Strona 4 z 6

one senator, last chance

: pt wrz 04, 2026 2:27 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa, a madox to madox
A może to chodziło o to, że oni ze wszystkim żyli na maksa. Jak się dochodzili i kłócili to do bólu, potem kiedy się godzili to też, w najpiękniejszych słowach na świecie, kochali się na zabój. Pieprzyli jak para dzikusów. I nie było takiej rzeczy, której razem by nie pokonali, a przynajmniej tak myślał Madox, sam nie wiedział co musiałoby się odpierdolić, żeby zabić to ich uczucie.
Chociaż w ich życiu to akurat odpierdalało się na okrągło. I to też był fakt, że czasem ciężko było im złapać chwilę dla siebie, dlatego korzystali z tego co dawał im los. To też wyciskali na maksa.
A jednak tym razem nie było im dane, bo Claudia dała im tak krótką chwilę, że nawet nie zdążyli... nic nie zdążyli, więc Madox wychodził z przymierzalni niezadowolony.
Trochę słuchał co mówiła mu sprzedawczyni, ale tak nie do końca, bo on naprawdę zastanawiał się jak sobie ulżyć. Tylko zaraz okazało się, że chyba Claudia chciała mu z tym pomóc, kiedy tak się do niego dostawiała i gadała mu o jakiś romansach, które czytała.
Jednak to chyba nie będzie już jego ulubiony sklep, bo zrobiło się jeszcze dziwniej niż wcześniej, kiedy udawali z Pilar rodzeństwo. Claudia zaciskała palce na materiale jego spodni, Madox się cofnął, wypierdolili wieszak, a potem... Już widział jej rudą głowę, która pochylała się do niego, gdy dziewczyna upadła na kolana i chociaż zawiesił na niej na moment wzrok, to kiedy usłyszał za plecami jak drzwiczki przymierzalni otwierając się z hukiem, to zaraz chciał obejrzeć się przez ramię, ale ekspedientka już rzucała to jaki jest wielki, a on patrzył na dół na pająka, którego trzymała w rękach. Mogło to wyglądać z tyłu dziwnie, zwłaszcza, że ruda wcześniej ściągnęła mu z tyłka spodnie, kiedy jej się szarpnął i teraz wisiały na nim, a ona jeszcze podniosła tak ręce, żeby mu pokazać pająka, jakby trzymała w nich...
Ale zaraz się okazało, że to nic takiego, a Madox przeniósł spojrzenie na swoją żonę, kiedy koło niego stanęła. Nawet sięgnął do niej ręką, kiedy kazała zabrać Claudii pająka, ale dziewczyna już pytała czy się ich boi.
- Ona się niczego nie boi - musiał się aż wtrącić i znowu to ciemne spojrzenie zawiesił na twarzy Pilar, ale zaraz prześlizgnął się nim w dół, kiedy zapytała o sukienkę, po tym głębokim dekolcie, w którym odznaczał się jej tatuaż z wężem, po rozcięciu na zgrabnym udzie.
- Tal como pensaba, jodidamente caliente - tak jak myślałem, kurewsko gorąco, kiedy już się przed nim obróciła, to sięgnął do niej, żeby objąć ją ramieniem w talii i szarpnąć do siebie, tak mocno, że musiała się zaprzeć na jego torsie - ale czekaj... - wytatuowane palce przesunęły się po jej udzie do samej góry rozcięcia w jej sukience, przesunął nimi wyżej, żeby zaczepić to wrażliwe miejsce między jej udami, znowu z pełną premedytacją, jeszcze patrząc jej prosto w oczy. No bo skoro on wciąż był na nią nakręcony, to czemu miał być jej dłużny - i co, chyba okej ta sukienka? - zapytał, ale zabrał rękę, bo wróciła Claudia. A Pani Noriega zaczęła nawijać o tych dodatkach, Madox znowu wbił w nią spojrzenie, przy okazji zakładając na siebie jedną z tych białych koszul, które dała mu ekspedientka - ale chyba nie majtki? Ich nie potrzebujemy - posłał znaczące spojrzenie Pilar, a Claudia znowu się zaczerwieniła i zagapiła na niego, a zaraz zaczęła nawijać o tym, że jeśli tak, to musi być bielizna bezszwowa i bez czegoś tam, a najlepiej to chyba jakaś niewidzialna, żeby nie było jej znać pod materiałem. Madox jej nie słuchał, bo już poprawiał na sobie koszulę, spod nieskazitelnej bieli nie przebijały nawet jego tatuaże, a jednak zanim ją zapiął to odznaczały się na jego ciele, te na dłoniach i karku wystawały spod materiału, dodając mu tego pazura. I Claudia też znowu gapiła się na niego, jakby był jakimś spełnieniem jej mokrych snów.
- Chciałbym iść w tym... - rzucił i znowu próbował ułożyć się w spodniach, aż pokręcił głową wbijając spojrzenie w swoją żonę, bo to wszystko była przecież jej wina. A ta czerwona sukienka wcale nie pomagała, wręcz przeciwnie, jego spojrzenie cały czas uciekało do niej, nawet gdy wkładał już w te napięte spodnie koszulę i poprawiał mankiety, to wciąż zaczepiał nim o jej dekolt, albo nogę, którą prezentowała w tym wycięciu.
- To jest Gucci, oni przyszywają guziki ręcznie, bo to edycja limitowana. Bla bla bla - Claudia była w swoim żywiole, zaczęła nawijać o tej koszuli, jakby to było jakieś dzieło sztuki, a Madox zacisnął palce na białym materiale i nim szarpnął.
- Faktycznie dobrze przyszyte. Ciężko będzie je rozpierdolić... - powiedział patrząc na swoją żonę. Czy on właśnie rzucał jej wyzwanie?
Chyba tak, bo jego ciemne spojrzenie wisiało teraz na jej pięknych, dużych oczach. I może trwałoby to dłużej, ta ich wymiana spojrzeń, ale Claudia już prezentowała Pilar tą cieniutką bieliznę i zarzekała się, że nie będzie jej znać pod sukienką. Potem zaciągnęła ją do szpilek i to znowu chyba był jej konik, bo spuszczała się nad kilkoma parami, a Madox w tym czasie wybrał sobie jakiś elegancki pasek i spinki do mankietów, a potem stał chwilę przed kompletem kobiecej biżuterii z czerwonymi kamieniami.
Kiedy Pilar zakręciła się koło niego mierząc szpilki i dopasowaną do nich torebkę, to chwycił ją za rękę i przyciągnął do siebie. Ustawił ją przed sobą opierając głowę na jej ramieniu - i to... - połasił się do niej trochę, a na pośladkach mogła czuć, że... wciąż był na nią nakręcony - możemy go potem sprzedać, ale chciałbym, się z tobą pieprzyć, kiedy będziesz miała na sobie tylko go - chyba romantycznie jej powiedział...
To znaczy romantycznie jak na Madoxa Noriegę, bo jak na normalne standardy, to może nie do końca. A kiedy Pilar zakładała na siebie złoto-czerwony komplet, to Claudia już ich liczyła. Oczywiście, że Madox coś tam ponarzekał pod nosem, ale zaraz płacił swoją złotą kartą w logo jakiegoś kajmańskiego banku. Czyli tą, na której trzymał swoje zaskórniaki. A w końcu mogli wyjść z butiku, chociaż Claudia jeszcze odprowadziła ich do wyjścia.
- Jakbyście kiedyś potrzebowali... pomocy - popatrzyła po nich, a zaraz zawiesiła niebieskie spojrzenie na Madoxie i tym, co wciąż odznaczało mu się pod spodniami - to włożyłam panu do kieszeni mój prywatny numer, chętnie pomogę z doborem dodatków, czy czymś tam - znowu przygryzła wargę gapiąc się na niego bezczelnie, ale zanim Pilar zareagowała, to Noriega już złapał ją w pasie i przyciągnął do siebie.
- Fajnie, dzięki... Cześć - pożegnał się i obejmując swoją żonę ramieniem w pasie, ruszył z nią do samochodu. Przyciągnął ją do siebie, tak, że oparła się biodrem o to jego - jebnięta jakaś ta Claudia, już tu nie przyjdę - stwierdził, a kiedy stanęli przed Astonem Martinem, to znowu zmierzył Pilar spojrzeniem na tle tego ognistego samochodu - ładną ci wybrałem sukienkę? Bo moim zdaniem wyglądasz w niej tak, że... o ja pierdolę - wyrwał się do niej bliżej, przyciskając ją do maski samochodu, ale oczywiście czekał aż ona też go pochwali.

Te ves absolutamente increíble con eso puesto 🫦🫦

one senator, last chance

: pt wrz 04, 2026 6:43 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
Wyglądali pięknie.
Inaczej nie dało się tego nazwać.
Odjebani od stóp do głów jak szczury na otwarcie kanału, Państwo Noriega prezentowali się niczym jak na okładce magazynu. Ona w swojej krwisto czerwonej sukience, wyciętej w miejscach, które najbardziej podkreślały jej walory, z wężem wijącym się pomiędzy piersiami, wiecznie usiłującym sięgnąć zawieszkę z piórkiem koliberka i materiałem odsłaniającym uda. I on. Piękny książę prosto z bram piekieł w swoim dopasowanym smokingu, jakby szytym na miarę lecz w nieco przyciasnych spodniach. Wyglądał kurewsko dobrze. Aż Pilar przez moment nie mogła oderwać od niego wzroku, podczas gdy Claudia nawijała jej coś o jakiejś bieliźnie. Po co? Przecież i tak jej pewnie nie założy. Za dobrze ostatnio bawili się z Noriegą w te swoje gierki, żeby w cokolwiek się przyodziała. Nawijała coś o tym, z jakiego świetnego materiału zostały zrobione delikatne majtki, a ona od razu weszła jej w pół słowa i skupiła się na guzikach… jego koszuli.
Porządne.
Były p o r z ą d n e.
Madox nawet postanowił zaprezentować jej jak bardzo, mówiąc, że ciężko będzie je rozpierdolić, na co ona tylko prychnęła. Bezczelnie, patrząc mu prosto w oczy z charakterystycznym ogniem.
Bo to trzeba umieć — rzuciła spokojnie, kładąc nacisk na ostatnie słowo. Czy potraktowała to jako wyzwanie? Oczywiście, że tak i nie zamierzała kurwa tego wieczoru zasnąć, dopóki nie rozpierodli tych guzików. Niezależnie od tego, ile siły będzie jej do tego potrzebne. Mógł widzieć w jej oczach, że podjęła rękawice i mógł się już zacząć modlić, żeby nie zrobiła tego jednak przed balem. Bo chociaż Pani Noriega miała wyjątkowe poszanowanie dla pieniądza… tak w ostatnim czasie naprawdę brakowało jej bliskości Madoxa bardziej niż czegokolwiek innego. Była na niego nakręcona. Za każdym, jebanym razem i powoli nie umiała sobie z tym poradzić. Czasami wystarczyło tylko jego jedno spojrzenie.
Zrobiła krok w jego kierunku, jakby teraz był ten moment testowania koszuli, ale Claudia już odciągnęła ją na oglądanie szpilek. Nie chciała. Jak dla niej mogła wziąć pierwsze, lepsze. I tak nienawidziła każdej, jednej pary. Może czasami potrafiła się odpierdolić, wyglądać elegancko, ale przecież i tak jej ulubionym butem był stary dobry adidas. Ewentualnie kozaki, ale to już bardziej na chłodniejsze dni i na pewno nie na bankiet dla bogoli. Musiała więc poradzić sobie z obrzydliwie wysokimi szpilkami, jakie znalazła dla niej ekspedientka. Nie miała pojęcia, ile miały te obcasy, ale kiedy stanęła przy Noriedze, to prawie się z nim równała, więc z dwanaście jak nic. Zaparła się na jego klacie, gdy szarpnął ją od siebie.
Calma, cariño — mruknęła, łapiąc jego przenikliwe spojrzenie. — Dam się tak nie szarpie — rzuciła bezczelnie po tym… dmuchnęła mu prosto w twarz. Kilka drobnych włosków poruszyło się w warkoczach, a on musiał przymknąć na moment powieki. Zaczepiała go? Oczywiście, że tak. Przecież oni nie potrafili rozmawiać przez więcej niż dwie minuty, żeby się nie zaczepiać i sobie nie dopierdalać. Ten typ już tak miał.
A ten typ Pilar, za którego wyszła, miał też nagle jakiś wielki gest, bo odwrócił ją do siebie tyłem, by już po chwili przystawić do jej szyi piękną biżuterie z czerwonym kamieniem. Podniosła spojrzenie do lustra, by się lepiej przyjrzeć, chociaż ledwo była w stanie się skupić, biorąc pod uwagę, że coś wbijało się jej w pośladki. Odchrząknęła, kręcąc głową, tym razem to ona próbując ściągnąć z karki napięcie, ale słowa, które po chwili do niej wymówił sprawiły, że wszystko znowu uderzyło ją ze zdwojoną silą. Aż specjalnie wypięła do tyłu pośladki i się o niego otarła.
No to chyba raz będzie tak, jak ty chcesz — powiedziała spokojnie, lekko przyciszonym głosem, odwracając głowę tak, by sięgnąć bliżej jego ucha, a na koniec swoich słów jeszcze musnęła jego policzek w przelotnym pocałunku nim Claudia nie pojawiła się obok i nie zaczęła pierdolić, że wszystko podliczy.
Pilar niechętnie odsunęła się od męża i poszła zabrać ich rzeczy spod przymierzalni. Grzecznie poprosiła eskpedentkę, żeby załadowała im to do torby, a kiedy czekała na Noriegę, do sklepu wszedł jakiś wysoki koleś w garniturze. Rozejrzał się po sklepie, poprawiając marynarkę i zawiesił swoje spojrzenie na Pilar. Przesunął wzrok wzdłuż czerwonej sukienki i uśmiechnął się bezczelnie.
Versace — mruknął wielki znawca, zatrzymując się na moment na jej tatuażu z wężem. — Świetny wybór — dodał, a Pilar tylko skinęła na niego głową i sięgnęła ręką do Madoxa. Czuła, jak kolejne kłopoty wisza już nad ich głowami, a przecież takie przypadki trzeba było minimalizować od razu. Nie kusić losu. I dobrze, że to zrobiła bo koleś poszedł dalej, a Claudia… dała Noriedze swój prywatny numer telefonu.
A przepraszam, czy ciebie przypadkiem nie popi… — nie dokończyła, gotowa doskoczyć do rudowłosej, ale Madox już szarpnął ją w pasie i przyciągnął do siebie. Posłała Claudii na odchodne chłodne spojrzenie i wspólnie wyszli ze sklepu. — No jebnięta — przyznała mu, kręcąc głową i ciężko oddychając. Już wystarczająco razy tego dnia przymknęła oczy na zachowanie kobiety, ale miarka kiedyś musiała się przebrać. Całe szczęście ewakuowali się w porę, a jej mąż już przyciskał ją do maski Ashtona Martina.
Ładną wybrałeś — odpowiedziała mu po chwili, uważnie studiując jego twarz. Swoją drogą niesamowite to było. Madox potrafił zachowywać się jak ostatni skąpiec — narzekał na każdy, najdrobniejszy wydatek, a kiedy przychodziło co do czego, co zasypywał ją prezentami, których w życiu by nie oczekiwała. Jak chociażby te ciuchy, czy samochód w ramach pomyślunku zaręczynowego. I chociaż te rzeczy to były tylko jakieś dobra materialne, coś, bez czego w pełni dało się żyć, a Pilar nigdy nie przykładała do tego wagi… doceniała jego pomyślunek.
Dziękuje — powiedziała w końcu, wyciągając ręce do przodu i umieszczając je na umięśnionych ramionach. Przesunęła palcami w stronę szyi, a potem wdarła się nieznacznie pod kołnierzyk na kark. — Za to, za Rio, za samochód… — zaczęła wymieniać, bo jakby się nad tym zastanowić, to sporo już w nią zainwestował. Kurwa, on chciał kupić sukienkę za osiem jebanych patyków tylko po to, żeby ją z niej zerwać. No pojebany. — I że tak o mnie dbasz — dodała już o wiele ciszej. Nie często mówiła takie słowa. Prędzej kłócili się o to, że w dupie mieli wzajemne bezpieczeństwo i co czego nie powinni robić, a nigdy nie skupiali się na tym, co tak naprawdę robili, jak dużo niekiedy poświęcali. — Me haces felizsprawiasz, że jestem szczęśliwa, a tego to chyba nigdy mu nie mówiła. Nie na głos. Tego jaka była przy nim szczęśliwa, jak bardzo cieszyło ją życie. Nawet kiedy było ciężko, kiedy rzeczy dookoła wypierdalały się w trybie ekspresowym… Pilar naprawdę i tak doceniała to, że miała go obok. Traktowała go jak prezent od losu i chwilami naprawdę nie mogła uwierzyć, że on serio był jej. Jej i nikogo innego. W życiu z nikim i w niczym nie chciała być tak wielką egoistką, jak w posiadaniu go na własność. Szczególnie teraz, kiedy tak wiele ludzi dookoła mu groziło, jej groziło, że go zabiją… chciała mieć go blisko. Najbliżej jak tylko się dało.

:pili-madi:

one senator, last chance

: pt wrz 04, 2026 10:33 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przkleństwa
Madox był pewny, że akurat Pilar umiała rozrywać te guziki, tyle mu już tych drogich koszul porwała, że miała wprawę, więc na jej słowa tylko uniósł zaczepnie jedną brew, jakby jej chciał powiedzieć, że chętnie to sprawdzi. Tylko może rzeczywiście lepiej by było gdyby jednak poczekali aż wyjdą z tego balu. Bo w tej chwili naprawdę prezentowali się dobrze, jak jakaś elegancka parka. Co prawda charakteru dodawały im tatuaże, te jego warkoczyki i chyba te ogniste spojrzenia, które w siebie wlepiali, ale nie wyglądali jakby na codzień nie zakładali takich ciuchów. A przecież tego nie robili, nie licząc kilku drogich koszul Madoxa.
Przecież byli dwójką dzikusów, którą ktoś nagle wsadził w te drogie opakowania. I Noriega widział to intensywne spojrzenie jego żony, to, że podjęła rzucone przez niego wyzwanie. Dużo by dał, żeby już mogła zerwać z niego tę koszulę, a on mógł wkładać rękę pod ten czerwony, lejący materiał, ale przecież wiedział, że z tym musieli jeszcze zaczekać.
Chociaż kiedy Pilar zaprezentowała się obok niego w szpilkach, to już nie umiał się powstrzymać i szarpnął ją do siebie, tak, że wylądowała mu w ramionach. Wywrócił oczami na to jej calma, i tak był wyjątkowo spokojny. A na jej kolejne słowa aż uniósł jedną brew.
- A co się z nimi robi? O razu pada do stópek? Bo jak tak to... - nie dokończył co, ale pewnie nie miałby nic przeciwko temu, żeby przed nią paść na kolana, chociaż wcale nie w żadnym dżentelmeńskim geście. Ale Pilar już mu dmuchnęła w twarz, a Madox zmarszczył nos wbijając ciemne spojrzenie w jej piękne, czekoladowe oczy - nie wiem czy będę umiał Pani damy nie szarpać - znowu wywracał oczami, ale zaraz już pokazywał jej komplet biżuterii, który też dla niej wybrał. Tylko dlatego, że chciałby ją zobaczyć w tej tylko diamentowej kolii i kolczykach. Bo może i Madox nie był księciem z bajki. Dżentelmenem, ale do błyskotek miał słabość, a w połączenie z pięknymi kobietami, to już w ogóle było coś, a przecież przed sobą miał najpiękniejszą na świecie.
Oparł na jej szyi diamentową kolię, a kiedy ją zapinał, to nie mógł się powstrzymać, żeby nie musnąć wytatuowanymi palcami jej karku, nie odgarnąć z niego włosów, a potem nie złożyć na nim ciepłego, mokrego pocałunku. A kiedy wypięła się, żeby się o niego otrzeć, to stęknął w jej szyję.
Kurwa. Popierdoli go.
Mało już brakowało, chociaż na jej kolejne słowa parsknął krótko śmiechem, też w okolice jej szyi i ramienia.
- Chyba muszę częściej cię zabierać w takie miejsca, skoro będzie tak, jak ja chcę, znowu - bo przecież już po raz kolejny mu ustąpiła, chyba powinien to gdzieś zapisywać. Szkoda tylko, że Madox nie prowadził żadnego pamiętniczka. Bo pewnie zapisałby też w nim ile wydał w tym sklepie, ale z drugiej strony, to kurwa całe życie harował na to wszystko, rozwijał klub, żeby właśnie któregoś dnia kupić swojej żonie sukienkę Versace za kilkanaście baniek. Oczywiście, że Madox też zmierzył spojrzeniem kolesia, który wszedł do sklepu i od razu zaczepiał jego żonę.
- Dzięki, sam ją wybrałem dla mojej żony - musiał się pochwalić, tym, że on wybrał tą kieckę, ale przede wszystkim to tym, że ta zjawiskowa kobieta była jego żoną. Claudii przecież też o tym nawijał, a ona i tak mu dała numer telefonu, ale Madox śmiał twierdzić, że przez te dziwne romanse, które czytywała, to to, że on był żonaty działało nawet na jego korzyść. Bo przecież jakby na to nie patrzeć to był dla niej takim zakazanym owocem. W porę złapał Pilar, bo przecież widział, że jeszcze chwila, a rzuciłaby się na Claudię i wcale by się jej nie dziwił, tylko, że ona po pierwsze nie była w jego typie, a po drugie była jakaś jebnięta, co zaraz mówił swojej żonie. Żadne z niej zagrożenie.
- Chyba te nasze gierki tak zadziałały jej na wyobraźnię, wiesz ona czyta jakieś romanse, gdzie brat z siostrą... - oczywiście Madox musiał się tym podzielić z Pilar. Nawijał jej o tym w drodze do auta, ale kiedy już przy nim stanęli przy tej pięknej, ognistej masce, to już jego ciemne spojrzenie wisiało na niej, na tej kurewsko seksownej sukience, którą sam jej wybrał.
- Najładniejszą chciałaś powiedzieć, dla mojej najładniejszej na świecie żony - wyrwał się do niej bliżej, z uśmiechem wymalowanym na ustach i tymi ciemnymi oczami zawieszonymi na jej ślicznej twarzy. Już chciał się do niej połasić, zamknąć te pełne gorące wargi w pocałunku, ale wtedy Pilar ułożyła na nich to słowo dziękuję, a Madox uniósł jedną brew - ale za... - i już chciał ją pytać za co. Ale jak przesunęła paznokciami po jego szyi na kark, to mruknął jak dziki kot, a zaraz Pilar powiedziała mu za co. Za to, za Rio i za samochód.
Uśmiechnął się patrząc w jej duże piękne oczy.
- To ja ci chyba powinienem dziękować za Rio? Przecież to ja nalegałem - no bo tak, wiecznie jej pytał czy to już, odkąd tylko zgodziła się zostać jego żoną, a potem nagle, aż sam się zdziwił, okazało się, że tak. Że ona naprawdę tego chciała, wyjść za niego za mąż. No pojebana. Za niego...
Madox niby zawsze narzekał na hajs, ale przecież na nią nigdy go nie żałował, na nią i na siebie, i na te ich wyjazdy, albo szalone pomysły, albo na to, żeby sprawić jej przyjemność, żeby mogła usiąść za kółkiem tego bajecznego samochodu na przykład. Na jej kolejne słowa podniósł spojrzenie gdzieś z jej dekoltu, na jej piękne, duże oczy. Chciał o nią dbać, rozpieszczać ją i może nie zawsze umiał. Bo przecież Pilar nie była księżniczką, to się starał - trochę - mruknął przysuwając się do niej bliżej, znowu ją zaczepiał wsuwając wytatuowaną rękę pod czerwony materiał jej sukienki, ale kiedy powiedziała to sprawiasz, że jestem szczęśliwa, to zatrzymał palce na jej udzie i znowu na nią spojrzał. Bo rzeczywiście nigdy tego od niej nie słyszał. Byli ze sobą szczęśliwi, i sobie to pokazywali różnymi, drobnymi gestami, czasem nawet tymi kłótniami, które przecież sprowadzały się do jednego, do tego, że im na sobie zależało, kurewsko.
- Jakbym wiedział, że ucieszą cię takie zakupy, to już dawno bym cię tutaj zabrał - rzucił przechylając na bok głowę, ale przecież wiedział, że nie o to jej chodziło. I on też był z nią szczęśliwy jak z żadną inną kobietą, jak nigdy. Oparł palce na jej pośladkach, żeby posadzić ją na masce Astona Martina, a zaraz stanął między jej nogami - chciałbym, żebyś była ze mną szczęśliwa, nawet jeśli czasami wszystko spierdolę, i musimy się najpierw pokłócić, albo nawet jeśli czasami wkurwiam cię bardziej niż powinienem, albo gadam od rzeczy, albo... - jeszcze pewnie by się rozkręcił i nawijał jej kolejne kilka minut, ale zamiast tego to sięgnął do jej ręki i oparł ją sobie na klacie, na tym tatuażu z dzielnym lwem ukrytym pod koszulą - bo ja zawsze myślę o tobie i zawszę będę cię nosił tu - w sercu, które przecież zabiło do niej mocniej już w Medellin, dawno kurwa temu. Już od tej pory to ich uczucie przecież przechodziło tyle prób, ewoluowało i zmieniało się, ale kurwa ono nawet na moment nie osłabło. Zawsze kurwa na maksa, zawsze do bólu. Na zabój.
Wytatuowane palce Noriegi przesunęły się wyżej po jej udach, schowały się pod czerwonym materiałem, chciał nimi zaczepić o jej bieliznę, ale...
- Nie założyłaś majtek? Czy to te magiczne niewidzialne? - już się do niej schylał, żeby zajrzeć jej pod sukienkę. Romantyk. Przed chwilą mówił jej o tym, jak jego serce bije tylko dla niej, na zawsze, a teraz... zaglądał jej pod kieckę, ale z nimi to nie mogło być zbyt romantycznie. Wyprostował się znowu patrząc w jej piękne, brązowe oczy.
- Ale chyba musimy jechać - no tak, bo czasu mieli coraz mniej, a skoro chcieli pogadać z Kanem, to nie powinni zaczynać od spóźnienia.

Siempre te llevaré en mi corazón 🌸˚˖𓍢ִ໋🌷͙֒✧🩷˚⋆

one senator, last chance

: sob wrz 05, 2026 2:12 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
Pilar też nie wiedziała, jak powinno się traktować damy.
Nigdy taką nie była i pewnie nigdy nie będzie, chociaż czasami można było trochę poudawać. Z drugiej strony, jeśli udawanie miało im wychodzić tak, jak w sklepie, z którego właśnie wyszli… to chyba niekoniecznie nadawali się na ten bal dla bogoli. Żeby przekonać do siebie Kane’a i żeby ten nie zwęszył zbyt dużo podstępu od samego początku naprawdę musieli się nieco postarać. To zaś równało się z tym, że nie mogli szarpać się na lewo i prawo, nie mogli podnosić głosu i zachowywać jak ostatnie dzikusy. Nie chcieli przecież, żeby ktokolwiek ich wyprosił z tej imprezy. Z butiku co prawda nikt ich nie wyjebał, ale pewnie to tylko dlatego, że Claudia kochała dark romanse i potraktowała ich bardziej jako swoją chorą fantazję. Każda normalna ekspedientka sprowadziłaby ich do porządku już pewnie na etapie ściągania z siebie ubrań na samym środku butiku.
Całe szczęście było minęło, a oni wyszli stamtąd wyglądając jak milion dolarów. Jak z okładki jakiegoś fikuśnego magazynu dla bogaczy o ludziach sukcesu. Zadowoleni i… nakręcani na siebie, jak zwykle zresztą. Do tego stopnia, że już po chwili dociskał jej ciało do ognistego, nagrzanego wciąż od promieni słonecznych samochodu. Czuła na pośladkach, jak cienki materiał sukienki przepuszcza przyjemne ciepło, podczas gdy jej oczy wodziły po jego twarzy, a usta… te postanowiły podziękować mu za wszystko.
I to wcale nie chodziło o zakupy. O to, że kupił jej żałośnie drogą sukienkę, która pewnie i tak skończy podarta na koniec dnia, a za całokształt. Bo może nie rozmawiali na te tematy, bo nie to nie leżało w ich naturze, ale też przecież dlatego, że po prostu nie mieli na to czasu. Bo kiedy zatrzymać się i docenić te drobnostki, jeśli ciągle było się w biegu? Kiedy jedyne co robili, to albo komuś pomagali albo próbowali pomóc sobie, żeby nie rozerwać się nawzajem na strzępy. Coraz mniej miewali chwil, w których mogliby się po prostu zatrzymać. A dzisiaj taka była. Drobna. Gdy on płacił za te bajecznie drogie ciuchy, a ona mogła mu się przyjrzeć. Spojrzeć z odpowiedniego dystansu na to, jak wiele poświecił dla tej relacji. Jak się starał. Wczoraj, przedwczoraj… i kurwa każdego, jednego dnia. Dlatego mu podziękowała. Może nie był to najlepszy moment, ale kiedy będzie lepszy?
Zaśmiała się na uwagę o Rio. Faktycznie to on nalegał na ślub, nie widział nic złego we wzięciu go tu i teraz, codziennie i to właśnie Pilar miała wątpliwości. Nie do uczucia, ale do tego, jak ciężko im potem nie będzie. Aż w końcu się złamała.
Najlepsza decyzja w moim życiu — skwitowała, bo to nawet nie podlegało jakiejkolwiek dyskusji. Wyjście za niego, powiedzenie mu tak przed ołtarzem w opusczonej, wypełnionej różami świątyni w lesie deszczowym było przełomem w ich relacji. Kolejnym z kolei, ale tym chyba najważniejszym. Bo dalej to już mogli tylko kroczyć ramię w ramię.
Dobrze wiesz, że nie chodzi o zakupy — przewróciła oczami, przyciągając go do siebie bliżej. Kto jak kto, ale Madox dobrze wiedział, że Pilar nie była materialistką. Że chyba ze wszystkich jego dziewczyn przykładała najmniejszą wagę do tego, co miała na sobie. Ileż to razy nawet wychodziła do roboty w jego koszulach, tylko wiązała je na brzuchu, ile razy po prostu zarzucała na siebie pierwszą, lepszą bluzę i wiązała włosy. Niezliczoną ilość. Zakupy nic tutaj nie zmieniały. I on dobrze o tym wiedział. Widziała to przecież w jego oczach, że tylko się zgrywał. A potem w tym, jak przesunął wytatuowanymi palcami po jej udach, by po chwili posadzić ją na masce samochodu. Sukienka podwinęła się jej nieco w górę i całe szczęście, że miała na całej długości rozcięcie, bo inaczej już by się coś pewnie porwało, gdy Noriega znalazł się pomiędzy.
Słuchała go uważnie. Każdego zdania, jakie wychodziło spomiędzy jego gorących ust, dłonią przesuwając po jego zaplecionych włosach tuż za ucho. Drapnęła skórę za uchem w taktycznie wrażliwym miejscu i naprawdę musiała się powstrzymać, by nie prychnąć śmiechem.
Wkurwiasz mnie jak nikt inny na tym świecie, Noriega — zgodziła się z nim, bo akruat to nie podlegało jakiejkolwiek wątpliwości. — Ale to dlatego, że tak kurewsko mi na tobie zależy — coś w tym było. Przecież gdyby miała go gdzieś, gdyby nie był dla niej tak ważny, to umiałaby się odłączyć od emocji i podejść do niego na chłodno. A to było w jego przypadku awykonalne. Za nic nie potrafiła być obojętna na jego czyny, to co robił, jakie decyzje podejmował i szczególnie obok tych durnych nie potrafiła przechodzić obojętnie.
Pozwoliła mu unieść swoją rękę do klatki piersiowej. Czerwone paznokcie od razu odznaczyły się na tle nieskazitelnie białej koszuli, a pod opuszkami czuła, jak wlało mu serce. To jej z pewnością wybijało podobną melodię, zresztą za każdym razem, gdy miała go blisko, gdy zaglądała w piękne, ciemne oczy swojego męża. Chociaż kiedy powiedział to, że zawsze będzie ją nosił w sercu, palce Pilar mimowolnie zacisnęły się na materiale. Pewnie nie powinna tego robić, bo mogła pomiąć materiał, ale w tamtej chwili o tym nie myślała. Przyciągnęła go bliżej, krzywiąc się delikatnie. Mógł widzieć na jej twarzy, że myśli zboczyły jej na niewłaściwe tory.
Boje się o ciebie, Madox — wyznała w końcu to, co powinna powiedzieć mu wczoraj. To co chciała mu powiedzieć. To wszystko przez co przeżyła to pieprzone załamanie nerwów w łazience. Jeszcze mocniej ścisnęła palce na koszuli, nie pozwalając mu się ruszyć. — Luna, Dalton… Pająk — czuła, jak przez plecy przechodzi chłodny, kurewsko nieprzyjemny dreszcz, na który nie była w stanie nic poradzić. Widziała też jego spojrzenie, bo przecież w końcu nigdy nie powiedziała mu, o co poszło wtedy w budynku, gdy ją zgarnęli do środka kamienicy. A może powinna? — Nawet on groził, że cię zabije — szarpnęła go jeszcze bliżej, a udo już na dobre wyskoczyło jej z wycięcia sukienki. Ona jednak nawet nie zwróciła na to uwagi, bo spojrzenie miała wbite w jego oczy. — Że mi ciebie zabierze — a tego, by kurwa nie przeżyła. To nawet nie podlegało jakiekolwiek dyskusji. — Więc potrzebuje, żebyś na siebie uważał. Szczególnie dzisiaj — to nie była kolejna zaczepka, kolejne gadanie na zapas. Przecież mieli świadomość gdzie szli, a tym bardziej, że skoro są na świeczniku, to pewnie ludzie Luny również pojawią się na imprezie. Jeden niewłaściwy ruch i to naprawdę mogło skończyć się tragicznie. Pilar nie chciała na to pozwolić.
I może powiedziałaby coś jeszcze, może też postanowiliby w końcu zrzucić z siebie to całe napięcie, które budowało się w nich od jebanych kilku dni i nie chciało ustać, ale przecież nie było c z a s u. Westchnęła ciężko, gdy stwierdził, że muszą już jechać. Nie-chę-tnie zsunęła się z maski prosto w niego, jeszcze specjalnie napierając na jego ciało, żeby się przesunął.
No to jedźmy — rzuciła lekko ofuczana, że znowu coś ich goniło, ale przecież to też nie była jego wina. Przeszła do drzwi i poczekała aż jej otworzy, bo przecież dalej nie umiała tego zrobić sama. Co za dębił wymyślił, żeby otwierać drzwi w gorę, a nie kurwa na bok? Nim jednak wsiadła, odwróciła się w jego stronę i przysunęła prosto do samiuśkiej twarzy. — I nie, nie założyłam majtek. Bielizna, która wybrała Claudia została w przebieralni — wtrąciła, tak, żeby miał to na uwadze, jak znowu będzie chciał ją zaczepiać i zaglądać jej pod sukienkę, że… nic tam nic znajdzie. A przynajmniej nic z barier przyzwoitości, nawet tych najcieńszych, bezszwowych. Wychyliła się, jakby chciała go pocałować, a kiedy on wyszedł jej na przeciw, ona w ostatniej chwili odsunęła się i władowała do auta. B e z c z e l n a.
Która jest? — odpaliła furę i spojrzała na dotykowy panel po prawej stronie. — Kurwa, musimy jechać już prosto tam — nie, żeby to był jakiś wielki problem, biorąc pod uwagę, że ubrania już mieli, ale… — Chuj, zamień się ze mną. Jednak ty poprowadzisz — klepnęła go po kolanie i zabrała za otwieranie drzwi. Trochę się z tym umęczyła, ale nim Madox zdążył okrążyć maskę, ona już się wygramoliła, przenosząc na miejsce dla pasażera. Skoro jechali prosto na imprezę, musiała się przygotować. W robocie praktycznie nie nosiła makijażu, całe szczęście czuła, że tego dnia może być różnie i wzięła ze sobą kilka najpotrzebniejszych rzeczy do wielkiej torebki, którą zaraz szarpnęła na kolana. — No co? Przecież musze pięknie wyglądać. Jedź, Noriega. Ja sobie poradzę — wtrąciła, gdy się jej przyglądał i zabrała za wygrzebywanie tych wszystkich podkładów, eyelinerów i innych pierdół. Kto wie, czy nie będzie jej tam potrzebny urok osobisty, a z długim rzęsami wszystko załatwiało się łatwiej. Chociaż kurwa zdecydowanie ł a t w o nie było, kiedy próbowała je pomalować, a Madox raz po raz wjeżdżał w jakieś drobne dziury na drodze. Pewnie kilka razy warknęła na niego, żeby nie jeździł jak b a b a, ale finalnie coś tam jej się udało. Przejrzała się dwa razy w lusterku i zamknęła klapę od osłony przed słońcem. Sięgnęła po torbę z butiku i wygrzebała elegancką torebkę, która Claudia dobra do kompletu. Przełożyła do niej same najpotrzebniejsze rzeczy i…
A broń? — spytała na głos, podnosząc gnata ponad kolana i patrząc na niego pytająco. Oczywiście, że wzięła go ze sobą, ale pytanie, czy tam nie będzie jakiejś kontroli przy wejściu i czy w ogóle zakładali scenariusz, w którym będzie trzeba go używać? — Chyba zmieściłby się do torebki, ale… co myślisz? — czy ona naprawdę pytała go o zdanie? Chyba tak. Na to wyglądało. A to już był jakiś kurwa kolosalny progres.

:margo:

one senator, last chance

: ndz wrz 06, 2026 4:42 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa, +18 trochę
Akurat jeśli o nich chodzi to te momenty, które łapali, chwile, w których wyznawali sobie uczucia, miłość, albo swoje obawy, nie zawsze były jak z jakiś romantycznych książek, czy filmów. Bardziej jak z tych mrocznych romansów Claudii. Oni to robili w klubie na brudnej podłodze, w łazience w sali treningowej, w środku pola na jakiejś meksykańskiej autostradzie. W dziwnych miejscach, ktoś patrząc na to z boku mógłby stwierdzić, że byli pojebani, ale... byli.
Jedyni w swoim rodzaju, stąd te ich momenty też nie były typowe, a dzisiaj taki jeden łapali na ognistej masce, drogiego, sportowego samochodu. Odpierdoleni jak nie oni, z myślą, że musieli się dzisiaj postarać, żeby przekonać do siebie senatora Kane'a.
Chociaż w tej chwili to Madox wpatrywał się w piękne, duże oczy swojej żony, jakby nic inne na tym świecie nie istniało. Bo on od samego początku gotowy był walczyć ze wszystkimi przeciwnościami losu, żeby tylko... być z nią. I pewnie to było naiwne, głupie, sprawiało, że się narażali, to on o to nie dbał, a przy tym był kurewsko uparty, jak z tym ślubem. Chociaż kiedy Pilar oznajmiła mu, że to już, że chce zostać jego żoną z dnia na dzień, to przecież sam się zdziwił. Pozytywnie zaskoczył.
I teraz też uśmiechnął się szeroko, kiedy to powiedziała, że to była najlepsza decyzja w jej życiu.
- Lepsza niż ta kiedy ostatnio wzięłaś dwa pudełka lodów zamiast jednej i zjedliśmy oba? - zapytał przesuwając palcami po jej kolanie, a wzrokiem po dekolcie i wężu między jej piersiami. Bo tamta to była zajebiście dobra decyzja, zresztą przyznali to, kiedy pochłaniali w łóżku kolejne pudełko, a w przeciwnym wypadku pewnie Madox by musiał lecieć na dół do sklepu. Podniósł spojrzenie na jej piękne, czekoladowe oczy wraz z jej kolejnymi słowami. Wiedział to. Zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że Pilar nie była materialistką i nie przekupiłby jej, czy udobruchał drogimi prezentami. Przesunął palcami po jej biodrach, opierając je na nich miękko - wiem, ale lubię cię czasem rozpieszczać - uśmiechnął się delikatnie, bo Madox był trochę próżny, lubił te swoje drogie koszule, błyskotki, sportowe samochody i to chciał też dać jej. Wszystko co najlepsze dla jego kobiety, nawet jeśli nie zawsze tego oczekiwała. Nawet jeśli to nie były dla niej priorytety, bo wolałaby pewnie ten hajs przeznaczyć na coś innego, ale Madox tyrał na to całe życie.
Chociaż teraz jego całe życie siedziało przed nim na masce tego drogiego, pięknego samochodu. Wszystko by dla niej oddał, każde pieniądze, co zresztą nie raz jej już mówił, a zaraz pokazywał, prowadząc jej dłoń po swojej klacie, na serce.
- No ja myślę, że nikt cię tak nie wkurwia, bo byłbym chyba zazdrosny, gdyby jednak ktoś to umiał - zaczepił ją, wbijając palce mocniej w jej biodro, a ciemne oczy błysnęły mu zaczepnie - mi na tobie też, dlatego czasem mi tak odpierdala jak sobie pomyślę, że mogłabyś iść do jakieś innego faceta - no proszę, Madox nigdy się do takich rzeczy nie przyznawał, grał kurewsko pewnego siebie. Ale przecież zdawał sobie sprawę z tego, że nie był idealny. Chyba więcej miał wad niż zalet.
Ale i tak przy niej był... tą lepszą wersją siebie. Starał się.
Pokazywał jej to dobre serce, które w nim widziała, a teraz pod opuszkami palców mogła czuć, jak ono wali mu w piersi, jak szarpie się do niej, kiedy zacisnęła palce na białym materiał, gniotąc go, ale kto by się tym przejmował? Chyba tylko jakiś Galen Wyatt, bo na pewno nie oni.
Patrzył na nią, ale kiedy powiedziała to boję się o ciebie, Madox, to uniósł jedną brew. Zacisnął mocniej palce na jej udzie.
- Oszalałaś? Przecież sobie radzę, nie masz o co się martwić, Pilar... - zaczął nawijać i chciał się jej szarpnąć, ale przytrzymała go w miejscu, a kiedy zaczęła wymieniać nazwiska tych, którzy mu grozili, to znowu zajrzał jej w oczy - nie boję się ich - rzucił poważnie, ale prawda była taka, że chyba pierwszy raz w życiu się bał, nie o swoją skórę, ale o nią. Kurwa. Bo on nigdy wcześniej nie był z nikim tak blisko - Pająk groził, że mnie zabije? - zdziwił się, bo przecież o tym nie wiedział. Nabrał w płuca więcej powietrza, bo to znowu oznaczało tylko jedno, że ona była jego słabym punktem, wystarczyło, żeby zagrozili mu jej bezpieczeństwem, a on tracił głowę, ale taką samą taktykę przyjmowali jeśli chodziło o nią. Grozili jej tym, na czym jej zależało najbardziej - czemu mi nie powiedziałaś? Pająk może mi naskoczyć - znowu się jej szarpnął, ale widział w jej oczach, że ona naprawdę się tym przejmowała. Że dotykało ją to, jak jebany Pająk groził jej, że go załatwi. Sięgnął do jej policzka wytatuowanymi palcami, żeby przesunąć nimi po nim miękko, zgarnąć z niego niesforne kosmyki. Już złapał więcej powietrza w płuca i miał powiedzieć, że zawsze na siebie uważa, ale to przecież gówno prawda. Więc przysunął się do niej bliżej na moment opierając skroń o jej czoło, zaglądając w jej piękne, błyszczące oczy - będę uważał - zapewnił ją, a ukradkiem zerknął już na zegarek.
Nie mieli czasu, ten gonił ich niezłamanie, zwłaszcza, że na dniach Madox przecież miał się spotkać z Luną, a jednak kiedy zsunęła się z maski znowu o niego ocierając, to sięgnął ręką do jej pośladka - ja też bym wolał się do ciebie podostawiać, niż jechać na ten bankiet - no bo wolałby, ale takie było ich życie intensywne, szybkie, dużo się działo. I z wielu rzeczy musieli rezygnować, na rzecz innych. Powinni już do tego przywyknąć. Otworzył jej drzwi, a kiedy się do niego przysunęła mówiąc, że nie ma na sobie bielizny, to jego spojrzenie zjechało w dół - specjalnie mi to robisz - westchnął ciężko i się do niej szarpnął, chciał ją pocałować, poczuć na języku jej smak, ale mu uciekła.
Bezczelna. Obszedł powoli samochód, znowu się poprawiając. Usiadł na miejscu pasażera, ale zaraz się okazało, że jednak będą się zamieniać - chcesz mnie zobaczyć za kółkiem tej fury? - zaczepił ją jeszcze puszczając do niej oczko, ale zaraz wysiadł z wozu i ruszył do niej, a kiedy wysiadała to czarne spojrzenie utkwił bezczelnie między jej nogami.
- Co? - obudził się dopiero, kiedy siedział już na miejscu kierowcy odsuwając sobie fotel, wytatuowane palce przesunęły się po kierownicy, ale ciemne oczy wbijał już w swoją żonę - to da się piękniej? - naprawdę spojrzał na nią wielkimi oczami, bo dla niego tak wyglądała zawsze. Najpiękniej, w makijażu, czy zupełnie bez niego. Odpalił silnik i dodał gazu, żeby silnik zamruczał jak dziki kot, a zaraz wrzucił bieg i zjechał z krawężnika - a poradzisz sobie, jak będę cię zaczepiał, bo wiesz... to automat, jedną rączkę mam akurat wolną - nawet zdjął zębami jeden z tych swoich ozdobnych pierścionków, jakby jej sugerował, co chciał z nią zrobić, ale ona wtedy zaczęła wyciągać z torby te kosmetyki, a Madox przechylił na bok głowę. Wklepał w nawigację adres, bo bankiet odbywał się w jakiejś posiadłości za miastem, a on... musiał czymś zająć rączki. Zerkał na Pilar, kiedy się malowała i rzeczywiście wjechał w jakieś dziury - wybacz - musnął ręką jej kolano, ale to tyle, bo ona już zaciskała palce na... broni. I chociaż Noriega wolałby, żeby trzymała w dłoni coś zupełnie innego, to przeniósł na nią spojrzenie - no nie wiem... Mnie się nie przyda - on akurat nigdy ze sobą nie nosił spluwy, bo i po co? Skoro i tak pewnie by z niej nie skorzystał - myślisz, że będzie potrzebna? - zerknął na nią z ukosa - weź ją, ale Pilar, tylko w ostateczności okej? - tylko czym dla nich była ostateczność?
Chyba oboje wiedzieli, zdawali sobie z tego sprawę, a przynajmniej Madox wiedział, że ona od razu sięgnęłaby po broń, gdyby chodziło o niego. A u Kane'a mogło być różnie...
- Albo dobra, chuj - sięgnął do niej i oparł wytatuowane palce na pistolecie, wyciągnął go jej z dłoni, zanim zdążyła schować go do torebki - robimy z tego misję pokojową, bez głupot - odwrócił się do niej na moment układając sobie spluwę pewniej w dłoni - na chłodno i... calma - zimna lufa musnęła jej rozgrzaną skórę, kiedy sięgał ponad jej kolanami do schowka, żeby wrzucić tam broń. Zamknął go, a samochód wjechał na boczną uliczkę prowadzącą do posiadłości senatora, Madox zatrzymał go na środku drogi, a jego ręka wylądowała znowu na udzie jego żony - ale coś ci obiecałem - posłał jej zaczepny uśmiech - i chuj, dotrzymam słowa, chociaż mielibyśmy się spóźnić - ale może uda się nie, byli na ostatniej prostej, a mieli jeszcze kilkanaście minut, kilka może... Dlatego Noriega już nie próżnował, a jego ręka zniknęła pod jej czerwoną sukienką, od razu znajdując sobie miejsce między jej udami - zawsze powinnaś nosić sukienki, bez majtek - rzucił, kiedy jego palce przesunęły się po jej kobiecości. Odpiął pas, żeby się do niej przysunąć, drugą ręką rozchylić jej uda, opuścić delikatnie jej fotel, tak, żeby było jej wygodniej, kiedy wszedł w nią palcami powoli, aż sam mruknął na ten widok i na to, jak poczuł ją na swoich palcach. I tym razem był delikatny, dżentelmeński można by rzec, bo masował ją kciukiem w okrężnych ruchach, a jego palce poruszały się w niej z wyczuciem - Kane lubi konkrety - czyli z jednej strony chciał dotrzymać dane jej słowo, ale zamierzał też jej powiedzieć, czego się tam mogą spodziewać - jego żona za to jest zakręcona na punkcie jakiś akcji humanitarnych, prowadzi fundację, walczy o prawa kobiet, kocha zwierzątka, no wiesz... Nie poruszajmy przy niej niektórych... - westchnął ciężko, kiedy się pod nim spięła i jęknęła - tematów - dokończył i jeśli wcześniej dał jej chwilę na przetrawienie tego wszystkiego, co powiedział, to teraz przyspieszył tempo. Bo po pierwsze nie mieli czasu, a po drugie czuł jak się pod nim wierciła, jak wypychała do niego biodra - zakładam, że Luna też kogoś tam wyśle, więc proszę cię, żebyś była... - wszedł w nią głębiej, i nawet pochylił się w jej kierunku, żeby mogła poczuć na dekolcie jego ciepły, przyspieszony oddech - spokojna - dokończył, paradoksalnie pieprząc ją palcami mocniej i szybciej - ale jak ci ulżę, to może się uda, hm? - spojrzał jej w oczy. Jego też kręciło to co widział, to jak na niego reagowała. W tym bajecznym samochodzie, w tej sukience. Najpiękniejszy widok na całym pierdolonym świecie.

Te prometí algo 💋

one senator, last chance

: ndz wrz 06, 2026 11:26 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa, erotyka
Lubił ją rozpieszczać
Jak to kurwa brzmiało.
Dla niej wciąż abstrakcyjne.
Dla kobiety, która całe życie musiała w samotności walczyć o swoje. O to, żeby mieć cokolwiek do powiedzenia, żeby podejmować własne decyzje. Musiała radzić sobie zupełnie sama, pomimo wszystkich przeciwności losu. Dosłownie b i ć się z rówieśnikami i starszymi od siebie w czterech ścianach bidula. Jeść pierdolone robaki, by zdobyć chociaż ochłapy szacunku. Odsuwać od siebie wszystkich, którzy chcieli się do niej zbliżyć, by przypadkiem uniknąć złamanego serca, by nie uwierzyć w to, że można było żyć z kimś, oddać się komuś, zaufać. Zawsze chciała być samowystarczalna.
A teraz nie dość, że miała męża, to jeszcze takiego, który chciał ją r o z p i e s z c z a ć.
Chciał robić jej dobrze nie tylko między nogami, w najbardziej dzikich, odklejonych miejscach, ale też dobrze jej sercu i duszy. Uczynkami małymi i dużymi. Czynami godnymi pochwały ale też słowami, które łapały za serce. A dzisiaj nawet zakupami. Był przy niej na każdej możliwej płaszczyźnie, troszczył się o nią i chociaż oni nie zawsze potrafili to w sobie zobaczyć, znaleźć chwile żeby docenić, tak przychodził w końcu moment zatrzymania, jak ten teraz, kiedy mogli spojrzeć sobie w oczy i wyznać te kilka bardzo ważnych rzeczy. Te o troskach, wdzięczności ale też… strachu. O tym jak ona się o niego bała. I chociaż on jak zwykle udawał przy niej twardziela, to przecież wiedziała, że on o nią bał się równie mocno. Że gdyby to jemu pająk patrząc prosto w oczy powiedział, że właduje w nią tyle kulek, ile tylko będzie trzeba, też by się złamał. Też w głowie kwestionowałby wszystkie decyzje, jakie podjął. Bo to właśnie działo się teraz w jej umyśle. Pierdolony chaos.
Przewróciła oczami słysząc standardowe nie masz się o co martwić, Pilar i nie boje się ich. Pierdolił. A powinien zacząć się ich bać. Traktować ich poważnie, bo kurwa jakby na to nie spojrzeć, to mieli ich w garści. Prawda była taka, że mogli ich odstrzelić, kiedy tylko chcieli. Śledzili każdy ich ruch, mieli ich na wyciągnięcie reki, co przecież dosadnie pokazali wczoraj po kolacji w ciemności. Wystarczyłaby jedna chwila nieuwagi… więc kurwa miała się o co martwić.
Westchnęła ciężko, czując, jak się do niej przysunął, a potem jak jego wytatuowana dłoń wylądowała na jej policzku. Momentalnie przymknęła oczy i wtuliła się w niego jeszcze bardziej, wychodząc mu naprzeciw policzkiem. A potem spojrzała w jego oczy tak głęboko, że przez plecy przechodził intensywny dreszcz.
Obiecaj — rzuciła stanowczo, gdy powiedział, że będzie uważać. Potrzebowała, żeby jej obiecał. Że już nie zrobi głupoty pokroju tej z lasu, gdy pojechał sobie bez powiedzenia komukolwiek gdzie jeszcze. Że nie będzie podejmować pochopnych decyzji. Musiało to usłyszeć z jego ust, gdy będzie patrzył się jej prosto w oczy. Jak nie dla siebie i własnego bezpieczeństwa, to dla jej świętego spokoju. Bo nie mogła przecież całej imprezy przestać w stresie, że jej mąż znowu coś odjebie. Musieli do tego podejść na chłodno.
Tak jak na chłodno, pomimo bliskości, byli w stanie się od siebie odsunąć i stwierdzić, że nie było już czasu. Że dostali całe pięć minut na wymianę ckliwości i tego, co leżało na sercu, ale trzeba było jechać. Ogarnąć się do końca, chociaż on upierał się, że wyglądała pięknie; że piękniej już się nie dało.
Zawsze się da — wtrącić, śmiejąc się i nawet spojrzała na niego przelotnie, z tuszem w dłoni, gdy prowadził ten ognisty samochód. — Na przykład ja myślałam, że bardziej gorąco już nie możesz wyglądać, a kiedy usiadłeś za kółkiem tego bajecznego auta… — złapała jego spojrzenie, bezczelnie mierząc go wzrokiem. — Zmieniłam zdanie — bo wyglądał o b ł ę g n i e. Kurewsko dobrze. Tak dobrze, że gdyby miała teraz wolną rękę, to zrobiłaby mu zdjęcie, wywołała i chyba wsadziła sobie do portfela. Pięknie. Aż ledwo potrzymała się od tego, by nie rzucić w pizdu kosmetyków i nawet pistoletu, za który za chwile się zabrała i nie rzucić na niego. Ciężko było, ale jakoś dała radę i już patrzyła na niego wymownie z gnatem pomiędzy palcami, pytając, czy powinna go brać, czy może jednak nie.
No w ostateczności — przewróciła oczami. — Czy ja kiedykolwiek użyłam broni bez ostateczności? — przy nim tak naprawdę strzeliła tylko raz. Kiedy sytuacja wymagała już konkretnego wyboru — on albo Gonzales. Kostucha czekała już za rogiem i obojętne jej było, którego z nich zabierze ze sobą, ale jej nie. Ona nie miała zamiaru nigdzie puszczać Madoxa i podjęła tą decyzję. Odebrała ludzkie życie na poczet człowieka, którego kochała. I nie żałowała tej decyzji ani razu. Teraz też by to zrobiła, gdyby była taka potrzeba, chociaż plan zakładał pokojową wizytę. A po chwili zakładał jednak zabawę bez broni. Uniosła w górę brew, patrząc, jak Noriega się rozmyśla, wyrywa jej pistolet i umieszcza go w schowku. Typowy Madox. W jednej sekundzie chciał A, a zaraz potem rzucał się jednak na B. Gdyby go nie znała, może by ją to wkurwiało, ale przecież była już przyzwyczajona. Westchnęła więc tylko głośno i wzruszyła ramionami.
Calma calma — przedrzeźniła go, kręcąc głową na boki. Odezwał się ten, który zawsze umiał zachować spokój i nigdy się nie wychylał. Pan wielki spokój, hipokryta pierwszego stopnia. Posłała mu wymowne spojrzenie, kiedy na nią spojrzał i miała nawet powiedzieć mu dokładnie, co myślała o jego zachowaniu i dyktowaniu jej warunków, ale wtedy samochód nagle zatrzymał się na środku drogi.
Co ty robisz? — tyle zdążyła go spytać, nim sam jej powiedział, że przecież coś jej obiecał. — I ty zamierzasz dotrzymać tej obietnicy tutaj? — znała odpowiedź na to pytanie, ale przecież nie byłaby sobą, gdyby się z nim nieco nie podrażniła. Widziała w jego spojrzeniu, że miał zamiar. Czuła to też po własnym ciele, kiedy przez jej kręgosłup przeszedł kurewsko przyjemny dreszcz pełen ekscytacji. Spuściła spojrzenie na wytatuowaną dłoń, która wylądowała na jej udzie, a zaraz podniosła wzrok do jego ciemnych oczu. — Przecież mówiłeś, że nie możemy się spóźnić — i znowu, niby mu coś wypominała, a tak naprawdę dobrze wiedziała, że w dupie miał to, czy będą na czas. Bo kiedy ich spojrzenia spotykały się w ognistej wymianie zdań, czas był tylko pojęciem względnym. Szczególnie, że dłoń jej męża przesunęła się wyżej i wyżej, finalnie niknąć pod materiałem czerwonej sukienki.
Zawsze powinnaś nosić sukienki, bez majtek.
No nie wiem, zastanowię się — mruknęła, od razu rozluźniając się na fotelu i rozsiadając wygodnie. Skóra mrowiła przyjemnie, gdy sunął po niej palcami, a podbrzusze spięło się momentalnie, gdy musnął zaczepnie to najbardziej wrażliwe miejsce. Jej coraz ciemniejsze oczy tym czasem rzuciły mu wyzywające spojrzenie. — Wszystko zależy od tego, jak dobrze sobie poradzisz — była bezczelna. NIereformowalna. Podjudzała go celowo, wchodząc mu na ambicje, chociaż oboje wiedzieli, że akurat w tych sprawach Noriega nie miał sobie równych. Wiedziała też, że nie potrafił przejść obojętnie obok w y z w a n i a. Widziała to w jego spojrzeniu i aż uśmiechnęła się bezczelnie.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

one senator, last chance

: pn wrz 07, 2026 1:45 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa, erotyka, +18
- Obiecuję - powiedział cicho, zawiesił te słowa na jej pełnych, gorących ustach, kiedy opierał czoło o jej skroń, a wytatuowane palce sunęły delikatnie po jej policzku. Gdyby to od niego zależało, to kurwa... Wszystko by dla niej zrobił. I naprawdę on pierwszy raz w życiu starał się być ostrożniejszy, dla niej. Chyba po tej akcji w lesie dotarło do niego, że naprawdę mogli go odjebać, i o ile go to nie obchodziło, bo martwy by się tym nie przejmował, leżałby te kilka metrów pod ziemią, to... ruszało go to, że ją by zostawił. Nie chciał tego.
Chociaż miewał przecież momenty, kiedy się od niej odwracał, kiedy wychodził, ale zawsze wracał, zawsze był przy niej.
- Będę dzisiaj grzeczny, ale tylko dzisiaj... I pewnie tylko na balu - znowu ją zaczepiał, kiedy już zsuwała się z maski samochodu. Kiedy musieli się zdystansować i za priorytet przyjąć dzisiaj zadanie, które mieli do wykonania. A przynajmniej powinni spróbować, chociaż Noriega patrzył na swoją żonę, jak w najpiękniejszy na świecie obrazek. Kiedy już siedziała obok niego w aucie z zamiarem upiększenia się. Jakby się dało... Co Madox zaraz zresztą jej mówił.
- No nie wiem, chociaż wiesz, kiedy wyglądasz piękniej? Kiedy dla mnie do... - oczywiście, że chciał powiedzieć, że kiedy dla niego dochodzi, ale Pilar już go zaczepiała, że on też wyglądał gorąco w tym samochodzie. A Madox to jednak lubił, kiedy kobiety na niego patrzyły w ten sposób. Chociaż obecnie, to kiedy taka jedna konkretna. Puścił do niej oczko, a palcami przesunął po kierownicy i uśmiechnął się do niej zaczepnie - lepiej niż w beemce? Kurwa to chyba jednak w liście do świętego Mikołaja zażyczę sobie taką brykę i będę cię woził, żebyś wiecznie chodziła na mnie napalona - pokazał jej czubek języka. Ale oni to nawet nie potrzebowali do tego samochodu. Ani tych sukienek, bo Pilar mogła paradować przed nim nago... Wtedy to go jednak chyba pociągała najbardziej. Ale nawet po ciemku, kiedy tylko czuł ją obok. Zawsze.
Z bronią w dłoni też. Spojrzał na nią z ukosa, kiedy powiedziała to czy ja kiedykolwiek użyłam broni bez ostateczności, wiedział, że nie. Pilar była policjantką, i to pewnie jedną z tych nielicznych, które nie machały gnatem na prawo i lewo, a jednak przecież pamiętał doskonale tą akcję z Gonzalesem, kiedy do niego strzeliła. Ratowała mu wtedy życie. Gdyby nie ona, to przecież już wtedy wąchałby kwiatki od spodu, ale... a gdyby wtedy nie obezwładnili jego ludzi, gdyby któryś strzelił do niej?
Zacisnął wytatuowane palce na pistolecie i... no oczywiście, że zmienił zdanie. Ale akurat to wcale nie było dziwne, że Madox w jednej chwili podejmował jakąś decyzję, a w drugiej już się rozmyślał, a w trzeciej wracał do tego. Bo on po prostu szedł za ciosem, za głosem serca i tym co w danej chwili miał w głowie. A teraz to już miał wątpliwości. Machnął gnatem, a zaraz wrzucał go do schowka. Wywrócił oczami, kiedy zaczęła go przedrzeźniać.
- Ja wiem, że ty nie umiesz calma - zaczepił ją szczypiąc w udo, ta... Ani jedno, ani drugie nie umiało. I akurat w tym względzie to oboje byli hipokrytami, uspokajali się nawzajem, a potem co robili? Odpierdalali. Państw Noriega. I to chyba wszystko tłumaczyło.
Tak samo to, że Madox zamierzał dotrzymać tej obietnicy na środku drogi, w samochodzie, no bo to był Madox. Madox Noriega i kogoś to jeszcze dziwiło?
Jego żonę chyba, więc zaraz uniósł jedną brew.
- Możemy jeszcze w krzakach, ale to może później, bo szkoda by było tej kiecki, przed balem - nawet zerknął w szybę, gdzie po obu stronach drogi rozciągały się jakieś krzaczyska. Czy naprawdę mógłby się w nich do niej dobierać? Pewnie tak. Ale teraz zamierzał jednak w samochodzie. Szybka akcja, w której ulży jej sprawnymi paluszkami, tak zakładał...
Już sunął nimi w górę jej uda, głaszcząc ciepłą, gładką skórę - dlatego musisz szybciutko... dojść - spojrzał w jej piękne, duże oczy, te jego pociemniały, a usta wygięły mu się w zaczepnym uśmiechu. To jest też fakt, że miał gdzieś, a właściwie w dupie, czy się spóźnią, czy nie, bo skoro coś jej obiecał... Musiał dotrzymać słowa.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


pero maldita sea, lo necesitaba 🫠🤌🏻💗

one senator, last chance

: pn wrz 07, 2026 7:03 pm
autor: Pilar Noriega
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

one senator, last chance

: pn wrz 07, 2026 10:42 pm
autor: Madox A. Noriega
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

one senator, last chance

: wt wrz 08, 2026 6:35 pm
autor: Pilar Noriega
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description