geście, ale niewystarczająco szybko - poduszka wleciała w niego z impetem, tłumiąc śmiech w reakcji na jej słowa. Mógł się tego po niej spodziewać, złośliwość pasowała do jej tęczówek na równi z potrzebą, która wczoraj odbijała się w jego własnych - i od której teraz jego spojrzenie pociemniało gdy wstała z łóżka, ruszając w stronę salonu.
Westchnął ciężko, świadom nadciągającej rzeczywistości - gdzieś poza murami jego mieszkania, na komisariacie, na który musieli wtoczyć się oboje prędzej czy później. Z niezadowoleniem wsparł się na łokciach, szykując do wyjścia z łóżka. Bez niej obok, nic go już w nim nie trzymało, choć biała pościel nadal pachniała jak ona.
- Ukradłem mu dziewczynę? - odrzucił prychnięciem, gdy sama myśl, nawet żartobliwa, że miałby rozmawiać z Evansem wzbudziła gdzieś zaszytą w głębi irytację. Wysunął się spod pościeli, wychodząc z łóżka i zgarniając parę spodni, zapomnianą, rzuconą w trakcie na ziemię. - Myślałem, że nie jesteś niczyją własnością, Margo.
Wsunął się do salonu, obejmując wzrokiem wczorajsze pobojowisko - rozrzucone ubrania, otwarty zestaw pierwszej pomocy, zakrwawione gazy leżące na stoliku. Żadna z tych rzeczy nie powinna w izolacji budzić w nim pozytywnych wspomnień, ale skłamałby gdyby nie uśmiechnął się lekko na widok rzuconej przez nią bielizny, tkwiącej koło otwartej apteczki.
- Tego szukasz? - rzucił przebiegle, stając za nią gdy wciągała na siebie koszulkę. Przysiadł na stoliku, z materiałem zawieszonym na jego palcu - palcu, który skierował w jej stronę i niemal natychmiast cofnął, gdy spróbowała po niego sięgnąć. Pochyloną, owinął ramieniem, przyciągając do siebie w potrzebie zapłaty za odzyskanie znalezionej rzeczy - żarliwym pocałunku, który budził wspomnienia poprzedniej nocy.
Pozwalając jej ubrać się w pośpiechu, samemu obserwował, wyczuwając napieranie rzeczywistości - a wraz z nią konsekwencji - na ściany jego mieszkania. Wdzierała się do niego oknami, światłem wschodzącego słońca i odgłosami zwiększającego się ruchu na ulicach.
- Do zobaczenia na posterunku, partnerze - pożegnał się z nią, odprowadzając spojrzeniem - wiedząc, że musiała doprowadzić się do porządku we własnym mieszkaniu, a już na pewno nie mogła wtoczyć się w ten sposób na komisariat prosto z jego samochodu.
Nawet, jeśli on miał na to ochotę.
koniec
margo mercer