las vegas parano, baby
: sob mar 14, 2026 10:30 pm
Wszyscy zgodnie spojrzeli na Williama kiedy zapytał dlaczego on odpadł z tego konkursu, Madox nawet chciał sięgnąć i go poklepać po głowie, pac pac, ale był związany. Zrobiła to ta blondynka, a potem powiedziała o tym, że chciał nasikać na publiczność.
- Ale syf stary... - aż pokręcił głową, bo był ZDEGUSTOWANY. A dopiero zdegustowany to musiał być naćpany Madox przyjemniaczek, który śpiewał Jolene… I Dolly Parton też musiała być.
W końcu ich odwiązali i dali im ciuchy, chociaż te szaty były przepiękne, to jednak Madox je bardzo chętnie zrzucił i znowu zaświecił gołym tyłkiem, ale zaraz już się poubierali. Osobno wyglądali głupio... A razem to w ogóle jak dwa debile. No ale lepsze to niż parada przez pustynie na golasa.
Za to potem i tak zaczyna się jakaś dziwna podróż przez te piaski, co trzy wydmy oni się zatrzymują, siadają gdzieś w piachu i gadają, po drodze spalili blanta i wywalili chyba po pięć piw, na koniec, to słońce już im nieźle przygrzało, ale doszli w końcu do tej drogi.
Oczywiście Madox opowiedział o Meksyku jak tam było zajebiście i co robili z Pilar, a robili fajne rzeczy, oni zawsze takie robią zresztą. Poskarżył się też na to, że odzyskał matkę, a potem ją stracił, bo się okazało, że ona mu dała szpiega do klubu Maddie, którą teraz Noriega musiał zwolnić. Przedyskutowali to, kto mógłby zostać nowym menadżerem Emptiness, ale oprócz Shreka, to nikogo nie wymyślili. A Madox w końcu powiedział, że Shreka nie chce.
Wypytywał za to o to co William robił na La Palmie i czy on chce też się oświadczyć Charlotcie, to może by wzięli podwójny ślub, jak już się rozwiodą. Potem obgadali Peach, że to dziwne, że jest taka hot a poszła do jakiegoś programu szukać męża, zgodnie przyznali, że jakby byli wolni to by się jej oświadczyli. Potem Madox się śmiał, że jakby był Ricardo to by pewnie z nim William wziął ślub, ale przecież Richie już miał żonę, to by poszedł do paki, więc dobrze, że go nie było. Jak wszedł temat kawalerskiego w Bangkoku to Madox oczywiście powiedział, że on by wolał gdzieś w Ameryce Południowej, więc zaczęli się zastanawiać gdzie by mogli, bo może do Brazylii, albo Argentyny? Chociaż Will jeszcze mówił coś o jakiś Mazurach i Madox mu musiał sprawdzić gorączkę macając go po twarzy.
Na szczęście już są na tej drodze i Wiliam wystawia kciuk akurat w momencie, w którym mija ich jakaś banda motocyklistów.
- Ej stary... - zaczął Madox, bo miał jakieś złe przeczucia, ale te motocykle już się zatrzymują, a Patelek nawija, że łapią stopa do Vegas, więc Noriega już się nic nie odzywał, tylko pokiwał głową. A ten wielki chłop, który na kasku narysowaną miał czachę w płomieniach zaraz rozporządza gdzie mają siedzieć.
- A może ja... - zaczął Madox i już miał się kłócić z Willem, że może on w tym wózku, bo jest grubszy od Patela i nie wie czy się zmieści z tym małym na motorze. Ale płonąca czacha spojrzał na niego jakoś krzywo - dobra, dobra... - rzucił Noriega i tylko wcisnął Willowi tą torbę z hajsem, a sam już wsiada na motocykl do małego grubasa - Madox jestem - wyciągnął do niego rękę, żeby się przywitać, bo chyba tak wypada, jak się komuś ujeżdża harleya, czy coś.
- Sunny - odpowiedział mały i mocno uścisnął Madoxową rękę.
- Ładnie - rzucił tylko Noriega, ale zaraz pośpiesza ich ten wielki, więc Madox już usiadł na motorze za Sunnym zakładając na głowę kask, aż tą swoją czapeczkę musiał sobie wsadzić z tyłu w gacie, bo może mu się jeszcze przyda nie? Dostał kask ze słoneczkiem, zresztą jak jego towarzysz motocykla.
- Trzymaj mnie mocno - rzucił jeszcze Sunny, a Madox co miał zrobić? Trzymał mocno.
Silniki warknęły i ruszyli w dalszą drogę.
A za dziesięć kilometrów zatrzymali się na jakiejś obskurnej stacji, słońce już zachodziło za horyzont. Motocykliści pozsiadali ze swoich rumaków, Madox i Sunny też. Oni się tankowali, a Noriega i Will stanęli sobie z boku. Madox się przeciągnął i odchylił do tyłu.
- Je jebie, ale mnie napierdala dupa - rzucił, bo to siedzenie było takie niewygodne.
Ale jakiś gościu, który opierał się pod ścianą obok szyldu z napisem Little Ice Cream zaraz na nich zagwizdał.
- Ej chłopaki jesteście z tymi motocyklistami? - zapytał, a Madox przechylił na bok głowę. To chyba była jakaś lodziarnia, ale szyld miała świecący, trochę burdelowy...
- Ta, a co? - zapytał Noriega. A facet zaraz odepchnął się od ściany, kiedy podszedł bliżej okazało się, że ma na sobie kabaretki i buty na obcasie. Madox z Willem popatrzyli po sobie, a gość w kabaretkach już zagadywał do Sunnyego i ognistej czachy.
- Dobra, robimy postój na piwko - oznajmił Sunny, który do nich podszedł, a zaraz wszyscy zgodnie ruszyli do małego lodzika…
I zaraz okazało się, że to wcale nie jest lodziarnia.
William N. Patel-Noriega
- Ale syf stary... - aż pokręcił głową, bo był ZDEGUSTOWANY. A dopiero zdegustowany to musiał być naćpany Madox przyjemniaczek, który śpiewał Jolene… I Dolly Parton też musiała być.
W końcu ich odwiązali i dali im ciuchy, chociaż te szaty były przepiękne, to jednak Madox je bardzo chętnie zrzucił i znowu zaświecił gołym tyłkiem, ale zaraz już się poubierali. Osobno wyglądali głupio... A razem to w ogóle jak dwa debile. No ale lepsze to niż parada przez pustynie na golasa.
Za to potem i tak zaczyna się jakaś dziwna podróż przez te piaski, co trzy wydmy oni się zatrzymują, siadają gdzieś w piachu i gadają, po drodze spalili blanta i wywalili chyba po pięć piw, na koniec, to słońce już im nieźle przygrzało, ale doszli w końcu do tej drogi.
Oczywiście Madox opowiedział o Meksyku jak tam było zajebiście i co robili z Pilar, a robili fajne rzeczy, oni zawsze takie robią zresztą. Poskarżył się też na to, że odzyskał matkę, a potem ją stracił, bo się okazało, że ona mu dała szpiega do klubu Maddie, którą teraz Noriega musiał zwolnić. Przedyskutowali to, kto mógłby zostać nowym menadżerem Emptiness, ale oprócz Shreka, to nikogo nie wymyślili. A Madox w końcu powiedział, że Shreka nie chce.
Wypytywał za to o to co William robił na La Palmie i czy on chce też się oświadczyć Charlotcie, to może by wzięli podwójny ślub, jak już się rozwiodą. Potem obgadali Peach, że to dziwne, że jest taka hot a poszła do jakiegoś programu szukać męża, zgodnie przyznali, że jakby byli wolni to by się jej oświadczyli. Potem Madox się śmiał, że jakby był Ricardo to by pewnie z nim William wziął ślub, ale przecież Richie już miał żonę, to by poszedł do paki, więc dobrze, że go nie było. Jak wszedł temat kawalerskiego w Bangkoku to Madox oczywiście powiedział, że on by wolał gdzieś w Ameryce Południowej, więc zaczęli się zastanawiać gdzie by mogli, bo może do Brazylii, albo Argentyny? Chociaż Will jeszcze mówił coś o jakiś Mazurach i Madox mu musiał sprawdzić gorączkę macając go po twarzy.
Na szczęście już są na tej drodze i Wiliam wystawia kciuk akurat w momencie, w którym mija ich jakaś banda motocyklistów.
- Ej stary... - zaczął Madox, bo miał jakieś złe przeczucia, ale te motocykle już się zatrzymują, a Patelek nawija, że łapią stopa do Vegas, więc Noriega już się nic nie odzywał, tylko pokiwał głową. A ten wielki chłop, który na kasku narysowaną miał czachę w płomieniach zaraz rozporządza gdzie mają siedzieć.
- A może ja... - zaczął Madox i już miał się kłócić z Willem, że może on w tym wózku, bo jest grubszy od Patela i nie wie czy się zmieści z tym małym na motorze. Ale płonąca czacha spojrzał na niego jakoś krzywo - dobra, dobra... - rzucił Noriega i tylko wcisnął Willowi tą torbę z hajsem, a sam już wsiada na motocykl do małego grubasa - Madox jestem - wyciągnął do niego rękę, żeby się przywitać, bo chyba tak wypada, jak się komuś ujeżdża harleya, czy coś.
- Sunny - odpowiedział mały i mocno uścisnął Madoxową rękę.
- Ładnie - rzucił tylko Noriega, ale zaraz pośpiesza ich ten wielki, więc Madox już usiadł na motorze za Sunnym zakładając na głowę kask, aż tą swoją czapeczkę musiał sobie wsadzić z tyłu w gacie, bo może mu się jeszcze przyda nie? Dostał kask ze słoneczkiem, zresztą jak jego towarzysz motocykla.
- Trzymaj mnie mocno - rzucił jeszcze Sunny, a Madox co miał zrobić? Trzymał mocno.
Silniki warknęły i ruszyli w dalszą drogę.
A za dziesięć kilometrów zatrzymali się na jakiejś obskurnej stacji, słońce już zachodziło za horyzont. Motocykliści pozsiadali ze swoich rumaków, Madox i Sunny też. Oni się tankowali, a Noriega i Will stanęli sobie z boku. Madox się przeciągnął i odchylił do tyłu.
- Je jebie, ale mnie napierdala dupa - rzucił, bo to siedzenie było takie niewygodne.
Ale jakiś gościu, który opierał się pod ścianą obok szyldu z napisem Little Ice Cream zaraz na nich zagwizdał.
- Ej chłopaki jesteście z tymi motocyklistami? - zapytał, a Madox przechylił na bok głowę. To chyba była jakaś lodziarnia, ale szyld miała świecący, trochę burdelowy...
- Ta, a co? - zapytał Noriega. A facet zaraz odepchnął się od ściany, kiedy podszedł bliżej okazało się, że ma na sobie kabaretki i buty na obcasie. Madox z Willem popatrzyli po sobie, a gość w kabaretkach już zagadywał do Sunnyego i ognistej czachy.
- Dobra, robimy postój na piwko - oznajmił Sunny, który do nich podszedł, a zaraz wszyscy zgodnie ruszyli do małego lodzika…
I zaraz okazało się, że to wcale nie jest lodziarnia.
William N. Patel-Noriega