Gettin' high to deal with my problems, fucking bitches, getting drunk as shit
: czw lip 02, 2026 8:40 am
Spojrzała na nią z niedowierzaniem. Na pewno nie da się zbyć tekstem, że Iris wolała mężczyzn. Co to za argument? April też się kiedyś tak wydawało, a potem Teddy się do niej dobrała i wszystko przeszło. Może tutaj też tak będzie? Jakaś ślepa musiałaby być ta Iris, by nie chcieć w końcu związać się z przyjaciółką. Od pocałunków to już niedaleko do innych rzeczy! No i jak wiemy, kobiety lgną do Darling jak nienormalne, więc wcale by się nie zdziwiła, gdyby nagle okazało się, że najlepsza przyjaciółka kompletnie straciła dla niej głowę.
— Mhmm. Zobaczymy za piętnaście lat. — Wzruszyła ramionami, totalnie gotowa poczekać. To w końcu niedługo, a jeśli będzie mogła po tym powiedzieć, że a nie mówiłam, to na pewno będzie warto! Szkoda tylko będzie tej Iris, że będzie musiała ją wykończyć, ale coś za coś. No, chyba że to jednak Teddy ma rację i do niczego takiego nie dojdzie, to luzik.
— Oho, teraz mam dla ciebie śpiewać? Bohaterstwo uderzyło ci do głowy po tej akcji? — Spojrzała na nią z rozbawieniem i zamiast bicia przycisnęła kciukiem czubek jej nosa. Może jeszcze powinna jej zapewnić owacje na stojąco? Albo w ogóle jakąś nagrodę! Teddy zdawała się nie rozumieć, że pochwały, które dostała i obecność kotki to najlepsze, co ją mogło spotkać. Powinna więc przestać marudzić i po prostu przyjąć, co dostała. I to jeszcze z pocałowaniem ręki. Dobrze, że na co dzień narzeczona generalnie doceniała jej obecność i to, jakie miała szczęście, że była w związku z April. Mogła trafić dużo gorzej! Na przykład na taką Iris. To znaczy nie żeby z Valentine było coś nie tak, ale po prostu nie była April, a z tym akurat nie była w stanie wygrać.
— Ja nic nie kombinuje — zastrzegła od razu. Co to w ogóle za oskarżenia. Zrobiła nawet oburzoną minę, żeby narzeczona nie miała wątpliwości, że ubodły ją te zarzuty do żywego! Jeszcze tego brakowało, żeby ją od kombinatorek wyzywać, jak ona była taka cudowna i prostolinijna... czasami.
— Jasne, że byłoby super, gdyby z nami została... — zaczęła, spuszczając wzrok na kotkę. Uspokoiła się już po tych wszystkich protestach względem ich migdalenia się, położyła się wygodniej i zamknęła oczy. Dolna warga April od razu zadrgała, ale wzięła głęboki oddech, by się ogarnąć, bo jeszcze tego brakowało, żeby się wzruszyła przez kota.
— Ale wiem też, że mamy na to kiepskie warunki i u kogoś innego byłoby jej lepiej — dodała troszkę smutna. Przynajmniej głaskanie Liary działało na nią kojąco. Do kogokolwiek kotka by nie trafiła, miała nadzieję, że naprawdę będzie mogła ją odwiedzać. Szum wody z łazienki ustał, co wskazywało na to, że Burnett za moment pojawi się w drzwiach. Emma była najlepszą z możliwych opcji, bo dzięki temu mogłaby odwiedzać Liarę o dowolnej porze dnia i nocy i ciągle u niej przesiadywać! Ach, no i poza tym Burnett była naprawdę świetnym człowiekiem i na bank super by o kotkę dbała.
Ze snu wyrwałam Cię i jesteś dla mnie
— Mhmm. Zobaczymy za piętnaście lat. — Wzruszyła ramionami, totalnie gotowa poczekać. To w końcu niedługo, a jeśli będzie mogła po tym powiedzieć, że a nie mówiłam, to na pewno będzie warto! Szkoda tylko będzie tej Iris, że będzie musiała ją wykończyć, ale coś za coś. No, chyba że to jednak Teddy ma rację i do niczego takiego nie dojdzie, to luzik.
— Oho, teraz mam dla ciebie śpiewać? Bohaterstwo uderzyło ci do głowy po tej akcji? — Spojrzała na nią z rozbawieniem i zamiast bicia przycisnęła kciukiem czubek jej nosa. Może jeszcze powinna jej zapewnić owacje na stojąco? Albo w ogóle jakąś nagrodę! Teddy zdawała się nie rozumieć, że pochwały, które dostała i obecność kotki to najlepsze, co ją mogło spotkać. Powinna więc przestać marudzić i po prostu przyjąć, co dostała. I to jeszcze z pocałowaniem ręki. Dobrze, że na co dzień narzeczona generalnie doceniała jej obecność i to, jakie miała szczęście, że była w związku z April. Mogła trafić dużo gorzej! Na przykład na taką Iris. To znaczy nie żeby z Valentine było coś nie tak, ale po prostu nie była April, a z tym akurat nie była w stanie wygrać.
— Ja nic nie kombinuje — zastrzegła od razu. Co to w ogóle za oskarżenia. Zrobiła nawet oburzoną minę, żeby narzeczona nie miała wątpliwości, że ubodły ją te zarzuty do żywego! Jeszcze tego brakowało, żeby ją od kombinatorek wyzywać, jak ona była taka cudowna i prostolinijna... czasami.
— Jasne, że byłoby super, gdyby z nami została... — zaczęła, spuszczając wzrok na kotkę. Uspokoiła się już po tych wszystkich protestach względem ich migdalenia się, położyła się wygodniej i zamknęła oczy. Dolna warga April od razu zadrgała, ale wzięła głęboki oddech, by się ogarnąć, bo jeszcze tego brakowało, żeby się wzruszyła przez kota.
— Ale wiem też, że mamy na to kiepskie warunki i u kogoś innego byłoby jej lepiej — dodała troszkę smutna. Przynajmniej głaskanie Liary działało na nią kojąco. Do kogokolwiek kotka by nie trafiła, miała nadzieję, że naprawdę będzie mogła ją odwiedzać. Szum wody z łazienki ustał, co wskazywało na to, że Burnett za moment pojawi się w drzwiach. Emma była najlepszą z możliwych opcji, bo dzięki temu mogłaby odwiedzać Liarę o dowolnej porze dnia i nocy i ciągle u niej przesiadywać! Ach, no i poza tym Burnett była naprawdę świetnym człowiekiem i na bank super by o kotkę dbała.
Ze snu wyrwałam Cię i jesteś dla mnie