Strona 4 z 8

off the grid

: ndz cze 14, 2026 8:22 pm
autor: Shereen Winfield
Wypiła kolejkę, gdy Jason wspomniał o ziemniaczkach z ogniska. Pomysł, który padł z ust Jasona, wydawał jej się spoko, bo przecież dzięki tej grze łatwiej było poznać swoich towarzyszy. W szkole średniej często grała w to ze znajomymi. Zapewne nie tylko ona. Chyba nie było osoby, która choć raz nie byłaby świadkiem, albo uczestnikiem tej zabawy. Z typowo młodzieżowych gier, pamiętała również siedem minut w niebie i nigdy nie chciała być tą zamykaną w szafie z drugą wylosowaną osobą. Dobrze, że nikt z zebranych nie wpadł na pomysł, żeby zagrać w siedem minut w lesie. Już samo zerknięcie w kierunku gęstego zadrzewienia wprawiało ją w poczucie dyskomfortu. Przy ognisku było przyjemnie i widno, ale dalej… Wolała się nie rozglądać. Naoglądała się tak wielu horrorów, że lasy kojarzył jej się z duchami i nawiedzeniami. Była też cholernie wścibska, co wyszło na powierzchnię, gdy przechodzący brzegiem jeziora staruszek, któremu najwidoczniej brakowało towarzystwa, zagadał do nich, szczerze zaskoczony tym, że domek był wynajmowany. Z początku nawet zerknęła w tamtym kierunku, jakby upewniała się, czy mówili o tym samym. A później, gdy wspomniał o tym, co się tutaj wydarzyło... musiała pociągnąć temat, bo później nie mogłaby spać. Ciekawość by jej na to nie pozwoliła. Wsłuchiwała się w słowa mężczyzny, czując przechodzący po rękach i plecach prąd — poczuła gęsią skórkę, ale słuchała, jak zahipnotyzowana. Pasjonowały ją sprawy kryminalne i wątki true crime. Nawet te zahaczające o zjawiska paranormalne, a właśnie TYM zaleciała jej opowieść mężczyzny. Jego opowieść skomentowała głośnym „wow…”, a później, zanim poszedł, zadała jeszcze kilka pytań: a były podejrzenia, kto to zrobił? Czy ten człowiek tak po prostu mieszkał na strychu? Jak się tam dostał? Pytań było dużo, ale nie chciała zawracać staruszkowi głowy. Zwłaszcza że robiło się coraz później i chłodniej, a starszy pan musiał wrócić do domu. Ta opowieść zrobiła na niej wrażenie.
— Ale czaicie… Idziecie sobie spać i jakiś psychol łazi wam nad głowami i planuje morderstwo… W ogóle ciekawe, czy to prawda, czy tylko miejska legenda — zastanowiła się, zaciskając palce na bluzie siedzącego obok Erica. Materiał jego bluzy był najbliżej, bo to obok niego siedziała.

Zaśmiała się słysząc słowa Alexa — i oczywiście się napiła. Ona również nie spodziewała się tego, że przyjdzie taki moment. Trochę ją to niepokoiło, z drugiej strony, skoro sytuacja miała miejsce trzydzieści lat temu… A przed nimi było tutaj zapewne kilka takich ekip, to nie musiała niczego się obawiać. Historię starszego pana potraktowała jak opowieść o duchach, taki straszak dla turystów, żeby urozmaicić im czas. Nie wypiła przy turze Eriki. Kiwnęła głową, gdy Erika zgarnęła Gabbie i Maddie po przekąski. Sama nie zwróciła uwagi na to, że powoli wszystkiego ubywało.
Zaniepokoiły ją natomiast słowa Gabrieli. Zapewne, gdyby była sama z Erikiem, zadałaby mu proste pytanie: czy twoi znajomi to jacyś kryminaliści? Powstrzymała się przed tym, skupiając uwagę na rudowłosej. — Czuję, że chętnie posłucham tej historii, jak już wrócicie — uznała, zerkając na nią znad puszki, którą trzymała przy ustach. Musiała przyznać, że towarzystwo, w którym obracał się Eric, a to, w którym obracała się Shereen, to były dwa zupełnie różne światy. Tutaj, przy ognisku, zebrał się prawdziwy gabinet osobliwości. Ot, paczka znajomych, którzy pochodzili z różnych środowisk. Mniej oceniania, więcej szczerych relacji — znajomości Winfield opierały się głównie na ocenianiu i jak najlepszej prezentacji, było w nich znacznie mniej szczerości. Wychowała się w środowisku, w którym po prostu musiała wyglądać i podobną funkcję mieli ci, z którymi rozmawiała. Tutaj mogła pozwolić sobie na nieco więcej luzu.

Przy pytaniu Erica musiała się przez chwilę zastanowić — nie przypominała sobie, żeby wrzucała do ognia cokolwiek, byle tylko popatrzeć, jak się pali. Popatrzyła jednak na Stonesa, gdy wyciągnął chusteczkę i wrzucił ją do ognia. Nie zamierzała go pilnować, ani ograniczać, ale wydawało jej się, że szukał pretekstu do wypicia jak największej ilości alkoholu. — Nigdy przenigdy nie poszłam na after, który miał trwać godzinę, a skończył się nad ranem — uśmiechnęła się, kończąc swoje piwo.

Faktycznie dziewczyny nie wracały dość długo. Eric zauważył to jako pierwszy, a gdy się tym podzielił, skinęła głową na jego propozycję.
— Możesz sprawdzić. Faktycznie długo nie wracają… — mruknęła nieco zaniepokojona, zerkając na godzinę. A później Eric poszedł, a ona została zresztą osób.

Po dziesięciu minutach wyjęła ponownie telefon i wybrała numer Erica. Za drugim razem odebrał telefon, wspominając, że dziewczyny zatrzasnęły się w piwnicy. Skomentowała to poważnym żartujesz?, ale nie żartował. Przesuwając poważnym spojrzeniem po twarzach pozostałych, wsunęła telefon do kieszeni.
— Dziewczyny zatrzasnęły się w piwnicy, trzeba jakoś im pomóc otworzyć te drzwi — ogłosiła, podnosząc się z miejsca i odstawiła puszkę.

off the grid

: ndz cze 14, 2026 9:10 pm
autor: Duffy Summers
Tak siedząc i wpatrując się w ogień zaczynało się Duffy robić śpiąco. Prowadzenie pojazdu dało jej się we znaki, ale nie mogła pójść spać głodna. Poza tym ziemniaczki trzymały ją jeszcze przy życiu. Chodźcie spać z pustym żołądkiem nie było najlepszym rozwiązane, bo ciężko było jej zasnąć. Dlatego dzielnie zamierzała wytrwa i nie poddać się bez walki aż ziemniaczki nie wylądują w jej żołądku. Jakoś muszą jej wynagrodzić to czekanie, aż wreszcie będą gotowe do do spożycia.
Ich czworonożny nowy towarzysz w pewnym momencie trafił do niej. Podrzuciła jej go siedzącą obok Erika.
- Chodź mu futrzaku - powiedziała do kota, chociaż nie była pewna czy on w ogóle rozumie, co się do niego mówi. - Tylko nie drap.
Koty, ogólnie zwierzęta, zostawiały futro czy sierść na ubraniach. Co dotarło do niej z opóźnieniem, gdy kotek siedział już u niej na kolanach. Mało miała styczności z domowymi, więc też nie wiedziała, czy kotełek zechce u niej posiedzieć i nie podrapie.
W towarzystwie przyjaciół czuć się można było dość bezpiecznie, ale nigdy też nie wiadomo, co się czaiło w tym, co nie widoczne dla oka.
Gdy dziewczyny poszły obadać skrzynkę elektryczną Duffy dalej ostrożnie głaskała zwierzaka pod pyszczkiem. Wspierała je duchowo w tej wyprawie w którą wyruszyły. W pewnym sensie była dla nich pełna podziwu za odwagę. Ona sama nigdy w życiu, nawet z zaufanymi osobami, jeśli nie musiała, nie schodziła do piwnic czy innych takich pomieszczeń. Nie lubiła ich i po prostu unikała jak mogła, co nie znaczyło że jeśli zaszalały taką potrzeba to zebrałaby w sobie i poszła.
- Ja pilnuje kota

Alexander Hall Maddie Lennox Eric Stones Erika Lindberg Jason Choi Gabriela R. Blais Shereen Winfield

off the grid

: pn cze 15, 2026 10:16 am
autor: Jason Choi
Widząc jak Mads pije, a jednocześnie zaraz potem się tłumaczy, Jason uśmiechnął się do niej sympatycznie.
- To nie tak. Pijesz kiedy robiłaś wspomnianą rzecz. Nie jadłaś ziemniaczków, nie pijesz - wyjaśnił. No, czyli nie on jeden miał swój pierwszy raz z ogniskiem? Było to na swój sposób pocieszające, nie spodziewał się. Idąc za własnym wytłumaczeniem, on także kilka razy nie pił - bo ani nie zdarzyło mu się krzyczeć na horrorach, ani wrzucać rzeczy do ogniska by popatrzeć jak się palą, ani też nie pomyślał o tym, że mogli mieć nad głową w domku mordercę. Aż do chwili kiedy zjawił się nieproszony gość.
Kiedy staruszek podszedł bliżej, Jason wyprostował się odruchowo, przyjmując nieco obronną pozycję. Nie żeby facet miał stanowić jakieś faktyczne zagrożenie, ale odruchy opiekuńcze Choia brały górę, gdyby jednak coś miało się stać, na pewno wkroczyłby do akcji. Na szczęście skończyło się na zwykłej paplaninie a potem stary pierdziel ruszył w drogę powrotną. Stary idiota, po jaki chuj właściwie tu przyłaził i straszył wynajmujących. Może to był jakiś zazdrosny sąsiad, który chciał popsuć właścicielowi domku biznes? Choi nie bardzo chciał wierzyć w te bzdury, ale uznał że jeśli przed snem sprawdzi czy zatrzask od strychu jest mocno zamknięty, to się nic nie stanie.
- Kolega chyba zapomniał swoich wieczornych leków. Może na 112 trzeba by zadzwonić, że komuś z domu się wymknął dziadek z Alzheimerem? - rzucił w odpowiedzi Shereen, odprowadzając staruszka wzrokiem.
On także nadstawił uszy, kiedy Gabriela podzieliła się częściowo swoim sekretem. No proszę, tylu jeszcze rzeczy nie wiedział o swojej żonie! Ale co zrobić, byli w separacji, oczywiście że mieli przed sobą tajemnice. Skoro już jednak uszczknęła rąbka tej konkretnej, musiała zdradzić im więcej. Oczywiście jak już wróci z domku z pozostałymi dziewczynami i górą zapasów.
- Alex, nie duś się. Nie ma tu Maddie by ci zrobiła usta-usta. Chyba że ja ci wystarczę - wyszczerzył się do kumpla, a następnie wziął łyka piwa, gdy to Winfield rzuciła swoje hasło w grze. Spojrzał na dziewczynę z zadziornym błyskiem w oku. - Nie wiesz, co tracisz, moja droga. Musimy to kiedyś nadrobić!
Jego także zastanowiło, że dziewczyny do tej pory nie powróciły. Zastanawiające było także co innego - chociaż było już ciemno, ich domek do tej pory pogrążony był w ciemności. Przecież jeśli grupka wyruszyła do kuchni na poszukiwanie zapasów, musieli sobie zapalić światło, czemu więc nie zaświeciła się ani jedna żarówka? Słowa Shereen wszystko wyjaśniły. Jason pozwolił sobie na głębokie westchnięcie. Czyli nie mogło się obyć bez jakichś fakapów. No dobrze, nie można było tego tak zostawić.
- Usiądź, ja pójdę im pomóc. Jeśli drzwi się faktycznie tylko zatrzasnęły i starczy troche siły, zaraz wrócimy wszyscy. - nie wiedział jak Winfield miałaby pomóc, a lepiej żeby się nie rozdzielali jeszcze bardziej - Alex, ty zostań i pilnuj dziewczyn. I kota - odezwał się do chłopaka. Miał cichą nadzieję, że obejdzie się bez wzywania jakichś służb. Oby jego mięśnie wystarczyły. A może starczy tylko lekko unieść drzwi bo opadły na zawiasie? Włączając latarkę w swoim telefonie, Jason ruszył w kierunku domku, od razu kierując się do kuchni.
- Eric? - zawołał, kiedy był już bliżej. Kiedy dostrzegł chłopaka przy drzwiach od piwnicy, podszedł bliżej - Naprawdę się zatrzasnęły? - a miało być tak pięknie, miał być bezstresowy wypad za miasto. A tymczasem najpierw przyszedł ich nastraszyć jakiś dziad a teraz jeszcze to. - Weź pilnuj lepiej czy żaden strychowy morderca mnie nie zachodzi od tyłu - powiedział jeszcze do Stonesa, a sam zabrał sie za oględziny drzwi. Nie miał jakiegoś wybitnego skilla w naprawianiu rzeczy w domu, ale zdarzyło mu się czasem coś pomajsterkować we własnym mieszkaniu - tak to jest jak ci czasem żal pieniędzy na specjalistę. Choi najpierw sprawdził czy drzwi faktycznie nie opadły na zawiasach. Spróbował najpierw sposobem, unieść nieco skrzydło, nacisnąć klamkę i popchnąć. Wykręcić zamka nie mieli jak, nikt z nich nie zabrał raczej zestawu narzędzi. Jason westchnął głośno, decydując się na zwykle najlepszą i najszybszą opcję - złapał za klamkę i z impetem uderzył w drzwi ramieniem, chcąc je otworzyć zwykłą, brutalną siłą.


Gabriela R. Blais Alexander Hall Eric Stones Duffy Summers Lilian Davenport Erika Lindberg Shereen Winfield Maddie Lennox

off the grid

: pn cze 15, 2026 11:20 pm
autor: Łoś Superktoś
Spoiler
Obrazek
PODSUMOWANIE - TURA IV
gratulacja!
Kronika Biwakowa: Tura IV, czyli opowieści z piekła rodem
i demolka w piwnicy

To miało być spokojne, miłe, integracyjne ognisko… ale umówmy się, ta ekipa nie potrafiła w normalność. Gra w Never have I ever rozkręciła się na dobre - dowiedzieliśmy się, że Erika i Gabriela nie krzyczą na horrorach, a Eric to tak naprawdę mały ukryty piroman, który uwielbia wrzucać rzeczy do ognia, żeby popatrzeć, jak płoną. Z kolei Shereen okazała się Królową Afterków, a Jason dzielnie tłumaczył wszystkim zasady gry, choć sam wypił tyle co nic (czysty profesjonalizm!).

W międzyczasie Alex stoczył heroiczną walkę z dymem z ogniska, a Erika stwierdziła, że czas zeszmacić się za chipsy, dlatego zgarnęła pod boki Gabs oraz Maddie i wspólnie ruszyły do domku po zapasy. No i tutaj ważny moment logistyczny: Gabriela wręczyła swój kijek Alexowi z groźbą, że jak jej kiełbaska zniknie, to Hall przez cały wyjazd nie zamoczy. Umówmy się, to jest jak na razie najbardziej mrożąca krew w żyłach opowieść tego wieczoru.

Dziewczyny weszły do środka, ale szybko okazało się, że CIEMNOŚĆ, WIDZĄ CIEMNOŚĆ, CIEMNOŚĆ WIDZĄ - w całym domku nie było prądu. Zamiast jednak grzecznie wrócić do reszty grupy przy ognisku, laski odpaliły latarki w telefonach i ruszyły prosto do piwnicy. Tam schody postanowiły dokonać żywota pod ciężarem Gabrieli, która zaliczyła widowiskowy upadek, taranując ścianę. I tu niespodzianka - ściana ustąpiła, a dziewczyny odkryły tajny, klaustrofobiczny korytarz biegnący przez cały dom! Wparowały tam z okrzykiem zachwytu, po czym drzwi zatrzasnęły się za nimi z głośnym TRZASKIEM.

Po niedługim czasie Eric zorientował się, że ubyło mu za dużo laseczek i nie ma ich już bardzo długo, dlatego postanowił sprawdzić, co z nimi, a przy okazji udał się za pilną potrzebą fizjologiczną. Na miejscu zastał egipskie ciemności oraz głuche, niepokojące odgłosy dochodzące z dołu. Gdy zaniepokojona Shereen zadzwoniła do niego z ogniska, jego odpowiedź była krótka:


"Dziewczyny zatrzasnęły się w piwnicy".


Na ratunek natychmiast zerwał się Jason, zostawiając Alexa na straży ognia, Shereen, Duffy i wiejskiego kota. Choi wparował do kuchni, zlokalizował Erica, po czym postanowił otworzyć zatrzaśnięte drzwi przy użyciu brutalnej, męskiej siły i własnego ramienia, uderzając w nie z pełnym impetem.

Czy sposób Jasona zadziała, czy skończy się na wizycie u ortopedy? Czy dziewczyny zdołają opuścić piwnicę tej nocy? I najważniejsze: czy Alex dopilnuje kiełbaski Gabs?!

Rozpoczynamy V turę. Czas na napisanie posta macie do piątku, 19.06.2026.

xoxo, Isiek
:aw:

Spoiler
Obrazek
Spoiler
Obrazek

Prowadzący:
Alexander Hall

off the grid

: wt cze 16, 2026 11:47 pm
autor: Alexander Hall
Durny jesteś, Hall. Auć, emotional damage, z ust Eryczki prosto w serduszko Halla, ała. Gdy tylko usłyszał te słowa, złapał się za serce i zaczął udawać, że bardzo go zraniła - w końcu był durny, więc było mu wolno, prawda? Nie widział problemu w przejęciu roli wyjazdowego Daddy'ego błazna, jakoś trzeba było rozruszać towarzystwo. Zaraz roześmiał się, a gra w Never Have I Ever rozkręciła się na dobre - Alex raz pił, raz nie pił, w zależności od tego, jak absurdalne okazywały się wyznania znajomych. No i w międzyczasie atmosfera zrobiła się gęsta, i to dosłownie, bo właśnie wtedy został zaatakowany przez dym z ogniska - na szczęście, miał wokół siebie oddanych, męskich przyjaciół, bo baby miały go w dupie. Żyj, stary. Chcesz może wody? - Jezu, dzięki, Eryczek, taaaak - rzucił z wdzięcznością, zanim Stones wstał i podał mu zbawienną butelkę wody. Kochany przyjaciel, można było na niego liczyć w każdej kryzysowej sytuacji. I Jason! Choi też był dobrym przyjacielem, mimo że nie podał Alexowi wody, ale za to wyłożył na stół inne ponętne propozycje. - Już jest git, Jason, dostałem wodę, jestem zaopiekowany, ale jak będziesz chciał buziaczka, to mam sypialnię obok twojej - odgryzł się rozbawiony.

Chwilę później Erika oficjalnie oddała kota pod opiekę Duffy, po czym zarządziła babski rajd po prowiant, zgarniając ze sobą Maddie i Gabbie. - Wróć szybko, najdroższa - rzucił słodko do Maddie, odprowadzając ją wzrokiem. Normalnie pewnie poszedłby do kuchni zamiast niej, ale hej – niech jego przyszła-niedoszła ma szansę na spokojne zaprzyjaźnienie się z jego ekipą, nie? Po prostu dbał o nią i jej integrację z grupą. Zanim jednak dziewczyny przekroczyły próg budynku, Gabriela podeszła do niego i z pełną powagą wcisnęła mu w dłoń swój kijek z kiełbaską, rzucając groźbą bezwzględnego celibatu, jeśli jedzenie ucierpi. - Twoja kiełbaska jest ze mną bezpieczna, Blais - rzucił Alex z bezczelnym uśmieszkiem i nawet puścił jej oko. Ot, cały on, śmieszek wyjazdowy numer jeden, yay.

No i co? Dziewczyny poszły, a reszta siedziała przy ognisku, jedząc, pijąc piwerko i śmiejąc się z kolejnych głupot. Alex zdążył już zjeść kawałek suchego chlebka, pociągnąć łyka z puszki i przy okazji pogłaskać za uchem wiejskiego kocura, który rozłożył się jak król na kolanach Duffs. Ale czaicie… Idziecie sobie spać i jakiś psychol łazi wam nad głowami i planuje morderstwo… W ogóle ciekawe, czy to prawda, czy tylko miejska legenda. Przypomniały mu się słowa Shereen i uznał, że to idealny moment, żeby do nich wrócić. - W każdej legendzie jest ziarenko prawdy, co nie? - skwitował krótko i filozoficznie. No i akurat wtedy Eryczek oderwał wzrok od płomieni i rzucił luźną uwagę, że dziewczyny coś podejrzanie długo nie wracały... Alex obejrzał się przez ramię na domek za nimi i zmrużył oczy, bo w środku panowała niepokojąca ciemność. Żadne światło się nie świeciło, co było co najmniej dziwne. - No, idź je zgarnij - rzucił do Stonesa, przy okazji profilaktycznie odsuwając kiełbaskę Gabrieli od ognia, bo zaraz zamiast aromatycznie spieczonej kolacji, musiałby uraczyć ją jadalnym węglem. Kurde, a tak przy okazji, serio dziewczyn nie było już bardzo długo. Biedna Maddie, musiała znosić Gabrielę i Ericę taka... sama... bez niego...

Eric zniknął w mroku domku i dziesięć minut później Shereen postanowiła do niego zadzwonić. Alex obejrzał się na domek jeszcze raz - kurde, rozdzielali się, łazili po kolei, może tam w drzwiach jednak czekał na nich psychol z siekierą i załatwiał ich jeden po drugim? Hm, ciekawa wizja... Na szczęście, nieprawdziwa, bo okazało się, że laski jakimś cudem zatrzasnęły się w pieprzonej piwnicy. Shereen już zaczęła zrywać się z krzesła, gdy Jason kazał jej usiąść, a Alexowi - pilnować pozostałych dziewczyn i kota. Alex zasalutował mu krótko dwoma palcami i rozłożył nogi przed sobą, rozwalając się wygodnie na swoim siedzeniu. - Rozkaz, szefie - mruknął pod nosem. Przy okazji przyszło mu do głowy, że zjadłby batonik, ale jakby teraz poszedł do kuchni po batonik, to Jason pewnie byłby zły albo zostałby posądzony o wyjebongo w los laseczek. Kiedy Choi w końcu zniknął w domku, Alex spojrzał na Winfield. - No i pięknie, Shereen, słyszałaś szefa. Masz siedzieć i ładnie wyglądać, bo inaczej Jason po powrocie zrobi nam tu wykład z BHP - zażartował, po czym odwrócił się do Duffs. - Nie drapie? - spytał, po czym poprawił się na swoim siedzeniu.

No i... czas mijał, a z budynku poza okazjonalnym echem bluzgów, nie wyłaniał się żaden z chłopaków. Trzy laski poszły po chipsy i zniknęły w czarnej dziurze, a dwaj faceci poszli je ratować i najwyraźniej wszyscy z g i n ę l i. No ale jeśli ktoś myślał, że Alex tak po prostu będzie siedział na dupie i czekał na rozwiązanie sytuacji, to się grubo mylił. Wstał powolutku, otrzepał dresy z okruszków i zaczął lustrować otoczenie wokół budynku. Coś mu tu się nie kalkulowało... Przecież skoro było wejście, to musiało być też wyjście, zwłaszcza w tak starym domku jak ten, co nie? No i proszę - nagle jego wzrok padł na bok budynku, tuż przy fundamencie, gdzie znajdowały się dwuskrzydłowe drzwi osadzone pod ukosem w ziemi. Klasyczna, staromodna klapa do piwnicy z zejściem od zewnątrz. - Ej, laski... patrzcie tam - Alex wskazał podbródkiem w stronę bocznej ściany domu. - Tu przecież jest drugie wejście - dodał, posyłając Shereen i Duffy znaczące spojrzenie. Na kota nie spojrzał, jakby co. Podszedł bliżej, pociągnął za jedno ze skrzydeł... udało się otworzyć drzwi! Ich oczom ukazały się strome, betonowe schodki prowadzące prosto do piwnicy. - Shereen, bierz telefon i dzwoń do Eryczka, powiedz mu, że jebać te drzwi w kuchni, wejdziemy do nich od dupy strony - zarządził Alex. - Duffs, idziesz z nami czy zostajesz i pilnujesz kota i ogniska? - rzucił w stronę Summers, której stoicki spokój go zadziwiał. Miała typiara nerwy ze stali.

Eric Stones Jason Choi Erika Lindberg Duffy Summers Gabriela R. Blais Maddie Lennox Shereen Winfield

off the grid

: pt cze 19, 2026 1:29 am
autor: Erika Lindberg
Wcześniej na pewno Erika nie myślała o pikantnej papryce. Może zatem było więcej wariantów chipsowych, za które była w stanie się zeszmacić. Z drugiej strony to było ekstremalne stwierdzenie. Naprawdę nie mogła być taka łatwa, ale wiadomo było, że pewne teksty często padały między przyjaciółmi. Najczęściej były to właśnie dosyć kontrowersyjne opinie czy przerysowane stwierdzenia. Takie jak to, które padło ze strony Lindberg.
Nie zdawała sobie sprawy jedynie z tego, że będzie musiała jeszcze poklepać Gabs po pleckach, gdy ta zakrztusiła się piwem na wzmiankę o ewentualnych słabościach podcasterki. Chociaż, Erika rzecz jasna nie połączyła kropek w taki sposób, aby znaleźć ciąg przyczynowo-skutkowy między tymi dwiema rzeczami.
- Możemy napisać potem nekrolog dla tej bluzy - rzuciła jeszcze żartobliwie na odchodne, bo ktoś musiał w końcu zająć się przyniesieniem nowych zapasów.
Pewnie mogłaby poprosić chłopaków, aby za nią poszli, ale... Czy na pewno mogły na nich liczyć? Plus to też nie tak, że miały nosić jakieś ogromne ciężary, a raczej po prostu zgarnąć jakieś chipsy, przekąski, coś na ognisko i dodatkowe piwa. Nic trudnego. Tak myślała.
Uśmiechnęła się, gdy tylko Blais złapała ją za dłoń i skomentowała jej wcześniejsze słowa na temat tego, co byłaby skłonna zrobić za paczkę paprykowych Laysów. No cóż, będzie musiała jakoś z tym żyć.
- Dlatego właśnie wzięłam z nami Maddie w roli przyzwoitki - odparła, aby podrażnić się jeszcze nieco z przyjaciółką.
Musiała się upewnić, że na pewno wrócą z tej kuchni z zapasami, a tak jeszcze byłyby im głupoty w głowie i reszta grupy musiałaby przymierać głodem. Wystarczyło bowiem na chwilę rozproszyć Erikę, aby zapomniała całkowicie o tym, co zostało jej zlecone ledwie chwilę wcześniej.
Kto by się jednak spodziewał, że ich drobna wyprawa po chiperki skończy się jakimś scenariuszem rodem z taniego horroru. Nie obawiała się tego całego zejścia do skrzynki z bezpiecznikami. To było coś czym mogła się zająć. W końcu przełączenie kilku pstryczków nie było niczym nadzwyczajnym. Nawet jeśli chwilę wcześniej słyszały tę dziwną historię o jakimś świrze i mordercy. Pewnie była to jedna z tych popularnych miejscowych legend.
Z jakiegoś powodu, durnie, postanowiły całą trójką zejść do podziemi. Powinny chociaż jedną zostawić na czatach, aby pilnowała drzwi, ale rzecz jasna na to było już o wiele za późno w momencie, gdy zagłębiły się już w dalszą część domu, a drzwi się za nimi zatrzasnęły, odcinając je od kuchni.
- W porządku? - zapytała jeszcze, gdy tylko Gabi prawie wpierniczyła się na przegniły schodek.
Miała nadzieję, że przyjaciółka nic sobie nie zrobiła. Na razie zamiast bezpieczników, znalazły coś, co wydawało się wyglądać niczym wprost wyrwane ze strasznego filmu. Nagle Lindberg zaczęła kalkulować swoje szanse na przeżycie według wzorców z klasycznych horrorów... Zwykle pierwsi ginęli czarni, co było rzecz jasna rasistowskie, ale utrzymywało się od dawna w showbiznesie. Szybko też umierały parki, które szły się gdzieś wychędożyć... Jako biała singielka mogła się poczuć pewniej. W dodatku była nerdem, więc mniej atrakcyjną ofiarą. Chyba, że ktoś chciał wykorzystać przeciwko niej jej własną orientację i podpiąć ją pod bury your gays trope, co było tak bardzo w stylu roku 2015.
- Nie mam pojęcia, ale... Na pewno po drugiej stronie jest jakieś wyjście - odpowiedziała, durnie (rzecz jasna) postanawiając iść przed siebie.
Skrzynka z bezpiecznikami szczęśliwie znajdowała się w pobliżu. Wystarczyło zajrzeć do środka i pstryknąć przełączniki, aby poprawić stan oświetlenia w domu. Tylko, że niewiele to dało ekipie znajdującej się w piwnicy. Takie już było życie...
- Dobra... Więcej nic nie wskóramy. Lepiej poszukać wyjścia... - mruknęła, wyciągając jeszcze swój własny telefon.
Całe szczęście miała baterię do połowy pełną, więc raczej nie wyładuje im się w czasie wędrówki. Gorzej, że jej zasięg był beznadziejny... Naprawdę powinna chyba zmienić operatora, bo czasami to był jeden wielki żart. No, ale oferta wydawała się być bardzo atrakcyjna, więc poleciała na nią jak dzik na żołędzie i teraz miało. Czy warto było przyoszczędzić tę dychę miesięcznie? Wydawało jej się, że tak, ale teraz wątpiła we wszystko...

Gabriela R. Blais Maddie Lennox Alexander Hall Jason Choi Eric Stones Shereen Winfield Duffy Summers

off the grid

: pt cze 19, 2026 11:21 pm
autor: Jason Choi
Drzwi okazały się stawiać całkiem konkretny opór. Jedno, drugie i trzecie jebnięcie z bara na nic się zdało, Jason nawet zaczął się zastanawiać, czy nie powinien odpuścić i spróbować jakiegoś innego rozwiązania. Może jednak gdzieś w korytarzu znaleźliby chociaż śrubokręt? Wtedy mógłby spróbować wykręcić zamek. Choi nawet rozejrzał się bardzo pobieżnie po korytarzu, ale poza szafą na kurtki nic tam nie było.
- Kurwa - rzucił ni to do siebie, ni do Erica, chociaż posłał chłopakowi nieco zirytowane spojrzenie. Rzecz jasna nie był zły na niego tylko na te zjebane drzwi, które nie chciały ustąpić. Oczywiście nie miał pojęcia o tym, że z piwnicy było drugie wyjście, zamierzał więc walczyć o uwolnienie dziewczyn. Drzwi były drewniane, ale wyglądały dość solidnie - domek miał w końcu swoje lata, nikt nie wymieniał drzwi do piwnicy na gównianą Ikeę. A szkoda. Sklejka poszłaby w drzazgi przy ledwie jednym uderzeniu.
- Dobra, spróbujemy inaczej. Najwyżej szlag trafi framugę - uznał, odsuwając się kawałek - na tyle na ile pozwalała mu szerokość korytarza. Czy może była to zasługa jego ciężkich butów czy to jego kopniak był znacznie silniejszy niż jakieś tam szturchanie z bara - w każdym razie rozległ się dość głośny trzask, posypało się trochę drzazg kiedy zatrzaśnięty zamek został wybity ze swojego miejsca, ale oto przed Jasonem i Erickiem otworzyła się nagle czarna dziura zejścia do piwnicy.
- I o to chodziło, kurwa. A jak się właściciel będzie czepiać to zasadzę mu takiego samego kopa. Stara rudera, a nie domek letniskowy - warknął ironicznie. Fachowo chuj jeden się przygotował na przyjęcie gości, nie ma co. Pewnie nawet tych korków nie sprawdził przed ich przyjazdem. Choi zajrzał w dół, ku mrocznej otchłani piwnicy, ale póki nie wyciągnął komórki i nie włączył latarki, nie widział absolutnie nic. Dopiero kiedy wątła struga światła oświetliła schody, zobaczył śmiertelną pułapkę, na którą zdążyła nadziać się już jedna z dziewczyn. - Mam nadzieję, że żadna se nic nie zrobiła. Hej, laski! Żyjecie? - zawołał w mrok.
Widząc dziurę w ścianie, mężczyzna delikatnie zwątpił. Zaraz później jednak zobaczył światełko w tunelu - czy raczej w korytarzu stała się światłość. Przynajmniej miał odpowiedź na swoje pytanie, dziewczyny najwyraźniej żyły i miały się dobrze. Ba! Nawet im elektryczność przywróciły. Chyba że to jednak był ten morderca ze strychu, teraz rezydujący w piwnicy.
- Udało mi się odblokować drzwi! - zawołał jeszcze raz w mrok dziury w ścianie. Zeskoczył na dół, gotów pomóc laskom wspinać się na schody. Powinien chyba zainwestować w jakąś silniejszą latarkę, bo ta w telefonie nadawała się tylko do podświetlania wirujących w powietrzu drobinek kurzu. Idealnie żeby jeszcze bardziej utrudniać mu rozeznanie sytuacji. Pytanie tylko czy w ogóle pamiętałby, żeby zabierać ze sobą taką latarkę? Pewnie nie. Pewnie potem leżałaby w jego szafie, setki kilometrów od niego, akurat w momencie kiedy byłaby najbardziej potrzebna. Chyba jednak się wstrzyma z zakupem.
- Eric, weź mi później przypomnij, żebym kazał Alexowi pokłócić się z właścicielem o jakiś zwrot kosztów. Ta piwnica to niemalże pułapka jak z Piły - rzucił do Stonesa stojącego u góry. Zaczął się zastanawiać też czy żadna z dziewczyn nie zrobiła sobie faktycznej krzywdy. Nie widział co prawda nigdzie krwi i nie słyszał żadnego jojczenia, czyli może bez karetki się obejdzie.

Alexander Hall Eric Stones Duffy Summers Gabriela R. Blais Erika Lindberg Maddie Lennox Shereen Winfield

off the grid

: pt cze 19, 2026 11:33 pm
autor: Gabriela R. Blais
Umówmy się.
Dziewczyny nie mogły lepiej trafić w tej eskapadzie. Co prawda Maddie jako blondynka psuła im statystyki przetrwania, ale ruda latina w roli głównej nadrabiała tę niedogodność swoim temperamentem. Gdyby jakiś morderca wyskoczyłby im tutaj z nożem, to biedaczek nie miał żadnych szans. Bo nic nie było w stanie powstrzymać głodnej kobiety przed zjedzeniem kiełbaski z grilla - którą na bank dalej pilnował Alex, bo innej opcji nawet nie bierzemy pod uwagę.
- Ta... Trochę się poobijałam, więc możesz mnie później ojojać.- nie byłaby sobą gdyby nie wystosowała takiej propozycji. Mogła mieć jedynie nadzieję, że jej dresik nie podzielił losu bluzy Eryczka. Jedna odzież tego dnia była wystarczającą ofiarą jak na jedno ognisko i noc. Widząc mysz czy tam szczura przy jednym regale, od razu pomyślała o kocie, który został na zewnątrz. Nie zwróciła jednak na żyjątko uwagi Maddie, bo nie znała dziewczyny na tyle. Jeszcze brakowało im tutaj ataku paniki czy tam histerii. A ani ona ani Erika nie miały takich mięśni jak Alex, żeby uspokoić w razie czego dziewczę. I tak były nadal w ciemnej dupie, bo nawet po naprawieniu światła, to ich żarówka dalej nie dawała znaku życia. - Myślisz, że ktoś specjalnie to wyłączył? Może właściciele chcieli przyoszczędzić? - w końcu jakiś sprzęt na bank pobierał cały czas prąd. Jak taka lodówka, a pojebów nie brakowało na tym świecie. Skoro niektórzy byli w stanie jeździć na drugi koniec miasta po syrop klonowy, bo był o dolara tańszy, to nic nie powinno ich zdziwić. Chociaż w tych czasach istniały też ewenementy, które wierzyły w to, że dieta braci Rodzeń jest w stanie wyleczyć wszelkie choroby tego świata.
- To co? Idziemy zobaczyć dokąd prowadzi ten korytarz? - popchnęła zachęcająco blondynkę w tą egipską ciemność i pogwizdując pod nosem ruszyła za dziewczynami, bo Erika miała najwięcej baterii w telefonie i oświetlała im drogę. - Może ten psychol ich tak podglądał? Widzicie jakieś wyżłobienia w ścianach? Ktoś musiał ostatnio tutaj być. Piwnica była cała w pajęczynach i kurzu, a tutaj? Nic. - zwróciła uwagę dziewczyn na ten detal i obejrzała się za siebie, gdy z piwnicy zaczęły dochodzić jakieś dziwne dźwięki. Pytanie czy to była ekipa ratunkowa? Czy jednak ktoś inny zachęcony rozdzieleniem grupy postanowił ruszyć śladem trzech dziewczyn?
- Jason?! - zawołała w nicość, bo wydawało jej się, że właśnie był to on. - Myślicie, że dostali się do piwnicy? Wracamy? Ja chyba bym sprawdziła dokąd ten korytarz prowadzi. - ciekawość u niej była silniejsza, ale reszta mogła wracać.

Alexander Hall Duffy Summers Shereen Winfield Eric Stones Erika Lindberg Jason Choi Maddie Lennox

off the grid

: sob cze 20, 2026 12:31 pm
autor: Eric Stones
- Nie ma sprawy Alex. - powiedział po wręczeniu wody kaszlącemu przyjacielowi.
A potem przyszedł nieznajomy gość, powiedział, co wiedział, i mimo że słuchał, to od czasu do czasu zerkał też na profil Sher by podziwiać, jaka była piękna - szczególnie wtedy, kiedy zadawała pytania mężczyźnie. Widział, że przejęła się tą historią, a gdy usłyszał jej słowa, wzruszył ramionami.
- Weź… ale ogólnie to też jestem ciekaw, czy to bujda na resorach, czy faktycznie coś tu się kiedyś stało. Coś mi jednak mówi, że chciał nas tylko przestraszyć, żeby zobaczyć nasze miny. - znaczy w to chcial wierzyć Eric bo z drugiej strony.. nie należało niczego CAŁKOWICIE wykluczać. Oczywiście poczuł, jak Sher zaciska dłonie na jego bluzie, ale nie przeszkadzało mu to, ba! Sam po chwili położył dłoń na jej dłoni - w tamtym momencie trzymał kijek jedną ręką.

Kilka minut później znajdował się w domku, w którym panowała ciemność, i po minucie lub dwóch dołączył do niego Jason, który postanowił spróbować wyważyć drzwi znajdujące się w piwnicy. Eric mu nie przeszkadzał, bo tam i tak było mało miejsca.
- Ciekawe, czy znajdziemy tu tablicę Ouija. - rzucił nagle, rozglądając się dookoła. Usłyszał, jak najpierw Jason odbija się od drzwi, co nie przyniosło oczekiwanego efektu, a potem wykonał potężny kop, który spowodował, że można było iść dalej. Oby z dziewczynami wszystko było w porządku.
- Spoko, przypomnę Ci, ale… - nie dokończył, bo w tym momencie jego telefon zaczął wydawać dźwięk oznaczający nadchodzące połączenie. Widząc znikającą jedną kreskę zasięgu, zrobił kilka kroków, jednocześnie czując większe ciśnienie, dlatego nie wyszedł z domku, tylko poszedł do łazienki. Gdy szedł, nagle zapaliły się światła, co mogło oznaczać, iż misja odnalezienia bezpieczników przebiegła pomyślnie. Planował pogratulować dziewczynom później.
- Co?! Ale jak to drugie wejście? - wyrwało mu się, bo informacja, którą właśnie usłyszał, całkowicie go zaskoczyła. Trochę to wszystko zaczynało być dziwne… pomyślał, lecz nie przekazał swojej obawy, bo… uznał, że nie ma sensu. Jeszcze nie ma sensu.
Po zakończonej rozmowie WRESZCIE mógł zrobić to, po co przyszedł do domku. Skierował się do łazienki, zamknął za sobą drzwi i po chwili odetchnął z ulgą, pozbywając się skutków wypitego wcześniej piwa. Gdy skończył, naciągnął z powrotem bieliznę wraz ze spodniami, umył ręce i już miał wracać do reszty ekipy, gdy nacisnął klamkę. I wtedy stało się coś, czego kompletnie się nie spodziewał. Klamka zwyczajnie została mu w ręce.
- No bez jaj... - westchnął ciężko, patrząc na klamkę, która właśnie została mu w dłoni. Oczywiście, zaraz próbował ją włożyć z powrotem, lecz ta nie chciała wejść.
- Co za gówno… - powiedział do samego siebie, ciskając klamkę o podłogę - co wydało dość chakterytyczny dźwięk, bo na podłodze znajdowały się kafelki - napierając ciałem na drzwi, które ani drgnęły i rozglądając dookoła w poszukiwaniu wyjścia. Zauważył dość wąskie okno. Niemal natychmiast do niego podszedł.
Jeżeli jeszcze tutaj coś się zepsuje, to przysięgam, zrobię fikołka.
Po tej myśli chwycił za uchwyt i przekręcił go, otwierając okno na tyle, na ile było to możliwe. Ono również wydawało przy tym dźwięki sugerujące, że ledwo współpracuje z człowiekiem. W pewnym momencie Eric przestał się zastanawiać, czy mechanizm rzeczywiście osiągnął maksimum swoich możliwości, czy po prostu miał kolejny kaprys.
Na szczęście była to łazienka na parterze. Gdyby znajdował się piętro wyżej, cała sytuacja mogłaby wyglądać znacznie mniej zabawnie. Zdjął bluzę, aby zmniejszyć liczbę warstw na sobie, zostając w samym T-shirtzie, a następnie ostrożnie wysunął najpierw jedną nogę, potem drugą, próbując przecisnąć się przez wąski otwór. Przez chwilę wyglądał jak kot usiłujący wydostać się z miejsca, do którego sam się zapędził, ale ostatecznie udało mu się wyjść na zewnątrz. Kilka sekund później stał już na własnych nogach - czując, że pod jednym butem ma szyszkę - zadowolony, że nie musiał wzywać pomocy, by uwolnić go z toalety. Wiedział jednak, że będzie musiał poifnormować ekipę o tym, że drzwi od łazienki na parterze, mogły sprawiać kłopoty…
Przeszedł wokół domku, rozglądając się za resztą ekipy, i przyspieszył kroku, kiedy dostrzegł znajome sylwetki osób.
- Sorry, że tyle to trwało, ale miałem... małą awarię w łazience. Trzeba będzie naprawić drzwi. - rzucił, obejmując Sher od tyłu i podziwiając to, co znaleźli, czyli drugie wejście do piwnicy. Ciekawe, czy to faktycznie prowadziło do piwnicy, czy może jednak do jeszcze innego pomieszczenia... pomyślał, będąc chętnym to sprawdzić.

Shereen Winfield
Erika Lindberg
Alexander Hall
Gabriela R. Blais
Maddie Lennox
Duffy Summers
Jason Choi
Erza B. Fernandes
Lilian Davenport


@

off the grid

: sob cze 20, 2026 8:43 pm
autor: Łoś Superktoś
PODSUMOWANIE - TURA V
gratulacja!
Kronika Biwakowa: Tura V, czyli ucieczka z Alcatraz

To już oficjalne - domek letniskowy został zaprojektowany przez pijanego architekta sadystę, a ekipa powoli zmieniała się w obsadę taniego horroru, którego głównym VILLAINEM okazywała się stolarka drzwiowa, ale o tym później.

Erika dzielnie zajęła się bezpiecznikami, dzięki czemu cel główny misji powiódł się (naprawiła przy tym światło w całym domu, ale w piwnicy dalej panowały egipskie ciemności). Gabriela za to dzielnie ignorowała biegające wokół szczury i zaproponowała dalszą eksplorację tajemniczego korytarza.

W tym samym czasie Jason po tym, jak kilkakrotnie nie udało mu się wyważyć drzwi z bara, potężnym kopniakiem wybił zamek razem z framugą, otwierając wejście do piwnicy. Eric jednak nie widział tego przedstawienia, ponieważ - idąc za głosem natury po wypitym piwie - został podstępnie uwięziony w toalecie (gdy chciał wyjść z łazienki, klamka została mu w ręce!). Na szczęście, udało mu się uwolnić, bo przecisnął się przez wąskie okno łazienkowe, lądując na szyszkach na zewnątrz domku. Dołączył do Alexa i Shereen.

W tym samym czasie Alex, zamiast bezczynnie czekać na powrót reszty ekipy, odkrył z boku budynku drugie drzwi, również prowadzące do piwnicy (od dupy strony). Gdy tylko je otworzył, wywołał potężny przeciąg w podziemiach.

CHAOS TIME

Grupa została brutalnie rozdzielona przez przeznaczenie, ale to jeszcze nie koniec rewelacji, piwnica zafundowała Wam właśnie pełen pakiet rozrywkowy. Turę VI (kolejną) każdy z Was zakończy bezpiecznie, z powrotem przy ognisku, ale to, co wydarzy się po drodze, zależy od Waszych kostek.

Rzut 1: Jason

Jason ruszył w głąb piwnicy na ratunek dziewczynom, ale drewniane schodki (po upadku Gabrieli) nie są w idealnym stanie.

Rzut kością:
  • wynik parzysty - w ostatniej chwili zauważasz dziurę w stopniu, zwinnie ją omijasz i schodzisz w dół jak profesjonalista,
  • wynik nieparzysty - stopień pęka, lecisz z hukiem w dół i zaliczasz identyczną glebę jak wcześniej Gabriela.

Rzut 2: Girls Squad

Idziecie głębiej w korytarz, świecąc telefonem Eriki. Nagle natrafiacie na coś dziwnego…

Rzut kością (rzuca dowolna z Was):
  • wynik parzysty - trafiłyście na gniazdo gigantycznych szczurów, które na Wasz widok zaczynają piszczeć i biegać pod nogami,
  • wynik nieparzysty* - trafiacie na ścianę oblepioną starymi, zżółkniętymi wycinkami z gazet, a gdy zaczynacie je czytać, włosy stają Wam dęba - artykuły sprzed 30 lat potwierdzają krwawą historię o morderstwie w tym domku.

*BONUS. Jeśli w rzucie dziewczyn wypadł wynik nieparzysty, Erika rzuca kostką ponownie.

Rzut 3: Erika

Erika próbuje uratować wirujące w powietrzu wycinki z gazet i zabrać je ze sobą.

Rzut kością:
  • wynik parzysty - sukces, udaje Ci się złapać wycinki, będzie co czytać przy ognisku,
  • wynik nieparzysty - porażka, lol, dowody na morderstwo zostają w mroku.

REUNION & POWER OF FRIENDSHIP

Niezależnie od wyników powyższych rzutów, Alex, Eric i Shereen otwierają drzwi do piwnicy na zewnątrz. Do podziemi wpada potężny podmuch wiatru. Jeśli dziewczyny miały rzut na gazety - wycinki podrywają się w powietrze i zaczynają wirować w ciemności wokół Waszych głów. Jeśli szczury - gryzonie rzucają się do panicznej ucieczki. W tym samym momencie komuś gaśnie latarka w telefonie, ktoś potyka się o Jasona (który akurat zszedł lub spadł ze schodów), wybucha gigantyczna panika, echo niesie wrzaski, a wszyscy - CAŁA GRUPA - wpadacie na siebie na środku korytarza.

Gdy w końcu świecicie sobie latarkami w twarze i uświadamiacie sobie, że nikt nikogo nie morduje, Gabriela rzuca krótko, że schody od strony kuchni są stare i grożą śmiercią, dlatego cała ekipa decyduje się ewakuować drugą drogą.

Rozpoczynamy VI turę! Czas na posty macie do poniedziałku, 29.06.2026. Przypominam, że Wasze postacie mają ostatecznie wylądować z powrotem na bezpiecznych krzesełkach przy ognisku, otrzepując dresy i kojąc nerwy ciepłym browarem.

xoxo, Isiek
:aw:

Prowadzący:
Alexander Hall