ODPOWIEDZ
34 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To nie był dla nich najłatwiejszy okres. Właściwie można powiedzieć, że od momentu, gdy brat Arvela przekroczył próg jego mieszkania – było tylko gorzej. Zaczynając od choroby ich mamy, przez kilka tygodni w areszcie, a na szpitalu kończąc. Powoli i częściowo wychodzili na prostą… powoli, ale jednak!
Zarzuty zostały wycofane, sprawa zamieciona pod dywan i o tej jednej rzeczy można było zapomnieć. No… prawie zapomnieć. Gdzieś od czasu do czasu w głowie Darcy pojawiała się myśl, że chciałaby wiedzieć. Chciałaby znać prawdę, a nie tylko plotki, które krążyły po mieście – bo oczywiście, że te się pojawiły… trudno, żeby nie, gdy kilka osób zniknęło z powierzchni tego świata. Ludzie szeptali, a ona starała się tego nie słuchać. Chciałaby poznać jego prawdę, ale nie miała odwagi zapytać. Bała się, że poruszenie tego tematu w jakikolwiek sposób może ponownie wywołać jakąś lawinę, więc po prostu milczała i miała nadzieję, że kiedyś będą mogli o tym po prostu zapomnieć. Jeśli to w ogóle możliwe.
Wyszedł też ze szpitala i to przyjęła z największą ulgą. Po pierwsze nie lubiła szpitali – tych białych ścian, sterylnych wnętrz, specyficznego zapachu i ludzi, których tam spotykała. Było w tym wszystkim za dużo cierpienia, które w jakiś sposób na nią oddziaływało. Nie mówiąc o tym, że fotel, w którym przyszło jej spędzić tak dużo czasu naprawdę nie należał do najwygodniejszych. Więc dobrze, że mógł wrócić do domu. Chociaż oczywiście jednocześnie ją to przerażało, bo mogli sobie żartować, że będzie się spełniać w roli pielęgniarki, ale prawda była taka, że to nie jej powołanie. Pewnie dlatego została striptizerką, a nie pielęgniarką. Starała się, ale dużo lepiej wychodziło jej szycie podejrzanych ran niż rola domowej pielęgniarki. Za bardzo się bała, że mu zaszkodzi a nie pomoże. Stresowało ją to! I to chyba dlatego, że zwyczajnie jej zależało… a do tego miała poczucie winy, że to wszystko przez nią.
Każdy kolejny dzień jednak wydawał się być lepszy. A i tak najlepsze w tym wszystkim i tak było to, że wrócił do domu i wreszcie znowu nie musiała zasypiać sama. Po jego wyjściu uparła się, że przeniosą się do niej. Wygodny duży dom z ogrodem wydawał jej się lepszym miejscem na rekonwalescencję niż jego loft, więc nawet jeśli średnio mu się podobało – miał niewiele do powiedzenia. Miała się rządzić, więc się rządziła… a on obiecał, że będzie się słuchał! Plus nie oszukujmy się – to naprawdę komfortowy dom i raczej trudno było w nim szukać ducha jej męża, bo praktycznie o każdy jeden jego kąt zadbała Darcy. Daniel nie wtrącał się w jego wykańczanie, a ostatecznie to nawet nie miał wiele czasu, żeby się nim nacieszyć zanim umarł. Lubiła loft Cadwaladera, od dłuższego czasu spędzała w nim więcej czasu niż tutaj, ale wydawało jej się, że to znacznie lepsze miejsce na domowy szpital.
Życie powoli – bardzo powoli – wracało do normalności. Starała się pogodzić wszystko… bycie pielęgniarką, pracę, treningi i generalnie codzienność. I to był właśnie taki dzień – była w klubie, w którym może nie spędzała nocy, ale bywać musiała, żeby jakoś funkcjonował. A po powrocie… chyba musiała to rozbiegać.
- Przystojniaku… – zaczęła, odnajdując spojrzenie Cadwaladera i uśmiechając się do niego ładnie – Wytrzymasz jeszcze beze mnie pół godziny? Czy umierasz z bólu, tęsknoty, nudy i całej reszty? – kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu, ale no… trochę się nie dziwiła, że mógł umierać z nudów. Ona by umarła! Poprawiła kucyk i generalnie nie dało się ukryć, że wyglądała jak ktoś, kto chce wyjść ćwiczyć. W tym konkretnym przypadku biegać. Pochyliła się nad nim, zbliżając twarz do męskiej i przez krótką chwilę lawirując spojrzeniem od oczu do ust i z powrotem… – Nie mogę się doczekać, aż wrócimy do wspólnego cardio. Kto wie… jak wyjdziemy razem biegać to może nawet dam ci wygrać jakiś mały wyścig. – zażartowała, chociaż umówmy się – cardio w ich przypadku rzadko było joggingiem.


Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Indulge in local cuisine
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Dobrze było wreszcie mieć na horyzoncie koniec ich problemów. Może jego wypisanie ze szpitala jeszcze nie znaczyło, że wszystko mieli już z głowy. Zwłaszcza jego rekonwalescencję. Lecz przynajmniej część ich problemów mieli już za sobą. Śledztwo związane z jego ostatnimi przygodami na mieście zostało już właściwie zamknięte. Dopinali jeszcze kilka rzeczy, ale nie mieli dowodów. Nie mieli świadków. Czas na rozwiązanie sprawy zaczynał się kończyć. Media też nie węszyły nowego tematu bo co innego, kiedy giną niewinni ludzie, a co innego, gdy giną szumowiny. Opinia społeczna nie jest specjalnie zainteresowana zakałami społeczeństwa. Takie historie się nie sprzedają. Więc poza jakimś szybkim artykułem w wieczornych wiadomościach, wszystko obeszło się bez większego echa. Pod tym względem mogli spać dość spokojnie. Oboje. Nie sądził by ktoś jeszcze szukał na nim zemsty. Nie po tym, co zrobił.
Jego sprawy rodzinne nie miały jeszcze swojego finalnego rozwiązania. Chemioterapia podobno przynosiła efekty, ale Arvel chciał być tam dla niej jak najszybciej. Jego mama nie powie tego nikomu wprost, ale jego obecność na pewno szybciej pomogłaby jej wyjść na prostą. Dlatego czekał na moment aż lekarze pozwolą mu w końcu wsiąść do samolotu. Co za tym szło czekał na moment, kiedy pozwoli na to Darcy. Bo jego, zazwyczaj uległa, acz niekoniecznie zawsze grzeczna dziewczynka bardzo dobrze odnajdowała się w swojej roli osoby decyzyjnej o jego losie. Monitorowała jego leki, jego opatrunki. Robiła to na pewno z większym zaangażowaniem niż właściwa pielęgniarka, którą chcieli mu przypisać, lecz on oczywiście się nie zgodził wiedząc, że lepsza opieka czeka na niego w domu. Oczywiście drażnił się z nią, narzekał, ale taka wersja też mu się całkiem podobała. Do tej pory czasami widywał ją w tej wersji tylko w jej klubie. To było całkiem seksowne...
Przez to wszystko zapomniał nawet o tym, że właśnie odbywał swoją rekonwalescencję w domu zafundowanym przez jej byłego męża. Z początku było to trochę dziwne uczucie. Opierał się temu pomysłowi, ale w końcu nie potrafił z nią dyskutować. Teraz? Zaczynał mieć już na to po prostu wywalone. Jej były był łajzą. Wiedział, że nie obchodził się też z Darcy zbyt delikatnie, więc w sumie dobrze, że mu się zdechło a on, jakby mógł to teraz sypiałby z jego żoną w jego domu. Gdyby była oczywiście taka opcja, bo jego dziewczyna nadal obchodziła się z nim jak z jajkiem jednocześnie paradując przed nim w takich kreacjach.
- Tęsknoty i nudy na pewno... - mruknął unosząc wzrok do jej tęczówek i wyciągając dłoń by przesunąć nią po jej udzie - A to od biegania zaczniemy w ramach tego wspólnego cardio? - uśmiechnął się zaczepnie skubiąc jej dolną wargę swoimi zębami - Ale żeby tak przyjść do domu i od razu chcieć z niego wybiec..? Aż tak Ci ciąży twój chłopak? - zrobił niby urażoną minę przenosząc swoje dłonie na jej biodra i niby przypadkiem zaczepiając kciuki o jej legginsy lekko ściągając je w dół.
Jego rany goiły się bardzo dobrze. Głównie dzięki zasłudze właśnie tej najbardziej zainteresowanej. Też tego, że nie pozwalała mu się forsować. Byłą jedyną kobietą, której rzeczywiście się słuchał. Mógł być tym cholernym dobermanem, ale lojalnym swojej pani. Czasami wystarczyło jedno spojrzenie żeby tracił swój wyszczekany rezon. Co te kobiety robią czasami ze swoimi mężczyznami. Naprawdę...

Darcy Bowman
34 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdawała sobie sprawę, że chciałby wrócić jak najszybciej do normalności – szczególnie tej, która pozwoliłaby mu wyjść z domu. Prawdziwie wyjść z domu. Zdawała sobie też sprawę z tego, że chciałby polecieć w rodzinne strony. Nie była przecież głupia, a przynajmniej nie aż tak jak mogło się wydawać. Nie była też ślepa, bo nawet jeśli sama nie utrzymywała żadnych relacji rodzinnych to wiedziała, że no cóż… nie wszyscy tak mają. Więc miała nadzieję, że dostanie od lekarzy zielone światło jak najszybciej – nawet jeśli ją samą odrobinę to przerażało. Miałaby poznać jego rodzinę… szczególnie teraz, gdy tak dużo się wydarzyło, a ona uważała się za winną większości z tych problemów. Nie miała pojęcia jak wiele Arvel powiedział swojej rodzinie, ale na pewno coś wiedzieć musieli. Także miała z tyłu głowy, że to prędzej, czy później się wydarzy, a ona będzie musiała stawić temu czoła. Kto by przypuszczał, że będzie takim tchórzem, prawda? Była. Ale po prostu zostawiła to na później i skupiała się na tu i teraz.
No właśnie… tu i teraz. Nie dziwiła się, że mógł się znudzić, ale jednocześnie naprawdę doceniała fakt, że chociaż się starał przestrzegać zaleceń. Był pod tym względem zdecydowanie mądrzejszy niż ona tych parę tygodni temu, gdy po kilku dniach po prostu zaczęła zagryzać zęby i funkcjonować jakby nic się nie stało. Minęło kilka tygodni, siniaki mogły zniknąć, ale żebra jeszcze przy jakimś gwałtowniejszym ruchu dawały o sobie znać. Rzadko po rzadko, zupełnie o tym zapominała w normalnym funkcjonowaniu, ale jednocześnie przypominało jej to jak źle musiał czuć się Cadwalader.
Dlatego była grzeczna. Bardziej niż kiedykolwiek. I nie było to dla niej normalne, ale wzięła sobie do serca, że tym razem nie chodziło tylko i wyłącznie o seks. Mógł być ważny, ale nie był wszystkim. Czy brakowało jej tej bliskości? Oczywiście, ale była dużą dziewczynką, która wiedziała co jest ważne, a co ważniejsze. Nawet jeśli bywało ciężko… i to głównie z jego powodu! Był w tej codzienności znacznie bardziej prowokujący niż ona. Tak jak teraz…
- Mhm… – mruknęła prosto w męskie wargi – Coś złego jest w bieganiu? Będziesz musiał popracować nad kondycją po tym wszystkim, Cadwalader. – zażartowała i zaśmiała się prosto w jego wargi, gdy sięgnęła po kolejny, krótki i odrobinę zaczepny pocałunek. I zadrżała, gdy jego dłonie przesunęły się na jej biodra. Ścisnęła lekko brwi i przez chwilę przyglądała mu się spod zmrużonych powiek – Gdyby mój chłopak miałby mi ciążyć… odstawiłabym go do jego mieszkania, a tutaj wróciłabym sama po święty spokój. Chociaż… – urwała jakby naprawdę zaczęła się nad czymś zastanawiać, tak poważnie – Może to nie taki głupi pomysł? Przynajmniej nikt nie będzie mnie prowokował do pominięcia treningu. – zakończyła, zdecydowanie niepoważnie, kącik ust drgnął jej w rozbawieniu i nawet na chwilę nie oderwała od niego spojrzenia – I coś poza tęsknotą i nudą ci doskwiera? – pominął ból, a ten jednak też ją interesował. Bardzo.


Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Indulge in local cuisine
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Jego powrót do normalności będzie musiał jeszcze trochę poczekać. Nawet jeśli kilka z tych bardziej życiowych spraw udało im się już zamknąć, tak jego stan fizyczny pozostawiał jeszcze trochę do życzenia. Na szczęście udało się już zrezygnować z wożenia go na wózku, to było cholernie uwłaczające, ale nadal wskazane było by jednak poruszał się z pomocą laski. Mówili coś o tym jak to któreś tam mięśnie są nadal osłabione. Miał coś nadwyrężone czy przestawione w kręgosłupie... Nie do końca docierał do niego ten cały medyczny bełkot. Interesowało go to, co miał zrobić by jak najszybciej wyjść na prostą. Po to by jego życie rzeczywiście wróciło już do względnej normalności. Potrzebował swojej sprawności fizycznej z powrotem. Ta była bardzo ważna nie tylko dla niego.
Może niespecjalnie martwił się tym, że Darcy mogłaby go zostawić tylko dlatego, że nie jest w pełni sprawny. Jako jego prywatna pielęgniarka sprawowała się naprawdę świetnie. Potrafiła go trzymać w ryzach ponieważ nie był za dobry w odmawianiu jej czegokolwiek. Nawet tych rzeczy, które podobno są dobre dla jego zdrowia. Wyjątkowo nie upierał się przy swoim. A to, że była w tym wszystkim cholernie atrakcyjna? Zdecydowanie pomagało jego rekonwalescencji oraz temu jak szybko chciał wrócić do pełni sprawności. Tym bardziej, że doskonale wiedział co tracił każdego dnia, kiedy mu tego odmawiała w imię większego dobra. Gdy jeszcze w grę wchodziły jej zabawki? To już były zagrania poniżej pasa. Dosłownie...
- Nie ma w tym nic złego prócz tego, że to najnudniejsza forma cardio, jaką można było wymyślić. - uśmiechnął się do niej rozbawiony sięgając jej ust koniuszkiem swojego języka zanim to ona tym razem wychyliła się by sięgnąć jego.
Wyczuł to delikatne drżenie gdy położył swoje dłonie na jej biodrach. Nadal to miał. Też tęskniła za ich bliskością. Nie zamierzał narzekać na to jeśli ich kolejny seks będzie o tyle przyjemniejszy po tej, przedłużającej się, przerwie.
- Oh, jak bezdusznie. Od razu widać, że dziewczyna gangstera. - wyszczerzył się do niej bo mogli już powoli zacząć z tego żartować.
Zrobił, co zrobił bo oboje tego potrzebowali, bo tak było słusznie. Teraz, kiedy już wydalili go z szeregów policji rzeczywiście zasługiwał na miano gangstera po tym, co zrobił. Pewnie tak właśnie widzieli go teraz na mieście. Nie to żeby w ostatnim czasie pokazywał się na ulicach, lecz jego reputacja zdawała się trzymać wszystkie potencjalne zagrożenia z daleka.
- Poza ogromnym symptomem niebieskich jaj? - uniósł brew i wymownie na nią spojrzał za chwilę się po prostu do niej szczerząc - A ty wychodzisz w tych obcisłych legginsach, tym skąpym topie... - mruknął przesuwając wzrokiem po jej sylwetce.
Tym razem nie krył się już specjalnie z tym jak wsunął swoje palce pod materiał jej legginsów i po prostu zacisnął dłonie na jej pośladkach przyciągając jej bliżej siebie. Musnął jej odsłonięty brzuch kilkoma pocałunkami drażniąc jej skórę swoim zarostem i wdychając przyjemną woń jej ciała.
- Nie, poza tym chyba za dużo mi nie doskwiera. - spojrzał na nią z dołu z zaczepnym uśmiechem zsuwając jej legginsy jeszcze niżej, a jego spojrzenie przybierało tego niebezpiecznego wyrazu, który doskonale znała.

Darcy Bowman
34 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Darcy Bowman mogła nie być najostrzejszą kredką w piórniku, większość ludzi mogła w niej widzieć byłą striptizerkę i dziewczynę o bardzo szemranej przeszłości, ale wbrew pozorom nie była… złym człowiekiem. Zależało jej na ludziach, którzy byli dla niej ważni, bo nie było ich wielu. Życie nauczyło ją, żeby nie ufać łatwo, bo można się na tym poważnie przejechać. Arvel był aktualnie najważniejszą osobą w jej życiu, więc przy nim trwała. I nigdzie się nie wybierała. Jego sprawność w tym wszystkim była ostatnią rzeczą, na którą ona zwracała uwagę… ale jednocześnie wiedziała, że była ważna dla niego – więc, czy miała zapisany numer do najlepszego fizjoterapeuty w mieście? Oczywiście. Wisiał na żółtej karteczce przywieszonej do lodówki i czekał na zielone światło od lekarza. Nie mogłaby go zostawić, bo był kontuzjowany. Ba! Uparcie twierdziła, że to jedyna laska w jego życiu, z którą mogła się nim podzielić. Brakowało jej bliskości fizycznej, ale nie robiła z niej tematu, po prostu… nawet jej zabawki skończyły w tym samym zakurzonym pudełku w szafce nocnej, co wcześniej. I wcale nad tym jakoś bardzo nie ubolewała. Skupiała się na całej reszcie.
- Czy ja wiem, czy najnudniejsza… nie lubisz być sam na sam ze swoimi myślami, Cadwalader? – kącik ust drgnął jej w rozbawieniu – I po prostu następnym razem, gdy już dojdziemy do tego etapu naszego związku… – żartowała, bo przecież ich związek był na zdecydowanie bardziej zaawansowanym etapie niż wspólne bieganie – Musisz po prostu schować męskie ego do kieszeni i biec za mną, a nie przede mną. Chociaż to ten układ, w którym ja tracę – bo wtedy ona nie będzie mogła gapić się na męski tyłek. Zaśmiała się i pokręciła lekko głową, bo naprawdę… - I zawsze wiedziałam, że mam to we krwi. To moje przeznaczenie. – być dziewczyną gangstera, nawet jeśli ten konkretny ewoluował z zupełnie innej strony. Przez nią. Dla niej. Znowu poczuła nieprzyjemny uścisk na wątrobie, ale zaraz to w sobie zagłuszyła. Durne wyrzuty sumienia… może dziewczyną gangstera jednak nie powinna ich mieć. Byłoby łatwiej.
Nie było natomiast łatwiej, gdy prowokował… zaczepiał i miał ten swój błysk w oku, na widok, którego miękły jej kolana. Kolejny dreszcz przemknął wzdłuż jej kręgosłupa, ale pokręciła lekko głową – Mogę chodzić bez… ale nie jestem pewna, czy by ci to pomogło. – rzuciła, zamykając mu usta pocałunkiem a jednocześnie sięgając jego dłoni, żeby je od siebie odsunąć – Zrezygnowałam dla ciebie z orgazmów, daj mi chociaż pobiegać – dodała przekornie, jeszcze raz skubnęła męskie wargi i odsunęła się, żeby znaleźć się poza zasięgiem jego dłoni. Uśmiechnęła się jednak przy tym do niego ładnie, bo to nie była złośliwość, próbowała być po prostu rozsądna i mądrzejsza – Kocham cię… i wrócę za czterdzieści minut.
Dokładnie tyle zajmowała jej ulubiona trasa po osiedlu. Równym, dość szybkim tempem, z słuchawkami na uszach i chwila dla własnych myśli. Chociaż nie oszukujmy się – akurat ich nie była fanką. Zazwyczaj mocno podkopywały jej pewność siebie. Ale było dobrze… to był udany trening, zdążyła się zmęczyć i wrócić mniej więcej z czterdzieści minut – tak jak obiecała.
- Wróciłam! – rzuciła jak tylko zamknęła za sobą drzwi wejściowe – Jeszcze szybki prysznic i jestem. Zastanów się, co zamawiamy na kolację i co dzisiaj oglądamy, żebyśmy znowu nie spędzili całego wieczoru na przeglądaniu biblioteki. – paplała dalej głośno, żeby ją usłyszał gdziekolwiek akurat był, jednocześnie przechodząc na górę do sypialni połączonej z łazienką, żeby faktycznie wziąć jeszcze szybki prysznic, zanim będą mogli zaliczyć swój typowy ostatnio spokojny wieczór. Normalny. Był tak do bólu normalny, że Darcy nigdy nie przypuszczała, że tak może wyglądać kiedyś jej życie. Dokładnie tak samo jak pewnie wszystkich sąsiadów dookoła, większości ludzi w tym cholernym mieście. I może dlatego jej to wcale tak bardzo nie przeszkadzało? Bo w odróżnieniu od nich wszystkich (a przynajmniej większości) Darcy Bowman nigdy nie miała normalnego nudnego życia. I nie przypuszczała, że kiedyś jeszcze będzie miała, bo w końcu była dziewczyną gangstera… i trochę wariata.


Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
ODPOWIEDZ

Wróć do „#9”