Czuł na sobie jego wzrok, a kątem oka widział uśmiech i nie mógł pozbyć się uczucia szczęścia, rozlewającego się po jego ciele falą przyjemnego ciepła. Ta chwila była dla niego ważna, bo naprawdę zaczynał wierzyć, że wszystko się ułoży i że w końcu skończył się okres oczekiwania na coś w napięciu i rozpocznie się ich czas. Wspólne życie wypełnione miłością, wyrozumiałością i harmonią. Być może założą rodzinę, taką prawdziwą, o jakiej zawsze marzyli. Oczywiście Elio już był mu najbliższy, ale teraz całość się dopełniła i naprawdę nigdy nie czuł się lepiej. Zaśmiał się cicho pod nosem na komplement, po czym kiwnął głową.
—
Raz czy dwa — potwierdził, chociaż wydawało mu się, że Elio mówił mu to już trochę więcej razy, chociaż teraz brzmiało jakby trochę inaczej. Przyjemniej. Zerknął na niego kątem oka, przypominając sobie co powiedział wcześniej. —
I nie. Chciałem, zebyś się wyspał. Martwię się, jak gorzej śpisz — przyznał całkowicie zgodnie z prawdą. Kiedy Othello miał okresy, w których prawie co noc nawiedzały go koszmary, to Ossie sam zaczynał czuwać, przygotowując się na to, że Elio przyjdzie do jego pokoju albo zacznie krzyczeć i to Ossie pójdzie do niego. Trochę się bał, że Elio niechcący mógłby sobie zrobić coś przez sen albo w końcu nabawić się jakiejś choroby przez złe spanie i stres. Chciał mu jakoś pomóc, ale nie bardzo wiedział jak. Skoro jednak teraz odkrył, że seks sprawia, że jest mu lżej i dobrze śpi, to właściwie czemu mieliby nie robić tego częściej, nawet co noc. Alo nawet w dzień, żeby przypadkiem nie wyjść z wprawy.
Zarumienił się lekko, kiedy znalazł się znowu tak blisko mężczyzny i ten dotknął jego ciała pod koszulką. Podciągnął nieco nogi, żeby pewnie usiąść na jego kolanach, a potem powoli wsunął ręce na jego ramiona, przesuwając palcami po zarysowanych mięśniach. Elio mu się podobał. Był wysoki i zgrabny, miał gładką skórę, był szczupły i wystarczająco umięśniony, a jego oczy i uśmiech sprawiały, że Oswald łapał się na tym, że serce zaczyna szybciej mu być.
—
Może po prostu ci pokażę? — zaproponował na wydechu, lekko zduszonym głosem, przysuwając się nieco bliżej. Okazało się, że wystarczyło bardzo niewiele, aby się podniecił. —
Ze szczegółami — dodał ciszej, aby miał pewność, że niczego nie pominie. Poczuł wyraźniej jego zapach i miał wrażenie, że jak go teraz nie pocałuje, to umrze.
Wtedy usłyszał wyznanie i przełknął ślinę, unosząc spojrzenie z jego ust na wpatrujące się w niego oczy, Był tak blisko, zakochany po uszy, chcąc poznać wszystko, czego jeszcze w nim nie znał. Był niecierpliwy, chcąc go całego dla siebie teraz, zaraz, natychmiast. Poruszył się niespokojnie, przytrzymując go za ramiona, na których zacisnął palce.
—
Czy to za wcześnie, żeby zamieszkać razem? — zapytał i krótko po wypowiedzeniu ostatniego słowa uśmiechnął się trochę rozbawiony, a potem sięgnął do jego ust i pocałował go namiętnie, pospiesznie wsuwając ręce na jego kark, aby przylgnąć do niego jeszcze mocniej. Smakował jego warg powoli, ale pocałunki inicjował głębokie, wilgotne, a kiedy dotykali się językami po jego karku i wzdłuż kręgosłupa przesuwał się dreszcz podniecenia. To było tak przyjemne, że nie mógł uwierzyć w to, jak długo potrafił bez tego żyć, chociaż teoretycznie miał to na wyciągnięcie ręki.
othello holdsworth