shed some light on me, please
: pt maja 08, 2026 12:30 am
Im więcej wspomnień do niego wracało, im więcej konsekwencji docierało, tym bardziej był wściekły. Może na siebie, chociaż nie potrafił tego tak dogłębnie analizować, nie w momencie, kiedy był w emocjach, szoku i ledwo się trzymał. Myślał tylko o tym, że właśnie skasował ulubione auto, że nie dojechał na metę w takim stylu, w jakim sobie zaplanował, że ciało nie chciało z nim współpracować. Ból tylko irytował go bardziej, a Tristan dodatkowo potęgował jego negatywne emocje, bo może Bowie gdzieś tam podświadomie odczuwał jego nerwy i zmartwienie. Nawet jeżeli tego wszystkiego nie rozumiał. Działał na jakimś autopilocie, nie do końca panując nad tym co robi i mówi. Pewnie zachowywał się irracjonalnie, ale robił to całkowicie nieświadomie. Na co dzień nie był super przykładem odpowiedzialnej, dojrzałej osoby, ale nie był też jakoś nad wyraz destruktywny, obecnie był to jedynie skutek poważnego wypadku i obrażeń, które odniósł.
Powinien trafić do szpitala, ale nie miał zamiaru na to pozwolić.
Potrzebował dłuższej chwili, żeby dotarła do niego odpowiedź, jej sens i konsekwencje takiej decyzji. Zdążył w międzyczasie przejrzeć się w lustrze i zapalić, chociaż Blackwell nie pozwolił mu się zbyt długo cieszyć tytoniem. Nie miał siły się przepychać, za to aktor zdołał w końcu przyciągnąć jego uwagę na siebie. Oparł się dłonią o maskę rozdzielczą, blisko schowka, jakby trudno mu było się utrzymać bez tego. Zostawił na tapicerce ślady krwi. Przekręcił głowę i spojrzał na Tristana na początku z lekkim niedowierzaniem 一 bo zabrał mu papierosa 一 potem z konsternacją 一 bo zwrócił się do niego po imieniu, a nigdy wcześniej tego nie robił. Chociaż? Tutaj coś mu się nie zgadzało. Był tak bardzo rozkojarzony. Na koniec jego spojrzenie wyrażało element zaskoczenia połączony z nutką irytacji, chociaż ta mogła też wynikać z faktu, że po prostu wszystko go coraz bardziej bolało i nie mógł porządnie nabrać powietrza, a w głowie coraz bardziej mu się kręciło.
一 Zwariowałeś? Natychmiast zawróć. Nie żartuję 一 mówił, przerywając w trakcie wypowiedzi, aby próbować nabrać głębiej powietrza. Kropla krwi leniwie spłynęła na jego górną wargę, barwiąc usta czerwienią. Nie mogli wparować do szpitala, na pewno nie teraz, krótko po wypadku. Wszystko się wyda, od razu. Nie mógł do tego dopuścić i był autentycznie zaskoczony tym, że Tristan o tym nie myślał. 一 Co jest z tobą? Zawracaj, bo wysiądę 一 dodał po chwili, marszcząc gniewnie brwi. Nie żartował. Odepchnął się, uderzył plecami o oparcie fotela z cichym stęknięciem i sięgnął drżącą dłonią do klamki. Był gotów wyskoczyć prosto na drogę. Po karku przeszedł mu nieprzyjemny dreszcz, który jednak ustąpił, kiedy udało im się osiągnąć porozumienie. Bowie nie rozumiał czemu Blackwell się tak dziwnie zachowuje, ale nie miał na to teraz siły.
一 Zaparkuj pod przychodnią. Poczekamy kilka godzin, żeby nikt nie połączył tego z wypadkiem. Spadłem ze schodów 一 powiedział, dalej drżącym głosem. Kiedy siedzieli i czekali, atmosfera była napięta, a Bowie starał się nie odlecieć, co ledwo mu się udawało, bo kiedy tylko ciężkie powieki opadały, z trudem zmuszał się do pozostania przytomnym. Najchętniej poszedłby spać, nie rozumiał tego oślego uporu aktora, ale uległ namowom, dochodząc do wniosku, że przynajmniej ktoś założy opatrunek na te paskudne rany na twarzy.
一 Poradzę sobie, nie jestem dzieckiem 一 mruknął trochę opryskliwie, chcąc mieć to już za sobą. 一 Nie musisz tu czekać, dzięki za podwózkę 一 dodał, próbując otworzyć drzwi, co udało mu się dopiero za trzecim razem. Był wręcz przekonany, że Blackwell ma go już dosyć i chce w końcu wrócić na chatę. Nie tak miała wyglądać ich kolejna wspólna noc. Na seks raczej nie było szans, więc po co miałby tu sterczeć?
Na zewnątrz oparł się o auto i łapał oddechy, mając nadzieję, że dzięki temu przestanie mieć mdłości. Oparł dłonie o swoje kolana i pochylił się lekko. Po kilku wdechach ruszył w stronę gabinetu lekko chwiejnym krokiem. Ludzie, którzy na niego patrzyli pewnie myśleli, że jest jakimś menelem, ale przynajmniej nikt go nie rozpoznał, chyba.
Lekarz przyjął go szybko i w dyskretny sposób. Badania trwały jakiś czas i łącznie spędził w gabinecie ponad godzinę. Mężczyzna stwierdził wstrząśnienie mózgu jako najpoważniejszy uraz. Poza tym kilka stłuczeń. Nic, włącznie z nosem, nie było złamane, chociaż kilka ran trzeba było szyć. Oczyszczono wszystkie rozcięcia i założono mu opatrunek na nos. Z leków dostał tylko paracetamol na ból, a z zaleceń odpoczynek przez kilka dni, ograniczenie jakiegokolwiek wysiłku fizycznego i psychicznego oraz kontrolę w przyszłym tygodniu.
Skoro Tristan zdecydował, aby jednak na niego poczekać, to wsiadł do jego samochodu, rzucił pismo od lekarza na półkę i drżącą dłonią wyciągnął z kieszeni telefon. Nie wiedział co powiedzieć. Przeprosić? Podziękować? Momentami dalej nie wiedział jak w ogóle do tego doszło i zapomniał większości z tego, co mówił lekarz. Dobrze, że wszystko było opisane na tych świstkach, o których też już zapomniał. Chciało mu się pić, ale jedyne o czym myślał w tym momencie, to znowu wyścigi.
一 To teraz zabierz mnie tutaj… A potem do domu 一 mruknął, podając mu swój telefon, na którym odnalazł adres kumpla. Przecież ten wisiał mu kasę za wygraną i nie chodziło o pieniądze, a o honor. Musiał upomnieć się o to, co jego. Wszyscy mają wiedzieć, że może i skasował auto, ale nie na darmo. Nie potrafił do końca otworzyć powiek, a płytkie oddechy dalej nabierał tylko spomiędzy warg, co jeszcze bardziej wysuszyło mu usta, ale i tak był zdeterminowany. Zafiksowany na jednym, jak zdarta płyta.
Poszedł do Larsa i zrobiłby to nawet na kolanach, chociaż nie było tak źle, bo jeszcze jakoś trzymał się na nogach. Kumpel by zszokowany i pewnie trochę było mu wstyd, że zostawił go tam i wolał ratować swoją skórę, ale Bowie miał to w dupie. Niczego innego się po nim nie spodziewał. Wziął swoją wygraną, zasalutował mu i zwinął się z powrotem do auta. Znowu zaczął drżeć, a po chwili przysypiać, ale w międzyczasie, nawet się nad tym nie zastanawiając, chwycił dłoń Blackwella. A może było odwrotnie? Nie był pewien, ale to było przyjemne uczucie.
tristan blackwell
Powinien trafić do szpitala, ale nie miał zamiaru na to pozwolić.
Potrzebował dłuższej chwili, żeby dotarła do niego odpowiedź, jej sens i konsekwencje takiej decyzji. Zdążył w międzyczasie przejrzeć się w lustrze i zapalić, chociaż Blackwell nie pozwolił mu się zbyt długo cieszyć tytoniem. Nie miał siły się przepychać, za to aktor zdołał w końcu przyciągnąć jego uwagę na siebie. Oparł się dłonią o maskę rozdzielczą, blisko schowka, jakby trudno mu było się utrzymać bez tego. Zostawił na tapicerce ślady krwi. Przekręcił głowę i spojrzał na Tristana na początku z lekkim niedowierzaniem 一 bo zabrał mu papierosa 一 potem z konsternacją 一 bo zwrócił się do niego po imieniu, a nigdy wcześniej tego nie robił. Chociaż? Tutaj coś mu się nie zgadzało. Był tak bardzo rozkojarzony. Na koniec jego spojrzenie wyrażało element zaskoczenia połączony z nutką irytacji, chociaż ta mogła też wynikać z faktu, że po prostu wszystko go coraz bardziej bolało i nie mógł porządnie nabrać powietrza, a w głowie coraz bardziej mu się kręciło.
一 Zwariowałeś? Natychmiast zawróć. Nie żartuję 一 mówił, przerywając w trakcie wypowiedzi, aby próbować nabrać głębiej powietrza. Kropla krwi leniwie spłynęła na jego górną wargę, barwiąc usta czerwienią. Nie mogli wparować do szpitala, na pewno nie teraz, krótko po wypadku. Wszystko się wyda, od razu. Nie mógł do tego dopuścić i był autentycznie zaskoczony tym, że Tristan o tym nie myślał. 一 Co jest z tobą? Zawracaj, bo wysiądę 一 dodał po chwili, marszcząc gniewnie brwi. Nie żartował. Odepchnął się, uderzył plecami o oparcie fotela z cichym stęknięciem i sięgnął drżącą dłonią do klamki. Był gotów wyskoczyć prosto na drogę. Po karku przeszedł mu nieprzyjemny dreszcz, który jednak ustąpił, kiedy udało im się osiągnąć porozumienie. Bowie nie rozumiał czemu Blackwell się tak dziwnie zachowuje, ale nie miał na to teraz siły.
一 Zaparkuj pod przychodnią. Poczekamy kilka godzin, żeby nikt nie połączył tego z wypadkiem. Spadłem ze schodów 一 powiedział, dalej drżącym głosem. Kiedy siedzieli i czekali, atmosfera była napięta, a Bowie starał się nie odlecieć, co ledwo mu się udawało, bo kiedy tylko ciężkie powieki opadały, z trudem zmuszał się do pozostania przytomnym. Najchętniej poszedłby spać, nie rozumiał tego oślego uporu aktora, ale uległ namowom, dochodząc do wniosku, że przynajmniej ktoś założy opatrunek na te paskudne rany na twarzy.
一 Poradzę sobie, nie jestem dzieckiem 一 mruknął trochę opryskliwie, chcąc mieć to już za sobą. 一 Nie musisz tu czekać, dzięki za podwózkę 一 dodał, próbując otworzyć drzwi, co udało mu się dopiero za trzecim razem. Był wręcz przekonany, że Blackwell ma go już dosyć i chce w końcu wrócić na chatę. Nie tak miała wyglądać ich kolejna wspólna noc. Na seks raczej nie było szans, więc po co miałby tu sterczeć?
Na zewnątrz oparł się o auto i łapał oddechy, mając nadzieję, że dzięki temu przestanie mieć mdłości. Oparł dłonie o swoje kolana i pochylił się lekko. Po kilku wdechach ruszył w stronę gabinetu lekko chwiejnym krokiem. Ludzie, którzy na niego patrzyli pewnie myśleli, że jest jakimś menelem, ale przynajmniej nikt go nie rozpoznał, chyba.
Lekarz przyjął go szybko i w dyskretny sposób. Badania trwały jakiś czas i łącznie spędził w gabinecie ponad godzinę. Mężczyzna stwierdził wstrząśnienie mózgu jako najpoważniejszy uraz. Poza tym kilka stłuczeń. Nic, włącznie z nosem, nie było złamane, chociaż kilka ran trzeba było szyć. Oczyszczono wszystkie rozcięcia i założono mu opatrunek na nos. Z leków dostał tylko paracetamol na ból, a z zaleceń odpoczynek przez kilka dni, ograniczenie jakiegokolwiek wysiłku fizycznego i psychicznego oraz kontrolę w przyszłym tygodniu.
Skoro Tristan zdecydował, aby jednak na niego poczekać, to wsiadł do jego samochodu, rzucił pismo od lekarza na półkę i drżącą dłonią wyciągnął z kieszeni telefon. Nie wiedział co powiedzieć. Przeprosić? Podziękować? Momentami dalej nie wiedział jak w ogóle do tego doszło i zapomniał większości z tego, co mówił lekarz. Dobrze, że wszystko było opisane na tych świstkach, o których też już zapomniał. Chciało mu się pić, ale jedyne o czym myślał w tym momencie, to znowu wyścigi.
一 To teraz zabierz mnie tutaj… A potem do domu 一 mruknął, podając mu swój telefon, na którym odnalazł adres kumpla. Przecież ten wisiał mu kasę za wygraną i nie chodziło o pieniądze, a o honor. Musiał upomnieć się o to, co jego. Wszyscy mają wiedzieć, że może i skasował auto, ale nie na darmo. Nie potrafił do końca otworzyć powiek, a płytkie oddechy dalej nabierał tylko spomiędzy warg, co jeszcze bardziej wysuszyło mu usta, ale i tak był zdeterminowany. Zafiksowany na jednym, jak zdarta płyta.
Poszedł do Larsa i zrobiłby to nawet na kolanach, chociaż nie było tak źle, bo jeszcze jakoś trzymał się na nogach. Kumpel by zszokowany i pewnie trochę było mu wstyd, że zostawił go tam i wolał ratować swoją skórę, ale Bowie miał to w dupie. Niczego innego się po nim nie spodziewał. Wziął swoją wygraną, zasalutował mu i zwinął się z powrotem do auta. Znowu zaczął drżeć, a po chwili przysypiać, ale w międzyczasie, nawet się nad tym nie zastanawiając, chwycił dłoń Blackwella. A może było odwrotnie? Nie był pewien, ale to było przyjemne uczucie.
tristan blackwell