off the grid
: ndz cze 14, 2026 8:22 pm
Wypiła kolejkę, gdy Jason wspomniał o ziemniaczkach z ogniska. Pomysł, który padł z ust Jasona, wydawał jej się spoko, bo przecież dzięki tej grze łatwiej było poznać swoich towarzyszy. W szkole średniej często grała w to ze znajomymi. Zapewne nie tylko ona. Chyba nie było osoby, która choć raz nie byłaby świadkiem, albo uczestnikiem tej zabawy. Z typowo młodzieżowych gier, pamiętała również siedem minut w niebie i nigdy nie chciała być tą zamykaną w szafie z drugą wylosowaną osobą. Dobrze, że nikt z zebranych nie wpadł na pomysł, żeby zagrać w siedem minut w lesie. Już samo zerknięcie w kierunku gęstego zadrzewienia wprawiało ją w poczucie dyskomfortu. Przy ognisku było przyjemnie i widno, ale dalej… Wolała się nie rozglądać. Naoglądała się tak wielu horrorów, że lasy kojarzył jej się z duchami i nawiedzeniami. Była też cholernie wścibska, co wyszło na powierzchnię, gdy przechodzący brzegiem jeziora staruszek, któremu najwidoczniej brakowało towarzystwa, zagadał do nich, szczerze zaskoczony tym, że domek był wynajmowany. Z początku nawet zerknęła w tamtym kierunku, jakby upewniała się, czy mówili o tym samym. A później, gdy wspomniał o tym, co się tutaj wydarzyło... musiała pociągnąć temat, bo później nie mogłaby spać. Ciekawość by jej na to nie pozwoliła. Wsłuchiwała się w słowa mężczyzny, czując przechodzący po rękach i plecach prąd — poczuła gęsią skórkę, ale słuchała, jak zahipnotyzowana. Pasjonowały ją sprawy kryminalne i wątki true crime. Nawet te zahaczające o zjawiska paranormalne, a właśnie TYM zaleciała jej opowieść mężczyzny. Jego opowieść skomentowała głośnym „wow…”, a później, zanim poszedł, zadała jeszcze kilka pytań: a były podejrzenia, kto to zrobił? Czy ten człowiek tak po prostu mieszkał na strychu? Jak się tam dostał? Pytań było dużo, ale nie chciała zawracać staruszkowi głowy. Zwłaszcza że robiło się coraz później i chłodniej, a starszy pan musiał wrócić do domu. Ta opowieść zrobiła na niej wrażenie.
— Ale czaicie… Idziecie sobie spać i jakiś psychol łazi wam nad głowami i planuje morderstwo… W ogóle ciekawe, czy to prawda, czy tylko miejska legenda — zastanowiła się, zaciskając palce na bluzie siedzącego obok Erica. Materiał jego bluzy był najbliżej, bo to obok niego siedziała.
Zaśmiała się słysząc słowa Alexa — i oczywiście się napiła. Ona również nie spodziewała się tego, że przyjdzie taki moment. Trochę ją to niepokoiło, z drugiej strony, skoro sytuacja miała miejsce trzydzieści lat temu… A przed nimi było tutaj zapewne kilka takich ekip, to nie musiała niczego się obawiać. Historię starszego pana potraktowała jak opowieść o duchach, taki straszak dla turystów, żeby urozmaicić im czas. Nie wypiła przy turze Eriki. Kiwnęła głową, gdy Erika zgarnęła Gabbie i Maddie po przekąski. Sama nie zwróciła uwagi na to, że powoli wszystkiego ubywało.
Zaniepokoiły ją natomiast słowa Gabrieli. Zapewne, gdyby była sama z Erikiem, zadałaby mu proste pytanie: czy twoi znajomi to jacyś kryminaliści? Powstrzymała się przed tym, skupiając uwagę na rudowłosej. — Czuję, że chętnie posłucham tej historii, jak już wrócicie — uznała, zerkając na nią znad puszki, którą trzymała przy ustach. Musiała przyznać, że towarzystwo, w którym obracał się Eric, a to, w którym obracała się Shereen, to były dwa zupełnie różne światy. Tutaj, przy ognisku, zebrał się prawdziwy gabinet osobliwości. Ot, paczka znajomych, którzy pochodzili z różnych środowisk. Mniej oceniania, więcej szczerych relacji — znajomości Winfield opierały się głównie na ocenianiu i jak najlepszej prezentacji, było w nich znacznie mniej szczerości. Wychowała się w środowisku, w którym po prostu musiała wyglądać i podobną funkcję mieli ci, z którymi rozmawiała. Tutaj mogła pozwolić sobie na nieco więcej luzu.
Przy pytaniu Erica musiała się przez chwilę zastanowić — nie przypominała sobie, żeby wrzucała do ognia cokolwiek, byle tylko popatrzeć, jak się pali. Popatrzyła jednak na Stonesa, gdy wyciągnął chusteczkę i wrzucił ją do ognia. Nie zamierzała go pilnować, ani ograniczać, ale wydawało jej się, że szukał pretekstu do wypicia jak największej ilości alkoholu. — Nigdy przenigdy nie poszłam na after, który miał trwać godzinę, a skończył się nad ranem — uśmiechnęła się, kończąc swoje piwo.
Faktycznie dziewczyny nie wracały dość długo. Eric zauważył to jako pierwszy, a gdy się tym podzielił, skinęła głową na jego propozycję.
— Możesz sprawdzić. Faktycznie długo nie wracają… — mruknęła nieco zaniepokojona, zerkając na godzinę. A później Eric poszedł, a ona została zresztą osób.
Po dziesięciu minutach wyjęła ponownie telefon i wybrała numer Erica. Za drugim razem odebrał telefon, wspominając, że dziewczyny zatrzasnęły się w piwnicy. Skomentowała to poważnym żartujesz?, ale nie żartował. Przesuwając poważnym spojrzeniem po twarzach pozostałych, wsunęła telefon do kieszeni.
— Dziewczyny zatrzasnęły się w piwnicy, trzeba jakoś im pomóc otworzyć te drzwi — ogłosiła, podnosząc się z miejsca i odstawiła puszkę.
— Ale czaicie… Idziecie sobie spać i jakiś psychol łazi wam nad głowami i planuje morderstwo… W ogóle ciekawe, czy to prawda, czy tylko miejska legenda — zastanowiła się, zaciskając palce na bluzie siedzącego obok Erica. Materiał jego bluzy był najbliżej, bo to obok niego siedziała.
Zaśmiała się słysząc słowa Alexa — i oczywiście się napiła. Ona również nie spodziewała się tego, że przyjdzie taki moment. Trochę ją to niepokoiło, z drugiej strony, skoro sytuacja miała miejsce trzydzieści lat temu… A przed nimi było tutaj zapewne kilka takich ekip, to nie musiała niczego się obawiać. Historię starszego pana potraktowała jak opowieść o duchach, taki straszak dla turystów, żeby urozmaicić im czas. Nie wypiła przy turze Eriki. Kiwnęła głową, gdy Erika zgarnęła Gabbie i Maddie po przekąski. Sama nie zwróciła uwagi na to, że powoli wszystkiego ubywało.
Zaniepokoiły ją natomiast słowa Gabrieli. Zapewne, gdyby była sama z Erikiem, zadałaby mu proste pytanie: czy twoi znajomi to jacyś kryminaliści? Powstrzymała się przed tym, skupiając uwagę na rudowłosej. — Czuję, że chętnie posłucham tej historii, jak już wrócicie — uznała, zerkając na nią znad puszki, którą trzymała przy ustach. Musiała przyznać, że towarzystwo, w którym obracał się Eric, a to, w którym obracała się Shereen, to były dwa zupełnie różne światy. Tutaj, przy ognisku, zebrał się prawdziwy gabinet osobliwości. Ot, paczka znajomych, którzy pochodzili z różnych środowisk. Mniej oceniania, więcej szczerych relacji — znajomości Winfield opierały się głównie na ocenianiu i jak najlepszej prezentacji, było w nich znacznie mniej szczerości. Wychowała się w środowisku, w którym po prostu musiała wyglądać i podobną funkcję mieli ci, z którymi rozmawiała. Tutaj mogła pozwolić sobie na nieco więcej luzu.
Przy pytaniu Erica musiała się przez chwilę zastanowić — nie przypominała sobie, żeby wrzucała do ognia cokolwiek, byle tylko popatrzeć, jak się pali. Popatrzyła jednak na Stonesa, gdy wyciągnął chusteczkę i wrzucił ją do ognia. Nie zamierzała go pilnować, ani ograniczać, ale wydawało jej się, że szukał pretekstu do wypicia jak największej ilości alkoholu. — Nigdy przenigdy nie poszłam na after, który miał trwać godzinę, a skończył się nad ranem — uśmiechnęła się, kończąc swoje piwo.
Faktycznie dziewczyny nie wracały dość długo. Eric zauważył to jako pierwszy, a gdy się tym podzielił, skinęła głową na jego propozycję.
— Możesz sprawdzić. Faktycznie długo nie wracają… — mruknęła nieco zaniepokojona, zerkając na godzinę. A później Eric poszedł, a ona została zresztą osób.
Po dziesięciu minutach wyjęła ponownie telefon i wybrała numer Erica. Za drugim razem odebrał telefon, wspominając, że dziewczyny zatrzasnęły się w piwnicy. Skomentowała to poważnym żartujesz?, ale nie żartował. Przesuwając poważnym spojrzeniem po twarzach pozostałych, wsunęła telefon do kieszeni.
— Dziewczyny zatrzasnęły się w piwnicy, trzeba jakoś im pomóc otworzyć te drzwi — ogłosiła, podnosząc się z miejsca i odstawiła puszkę.


