we judge harshly
: pn lip 20, 2026 1:07 pm
Pokręcił lekko głową, bo dobrze wiedział już, że Loganowi daleko było do prostego faceta. Był inteligentnym i praktycznym gościem, który budził szacunek swoich podwładnych, a jego łagodny spokój sprawiał, że Laurentowi miękły kolana. Udawał poczciwego idiotę, żeby zrobić mu na złość. A jednak pod pozorami rozdrażnienia odczuwał przede wszystkim podniecenie i ekscytację.
Wspólna lekcja była złym pomysłem, ale młody Ashcroft przystał na nią z radością. Powinien trzymać się pierwotnego planu, ale wizyta na farmie budziła w nim tęsknotę za dziedzictwem, którego wyrzekł się na studiach. W domu nie potrafił się powstrzymać przed tym drobnym niedopowiedzeniem w kwestii swoich przemoczonych ubrań, a kiedy stał na tarasie, czekając na Logana, jego głowa była przyjemnie pusta. Odgonił uporczywą muchę, a język zdrętwiał mu od kwaśnej lemoniady. Jadł kanapkę z apetytem, choć w Toronto nigdy nie zdecydowałby się na taką dawkę glutenu w postaci białego, miękkiego pieczywa, które nie miało absolutnie żadnych właściwości odżywczych.
Ale smakowało obłędnie, mając za zawartość sporą ilość masła, kilka plasterków szynki oraz liść chrupiącej sałaty.
Opierał ramiona o balustradę, kiedy obrócił się przez ramię w kierunku zamieszania przy drzwiach. Otarł wierzchem dłoni błyszczące od tłuszczu usta i zaśmiał się cicho.
— Serio wystarczy, że go pogłaszczesz — powtórzył radę z pobłażliwym uśmiechem i popił kanapkę lemoniadą. Promienie słońca prześwitywały przez kosmyki ciemnych włosów, nadając im połysk w kolorze gryczanego miodu.
Zatrzymał wzrok na jego odsłoniętych ramionach, nadal nie potrafiąc zrozumieć, jakim cudem taki facet jest sam. Rozumiał rozpacz po stracie ukochanej żony. Może nawet uznałby to za całkiem romantyczne, gdyby jednocześnie nie było tak przeraźliwie smutne.
— Tak na przyszłość to nie potrzebuję bryczesów, ale dziękuję — odbił piłeczkę, chociaż nadal nie wiedział, skąd brało się w nim to przekorne pragnienie dyskutowania z Loganem, jakby musiał mu coś udowodnić.
Nie zamierzał więcej wsiadać na konia. Skończył z tym kiedy miał dziesięć lat, a dzisiaj tylko robił wyjątek.
Zostawił szklankę z lemoniadą na barierce i ruszył za nim do stajni, choć musiał włożyć wysiłek w próbę dotrzymania kroku Loganowi. Czuł na sobie uważne spojrzenia pracowników rancza. Zignorował je, próbując udowodnić, że ma głęboko gdzieś ich zdanie. Oporządził konia przed jazdą z czułością i uwagą, szepcząc jej komplementy, jak najlepsze lasce w klubie.
— Czyli jednak mnie lubisz — stwierdził bezczelnie, kiedy Logan troskliwie wcisnął mu na głowę kask. Starał się, żeby Callahan dostrzegł w nim faceta, a im bardziej próbował mu coś udowodnić, a tym bardziej absurdalnych sytuacjach kończyli. Nie wiedział, dlaczego tak zależało mu, żeby Logan nie traktował go jak dzieciaka.
Oczyścił grzbiet Pixie, a następnie czekał, aż mężczyzna osiodła konia. Obserwowanie go przy pracy było satysfakcjonujące i na pewno część z tej przyjemności brała się z tego, jak dobrze Logan wyglądał. Z powodzeniem mógłby reklamować ten styl życia. Oparł łokcie o drewnianą belkę, przyjmując tę niedbałą pozę.
Nie obawiał się wsiąść na konia. Za dzieciaka uwielbiał przejażdżki.
— Nie mam pięciu lat — poinformował Logana, ignorując podstawione schodki i lekko wbił się z prawej nogi, dosiadając konia. Nie zrobił tego z gracją i przez sekundę miał problem ze złapaniem równowagi w siodle, ale kiedy już mu się to udało, posłał mężczyźnie cwany uśmiech. — Mówiłem — oznajmił z dumą, sztywno wyprostowany i niezbyt pewny, gdy koń oddalił się od barierki.
Nie zdawał sobie sprawy, jak wyraźnie jego ciało zdradza zdenerwowanie i niepewność w siodle. Cierpliwie czekał, aż Logan skończy majstrować przy strzemionach, głaszcząc uspokajająco klacz po szyi.
Powiedział jej tyle miłych rzeczy, że chyba nie powinna go zrzucić?
— Wydajesz sprzeczne polecenia — zarzucił swojemu trenerowi, kiedy ten najpierw kazał mu docisnąć nogi do siodła, a potem nie ściskać konia. — Mówisz do mnie, to na ciebie patrzę — Laurent nie mógł pozostawić żadnej uwagi bez odpowiedzi i zapowiadał się na naprawdę trudnego ucznia. — Przecież siedzę — znów spojrzał na Logana, ale tym razem skupił wzrok przed sobą, zanim ten ponownie zwrócił mu uwagę. Zacisnął mocniej palce na wodzy, kiedy poczuł dotyk dłoni mężczyzny.
Jak miał się w takich warunkach rozluźnić?
To było zaskakująco przyjemne, gdy słowa Logana zdawały się mieć moc porządkowania świata, jakby znał wszystkie najważniejsze prawdy.
— Nie da się przy tobie rozluźnić — mruknął zadziornie, chociaż wątpił, żeby Logan wychwycił flirt. Spróbował jednak usiąść pewniej w siodle, ale po takim czasie wcale nie było tak łatwo zaufać kilkusetkilogramowemu zwierzęciu, które potrafiło bać się własnego cienia. Nie chodziło jednak tylko o to. Laurent świadomie kładł źle dłonie czy nogi, bo podobał mu się szorstki, stanowczy dotyk. Poza tym chciał sprawdzić, czy będą w stanie dobrnąć do kresu cierpliwości Logana.
I już myślał, że mu się to udało, kiedy facet po prostu postanowił zmienić strategię.
— Inaczej? Jestem aż tak beznadziejnym przypadkiem? A może to ty wcale nie jesteś najlepszym nauczycielem? — zapytał z powątpiewaniem, a chwilę później Logan znalazł się za jego plecami, wywołując falę przyjemnego ciepła. Odruchowo oddał mu wodzę, będąc prawie pewnym, że w tej sytuacji się nie rozluźni. — Tak zdecydowanie wygodniej — odparł przesadnie rozpieszczonym tonem i skrócił zbędny dystans między nimi, opierając się o szeroki tors. Przecież nie było opcji, żeby Logan nie zdawał sobie sprawy, co robi. Laurent co prawda jeszcze nie spotkał kolesia, który by tak perfekcyjnie udawał hetero, ale w sposobie, w jaki Callahan go dotykał, nie było przypadku.
Ani w tym, że paradował przed nim bez koszulki.
Ani jak łaskotał mu oddechem kark.
Może i Logan nie był w jego guście, ale bezapelacyjnie jego bliskość oddziaływała na niego silnie na tym prymitywnym, niemożliwym do odparcia poziomie.
— Czyli będą kolejne lekcje? — przekornie złapał go za słówko, słysząc, że dzisiaj ma się tylko nauczyć siedzieć. Miał nadzieję, że ekscytacja w jego głosie nie była wyraźnie słyszalna. Odwrócił przy tym głowę, niemal dotykając wargami zarośniętego policzka, co jeszcze bardziej uświadomiło mu, jak blisko siebie się znajdowali. Uśmiechnął się wymownie. — Nie mogę się doczekać — wyprostował się, skupiając spojrzenie przed sobą, choć w myślach prosił Logana, by mocniej zacisnął dłonie na jego biodrach.
Słuchał instrukcji, choć nie miało znaczenia dokładnie, co mężczyzna mruczy mu w kark, a bardziej liczyło się, jakim robił to tonem.
— Skoro taki z ciebie specjalista od robienia tyłkiem ósemek, to musisz być mistrzem na parkiecie. Właśnie to mam teraz przed oczami — zażartował, zaciskając powieki i szeroko się uśmiechając. Wczuł się jednak w łagodny ruch, ulegając narzuconemu rytmowi, myśląc o tym, jaką furorę zrobiłby Logan w jego ulubionym tęczowym lokalu. Chociaż nie wyglądał na króla parkietu, a raczej tego mrukliwego typa siedzącego przy barze. Pozory jednak mogły mylić. W końcu facet na pierwszy rzut oka przypominał pozbawionego wyobraźni prostaka o konserwatywnych poglądach, a teraz dotykał go tak, jakby naprawdę tego chciał. Jakby za tym tęsknił. — Umiesz tańczyć? Kiedy ostatnio tańczyłeś? — zapytał z tą swoją natarczywą ciekawością.
Gdy Logan zbył go kolejnym poleceniem, Laurent odchrząknął. To jego dłonie sprawiły, że zamilkł. I słowa, które mogłyby paść w zupełnie innych okolicznościach.
Które Laurent chciałby w tych innych okolicznościach usłyszeć. Zrobiło mu się gorąco, kiedy próbował pozbyć się napięcia przez odrobinę nerwowy śmiech. Callahan zachowywał się tak, jakby kompletnie nie zdawał sobie sprawy z tej dwuznaczności, przez którą jego uczeń nie będzie mógł zasnąć przez pół nocy.
Sięgnął do jego dłoni na swoich bokach i łagodnym gestem zsunął je z powrotem na biodra, ale nieco niżej. Nie wątpił, że potrafiły dać poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji.
— Tak jest okej? — brzmiał, jakby pytał jedynie o to, jak sobie radzi na koniu, ale jednocześnie wciąż trzymał jego ręce w swoich. Dość szybko załapał technikę, kołysząc się razem z Loganem w jednostajnym rytmie. — Jak mi idzie? — zapytał, łakomy pochwały. Jedną dłoń oparł na łęku, ale drugą poszukał równowagi na jego udzie. Obrócił przy tym znów w jego kierunku, zamiast patrzeć przed siebie. — Może rzeczywiście jesteś całkiem niezłym nauczycielem — dodał, nie zwiększając dystansu, więc jego słowa niewinnie załaskotały kącik ust mężczyzny. — Często udzielasz takich prywatnych lekcji? — flirtował z nim bezczelnie, próbując się zorientować w intencjach mężczyzny.
Logan Callahan
Wspólna lekcja była złym pomysłem, ale młody Ashcroft przystał na nią z radością. Powinien trzymać się pierwotnego planu, ale wizyta na farmie budziła w nim tęsknotę za dziedzictwem, którego wyrzekł się na studiach. W domu nie potrafił się powstrzymać przed tym drobnym niedopowiedzeniem w kwestii swoich przemoczonych ubrań, a kiedy stał na tarasie, czekając na Logana, jego głowa była przyjemnie pusta. Odgonił uporczywą muchę, a język zdrętwiał mu od kwaśnej lemoniady. Jadł kanapkę z apetytem, choć w Toronto nigdy nie zdecydowałby się na taką dawkę glutenu w postaci białego, miękkiego pieczywa, które nie miało absolutnie żadnych właściwości odżywczych.
Ale smakowało obłędnie, mając za zawartość sporą ilość masła, kilka plasterków szynki oraz liść chrupiącej sałaty.
Opierał ramiona o balustradę, kiedy obrócił się przez ramię w kierunku zamieszania przy drzwiach. Otarł wierzchem dłoni błyszczące od tłuszczu usta i zaśmiał się cicho.
— Serio wystarczy, że go pogłaszczesz — powtórzył radę z pobłażliwym uśmiechem i popił kanapkę lemoniadą. Promienie słońca prześwitywały przez kosmyki ciemnych włosów, nadając im połysk w kolorze gryczanego miodu.
Zatrzymał wzrok na jego odsłoniętych ramionach, nadal nie potrafiąc zrozumieć, jakim cudem taki facet jest sam. Rozumiał rozpacz po stracie ukochanej żony. Może nawet uznałby to za całkiem romantyczne, gdyby jednocześnie nie było tak przeraźliwie smutne.
— Tak na przyszłość to nie potrzebuję bryczesów, ale dziękuję — odbił piłeczkę, chociaż nadal nie wiedział, skąd brało się w nim to przekorne pragnienie dyskutowania z Loganem, jakby musiał mu coś udowodnić.
Nie zamierzał więcej wsiadać na konia. Skończył z tym kiedy miał dziesięć lat, a dzisiaj tylko robił wyjątek.
Zostawił szklankę z lemoniadą na barierce i ruszył za nim do stajni, choć musiał włożyć wysiłek w próbę dotrzymania kroku Loganowi. Czuł na sobie uważne spojrzenia pracowników rancza. Zignorował je, próbując udowodnić, że ma głęboko gdzieś ich zdanie. Oporządził konia przed jazdą z czułością i uwagą, szepcząc jej komplementy, jak najlepsze lasce w klubie.
— Czyli jednak mnie lubisz — stwierdził bezczelnie, kiedy Logan troskliwie wcisnął mu na głowę kask. Starał się, żeby Callahan dostrzegł w nim faceta, a im bardziej próbował mu coś udowodnić, a tym bardziej absurdalnych sytuacjach kończyli. Nie wiedział, dlaczego tak zależało mu, żeby Logan nie traktował go jak dzieciaka.
Oczyścił grzbiet Pixie, a następnie czekał, aż mężczyzna osiodła konia. Obserwowanie go przy pracy było satysfakcjonujące i na pewno część z tej przyjemności brała się z tego, jak dobrze Logan wyglądał. Z powodzeniem mógłby reklamować ten styl życia. Oparł łokcie o drewnianą belkę, przyjmując tę niedbałą pozę.
Nie obawiał się wsiąść na konia. Za dzieciaka uwielbiał przejażdżki.
— Nie mam pięciu lat — poinformował Logana, ignorując podstawione schodki i lekko wbił się z prawej nogi, dosiadając konia. Nie zrobił tego z gracją i przez sekundę miał problem ze złapaniem równowagi w siodle, ale kiedy już mu się to udało, posłał mężczyźnie cwany uśmiech. — Mówiłem — oznajmił z dumą, sztywno wyprostowany i niezbyt pewny, gdy koń oddalił się od barierki.
Nie zdawał sobie sprawy, jak wyraźnie jego ciało zdradza zdenerwowanie i niepewność w siodle. Cierpliwie czekał, aż Logan skończy majstrować przy strzemionach, głaszcząc uspokajająco klacz po szyi.
Powiedział jej tyle miłych rzeczy, że chyba nie powinna go zrzucić?
— Wydajesz sprzeczne polecenia — zarzucił swojemu trenerowi, kiedy ten najpierw kazał mu docisnąć nogi do siodła, a potem nie ściskać konia. — Mówisz do mnie, to na ciebie patrzę — Laurent nie mógł pozostawić żadnej uwagi bez odpowiedzi i zapowiadał się na naprawdę trudnego ucznia. — Przecież siedzę — znów spojrzał na Logana, ale tym razem skupił wzrok przed sobą, zanim ten ponownie zwrócił mu uwagę. Zacisnął mocniej palce na wodzy, kiedy poczuł dotyk dłoni mężczyzny.
Jak miał się w takich warunkach rozluźnić?
To było zaskakująco przyjemne, gdy słowa Logana zdawały się mieć moc porządkowania świata, jakby znał wszystkie najważniejsze prawdy.
— Nie da się przy tobie rozluźnić — mruknął zadziornie, chociaż wątpił, żeby Logan wychwycił flirt. Spróbował jednak usiąść pewniej w siodle, ale po takim czasie wcale nie było tak łatwo zaufać kilkusetkilogramowemu zwierzęciu, które potrafiło bać się własnego cienia. Nie chodziło jednak tylko o to. Laurent świadomie kładł źle dłonie czy nogi, bo podobał mu się szorstki, stanowczy dotyk. Poza tym chciał sprawdzić, czy będą w stanie dobrnąć do kresu cierpliwości Logana.
I już myślał, że mu się to udało, kiedy facet po prostu postanowił zmienić strategię.
— Inaczej? Jestem aż tak beznadziejnym przypadkiem? A może to ty wcale nie jesteś najlepszym nauczycielem? — zapytał z powątpiewaniem, a chwilę później Logan znalazł się za jego plecami, wywołując falę przyjemnego ciepła. Odruchowo oddał mu wodzę, będąc prawie pewnym, że w tej sytuacji się nie rozluźni. — Tak zdecydowanie wygodniej — odparł przesadnie rozpieszczonym tonem i skrócił zbędny dystans między nimi, opierając się o szeroki tors. Przecież nie było opcji, żeby Logan nie zdawał sobie sprawy, co robi. Laurent co prawda jeszcze nie spotkał kolesia, który by tak perfekcyjnie udawał hetero, ale w sposobie, w jaki Callahan go dotykał, nie było przypadku.
Ani w tym, że paradował przed nim bez koszulki.
Ani jak łaskotał mu oddechem kark.
Może i Logan nie był w jego guście, ale bezapelacyjnie jego bliskość oddziaływała na niego silnie na tym prymitywnym, niemożliwym do odparcia poziomie.
— Czyli będą kolejne lekcje? — przekornie złapał go za słówko, słysząc, że dzisiaj ma się tylko nauczyć siedzieć. Miał nadzieję, że ekscytacja w jego głosie nie była wyraźnie słyszalna. Odwrócił przy tym głowę, niemal dotykając wargami zarośniętego policzka, co jeszcze bardziej uświadomiło mu, jak blisko siebie się znajdowali. Uśmiechnął się wymownie. — Nie mogę się doczekać — wyprostował się, skupiając spojrzenie przed sobą, choć w myślach prosił Logana, by mocniej zacisnął dłonie na jego biodrach.
Słuchał instrukcji, choć nie miało znaczenia dokładnie, co mężczyzna mruczy mu w kark, a bardziej liczyło się, jakim robił to tonem.
— Skoro taki z ciebie specjalista od robienia tyłkiem ósemek, to musisz być mistrzem na parkiecie. Właśnie to mam teraz przed oczami — zażartował, zaciskając powieki i szeroko się uśmiechając. Wczuł się jednak w łagodny ruch, ulegając narzuconemu rytmowi, myśląc o tym, jaką furorę zrobiłby Logan w jego ulubionym tęczowym lokalu. Chociaż nie wyglądał na króla parkietu, a raczej tego mrukliwego typa siedzącego przy barze. Pozory jednak mogły mylić. W końcu facet na pierwszy rzut oka przypominał pozbawionego wyobraźni prostaka o konserwatywnych poglądach, a teraz dotykał go tak, jakby naprawdę tego chciał. Jakby za tym tęsknił. — Umiesz tańczyć? Kiedy ostatnio tańczyłeś? — zapytał z tą swoją natarczywą ciekawością.
Gdy Logan zbył go kolejnym poleceniem, Laurent odchrząknął. To jego dłonie sprawiły, że zamilkł. I słowa, które mogłyby paść w zupełnie innych okolicznościach.
Które Laurent chciałby w tych innych okolicznościach usłyszeć. Zrobiło mu się gorąco, kiedy próbował pozbyć się napięcia przez odrobinę nerwowy śmiech. Callahan zachowywał się tak, jakby kompletnie nie zdawał sobie sprawy z tej dwuznaczności, przez którą jego uczeń nie będzie mógł zasnąć przez pół nocy.
Sięgnął do jego dłoni na swoich bokach i łagodnym gestem zsunął je z powrotem na biodra, ale nieco niżej. Nie wątpił, że potrafiły dać poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji.
— Tak jest okej? — brzmiał, jakby pytał jedynie o to, jak sobie radzi na koniu, ale jednocześnie wciąż trzymał jego ręce w swoich. Dość szybko załapał technikę, kołysząc się razem z Loganem w jednostajnym rytmie. — Jak mi idzie? — zapytał, łakomy pochwały. Jedną dłoń oparł na łęku, ale drugą poszukał równowagi na jego udzie. Obrócił przy tym znów w jego kierunku, zamiast patrzeć przed siebie. — Może rzeczywiście jesteś całkiem niezłym nauczycielem — dodał, nie zwiększając dystansu, więc jego słowa niewinnie załaskotały kącik ust mężczyzny. — Często udzielasz takich prywatnych lekcji? — flirtował z nim bezczelnie, próbując się zorientować w intencjach mężczyzny.
Logan Callahan