Strona 4 z 4

Gettin' high to deal with my problems, fucking bitches, getting drunk as shit

: czw lip 02, 2026 8:40 am
autor: April Finch
Spojrzała na nią z niedowierzaniem. Na pewno nie da się zbyć tekstem, że Iris wolała mężczyzn. Co to za argument? April też się kiedyś tak wydawało, a potem Teddy się do niej dobrała i wszystko przeszło. Może tutaj też tak będzie? Jakaś ślepa musiałaby być ta Iris, by nie chcieć w końcu związać się z przyjaciółką. Od pocałunków to już niedaleko do innych rzeczy! No i jak wiemy, kobiety lgną do Darling jak nienormalne, więc wcale by się nie zdziwiła, gdyby nagle okazało się, że najlepsza przyjaciółka kompletnie straciła dla niej głowę.
— Mhmm. Zobaczymy za piętnaście lat. — Wzruszyła ramionami, totalnie gotowa poczekać. To w końcu niedługo, a jeśli będzie mogła po tym powiedzieć, że a nie mówiłam, to na pewno będzie warto! Szkoda tylko będzie tej Iris, że będzie musiała ją wykończyć, ale coś za coś. No, chyba że to jednak Teddy ma rację i do niczego takiego nie dojdzie, to luzik.
— Oho, teraz mam dla ciebie śpiewać? Bohaterstwo uderzyło ci do głowy po tej akcji? — Spojrzała na nią z rozbawieniem i zamiast bicia przycisnęła kciukiem czubek jej nosa. Może jeszcze powinna jej zapewnić owacje na stojąco? Albo w ogóle jakąś nagrodę! Teddy zdawała się nie rozumieć, że pochwały, które dostała i obecność kotki to najlepsze, co ją mogło spotkać. Powinna więc przestać marudzić i po prostu przyjąć, co dostała. I to jeszcze z pocałowaniem ręki. Dobrze, że na co dzień narzeczona generalnie doceniała jej obecność i to, jakie miała szczęście, że była w związku z April. Mogła trafić dużo gorzej! Na przykład na taką Iris. To znaczy nie żeby z Valentine było coś nie tak, ale po prostu nie była April, a z tym akurat nie była w stanie wygrać.
— Ja nic nie kombinuje — zastrzegła od razu. Co to w ogóle za oskarżenia. Zrobiła nawet oburzoną minę, żeby narzeczona nie miała wątpliwości, że ubodły ją te zarzuty do żywego! Jeszcze tego brakowało, żeby ją od kombinatorek wyzywać, jak ona była taka cudowna i prostolinijna... czasami.
— Jasne, że byłoby super, gdyby z nami została... — zaczęła, spuszczając wzrok na kotkę. Uspokoiła się już po tych wszystkich protestach względem ich migdalenia się, położyła się wygodniej i zamknęła oczy. Dolna warga April od razu zadrgała, ale wzięła głęboki oddech, by się ogarnąć, bo jeszcze tego brakowało, żeby się wzruszyła przez kota.
— Ale wiem też, że mamy na to kiepskie warunki i u kogoś innego byłoby jej lepiej — dodała troszkę smutna. Przynajmniej głaskanie Liary działało na nią kojąco. Do kogokolwiek kotka by nie trafiła, miała nadzieję, że naprawdę będzie mogła ją odwiedzać. Szum wody z łazienki ustał, co wskazywało na to, że Burnett za moment pojawi się w drzwiach. Emma była najlepszą z możliwych opcji, bo dzięki temu mogłaby odwiedzać Liarę o dowolnej porze dnia i nocy i ciągle u niej przesiadywać! Ach, no i poza tym Burnett była naprawdę świetnym człowiekiem i na bank super by o kotkę dbała.

Ze snu wyrwałam Cię i jesteś dla mnie

Gettin' high to deal with my problems, fucking bitches, getting drunk as shit

: czw lip 02, 2026 10:00 am
autor: teddy darling
Gdyby między nią a Iris miało dojść do czegoś więcej, wydarzyłoby się to dużo wcześniej. Choćby zaraz po tamtym pocałunku, który miał być przecież ostatecznym testem orientacji Valentine. Niestety nie wydarzył się żaden cud i Iris w magiczny sposób nie stała się lesbijką. Dziwne, bo przecież po pocałunku z Teddy powinna! Najwyraźniej przyjaciółka była po prostu wyjątkowo odporna na takie niesamowite zjawiska.
Piętnaście lat to strasznie długo. Popatrz tylko, ile ja musiałam na ciebie czekać — dźgnęła narzeczoną palcem między żebra, próbując ją trochę rozchmurzyć. Naprawdę nie chciała, żeby April była zazdrosna o Iris. Ani o kogokolwiek innego. Przecież nigdy nie dawała jej ku temu powodów. Poza tym piętnaście lat to kawał czasu. Równie dobrze w tym czasie Darling mogło osiemset razy spaść coś na głowę. Albo raz, ale za to porządnie. Przy jej zawodzie wcale nie wydawało się to takie abstrakcyjne. Właściwie podpisanie oświadczenia o niepodejmowaniu reanimacji może jednak nie było aż tak durnym pomysłem, jak wszystkim dookoła się wydawało. Kto chciałby wegetować do końca swoich dni? Oczywiście lepiej było zachować tę refleksję dla siebie, bo Finch znowu zaczęłaby snuć jakieś czarne scenariusze.
Już dawno — wyszczerzyła się głupkowato, bo trochę różnych zasług na swoim koncie miała. Uratowanie kotki było tylko kropą w morzu jej osiągnięć. Teddy na pewno miała jakąś półkę z różnymi odznaczeniami i statuetkami! — Piosenka to absolutne minimum. Zadowolę się też innymi nagrodami — puściła do niej oczko. Hej, za takie poświęcenie i ryzykowanie własnego życia ewidentnie należało jej się coś. Co dokładnie? No to już pozostawiała inwencji twórczej swojej narzeczonej. Pochwały też były spoko, ale czemu było ich tak mało? Wincyj!
Nie musiałaby nawet na nią patrzeć, żeby wiedzieć, że uskutecznia jakieś szachrajstwo. Spośród ich dwójki tylko Teddy była naprawdę prostolinijna. Prosta jak budowa cepa. Nic, tylko młócić zboże. I do tego miękka jak masło. Dlatego dobrze, że Finch nie rozczuliła się nad kotką do tego stopnia, żeby zacząć płakać. Wtedy Darling na pewno by poległa i uległa. Wystarczyłoby kilka łez, jedno błagalne spojrzenie i cała jej stanowczość poszłaby w diabły. Jeszcze tego samego wieczoru Liara dostałaby miejsce w łóżku, a strażaczka do końca życia udawałaby, że od początku właśnie taki był plan.
Na szczęście miała u swojego boku bardzo mądrą kobietę, która podeszła do całej sprawy z zaskakującym rozsądkiem. Chyba po pijaku była nawet mądrzejsza niż na trzeźwo. Albo po prostu alkohol odbierał jej tę słynną siłę perswazji, bo wyjątkowo szybko odpuściła temat przekonywania Teddy do zatrzymania kotki. Właściwie to nawet nie zdążyła go porządnie zacząć. Od samego początku konsekwentnie wciskała zwierzaka Emmie, jakby decyzja zapadła już dawno i nikt nie miał nic do powiedzenia. A Darling wcale nie zamierzała protestować. Taki obrót spraw zdecydowanie jej odpowiadał.
Jak będziemy mieć duży dom z ogrodem, to zaadoptujemy mnóstwo zwierząt, dobrze? Koty, psy, alpaki i oczywiście królową Theodorę Apreddy LXIX. I wszystkie inne, o jakich tylko zamarzysz — obiecała, muskając ustami jej policzek. Jedną dłonią pogładziła ją po plecach, a drugą położyła na grzbiecie Liary, z przyjemnością zanurzając palce w miękkiej sierści.
Duży dom z ogrodem brzmiał dla Teddy jak coś nierealnego. Ale nie po to zarabiała tak marnie, żeby nigdy nie zamieszkać tam z April, prawda?
Drzwi na końcu korytarza uchyliły się i Emma wyszła z łazienki. Miała na sobie ubrania Finch i ręcznik na głowie. Darling uśmiechnęła się i poklepała ukochaną po udzie, dając jej do zrozumienia, że pora się zbierać. Trzeba jeszcze rozłożyć kanapę, co niestety wiązało się to z koniecznością ruszenia kotki, która zdążyła już zasnąć na kolanach, kompletnie wykończona dniem pełnym wrażeń.

bo nieważne gdzie, kiedy obok cię mam

Gettin' high to deal with my problems, fucking bitches, getting drunk as shit

: czw lip 02, 2026 11:34 am
autor: April Finch
Niby to April miała fioła na punkcie samej siebie, a tu proszę. Okazywało się, że jej narzeczona wale nie była lepsza. Po prostu bardziej się kryła, ale też chciała być w centrum uwagi i otrzymywać owacje na stojąco za wszystko, co tylko zrobi, co przecież leży w zakresie jej obowiązków! To, że robiła to po godzinach, to tylko drobny szczegół. Może Finch powinna pomyśleć o jakimś ołtarzyku na cześć narzeczonej?
— Ach, czyli zapomniałaś już, że napisałam piosenkę specjalnie dla ciebie? No dobrze, może nie była aż tak ważna. — Wzruszyła ramionami, udajac całkowitą obojętność. Wygląda na to, że Teddy nie będzie zadowolona, póki na jej temat nie powstanie cały album. I najlepiej pewnie, żeby z miejsca stał się hitem. Wtedy stanie się wielką gwiazdą i kobiety już totalnie będą się zabijać, by tylko znaleźć się w jej otoczeniu. I cóż biedna April miała z tym zrobić? Nic tylko siąść do instrumentów i zacząć pisać! Teraz nie czuła się zbyt kreatywna, ale na trzeźwo na bank coś ogarnie.
Teddy była prosta jak budowa cepa i bardzo lubiła być młócona, a April doskonale wiedziała, jak na tym pogrywać. Nie mogłaby jednak wykorzystywać tego tak w pełni i z zimną premedytacją. Chciała być dla swojej partnerki jak najlepsza, a igranie z jej uczuciami zdecydowanie nie byłoby niczym wartościowym. Nie chciała robić z siebie jakiejś durnej, która płacze nad kotem, chociaż bardzo miała ochotę. Zdusiła jednak w sobie te durne emocje i wzięła się w garść, jak na dorosłego człowieka przystało. Może gdyby Liara nie była taka śliczna, słodka i kochana, to poszłoby łatwiej? Na bank, ale pech chciał, że trafił im się najpiękniejszy zwierzak, jakiego widziała od dawna!
— No dooobrze — zgodziła się, bo cóż innego jej pozostało? Musi cierpliwie poczekać, aż będą miały warunki i w między czasie spróbować nie płakać zbyt rzewnie za Liarą. Może powinny kupić sobie rybki? Albo patyczaki? One nie wymagają zbyt wiele i na pewno zmieściłyby się do loftu. No i nie wymagały przerabiania całego mieszkania. To nie byłoby dla niej całkowicie zadowalające, ale jak nie można mieć wszystkiego, to trzeba się cieszyć drobiazgami.
Zdjęła z siebie kotkę i położyła ją na udach Teddy. Podniosła się z fotela z teatralnym westchnieniem i poczłapała do łazienki, żeby się ogarnąć, zostawiając narzeczoną z Emmą i Liarą. Nawet do głowy jej nie przyszło, żeby zacząć się zastanawiać, o czym takim rozmawiały, kiedy zniknęła. Pewnie o niczym specjalnym. Podobnie jak i ona nie rozmawiała o niczym konkretnym z Burnett, gdy to strażaczka poszła się myć. Porobiły jeszcze kilka zdjęć Liarze i wszystkie wreszcie popadały pomęczone na poduszki.
koniec
Jutro będzie dla nas za krótki dzień