przekleństwa i znowu jakieś mordobicia? bo dawno nie było
Od jakiegoś czasu...
Jego serce leżało tylko i wyłącznie
przy niej.
I nie ważne, czy to była strona dobra, czy zła, czy trzeba było komuś pomóc, czy komuś wpierdolić, bo dla niej gotowy był na wszystko.
Co dobre, i co złe.
I teraz też gotowy był jej pozwolić rozmawiać z Eliotem, chociaż przecież... Madox nie lubił oddawać swoich spraw w czyjeś ręce, wszystko chciał załatwiać sam, a gdy w grę jeszcze wchodziło jej bezpieczeństwo, miał kurewsko mieszane uczucia, co do tego. A jednak, przyznawał jej rację.
Bo to akurat fakt, że Pilar była inteligentna, nawet kiedy kierowała się sercem... to robiła to trochę inaczej niż on. Mniej bezmyślnie może?
-
Perra fria? - powtórzył po niej, kiedy już oderwała od niego te pełne, gorące wargi. Znowu odchylał głowę do tyłu myśląc o tym, ciemne tęczówki zawiesił na moment w suficie.
Znał już różne wcielenia Pilar, ale
zimna suka? Kiedy sunął palcami po jej rozgrzanej skórze i pod opuszkami czuł... ogień. Zawsze była dla niego kurewsko gorąca. Ale może rzeczywiście, tutaj powinna być zimną suką? Tak jak Madox czasem przecież też był...
Zimny.
Ale z nią nie potrafił, bo zaraz łasił się do niej i spowiadał ze wszystkiego, nawijał. O tym, że się o nią martwił i o Haddie, która nawet w połowie, nawet w jebanych dziesięciu procentach pewnie, nie znaczyła dla niego tyle, co ona. A przy okazji błądził palcami po jej gorącej, gładkiej skórze, znajomymi ścieżkami. Zapewniał ją, że była jedyna, i pieczętował to wszystko pocałunkiem, mocnym, nie jakimś delikatnym muśnięciem, tylko czymś takim, co z samego dna płuc wyrywało to dzikie stęknięcie. Takim, który sprawiał, że serca znowu zabiły mocniej, wyrywając się do siebie. A ciała chociaż kurewsko jeszcze gorące, zalewała kolejna ognista fala.
I może by się temu poddali?
Pewnie tak, bo oni przecież nie umieli sobie odmawiać
Czasem tak, na złość.
Ale okazało się, że na Madoxa czeka Maddie. Przyłaziła do klubu prawie codziennie, ale większość ochrony jednak jej nie wpuszczała. A dzisiaj przecież Madox doskonale wiedział, kto to zrobił.
I kiedy już pierdolnął drzwiami, stając na przeciwko Stewart, a ona rzuciła
za bardzo im odpuszczasz, to się skrzywił. Z jednej strony wiedział, że to robi, że jest zbyt pobłażliwy, z drugiej z większością załogi się po prostu kolegował, a z trzeciej...
-
Wiem kto ją wpuścił - rzucił, a kiedy Pilar podeszła do niego sięgając po majtki, które trzymał, to zaraz złapał ją za nadgarstek i dziabnął w palec, zaczepnie przesuwając po nim później językiem -
palce się obcina, a nie premię cariño - rzucił patrząc jej w oczy, niby sobie żartował, bo palce przecież obcina się za zdradę, ale czy to właśnie kurwa nie była już zdrada? -
Coś ją łączy z Siergiejem, nie wiem czy się pieprzą, czy się lubią - wzruszył ramionami -
jakoś mnie to nie interesuje kto się tutaj z kim pierdoli, bo czasami to byś się nie spodziewała... - zawiesił na niej spojrzenie, kiedy wkładała na siebie majtki, kiedy cienka koronka sunęła po jej kształtnych pośladkach. I dopiero jej kolejne słowa sprowadziły go na ziemię -
co? Ale mieliśmy przecież robić fajne rzeczy - jęknął. No i oczywiście, że Madox nie zdawał sobie sprawy z tego jej
sposobu, bo jego spojrzenie wodziło gdzieś po koronce jej stanika, a myśli odpływały do tych
fajnych rzeczy. Zapiął ozdobną klamrę paska, na moment spuszczając na nią spojrzenie, chociaż zaraz wyprostował się, kiedy zarzucała mu
brak autorytetu. Wiedziała jak go podejść, za dobrze to wiedziała.
-
Nie boję się z nią gadać - rzucił i chociaż na moment spuścił spojrzenie na jej dłoń zaciśniętą na jego pasku, to zaraz podniósł je, wbijając prosto w jej oczy -
po prostu... Kurwa - aż odchylił do tyłu głowę kręcąc nią. Bo nie chciało mu się tego robić, nie dzisiaj, kiedy mieli wolne, i mieli
robić coś fajnego, ale Pilar miała rację,
gdzie jego autorytet? Jak on mógł jej pozwolić, żeby sobie siedziała w jego biurze, jak u siebie?
Pilar zawsze miała rację. A Madox coraz bardziej się jej słuchał.
Zarzucił na kark czarną koszulę i zaczął zapinać guziki, ale oczywiście, że krzywo, tylko znowu Stewart stanęła przed nim, i poprawiła trafiając guzkiem w odpowiednią dziurkę. A kiedy jej palce przesunęły się po jego torsie na szyję, na te tatuaże z
koroną i
koliberkiem, a jej usta złączyły z tymi jego w
ognistym pocałunku.
-
Yo estoy a cargo aquí -
ja tu rządzę, rzucił od razu jak się od niego oderwała, a kiedy splotła jego palce ze swoimi, to jeszcze podniósł jej dłoń, musnął ją wargami, i jeszcze uszczypał skórę zębami -
les voy a demostrar quién diablos manda aquí -
pokażę im, kto tu kurwa rządzi, dodał a kiedy pociągnęła go do drzwi, to jeszcze zatrzymał ją w połowie drogi, szarpnął do siebie mocno, a gdy wpadła mu w ramiona, to już pochylał głowę nad jej dekoltem -
te mojarás cuando veas esto -
będziesz mokra, jak to zobaczysz, mruknął jej do ucha. Zawsze jakaś motywacja to była.
Kiedy Pilar powiedziała do Siergiej to
trochę nabałaganiliśmy, to on chyba też liczył, że Madox każe mu to sprzątać, bo nawet zajrzał do środka, ale Noriega skinął na niego głową.
-
Siergiej, ty ze mną - rzucił krótko. Na barze jeszcze łapiąc Laurę -
niech ktoś idzie na dół posprzątać - rzucił, a brunetka już otwierała usta, ale Madox tylko warknął -
powiedziałem coś kurwa - no i tyle było z ich rozmowy.
Za to Madox zaraz miał przeprowadzić kolejną, chociaż kiedy zobaczył Maddie siedzącą przy biurku, na tym fotelu, na którym przecież zawsze siedziała grzebiąc sobie w pazurach, to coś go ścisnęło gdzieś w środku. Był na nią kurewsko wkurwiony, za to co mu zrobiła. Ale też... przez wiele lat ona przecież była dla niego jak siostra? Albo jak matka? Jedyne oparcie i jedyna osoba, która pomagała mu z klubem.
Nie skomentował tego tekstu o włosach siadając na swoim fotelu. Obrzucił spojrzeniem biurko, na którym piętrzyło się coraz więcej papierów, bo dużo z nich ogarniała właśnie blondynka.
-
Skończ pierdolić Maddie - rzucił krótko... A przecież to zawsze było
skończ pierdolić Madox, które powtarzała mu na okrągło. Siergieja ustawił przy biurku jednym tylko skinieniem głowy. A kiedy blondynka wspomniała o Esme, to Madox utkwił w niej to ciemne spojrzenie. Chociaż trochę dotknęło go to, że przyszła tutaj wciąż za sprawą jego matki -
wyjebane mam na Esme, nie obchodzi mnie w ogóle - syknął, chociaż przecież go obchodziła, ale tylko Pilar o tym wiedziała. Maddie nie musiała. Musiała za to zaraz zadrzeć głowę do góry, kiedy Madox zerwał się z miejsca opierając o biurko -
a ty miałaś tutaj kurwa nie przychodzić, nie potrzebuję tutaj zdrajców - warknął, ale Maddie też poderwała się z miejsca.
-
Madox przecież wiesz... - zaczęła, ale tym razem Noriega nie pozwolił jej dokończyć, bo zaraz kiwnął palcem na Siergieja. Specjalnie, to miał być właśnie on.
-
Wyjeb ją stąd - warknął, a rusek się zawahał -
wyjeb ją, albo kurwa zawołam chłopaków i wypierdolą was oboje - dodał Madox, a Maddie spojrzała na Rosjanina, a on na nią. Widać było, że jest tu coś na rzeczy -
albo sam to zrobię - teraz to Madox wyrwał się z za biurka, a Maddie się cofnęła, bo chyba znała Noriegę na tyle, żeby wiedzieć, że by to zrobił. Siergiej też się ruszył stając między nimi.
-
Madox przecież wiesz, że to było dla twojego dobra, a kto o ciebie... - Maddie znowu próbowała mieszać mu w głowie, zwłaszcza, że między nią a Madoxem stał ten wielki rusek.
-
Zamknij się! - warknął na nią Madox. Nie zamknęła się.
-
Przecież kurwa cały czas ci pomagałam, zawsze byłam po twojej stronie, kiedy wszyscy się odwracali, opiekowałam się tobą, Sombrą... - nawijała cały czas. Miała rację, bo tak było. Zawsze kiedy potrzebował pomocy, to była Maddie. W każdym momencie. Kiedy potrzebował jej w Emptiness, ale też kiedy coś działo się poza klubem. Był chory, albo zostawał sam na święta, albo musiał komuś podrzucić Sombrę, to zawsze była Maddie. I kurwa dlatego to, co mu zrobiła, tak bolało.
Madox znowu wyrwał się do niej i prawie zacisnął palce na jej jasnych włosach, ale oczywiście zatrzymał go Siergiej. Tylko, że Madox chyba tego się spodziewał, bo mu się odwinął. A potem to już wszystko potoczyło się szybciutko... Bo rusek go szarpnął za koszulę do tyłu, Madox się zamachnął, Siergiej go złapał za rękę, ale Noriega wyprowadziła cios kolanem. Dostał za niego w gębę. Znali się na tyle, żeby zrobić sobie krzywdę, ale też dużo ciosów po prostu zablokować i odparować. Chociaż Siergiej był większy, dwa metry wzrostu, bary szerokie jak dwudrzwiowa szafa, docisnął Madoxa do ziemi. A zanim Pilar zdążyła zareagować, to zrobiła to Maddie. Szarpiąc ruska za włosy, a potem cios kolanem w nos, ładny.
-
Ostav' yego v pokoye, kak ty voobshche vedosh' sebya po otnosheniyu k svoyemu nachal'niku? -
zostaw go, jak ty się zachowujesz w stosunku do szefa?, i jeszcze mu strzeliła w łeb. Siergiej trochę zgłupiał, a Madox to wykorzystał i wyjebał mu z prawej ręki ozdobionej złotymi pierścionkami prosto w zęby, z całej siły. Rosjanin się zachwiał, a Madox wybił z podłogi i zaraz to Siergiej leżał na ziemi, a Madox jeszcze poprawił. Chciał go jeszcze kopnąć, ale się powstrzymał. Do Maddie też się chciał wyrwać, ale stanął przed nią, patrząc na nią z góry. Wbijając ciemne spojrzenie, w to jej, niebieskie.
-
Nie wtrącaj się w mój klub Maddie - syknął przez zęby -
nie masz już nic do tego, zwłaszcza, że cały czas robisz dla Esme! - warknął, a Maddie coś tam zaczęła, że ona już od dawna nie robi... ale Madox nawet nie pozwolił jej dokończyć -
wypierdalaj, bo to się źle skończy - pokazał jej drzwi. I chociaż Maddie jeszcze złapała na moment spojrzenie Pilar, to cofnęła się. Chciała coś powiedzieć, widać to było po niej, ale finalnie odwróciła się na pięcie i wyszła. A jej blond włosy wzbiły się w powietrze. Trzasnęła drzwiami. Siergiej zaczął się zbierać z podłogi, miał zakrwawioną gębę i chyba... brakowało mu jednego zęba? A na pewno miał odbite w kilku miejscach pierścionki Noriegi. A Madox? On był trochę poszarpany, chociaż na wardze wykwitła mu jakaś kropelka krwi, którą zebrał językiem. Poprawił koszulę, a już za chwilę szarpał tego wielkiego ruska za wszarz. Ściągnął go po schodach, jeszcze po drodze się trochę szarpali, ale jednak Madox już się nie dał podejść. Zwlekł go na dół, od razu zwracając na nich uwagę personelu, a potem wypierdolił go z klubu.
Tak jak kurwa obiecywał i kiedy reszta ruskich się przy nim zebrała, a było ich dzisiaj trzech.
To Noriega wyrwał się do nich pierwszy, stając na przeciwko tego wyższego od niego o głowę Grigorija.
-
Chcesz być kurwa następny? - Madox może nie był taki wielki, ale był groźny i oni to wiedzieli. Nie raz napierdalali się na ringu. Grigorij się cofnął. I teraz to ci ruscy położyli uszy po sobie, nie przed Pilar.
Przed nim.
Madox za to zrobił kolejny krok w kierunku ochrony i nawet tych barmanek, czy kelnerek, tancerek, które się zainteresowały, zebrały dookoła.
-
Jeszcze raz kurwa zobaczę tu Maddie, to wypierdolę na zbity pysk każdego, kto był wtedy na zmianie, i nie ma kurwa dyskusji. Bo to jest mój kurwa klub - pokazał na siebie, a w jego oczach to rzeczywiście było widać, że nie żartuje -
zrozumiano? - warknął jeszcze wodząc tym czarnym już spojrzeniem, po twarzach zebranych -
a teraz... wypierdalać do roboty, i mnie... nie... wkurwiać - wycedził przez zęby i przesunął palcami, na których miał krew Siergieja po ciemnych włosach. Klatka piersiowe unosiła mu się w
dzikim tempie. A towarzystwo szybciutko wróciło do swoich obowiązków.
Me emocionas y me impulsas a la acción 
.ೃ࿔*:・