Strona 4 z 4

We tell the world to leave us the fuck alone

: wt lis 03, 2026 10:14 pm
autor: Darcy Bowman
Ściągnęła na moment brwi. Czy to naprawdę było w jego naturze, ale o tym nie wiedział? Nie. Była praktycznie pewna, że nie i znała go wystarczająco dobrze, żeby się przy tym upierać. Gdyby było inaczej nie męczyłyby jej te wyrzuty sumienia, gdyby wiedziała, że spłynie to po nim jak po kaczce i nigdy więcej do niego nie wróci – nie bałaby się, że to kiedyś jeszcze między nimi stanie. Mógł się na nią denerwować, mógł powtarzać, że to niemożliwe i że nie miało najmniejszego sensu… ale mimo wszystko Darcy się martwiła. Nie była w stanie tego wyłączyć jak za dotknięciem magicznej różdżki. Mogła spróbować tego nie okazywać, ale to i tak w niej będzie…
Musiała po prostu spróbować.
- Nie mogę się doczekać. – szepnęła prosto w męskie wargi, muskając je ciepłem swojego oddechu, ale nie przekraczając tej granicy. Nie pocałowała go. Za to kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu i wbiła uważne spojrzenie w jego tęczówki. Wiedziała, że z każdym dniem będzie lepiej, przynajmniej fizycznie. W końcu też będzie musiał się zastanowić, co dalej zrobić ze swoim życiem… bo jasne, mógłby siedzieć w domu i patrzeć w sufit, ale wydawało jej się, że to też nie leżało w jego naturze i dość szybko dostałby na głowę. Ona na jego miejscu na pewno by dostała! Nie zamierzała jednak naciskać… za bardzo czuła się w tym wszystkim winna.
- Obawiam się, że nie masz dłoni skrzypka, ale… zawsze warto spróbować! – odpowiedziała mu w podobnym tonie. Nie przestała się uśmiechać nawet, gdy wrócił do tematu wyjazdu i tego, że pewnie dobrze by im zrobił. Mógł mieć rację, ale Darcy była tchórzem. Nie znała innego życia niż to poza Toronto i chyba bała się zaryzykować. Bała się, że tam… tam znowu będzie nikim. Będzie dziewczyną bez szkoły, bez zawodu, bez doświadczenia. Wtedy ona też nie wiedziałaby, co może robić. Nie chciała mu kategorycznie odmawiać, ale nie chciała też robić nadziei, że to było do zrealizowania – Możemy mieć psa jeśli chcesz. – złapała się więc czekać najlżejszego! Bo tak… pies był bardziej wykonalny niż przeprowadzka na drugi koniec świata albo dziecko. Zwłaszcza dziecko. A czy coś ich trzymało w Toronto? Strach? Przywiązanie? Przyzwyczajenie? Ale głównie strach. Tak… w tym wszystkim Darcy tak naprawdę była szalenie niepewna siebie i jeszcze bardziej strachliwa. Niewielu jednak o tym wiedziało.
- Nie, powiedziałam, że może potrzebujesz tego, co robią kobiety… wiesz, wbrew pozorom wcale nie jesteśmy takie głupie. Niektóre rzeczy, które robimy mają sens. Więc przemyśl to Cadwalader. – rzuciła, uśmiechając się pod nosem i uderzając lekko (żeby nie zrobić mu żadnej krzywdy) paluchem w jego klatkę piersiową – Obiecałam ci przecież. Dotrzymuję słowa. – dodała, pochyliła się, żeby go krótko pocałować i wreszcie wstała z jego kolan – Chodź, wrócimy do tej naszej randki z Hardym. I tak jeszcze nie zasnę. – zaproponowała, żeby resztę wieczoru spędzić już w przyjemniejszy sposób. Bez poważnych rozmów, bez planowania przyszłości i dramatyzowania. Po prostu razem. Na kanapie przed telewizorem. Jak najnormalniejsza para na świecie.




/koniec
Arvel Cadwalader