Finch jednak nie potrafiła się na niej skupić. Coraz trudniej było im znaleźć wspólny język. No dobra, może i wpychały je sobie do gardeł, ale jak już trzeba było rozmawiać, to było trochę gorzej. Najchętniej jakoś by jej się pozbyła i zajęła czymś innym, ale nie miała gdzie uciec. Przyjechali tu całą ekipą, razem mieszkali i razem mieli wyjechać. Wszyscy byli na siebie skazani aż do poniedziałku. April starała się jak mogła, by jej wzrok nie uciekał ciągle w stronę Teddy, ale to okazało się wyjątkowo skomplikowane. Tłum w barze był całkiem spory, ludzie bawili się doskonale, a ona i tak była w stanie dostrzec ją, nawet ukrytą za całą masą ciał. Cóż, chwilowo jej ciało stanowiło jedną masę z jakąś dziewczyną, którą zdecydowanie widziała na oczy pierwszy raz. Były ze sobą tak splątane, że aż trudno było odgadnąć, które części ciała należą do kogo. Przez moment miała nawet wrażenie, że będą musieli wezwać pogotowie, bo jej przyjaciółka udusi się przez to, jak długo trwał pocałunek z nieznajomą. Czy one nie potrzebowały tlenu do funkcjonowania? To jakaś wielka miłość, dzięki której do życia wystarczy im światło słoneczne i wódka? Możliwe. Zacisnęła nerwowo szczękę, obserwując, jak przyjaciółka znika z dziewczyną za rogiem.
— Totalnie — odpowiedziała odruchowo Marigold, bo usłyszała po tonie, że zadała jej jakieś pytanie. Chyba trafiła, bo niezrażona ruda kontynuowała swoją opowieść o chuj-wie-czym. Gadanie i pieszczoty z czasem stawały się bardziej intensywne. Po nagim udzie nie krążyły już palce, a paznokcie, a odległość między ich ciałami stawała się coraz mniejsza. Może nawet w końcu zaskarbiłaby sobie uwagę April, gdyby w pewnym momencie do stolika nie wróciła Teddy.
— Zgubiłaś po drodze koleżankę? — rzuciła, starając się brzmieć totalnie luzacko i żartobliwie. Przylepa gdzieś wyparowała, ale April podejrzewała, że Teddy zmaterializowała się przy stoliku tylko po to, by dokończyć drinka albo wziąć swoje rzeczy i spierdolić z tą laską w stronę perfekcyjnej przyszłości.
teddy darling