we used to be on fire, but now we're cold, cold, cold
: sob wrz 12, 2026 11:36 pm
Chyba strażacy już mieli to do siebie, że nie lubili chodzić na zakupy. Albo po prostu nie mieli na to czasu. Teddy zdecydowanie należała do tej drugiej grupy. Po kilkunastogodzinnej zmianie ostatnią rzeczą, na jaką miała ochotę, było łażenie między półkami i zastanawianie się, czy naprawdę potrzebuje kolejnego płynu do naczyń. Dlatego zwykle zamawiała wszystko online. Tym sposobem nie traciła zbędnych godzin na krążenie po sklepach, stanie w kolejkach i szukanie rzeczy, które podobno znajdowały się w alejce numer siedem, a tak naprawdę wcale ich tak nie było. No i mogła wykorzystać ten czas na coś znacznie bardziej pożytecznego. Na przykład na sen. Albo jedzenie. Albo sen po jedzeniu.
Absolutnie nie poradziła sobie z tym, co wydarzyło się kilka godzin temu. Właściwie była przekonana, że nie zdoła się z tym pogodzić jeszcze przez najbliższe tygodnie, a może nawet miesiące. To był pierwszy raz, kiedy podczas akcji, w której brała udział, zginął człowiek. A do tego rzuciła jeszcze słowa na wiatr, zarzekając się tamtej kobiecie, że uratuje jej siostrzenicę. Powiedziała to z pełnym przekonaniem, bo wtedy naprawdę wierzyła, że da radę. Nie wywiązała się z obietnicy. Zawiodła na całej linii. I choć gdzieś z tyłu głowy wiedziała, że nie mogła przewidzieć każdego możliwego scenariusza i że czasami nawet największe starania nie wystarczały, to jej własny mózg najwyraźniej nie zamierzał przyjąć tego do wiadomości. Nie wiedziała jeszcze, ile czasu będzie potrzebowała, żeby przestać się z tym zmagać.
— Nie wiem — mruknęła pod nosem. — Może gdybym była szybsza i zdążyła wbiec do środka, to udałoby mi się ją wyciągnąć? Może wystarczyło kilka sekund? — zapytała nerwowo, wyrzucając słowa na jednym wydechu.
Właśnie te kilka sekund nie dawało jej spokoju. Kilka pieprzonych sekund, których zabrakło. Darling wciąż próbowała sobie wmówić, że gdyby zrobiła cokolwiek inaczej, wszystko mogłoby skończyć się dobrze. Te rozważania były kompletnie bezsensowne, ale jej głowa uparcie wracała do tych samych pytań. Co, gdyby? Może wystarczyło naprawdę niewiele. Tylko dużo łatwiej było przecież pomyśleć, że zawaliła, niż zaakceptować, że czasami człowiek po prostu nie jest w stanie zbawić całego świata.
Więc pytam się ciebie, czy uważasz, że było coś jeszcze, co mogłaś zrobić?
W końcu podniosła wzrok i spojrzała Bunny prosto w oczy. Dopiero teraz zarejestrowała, jak blisko siebie stały. Zdecydowanie bliżej, niż Teddy wcześniej sobie uświadamiała. Czuła jej ciepły oddech tuż przy kąciku swoich ust i przez moment zupełnie zapomniała, co właściwie chciała powiedzieć. Nagle zrobiło się dziwnie cicho. Przełknęła ślinę, próbując nie myśleć o tym, że wystarczyłoby naprawdę niewiele, żeby ta odległość przestała istnieć. Nie miała pojęcia, dlaczego w ogóle zwróciła na to uwagę. Przecież jeszcze chwilę temu przeżywała najgorszą akcję w swoim życiu, a teraz jej mózg postanowił skupić się akurat na tym, że Carver stała zdecydowanie za blisko.
— Nie wiem — odparła znowu, jakby była jebanym Johnem Snowem, który nigdy nic nie wiedział. — Teraz wydaje mi się, że tak, ale... — urwała, zagryzając policzek od środka, żeby się nie rozkleić. Bardzo chciała uciec spojrzeniem w bok, a jednak nawet na chwilę nie oderwała wzroku od niebieskich tęczówek drugiej strażaczki. Przymknęła powieki dopiero, kiedy poczuła jej dłoń na swoim policzku.
Bunny miała rację - to nie był łatwy zawód. Ale na razie Darling miała wrażenie, że zawodzi wszystkich wokół i trwała sobie w tym swoim nieszczęściu. Podobno czas goi rany. Trzeba tylko dać czasowi trochę czasu. A francuski poeta Arthur Rimbaud powiedział kiedyś, że jedyną myślą nie do zniesienia jest to, że znieść można wszystko. Teddy nigdy nie była najlepsza z poezji, ale lubiła francuski.
— Pomóż mi rozproszyć myśli — wyszeptała tuż przy jej rozchylonych wargach. Zaczepiła palcami o materiał koszulki i przyciągnęła dziewczynę do siebie, tak że między nimi nie zostało już właściwie ani trochę miejsca. Teddy przez moment zawahała się, jakby dopiero teraz dotarło do niej, co właściwie robi. — Proszę, Bunny — dodała, akcentując jej imię w taki sposób, że zabrzmiało jak króliczek. Wzięła głęboki oddech. Serce waliło jej zdecydowanie za szybko, choć tym razem nie miało to nic wspólnego z pożarem ani adrenaliną. Przez krótką chwilę patrzyła jej w oczy, jakby czekała na jakikolwiek znak, że powinna odpuścić. Nie znajdując go, trochę niepewnie pochyliła się do przodu i musnęła usta Carver swoimi.
Bunny
Absolutnie nie poradziła sobie z tym, co wydarzyło się kilka godzin temu. Właściwie była przekonana, że nie zdoła się z tym pogodzić jeszcze przez najbliższe tygodnie, a może nawet miesiące. To był pierwszy raz, kiedy podczas akcji, w której brała udział, zginął człowiek. A do tego rzuciła jeszcze słowa na wiatr, zarzekając się tamtej kobiecie, że uratuje jej siostrzenicę. Powiedziała to z pełnym przekonaniem, bo wtedy naprawdę wierzyła, że da radę. Nie wywiązała się z obietnicy. Zawiodła na całej linii. I choć gdzieś z tyłu głowy wiedziała, że nie mogła przewidzieć każdego możliwego scenariusza i że czasami nawet największe starania nie wystarczały, to jej własny mózg najwyraźniej nie zamierzał przyjąć tego do wiadomości. Nie wiedziała jeszcze, ile czasu będzie potrzebowała, żeby przestać się z tym zmagać.
— Nie wiem — mruknęła pod nosem. — Może gdybym była szybsza i zdążyła wbiec do środka, to udałoby mi się ją wyciągnąć? Może wystarczyło kilka sekund? — zapytała nerwowo, wyrzucając słowa na jednym wydechu.
Właśnie te kilka sekund nie dawało jej spokoju. Kilka pieprzonych sekund, których zabrakło. Darling wciąż próbowała sobie wmówić, że gdyby zrobiła cokolwiek inaczej, wszystko mogłoby skończyć się dobrze. Te rozważania były kompletnie bezsensowne, ale jej głowa uparcie wracała do tych samych pytań. Co, gdyby? Może wystarczyło naprawdę niewiele. Tylko dużo łatwiej było przecież pomyśleć, że zawaliła, niż zaakceptować, że czasami człowiek po prostu nie jest w stanie zbawić całego świata.
Więc pytam się ciebie, czy uważasz, że było coś jeszcze, co mogłaś zrobić?
W końcu podniosła wzrok i spojrzała Bunny prosto w oczy. Dopiero teraz zarejestrowała, jak blisko siebie stały. Zdecydowanie bliżej, niż Teddy wcześniej sobie uświadamiała. Czuła jej ciepły oddech tuż przy kąciku swoich ust i przez moment zupełnie zapomniała, co właściwie chciała powiedzieć. Nagle zrobiło się dziwnie cicho. Przełknęła ślinę, próbując nie myśleć o tym, że wystarczyłoby naprawdę niewiele, żeby ta odległość przestała istnieć. Nie miała pojęcia, dlaczego w ogóle zwróciła na to uwagę. Przecież jeszcze chwilę temu przeżywała najgorszą akcję w swoim życiu, a teraz jej mózg postanowił skupić się akurat na tym, że Carver stała zdecydowanie za blisko.
— Nie wiem — odparła znowu, jakby była jebanym Johnem Snowem, który nigdy nic nie wiedział. — Teraz wydaje mi się, że tak, ale... — urwała, zagryzając policzek od środka, żeby się nie rozkleić. Bardzo chciała uciec spojrzeniem w bok, a jednak nawet na chwilę nie oderwała wzroku od niebieskich tęczówek drugiej strażaczki. Przymknęła powieki dopiero, kiedy poczuła jej dłoń na swoim policzku.
Bunny miała rację - to nie był łatwy zawód. Ale na razie Darling miała wrażenie, że zawodzi wszystkich wokół i trwała sobie w tym swoim nieszczęściu. Podobno czas goi rany. Trzeba tylko dać czasowi trochę czasu. A francuski poeta Arthur Rimbaud powiedział kiedyś, że jedyną myślą nie do zniesienia jest to, że znieść można wszystko. Teddy nigdy nie była najlepsza z poezji, ale lubiła francuski.
— Pomóż mi rozproszyć myśli — wyszeptała tuż przy jej rozchylonych wargach. Zaczepiła palcami o materiał koszulki i przyciągnęła dziewczynę do siebie, tak że między nimi nie zostało już właściwie ani trochę miejsca. Teddy przez moment zawahała się, jakby dopiero teraz dotarło do niej, co właściwie robi. — Proszę, Bunny — dodała, akcentując jej imię w taki sposób, że zabrzmiało jak króliczek. Wzięła głęboki oddech. Serce waliło jej zdecydowanie za szybko, choć tym razem nie miało to nic wspólnego z pożarem ani adrenaliną. Przez krótką chwilę patrzyła jej w oczy, jakby czekała na jakikolwiek znak, że powinna odpuścić. Nie znajdując go, trochę niepewnie pochyliła się do przodu i musnęła usta Carver swoimi.
Bunny