Now they're going to bed And my stomach is sick
: wt sie 04, 2026 9:36 pm
Może i powinna od razu streścić jej, co działo się na tarasie, ale jakoś nie miała ochoty. Przede wszystkim to nie wiedziała, co się tam dokladnie wydarzyło. Nie kojarzyła, w którym momencie wyszły na zewnątrz. Wiedziała, że chwilę rozmawiały, a potem zaczęły się całować. Pamiętała też moment, w którym ruda się wścieka i wychodzi, ale brakowało jej wielu fragmentów po środku. Jutro rano na pewno zapyta Marigold, o co chodziło i może wtedy streści przyjaciółce cąłe wydarzenie. A może nie? Może okaże się, że naprawdę nie ma, o czym opowiadać? Albo będzie wypierała prawdę, jakiej się dowie i powstrzyma się od opowiadania na najbliższe osiem lat. Cóż, tego dowiedzą się dopiero, gdy April się porządnie wyśpi, bo wcześniej nie będzie nadawała się do rozmowy. Teraz jednak w ogóle nie miała ochoty sie kłaść. Chciała spędzić czas z Teddy, którą wreszcie miała pod ręką i istniała szansa, że nikt chwilowo nie będzie im przeszkadzał.
— Sama jesteś czerep — odgryzła się niezbyt inteligentnie. Chyba powinna ją wyzwać od pijanych, ale trudno. Słowo się rzekło. Na wszelki wypadek dźgnęła ją jeszcze pod żebrami, żeby sobie nie myslała, że może się tak bezkarnie nabijać! A w ogóle to się nabijała? Ach, April już niczego w tym momencie nie była pewna. Myśli wpadały jej do głowy zdecydowanie zbyt szybko, nie była na to gotowa. Chętnie by je wyłączyła albo chociaż zapauzowała. Mogą z opóźnieniem wrócić, kiedy już się wyśpi. Nie będzie pewnie wtedy dużo mądrzejsza, ale może jakimś cudem się w tym kompletnie nie pogubi? Albo chociaż ogarnie sprawę mniej więcej.
Ściągnęła brwi, gdy dotarło do niej to przejęzyczenie. Przez moment nie była pewna, czy się przesłyszała, czy Teddy faktycznie tak się plątał język. Pewnie gdyby się nie poprawiła, to uznałaby, że tylko jej się wydawało. Przyszła strażaczka zaczęła się jednak wykręcać, co zwróciło uwagę Finch. Może i była nawalona, ale nadal sprytna była z niej żmijka!
— Weź mnie, gdzie chcesz — zgodziła się, uśmiechając się niewinnie. Zarumienienie Teddy zdecydowanie jej schlebiało. Zaskakiwała ją zawsze, gdy zawstydzała się przy niej w taki sposób. Niby znały się na wylot i niejedno już wyczyniały, a jednak potrafiły zadziałać na siebie w taki sposób, że brakowało im języka w gębie. To dopiero było skrajne dziwactwo! Finch nie miała pojęcia, skąd się to w nich brało. Coś takiego w nich było, co oddziaływało na tę drugą z niesamowitą mocą i bardzo to lubiła.
— Niespecjalnie — odparła, choć wcale nie miała zamiaru nasłuchiwać. Była teraz zajęta. Teddy też powinna mieć lepsze rzeczy do roboty niż podsłuchiwanie jakichś obcych bab. Żeby zająć ją czymś pożytecznym, April wpiła się wreszcie w jej usta, absolutnie stęskniona za pocałunkami, których nie miały jeszcze okazji nadrobić. Alkohol i to w jakim stanie zostawiła ją Marigold sprawiło, że pocałunki były żarliwe i pełne niecierpliwości. Podobnie zresztą jak palce dziewczyny, które wsunęła pod koszulkę przyjaciółki, żeby podrapać miękką skórę na jej talii. Granice, których kurczowo się do tej pory trzymały, zaczynały jej się gdzieś rozmywać.
teddy darling
— Sama jesteś czerep — odgryzła się niezbyt inteligentnie. Chyba powinna ją wyzwać od pijanych, ale trudno. Słowo się rzekło. Na wszelki wypadek dźgnęła ją jeszcze pod żebrami, żeby sobie nie myslała, że może się tak bezkarnie nabijać! A w ogóle to się nabijała? Ach, April już niczego w tym momencie nie była pewna. Myśli wpadały jej do głowy zdecydowanie zbyt szybko, nie była na to gotowa. Chętnie by je wyłączyła albo chociaż zapauzowała. Mogą z opóźnieniem wrócić, kiedy już się wyśpi. Nie będzie pewnie wtedy dużo mądrzejsza, ale może jakimś cudem się w tym kompletnie nie pogubi? Albo chociaż ogarnie sprawę mniej więcej.
Ściągnęła brwi, gdy dotarło do niej to przejęzyczenie. Przez moment nie była pewna, czy się przesłyszała, czy Teddy faktycznie tak się plątał język. Pewnie gdyby się nie poprawiła, to uznałaby, że tylko jej się wydawało. Przyszła strażaczka zaczęła się jednak wykręcać, co zwróciło uwagę Finch. Może i była nawalona, ale nadal sprytna była z niej żmijka!
— Weź mnie, gdzie chcesz — zgodziła się, uśmiechając się niewinnie. Zarumienienie Teddy zdecydowanie jej schlebiało. Zaskakiwała ją zawsze, gdy zawstydzała się przy niej w taki sposób. Niby znały się na wylot i niejedno już wyczyniały, a jednak potrafiły zadziałać na siebie w taki sposób, że brakowało im języka w gębie. To dopiero było skrajne dziwactwo! Finch nie miała pojęcia, skąd się to w nich brało. Coś takiego w nich było, co oddziaływało na tę drugą z niesamowitą mocą i bardzo to lubiła.
— Niespecjalnie — odparła, choć wcale nie miała zamiaru nasłuchiwać. Była teraz zajęta. Teddy też powinna mieć lepsze rzeczy do roboty niż podsłuchiwanie jakichś obcych bab. Żeby zająć ją czymś pożytecznym, April wpiła się wreszcie w jej usta, absolutnie stęskniona za pocałunkami, których nie miały jeszcze okazji nadrobić. Alkohol i to w jakim stanie zostawiła ją Marigold sprawiło, że pocałunki były żarliwe i pełne niecierpliwości. Podobnie zresztą jak palce dziewczyny, które wsunęła pod koszulkę przyjaciółki, żeby podrapać miękką skórę na jej talii. Granice, których kurczowo się do tej pory trzymały, zaczynały jej się gdzieś rozmywać.
teddy darling
