Strona 4 z 5

kiss me until my lips fall off

: pt maja 15, 2026 4:12 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Przez moment przyglądała jej się, gdy chyba po raz pierwszy zdawała się zastanawiać uważnie nad tym, co powinna powiedzieć. Było to niecodzienne zjawisko. River nie gryzła się w język. Zawsze miała gotową odpowiedź niezależnie od tego, co właściwie mógł powiedzieć jej rozmówca. Dlatego właśnie te krótkie chwile ciszy były tak wyjątkowe.
- Po co miałabym ci mówić oczywistości? Na pewno doskonale to widzisz i czujesz. Pewnie sama mogłabyś mi to opisać w bardziej fascynujący sposób - odpowiedziała, starając się przywołać w pamięci ten moment, gdy dochodziła na jej języku na co niemal natychmiast poczuła wzbierającą w podbrzuszu nową falę podniecenia zalewającą ją coraz większym gorącem. - Czy najlepsza? Cóż... Sąd wciąż debatuje nad wyrokiem.
Nie chciała dać jej tak szybko satysfakcji. River nie była jedyną uzdolnioną artystycznie osobą, którą znała, a rozstrzygnięcie tego kto posiadał lepsze umiejętności to była niezwykle subiektywna kwestia. Zwłaszcza, gdy miało się do czynienia z osobami, które działały w różnych stylach. Z pewnością jednak z żadnym artystą nie łączyła jej tak dziwna relacja jak z River.
Zwyczajnie nie były w stanie się sobą nacieszyć. Każdy jeden pocałunek był tym jednym za mało. Prescott nie lubiła półśrodków. Jeśli już miała na wyciągnięcie własnych warg usta River to chciała zatopić się w nich całkowicie. Wszystko albo nic. Tylko, że tym razem naprawdę nie mogły sobie na to pozwolić jeśli River miała namalować jakikolwiek obraz.
Przychodziło jej to naturalnie. Dosyć szybko oddała się roli muzy, bo to znaczyło, że mogła prowokować artystkę ile dusza zapragnie, a ta robiła z tym wszystkim coś twórczego. Każdy ruch czy spojrzenie były dla niej paliwem, które dawało jej moce przerobowe. Chyba po prostu pasowały do siebie pod tym względem i były stworzone do tego, aby razem dokonywać wielkich rzeczy.
- Żadnych modelek, które mogłabyś umieścić w swoim łóżku? - dopytała zadziornie i chociaż mogłaby kontynuować swoje kuszenie to zdecydowała się ściągnąć materiał koszulki z powrotem na dół; dłonią, która powędrowała wraz z tkaniną prosto pomiędzy jej uda, ale poza tym nie podjęła żadnych działań.
Uchylone okno wpuszczała do środka chłodne nocne powietrze. Może lepiej byłoby się przynajmniej częściowo przykryć kołdrą? Zignorowała jednak szybko tę myśl, bo nie chciała zaburzać obrazu, który chciała sobą prezentować dla swojej malarki. Zapach terpentyny i rozpuszczalnika z pewnością uderzał w zmysły, pobudzając jej w nie mniejszym stopniu jak widok dziewczyny przy pracy. Było w tym wszystkim coś naprawdę wyjątkowego i sprawiającego, że nie mogła oderwać wzroku od River.
Widziała to jak się zastanawia. Nie miała pojęcia jak dokładnie przebiegał proces myślowy w jej głowie, ale miała wrażenie, że niemal go widzi. Potem z kolei nadeszło to krótkie przekleństwo i tocząca się po podłodze nakrętka, która wylądowała blisko łóżka.
To nie tak, że chciała być pomocna, ale znalazła się na skraju mebla i schyliła się, aby dosięgnąć zguby. Cały proces wydawał się być niezwykle przemyślany. Jakby przybierała odpowiednią pozę z koszulką Deftones odsłaniającą subtelnie przestrzeń nagich pośladków.
- Czasami mam wrażenie, że rozbierasz mnie wzrokiem i sięgasz dużo głębiej niż inni - powiedziała, odkładając na pobliski blat nakrętkę i była to pierwsza szczera rzecz, do której przyznała się tej nocy.
We wzroku River kryło się pożądanie. Co do tego nie było wątpliwości, ale jednocześnie znajdowało się w nim jeszcze coś innego. Coś bardziej złożonego i nieseksualnego. Rozbierała ją na kawałki. Starała się zrozumieć i zobaczyć pod innym kątem. Tak jak tylko artystka była w stanie to zrobić. Chyba waśnie to najbardziej w nią uderzało i sprawiało, że czuła obezwładniające dreszcze przenikające ciało.
Podążyła za jej instrukcją. Przynajmniej w takich momentach była niezwykle posłuszna.
Przeczesała palcami wciąż lekko wilgotne od potu włosy i odgarnęła je na jedną stronę po czym przekrzywiła delikatnie głowę jakby chciała na nią spojrzeć z innej perspektywy i dostrzec coś, co zwyczajnie pozostawało ukryte.
- Tak jest dobrze? - zapytała, gotowa do tego, aby w każdej chwili wprowadzić potrzebne poprawki.
W końcu to nie ona była tu artystką.

River Cross

kiss me until my lips fall off

: sob maja 16, 2026 10:21 am
autor: River Cross
Prychnęła, bo otrzymała dokładnie taką odpowiedź, jakiej się spodziewała. Może powinna wykluczyć Rue z tych dialogów i przeprowadzać je sama? Bawiłaby się we własnym towarzystwie wyśmienicie. Niestety to nie było takie proste. Zbyt szybko zaczęłoby jej brakować tego wyprowadzania z równowagi.
— To powiedz mi coś nieoczywistego — odparła, tym razem nie spodziewając się zbyt wiele. Nie miała teraz w sobie przestrzeni na wykłócanie się z nią, jak dobrą była artystką. Była święcie przekonana, że ma rację i że jest świetna. Nie wątpiła też, że jej modelka będzie zachwycona obrazem w podobny sposób jak była szkicami. Może to faktycznie była kwestia tego, że to ona była bohaterką tej sztuki? Gdyby Cross pokazała jej jakieś swoje rysunki, które nie mają z Rue nic wspólnego, mogłaby być po prostu strasznie znudzona. Może kiedyś z jakiegoś dziwnego powodu odbędą taką rozmowę. Ale do tego byłaby chyba potrzebna prawdziwa randka, a trudno jej było sobie wyobrazić, że obie się na coś takiego grzecznie zgadzają.
— Nie jesteś pierwszą, którą narysowałam, to chyba oczywiste. Ale żadna nie zasłużyła sobie jeszcze na płótno — doprecyzowała, śledząc wzrokiem ruch jej dłoni, która zatrzymała się między udami. Od zawsze bardzo lubiła szkicować ludzi i jej szafy były przepełnione różnego rodzaju portretami zarówno jej bliskich, jak i osób, które widziała raz w życiu. Nie miała jednak w zwyczaju zbyt często popadać w obsesje. A przynajmniej nie na temat ludzi. To kolejny powód, przez który tak bardzo chciała w to brnąć. Nie dość, że to było po prostu artystycznie uwalniające i satysfakcjonujące, to jeszcze absolutnie wyjątkowe. A ona lubiła wszystko, co odmienne i nigdy nie zadawalała się banałami.
Uniosła nieznacznie brew, dostrzegając kątem oka jak Prescott schyla się po nakrętkę, wyraźnie próbując kusić ją dalej nawet w tak prozaicznym geście. Doceniała, że jej również to się nigdy nie nudziło. Łaknęła mnóstwa uwagi, a Cross była gotowa dać jej naprawdę sporo.
— To przez to, że mam takie długie palce. — Nie była w stanie powstrzymać się od tej lekkiej kpiny. Nie próbowała w żaden sposób wyśmiewać jej myśli. Całkowicie się z nią zgadza i cieszyła się, że Rue dostrzegała takie rzeczy. Nie żeby River jakkolwiek starała się to ukrywać, ale nie każdy miał na tyle otwartą głowę, by w ogóle wpuszczać do nich cudzą uwagę.
Pokręciła głową najwyraźniej niezadowolona z pozycji, jaką przybrała Ruelle. Gestem nakazała, by poczekała. Odłożyła pędzel i zbliżyła się do łóżka wolnym krokiem, cały czas ją obserwując i oceniając sylwetkę. Zatrzymała się obok i sięgnęła ręką do jej szyi, delikatnie zbierając z niej pojedyncze kosmyki włosów, które przylepiły się do skóry. Nachyliła się bardziej, jakby chciała poprawić nieodpowiednio ułożony na plecach materiał koszulki. Niczego takiego jednak nie zrobiła.
— Grzeczna dziewczynka — pochwaliła mrukliwym tonem, przytykając wargi do odkrytej skory szyi tuż pod uchem. Wzięła głębszy wdech, a jej spokojem natychmiast wstrząsnął zapach Prescott wymieszany z marihuaną. Miała wielką ochotę zostać przy łóżku na dłużej.
— Mówiłam, że nie musisz mi dzisiaj pozować. Ale podoba mi się, jaka jesteś posłuszna — dodała po czym ucałowała skórę, przy której zastygła. Wyglądało na to, że znów delikatnie z niej zakpiła. Sprawdzała jej czujność i poziom zaangażowania w cały proces. Na szczęście nadal był wysoki, mimo że chwilowo się przecież nie pieprzyły... chociaż River miała wrażenie, że nawet zwykła rozmowa z Prescott leży co najwyżej kilka milimetrów od seksu. Wyprostowała się powoli i skierowała z powrotem w stronę płótna. Do końca pracy na dziś było jeszcze przecież daleko, a do ostatecznego finiszu nawet dalej.
— Wyglądasz zawsze doskonale i trudno byłoby mi się powstrzymać, by nie rozbierać cię wzrokiem, ale masz rację, że ciało jest tylko miłym dodatkiem do reszty. — Sięgnęła po pędzel, podejmując wcześniej porzucany temat. Nie chciała ją zastawiać wyłącznie z durnym żartem. Skoro zgodziła się być jej muzą, to zasługiwała na takie wyjaśnienia. Zanurzyła pędzel w farbie i wróciła do malowania. Stawiała linie szybko, jakby bez głębszego przemyślenia, choć oczywiście zdążyła isę nad każdą z nich głęboko zastanowić. Chciała stawiać na napięcie, a nie mdłą dekoracyjność.
— Chcę cię słuchać nawet jak nie rozumiem ani słowa. Chcę się dodrapać do miejsca, w którym rodzi się to, w jaki sposób na mnie patrzysz. To mi w tym pomoże. — Skinęła głową, wskazując na płótno. Szczerze wierzyła, że nic tak nie wdziera się w ludzką duszę jak sztuka. Nie chodziło nawet o coś, co miałaby tworzyć Rue. W ten sposób najwyraźniej to też działało. River starła kciukiem zbyt ostrą linię, brudząc sobie skórę ciemną smugą. Parsknęła cicho, jakby to płótno było winne, że ręka za bardzo się pospieszyła. Poprawiła kształt. Wolniej i uważniej.

Ruelle I. Prescott

kiss me until my lips fall off

: sob maja 16, 2026 11:45 am
autor: Ruelle I. Prescott
Nie mogła nic poradzić na to, że nie lubiła marnować oddechu na to, co było bardziej niż oczywiste. Nie miała jednak pojęcia czy było coś takiego, co mogłaby po prostu wyznać na głos. Wymagałoby to większego zastanowienia. Nie analizowała tak bardzo ich wspólnych momentów, aby być zdolną do sprzedania jej takiego czy innego komentarza.
- Myślenie w swojej obecności nie bardzo mi wychodzi - powiedziała w końcu. - Nie wymagaj ode mnie zbyt wiele.
Zebranie myśli w momencie, gdy Cross wdzierała się pod jej skórę samym swoim spojrzeniem było niemożliwe. Pragnęła wtedy jedynie tego, aby w końcu poczuć ją fizycznie na swoim ciele, a nie jedynie jako widmowy dotyk, który mogła sobie wyobrażać w miejscach, które najbardziej pragnęły jej uwagi. Chyba tylko ona miała na nią taki wpływ. Możliwe, że to przez to, że jako jedyna patrzyła na nią w taki przenikliwy sposób.
- Czyli jestem twoją pierwszą... - lekkie zadowolenie wkradło się w jej głos, a słowa wybrzmiały w lekko dwuznaczny sposób.
To obezwładniające połączenie seksu i artyzmu było naprawdę zniewalające. Nie obchodziło jej w sumie to czy River często sypiała z mniej lub bardziej przypadkowymi ludźmi, którzy potem kończyli jako jej dzieła sztuki, ale świadomość, że jako pierwsza wylądowała na jej płótnie miała w sobie coś upajającego. Sprawiała, że od środka rozpierała ją pewna duma i poczucie, że jest wyjątkowa.
Starała się, aby każdy jej ruch miał w sobie coś przemyślanego i w pewnym sensie scenicznego. Pragnęła przyciągać jej wzrok, a może także i ciało. Nie miała wątpliwości, że jeśli postara się odpowiednio to dziewczyna porzuci płótno, aby móc nacieszyć się swoim obiektem inspiracji nie tylko za pomocą wzroku. Chciała mieć każdy z jej zmysłów. I chyba w pewnym stopniu jej się to udawało...
- Owszem... I uwielbiam czuć je w sobie - przyznała bezwstydnie, nie mając żadnego problemu z tym, że River postanowiła sprowadzić jej komentarz do wyznania z kategorii tych seksualnych.
Nie oburzała się. Taki już był ich styl rozmowy. Ponadto jakby nie patrzeć to Cross miała rację. Były chwile, gdy Prescott naprawdę nie mogła oderwać wzroku od jej dłoni, które przykuwały jej uwagę. Fascynował ją ruch kości pod cienką warstwą skóry i mięśni, a smukłe i długie palce prezentowały sobą naprawdę niesamowity widok. Czy to z dodatkiem licznych pierścionków, nadających im bardziej wyrazisty charakter czy też bez nich.
Posłusznie poczekała na nią, gdy tylko rysowniczka nie była szczególnie zadowolona z przybranej przez nią pozycji. Trwała w bezruchu, czekając na to, aż dziewczyna wprowadzi niezbędne poprawki. Jej dotyk zawsze był niczym ogień na skórze. Na chwilę wstrzymała oddech, gdy tylko poczuła wargi River przyciskane do jej szyi.
Uwielbiała ten jej mrukliwy głos, który uderzał w nią niskimi tonami, a w połączeniu z tymi słowami sprawiał, że jej podbrzusze zaciskało się mocniej. Pragnęła być jej grzeczną dziewczynką. Łaknęła tych pochwał, które sprawiały jej o wiele więcej przyjemności niż przypuszczała. To był jeden z tych momentów, gdy mogłaby sobie całkowicie odpuścić stawianie jakiegokolwiek oporu.
- Po prostu lubię ci pozować. To ekscytujące - odpowiedziała, wzdychając przy kolejnym pocałunku złożonym na delikatnej skórze.
Tak naprawdę ten cały proces z pozowaniem był niczym niezwykle wysublimowana gra wstępna. Był zwyczajnie podniecający i zwyczajnie nie była w stanie go sobie odmówić skoro już znajdowała się półnaga w jej łóżku, gdy River stała naprzeciwko sztalugi, zastanawiając się nad kolejnymi pociągnięciami pędzla.
- Chyba za bardzo myślisz jak artystka przy każdej możliwej okazji, co? - zagadnęła, bo inaczej nie potrafiła tego ująć.
Doceniała jednak taką szczerość. Nie sądziła kiedykolwiek, że jej towarzystwo będzie mogło jej sprawiać taką przyjemność. Coraz bardziej się do niej przyzwyczajała. Być może wkrótce obie się otworzą przed sobą i będą skore do bardziej personalnych wyznań. Kto wie?
- To już brzmi jak obsesja, River - odparła, ale wciąż wpatrywała się w stojącą przy płótnie malarkę. - Ale chętnie będę oglądać jak zapadasz się w niej coraz bardziej...
Może razem stworzyłyby jakieś studium zepsucia ludzkiego umysłu oraz obłędu. Może właśnie dlatego tak je do siebie ciągnęło? Może zamiłowanie do destrukcji było zbyt silne i dlatego chciały wzajemnie doprowadzić się do ruiny w najprzyjemniejszy możliwy sposób?

River Cross

kiss me until my lips fall off

: sob maja 16, 2026 1:09 pm
autor: River Cross
Wywróciła tylko oczami, jednak jej odpuszczając. Właściwie było w tym coś pocieszającego. Całkiem niedawno żywiła przecież do niej całą masę dużo bardziej negatywnych uczuć. Łatwiej było o tym pamiętać, gdy drażniła ją w ten sposób. W innym przypadku jeszcze sprawdziłoby się do całe straszenie na temat przywiązania, a to byłaby przecież zdecydowana przesada.
Już teraz przecież odznaczała się w życiu River zdecydowanie zbyt grubą kreską. Ten dziwaczny, artystyczny układ, w którym się zamknęły i tak był przecież bardzo istotnym elementem jej codzienności. Uświadamianie sobie, że Ruelle faktycznie zajmowała różne, pierwsze miejsca była czymś, do czego jeszcze nie mogła się przyzwyczaić. Nie podobało jej się umieszczanie jej w honorowym miejscu we własnej głowie już w liceum, a teraz przecież nie miała żadnych powodów, by patrzeć na to łaskawszym okiem. No dobrze, jednak dawała temu wszystkiemu pełną ulgę. Wszystko, co było związane z tą dziewczyną, po prostu niesamowicie ją pociągało i wywoływało masę przyjemności. A River bywała hedonistką.
Obserwowanie jak mięknie pod wpływem jej słów i dotyku dawało jej mnóstwo satysfakcji. Świadomość, że jest w stanie wprowadzić ją w taki stan, łechtała i tak zbyt mocno napompowane ego. Mniej lub bardziej świadomie Prescott rozpieszczała ją coraz to bardziej i bardziej z każdym kolejnym westchnieniem. A potem jeszcze śmiała narzekać na to, jak River była bezczelna? To dopiero szczyt wszystkiego. Dodatkowo naprawdę poprawiało to wszelkie walory estetyczne. Z tak rozbełtanymi myślami i tak wytęsknionym ciałem zaczynała wyglądać jak namalowana. Artyści przecież od zawsze dodawali rzeczywistości jakiejś magii, by nie przedstawiać jej jak suchej relacji. Świat bez tych kontekstów tak przecież nie wyglądał. Zwykli ludzie nie zachowywali się tak jak Prescott. Pomysł, że dziewczyna była zmaterializowanym wymysłem jakiegoś artystycznego umysłu robiła się coraz bardziej prawdopodobna.
— To dziwacznie seksowne, prawda? — Posłała jej cwany półuśmiech. Oczywiście, że patrzyła na to w ten sposób. Zawsze myślała jak artystka, bo przecież nią była. Nie znosiła nie móc być sobą i z każdym kolejnym rokiem starała się pozbywać momentów, w których ktoś miałby ją do tego zmuszać. Musiała więc myśleć cały czas jak artystka, bo wszystko inne byłoby skrajnie dalekie od niej samej. Nie był to jakiś niesamowity magnez na ustatkowanych przyjaciół albo stałe związki. Tacy ludzie zazwyczaj uważali taki sposób funkcjonowania jedynie za dziwaczny. Ale przecież wcale nie byli jej potrzebni. Pragnęła przyciągać tylko takie osoby, które napędzały jej strumienie świadomości, a przy okazji chciały się w nich całkowicie zanurzyć. Wygląda na to, że trafiła perfekcyjnie.
— Nie ma lepszego paliwa do tworzenia sztuki, która przyprawia o zawroty głowy — przyznała, przyspieszając ruch nadgarstka. Kreśliła kolejne linie na płótnie, przez dłuższą chwilę skupiając się wyłącznie na nim. Czuła ekscytację przy każdym kolejnym pociągnięciu. Wiedziała, że całość wyjdzie bardzo dobrze. Była dopiero przy początku, ale mogłaby na to postawić każde pieniądze. Znała swoje ciało i wiedziała, jakie emocje towarzyszą jej przy tworzeniu, z którego potem powstawały rzeczy, z których była naprawdę dumna. Jeśli tylko w środku malowania nie da się im ponieść i nie wypierdoli płótna przez okno, to będzie świetny obraz.
—Czysta miłość albo czyste pożądanie są za proste. Sprawdzają się na co dzień i co najwyżej w sztuce, która ma być.. chwalona? To miłe, ale na dłuższą metę niewystarczające — ciągnęła. Zanurzyła pędzel w farbie i na moment zawiesiła go tuż nad płótnem, jakby musiała znaleźć dla tej myśli odpowiednie miejsce również na obrazie.
— Jak mogę coś łatwo zdefiniować, to szybko się tym nudzę. Po prostu wiem, jak to przelać na papier i już. — Postawiła ostrzejszą, bardziej zdecydowaną kreskę. Całość zdecydowanie potrzebowała choć skrawka stabilizacji, którego będzie można się złapać, jak inne rzeczy przestaną mieć sens.
— A ty jesteś jak problem estetyczny — dokończyła. Spojrzała na nią badawczo zza płótna, jakby chciała się upewnić, że te słowa do niej pasowały. Najwyraźniej zgrywały się całkiem nieźle, bo na jej wargach pojawił się drobny uśmiech. Nie mogła się doczekać kolejnych prób odnalezienia rozwiązania do tej zagadki. To zdecydowanie musiał być komplement.

Ruelle I. Prescott

kiss me until my lips fall off

: sob maja 16, 2026 2:25 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Wszystko między nimi było tak żywe i organiczne. Przechodziło przez ciągłe transformacje i zmieniało się nieustannie zależnie od ich nastroju czy momentu w jakim się znalazły. Dlatego właśnie to wszystko było tak niezwykle fascynujące i tak trudno było im się od siebie oderwać. Tak intensywna i dynamiczna relacja sprawiały, że chciały się w tym dalej zatracać.
Wydawało jej się, że po tym jak ich drogi rozeszły się na koniec szkoły to już nigdy na siebie nie wpadną. Toronto było ogromnym miastem, więc nawet jeśli żadna z nich nie zdecydowałaby się na to, aby wyjechać z niego to wciąż były nikłe szanse na to, że się spotkają w tej wielomilionowej metropolii. A jednak... Nie tylko na siebie wpadły, ale też zaczynały odciskać na sobie wzajemnie coraz większe piętno. To była zbyt niebezpieczna gra.
Za szybko też oddawała się jej słowom oraz dotykowi. Wystarczyło tylko, aby River nacisnęła w odpowiednim miejscu, a nagle Ruelle odrzucała gdzieś całą swoją niezależność. Zamiast tego chciała być nagle jej małą marionetką, którą mogła sterować wedle uznania lub też ukochanym zwierzaczkiem, którego się karmiło, pieściło i trzymało w łóżku. Ta rola zaskakująco jej odpowiadała, ale potem zawsze pojawiała się ta chwila, w której zyskiwała jasność umysłu i starała się odrzucić podobną myśl. Nie mogła wiecznie być rozpieszczana przez artystkę z przerostem ego. To się źle dla niej skończy.
- Podniecające i irytujące... To uczucie, które rozpycha cię do środka. Czai się ciągle pod skórą i nie daje się ani w pełni zaspokoić ani wyplenić - odpowiedziała, nie zamierzając się przed tym w jakikolwiek sposób wzbraniać.
To było uczucie, które było niemal przez cały czas obecne, a Prescott pomimo usilnych prób nie potrafiła niczego z tym zrobić. Mogła liczyć jedynie na to, że rysowniczka pomoże jej się z tym uporać, bo tylko ona potrafiła rozładować to napięcie. Chociaż jednocześnie była właśnie tą, która je wywoływała.
- Czyli co? Pragniesz się zatracić w swoim szaleństwie? Zostać kolejnym Louisem Wainem i przejść do psychodelicznych obrazów? - rzuciła, ale doskonale zdawała sobie sprawę, że to nie było zbyt uczciwe porównanie.
Chyba, że faktycznie Cross skrywała przed nią jakąś chorobę psychiczną, której rozwój mógłby ją wynieść na dalsze wyżyny artyzmu. Mógł odblokować nowe kolory i formy, które wręcz błagały o to, aby się w końcu z niej wydostać. Wyszłaby wtedy z pewnością poza ramy, które obecnie mogły ją ograniczać.
- Czyli dlatego wybrałaś mnie... - stwierdziła, gdy już usłyszała wyjaśnienie z ust rysowniczki. - Mamy swoją historię. Nie ma tu miłości. Jest pożądanie, które jest dodatkowo skażone tym, co jest między nami... Czymkolwiek to jest. Podoba ci się to.
Nie dało się ich dobrze zdefiniować. Wymykały się wszystkim typowym określeniom oraz szufladkom, w które można byłoby je wepchnąć. Dlatego tak bardzo działało to na River pod względem artystycznym. Pytanie tylko brzmiało jak długo ten stan będzie się utrzymywał nim to tajemnicze paliwo się wypali.
- Chciałabyś rozwiązać ten problem? Czy wolisz, aby został dla ciebie tajemnicą? - zapytała, odnajdując w końcu jej spojrzenie zza płótna.
Nie miała nic przeciwko byciu jej problemem. To określenie do niej pasowało i sprawiało, że odbierała je jako jeden z najlepszych i najbardziej intrygujących komplementów jakie kiedykolwiek od kogoś otrzymała.

River Cross

kiss me until my lips fall off

: sob maja 16, 2026 3:56 pm
autor: River Cross
Nagły przypływ gorąca uderzył w jej skórę od środka. Równie dobrze mógłby się w końcu wydostać na zewnątrz i nieco ją podpalić. Albo wysadzić w powietrze, biorąc pod uwagę, ile chemii miała wokół siebie. Podobało jej się, w jaki sposób Ruelle o niej opowiadała. Chciała wzbudzać w niej jak najwięcej tego typu odczuć. Podkręcić licznik jeszcze bardziej i sprawić, że to wszystko stanie się po prostu nie do zniesienia. Obsesje zdecydowanie powinny być zaraźliwe, żeby oddziaływać skuteczniej. Zdecydowanie chciała pogrążyć ją w tych odczuciach i obserwować, jak się z nimi szarpie. Może nawet zdecyduje się wyciągnąć do niej pomocną dłoń. Przecież nie była aż tak okrutna. Chyba.
— Mniej więcej. Zawsze chciałam być opisywana w podręcznikach jako geniuszka, która stworzyła swoje opus magnum mieszając farbę z krwią swojej muzy, którą wcześniej własnoręczni rozszarpała na strzępy — odpowiedziała spokojnym tonem. Uniosła brew i rzuciła Prescott krótkie, badawcze spojrzenie. Oceniała najwyraźniej, czy byłaby w stanie zamordować ją gołymi rękami. Szanse pewnie miałaby całkiem spore. Problem w tym, że żartowała. Nie przyjmowała do wiadomości opcji, w której przegrywa z własnym szaleństwem. Wierzyła, że jest w stanie wycofać się w momencie, który uzna za odpowiedni. Jakoś powstrzymać się od przesycenia. Przy jej skłonnościach do przesady będzie to wyjątkowo trudne, ale przecież zawsze uważała, że nie ma rzeczy niemożliwych, więc czemu niby ta konkretna miałaby nagle przekroczyć tę barierę? Niewątpliwym plusem był fakt, że nie miała ani schizofrenii, ani żadnej innej choroby psychicznej, która mogłaby ją doprowadzić do dużo gorszych stanów. No, chyba że była jeszcze niezdiagnozowana, to jednak ma przejebane.
— W telegraficznym skrócie – tak. Chociaż niespecjalnie wierzę, że miałam jakikolwiek wpływ na to, że padło akurat na ciebie. Świadomie nie postawiłabym na ciebie złamanego grosza — poprawiła ją. Taka romantyczna i idealistyczna wizja zdobywania muzy przemawiała do niej dużo bardziej. Nie można było się na coś takiego zdecydować, to po prostu się pojawiało. Zazwyczaj w miejscu, którego spodziewasz się najmniej. Kilka miesięcy temu wyśmiałaby w twarz każdego, kto zasugerowałby, że ich historia potoczy się w tym kierunku, a teraz sama popychała ją, by toczyła się dużo szybciej i bez żadnych środków bezpieczeństwa.
— Ale odjebałaś jakieś swoje mojo i teraz kosztujesz całą obsesję — dodała. Machnęła nadgarstkiem w geście, który miał chyba wskazywać cały wszechświat wokół River. Prescott na szczęście nie przejęła nad nim władzy, ale rozpychała się w nim łokciami i nie brała jeńców. Cross podejrzewała, że równie dobrze mogła to zrobić celowo. W ogóle nie zdziwiłaby się, gdyby któregoś dnia Ruelle okazała się wiedźmą, która rzuciła na nią prawdziwe zaklęcie. Machnięcie ręką było nonszalanckie, ale niezbyt przemyślane, bo wprawiło w ruch również pędzel. Plama farby skapnęła jej na koszulę, co skwitowała tylko krótkim westchnięciem. Szkoda, lubiła ją, ale przecież sama była sobie winna.
— Prędzej wyjdziesz ze skóry niż pozwolisz mi go rozwiązać. — Przekrzywiła nieznacznie głowę,, zaskoczona, że w ogóle otrzymała takie pytanie. Odpowiedź przecież wydawała się oczywista. Chyba że po prostu oczekiwała dalszych komplementów?
— Lubię jak mi się wymykasz w ostatniej chwili. Nie wiem, czy dotarcie do sedna nie skończyłoby się dla mnie dramatycznie destrukcyjnie. — Szansa na to była ogromna. Samo gonienie króliczka doprowadzało ją przecież do wariactwa. Dorwanie nagrody mogłoby ją po prostu przerosnąć. Pozbyłaby się każdego hamulca i bariery, oddając się jej w każdym możliwym sensie, a Prescott pewnie zrobiłaby z tym coś... nieodpowiedniego. River nie miała pojęcia, co konkretnie. Ale była tego bardzo ciekawa. Może dlatego od dłużej chwili wpatrywała się w modelkę, jakby faktycznie próbowała się tak dokopać samym spojrzeniem, zamiast po prostu wrócić do malowania.

Ruelle I. Prescott

kiss me until my lips fall off

: sob maja 16, 2026 5:11 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Nie miała w sobie tak wielkiej dozy artyzmu jak jej rysowniczka. Na pewno nie byłaby w stanie wyrazić wszystkiego w tak kuszący i obrazowy sposób jak zapewne mogłaby to uczynić River, ale wciąż miała wrażenie, że trafia do niej doskonale. Najwyraźniej miała talent do trafiania idealnie w czułe punkty Cross. Trudno było jednak nie wiedzieć, co ją najbardziej rozpalało.
- Rozszarp mnie na strzępy, a stracisz swoje źródło inspiracji, ale... - zawiesiła na chwilę głos, aby uśmiechnąć się tajemniczo. - Gdybyś chciała malować krwią to mogłabym jej sobie dla ciebie upuścić...
Nie miałaby z tym żadnego problemu. Nie bała się bólu. Nawet go pragnęła w niektórych przypadkach. Zatem jeśli tylko River chciałaby otrzymać wyjątkową paletę barw to mogłaby samodzielnie upuścić sobie krwi lub też wcisnąć ostrze w dłoń Cross, aby czyniła honory. To nie byłaby pierwsza z ich niebezpiecznych gier. To właśnie one zdawały się je napędzać najbardziej. Może faktycznie dzięki temu udałoby im się uzyskać jakieś niepowtarzalne dzieło?
- Czyli zadziałała tu podświadomość? To naprawdę niesamowita siła - stwierdziła, uśmiechnąwszy się jeszcze na to jej krótkie stwierdzenie.
Tak wiele rzeczy zachodziło na poziomie podświadomości. Całe złożone procesy, które umykały jakoś człowiekowi. Mogły mieć nawet dużo większe znaczenie niż to, czego człowiek dokonywał z własnej woli. To właśnie tam kryły się najbardziej skryte i szczere pragnienia oraz ludzkie instynkty.
- Zwalasz teraz winę na mnie, Cross? To wszystko wyłącznie twoja wina - prychnęła z lekkim rozbawieniem, bo ona na pewno nie miała nic wspólnego z tym, że River zobaczyła w niej swoją najlepszą szanse na zdobycie wyjątkowej muzy.
Nie odprawiała żadnego magicznego rytuału, aby ją usidlić. To wszystko po prostu się stało, a rysowniczka jako pierwsza zdecydowała o tym, że uczyni ją przedmiotem swoich dzieł. Wyglądało też na to, że faktycznie mogła się od niej uwolnić i teraz stała się tematem przewodnim twórczości River.
- Tak chyba jest ciekawiej... Być może faktycznie poznanie mogłoby się dla ciebie skończyć tragicznie. Jak u Lovecrafta - uśmiechnęła się, bo to chyba był najlepszy przykład, gdy odkrywanie pewnych skrzętnie ukrytych sekretów kończyło się tragicznie.
Pewne rzeczy po prostu powinny pozostać tajemnicą wszechświata. Może i Prescott nie znajdowała się na tym samym poziomie, co mity przedwiecznych, ale być może próba zrozumienia jej i tego, co działo się między ich dwójką faktycznie doprowadzi je dwie jedynie do szaleństwa zamiast udzielić jakiś sensownych odpowiedzi.

Orien Halcroft

kiss me until my lips fall off

: sob maja 16, 2026 8:05 pm
autor: River Cross
Zmarszczyła brwi, zastanawiając się, czy dziewczyna mówi poważnie, czy jednak sobie z niej kpi. Nie wyglądała jednak na taką, która żartuje. Pomysł miał w sobie coś intrygującego. To mogłaby być kolejna forma testu sprawdzająca, jak daleko Ruelle jest w stanie poprzesuwać dla niej granice. To jednak potrzebowało nowego dzieła. Takiego stworzonego specjalnie z myślą o tym.
— Tak bardzo chcesz być moją pierwszą pod kolejnymi względami? — Uniosła podbródek, zastanawiając się, jak wiele obszarów była jeszcze w stanie wymyślić. Jak już udowodniła niejednokrotnie, nie opierała się na banałach. Na pewno byłaby w stanie zaskoczyć Cross czymś, na co nawet by nie wpadła. I z pewnością przedstawiałaby to w taki sposób, że od razu by się jej spodobało.
— Myślisz, że nie byłabyś w stanie mnie uwieść? Za słabo się oceniasz, Mała. Jakbyś się postarała, to na pewno by się udało. — Przekręciła nieco jej słowa, by dorzucić jej kolejne wyzwanie do stosu, którymi się bez przerwy przerzucała. Na pewno nie miała zamiaru pozwolić jej zmyć z siebie wszelkiej winy. Przecież to jakaś głupota. Może i nie odprawiła żadnego rytuału, ale i tak na swój sposób starała się namieszać jej w głowie. Udało jej się to przecież bardzo szybko.
— Och, to teraz chcesz stać się moim Necronomiconem? Z każdą kolejną stroną szansa na oderwanie się od ciebie będzie maleć? — Dla udowodnienia, że nie jest jeszcze z nią tak źle, przeniosła wzrok z dziewczyny z powrotem na płótno. Spodobało jej się to porównanie. Dostawała jakąś moc, w tym przypadku tworzenia, w zamian za osuwanie się coraz niżej na dno szaleństwa. Gdyby nie była taka pyszna, na pewno mogłaby zrezygnować bardzo wcześnie. Problem w tym, że im więcej nagród dostanie, tym będzie się czuła potężniejsza i będzie rosła w niej pewność, że da radę wycofać się w ostatnim, krytycznym momencie.
Wytarła pędzel o szmatkę, wpatrując się w jakiś punkt na obrazie. Analizowała z uwagą dotychczasową pracę, oceniając, czy zasługuje na poprawki, czy powinna dalej wierzyć w pełni instynktom. Na szczęście nie zauważała wiele rzeczy, które potrzebowały modyfikacji. Nawet jeśli fragmentom było daleko do doskonałości, to nic. To przecież nie miało być proste i ułożone. Najważniejsze w tym wszystkim było napięcie. Sylwetka coraz śmielej wyłaniała się na nocnej podmalówce. Brakowało jej jeszcze szczegółów, ale osiadała na płótnie z właściwym ciężarem. Na moment Cross zamknęła się w świecie własnych myśli. Poruszała pędzlem, starając się wydobyć kolorem emocję, którą czuła, wpatrując się w obraz. Nie mogła dać nocy zwyciężyć. Nie miała pochłaniać kobiety na płótnie, mimo najgłębszych starań. Spojrzała na dziewczynę na łóżku, skupiając się na jej dłoniach. Wodziła po nich wzrokiem, jakby musiała się upewnić, że zapamiętała każdy ich szczegół i nie ominie żadnego drobiazgu. A może to była jakaś dziwaczna wymówka? Przecież była świetna w detale. Zdążyła już całkiem nieźle nauczyć się jej rąk, po co miała sobie w tym momencie odświeżać pamięć? Wróciła do płótna, by poprawić na nim jakąś kreskę. Starła szmatką fragment farby, namalowała to na nowo. Musiała skupić się w pełni na kreskach. Kreski były przecież ważne. Była artystką, której dzieło w pewien sposób składało się z kresek. Musi przestać wreszcie myśleć o wszystkim innym, co nie stanowi kresek.
— Chcę namalować to, co robisz z moją głową — odezwała się wreszcie, lekko zachrypniętym głosem, jakby milczała przez całą noc, a nie kilka momentów. Wyzwanie, które sobie postawiła, naprawdę nie było proste. Właściwie to nie mogła sobie wymyślić niczego trudniejszego.
— Jak myślisz, co maluję? — zapytała, bo nagle ją oświeciło, że właściwie o tym nie rozmawiały. Ona jej niczego nie zdradzała, Prescott nie miała żadnych życzeń, wszystko było spowite jakimiś niedopowiedzeniami. Była szczerze ciekawa wizji, jakie układała na ten temat Rue, bo przecież na bank układała. Czy była podekscytowana samym pomysłem tak mocno jak i ona? Po raz kolejny cofnęła się o krok, chcąc ocenić dotychczasową pracę z innej perspektywy. Od razu poczuła palącą falę w płucach, a na jej skórze pojawiły się ciarki. Dokładnie o to jej chodziło.

Ruelle I. Prescott

kiss me until my lips fall off

: sob maja 16, 2026 11:04 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Zdawała sobie sprawę z tego, że jej ton głosu często sprawiał, że żarty w jej wykonaniu potrafiły wypadać tak płasko jakby mówiła absolutnie poważnie, ale w tym wypadku nie kpiła. Naprawdę byłaby zdolna do czegoś podobnego. Zapewne dlatego, że była najzwyczajniej w świecie popierdolona, ale to nie było w tym przypadku aż tak istotne.
- Po prostu myślę, że mógłby wyjść z tego zajebisty obraz - stwierdziła jakby była to jak najnormalniejsza propozycja. - Chociaż może wtedy oskarżysz mnie o to, że faktycznie cię omotałam jakąś czarną magią w krwistym rytuale.
Kto wie o jakie mroczne rzeczy mogłaby ją faktycznie oskarżyć River, gdyby tylko namalowała obraz przy użyciu jej krwi? Chociaż oczywiście wszystko pozostawało obecnie w sferze żartów. No, ale czy artyści nie mieli nieco wybujałej wyobraźni i skłonności do wierzenia w nienaturalne rzeczy?
- Proszę jakie ładne wyznanie. Naprawdę mnie rozpieszczasz - stwierdziła z lekkim rozbawieniem, które zabarwiło jej głos dużo cieplejszą barwą. - Pewnie tak, ale czy nie piękniej jest obserwować jak sama to wpadasz, gdy ja nie podejmuję się wysiłku?
Czasami miała wrażenie, że naprawdę z każdym dniem rozkochiwała w sobie rysowniczkę coraz bardziej. Może niekoniecznie w takim tradycyjnym i romantycznym sensie, ale jednak tego dokonywała. W jakiś sposób pogłębiała jej obsesję i sprawiała, że coraz trudniej było im trzymać się od siebie z daleka.
- Możliwe, ale czy już tak nie jest? Coraz bardziej do mnie lgniesz i to może cię w końcu kiedyś wykończy... - zapytała, wpatrując się w nią uważnie.
Obie na pewno zauważyły, że coraz trudniej było im się od siebie oderwać. Zupełnie jakby naprawdę udało im się oszaleć na swoim punkcie. Nie mogły nawet spotkać się zwyczajnie w barze, aby nie wylądować raz jeszcze w łóżku River. Na pewno jednak Prescott nie miała prawa na to narzekać. W końcu udało jej się zobaczyć rysowniczkę w zupełnie nowym wydaniu. Była wtedy zdecydowanie zbyt zniewalająca.
Obserwowała ją przy pracy z prawdziwą fascynacją. Widziała jak myśli przesuwają się w jej głowie. Zapewne kolejne obrazy i wizje tego jak powinna poprowadzić dłoń, aby uzyskać jak najlepszy efekt na płótnie. Było to szaleństwo, w którym znajdowała się metoda. Widziała zarówno improwizację i poddawanie się instynktom jak i przemyślane działania prowadzące w obranym przez nią kierunku.
Nie widziała jeszcze, co takiego widniało na wciąż powstającym obrazie. Mogła jedynie strzelać. Nie była zaskoczona w żadnym wypadku tym, że River pragnęła oddać to, co czuła, gdy na nią patrzyła. Jej sztuka wynikała z emocji, a więc na pewno zmierzała w tym kierunku niezależnie od tego jaką technikę obrała i w jakie kształty układały się właściwie wyprowadzane przez nią pociągnięcia pędzla.
- Obstawiam, że pewnie jestem na nim naga. Chociaż pewnie uznasz to za banał - zaczęła, uśmiechając się jedynie z rozbawieniem, bo przecież River nie znosiła banałów, ale nie sądziła, aby nagle chciała ją ubrać na swoim obrazie. - A poza tym? Chaos... Wir... Otchłań. Coś, co pochłania, obezwładnia i sprawia, że nie możesz oderwać oczu.
Właśnie tak to widziała. Niezależnie od tego czy jej przewidywania były poprawne czy nie. Nie widziała jeszcze dzieła chociaż kusiło ją ogromnie, aby wstać z łóżka i znaleźć się tuż przy artystce. Chciała wsunąć dłonie pod jej luźną koszulkę i przylgnąć wargami do rozpalonej skóry, gdy będzie podziwiała, co właściwie raczyła namalować na przestrzeni pustego uprzednio płótna.

River Cross

kiss me until my lips fall off

: ndz maja 17, 2026 12:48 am
autor: River Cross
— Śmiało. Nie wątpię, że przedrapałaś się przez ziemską skorupę, występując tutaj prosto z piekła. — Uśmiechnęła się z delikatnością, jakby chwaliła jej dzisiejszy strój, a nie sugerowała jej dosłowne bycie demonem. Tak zdroworozsądkowo nie wierzyła w działanie tego typu wymysłów, ale też nie stroniła od wpakowywania wszystkich emocji, jakie wiązały się jej ze sztuką i natchnieniem do worka powiązanego z jakimiś metafizycznymi doznaniami.
— Nie traktuj mnie jak oczywistości, Mała, bo w końcu tego pożałujesz — cmoknęła niezadowolona. Głos był twardo osadzony, całkowicie pewny słów, które okalał. To, że ubóstwiała sposób, w jaki na nią działała, nie oznaczało, że pozwoli jej na całkowite porzucenie starań i pławienie się w sukcesach. Takie osiadanie na laurach było tak nudne, że aż obraźliwe. Pikowała głową w dół prosto w przepaść, którą sprowadziła tutaj Ruelle, ale nie pozwoli jej na taki rodzaj triumfu. Prędzej zakopie się żywcem.
Posłała jej tylko krótkie spojrzenie w odpowiedzi. Nie była w stanie przecież wycofać się już z przyznawania się, że lgnęła do niej jak ćma do światła. Problem w tym, że Prescott była raczej z rodzaju tych lamp, które zabijały owady po zbyt bliskim zetknięciu. A może po prostu potraktuje ją jako modliszka? Wykorzystywała ją seksualnie z wyjątkowym namaszczeniem. Pozostało tylko czekać, aż odgryzie jej głowę.
Podeszła z powrotem do obrazu, wsłuchując się w jej odpowiedź i próbując porównać ją z tym, co miała właśnie przed oczami. Kreśliła pędzlem kolejne kształty, które bardzo sprawnie wpasowywały się we wszystko, o czym mówiła Rue.
— Akurat ten banał tu pasował — przyznała łagodnie. Namalowanie jej w dowolnym ubraniu na pewno również byłoby cudownym wyzwaniem, ale nie na dzisiaj. Miała nawet kilka pomysłów. Z początku nie mogła się przecież zdecydować, który z nich zrealizować. W końcu jednak padło na dziewczynę w całkowitym negliżu. To wydawało się na ten moment naturalniejsze. Potrzebowała jej w takiej formie, póki nie zaspokoi choć minimalnie potrzeby zdobywania jej ciała. Nie spodziewała się, by w najbliższym czasie lub w ogóle kiedykolwiek zaspokoiła te chęci w pełni, ale cokolwiek było na ten moment akceptowane.
— Właściwie mogłabyś to tak wszystko nazwać. — Zamoczyła pędzel w ciemniejszej mieszance i poprawiła jedną z linii, tym razem wolniej. Nie chciała, żeby wyszła zbyt miękko. Nie było w tym żadnego zwidu łagodności.
— I brak kontroli — dodała. Zmieszała na palecie odrobinę cieplejszej farby. Potrzebowała kontrastu. Nic przecież nie opierało się wyłącznie na ciemności. Nie potrzebowała w tym braku jakiegokolwiek realizmu. Przeciwnie. To miało być prawdziwe aż do bólu.
— Nie. O całkowitej kontroli — poprawiła się. Żałowała, że nie jest w stanie skończyć tego obrazu jeszcze dzisiaj. Chciała się jak najszybciej dowiedzieć, czy wersja, którą miała w głowie, będzie idealnie zgrywała się z tym, co miała przed oczami. Urwała na chwilę ruchy, marszcząc brwi, bo jedna z plam rozlała się nie tak, jak powinna. Starła ją kciukiem, ponownie brudząc sobie skórę farbą. Dopiero wtedy spojrzała w stronę Ruelle.
Miała wrażenie, że zakręciło jej się nieco w głowie. Może jednak powinna otworzyć jeszcze jakieś okno? Zadbać o porządną wentylację? Skoro nie była w stanie nad sobą zapanować, to coś było nie w porządku. Starała się wyciągnąć wyjaśnienie z jej spojrzenia. Wpatrywała się w nią w milczeniu, a obraz, który miała przed oczami, zaczął jej się mieszać z tym z płótna, jakby rzeczywistość nagle się zglitchowała. Odłożyła pędzel i ruszyła w stronę łóżka. Znalazła się na nim błyskawicznie. Na całej skórze znów pojawiły się ciarki, a ona w najprostszy z możliwych sposobów podążyła za instynktem. Klęknęła na materacu, rozsuwając jej nogi i moszcząc się między nimi. Jedną rękę wsunęła jej pod pas, żeby mocno ją objąć i przesunąć nieco niżej. Palce drugiej od razu wplotła w jej włosy, zaciskając się na nich mocno, żeby przytrzymać się w jednym miejscu. Zastygła na moment tuż nad jej twarzą, jakby zdała sobie sprawę, że powinna nieco się uspokoić. Przywarła do jej ust, by złożyć na nich wolny, zmysłowy pocałunek. Podniecenie, które ścisnęło jej podbrzusze, stopniowo zaczęło dodawać mu namiętności i zachłanności.

Ruelle I. Prescott